poniedziałek, 17 listopada 2014

Małe Kłamstewka

Wielki niemiecki filozof, Immanuel Kant, nie znosił kłamstwa. Niezależnie od sytuacji w jakiej się znajdziemy - nawet jeśli morderca spytałby nas o drogę do ofiary, nie powinniśmy go okłamywać. Mówienie prawdy, według Kanta, jest naszym obowiązkiem bezwzględnie wymaganym.

Na szczęście jednak, w rzeczywistym świecie jest inaczej. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, wykazały, że przeciętny Brytyjczyk kłamie 10 razy w tygodniu. Niektórzy bardziej sceptyczni uważają nawet, że kłamie 10 razy na godzinę.

Najbardziej popularne kłamstwo dotyczy ceny zakupionej rzeczy. Żony okłamują mężów na temat ceny ubrań, a mężowie okłamują żony, na temat kosztu swoich hobby.

Kłamstwo może mieć fatalne skutki, ale istnieje pogląd, że gdybyśmy mówili prawdę i tylko prawdę - życie dla ludzi stałoby się nieznośne. Jeżeli np. nie chcemy odebrać telefonu, wiedząc kto dzwoni, natychmiast przygotowujemy w myślach wymówkę, dlaczego nie odebraliśmy połączenia - np. z powodu jakiejś usterki - w przypadku spotkania z tą osobą - lecz nigdy, lub prawie nigdy nie powiemy, że nie chcieliśmy z tą osoba rozmawiać.

Gdy któryś z przyjaciół zaprasza nas na obiad, i wiemy z doświadczenia, że jest kiepskim kucharzem, nie powiemy mu tego prosto w oczy, lecz będziemy starali grzecznie odmówić, wynajdując jakąś nie istotną, nieistniejąca przyczynę.

Czynimy tak, ponieważ wiemy, że powiedzenie prawdy w oczy, sprawiłoby by tej osobie ogromny zawód. Tylko ktoś pozbawiony skrupułów, musi prawdę cały czas. Ktoś, kto nie liczy się z emocjami innych osób.

Brytyjczycy są mistrzami w tzw. drobnych kłamstewkach. W latach 50-tych., we Francji ukazała się książka, wyjaśniająca, że gdy usłyszymy w kontakcie z Brytyjczykiem wyrażenie typu: "musimy się spotkać ponownie", w rzeczywistości oznacza: "mam nadzieję, że nie będziemy mieli już okazji się spotkać". Podobnie, gdy słyszymy: "wspaniale, ponownie ciebie widzieć", oznacza: "O Boże! Znowu ten zanudzacz".

Kłamstewka są więc sposobem komunikowania się między ludźmi, tak by nie sprawiać nikomu bólu, a więc są uzasadnione społecznie. Podobnie doktor, znając słabą psychikę pacjenta, nie zawsze powie mu prawdę o złej dla niego diagnozie.

Spośród licznych rodzajów kłamstewek, najgorsze jednak są te, które mówimy sami sobie, oszukując się wewnętrznie, i stwarzając niezgodnie z rzeczywistością wyobrażenie o sobie. Jest to powszechna metoda podreperowania swojego image - nawet jeśli inni po cichu z tego nieprawdziwego obrazu, po cichu się śmieją.

Istotna zatem jest umiejętność rozpoznawania drobnych kłamstewek - nie tylko u innych - ale także u siebie.

(oprac. na podstawie "Telling a few little lies ....", Theodore Darlymple, Daily Express, November 15th 2014, page 12)

wtorek, 11 listopada 2014

Nie ma Nieba, bez Piekła

Z dr. Cipher'em, przewodniczącym Instytutu Promocji Nieba z Piekłem, rozmawia Alicja Gaman.

- Na początek zadam raczej dość przekorne pytanie: ile jest w panu zła?
- Tyle samo ile dobra w Pani ...
- Dokładnie?
- Dokładnie, chociaż wielkość zła i dobra podlega lokalnym zmianom, jednak w skali Nieba z Piekłem zawsze uzupełnia się do wartości stałej - zera.

