środa, 16 września 2015

Przemyślenia 1

Materia? To tylko złudzenie naszych zmysłów. Badając mikroświat, w materii znajdujemy więcej pustki (przestrzeni) niż materii. Można zatem, pokusić się o stwierdzenie, że to co czujemy … to przestrzeń o różnej gęstości, którą określamy mianem materii. Co więcej – to co ma wagę (np. atom) – jest skoncentrowane w bardzo małej objętości, i nawet to - w mikroświecie – jest nieuchwytne naszemu zmysłowi wzroku, a o miejscu przebywania tego czegoś, lub jego ruchu, możemy mówić jedynie w kategorii prawdopodobieństwa.
Zatem skąd pochodzi nasza moralność? Ano również z tej przestrzeni – różne jej formy objawiają się nam jako myśli (obrazy dyfrakcyjne przestrzeni). Następstwo myśli wynika nieuchronnie ze strzałki czasu – z prawa przyczyny i skutku, które przestrzeni jest zawarte.

* * *

Fizyka kwantowa, wkroczyła w obszar poznania, który wszystko co widzimy i rozumiemy, uznaje za złudzenie. To, że coś widzisz - wynika ze sposobu działania zmysłu widzenia. To co dotykasz wynika ze zmysłu dotyku, co smakujesz, ze zmysłu smaku itd. Wszystko jest złudzeniem człowieka ... dla człowieka, który ma ograniczone możliwości postrzegania RZECZYWISTOŚCI – zresztą tylko 5% rzeczywistości, bo reszta to - niezrozumiała dla nas ciemna energia i czarna materia.
Piramidy … są takie, ponieważ takie je postrzegamy. A to, co postrzegamy jest złudzeniem 5-procentowej rzeczywistości. Jaka jest kupa, każdy wie, ale niech tą wiedzę człowiek zachowa dla siebie – bo o reszcie decyduje coś więcej.

* * *

Dlaczego zakładasz, że kartezjańskie sumowanie grawitacji jest jedyna możliwą prawdą?
Jednoczesność zjawisk jest raczej ich iloczynem niż sumą. To co obserwujesz dodajesz jako kolejny fakt – i w skali makro jest to jak najbardziej rozsądne posunięcie … ale – w chwili tu i teraz, liczy się tylko ich iloczyn, czyli jednoczesność.
Oto granica między światem makro i mikro. W stacjonarnym świecie makro wszystko dzieje się przez dodawanie faktów. Ale w świecie mikro tym, który dotyczy naszej świadomości – wszystko dzieje się poprzez ich iloczyn. Dlatego – jakże często – wymiar wewnętrznego odczucia przerasta to co jest jedynie kolejnym addytywnym faktem.
Taki jest człowiek – lubi z reguły mnożyć niż dodawać. Choć o tym nie wie …

* * *

Przemyśliwałem Twoja koncepcję i choć nie do końca ja łapię, to powiem tak … w równaniu 0 = nieskończoność brakuje czegoś. Bo forma jest piękna, ale treść … niezrozumiała.
Dla Steda i człowieka Nikt, ważna była jednoczesność postrzegania czarnej dziury ego i wszechogarniającego wyzwolenia od niej.
No właśnie – JEDNOCZESNOŚĆ.
Człowiek istnieje w świecie, którym wszystko, wszędzie i zawsze dzieje się jednocześnie – jest iloczynem zdarzeń. Fizyka natomiast stwierdza, że wszystko, co na nas oddziałuje polega na dodawaniu sił.
Jak zapisać jednoczesność, dla zera i nieskończoności? Ano najlepiej tak, jak to formułuje zasada nieoznaczoności Heisenberga – w postaci iloczynu.
A więc tylko ten potrafi odczuwać nicość, kto jednocześnie sięga po nieskończoność.
Zobacz – każde pojęcie można tak przedstawić: Głuptak = nieskończenie wielkie / nieskończenie małe. Jeżeli dowolnie zmniejszymy nieskończenie małe, to również, aby utrzymać znaczenie Głuptak – musimy odpowiednio zwiększyć, nieskończenie wielkie – by Głuptak pozostał wartością stałą – a więc tym kim jest – teraz. Proste!
Mariusz Kajsutra też jest iloczynem (jednoczesnością) nieskończenie wielkiego i odwrotności nieskończenie niewielkiego. To, w jakiej proporcji zachodzi związek pomiędzy tymi wielkościami (relacja), decyduje o tym, kim Mariusz K. jest.
Zatem: im bardziej czuły jesteś na czyjeś nieszczęście, tym większe otwierają się dla Ciebie wrota nieskończoności.
PS. My się nie kłócimy, ponieważ my się lubimy – kłócić.

* * *

Miłość też jest entropijna. Przy okazji warto wyjaśnić co znaczy, że dane zjawisko jest entropijne. Miliony drgających cząsteczek składa się na zjawisko które nazywamy temperaturą - innymi słowy temperatura jest średnia energią ich drgań. Nazwa entropijna ma też oczywiście związek z entropią - czyli miarą nieuporządkowania - które stale wzrasta.
Podobnie jest z miłością - zależy od niezliczonej liczby drobnych elementów, ukrytych w spojrzeniu, dotyku, feromonach, pogodzie, Księżycu, ładnej sukience, dobrym śniadaniu, współczuciu, litości, czasmi również cielesnym chamstwie pożadania ... miłość jest ideałem, który dotykamy tylko czasami, momentami - i na podstawie tych momentów olśnienia budujemy legendę o miłości, która na co dzień ma nic do rzeczy.
Wiele pojęć ludzkich ma charakter entropijny. A najbardziej chrakterystyczną ich cechą - zgodnie z ich fizyczną interpretacja - jest to, że po czasie się rozpadają. Prawa natury sa bowiem silniejsze od ludzkich idealizmów - z reguły kochamy bowiem tak długo jak długo nie zagraża to naszemu jestestwu. Bowiem w obliczu wyboru: życie albo miłość - z reguły wybieramy życie.

* * *

Wiesz, bo to jest tak ...
Wszystko co mówisz jest entropijne ... tzn. wynika z miliona-milardów operacji istnień dużo mniejszych. Na przykład temperatuta, ciśnienie, czy zwykła objętość są entropijne. Nie ma boiwem nic takiego jak temperatura: to określenie człowieka na milardy drgań mikrocząsteczek - a właściwie, energię tych drgań.
Tak więc, temperatura jest entropijna i entropijna jest grawitacja. To są tylko złudzenia czegoś, co emergentnie powstaje w wyniku nałożenia się miliarda zaniedbywalnie małych impusłów - zaniedbywalnie małych ciał.
I takież są również nasze myśli. Zaniedbywalnie małe zmiany miliardów istnień w nas żyjących, powodują emergentne zjawisko myśli. To tylko złudzenie ...
To nie są więc nasze myśli, a jedynie emergentnie wyzwolone odczucia istot mniejszych ... zależne od temperatury, ciśnienia i objętości. Przecież, gdybyś musiał pisać swoje słowa w lodówce inny by miały wymiar i znaczenie - nieprawdaż?

* * *
Super! To właśnie jedno z paradoksalnych "odkryć" fizyki kwantowej: teraźniejszość może zmieniać ... przeszłość. Modyfikowanie tego co już wiemy, ma zatem sens w świecie kwantowym, choć w świecie makro nasz umysł rejestruje niepodważalne daty zjawisk.
Zatem ... w świecie kwantowym myśli:
... przeszłość jest przede mną, a przyszłość ... za mną.

* * *

Zastanówmy się czym jest przestrzeń bez której nie istnieje światło, grawitacja, siły wszelkie na tym świecie. A może przestrzeń jest światłem i grawitacją - w końcu Einstein w Ogólnej Teorii Względności wprowadził zależność przestrzeni od grawitacji i ... od światła. Bo przecież - z jaka siła grawitacja ugina światło, z taką siłą światło ugina (deformuje) grawitację. Zasada wzajemności - ta mistyczna: co nad to pod - została zaproponowana i potwierdzona przez Newtona - w prawie grawitacji.
Zatem ... przestrzeń nie jest powietrzem wokół Ciebie, nie jest odległością w dół, górę czy w bok. Przestrzeń jest medium , które wciąż wypływa z Twoich myśli i z każdej innej materii, która jest jej skupiskiem. Przestrzeń wypływa, więc jest jej coraz więcej.
Z każdą Twoja nową myślą powstaje jej więcej. Im więcej myślisz, tym szybciej świat się rozszerza - co zaobserwował Hubble, w postaci coraz większego (z "odległością") przesunięcia ku czerwieni.

* * *

... i powiesz tak: przecież człowiek często się myli - ale to też jest elementem Twojego pragnienia - mylić się. Bo gdy się mylisz jesteś - tak samo, gdy przez przypadek, milionową część prawdopodobieństwa, trafisz w prawdę. I mówisz - warto żyć dla takich momentów chwały - tak jak naukowiec osaczony przez miliony doświadczeń trafia w jedno - potwierdzające jego teorię.

Przemyślenia 2

W zasadzie, zawsze jesteśmy samotni w życiu. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy z kimś … nawet bliskim. Człowiek, który chce istnieć, musi w pierwszym rzędzie zaspokajać swoje potrzeby – dopiero, gdy ma „coś”, może dawać „coś” innym … np. miłość.
Miłości nie może dać ten, który jej nie ma w sobie. Ale – żeby tą miłość mieć w sobie – musimy: spać, pić i jeść i mieć schronienie przed zimnem – ostoję na ziemi, do której wracamy. Dopiero, gdy jesteśmy „umocowani” miejscem, przekonaniem, wiarą, poglądem – miłość może wypływać z nas, jak rzeźwiący innych strumień.
Świadomość własnej samotności jest jak spojrzenie prawdzie w oczy, jak przyznanie racji temu jedynemu, sprawiedliwemu stanowi istnienia. Samotność jest wstępem do otwarcia, do odrzucenia złudzeń i pełnego połączenia z całym Wszechświatem – i wtedy miłość jak strumyk – wypływa z nas bezwiednie …

* * *

Coś powstaje i coś się rozpada - nigdy nie należy żałować czegoś, co jest z przeszłości. Moralności uczono nas w domu, na podwórku, szkole - uczono robić dobrą minę do złej gry - nawet za cenę dochowania prawdy sobie. W ten sposób narodziła się obłuda, dzięki której potrafimy udawać zadowolonych, choć to tylko blichtr, pozory, aby nie urazić innych.
Ludzie zrobili się nieprzemakalni. Przerobili prawdę na zdawkowy medialny uśmiech i przymilne pocieszanie się wzajem. Cholernie nie lubię tej obłudy - dlatego też pisałem i też likwidowałem teksty na eioba.
W końcu okazałem się za słaby. Musiałem przyjąć reguły "grzeczności" i sam stać się obłudny, bo chyba lepsze są jednak mdłe ciastka niż dochodzenie gorzkiej prawdy.
Ale czy prawda istnieje? Każdy ma swoją i każdy jest w tym równy każdemu. Nie ma lepszych, ani gorszych są tylko silniejsi i słabsi – silniejsi wypierają słabszych – a ci się wycofują. Ja tak uciekam przez całe życie i zawsze będę uciekał - nic nie da się już naprawić, bo każde nawet najbardziej niewinne czyjeś intencje, wydają mi się podstępem. I to jest ta prawda, która wszystko łączy - w istocie rzeczy … każdy z nas dba o siebie. Tyle wiem mając prawie 60 lat na karku. Przed Tobą jeszcze dużo czasu, by się przekonać, że tak jest w istocie. A może już dostrzegasz …

* * *

Myśli dojrzewają jak owoce i jak owoce, również …gniją. I nie ma w tym nic złego, ani dobrego. Po prostu taka jest natura, która rzeczom (myślom) nakazuje się rozpadać.
A na myśli niedobrej – jak zgniłe jabłko – dobra myśl wyrasta. Zła myśl użyźnia myśli dobre - i tak dopełnia się cykl przyrody, od zaistnienia aż do śmierci i od śmierci aż do zaistnienia.
Zatem nie walcz, lecz zaakceptuj w sobie istnienie myśli obu … bo jedna i druga jest Ci do życia potrzebna.

* * *

Chodzi mi Kamilu o to, że różne nazwy-pojęcia, mają różne procedury-pojęcia, by je spełniać, w imię życia w zgodzie ze społeczeństwem-pojęciem, które je wyznaje.
Jeden huj znaczy, że to wszystko jedno – zawsze musisz, przyjąć jedną z doktryn, żeby poczuć się dobrze – i nie ważne jaką. Doktryna biedaka zbierającego puszki na plaży – próżnością - niczym się nie wyróżnia od doktryn chrześcijańskich, hinduistycznych, czy muzułmańskich.
On chce po prostu dla siebie dobrze, i nie wymusza tego na innych. Nie obcina głów, nie manipuluje umysłami … jest po prostu dla siebie … i w tym jest wielki. Reszta wieży Babel urojonych umysłów władzy, za cenę wolności jednostki - jest błądzeniem.

* * *

Nie myśl ... choć raz nie myśl pisaniem! Pozbądź się maniakalnej potrzeby pisania ... bo przecież, jest tylko po to, by wspierać Twoją maniakalna potrzebę ... wypowiadania się od siebie. Cierpisz, więc tworzysz. Ten, kto jest szczęśliwy nie potrzebuje niczego. Ty potrzebujesz się wypowiadać, bo rak "czegoś" co sprawiło Tobie cierpienie - siedzi w Tobie.
A jeśli to nie rak … to jaka „referendalna” potrzeba wyzwala w Tobie chęć pozyskania adoratorów? No, według Freuda … to tylko nie zaspokojony seks.

