wtorek, 23 czerwca 2015

Jest społeczeństwo ...

Jest umowa społeczna ludzi, której ramy określa 10 przykazań - w tym: nie kradnij. W przyrodzie takiej umowy nie ma - w społecznościach zwierząt silniejszy wygrywa, słabszy ginie. W społecznościach zwierząt nie ma pojęcia litości. Litość jest produktem umysłu człowieka, który słucha serca. ale ...

Duży, społeczny organizm człowieka to coś więcej niż suma jego elementów (ludzi). Społeczny organizm kieruje się własnymi prawami rozwoju - dążeniem do bycia większym, silniejszym, bogatszym. Wielka poczwarka rozwoju jest tworem przyrodniczym, a więc nie ma litości dla jej elementów - tworzących ją ludzi.
Wydaje nam się, że mamy wpływ na społeczeństwo - tymczasem społeczeństwo ma wpływ na nas. W tym samy znaczeniu i w ten sam sposób, jak w społeczeństwie pszczół, mrówek, słoni, tygrysów, ptaków ... ostentacyjnie i bez wzruszenia traktujemy własnych osobników.

I tak dzieje się prawie na całym świecie. Szczególnie w dużych państwach.
Zamknięte w kokonie małoliczności kraje - takie jak Dania, Norwegia, Szwecja ... działają trochę inaczej. Tam poczwarka społecznego rozwoju nie niszczy jeszcze własnych obywateli ...

Na nic zdaje się rozum człowieka w obliczu, bezosobowego, bezwzględnego rozrośniętego przyrodniczo ciała społecznego, w którym ... silniejszy wygrywa, a słabszy musi przegrać ...

* * *

Czy miarą szczęścia człowieka jest sposób w jaki się rodzi? Są rodziny, naturalnie poczętych, które sobie i innym przez całe życie sprawiają ból. Są rodziny naturalnie poczętych, żyjące w nienawiści do braci i sióstr swoich. Są naturalnie poczęci nieszczęśnicy, złodzieje, cudzołożnicy, mordercy ...
... i Bóg wybacza im, bo bardzo ich kocha ...

Czyż nie sprawią mu większej radości ci sztucznie poczęci, którzy będą głosili chwałę Jego? Czy miliony genetycznie zmienionych, pozbawionych odium zła nie sprawi, że Jego będzie królestwo na Ziemi?

Zaprawdę powiadam wam, trzeba ludzi wymienić, aby Chrystus ponownie po Ziemi stąpał ...

czwartek, 11 czerwca 2015

Przestrzeń materii

Materią nazywamy to co odbieramy zmysłami - wzrokiem, słuchem, dotykiem, smakiem, węchem. Zmysły to jednak tylko określone przebiegi impulsów elektrycznych.
Tymczasem Wszechświat wydaje się być jednorodny: wypełnia go przestrzeń - nawet w materii jest jej prawie 90%. Zatem nie powinniśmy traktować materii jako czegoś odrębnego, a jedynie jako miejsca o dużej gęstości ... przestrzeni.

Materia jest stanem, o dużej koncentracji przestrzeni, która przelewa się wirowo do jej środka - tworząc zjawisko grawitacji. Gdzie przelewa się przestrzeń? Prawdopodobnie przechodzi przez środek ciężkości "materii" (dużego skupiska przestrzeni) do innego wymiaru. Z analizy matematycznej wiemy, że objętości różnych wymiarów przestrzeni są ... różne. Największą objętość mają wymiary 5 i 6. Wszystkie mniejsze i większe wymiary mają objętość mniejszą. Wymiar nieskończony ma wymiar punktu - czyli jego objętość dąży do zera. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera)

Można by przyjąć, że przestrzeń z wymiaru 3 (czyli nasza) skupia się w obszarze tzw. materii i poprzez jej środek przelewa się do wymiaru 4, a ten z kolei do wyższych wymiarów 5 i 6. Oczywiście, na granicy istnieje również ruch w drugą stronę: przestrzeń z wymiarów wyższych przelewa się do naszego wymiaru.