- Z jakiej zasady wynika to uzupełnianie?
- Z zasady boskiej, którą człowiek przez tysiąclecia próbował zrozumieć, stosując ograniczony strukturalnie system przyczynowo-skutkowy. Ostatnie rozważania doprowadziły nas do odkrycia, że system myślenia Boga jest krzywoliniowy, albo w skrócie kołowy - w przeciwieństwie do liniowego sposobu myślenia człowieka - dlatego nie zawsze rozumie człowiek intencje Boga.

- Czy może pan podać jakieś przykłady kołowego myślenia?
- Ponieważ człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga, zatem zdolny jest postrzegać zjawiska myślą Boga stworzone, choć nie zawsze rozumie je, bo są czasami niegodne z jego liniową logiką człowieka. Jest mnóstwo zjawisk w fizyce, które z punktu logiki człowieka są niewytłumaczalne, a które stają się jasne jeśli przyjmiemy kołową logikę. Natomiast najprostsze przykłady to np. wschód i zachód Słońca, akcja i reakcja, prawo zachowania energii ...

- Z kołowości myślenia wynikają bardziej fundamentalne wnioski.
- Jakie są te wnioski?
- Otóż kołowość łączy zjawiska dobra i zła w jedną całość. Znanym przykładem tego sposobu obrazowania jest hinduskie yin i yang zamknięte w kole. Ilość dobra i zła w yin i yang jest identyczna. Analizując historię świata i przekazy Biblii, wysnuliśmy wniosek, że Bóg swoim myśleniem obejmuje obie wartości. Innymi słowy zarówno dobro i zło, potrzebne mu są by utrzymywać Wszechświat w równowadze.

- Jakie ma to konsekwencje dla postrzeganego przez nas systemu wartości dobra i zła?
- Ogromne! Oznacza to bowiem, że jedna wartość z drugą zawiązana jest nierozerwalnie - tak jak nierozerwalne jest to co wypełnia całe koło. Co więcej, jedna wartość zależna jest od drugiej powodując wzajemną ich kreację.

- Poproszę o jakiś przykład ...
- Proszę bardzo ... najprostszy. Czy czuje pani mimowolną zazdrość gdy zobaczy u koleżanki buciki z najnowszej światowej kolekcji? Z pewności tak, ale nie należy się temu dziwić, bo to jest właśnie kołowe uzupełnianie czyjegoś dobra z pani złem - czyli zazdrością. Dalej - w skali populacji ta zależność jest jeszcze bardziej widoczna: im bardziej ludzkość myśli o prawości, tym bardziej kreuje się nieprawość - i to zarówno w skali politycznej, wiary jak i podstawowych wartości moralnych. Wszystko się relatywizuje, a to oznacza, zbliżanie dobra i zła do punktu równowagi.

- To zaprzecza obiegowo przyjętej zasadzie, że dobro rodzi dobro a zło - złem się odpłaca ...
- W tym ujęciu nie rozumiemy zasady w jaki sposób dobro czy zło się powiela. Otóż każda z tych wartości rozmnaża się jak bakteria. W niewielkich gronach dobro rozprzestrzenia się równie szybko jak rozprzestrzenia się zło w innym otoczeniu. Złem czy dobrem zarażamy się tak samo jak wirusami czy bakteriami. Ale w skali układu zamkniętego świata, ilość tego rozmnożonego dobra czy zła - jest w równowadze.

- Nie rozumiem. Czyż one nie walczą między sobą?
- Nie, ponieważ każdy układ zła i dobra jest zamknięty kołowym myśleniem Boga, tak więc na każdą powstałą myśl dobrą, musi powstać myśl jest przeciwna - czyli zła. Można by w uproszczeniu powiedzieć, że tworzenie zbyt dużo dobra (np. radości w gronie przyjaciół) jest złe, w tym znaczeniu, że wytwarza więcej złych zachowań. I na odwrót. Hasłowo wyrażę to jednym zdaniem: nie ciesz się za bardzo, bo w efekcie powstaje więcej osób nieszczęśliwych.