* * *

... śmierć wyzwala z cierpienia ziemskiego ... chociaż to co po śmierci, można dostąpić już za życia. Stachura próbował, gdy tworzył „człowieka-nikt”, a więc takiego, który istnieje w ludzkim świecie ciałem, ale duchem jest ponad wszystkie ziemskie cierpienia. To Stachura (i inni poeci) wymyślił matematykę, w której zero = nieskończoność – bo stając się człowiekiem nikt, stawał się wszystkim – całym Wszechświatem.
Niewiele można zrobić – nasze ciało wciąż czegoś potrzebuje, żeby istnieć, żeby życie podtrzymywać. Nasz duch jest daleko poza ziemskim życiem, w jednej chwili potrafi być radością blisko Boga, by w następnej zgłębiać przepastne głębiny ludzkiej wiarołomności. Duch uwolniony nie zna granic. Duch uwolniony jest niezniszczalny … ale człowiekowi nic do tego – człowiek przede wszystkim chce dobrze zjeść, wyspać się, mieć „zdrowy rozsądek” i prawidłowe spojrzenie na świat … wszystko po to by chronić i przedłużać własne życie … nie bliźniego … ale własne: trupy emigrantów pływające w Morzu Śródziemnym, nie dotyczą jego życia. Ważne, żeby żołądek był napełniony i zadowolenie wypełniało każda chwilę - własnego życia, reszta - czyjeś cierpienie - jest odległe i jakby niezrozumiałe.

* * *

Uznajesz zatem, że życie to takie wieczne borykanie się z trudnościami, i trzeba umiejętności utrzymywania się w równowadze, by się nie poślizgnąć i nie upaść … za co nie możemy winić Boga, a jedynie siebie.
Mówisz w ten sposób to, co głosił Budda: życie jest cierpieniem.
Od momentu, kiedy się budzimy, musimy borykać się z przeciwnościami. Najpierw musimy borykać się z grawitacją – musimy mieć siłę by ja przezwyciężyć i stanąć w pozycji wyprostowanej … a potem to już boimy się wszystkiego: by zdążyć do szkoły, do pracy, na spotkanie, by udało nam się wykonać to, co było zaplanowane … żeby nie wybuchła wojna i żeby banki nie padły, bo wtedy, kto nam pożyczy pieniądze, żeby przetrwać. Boimy się zachorować, bo leki kosztują, a nawet jeśli je bierzemy, to nie mamy pewności, czy nie wciskają nam chorób, których nie mamy – tylko po to by na nas zarobić.
Boimy się chłodu i rachunków. Śliskich kamieni i śliskich transakcji. Wreszcie boimy się umrzeć. Przecież życie jest takie cenne i jeśli ma się wystarczająco wyostrzoną uwagę, która chroni nas przed niebezpieczeństwami – możemy żyć długo, całkiem wygodnie. Właśnie to niebezpieczeństwo jest motorem naszej chęci życia - nasze cierpienie, które jest ukryte za każdą radością sukcesu.
Cierpimy – pomyślał Budda – cierpimy przez całe życie … i jedynie śmierć nas z tego cierpienia wyzwala.

* * *

Wszystko przemija, co ziemskie i – z tego, co na razie wiemy – również przemija to, co kosmiczne. W zasadzie żyjemy ciągle przeszłością. Gdy patrzymy na otaczający nas świat, obserwujemy go takim, jakim był przed momentem – zanim dotarło do nas wyemitowane lub odbite od niego światło. Kiedy patrzymy na Słońce widzimy je takie jakie było 8 minut temu. Gdy gołym okiem dostrzegasz mgławicę Andromedy na Niebie, widzisz jej obraz sprzed 2,5 miliona lat! Gwiazdy na krańcach Wszechświata być może już nie istnieją, bo światło od nich leci do nas ponad 13 miliardów lat.
Co więcej – ponieważ Wszechświat rozszerza się coraz szybciej – światło najodleglejszych obiektów przesunięte jest ku czerwieni … coraz bardziej i bardziej … aż staje się czarne – niewidoczne dla nas. Zatem nie możemy zobaczyć horyzontu, granicy Wszechświata.
Gdy spojrzymy w drugą, skrajną skalę wielkości mikroświata, również okazuje się on niepoznawalny. Poza granicą Plancka, wszystko jest możliwe – nawet cofanie się w czasie, nawet wpływanie tym co obecnie na to co było w przeszłości.
Miłość człowieka ma strzałkę czasu – ma swój początek i koniec. Miłość jest następstwem zdarzeń, nigdy nie cofających się. Zatem miłość ziemska skazana jest na przemijanie.
Jednak w sferze duchowej, jest inaczej. Jeżeli wejdziemy z odczuwaniem w mikroświat Plancka, w którym dopuszczona jest każda możliwość, gdy oszalejemy dla świata zewnętrznego i podążymy za głosem nieskończenie subtelnego odczuwania, zawędrujemy na kraniec Wszechświata – do Boga.
Dlaczego tak jest? Otóż odkryto w mikroświecie bardzo przedziwne zjawisko! Entalgement – powiązanie. Każde dwie cząstki, które miały ze sobą coś wspólnego w przeszłości, zachowują tą wspólność – nawet, jeśli zostaną oddalone od siebie na miliardy lat świetlnych. To właśnie, to dziwaczne „powiązanie” pozwala nam odczuwać głębią serca – miłość nieskończonego Boga. My jesteśmy od niego, więc żadna odległość nie jest dla nas barierą. Jeżeli tylko zajrzymy głęboko do naszego serca i odnajdziemy najmniejszą z najmniejszych iskierkę miłości - połączymy się z Nim ponownie.
Na co dzień iskierki pomijamy … potrzebujemy silniejszych doznań i wrażeń. Ja na przykład lubię dobrą, szkocką whisky, której … „za kołnierz nie wylewam”.

* * *

Zabawa słowami, których kombinacje tylko czasami zahaczają o struny prawdy. Jak gadać, by nie przegadać całego życia ...
... zanurzony po czubek głowy w słowach, umieram w przekonaniu, że coś wiem. Duszę się ... - kropla po kropli - słowa zabierają mi cząstkę świata, którą najbardziej ukochałem - milczenie.
Są niedokładne, nad wyraz pokraczne ... nigdy nie wypełniają koła doskonałości bo są łamaną niedopowiedzeń ... czasami obok, a czasami daleko od prawdy.
Dlaczego Boże skazałeś mnie na ułomność słowa. Dlaczego kazałeś mi rzęzić bałwochwalczo wierszami ... Ile ich jeszcze muszę wydalić, byś uwierzył w moją ich niepotrzebność ...
Cukierki słowa, łagodzą duszy niedostatek ... zemdliło mnie ...weź mnie do siebie ... w milczeniu.

Przemyślenia 3

Jesteś już teraz, zawsze inna. Już dokonał się podział tej, która pisała wiersz. Już nie istniejesz taka jaka byłaś. Już się podzieliłaś. Napisałaś coś co jest już przeszłością. Teraz czytasz ... i zapominasz ... kim byłaś ... bo po każdym wierszu - jak po wypróżnieniu - od nowa stajemy do walki ze światem. Są bakterie, których już nie masz - po to, by były te, które nową myśl Tobie przyniosą - nowe wyzwanie, które ... także wydalisz ... wierszem życia.

* * *

To kompilacja wszystkiego czego pragniesz. Fizyka kwantowa "uczy nas", że to my stwarzamy rzeczywistość. Elektronu nie ma, dopóki nie zachodzi obserwacja. Ten paradoks burzy powszechne przekonanie, że to co widzimy jest realnym światem - jest realnym na tyle na ile tego pragniemy. Innymi słowy wyliczamy go w ten sposób, żeby dawał się wyliczać, mierzymy to co chcemy zmierzyć, otrzymujemy dane takich jakich oczekujemy.
W skali makro wydaje nam się, że wszystko jest trwałe - niezależne od tego co pomyślę. Na polu doświadczalnym codziennego życia, to co pomyślę - nawet w skali makro - staje się prawdą. Mówi się o "samo sprawdzającej się przewodni" - i jest to jeden z subtelnych faktów, którego źródłem jest świat kwantowy.
To, że mówisz czerwony, nigdy nie było prawdą - bo czerwonego nie ma. To tylko złudzenie, którego pragniesz.

* * *

... i powiesz tak: przecież człowiek często się myli - ale to też jest elementem Twojego pragnienia - mylić się. Bo gdy się mylisz jesteś - tak samo, gdy przez przypadek, milionową część prawdopodobieństwa, trafisz w prawdę. I mówisz - warto żyć dla takich momentów chwały - tak jak naukowiec osaczony przez miliony doświadczeń trafia w jedno - potwierdzające jego teorię.

* * *

Zobacz ... już podzieliłem świat na dwa: "droga" i "Kasiu" ... a właściwie na trzy, bo dodałem jeszcze wykrzyknik. Każdy człowiek jest urodzonym redukcjonistą. W jego naturze jest dzielić. Ty dzielisz słowami by wyrazić obserwację-stan, ja dzielę się z Tobą ... dziwaczna uwagą.
Dlaczego człowiek wciąż dzieli? Przecież Wszechświat jest całością! Wystarczy spojrzeć, posłuchać, dotknąć i już Się wie ... Się widzi ... Się dotyka. Bez słów ... ot tak - od razu.
Redukcjonizm w myśleniu człowieka prowadzi do specjalizacji, specjalizującej się w wąskich specjalnościach. Wystarczy jedno słowo opoka, magiczne by specjalizacja potoczyła się ciurkiem. Dla jednych jest to Bóg, dla innych Wielki Wybuch, a dla jeszcze innych dowolne pojęcie-niezmiennik, które jak magiczna szufladka otwiera się by świat wytłumaczyć.
Einstein miał też taka szufladkę - prędkość światła, którą przyjął jako niezmienną - wbrew logice, ale z to z dużym "poparciem" doświadczenia.
Dlaczego człowiek wciąż dzieli? ...
Gdy zajrzymy do wnętrza człowieka, ujrzymy świat wiecznego podziału ... komórek. Powstających i ginących w mgnieniu oka. Wszystko co w nas - dzieli się nieprzerwanie - taki zwyczaj przejęty po bakteriach. Musimy dzielić myśli na słowa, bo dzieli się każdy nasz fragment. Wieloświaty Everetta, powstają w każdej chwili, bo nigdy nie jesteśmy tacy sami jak przed chwilą.
Mówisz: "Stworzyć nowe" - a to nowe powstaje zawsze - tu i teraz.
Piszesz: "Chcę mieć nowy dzień" - a on już powstał w Tobie.
Bo zawsze jesteś inna ...
Nigdy ta sama.
Bakteria.

* * *

Wszystko się zgadza Tereniu, ale co innego cieszyć się istnieniem, a co innego mieć świadomość z czego ta radość istnienia wynika.
Zobacz: Kwiat rośnie i pięknie rozkwita sprawiając radość sobie i innym. Ale jego rozwój wynika z "egoizmu" - on nie liczy się z niczym, bo by ten rozwój osiągnąć, przysłoni cieniem Ziemię tak by inne kwiaty nie mogły rozkwitać. I zrobi to każde drzewo na Ziemi i każde zwierzę i człowiek.
Albo zobacz to tak: Człowiek zadowolony ze swojego życia kupuje dobra, kierując się zasadą by były jak najlepsze i jak ... najtańsze. Otóż najtańsze są te dobra, które powstają z wyzysku pracy człowieka. Cieszy nas ładny strój, zegarek, samochód itp., i nie widzimy w tym nic złego, że wiele elementów z których się składają powstawało w krajach, gdzie siła robocza traktowana jest jak siła niskopłatna siła "niewolnicza". Kupując z myślą o sobie, "popieramy" więc w sposób pośredni wyzysk.
Czyż zatem to nie zło jest przyczyną naszej radości?

* * *

... żywić będzie czarcie moce" - tak jak piszesz, bo dobro odżywia się złym. Inaczej być nie może, bo skąd byśmy wiedzieli co dobre jest, gdyby t co złe nie istniało?
Tako rzecze człowiek, ograniczony swoimi pięcioma zmysłami - na marnej glebie wyrasta najbardziej czcigodna roślina. I tak też myślał Bóg, który w przesłaniu ludzkim powiedział, że najbliżsi są Jemu malutcy, ci zagubieni, a nie ci, którzy bogactwem i rozumem się szczycą.
Jam jest ptak upadły, który podnosi skrzydła jak feniks, by lotem ku słońcu prawdy - oślepić się i upaść.
W ludzkim jestestwie jest matrix, z którego nie ma wyjścia. A Ty lecisz ponad padoły upadku i głosisz prawdę o świecie - nieosiągalnym dla człowieka. I martwi Ciebie ludzkie zło, które jest nie czyjeś a Twoje. Bowiem im więcej dobrego mówisz, tym więcej zła powstaje - aby była równowaga. Boska równowaga.
Im bardziej miłujesz, tym większe powstają hordy zła, gotowe to miłowanie zabić. Nie widzisz więc, że droga ponad wyniesienia - ku dobru - prowadzi do nikąd.
A Bóg wie - w całej wszechmocy pojmowania - że ten jest prawością, kto ma zło w sobie, po to by dążyć do naprawienia, a ten co zły - ma szansę zostać dobrym człowiekiem. Dobro bowiem wymaga odkupienia za zło które ludziom czyniliśmy i czynimy. Bo przecież nikt z nas nie jest bez winy.