Jeżeli potraktujemy człowieka jako skupisko przestrzeni, to wydaje się oczywiste, że po śmierci, "materia" rozpada się i uwalnia w postaci przestrzeni, która wypełnia otaczającą nas rzeczywistość. Innymi słowy, ten kto umiera trwa nadal w postaci określonego kształtu w przestrzeni. To jest właśnie nasz duch, który trwa wiecznie, aż do momentu utworzenia nowego skupiska przestrzeni - nowego życia w myśl teorii reinkarnacji.

... nasz przestrzenny duch ma kontakt z całą pozostałą przestrzenią Wszechświata.

Na podobnej zasadzie działa zjawisko tzw. pamięci wody, polegające na zapamiętywaniu kształtu materii - a więc samej przestrzeni a nie materii per se.

środa, 10 czerwca 2015

Wszechświat według poetów

Punkt nieskończony
Punkt jest ideą, wymyśloną przez Euklidesa, dla geometrycznego opisu rzeczywistości. Jest ideą, która jak cień przesuwa się po ciemnej ścianie jaskini Platona. Ale, czy punkt istnieje w rzeczywistości?

Dla każdego narysowanego punktu o wymiarze zero, można zawsze narysować punkt mniejszy - również o wymiarze zero. Nie istnieje zatem punkt najmniejszy - choć wszystkie - zgodnie z nierealna ideą - maja wymiar zero !!! Można zatem śmiało zasugerować, że punkt ma strukturę ... nieskończoną! Przypomina raczej lej, który stopniowo zmniejsza swoją średnicę, ale nigdy nie osiąga wymiaru zero. Czy zatem taki (każdy) punkt nie jest przejściem do nieskończoności?


Nikt znaczy wszystko
Stachura przerażony nieodwołalnością ludzkiego pragnienia, wymyśla człowieka "nikt": człowieka "zero", który nie istnieje, a więc nie ma pragnień. W stanie człowieka "nikt", stajemy się nieograniczeni, nieskończeni w swojej szczodrości. Jak pisał Stachura: albo jest się poetą realizującym pragnienie poety, albo poezją - czyli tym wszystkim co poza-ponad ego poety istnieje. Matematyka według Stachury wygląda następująco: zero = nieskończoność


Yin i yang Wszechświata

Podobny obraz świata znajdujemy w hinduskim symbolu yin i yang, gdzie mały biały punkt otoczony jest dużą kroplą koloru czarnego i odwrotnie. Obie łezki zamknięte są w kole. Im mniejszy jest punkt - który reprezentuje nasze ja (ego) - tym większy jest świat poza nami - a więc tym bardziej pozbawiamy się ego tym bardziej wypełnia nas leżący poza nim Wszechświat.


Kosmologiczny obraz Wszechświata według tego symbolu wydaje się być zamknięty kołem - lub w trzech wymiarach - sferą.


Wszechświat według poetów
Poeta utożsamia się z całym Wszechświatem - potrafi odczuwać jego granice, być tu i jednocześnie - wyobraźnią w nieskończonym obłoku gwiezdnego pyłu. Potrafi to, czego nie jest w stanie dokonać nauka.

Jaki jest ten Wszechświat, gdybyś właśnie nauką próbowali go opisać?

... Jest sfera, na której jest poeta - możemy idealizować go w postaci punktu. Od tego punktu zataczamy kolejne coraz większe koła. Zauważmy, że największe koło będzie miało wymiar równika - takiego który opasuje np. Ziemię. Ale czy to jest już granica kół jakie może swoją wyobraźnią zatoczyć poeta?. Zwiększamy promień kolejnych kół poprowadzonych od poety. Ich obrazem są coraz mniejsze koła na sferze, aż ... przy promieniu równym pi*r (r - promień sfery) - obrazem koła poety staje się punkt! Taki sam punkt, który idealizuje jego położenie - tylko po drugiej stronie sfery, a więc Wszechświata poety!

Zatem kosmologiczny model Wszechświata - ten który opisuje znak yin i yang i "zero = nieskończoność" Stachury ma postać sfery. Nasz Wszechświat w tej symbolice jest więc ograniczony. Nieskończony - ale zamknięty.