- Czy mógłby pan zilustrować to jakimś przykładem z ostatnich wydarzeń?
- Oczywiście. Ostatnio dyskutuje się wiele na temat sprawiedliwości Boga, który w młodym wieku zabrał do siebie znaną aktorkę Anię Przybylską. Logika ludzka (liniowa) nie może tego zrozumieć, że Bóg działa (myśli) kołowo. Bóg potrzebował Panią Anię - czyli zabrał jej życie - żeby stworzyć inne życie bardzo istotne dla ludzkości - właśnie zgodnie z regułą uzupełniania kołowego. Według mnie to jest dla Pani Ani zaszczyt, że Bóg wybrał właśnie ją.
Podobnie jest gdy dzieci umierają - żadna śmierć nie jest przypadkowa i nie jest - jak to logika ludzka mówi - śmiercią niepotrzebną.

- Jakie kroki podejmuje instytut, aby propagować swoje idee?
- Przede wszystkim staramy się tłumaczyć w czasie różnych prelekcji, wykładów wzajemną zależność miłości i nienawiści. Uświadamiamy, ze na przykład czyjaś wielka radość staje się przyczyną powstawia w innym miejscu - złości lub nawet nienawiści. Kto ma złe myśli, powoduje natomiast powstanie w innym miejscu dobrych i odwrotnie. W naszej doktrynie każda postawa krańcowa, jest niewłaściwą. Ponieważ jeśli za bardzo będzie przeważać dobro czy zło - Bóg w myśl zasady kołowego myślenia - spowoduje na ziemi epidemię (hiv, ebola) lub wielkie katastrofy (tsunami, trzęsienia ziemi, kiedyś potopy), które doprowadzą do zrównoważenia ich wartości.

- Dziękuje za rozmowę.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Powrót Ciphera (horror niemoralny)

- Doktorze Cipher, pana pacjentka ...

- Proszę usiąść, panno ...

- Iviv ...

- Co pani dolega?

- Nie wiem właśnie, jest we mnie ciągła jakaś ekscytacja, ciągłe pragnienie znalezienia odpowiedzi na pytania, których ... nie znam ...

- Czy to rodzaj depresji ... czy odczuwa pani smutek w tych momentach?

- Tak i ... nie, to znaczy bywają chwile wielkiego szczęścia, po których nagle przychodzi zwątpienie i smutek ...

- Spróbujemy coś zdziałać psychoanalizą, zastosujemy test skojarzeń, ale najpierw pytanie: czy jest pani jedynaczką ... ?

- Chodzi panu czy mam brata, siostrę ...

- Dokładnie ...

- Nie ... jestem jedyna, to znaczy jestem, jedynym dzieckiem moich rodziców.

- To mogłoby nas naprowadzić na przyczynę pani cyklofrenii ... takiej drobnej choroby depresyjnej, która być może panią nęka ...

- Nie rozumiem ...

- Otóż, rodzice zawsze starają się wychować dziecko jak najlepiej. Ale bywa, że są w tym nadgorliwie przesadni. To co dzieje się z psychiką dziecka, a potem dorosłego człowieka, można opisać dwojakim szablonem zachowań: Albo dziecko popada w nieustający proces samoakceptacji, postrzegając swoje otoczenie zawsze pozytywnie albo - jeśli nie wytrzymuje tej presji - ulga zablokowaniu, z którym związane jest poczucie winy z tendencją do depresji wypełnionej myślą: "zawiodłam oczekiwania rodziców" ...

- Czy ja jestem taka?

- Postawiłbym w tym przypadku diagnozę "zablokowania", która wywołuje u pani, ciągłą chęć udowadniania sobie czegoś, by "zmyć" poczucie winy.

* * *

- Wykonajmy teraz test skojarzeń. Ja będę pani wyświetlał kolejne słowa na ekranie a pani postara się natychmiast wypowiedzieć słowo skojarzone ze słowem widzianym ... zaczynamy:

- Zielone?

- Jabłko

- Dom?

- Mama ... nie, to znaczy nie ... ojciec i mama

- Miłość?

- Dotyk

- Dom i miłość?