* * *

Masz zawsze rację ... ale nie o to w tym chodzi, żeby mieć rację ... bo jest to właśnie staranie się bycia mądrym, logicznym ... To wiecznie nie zaspokojone pragnienie udowadniania prawdy - to jak narkotyk, po który sięgamy by wypełnić nasze życie czymś ... logicznym. Kolejny krem, szampon, ładne buciki, bycia poprawnym ...
Człowiek przegaduje całe życie i nic z tego nie wynika, poza zachęcaniem innych, następnych, by przegadywali życie dalej ... A z tego myślenia tworzą się twory różne. Czasami z zatrucia słowem powstają dziwaczne zdeformowane twory przyrodnicze, zdolne do wszystkiego co miłością nie jest ... byleby swoje prawo do przegadywania życia zachować.
Człowiek roślina rośnie zjednoczony z przyrodą. Człowiek, którego nie ma - bo jest wszystkim, umiera za życia, by być bliżej Tego, który go stworzył. By przestać się martwić i dzielić - wiecznie dzielić wszystko słowem na dwa, trzy, cztery i na tyle ile może jeszcze więcej.
Pozdrawiam i polecam:
https://www.youtube.com/watch?(...)ndex=10

* * *

Serce uwięzione, ale umysł ciągle wzlata, nad poziomy ... poszukując świętego graala prawdy. Zauważyłem, że nie poszukiwanie prawdy daje wewnętrzną siłę ale stan nie-myślenia. Zobacz - każdy kwiat i drzewo tak czyni, i każde stworzenie na tej Ziemi - oprócz człowieka. Ponieważ człowiek skażony jest myśleniem - czyli cierpieniem.
Wymyśla więcej po to by wygodniej i lepiej, a nie potrafi rozwiązać prostego problemu dawania szczęścia - chyba, że sobie. W tym doskonali się najlepiej. Ale przecież to dawanie sobie szczęścia - staje się człowieka nieszczęściem! Wiecznym niezadowoleniem, z tego co ma, bo przecież zawsze może mieć więcej ...

* * *

Witaj Tereso! Mój komentarz będzie trochę dziwaczny, ale odnoszący się, nawiązujący nie bezpośrednio do tego co napisałaś:
Człowiek rozwija się prawdziwie wtedy, kiedy go nie ma ... 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 ... nic - i kiedy jesteś nic, kiedy nie ma Twojego ja - cały Kosmos przelewa moc w ciebie i wzrastasz jak milczący kwiat na łące.
Kiedy pojawia się myśl - spalasz się, skręcasz, miotasz, bo przecież płomień wiedzy sprawia ból, ciągłego dążenia do znalezienia odpowiedzi - dlaczego?
A więc spróbuj ze mną ... 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 NIC! Wyzwól się z więzów myślenia.

* * *

Pojęcia, które stworzył człowiek, budowane są na zasadzie przeciwieństw. W momencie, kiedy człowiek stwierdza "coś", natychmiast powstaje coś przeciwnego do tego "coś". W momencie gdy określa dobro - określa również zło.
Stan zero jest miejscem równowagi pomiędzy przeciwnościami. Trudno kroczyć przez życie cienką ścieżką równowagi. Przeważnie deklarujemy coś, np. pogląd, wyzwalając natychmiast pogląd przeciwny. Zatem człowiek sam tworzy dobro i zło. Jedno bez drugiego nie może się obejść.
Stan zero to stan nieistnienia. Jeśli przyjąć, że przestrzeń jest sferyczna, to stan zero paradoksalnie (dla nas) łączy się z nieskończonością. Tym samym w stanie zero jesteśmy wszystkim - całym Wszechświatem.

* * *
Witaj Kamilu! Wtrącę się w dialog, bo zauważam, pewien specyficzny schemat działania ludzkiego języka, myśli - czyli tzw. kamuflowanie.
zacytuję niektóre słowa i zwroty:
wolna wola
dusza
umysł
karma
sfera Wiecznego Ducha
wymiar nadświadomy
uwolnienie od podświadomości
nagi blask istnienia
stachurowa "cała jaskrawość"
Każde z powyższych stwierdzeń jest złożone i płynne - wymaga definicji aby je wyjaśnić. Przy czym, definicje same w sobie muszą być złożone (płynne), bo przecież to czym jest np. "dusza" nie da się wyrazić jednym słowem. Tworzysz zatem pewne "wizualizacje słowne", które są werbalnym wyrazem, Twojego stanu wewnętrznego - Twoją odpowiedzią na rzeczywistość - a nie samą rzeczywistością.
... przeglądając się w zwierciadle świata, każdy widzi obraz inaczej i brak akceptacji tej równoprawności, prowadzi do konfliktów ...
Ok ... tak sobie napisałem, - miałem taką potrzebę ... fizjologiczną, żeby wydalić trochę słów ... jeżeli Ci to przeszkadza mogę pójść wydalać je gdzieś indziej ... jest wiele stymulatorów zdrowego wypróżniania (czytaj: oczyszczania mózgu), można właściwie pisać - lepiej lub gorzej - na każdy temat.

* * *

"a wystarczy uwierzyć w siebie" - czyli w kogo? Czy jesteś pewien, że dobrze znasz siebie? Czy możesz zagwarantować (sobie), że Twoja tożsamość jest przewidywalna?
Według mnie nie istnieje autonomiczne "siebie" - w każdym momencie jesteśmy wypadkową całego Wszechświata, który ciągle ulega zmianie. Ziemia jest sprzężona ze Słońcem i tworzy układ pozwalający na istnienie życia. My rodzimy się w określonym układzie społecznym, który wpaja nam nawyki, schematy zachowawcze, tryby postępowania ...
Na to, kim jesteśmy składają się:
1. rodzice: genetyka i wychowanie
2. oddziaływanie innych dzieci i dorosłych:
- w szkole
- na podwórku
- w pracy
- w małżeństwie
3. oddziaływanie praw społecznych, politycznych itp.
W zasadzie, to kim jesteśmy w każdym momencie życia zależy od innych.
Można by powiedzieć, że "siebie" nie ma, bo to kim jest - kreowane przez innych.
Przykładowo - piszę ten tekst, ale nie napisałbym go, gdyby nie .... genetyka, szkoła, doświadczenie życiowe, zaciekawienie artykułem ... W każdym z tych przypadków dostawałem lub dostaję coś od kogoś/czegoś. W skrajnym przypadku stwierdzam: mnie osobowo nie ma - są tylko inni, wtopieni w cały Wszechświat.
Tak zresztą rozumiem człowieka "nikt" Stachury, który - poprzez swoje nieistnienie - staje się człowiekiem "wszystko". Ale być może opinie innych są odmienne. I nie ma w tym nic złego, ani dobrego bo ... choć rzeka ma jeden nurt, to prądy wód są w niej różne ...

* * *

... pełne wolności życie Stachury zakończyło się samobójstwem. Z punktu widzenia zdroworozsądkowego postrzegania świata, nie jest to chwalebne. Zresztą przyjmując zdrowy rozsądek jako miarę prawdziwości świata, tkwimy w przekonaniu o nieomylności naszych zmysłów. Wchodząc głębiej w naturę rzeczy - np. w obszar fizyki kwantowej - okazuje się, że nie wszystko jest takie oczywiste i nie wszystko wytrzymuje "próbę" zdrowego rozsądku.
Zdrowy rozsądek na co dzień, bardzo ogólnikowo opisuje świat. Mówimy, że coś jest samochodem, masłem, krzesłem bo mamy pewien ideał któremu przypisujemy etykietę. Ale czy krzesło zawsze musi mieć nogi, żeby było krzesłem? Czy istnieje wyraźna granica - np. zawartości tłuszczu, która rozgranicza masło od tłuszczu mlecznego? 39%? A jak 39,1% - to jest to już masło czy jeszcze tłuszcz mleczny?
Innymi słowy, przyzwyczailiśmy się opisywać świat ogólnikami - z dokładnością do ... i to nam wystarcza. Bo tak nam podpowiada zdrowy rozsądek. Podobnie również oceniamy ludzi: tak "pi razy drzwi". "No dobry, no uczciwy jest X" ... w odniesieniu do czego? Do naszego własnego "nieomylnego" poczucia dobra, które jest pełne niedokładnych pojęć (etykiet)?
Relatywizm świata fizycznego odkrył Einstein. Wszystko jest względne względem siebie. Relatywizm jest również podstawą np. hinduizmu, w którym białe jest tylko dlatego, bo istnieje czarne np. jak w znaku yin i yang.
Zatem: aby istniało dobro - musi istnieć również zło. Dzięki cierpieniu (Chrystusa) zostaliśmy odkupieni. Aby powstać trzeba najpierw upaść ... i to zarówno fizycznie jak i ... duchowo.
Czy Słońce jest żółte? Widziałem różne odcienie Słońca ... zachodzące ma np. odcień czerwony. Jeśli atmosferę pokryje gruba warstwa pyłu i zanieczyszczeń, może mieć nawet kolor zielony ... Podobnie: zły człowiek może okazać się dobry, a ten głoszący dobro - zły.

* * *

Jak widać wszystko można interpretować według własnego uznania. Każdy ma - broni - swojej racji. I na tym właśnie polega ułuda. Bo skąd wiesz, że masz rację? Bo ją poznałeś, doświadczyłeś? A ten co doświadczył i poznał inaczej - racji nie ma?
Jest takie prawo: każdy ma rację a jedynym jej miernikiem jest liczba osób, które w nią wierzą. W jedne prawdy wierzy większa liczba osób w inne mniej. Zatem prawda jest z natury względna.
Moja wizja nie jest po to, żeby udowadniać, że jest jedyną i prawdziwą wizja świata. Ona jest jedynie prawdziwa dla mnie. Wyrażam ją nie po to, żeby komuś coś udowadniać - tak jak malarz nie maluję obrazów aby konkurowały, a jedynie po to by wyrażały moje wnętrze.
Często jest tak, że traktujemy czyjąś wypowiedź jako wstęp, przyzwolenie do krytyki. Tymczasem to co maluje serce i umysł każdego człowieka nie podlega prawu konkurencji - i tak długo jak długo nie szkodzi (nie zagraża) innym - jest prawdą taka samą jak inne.

* * *
Słowa Stachury wskazują na świat wewnętrzny człowieka, który "chodzi po świecie, a nie świat chodzi po nim". Iluzja daje pełniejsze odczucie życia niż konfrontacja z często bezduszną rzeczywistością. Ucieczka w ułudę daje wyzwolenie od brzytwy życia tnącej nas codziennie.
Ułuda jest radością i smutkiem, która jak fala przebiega po naszych uczuciach. Świat rzeczywisty nie zna uczuć, świat rzeczywisty nie kłamie, nie opowiada bajek w których słabszy wygrywa z silniejszym. Dlatego lubimy filmy, książki, przedstawienia, w których takie "cuda" się dzieją. Lubimy ułudę - bo czyni nas większym, silniejszym w życiu - choć nieprawdziwym.
Ułuda w wiarę jest tym samym. Wiara w dobro człowieka jest ułudą. Ptak chroni swoje pisklę w gnieździe nie z dobroci, ale z potrzeby przetrwania - egoistycznej chęci istnienia za wszelka cenę.

* * *

Człowiek jest przyczynowo-skutkowy. Prawie wszystkie jego myśli są przyczynowo-skutkowe. Przyczynowo-skutkowa nie jest poezja, chociaż jej analiza już jest. Każde zdanie z wiary jest przyczynowo-skutkowe a nawet wiara jako taka - bo przecież: wierzymy bo ...
Czy uczucia są wolne od przyczyny i skutku? Smutek, radość, też mają swoją przyczynę. W rozumieniu fizjologii człowieka, związane są z czynnością hormonów. Każde zachwianie równowagi w ich wydzielaniu wpływa na nasz nastrój i emocje.
Wreszcie o stanie naszych uczuć decydują tak prozaiczne organizmy jak bakterie, pasożyty zamieszkujące nasz układ pokarmowy. Udowodniono, że apetyt na określony posiłek jest stymulowany właśnie przez ... apetyt bakterii, a nie jakby nam się wydawało - nasze upodobania wynikające z wolnej woli.

* * *

1. Bóg stworzył człowieka dualnego, skazanego na lewą i prawą stronę istnienia. Na dobro i zło, na tak i nie. Innymi słowy nadał rzeczom cechę symetrii. Człowiek lubi symetrię. Podoba nam się proporcjonalność budowy, kunsztowność i cykliczność kształtów - symetrycznych form tworzonych przez naturę. Coś co jest symetryczne, człowiek uznaje jako doskonałe i wszędzie gdzie je dostrzeże: w fizyce, biologii, muzyce, architekturze - uznaje za przejaw doskonałości.
Bóg ukrył w symetrii również stan równowagi - cienką linię oddzielającą lewą stronę od prawej. Wielu z nas próbuje podążać tą cienką linią niezależności od tak lub nie. Wielu jednak zdecydowanie określa się po jednej ze stron prawdy uznając, że ta po której stoi - jest prawdziwa. I tylko prawdziwa.
2. Czym jest dobro? Czyż nie jest to tylko słowo-pojęcie określające tkwiącą w nas wolę życia? Kwiat nie jest ani dobry ani zły - kwiat chce rosnąć, rozwijać się, zakwitać. Czy można nazwać ten stan miłością? Pragnienie życia jest permanentne - każda istota od tej najmniejszej do największej pragnie życia - nie chce śmierci, przed którą broni się, ucieka. Czy naturalna wola, chęć życia - jest dobra lub zła? Czy pojęcie miłości nie jest wyrazem potrzeby by spełniało się: żyj i daj żyć innym?
3. Ufamy w logiczność naszego myślenia. Posługujemy się logiką aby dojść do wniosków uznawanych za prawdziwe i słuszne. Nasze zmysły dają naszemu mózgowi wrażenia, na podstawie których wyciągamy wnioski, według nas - jedynie prawdziwe. Logika jest podstawą wielu nauk, ale również ... wiary. W każdym argumentowaniu istnienia Boga - wierzymy w moc i nieomylność naszego rozumowania. Mówimy: wiara nie potrzebuje rozumu, jednocześnie zaprzęgając możliwości tkwiące w umyśle - by udowodnić, że mamy rację. Udowodnić naszą stronę prawdy.
... a jeśli Bóg nie jest ani dobrem, ani złem, a właśnie równowagą tkwiącą pomiędzy?
Jestem tylko człowiekiem, więc muszę się określić po której stronie prawdy stoję - ale skąd pewność, że Bóg tego oczekuje. Być może nie chce od nas ani dobra ani zła - ale uzyskania wewnętrznej równowagi - tej samej, która jest w każdym drzewie, ptaku i każdej roślinie zakwitającej na Ziemi.