Wszystko co możemy powiedzieć o Wszechświecie rozumem, ograniczone jest do systemu: przyczyna-skutek. Wyobraźnia poety sięga dalej, ale nawet i ona osiąga granicę sfery wszystkiego, która ogranicza zerowy punkt natchnienia.


Pytanie, co jest poza sferą, nie ma sensu. Bo istnieje tylko to, o co można zapytać, poszukując odpowiedzi w systemie przyczyna-skutek. Jeżeli coś nie ma przyczyny, to i nie ma skutku. W świecie poza sferą nie można stwierdzić, że coś jest, ani stwierdzić, że czegoś nie ma. Nie można stwierdzić nic - i nawet "nic" - to za dużo powiedziane! (Stachura).

środa, 3 czerwca 2015

Jeden sprawca: Bóg

Człowiek w relacji z innymi broni siebie - i tylko siebie. Jest to zjawisko przyrodnicze tzn. zgodne z prawami natury. U zwierząt mechanizm ten wyraża prawo: silniejszy wygrywa.

Jeżeli myślisz o kimś źle, to tak naprawdę myślisz źle o sobie. Zadając komuś ból - zadajesz go sobie. Rację miał zatem Stachura, który - aby uniknąć pozycji każącego i jednocześnie karanego - wymyślił człowieka nikt - którego nie ma, a który w ten sposób staje się wszystkim: dobrem i złem, strażnikiem i jego więźniem, oskarżycielem i oskarżonym ...

Bo cóż daje nam samoobserwacja, że zło zarzucane innym jest w nas samych? Pokorę? Samobiczowanie, które spycha nas margines bycia odważnym tu i teraz? Odważnym - nawet za cenę bycia postrzeganym jako ten zły, niedobry ...?

Z tego matrixu nie ma wyjścia. Ekstrawertyk ucieka na zewnątrz - introwertyk do wnętrza siebie. Obaj są w tym samym stanie: ucieczki od samego siebie, próbie zaprzeczenia, że co złego to nie ja ... a jednak ...

Piszę o egoizmie jako prawie przyrodniczym i tak pojmuję każdego z nas z osobna. Bo czy ktoś widział materię pozbawiona grawitacji ... do siebie ... wiecznie do siebie ... wiecznie dla moich zachcianek, usprawiedliwień, wytłumaczeń, narzekań, szczęść i nieszczęść, pragnień i nie-pragnień - które są tym samym (Stachura)?

Od grawitacji człowieka - i każdej innej materii w tym Wszechświecie - nie ma ucieczki. Musimy chcieć dla siebie zawsze - czy skapani w pysze, czy w samoumartwianiu.

Aż, któregoś dnia, pojmiemy, że nasza permanentna grawitacja wewnętrzna wynika z czegoś większego, obracającego cały Wszechświat i wszystkie jego galaktyki i gwiazdy, planety, księżyce i każdy pyłek na tej Ziemi.

Myślę, że jest jeden sprawca: Bóg.

Miłość wypełniająca Wszechświat

Nie można zatem oddzielić instrumentu, który dokonuje obserwacji od obiektu obserwowanego. Stanowią całość. Człowiek - jako "instrument" badający przyrodę - tworzy z nią jedność zamkniętą kołem yin i yang. Każde nowe odkrycie wpływa na odkrywającego. Każdy odkrywający wpływa na swoje odkrycie. W granicy poznania - w skali mikroświata - odkrywający może odkryć jedynie samego siebie tzn. cechę "instrumentu" badającego, taką jak dwudzielność myśli, zasada nieoznaczoności, dualizm korpuskularno-faloway itp., a także związek mikro z makro - jak w efekcie motyla.

Z myśli tej wynika też wniosek, który można wyrazić hasłem: "jakie narzędzie skonstruujesz, takie prawo odkryjesz". Człowiek przez stulecia budował urządzenia pomiarowe, które mierzyły to co było przedmiotem jego rozważań - myśli. Gdyby budował inne urządzenia - odkrywałby inny świat.