- Dotyk ojca ... nie, nie to ... mamy ... nie wiem, proszę ...

- Ok, wystarczy.

* * *

- Droga pani, nie wiem jak to wyrazić najlepiej, by panią nie urazić, ale etyka lekarska wymaga obiektywizmu i rzeczowości, bez sentymentalnych uprzedzeń, więc moim zdaniem źródłem pani dolegliwości o charakterze polarnym, jest ... kompleks Elektry niespełnionej miłości, do człowieka, który panią powinien najbardziej kochać ... czyli ojca.

- Nie wiem, czy rozumiem ...

- Spokojnie, niech mi pani uwierzy, że jest w dobrych rękach ... zaraz pomożemy pani uwolnić się z tego ... siostro Gaman, proszę przynieść lewatywę ...

- Nie, proszę tylko nie to ... jestem ... nie zgadzam się!

- Proszę się nie obawiać, to najlepsza wschodnia metoda leczenia każdej depresji ... Siostro Gaman, proszę zawiązać pacjentce ręce ...

* * *

W ponurym, słabo oświetlonym pokoju, dwie postacie pochylały się nad bezbronną kobietą. Doktor Cipher i jego asystentka siostra Gaman, złowieszcze uosobienia zła i potworności natury człowieka ...

Lecz nagle stała się rzecz przedziwna ... a nawet arcy straszna ...

* * *

- Zabierz, aaaa ....! zabierzcie ode mnie ...to ... tego ... siostro Gaman, gdzie pani jest ... gdzie jesteś idiotko!! ... ratuj mnie przed tym aaaaaaaa ... aniołem!!!

Skowyt przerażenia wypełnił pomieszczenie, w którym na drewnianym koźle, ze skrępowanymi rękami, leżała naga kobieta z tatuażem anioła na plecach, który zdawał się walczyć ...

- Duszę się, płonę ... siostro raaaatuj! Arrrghhh ... już nie mogę się bronić przed piekielnym ogniem ... przeklinam ... ANIOŁ! nie, nie chce do otchłani poczekaj ...

... i ostatnim wysiłkiem woli chwycił siostrę Gaman i razem wpadli w czeluść zapomnienia ... piekła.

* * *

- Ty facet, ty masz masz chyba niedobrze pod strzechą? Co ty tutaj robisz w śmietniku?

Brudny i śmierdzący obudził się , wśród zarazy robactwa, które lubił. Na moment czerwienią krwi zapłonęły jego oczy i wydały skowyt cierpienia. Wiedział, że musi odnaleźć pannę Iviv, by dokonało się dzieło nienawiści.

Więc otrzepał się trochę i ruszył w drogę przeznaczenia, niosąc na swoich plecach "kukłę" siostry Gaman ... cztery buteli piwa i jedną butelkę czerwonego wina.


sobota, 8 listopada 2014

Myśl, która toczy się kołem

Poniższy artykuł, jest komentarzem do artykułu krystiana, "Życie z Kosmosu" (http://www.eioba.pl/a/4o64/zycie-z-kosmosu). Początkowo chciałem zamieścić go pod tamtym artykułem, ale wydał mi się za długi, więc zamieszczam go osobno.

Załóżmy, że teoria panspermii jest prawdziwa. Nadal musielibyśmy postawić pytanie, w jaki sposób bakteria w Kosmosie zaistniała? Jest to wystarczająco złożony twór, który - przy bardzo niskim prawdopodobieństwie powstania, jak to opisałeś powyżej - nie mógł by powstać bez przyczyny.

Spójrzmy na to z jeszcze innej strony. Czy nie może być tak, że pytania o wszystkie podstawowe zagadnienia - szczególnie dotyczące sposobu powstania życia - na zawsze pozostaną bez odpowiedzi, z powodu ograniczoności ludzkiego myślenia?

Zobacz:

1. Nie istnieje forma dociekania, inna niż następstwo przyczyna-skutek. Ta "ograniczoność" występuje w każdej wypowiedzi człowieka (także mojej). Jej najprostsze ogniwo ma matematyczną postać implikacji: "B jest dlatego, że istnieje A".