* * *

Widzisz, to jest tak. W fizyce, która opisuje naturę nie ma ani dobra, ani zła. Te stany-pojęcia wymyślił człowiek.
Człowiek wymyślił:
Jest ciepło. Przeciwieństwem ciepła jest zimno.
W rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak zimno - jest tylko więcej lub mniej ciepła. Nawet w bardzo niskiej temperaturze istnieje ciepło (energia) tylko jest jej mniej.
Człowiek wymyślił:
Jest jasność. Przeciwieństwem jasności jest ciemność.
W rzeczywistości nie istnieje ciemność, bo jest tylko więcej lub mniej światła. Nawet w ciele doskonale czarnym krążą fotony - czyli cząstki światła.
Człowiek wymyślił:
Jest materia. Przeciwieństwem materii jest pustka.
W rzeczywistości nie istnieje pustka doskonała. Nawet w największej próżni istnieją pojedyncze cząstki powstające w ciągłym procesie kreacji i anihilacji.
Tym samym ...
Człowiek wymyślił:
Jest dobro. Przeciwieństwem dobra jest zło.
W rzeczywistości istnieje tylko dobro, którego jest więcej lub mniej.
Człowiek wymyślił:
Istnieje Bóg i Szatan.
W rzeczywistości istnieje tylko Bóg - którego w jednych jest więcej a w innych mniej.
Tak więc każdy człowiek jest dobry. A zły człowiek jest tylko wymysłem człowieka, który ustanowił go, na użytek reguł społecznych zgodnych z dekalogiem, czyli Biblią.
Każdy człowiek jest dobry!!!
Dualizm nie istnieje.

Przemyślenia 4

... to tak, jak dzielenie ludzi na lepszych i gorszych. Ogólnie: zgadzających się z naszymi poglądami i wygłaszających poglądy przeciwne. Człowiek lubi dzielić świat na 2. Poucza innych jak mają postępować, bo uważa, że jego własne postępowanie jest słuszne. Dostrzega "czarne", ponieważ wierzy, że to co czyni jest "białe". Cały ten błędny proces dzielenia jedności, zaczyna się w momencie gdy zaczyna coś klasyfikować (nazywać) - zamyka w szufladkach pojęć to co uważa za dobre i wyciąga je za każdym razem, gdy usłyszy coś niezgodnego z jego włąsnymi poglądami (szufladkami).
Wszystko zatem zaczęło się w momencie nazwania (klasyfikowania) rzeczywistości. W momencie gdy człowiek stwierdził-nazwał "coś", momentalnie narodziło się "anty-coś", które nazwaniu jest przeciwne. W chwili gdy mówimy "tak", momentalnie powstaje "nie".
Nasz zdrowy rozsądek polega na budowaniu biblioteki szufladek, które zawierają odpowiedzi na prawie wszystkie pytania. Ale ... czasami odrzucenie (zaprzeczenie) jednej szufladki, burzy cała konstrukcję budowli. Nie możemy sobie na to pozwolić, więc wciąż uzupełniamy naszą bibliotekę o dodatkowe szufladki-warianty odpowiedzi.
Można zatem zadeklarować: "zabierając człowiekowi bibliotekę szufladek-przekonań, niszczymy również sens jego istnienia".
Na szczęście ilu jest ludzi, tyle jest różnie budowanych bibliotek, i wszystkie one są wzajemnie równorzędne, bo mają tą sama konstrukcję: pewne zasady (szufladki) są akceptujące, a pewne - nie.

* * *

Myślę, że masz rację - istnieje być może niewyobrażalny i nieosiągalny dla człowieka świat jedności, ale ... jesteśmy tylko ludźmi i tą przepastną dwoistość zobaczył w ludziach Stachura. I nie było od niej ucieczki w tym odkryciu ...
Jedynie wiara w jedność ratuje człowieka od samounicestwienia. Ta wiara jest obecna w każdej religii na tym świecie. W życiu codziennym możemy jedynie osiągnąć jej namiastkę ... na chwilę, na moment upajamy się, ale nieodwołalnie do dzielenia wszystkiego na 2 powracamy ...
... nawet w Twojej wypowiedzi 2 "słychać".

* * *

Nie jesteśmy w stanie wyizolować się ze świata, bo świat to zawsze dwa: my i zewnętrzność. Każda nasza zmiana wewnętrzna wpływa na zachowanie zewnętrza i odwrotnie. I nawet jeśli wycofamy się do wnętrza - dwoistość zostaje zachowana: stajemy się dla siebie jednocześnie ofiarą i oprawca. (Stachura pisał o wewnętrznym więźniu i jego wartowniku).
Na dwoistość jesteśmy "skazani" przez naturę (Boga): lewa i prawa strona ciała, lewa i prawa ręka, noga, oko, półkula mózgowa, DNA. Nie istnieje zatem świat - ani wewnętrzny, ani zewnętrzny - w którym bylibyśmy tylko JEDEN, bo każde jeden dzieli się na DWA (jak w znaku yin i yang.)
Uciekając przed ludźmi do własnego wnętrza, barykadując się przed światem, wpadamy w kolejną dwoistość: życia wewnętrznego, w którym także istnieje dobro i zło i w którym trwa ciągła walka wewnętrznej "ofiary" z wewnętrznym "oprawcą".

* * *

Czy miarą szczęścia człowieka jest sposób w jaki się rodzi? Są rodziny, naturalnie poczętych, które sobie i innym przez całe życie sprawiają ból. Są rodziny naturalnie poczętych, żyjące w nienawiści do braci i sióstr swoich. Są naturalnie poczęci nieszczęśnicy, złodzieje, cudzołożnicy, mordercy ...
... i Bóg wybacza im, bo bardzo ich kocha ...
Czyż nie sprawią mu większej radości ci sztucznie poczęci, którzy będą głosili chwałę Jego? Czy miliony genetycznie zmienionych, pozbawionych odium zła nie sprawi, że Jego będzie królestwo na Ziemi?
Zaprawdę powiadam wam, trzeba ludzi wymienić, aby Chrystus ponownie po Ziemi stąpał ...

* * *

Jest umowa społeczna ludzi, której ramy określa 10 przykazań - w tym: nie kradnij. W przyrodzie takiej umowy nie ma - w społecznościach zwierząt silniejszy wygrywa, słabszy ginie. W społecznościach zwierząt nie ma pojęcia litości. Litość jest produktem umysłu człowieka, który słucha serca. ale ...
Duży, społeczny organizm człowieka to coś więcej niż suma jego elementów (ludzi). Społeczny organizm kieruje się własnymi prawami rozwoju - dążeniem do bycia większym, silniejszym, bogatszym. Wielka poczwarka rozwoju jest tworem przyrodniczym, a więc nie ma litości dla jej elementów - tworzących ją ludzi.
Wydaje nam się, że mamy wpływ na społeczeństwo - tymczasem społeczeństwo ma wpływ na nas. W tym samy znaczeniu i w ten sam sposób, jak w społeczeństwie pszczół, mrówek, słoni, tygrysów, ptaków ... ostentacyjnie i bez wzruszenia traktujemy własnych osobników.
I tak dzieje się prawie na całym świecie. Szczególnie w dużych państwach.
Zamknięte w kokonie małoliczności kraje - takie jak Dania, Norwegia, Szwecja ... działają trochę inaczej. Tam poczwarka społecznego rozwoju nie niszczy jeszcze własnych obywateli ...
Na nic zdaje się rozum człowieka w obliczu, bezosobowego, bezwzględnego rozrośniętego przyrodniczo ciała społecznego, w którym ... silniejszy wygrywa, a słabszy musi przegrać ...

* * *

Zgadza się - nie jest dowodem w ramach doktryny co jest uznawane za dowód a co nie. Podobnie jak nie ma znaczenia intuicyjne przeczucie czy wizje dotyczące zdarzeń - żaden sąd ich nie uzna, bo litera prawa jest pragmatyczna (czytaj: nieludzka).
Podobnie jest w fizyce np. ze stałymi. Prawie wszystkie ... nie są stałe, a jedynie przybliżone. Fizyk pomija tą niedokładność, uznając, że "dokładnie" opisują one rzeczywistość. Uznaje zatem, że np. stała grawitacji jest stała z dokładnością do iluś miejsc po przecinku. Tymczasem w skali mikro każda subtelna zmiana ma znaczenie. Przykładem jest homeopatia (uznawana przez oficjalna medycynę), w której właściwości leczące mają rozcieńczenia bliskie zeru. Podobnie jest ze zjawiskiem pamięci wody, o którego istnieniu lub nie decyduje ... nastawienie osoby badającej. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pamięć_wody).
Zjawiska subtelne, są przez fizykę pomijane w skali makro. Rzeczywistość jest uśredniona i to wystarcza żeby ja pojmować ... ale czy na pewno?

* * *

Jest chyba właśnie na odrót. Specjalizacja świata nauki jest tak głęboka, że np. naukowiec zajmujący się teorią "rurek" nie potrafi dogadać się ze specjalistą od teorii "kółek". Postepującą, wąska specjalizacja jest emblematem naszych czasów. Ukończyłem fizyke techniczną i mam następujący tytuł: mgr inż. podstawowych problmemów fizyki, specjalność: fizyka ciała stałego. Fizyk od badań kosmicznych, operuje zupełnie innymi pojęciami i dlatego - szcerze mówiąc - nie zawsze go rozumiem. Ale może to sprawa elokwencji ...
Bycie specjalista wielu dziedzin, sprowadza się do tego, że o żadnej z nich nie mam pełnego, dogłębnego pojęcia.

* * *

Należałoby zadać pytanie: skąd wziął się system przyczynowo-skutkowy? Dlaczego człowiek skazany jest na wieczne szukanie odpowiedzi? Bo ma rozum? To tak jakbym powiedział, że masło zrobione jest z ... masła.
I jest inny świat ...
Artysta nie pyta, gdy maluje, rzeźbi, komponuje ... artysta czuje ... natchnienie. A zatem istnieje świat, który nie jest powiązany z przyczyną i skutkiem. Świat wyobraźni artystycznej. Czy wiara w Boga, nie jest takim odczuwaniem?
Który z tych światów jest bliższy prawdy? Czy ten który ciągle zadaje pytania do ciągle nowych odpowiedzi, czy ten ... który na przestrzał, odczuwa cały Wszechświat ... w jednym pociągnięciu pędzlem, zamachnięciu dłutem, nutą wibrującą uchwycony ... niezmierzoną miłością od Boga płynący ... do Ciebie i do Ciebie i do Ciebie również ... tu i teraz.

* * *

Cóż z tego ... że odkryliśmy w jaki sposób powstaje masa - z bozonu Higgsa, który "odczuwa" opór przestrzeni - skoro nadal można zadać pytanie: a skąd wziął się bozon Higgsa? Przecież umysł człowieka nie potrafi inaczej: musi zawsze zapytać, co było wcześniej!! Zatem nigdy nie będzie odkrycia ostatecznego - bo system "przyczyna i skutek" jest jedynym jaki znamy i jedynym jaki akceptujemy.
Cóż z tego, że jest Teoria Wielkiego Wybuchu, skoro pytanie: co było przedtem - ma zawsze w naszym sposobie myślenia sens?
A jakie znaczenie - poza artystycznym - ma Teoria Superstrun (a może lepiej: membran) - skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto zapyta: a te struny, to wzięły się skąd?
A czy można w ten sposób zapytać ludzkim rozumem: skąd wziął się Bóg?
Oczywiście, że można!!! Ludzki umysł jest w tym dobry - umie zadawać pytania - i dlatego jest tylko ludzki!!! I paradoksalnie - niemożność znalezienia odpowiedzi ostatecznej - świadczy być może - o jego ograniczoności i ... ułomności.

* * *

Materią nazywamy to co odbieramy zmysłami - wzrokiem, słuchem, dotykiem, smakiem, węchem. Zmysły to jednak tylko określone przebiegi impulsów elektrycznych.
Tymczasem Wszechświat wydaje się być jednorodny: wypełnia go przestrzeń - nawet w materii jest jej prawie 90%. Zatem nie powinniśmy traktować materii jako czegoś odrębnego, a jedynie jako miejsca o dużej gęstości ... przestrzeni.
Materia jest stanem, o dużej koncentracji przestrzeni, która przelewa się wirowo do jej środka - tworząc zjawisko grawitacji. Gdzie przelewa się przestrzeń? Prawdopodobnie przechodzi przez środek ciężkości "materii" (dużego skupiska przestrzeni) do innego wymiaru. Z analizy matematycznej wiemy, że objętości różnych wymiarów przestrzeni są ... różne. Największą objętość mają wymiary 5 i 6. Wszystkie mniejsze i większe wymiary mają objętość mniejszą. Wymiar nieskończony ma wymiar punktu - czyli jego objętość dąży do zera. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera)
Można by przyjąć, że przestrzeń z wymiaru 3 (czyli nasza) skupia się w obszarze tzw. materii i poprzez jej środek przelewa się do wymiaru 4, a ten z kolei do wyższych wymiarów 5 i 6. Oczywiście, na granicy istnieje również ruch w drugą stronę: przestrzeń z wymiarów wyższych przelewa się do naszego wymiaru.
Jeżeli potraktujemy człowieka jako skupisko przestrzeni, to wydaje się oczywiste, że po śmierci, "materia" rozpada się i uwalnia w postaci przestrzeni, która wypełnia otaczającą nas rzeczywistość. Innymi słowy, ten kto umiera trwa nadal w postaci określonego kształtu w przestrzeni. To jest właśnie nasz duch, który trwa wiecznie, aż do momentu utworzenia nowego skupiska przestrzeni - nowego życia w myśl teorii reinkarnacji.
... nasz przestrzenny duch ma kontakt z całą pozostałą przestrzenią Wszechświata.
Na podobnej zasadzie działa zjawisko tzw. pamięci wody, polegające na zapamiętywaniu kształtu materii - a więc samej przestrzeni a nie materii per se.

