wtorek, 30 grudnia 2014

Przekleństwo grawitacji

Czy może być odwrotnie, do wyobrażenia, które tkwiło we mnie od dziesiątków lat?
Moje dociekania, wskazywały na istnienie permanentnie stałej siły grawitacji, która jest wyrazem wiecznego przyciągania, wiecznego dążenia do miłości, natomiast siły elektromagnetyczne, uznawałem odpowiedzialne za nasze zmienne nastroje, wahania i cierpienia.

Gnostycy, którzy są bezpośrednimi następcami nauk Jezusa, głosili, że świat w którym żyje człowiek jest światem cierpienia, z którego można się wyzwolić, poprzez zgłębianie wnętrza wypełnionego miłością do Boga. Jeśli tak, to powszechnie występująca grawitacja, może być jedynie wyrazem tego permanentnego cierpienia istniejącego w przyrodzie. A więc ciągłej potrzeby miłości - przyciągania innych ludzi - by wypełnili istniejącą w nas egoistyczną pustkę.

Innego zatem wymiaru nabierają siły elektromagnetyczne, które przeciwstawiają się grawitacji. Są one w tym ujęciu wyzwoleniem z permanentnej potrzeby miłości własnej.

Gnostycy uważali, że planety otaczające Ziemię, są źródłem wad człowieka: pychy, rozpusty, niegodziwości ... Walcząc zatem z grawitacją, jesteśmy w stanie wyzwolić się z jej więzów, ciągle skłaniających nas do upadku i śmierci ...

Roślina która rośnie w górę, siłami elektromagnetycznymi, walczy z przyciąganiem Ziemi. Podobnie my rozwijając nasze poznanie, myśli i odczucia, walczymy z jej zgubnym działaniem.

A jak to się ma do teraz odczuwanej miłości do Ciebie? Czyż ona również nie jest grawitacyjna? Czyż ona nie wywołuje wewnętrznej złości i niepokoju, gdy pragnę Ciebie a Ty odchodzisz - nawet na moment - by dać komuś innemu wyraz zrozumienia?

Myślę, że tak właśnie jest. Moja miłość do Ciebie jest grawitacyjna - przyciągająca permanentnie. Ona nie daje wolności, ona zakłada pęta. Zatem prawdziwa miłość musi być w tedy, kiedy myśli moje z niej się wyzwalają i dają Tobie wolność, czynienia tego co chcesz i co uważasz za słuszne ...

To jest tak, jakby kochać jednocześnie nie kochając ... czyli nie starając się za wszelką cenę miłość narzucać ... bo w efekcie powstaje cierpienie ... grawitacyjne.

Chcieć nic nie chcąc ... to dopiero sztuka ...
To tak jakby spełnić warunek równowagi sił elektromagnetycznych
To tak jakby połączyć znaki yin i yang i podążać, wąziutką ścieżką równowagi ... przez całe życie ...

Miłość bez miłości, nienawiść bez nienawiści ... niepokój bez niepokoju ... radość bez radości ... smutek bez smutku ... zawsze w równowadze wewnętrznej ... tego uczył Budda ... i tego być może uczyli gnostycy ...

... Ja jednak ciągle czuję ten niepokój ... bo grawitacyjnie ... pragnę Ciebie.
... Zatem, jeśli chcę być wolny - muszę z tym wygrać ...

... czyli kontynuować w sobie człowieka-nikt, który jest jednocześnie człowiekiem-wszystko ...

... ciągle potrzebujemy litości i zrozumienia, bo tak działa powszechnie występująca w przyrodzie grawitacja ... nawet między ludźmi ... ich myślami, uczuciami i duchowymi potrzebami ...

sobota, 13 grudnia 2014

Człowiek - wehikuł bakterii


Prolog

Nie piszę dla tych, dla których wszystko w tym świecie jest oczywiste, poprzez akcentowanie swojej odrębności wobec zjawisk, które określają słowem „nie” lub „tak”. Postaci, które dzielą wszytsko - jak bakterie - starając się zbudować wyraziste odniesienie do zewnętrznych zjawisk.

Piszę dla tych, którzy są jednością dobrego i złego i nie boją się mówić o tym, że w każdym z nas to istnieją. Odrzucam osobowości zapchlone zapatrzeniem w siebie. Kocham tych, którzy nie tylko krzyczą dobrem pozornym, ale które przede wszystkim wiedzą coś o własnym wyniesieniu i upadku.

Jest vivi, jest Mariusz, Remter i wiele innych osób, które nie tylko znają drugą stronę medalu, ale które również potrafią przyznać się do Sokratesa wezwanie: wiem, że nic nie wiem.

Napuszonych swoją pewnością, strącam do piekła. Wierzących w ludzką słabość – wynoszę do Nieba.


Najnowsze odkrycia mikrobiologii

To co lubisz zjeść, nie wynika, ze wspaniałego umysłu człowieka, ale z bakterii, które nas do tego przymuszają. Lubisz słodkie – tylko dlatego, że lubią to bakterie. Lubisz alkohol – bo bakterie lubią się nim „upijać’.

Dalsze rozważania doprowadzają do paradoksalnych sformułowań: to co myślisz nie wynika z Twojej potrzeby, ale mikroorganizmów, które żyją w Tobie. Masz 10 do potęgi 14 bakterii, niezbadanych, o których ciągle niewiele wiemy. Masz 10 do potęgi 13 własnych komórek, w których – każdej z osobna - istnieją symbiotyczne bakterie w postaci mitochondrii. Wiemy o tym, ponieważ bakterie i mitochondria mają identyczną budowę DNA – kolistą. Człowieka DNA jest natomiast helisą!. Ponadto tylko 20% ludzkiego genomu odpowiada za to jak wyglądamy. Pozostałe – „śmieciowe” 80% - tworzą "historię" wynikają z oddziaływania bakterii (i ich pochodnych - wirusów), na "człowieka".

Jeśli zatem, to czym jesteśmy, jest światem bakterii – czymże jest nasza wolna wola? Według następstwa zdarzeń, które mikrobiologia wkrótce odkryje – nasze myśli również wynikają z potrzeb bakterii!!!

I w końcu okaże się, że ta myśl niemierzalna, ma jednak pewną wagę (energię), która jest zbieżna, z wagą – niemierzalną – pojedynczej bakterii.

Teoria ewolucji zakłada rozwój od prymitywnych jednokomórkowców, do skomplikowanych postaci roślin i zwierząt. Trudno się wiec oprzeć wrażeniu, że wszelka postać materii ożywionej, jest jedynie wehikułem, który ma zabezpieczać ich potrzeby.

Jest mitochondrialny świat roślin, płazów, gadów i ssaków … wszystkie one są efektem doskonalenia potrzeby pozyskiwanie przez bakterie energii. Doskonaliły się w tym ewolucyjnym rozwoju tak bardzo, że w końcu stworzyły człowieka i jego mózg – który najbardziej ich potrzeby zabezpiecza.

Nauka coraz bardziej skłania się ku teorii panspermii, mówiącej o tym, że bakterie ze swoim odmiennym DNA, przywędrowały z Kosmosu. Podarunek od Boga, który dla nas, jest ingerencją obcej cywilizacji.

A więc człowieku pyszniący się swoim JA – w każdej egoizmu postaci służysz jednemu – wehikułowi ciała i duszy, którym kierują bakterie.