Zastanawiające jest ciągłe dążenie człowieka do poznania prawdy. Nikt go do tego nie zmusza, chociaż on wciąż tego próbuje. Bóg postawił przed nim barierę poznawalności mikroświata i prawdopodobnie istnieje również bariera poznawalności (hiper) makroświata. Ponieważ oba światy istnieją poza zasięgiem ludzkich zmysłów, może okazać się, że są tym samym. Świat Boga zatacza koło, w którym badający i obiekt badany stanowią jedność.

Tę jedność widać w każdym zjawisku: czarne istnieje dlatego, że istnieje białe, dobro dlatego, że jest zło, wysokie dlatego, że jest niskie, północne, dlatego że istnieje południowe dodatnie dlatego, że istnieje ujemne ....

Chociaż .... jest jedno powszechne zjawisko, któremu brakuje pary: grawitacja. Ale przecież zasada musi być spełniona. Czy nie jest zatem grawitacja sposobem na kontaktowanie się z Bogiem, który ją uzupełnia? Czy nie jest ona wyrazem powszechnej, wiecznie ciągnącej do siebie miłości Boga?

Zapomnij zatem o swoim egoizmie, który jest formą grawitacji właściwą każdemu człowiekowi i zanurz się w miłości grawitacji wypełniającej cały Wszechświat ...

wtorek, 2 czerwca 2015

I nic poza tym ...

Czy Człowiek poszukując prawdy o mikroświecie nie dociera do granic poznania siebie?

Każdy z nas przeżywa życie w dwójnasób: albo w świecie uczestniczy, albo dokonuje tego świata obserwacji. Działamy - albo obserwujemy nasze działanie. Jesteśmy jak nurt wody, albo obserwujący ten nurt "z boku" ... Gdy obserwujemy stan np. "miłości" - miłość się nie dzieje, gdy natomiast przeżywamy miłość - jesteśmy w jej "środku"- obserwacja miłości zanika. Jesteśmy osobą kochającą, albo obserwującą kochanie - nigdy w obu stanach jednocześnie.

W fizyce kwantowej - opisującej świat mikro - występuje to samo rozdwojenie: albo potrafimy obiekt "zobaczyć" albo opisać jego ruch. Nie jesteśmy a stanie uczynić obu obserwacji jednocześnie (zasada nieoznaczoności). Mikrocząstka zachowuje się dwoiście: albo jest falą, albo materią. W eksperymencie z dwoma szczelinami, jedna cząstka, przechodzi przez obie szczeliny jednocześnie. Czy zjawiska te nie wynikają raczej z ograniczenia naszego umysłu, niż ograniczenia "rzeczywistego" świata fizycznego - który swojemu umysłowi przeciwstawiamy?

Zatem fizyka kwantowa i opis mikroświata mogą wynikać z właściwości naszego umysłu. Przy takim założeniu, prawdziwe wydaje się stwierdzenie, że człowiek może wymyślić tylko to, co sam ma w sobie. I nic innego poza tym!

Projekcja naszego umysłu może wpływać również na zjawiska dziejące się w skali makro. Czy to co określamy jako niepogodę (zjawisko metorologiczne), nie wynika ze stanu naszego umysłu (ducha)? Jeśli mówimy o globalnym ociepleniu - to czyż nie jest on wynikiem informacji nagromadzonej w każdym - niewielkim - ludzkim działaniu, które do tego ocieplenia prowadzi? Człowiek odkrył przecież efekt motyla, w którym duże zmiany globalne, dziejące się na jednej półkuli Ziemi, mogą powstać w wyniku, niewielkiego machnięcia skrzydełkami motyla na drugiej półkuli. A czyż myśli dobre lub złe nie są takim niewielkim "machnięciem skrzydełkami"?

... i dalej ...

... siła elektromagnetyczna i grawitacja, wynikają również z właściwości naszego umysłu. Tych sił - poza naszym umysłem - nie ma!

Odkrywamy tylko to co możemy odkryć ... w sobie.

A więc kim jesteśmy?

Tylko słowem - i jego zaprzeczeniem ...?

Tak i nie. Yin i Yang. Byt i niebyt ... jednocześnie.