* * *

Od wielu lat oglądam filmy pornograficzne, które są dla mnie uzupełnieniem, a nawet stymulatorem relacji z bliską mi osobą. Filmy tworzone przez kulturę Zachodnią są takie jak piszesz - w większości skoncentrowane jedynie na konsumpcji, wyuzdane, pozbawione treści. Natomiast filmy produkowane np. przez Japończyków, mają interesującą fabułę, pewne zacięcie psychologiczne i co najważniejsze - pokazują celowość życia erotycznego, nieuchronność pociągu seksualnego, prowadzącą do dziwnych - czasami śmiesznych, a czasami dramatycznych sytuacji.
Dużo pisze się o deformacji mentalności i negatywnym wpływie oglądania takich filmów na psychikę człowieka i jego relacje międzyludzkie. Ja umiejscawiam potrzebę oglądania pornografii w arsenale ludzkich nałogów obejmującym nałogowe palenie, picie alkoholu, ale także: nałogową złośliwość, narzekanie, czy hedonizm. Nic o nas bez nas - my ciągle pragniemy czegoś nałogowo np. pisać. Coś co często szkodzi nie tylko nam, ale również innym.

* * *

Zastanawiające jest ciągłe dążenie człowieka do poznania prawdy. Nikt go do tego nie zmusza, chociaż on wciąż tego próbuje. Bóg postawił przed nim barierę poznawalności mikroświata i prawdopodobnie istnieje również bariera poznawalności (hiper) makroświata. Ponieważ oba światy istnieją poza zasięgiem ludzkich zmysłów, może okazać się, że są tym samym. Świat Boga zatacza koło, w którym badający i obiekt badany stanowią jedność.
Tą jedność widać w każdym zjawisku: czarne istnieje dlatego, że istnieje białe, dobro dlatego, że jest zło, wysokie dlatego, że jest niskie, północne, dlatego że istnieje południowe dodatnie dlatego, że istnieje ujemne ....
Chociaż .... jest jedno powszechne zjawisko, któremu brakuje pary: grawitacja. Ale przecież zasada musi być spełniona. Czy nie jest zatem grawitacja sposobem na kontaktowanie się z Bogiem, który ja uzupełnia? Czy nie jest ona wyrazem powszechnej, wiecznie ciągnącej do siebie miłości Boga?
Zapomnij zatem o swoim egoizmie, który jest formą grawitacji właściwą każdemu człowiekowi i zanurz się w miłości grawitacji wypełniającej cały Wszechświat ...

* * *

Nie można zatem oddzielić instrumentu, który dokonuje obserwacji od obiektu obserwowanego. Stanowią całość. Człowiek - jako "instrument" badający przyrodę - tworzy z nią jedność zamkniętą kołem yin i yang. Każde nowe odkrycie wpływa na odkrywającego. Każdy odkrywający wpływa na swoje odkrycie. W granicy poznania - w skali mikroświata - odkrywający może odkryć jedynie samego siebie tzn. cechę "instrumentu" badającego, taką jak dwudzielność myśli, zasada nieoznaczoności, dualizm korpuskularno-faloway itp., a także związek mikro z makro - jak w efekcie motyla.
Z myśli tej wynika też wniosek, który można wyrazić hasłem: "jakie narzędzie skonstruujesz, takie prawo odkryjesz". Człowiek przez stulecia budował urządzenia pomiarowe, które mierzyły to, co było przedmiotem jego rozważań - myśli. Gdyby budował inne urządzenia - odkrywałby inny świat.

Przemyślenia 5

Również poszukiwanie prawdy, nie jest prawdziwe a jedynie warunkowe. Bowiem wiemy coś pod warunkiem, że wiemy coś innego. Nieskończony łańcuch przyczyny i skutku nie ma ani początku ani końca. Taki obraz rzeczywistości przypomina zamkniętą kulę, po której można poruszać się bez końca. Zatem ... kolistość naszego mózgu jest przyczyną, niemożności znalezienia tego jedynego stwierdzenia prawdziwego, od którego zaczyna się wszystko. Chyba, że ... dokonamy obserwacji wewnątrz kuli mózgu i zauważymy, że jedynym nieruchomym punktem stałym jest jego środek. Jest to punkt leżący poza powierzchnią (myślenia), decydujący o jej zakrzywieniu. Punkt, który decyduje jak bardzo nasze myślenie jest zakrzywione. Temu nieruchomemu punktowi możemy nadać nazwę: Bóg.
Inną przyczyną niemożności poznania prawdy, jest sposób w jaki odbieramy rzeczywistość. Każda nasza obserwacja jest iloczynem (jednoczesnością) nieskończenie wielu zjawisk dziejących się na zewnątrz i wewnątrz nas samych. Iloczyn zjawisk jest nierozdzielny, tzn. nie można iloczynu rozdzielić na składniki (pierwsze) tak jak przy sumowaniu. Każda zmiana jakiegokolwiek czynnika, wpływa na wszystkie pozostałe - a więc i na wartość iloczynu. Widać to wyraźnie w przypadku zasady nieoznaczoności: w świecie kwantowym
zmiana położenia cząstki uniemożliwia określenie jej ... położenia. Odbiór (obserwacja) energii powoduje rozmycie czasu. Gdy jest tylko energia - czas nie istnieje. W świecie makro często stwierdzamy, że dane zjawisko jest sumą pewnych zjawisk. Jest to uproszczenie (przybliżenie) opisu rzeczywistości. Gdy przechodzimy do mniejszych rozmiarów i skal lub do rozmiarów znacznie większych od rozmiaru mózgu człowieka, rzeczywistość jest iloczynowa.
Iloczynowy odbiór rzeczywistości jest fundamentalnym prawem ludzkiego myślenia. Fizyka nie dostrzega tego zjawiska, bowiem uznaje, że każde zjawisko jest superpozycją (złożeniem), sumą zjawisk np. grawitacja w danym punkcie, jest sumą grawitacji obiektów, fala elektromagnetyczna jest sumą fal, ciężar jest sumą ciężaru składników itp. itd. Tymczasem myśl ludzka jest sumą tylko w jego bezpośrednim otoczeniu. Jak bardzo jest to myśl niedoskonała, świadczy niedoskonałość ludzkiego języka - który jest obrazem myśli. Gdy zgłębiamy zjawiska przyrodnicze, gdy poszukujemy myślą istoty Wszechświata nieskończenie wielkiego lub nieskończenie małego - do głosu dochodzi iloczyn wszystkich zjawisk (zachodzących) jednocześnie.

* * *

Nie istnieje coś takiego jak przestrzeń obiektywna. Każda przestrzeń postrzegana przez człowieka zapisana jest przez niego językiem - np. matematycznym. Innymi słowy przestrzeń dzieje się w umyśle człowieka - lub w uproszczeniu - przestrzeń jest jedynie myślą.
Przestrzeń istnieje jedynie w umyśle człowieka. Każdy z nas tworzy własne wyobrażenie przestrzeni. Te wyobrażenia są podobne, ponieważ nasze myśli są podobne. Gdy patrzymy w niebo usiane gwiazdami widzimy "wnętrze" własnego umysłu.
Człowiek obserwujący przestrzeń, dokonuje zatem obserwacji własnych myśli.
Przestrzeń potrafi się zakrzywiać - tak jak potrafią "zakrzywiać" się nasze myśli. W przypadku szczególnym nasze myśli krzyżują się, prowadząc do wyobrażenia materii (zapętlona przestrzeń). Zauważmy, że fizyka od dawna uznaje, że każda materia jest w większości zbudowana z pustki - czyli w istocie więcej jest przestrzeni w materii niż tego - co zmysłami - określamy jako atrybut materialności.
Zatem myśli ludzkie, są odczytem przestrzeni, przez przestrzeń znajdującą się w człowieku - ich iloczyn (jednoczesność, krzyżowanie, zapętlenie) prowadzi do pozornych wyobrażeń (zjawisk) materialnych.

* * *

Są granice poznania, których człowiek nie może przekroczyć. Te granice - w skali mikro - są wyraźnie widoczne: to co logiczne w świecie nas otaczającym traci swoją logiczność w wymiarze kwantowym. Stwierdzamy np. że coś bardzo małego może być jednocześnie falą i materią. Jeżeli chcemy obserwować właściwości materialne, konstruujemy urządzenie zaprzęgające nasze myślenie materialne - i wtedy stwierdzamy, że coś jest materią. Jeżeli myślimy, że coś jest falą, konstruujemy urządzenie, które potrafi to potwierdzić.
Wymyślamy zatem świat według swoich życzeń, ciągle jednak w skali makro, bo odrzucamy np. możliwość, że coś może być trochę fala i trochę materia jednocześnie. Na myślenie mieszane nie pozwala człowiekowi zasada wyłączności, która w najprostszym ujęciu stwierdza: albo coś jest, albo coś nie jest. Konstrukcja ludzkiego języka nie potrafi stwierdzić tych dwóch stanów jednocześnie.
Jak bardzo pojęcia ludzkie zbliżają się do siebie w świecie kwantowym, powodując mętlik logiczny, świadczą opisy zjawisk:
"pojedynczy elektron w doświadczeniu z dwoma szczelinami, przelatuje przez obie szczeliny jednocześnie" ???,
"elektron przechodzi przez barierę energetyczną" (przenikanie przez ścianę???),
"w skorelowanej parze cząstek (spin), każda wie co robi druga - nawet jeśli dzieli je nieskończona odległość".
W świecie kwantowym, stwierdzenie, że "coś jest" oraz stwierdzenie, że "coś nie jest" - zbliżają się do siebie tak bardzo, że zaczynają pomiędzy sobą oddziaływać i przenikać się wzajemnie. Co więcej - świat ciągły zaczyna się kwantować - na fragmenty z dokładnością do słowa-myśli. W efekcie nie można jednocześnie stwierdzić (pomyśleć) o położeniu elektronu i o jego ruchu, nie można jednocześnie stwierdzić energii i czasu w jakim działa (zasada nieoznaczoności).
A jeśli świat kwantowej myśli jest "rzeczywistym" światem, którego uproszczony obraz w skali makro przyjmuje formę niezależnych słów-myśli, które człowiek wypowiada?
"Wielkie umysły" wyrwały fragment prawdy z tego świata. Ale czy nie jest tak, że inne umysły (wielkie) mógłby wyrwać zupełnie coś innego. Każdy z nas wyławia jakiś fragment prawdy - jakąś część wazy, która pasuje do innego fragmentu, już wcześniej wyłowionego. I krzyczymy wtedy: Eureka!
... i może okazać się, że to co wyłowili Newton, Einstein, czy im podobni jest jedynie fragmentem wyrwanym z kontekstu pewnej większej prawdy - tylko pozornie prawdziwym.
Gdyby człowiek poszedł inną ścieżką prowadzącą do morza prawdy, być może wyłowiłby z jego dna coś całkowicie innego. Minęło kilkaset lat istnienia paradygmatów wiedzy, których trzymamy się kurczowo, wierząc w ideał ludzkiego umysłu. Nie dopuszczamy myśli, że sama myśl, może wpływać na siebie. Nie dopuszczamy myśli, że na końcu krucjaty możemy znaleźć tą samą myśl, która ją poszukuje ... a więc, że prawda wszystkiego znajduje się ... w słowie.

* * *

Ha ... ! To jest wtedy, gdy człowiek "nikt" wychodzi na moment z morza zdarzeń, staje na brzegu i obserwuje fale, szamoczące się, kłębiące się - fale naszych pragnień. W tym jednym momencie jest obserwatorem samego siebie i wszystkich falujących kłębiącym się razem z nim pragnień innych.
... przez ten jeden moment - tu i teraz - poza morzem zdarzeń, rozumie, czym jest życie. Ale od życia nie można uciec, więc człowiek "nikt" do morza musi powrócić by falować razem z innymi - tak jak ryba, która nie ma wyboru, bo bez wody (życia) - zdechnie.
Oto świat człowieka, uwikłany w samego siebie.

* * *

Rozumiem. Jeśli tylko zaakceptuję umowność ludzkiego założenia, że -5 x -5 = 25. Człowiek tak się umówił, żeby mu pasowało do łamigłówki, którą w warunkach Ziemi rozwiązuje, a która nazywa się matematyką.
Aby wyjaśnić sobie pewne podstawowe zjawiska fizyczne, wymyślił np. liczbę urojoną, czyli taka, której kwadrat jest ujemny. Euklides wymyślił np. płaszczyznę, prostą i punkt, które w realu nie istnieją, i zaczął określać relacje pomiędzy tymi fantomami.
Prawdą natomiast jest, że nikt nie ma minus 5 palców! Ale w wyobrźni, wszytsko jest możliwe ...
No i tu dochodzimy do jednego z fundamentalnych stwierdzeń (mojej - a co? nie mogę?) - teorii. Proces myślenia jest takim samym procesem fizjologicznym jak wszystkie pozostałe człowieka: wydalanie, moczu, kału, potu, czy skażonego CO2 powietrza, niczym nie różni się od wydalania myśli - no może poza odbiorem estetycznym. Człowiek trawiący pokarm musi wydalać myśli tak samo jak inne produkty przemiany materii. Stąd taka jej różnorodność filozoficzna, którą Wittgenstein nazwał choroba umysłu.
No i ku własnej uciesze człowiek wymyśla w ten sposób rzeczy, które ułatwiają mu życie i które go od życia-myślącego uzależniają, a nawet ... zabijają.