2. Równie niepoznawalne dla człowieka są wszystkie prawdy, które zahaczają o nieskończoność: Co było przed Wielkim Wybuchem? Gdzie kończy się Wszechświat? A może Kosmos nie kończy się nigdy? Jeśli jest Bóg, to skąd wziął się we Wszechświecie? itd. itp.

3. Charakterystyczną cechą ograniczoności systemu przyczyna-skutek - od którego człowiek nie potrafi się uwolnić - jest stwierdzenie czegoś, a następnie ciągłe - w nieskończoność - poszukiwanie tego, co to "czegoś" (coś) poprzedza.

4. Nawet gdy człowiek coś stwierdza, nigdy nie może być tego pewny w 100%. Zatem nauczyliśmy się żyć, stosując myślowe uogólnienia, półprawdy itp. zamknięte w równie ograniczonej formie języka.

Zatem czy niepoznawalność Wszechświata nie wynika z ograniczoności umysłu człowieka?

Dam taki przykład, w odniesieniu do Twojego tekstu, chociaż w istocie każdego tekstu dotyczy. Żeby go odczytać, musimy podążać od słowa do słowa lub inaczej: "słowo po słowie". A być może są takie umysły (np. Boga), które wszystkie słowa odczytują jednocześnie? W gruncie rzeczy umysł ludzki "duka" myśli. A czy nie mogą być takie formy istnienia, które ogarniają wszystko i od razu - natychmiast? A więc nie potrzebują systemu przyczyna-skutek, który rozum ludzki ogranicza.

Od wielu lat (ponad 40), poszukuję odpowiedzi na podobne pytanie, bo w zasadzie wszystkie odkrycia człowieka mają przyczynowo-skutkową skazę. Z tych ostatnich, to np. Bozon Higgsa. Jeśli istnieje - to musi za tym stać jakaś kolejna, jeszcze bardziej złożona przyczyna. I tak "w koło Macieju".

Jeden z moich ostatnich wniosków, sugeruje, że słowo - myśl ludzka - kołem się toczy: nie ma ani początku ani końca. W takim modelu, nie istnieje pytanie pierwsze, ani ostatnie.

Dlaczego myśl może toczyć się po kole - nie tylko w poetyckiej przenośni?

Zauważmy jak to było z geometrią. Najpierw uznawana była liniowa geometria Euklidesa (taka geometria dobrze opisująca życie na co dzień). Ale wkrótce okazało się, że do opisu świata (np. praw Einsteina), potrzebna jest geometria "zakrzywiona". Powstał więc wniosek, że geometria liniowa, jest tylko pewnym przybliżeniem, bardziej ogólnej geometrii zakrzywionej.

Podobnie może być z myśleniem człowieka. System przyczynowo-skutkowy jest liniowy, tzn. następstwo słów jest linowe (jedno po drugim). Gdy tymczasem może być to uproszczenie, wystarczające do komunikowania się na co dzień, ale w istocie nie dostrzegające tego, że nasze myślenie - szczególnie w skali kosmicznej - jest zakrzywione. W przypadku nieskończoności - przyjmujące postać koła. Myślenie takie, mogłoby występować u istoty, ogarniającej wszystkie nasze myśli jednocześnie.

Dlatego m.in. ostatnio coraz bardziej skłaniam się do koncepcji istnienia Boga (ale to już moja sprawa indywidualna).

Pozdrawiam


* * *

... dodam jeszcze, że takim przejawem kolistej struktury myśli, jest poezja!
Nie wiemy skąd się wzięło zamknięte w rytmy strof wyrażanie myśli człowieka. Taka rytmiczność ma postać sinusoidalnej krzywej cyklicznej.

Co więcej - zauważmy, że poezja (jak każda inna forma artystyczna) często odbiega od systemu przyczyna-skutek, a więc jest nieliniowa (zakrzywiona). Dlatego niektórzy uważają, że poeci odkrywają Wszechświat lepiej, niż najdoskonalszy przekaz naukowy.