* * *

Z liczbami jest tak - dopóki są małe, wszystko wydaje się człowiekowi oczywiste, jak również to, że na co dzień, żyje na płaskiej powierzchni a nie na kuli. Wystarczy jednak nadać liczbom wymiar skali Wszechświata i zaczynamy się gubić: ile to jest nieskończoność razy nieskończoność? Nieskończoność? Większa niż przed mnożeniem? A może taka sama?
Czy więcej jest liczb nieparzystych czy parzystych? Nie no, to proste - każdych z tych liczb jest nieskończenie wiele. A ile jest wszystkich liczb naturalnych - też nieskończenie wiele - ktoś wykrzyknie! ... ale czy więcej niż liczb parzystych albo nieparzystych? Nikt nie wie ... więc przyjmuje, że nieskończoność to nieskończoność i nie da się określić, która nieskończoność jest większa. Nie da się umysłowi człowieka.
Wszystko jest proste, gdy zagadnienie liczb dokonuje się w trójwymiarowej przestrzeni Euklidesa, ale ... np. prosty wzór Pitagorasa dla trójkątów prostokątnych, nie jest spełniony w przestrzeni zakrzywionej, którą upodobał sobie Einstein. W takiej przestrzeni, dosyć powszechnej we Wszechświecie, 3x3 + 2x2 nie zawsze równa się 13.
Jak bardzo ślepo zapatrzeni jesteśmy w prawdziwość praw wymyślanych tu na Ziemi, niech świadczy kolejny, niezaprzeczalny "fakt" z fizyki. Nasz Wszechświat - tej normalnej materii palców na których liczymy np. jajka - to tylko około 5% całego Wszechświata. A reszta to nieznana nam co do istoty "czarna" materia lub "ciemna" energia, w których ... 2 + 2 nie równa się 4 ...

* * *

Post scriptum
Refleksja przy piwie ... pierwsza
Każda prawda znaczona jest fałszem ... a każdy fałsz ... o zgrozo! ... znaczony jest PRAWDĄ!
Innymi słowy rację ma każdy ... nawet ten który racji nie ma. W świecie ludzi panuje zatem zasada prawdy większościowej: prawda jest "prawdziwsza" jeśli ma więcej zwolenników. Prawda jest mniej prawdziwa, jeśli ma mniej wyznawców. W świetle praw logiki, oba stany prawdy są prawdziwe.
Tak jak to powiedział/przewidział Josef Goebbels: "Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą."

* * *

... hmm ... idę po piwo ... ale najpierw myśl taka:
Człowiek zawsze ma rację ... swoją. Ale czyż nie dowodzi to egocentrycznego "myślenia" - właściwego człowiekowi i wszystkich istnień na tym świecie - które jak grawitacja ciągną do swojego środka "krzycząc": ja zawsze mam rację? I czy dla tej grawitacyjnej racji własnej nie poświęcono na tym świecie milionów istnień ludzkich?
Ha, ha ... "gdzie dwóch Polaków się spiera tam trzeci ma rację" jest humorystycznym ujęciem tej idei, ale tak naprawdę ... człowiek nie może nie mieć racji, bo tak jak każda materia ożywiona - straciłby sens istnienia.
Wniosek: ludzkość doskonaląc umiejetność wymiany informacji, zachowała pierwotny chrakter siły, która kształtowała jego umysł - siły grawitcji, która zawsze ciągnie do siebie! - o ile teoria ewolucji jest prawdziwa ... a jeśli człowieka stworzył Bóg, to wypełnił go ego-grawitacją - tą samą siłą, której powodem jest obrót ciał niebieskich.
... Boże ... nie mogłeś wymyślić tego inaczej?? ...

* * *

Nie w tym rzecz, że JA (człowieka) wie - ma świadomość czegoś. Rzecz w tym, że JA postrzega wszystko z własnej perspektywy i uznaje, że taki jest świat, jaki JA widzi i pojmuje. JA nie uznaje, że może istnieć inne wyobrażenie świata, niespójne z tym co uznaje, słyszy, dotyka, węszy, widzi, czy rozumie.
Ryba żyjąca w wodzie postrzega cały świat wokół poprzez wodę. I jest to dla niej jedyny, "wytłumaczalny" świat. Wszelkie interpretacje (informacje) dotyczące świata poza woda, są postrzegane poprzez środowisko wodne - a więc są niejako "skażone" przez środowisko w którym żyje.
Podobnie człowiek interpretując świat przyjmuje, że jedynie interpretacja ludzka ma sens, a cały świat jest właśnie taki jaki jest, ponieważ to on - człowiek - tak go postrzega - z całym bagażem wiadomych i niewiadomych. Taką postawę nazywam homocentryczną - nie uznaje ona możliwości całkowicie innej interpretacji świata - jego wyglądu oraz mechanizmów nim rządzących, przez inne - odmienne od homocentricusa - istoty.
A według innych istot może być tak, że ... świat wcale się nie rozszerza, nic nie krąży, nic się nie dzieje ... a wyobrażenie ruchu postrzegane przez homocentricusa, jest jedynie złudzeniem wywołanym strukturą budowy zmysłów (również rozumu) człowieka.
Zatem każda odpowiedź kontestująca, jest tylko odpowiedzią kontestującą w znaczeniu człowieka. W oderwania od schematu myślenia ludzkiego, kontestowanie ma zupełnie inny charakter, ponieważ wyobrażenie Wszechświata może być zupełnie inne.

* * *

Informacją dla człowieka jest to, co sam jako informację interpretuje. Informacja jest dziełem wspólnym człowieka i środowiska na które oddziałuje. Nie istnieje informacja bez wzajemności, tzn. jeżeli nadawca i odbiorca nie są wzajemnie powiązani. Zatem świat informacji jest różny dla różnych odbiorców. Oznacza to również, istnienie różnych interpretacji tej samej informacji.
Prowadzi to do wniosku, że informacja - na poziomie "duchowym" - kształtuje się tak, jak tego oczekuje odbiorca. Każdy rzeźbiarz znajduje inną informację w tym samym kawałku drewna. Podobnie malarz przelewa na płótno informację - dla każdego inną - zależną od sposobu postrzegania, świata zewnętrznego. W skali mikro (duchowym) - subtelne odczuwanie Wszechświata jest subiektywne zależne od relacji między obserwatorem i obiektem obserwowanym.
Jest taka informacja: Ziemia krąży wokół Słońca. Jest ona potwierdzona eksperymentalnie. Przez człowieka - dla człowieka. Obserwator, który inny rodzaj zmysłów*, może stwierdzić, inny stan rzeczy - i również jego świat będzie prawdziwy - dla niego.
Istnieją zatem różne obrazy tego samego świata, zależne od sposobu postrzegania go przez obserwatora. Istnieją zatem różne informacje i każda jest sobie równa, w sensie znaczenia dla obserwatora nie można uciec od pojęć ludzkich przy opisie dowolnego zjawiska. Człowiek definiuje i "rozumie" pojęcie: "zmysłów". Ale jest to tylko słowo-pojęcie wymyślone, służące porządkowaniu świata przez człowieka - dla człowieka.

* * *

A czy nie jest tak, że wiedza jaką mamy wynika z gramatyki jaką się posługujemy?
Aby przekazać treść wiedzy, musimy używać określonego klucza gramatycznego. W języku ludzkim jest on w większości przypadków taki sam: podmiot, orzeczenie, dopełnienie. Wyobraźmy sobie, że "ktoś" dla wyrażenia myśli stosuje, dwa różne podmioty, dwa orzeczenia np. wzajemnie sprzeczne i dopełnienia "z kosmosu"? Dla sposobu opisu świata tych istot, ta różnorodność gramatyczna, będzie oczywista. Czy prawa przyrody (wiedza) tych istot będzie taka sama jak człowieka?

* * *

Zagadnienie 2: Człowiek tak myśli jak chodzi.
Przyczyna i skutek w ludzkim rozumowaniu wynikają ze sposobu w jaki człowiek się porusza. Każdy następny krok jest konsekwencją poprzedniego - sposób chodzenia człowieka, określa (również) jego sposób myślenia. Jeśli przyjąć tę analogię, to wydaje się oczywiste, że podobnie jak chodzenie, ludzkie myśli zataczają różne krzywe, spirale itp. W przypadku szczególnym ludzkie myślenie zatacza koło - odpowiednik podróży dookoła okrągłego świata.
A teraz zobaczymy jak chodzi mój kolega wyobrażeniowy: kosmita Boguś. W przestrzeni n-wymiarowej dokonuje jednego kroku we wszystkich kierunkach, a nawet kroki bez kroku!!! Kurcze! Wszystko staje się skutkiem i zarazem przyczyną. Boguś! Czy ty wiesz co ty robisz? W sensie ludzkim - ty nie masz sensu! Bo trudno ustalić u ciebie jakiekolwiek następstwo!
- Ha, ha ... Wiem Głuptaku, że trudno ci zrozumieć moje cele, ale ty jesteś tylko człowiekiem, a ja ... Bogusiem! Twoja percepcja świata nigdy nie pozwoli ci zrozumieć o co mi chodzi ...
- No ... jak mówisz do mnie po ludzku, to wszystko jest jasne! Ale Boguś ... nadal nic nie rozumiem!
- Poczytaj Biblię to może coś złapiesz między wierszami ... Na przykład jest coś takiego, co określasz pojęciem "miłość", coś co nie ma ani przyczyny ani skutku, a tylko po prostu jest. Wtedy się rozumiemy. Jasne?!
- To mi się w głowie nie mieści!!!
- Myśl SERCEM!
- Boguś! ... jesteś ... niepoznawalny!!!

* * *

Zagadnienie 1: Czy to co jest kwadratowe może odkryć to co jest okrągłe?
Prostokąt poznaje swoje otoczenie poprzez odczuwanie styku z innymi obiektami. Styk z obiektem zakrzywionym (np. kołem), "poinformuje" prostokąt o istnieniu punktu (punktów). W dużym przybliżeniu prostokąt (tak jak człowiek), przyjmie istnienie odcinka prostego pomiędzy dwoma punktami koła. To przybliżenie jest wystarczające, żeby prostokąt mógł poprawnie opisywać (rozumieć - tak jak człowiek) świat zewnętrzny.
Przybliżony charakter mają również słowa, którymi człowiek próbuje przyrodę opisać. Pojęcia: "koło" i "prosta" nie istnieją w świecie zewnętrznym - bo nie istnieje w przyrodzie taki obiekt, który spełniałby geometryczną "idealność" tych pojęć. Odniesieniem pojęć "koło" i "prosta" jest dwuwymiarowy świat człowieka znajdującego się na płaskiej Ziemi - tymczasem Ziemia jest okrągła (elipsoidalna?), a więc nic co jest okrągłe nie jest okrągłe i nic co jest proste nie jest proste. Szczególnie gdy uwzględnimy, że świat człowieka, pędzi wokół Słońca, a Słońce wokół środka Galaktyki - w obrazie tym koło staje się spiralą, a prosta - jest krzywą.
Innymi słowy człowiek w życiu codziennym posługuje się złudzeniami które uznaje za prawdziwe i dla wygody stosuje w komunikacji. Każde pojęcie-słowo jest zatem jedynie przybliżeniem tego co nazywamy myśleniem - nie dającym się słowem ogarnąć. Za niedokładność słowa wszyscy płacimy niezrozumieniem.

* * *

" Jeśli mówimy "prędkość obiektu zależy od ośrodka w jakim się znajduje", kosmita może powiedzieć to w zupełnie inny sposób, ubrać w inne słowa, ale sens zachowa gdyż to jest prawda i fakt sprawdzalny."
Jest to prawda i fakt sprawdzalny w ramach aparatu myślenia właściwego człowiekowi. Sposób postrzegania świata przez człowieka, narzuca wygląd świata rozumiany (pojmowany) przez człowieka. Mrówka postrzega świat inaczej, a zatem pojęcia "obiekt", "prędkość" oraz "ośrodek" mają dla niej inne znaczenie - a więc inne też mogą być prawa postrzeganej przez nią przyrody.
Mrówka odczuwa to co nazywamy grawitacją i to co nazywamy falami elektromagnetycznymi, ale np. taka bakteria, siły grawitacji nie odczuwa. Jeśli tak - to i prawa rządzące światem są dla bakterii inne.
(doświadczenia potwierdzają niezależność bakterii od grawitacji. Zarówno super duże obciążenia np. w wirówce jak i mikrograwitacja w Kosmosie - nie wpływa na rozwój bakterii - a szczególnie jej rozmnażanie).
Kosmita zbudowany z nie-materii nie będzie rozumiał znaczenia "światło" i "ośrodek" w ten sam sposób co człowiek. Istota wielowymiarowa będzie operowała pojęciami niezrozumiałymi dla trójwymiarowego człowieka.
Stwierdzenie, że człowiek wymyśla tylko to co chce (może) wymyślić - wydaje się zasadne. "Tylko to rozumiem, co własnym aparatem myślenia mogę zrozumieć" wyróżnia człowieka w świecie przyrodniczym i jednocześnie go ogranicza. "Homocentricus" nazywa te rzeczy i zjawiska, które możliwe są do nazwania przy użyciu umysłu, zdolnego postrzegać tylko trzy wymiary i czas.
Język matematyki to tylko inna forma komunikacji w której słowa mają formę symboli. Również w przypadku matematyki (geometrii) istnieją ograniczenia "pojmowania" - człowiek nie rozumie pojęcia nieskończoności, niezrozumiała jest dla niego nieskończona geometria samopowtarzalnych struktur (teoria chaosu), niemożliwe do wyobrażenia wyższe wymiary. Człowiek nie potrafi rozwiązać zagadnienia ruchu trzech ciał, równań nieliniowych itp. Dla uproszczenia posługuje się ... uproszczonymi modelami, które nie są w stanie opisać rzeczywistych zachowań przyrody ... a jedynie je naśladują.
Wszystko co człowiek opisuje w przyrodzie ma formą przybliżoną. To czego nie potrafi zmierzyć - uznaje za pomijalne - np. w fizyce kwantowej.

* * *

Ha 1! Hipoteza:
W ludzkim ciele jest to, co człowiek je badający chce zobaczyć. To jest piekielnie genialne: naukowiec odkrywający prawa natury, dokonuje samoindukcji praw, które chce odkryć. Szczególnie "widoczne" jest to na poziomie kwantowym. Jeżeli "wierzymy" w istnienie jakiegoś zjawiska to zjawisko to się "staje". Dlatego też, wiele zjawisk dziejących się na tym poziomie ma charakter indywidualny, właściwy tylko danej osobie, lub grupie osób z nią związanych.
W istnienie pamięci wody wierzył francuski immunolog Jacques Benveniste - on i jego współpracownicy obserwowali zjawiska z ta pamięcią związane. Jego krytycy, z góry zakładający, że jest to bzdura, nie byli oczywiście w stanie tego zjawiska zaobserwować, bo w nie, nie wierzyli!!!
Myśl, która dzieje się na poziomie kwantowym, może dokonywać cudów z naszym organizmem, bo jedyne co nam jest do tego potrzebne, to wiara, że ta myśl może czynić cuda!
Zatem placebo jest nie mniej skuteczne niż rzeczywiste lekarstwa na dana chorobę, co potwierdzają badania naukowe (http://supernowosci24.pl/place(...)arstwa/).
Ha 2!
Powstaje zatem pytanie: co to jest myśl i gdzie jest jej źródło.
A oto odpowiedź jaką otrzymałem:
Żegnaj Ziemo!
Matko przybitych do krzyża życia
Żegnaj Ziemio!
Pełna zmagań od świtu do zmroku
Ziemio smutków i radości,
wykręconych udawaniem
Żegnaj siedlisko więźniów
skutych łańcuchem pragnień
... odchodzę
w pustkę przestrzeni
w pustkę błogiego
nie-istnienia
Witaj!
Boże!
Witaj!

* * *

Większość ludzi ... a właściwie wszyscy ludzie, wybierają taką wiedzę, która najlepiej służy ich naturze ... czytaj: zbiorom słów, które rezonują z ich materią - czyli pustką.
Pustka człowieka jest wypadkową pustki (przestrzeni) Wszechświata. Ludzie mówią, że są materią, a w istocie, co w nich gra i co ich urzeka, wynika z całej przestrzeni poza nimi.
Nie szukałbym zatem prawdy w "materialnym" człowieku, który z racji swojej fizyczności zawsze musi garnąć dla i do siebie. Jeżeli pozbędziemy się tego przywiązania zapatrzonego we własne ciało i jego uczynki, otworzy się przed nami pustka, nieskończenie przestrzenna i nieskończenie bardziej prawdziwa, niż kupka komórek i kości, które rozkładają się w nas aż do śmierci.
Miłość, która nas wypełnia, nie jest nasza .... to miłość Kogoś kto jest przestrzenią przestrzeni ... Kogoś, którego słowo nie dotyka.
Człowiek w swoim "materialnym" życiu ma tylko parę podstawowych funkcji do wykonania: wyspać się, najeść, wysrać, rozmnożyć i wymyślić coś, co zarówno da mu zadowolenie jak i ogrom cierpienia.
Materia psuje się i powoli, systematycznie rozkłada do przestrzeni ... do pustki Boga, która nie zna miłosnych uniesień, mówienia prawdy czy kłamstwa, nienawiści, uprzedzeń, narzekań i nadziei ... ale która daje poczucie jedności i wspólnoty bezsłownej, nieograniczonej, wiecznej ... w ten sposób Bóg przytula swojego człowieka.
Człowiek nikt to rozumie, bo człowiek nikt jest człowiekiem wszystko.

* * *

Teoria to nazwanie tego, co człowiek swoją dociekliwością odkrywa w swoim otoczeniu i łączy z innymi zjawiskami tego otoczenia. Buduje te teorie posługując się językiem, który rozdrabnia na niezliczone pomniejsze i powiększe pojęcia.
Na przykład - wymyślił słowo materia, dla uproszczonego opisu tego co postrzega, słyszy i dotyka, po czym okazało się, że tak zdefiniowana materia jest w "środku" prawie pusta. Podobnie wymyślił atom - co oznacza niepodzielny - by następnie podzielić ten atom na elektrony (niepodzielne?), protony i neutrony. Udało mu się nawet wymyślić "mniejsze" pojęcia takie jak kwark - przy czym wyznaczył je posługując się pojęciem energia, o której - czym jest - nic nie wie, poza badaniem jej różnic.
Przykładowa definicja energii określa ją, jako zdolność do wykonywania pracy. Aby ją wykonać potrzebne jest paliwo materialne, które na poziomie kwantowym jest prawie pustką. Czy oznacza to, że pustka jest źródłem energii? A czyż pustka nie jest kojarzona ze słowem nic?
Słuszna wydaje się zatem myśl Sokratesa: "wiem, że nic nie wiem".
Twierdzenie Wittgensteina że zasób języka wyznacza granice ludzkiego poznania, prowadzi do myśli, że na końcu każdego badania materii i budowanych o niej teorii, są tylko słowa, słowa, słowa ...
A więc ... najmniejszym elementem Wszechświata, mniejszym niż wszystkie możliwe cząstki, łącznie z Bozonem Higgsa - jest słowo. Bo przecież, zawsze można słowami zapytać: a skąd wziął się Bozon Higgsa (?) nie mówiąc już o bardziej podstawowym pytaniu: a skąd wziął się Bóg?
owiem, w ludzkim, ograniczonym sposobie pojmowania świata, zawsze tak jest: jeśli tworzy nowe pojęcie (teorię), zawsze istnieje pytanie skąd one się wzięło. System przyczynowo-skutkowy pytań i odpowiedzi nie ma zatem, ani początku ani końca.

* * *

Problem 3
Nawet jeśli odrzucimy, grawitacyjny charakter muzyki - relacja między przebiegiem melodii a sposobem naszego myślenia wydaje się istnieć.
Czym mogą być zatem interwały myśli:
1. Upieranie się, bezwzględne przypisywanie sobie racji i odrzucanie racji innych - to trzymanie się prymy, sekundy lub co najwyżej tercji. Myślenie dogmatyczne jest zatem ograniczone w zakresie interwałowym i mocno skierowane do interwału podstawowego: prymy.
2. Tolerancja, akceptacja poglądów innych to wyjście poza schemat interwałów podstawowych, a więc myślenie kwartą, kwintą, sekstą ... wyższe interwały to wyższe wibracje akceptujące odmienność poglądów, czasami niezgodnych z naszymi (podstawowymi).
3. Przejście od septymy do oktawy (= pryma), to przyjęcie kolejnego wyższego sposobu rozumienia świata, w którym dostrzega się już tylko miłość - bezwarunkową do i dla wszystkich. W odniesieniu wiary (w) Boga - to miłość do wszystkich ludzi.
Zatem: starajmy się wyzwolić z niskich interwałów. Starajmy się myśleć interwałami wyższymi - one dają wolność od siebie, którzy twardo stąpamy po Ziemi ... i wolność do świata w którym istnieje tylko miłość.

* * *

Problem 2
Jeżeli wszystko w przyrodzie jest powiązane pomiędzy sobą, to czyż mowa wynikająca z myślenia nie ma związku z muzyką - i na odwrót. Pytanie podstawowe: co było wcześniej: mowa, czy muzyka? - wydaje się retoryczne ... oczywiście, zanim powstało ludzkie myślenie, istniała muzyka. Zatem relacje tonalne w muzyce były czymś immanentnie istniejącym w przyrodzie i stopniowo odkrywanym i regulowanym przez człowieka.
Zasada przyczyny i skutku, właściwa ludzkiemu sposobowi rozumowania, wskazuje na pierwszeństwo muzyki przed mową i myśleniem. Innymi słowy, nawet jeśli mowa i myślenie rozwijały się ewolucyjnie, musiały w sobie zawierać podstawowe zasady muzyki, w tym zasadę interwału.
Można też przyjąć twierdzenie zupełnie przeciwne: to człowiek wymyślił muzykę i jej podziały (Pitagoras), a więc jest ona tworem sztucznym, wykreowanym przez człowieka. W takim znaczeniu muzyka nie ma żadnego związku z przyrodą i jest od niej niezależna.
Gdybyśmy jednak zgodzili się z tą tezą, nadal zastanawia niezwykły wpływ muzyki na nasz organizm, który jest tworem przyrody. Dlaczego akurat pewne wibracje działają na nas szczególnie - i skoro człowiek współgra z przyrodą, to czy te wibracje (tony, akordy) nie współgrają z przyrodą również?
Widzimy zatem, że odrzucenie lub przyjęcie istnienia muzyki jako podstawowego elementu przyrody - prowadzi do tych samych wniosków i tych samych pytań.

* * *

Problem 1
Czy nie zastanawiało każdego z nas, skąd się bierze i czym jest muzyka? Dlaczego akurat określone interwały dźwięków tworzą akordy a ich następstwo - melodię. Jeśli muzyka jest dla nas czymś oczywistym, podstawowym, to z jakimi innymi podstawowymi zjawiskami w przyrodzie się wiąże?
Nie jestem odosobniony w twierdzeniu, że Kosmos i jego prawa odkrywane przez ludzi na Ziemi muszą te relacje określać.
Co więcej - te relacje mogą mieć tylko charakter lokalny, tzn. to że człowiek odbiera tak muzykę jak odbiera, nie musi być wcale uniwersalna zasadą w Kosmosie - lub inaczej: być może istoty pozaziemskie, odbierają "muzykę" zupełnie inaczej, jeśli w ogóle ...
... i jeśli w ogóle istoty pozaziemskie istnieją.

* * *

haha! To, że jestem ułomny świadczy sam fakt, że jestem człowiekiem - jak każdy zwierz. Nic mi tak naprawdę nie radzisz, poza tym, żeby otoczona wiarą pokornych i maluczkich, delektować się wszelkim urządzeniem, które posprząta, odwiruje i zrobi ... pracę za Ciebie.
Wiem, że wygodnie siedząc w fotelu, w wygodnym domu i przy wygodnych pieniądzach ... można kreować różne odpady ludzkiej myśli ... do woli. Wszak w każdej teorii chodzi o wygodę i ... bezpieczeństwo.
Premier kadzi, bo ma kasy do woli ... kontestator polityki, najlepiej kadzi słowami .... gdy ma byt zabezpieczony.
Mówisz, że odkurzacz i zmywarka to dary od Boga ... a reszta to "zaprawka" w studiowaniu słowa ... np. Biblii ... No i wszystko gra: Bóg zadowolony, bo dał urządzenie, które sprawia, że ten wierzący w nie czuje w sobie Boga wsparcie ... i ma jeszcze nadzieję ... na sprawniejsze urządzenie przed śmiercią. A jakże było by miło, gdyby jeszcze nam wygodna trumnę załatwił ... w dobrej cenie ... oczywiście ...
Oto wiara, tych, którzy Boga ... konsumują słowem i nie tylko ...

* * *

... to nie tak ... ciało jest jednością złego i dobrego ... nieczystości cuchnących, zapachu martwej skóry, włosów nieżywych pukli i wszystkiego tego, co nadal rośnie i rozkłada się po śmierci. Kochamy kobiety, dlatego że są dla nas pożądaniem rozmnażania się. Kobiety odwzajemniają miłość, jak kury tańcujące cipkami pod hasłem: "zdobądź mnie".
Tworzymy z tego kulturę freudowskiego udawania, że mój wystający "pypeć", tak przy okazji z niczego pręży się, na kanwie romantycznych wierszy ... kompletna bzdura ... Zapytaj kobiety - dlaczego chce się ładnie ubierać. Jeśli powie, że dla siebie, to tylko wskaże męskim kundlom ich miejsce na świecie. Jeśli powie, że dla nich ..., to zaraz zbiegnie się cała sfora, węsząc zapach przyzwolenia.
Ciało brzydko pachnie ... wystarczy powąchać trupa po śmierci ... im więcej za życia brał i żarł - tym szybciej i bardziej śmierdzi.
Duch od takiego ułomnego ciała, jest niezależny ...

* * *

... komuś musimy zaufać ... człowiek potrzebuje zaufania od i do kogoś. Reszta jest sprawą reguł, których uczymy się od dzieciństwa - jak robić, by odczuwać świat najlepiej.
ale ...
Kto lub co w nas ten świat odczuwa? Zauważ - nawet gdy z Tobą się nie zgadzam - zgadzam się ze sobą, zgadzam się z moją wizją świata. Ta pofałdowana kora mózgowa, to serce, ta wątroba, ręce, nogi i całą reszta ciała - zgadzają się z tym, co potrafią - z czasoprzestrzeni zogniskować.
My natomiast nie istniejemy tylko w naszym ciele (naczyniu) - tak jak Chrystus nie istniał tylko w ciele, które zostało ukrzyżowane. Nasz duch rozciąga się - istnieje - w całym Wszechświecie. Możemy zatem wyjść z naszego ciała i ujrzeć ułomność tej kruchej konstrukcji zanurzonej we własnych problemach przetrwania.
Wyjść z własnego ciała, oznacza wolność wieczną. Oznacza - co gnostycy nazywali - byciem w niebie już za życia na Ziemi. Bowiem Kto raz zrozumie pełnię księżyca, już zawsze pełnią księżyca będzie. Kto raz wstąpi do nieba - już zawsze niebem - dla innych - będzie.
Pozdrawiam z Grimsby niestety bez śniegu, za to pełnego Słońca.

* * *

Nauka jest efektem myślenia przyczynowo-skutkowego człowieka. Skoro takie myślenie jest właściwe człowiekowi, nie można go odrzucić, chociaż tworzy ono zarówno rzeczy dobre jak i złe na świecie. Myślenie to ma charakter liniowy.
Gdy myślimy płaszczyznowo - np. obserwując przyrodę - odbieramy ją całościowo. Wtedy liniowe słowa są nam niepotrzebne - a więc niepotrzebna jest nam również nauka.
Gdy czujemy kontakt z Bogiem, odbieramy Go przestrzennie. Nasz kontakt z Nim ma charakter wielowymiarowy.
Zatem kierunek naszego rozwoju zaczyna się od punktu (skupienie uwagi), poprzez liniowe myśle (przyczyna-skutek), odbiór płaszczyznowy (obserwacja przyrody), aż do wielowymiarowego, przestrzennego odczuwania jedności z Bogiem.
Współcześnie najbardziej cenimy słowo. Oddajemy mu cześć, ufając, że odpowie na wszystkie nasze zapytania ... tymczasem żeby poznać Boga, powinniśmy odejść od "magii" słowa i zacząć odbierać Go całym sobą - tak jak całym sobą odbieramy Wszechświat, wypełniający najmniejszą cząstkę na tym świecie.
Mówi o tym Biblia gdy pada stwierdzenie: "na poczatku było słowo, które stało się ciałem" (przestrzenią).
* * *

Całe rozumowanie jest typowo ludzkie - zawiera argumenty oparte na przyczynie i skutku. Ludzki rozum inaczej nie potrafi - a więc rozumowanie to jest ograniczone, żeby nie powiedzieć - błędne. Ma charakter liniowy - każdy kolejny argument wynika z poprzedniego.
Wystarczy jednak spojrzeć na nasz system słoneczny, który ma strukturę kołową (elipsoidalną) i rozszerzyć myślenie liniowe o jeszcze jeden wymiar, aby uzyskać myślenie płaszczyznowe - np. kołowe, w którym skutek jest efektem przyczyny, a przyczyna efektem skutku.
Pierwszej próby takiego myślenia dokonali Hindusi, którzy łączą prawdę o życiu, w znaku yin i yang - zamkniętym kole dobrego i złego. Stąd wzięła się idea cyklicznego powtarzania życia - reinkarnacji. W myśleniu tym, nie istnieje ani początek ani koniec. Taką właściwość ma myślenie kołowe, w którym przyczyna jest następstwem skutku, a skutek następstwem przyczyny.
Prawdopodobnie istnieją również geometrie myślenia wyższego rzędy - np. myślenie kuliste, w którym z jednej przyczyny, wynika nieskończenie wiele skutków - i odwrotnie.
Na tym polega ograniczoność ludzkiej myśli, która buduje obraz świata w sposób zaledwie liniowy. Tak samo jak liniowe jest postrzeganie przez nas życia. Gdy myślimy - żyjemy na Ziemi dwuwymiarowej. I ta dwuwymiarowość świata płaskiego nam wystarcza - żeby zrozumieć wszelką prawdę o Wszechświecie.
Niestety widać ograniczoność naszego myślenia, choćby w pytaniach, na które - w tym systemie - nie ma odpowiedzi. Np. skąd wziął się Wszechświat, co było przed Wielkim wybuchem, skąd wziął się Bóg - itp. itd., ponieważ system liniowy myslenia, zawsze ma argument, na który trzeba odpowiedzieć. W systemie kołowym, (płaszczyznowym) - ta konieczność znika.

* * *

Jeżeli materialna Ziemia jest szkołą dla człowieka ... to nie zastanawia Ciebie również to, że sposób w jaki myśli człowiek (przyczyna-skutek) jest jedynie namiastką tego w jaki sposób myśli Bóg?
Oznacza to ni mniej ni więcej, że wszystko, co pomyśli człowiek (ateistycznie i religijnie) ma się do Boga (Wszechświata) tak, jak "prostackie" dzierganie słowa po słowie, do umiejętności myślenia w którym kolejność przyczyna-skutek nie ma znaczenia.
Podam bardziej wyrazisty przykład: Człowiek, żeby przeczytać książkę potrzebuje przecedzić ją zdanie, po zdaniu, słowo po słowie ... aż pod koniec uzyska jakąś wizję tego co przeczytał.
A teraz wyobraźmy sobie kogoś, kto czyta wszystkie słowa (zdania) jednocześnie! Innymi słowy - "widzi tekst całościowo" - a więc wie o jego znaczeniu (efekcie) - już w trakcie czytania ...
Dukający słowami człowiek, może tylko w dukający sposób - dukać o świecie. Nie ma jednak możliwości przejrzenia go i odczytywania ... jednocześnie. Pomijając kwestię Boga ... taka umiejętność na pewno może posiadać jedynie twór, od nas lepiej rozwinięty ...

* * *

Nie ma mądrości - bo ta jest ludzka, więc ludzką mądrość wymyśla ...
Nie ma złości - bo ta, tylko ludzkim relacjom przystoi
Nie ma dobra - bo ta jedynie życie w realu knoci ... nadzieją na lepsze JUTRO
Znalazłaś takie?
Jest ...
kosmos, w którym żyją ludzie i opinie o nim wyrażają, językiem stworzonym w ludzkiej głowie. Nikt nie zauważył - bo nie chciał - że to co wymyśla człowiek o kosmosie, jest jedynie ... wytworem umysłu, w którym istnieje przyczyna ... i skutek.
Tak prawdziwy system, jak placki, które w następstwie robi krowa ...
Ha, ha, ha ... i na tej podstawie człowiek duma i wymyśla, tak długo jak długo potrafi grać w klasy "przyczyna-skutek" - taki jest bowiem jeno - JEDYNY - tok myślenia.
I myśli człowiek, że wie dobrze, bo innego myślenia nie zna ... miliony lat się rozwijał by tak myśleć i budować myśli wspaniałe, efekty dokonań tego (temu), czego człowiek pragnie ....
Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma zasady, która by potwierdziła ...
... że sposób myślenia człowieka ...
Jest JEDYNY i SŁUSZNY w świecie ... w którym ponad 90 procent stanowi czarna energia i czarna materia, które są inne od tego co możemy, tą prymitywną myślą (przyczyna-skutek) - ogarnąć ...

* * *

Tyś jest człowiekiem, więc Ty zawsze wiesz lepiej.
Jesteś na to skazany.
Na początku było słowo ...
A słowo stało się narzędziem człowieka, który opatrznie zaczął je wykorzystywać, zapominając, że Bóg - oznacza miłość i wybaczenie, z którym rodzi się każdy człowiek na świecie. Gdy dorasta uczy się im zaprzeczać: kradnie, zabija, cudzołoży ... a nade wszystko wzajemnie z innym człowiekiem się spierać.
I tak od tysiącleci na każde tak - istnieje nie, choć nie i tak są jednością.
Bóg oczekuje od człowieka miłosierdzia - wybaczania nawet największym przestępcom, bo cierpienie właśnie z tego wynika, że człowiek tę jedność słowa rozdzielił.
Wolimy żyć w przeświadczeniu, że nasze jedyne ciało, jest wszystkim co posiadamy na tym świecie. I w imię dobrobytu tego ciała ludzi dzielimy na tych co nam sprzyjają i tych z którymi musimy walczyć.
Czy potrafisz wybaczać? Czy potrafisz uznać, że ten którego oskarżasz, jest takim samym człowiekiem jak Ty i z racji tego, jeśli odkrył w sobie Boga dającego mu wolność i szczęście, nie wolno mu tego zabraniać?
Jeśli jesteś ateistą idź swoją drogą ... skoro daje ona Tobie doczesne zadowolenie. I Jeśli ta droga jest prawdziwa - musi prowadzić przez wybaczenie ... szczególnie sobie.
Zaprawdę powiadam Tobie - oskarżasz, bo ciągle cierpisz.

Przemyślenia 6

Nic z tego ... to co się zdarza w bajkach, zdarza się tylko niewielu ludziom. I nawet jeśli coś osiągną, nie są wolni od ciągłego watpienia, zadawania bólu sobie i innym. Taki jest człowiek, który nie może uwolnić się od pragnienia posiadania więcej i więcej. Jedynym wyjściem jest uwierzyć i działać wprost przeciwnie - dzieląc się tym co daje nam życie, z tymi którzy na niedostatek cierpią.
Na nic więc wywody o dobrobycie, w stylu kultury zachodniej, która zachłanności uczy nas już od dzieciństwa pod hasłem: lepiej mieć i niż nie mieć. Wszelkie bajki o Kopciuszku, są w rodzaju: lepiej mieć coś niż nic. W konsekwencji, w obrazie świata ten co ma - ma jeszcze więcej, a ten co nie ma - ma jeszcze mniej (vide: w okresie kryzysu bogaci się bogacą jeszcze bardziej, a biedni jeszcze bardziej biednieją - na całym świecie).
Tak więc wiara w Boga - ale nie ta pod auspicjami instytucji Kościoła - potwierdza rację Jego istnienia. Daje wyzwolenie, którego człowiek zapatrzony w siebie nigdy nie osiągnie.
Wiara w Boga, to wiara w jedność człowieka z całym Wszechświatem. To odrzucenie indywidualizmu na rzecz panteizmu. Czyli wiary w Boga (nie osobowego) który przenika wszystko. I takiego Boga - poprzez Jezusa i Trójcę Świętą - można odkryć w sobie.
Jestem człowiekiem, więc wiecznie błądzę. To błądzenie jest przeznaczeniem człowieka - dopóki posługuje się rozumem, a nie intuicją, która nakazuje nam dzielić się tym co posiadamy - a która stłumiona już w dzieciństwie - obraca się w wiarę - w potęgę posiadania pieniądza.

* * *

Większość tzw. "poprawnie zachowujących się ludzi" dokonuje tego pod wpływem społecznie narzuconych reguł, wyuczonych w szkole, w domu, w pracy. Nie mają one nic wspólnego z prawdziwym obliczem człowieka, a jedynie są ułatwieniem, kompromisem jak żyć, żeby się nie narazić innym. To jest właśnie kołtuneria popularis: uśmiechanie się do urzędnika, rozmówcy, klepanie po plecach i dupie ... byleby tylko być odebranym pozytywnie. Kajanie się dobrem, w imię tego samego kajania się z drugiej strony. Obłuda, która jest Twoim drugim imieniem.
Współczesna kultura nie umie inaczej, co nie znaczy że to jest największym ludzkości osiągnięciem, ale raczej wymaganym kamuflażem, który służy zarabianiu pieniędzy przez korporacje.
Proponuję być szczerym, a nie obłudnie uśmiechniętym, ponieważ Bóg jest prawdą a nie prawdy mistyfikacją.

* * *

"18. Rzekli uczniowie do Jezusa: „Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?” Odrzekł Jezus: „Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam
bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku – pozna koniec i nie zakosztuje śmierci".
Ten przepiękny cytat z Ewangelii Tomasaz, mówiący o kołowym przebiegu życia materialnego i duchowego człowieka, jest najbardziej zbieżny z Teorią Słowa.
Chrześcijańscy znawcy Biblii interpretują go następująco:
"Ten fragment nie ma swego odpowiednika w księgach kanonicznych. Nie wykluczone, że chodzi tu o jakąś pętlę czasu. Początkiem jest Bóg. Końcem też jest Bóg:
"I rzekł mi: "Stało się. Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia." [Ap 21, 6]
"Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec." [Ap 22, 13]
Czy te słowa należy rozumieć, że świat materialny był już wielokrotnie stwarzany i zgładzany, w wyniku czego Bóg wie co się stanie nim to się stanie, pomimo wolnej woli danej człowiekowi? To pytanie niestety musi pozostać bez odpowiedzi (...)"
Filozofia koła, wyjaśnia dlaczego tak się dzieje. Dusza człowieka "reinkarnuje się" w kolejnym ciele - w kolejnym naczyniu - jak Ty to określasz. Niestety czasami reinkarnuje się w nas dusza złoczyńcy ... choć nadal jest to dusza należąca do Boga.

* * *

Ewangelia według Tomasza została odnaleziona w Nag Mammadi (górny Egipt) w 1945 roku. (W 1978 w środkowym Egipcie odnaleziono Ewangelię według Judasza.)
Prawdopodobnie, zanim Kościół ukonstytuował (ograniczył) skład Biblii do 4 ewangelii, istniało ich przynajmniej kilkanaście. Świadkami ich istnienia byli gnostycy, którzy - jak wiesz - poznanie Boga, łaczą z poznaniem duchowego wnętrza człowieka.
Powyższy cytat z Ewangelii Tomasza, jest zbieżny z tekstami w Ewangelii wg Mateusza i Łukasza, które brzmią następująco:
"Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem." [Łk 14, 26]
"Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien." [Mt 10, 38]

* * *

Zostawcie głupców głupcom! Bóg nie potrzebuje Demiruga*, który uwięził świat w Starym Testamencie. Bóg potrzebuje Was tak bardzo jak Wy potrzebujecie Jego!
Trzecia zasada dynamiki Newtona mówi: z jaką siłą ciało A przyciąga ciało B, z taka siła ciało B przyciąga ciało A. Większość z nas cieszy się byciem ciałem A lub B - ateiści mówią wprost wszystko zależy wyłącznie od istoty tych ciał i ich pragnień.
Prawda o Bogu wykracza ponad to egoistyczne myślenia. Ponieważ z jaką siłą Boga pragnę z taką siła Bóg pragnie mnie. Innymi słowy - by wyzwolić się z egoizmu, musimy pragnąć by inny ktoś nam pomógł. Przyjaciel, obcy, kobieta, kochanka, matka, ojciec, Bóg - ale nigdy my sami ... co uwierzyli w doskonałość orędzia człowieka zapatrzonego w siebie.
Kochaj Boga, i proś Go o wybaczenie wszystkich przewinień, wobec bliźnich swoich. Wsłuchaj się w duszę i zobacz ile nakradłeś egoizmem swoim. Ile razy upodliłeś się chciwością materii, ile razy zawiodłeś tych którzy oczekiwali od Ciebie miłości.
Z kurwy syni - są na świecie, których nos kłamstwa rośnie jak nos pinokio. I biedni ci, którym nos wystarcza, żeby usprawiedliwiać swoje niecne życie.
Testament jutra przemawia:
Zgnije ten, co nie widzi swojej miernoty. Pokocha ten, który prosi. Bóg nie istnieje bez nas. Tak jak i my nie istniejemy bez Niego.
* gnostycyzm

My music

http://www.soundclick.com/player/single_player.cfm?songid=7129714&q=hi&newref=1