Kolistość i związana z tym okresowość ruchu, jest zjawiskiem powszechnym w Kosmosie. Rytmicznie oddychamy, rytmicznie bije nasze serce więc dlaczego, nie miałoby tak samo być z naszymi myślami?

W hinduizmie, życie nigdy się nie kończy, ponieważ ulega ciągłej - zamkniętej kołem reinkarnacji. To kultura Zachodnia, uparcie trzyma się liniowości istnienia: od narodzin do śmierci. Ta liniowość odczuwana jest w każdej wypowiedzi, którą rządzi prawo przyczyna-skutek. Jesteśmy niezbicie pewni, że tylko w ten sposób można świat postrzegać i prawa tego świata odkrywać. A tymczasem ...

... przyszłość należy do poezji (!), bo ona kolistość myśli odkrywa .... również ja w ten sposób staram się pisać swoje teksty ... rytmicznie.

(ciekawe ... tak dużo piszę a jeszcze nic dzisiaj nie piłam ... poza herbatą ... chyba czas iść na spacer).

środa, 5 listopada 2014

"Bakteria"

Mam pomysł na sztukę! Może pomoże mi ktoś ten tekst ulepszyć i nadać więcej wyrazistości przedstawionym w niej postaciom i sytuacjom.

Bakteria - sztuka w trzech odsłonach. (szkic)

Scena słabo oświetlona zółtawym światłem. Na scenie jeden aktor siedzący przy biurku z komputerem. Niebieskawe światło bijące z monitora nadaje twarzy tajemniczy wyraz. Po lewej stronie chór utworzony z trzech rzędów, czarno ubranych postaci, które mają jedynie otwory na ustach, pomalowane czerwoną szminką (bez otworów na oczy). Po prawej stronie szare drzwi z napisem: ubikacja.

AKT 1

(Aktor)
To my wspaniali ludzie, ulepszamy ten świat, my - wybrańcy natury, stanowimy nad nią władzę. Niepotrzebne nam bajania o bogach spoza świata, ponieważ to my, i tylko my ten świat doskonalimy, walcząc o jak najdłuższe życie każdego człowieka. My ateiści - najwspanialszy wytwór ewolucji świata. My rządzimy tu na Ziemi, zdroworozsądkowo wprowadzając promyk wiedzy w ciemnoty zakamarki.
(Aktor wstaje i drepczącym krokiem udaje się do ubikacji)


(Chór)
Dziękujemy ci człowieku, że unosisz nas swym ciałem i karmisz nas swoja ekscytacją tworzenia. Dziękujemy ci za wszystkie myśli "podniecenia", które nektarem hormonów nas sycą. Prosimy o więcej jedzenia, które przetrawione na zewnątrz wydalasz, dając nam rozwój i wolność istnienia.

AKT 2

(Aktorka)
Natchniona Twoją miłością, wewnątrz serca cierpię. Rozdarta wewnętrznie dni szczęśliwe wspominam. Już nie mogę ... nie mogę wytrzymać bez ciebie ... chyba się popłaczę. Zawyję tęsknotą bezgranicznej pustki we mnie. Cały ból czuję w środku siebie, samotności i odrzucenia ... wróć, wróć, zanim się rozpłynę w rozpaczy
(Aktorka wstaje i chybotliwym krokiem udaje się do ubikacji)

(Chór)
Dziękujemy ci człowieku, że unosisz nas swym ciałem i karmisz nas swoja ekscytacją tworzenia. Dziękujemy ci za wszystkie myśli "podniecenia", które nektarem hormonów nas sycą. Prosimy o więcej jedzenia, które przetrawione na zewnątrz wydalasz, dając nam rozwój i wolność istnienia.

AKT 3
(na scenę wchodzi postać, w złotym przybraniu i postać druga - ubrana na czarno. Nie widać u nich oczu - jedynie usta pomalowane na złoto (Słońce) i na czerwono (Ziemia)).

(Słońce)
Tyle światła ci daję Ziemio, tyle radosnych rozbłysków w przestrzeni, a ty ciągle smutna jesteś, ciągle istnieniem się dławisz, dlaczego?

(Ziemia)
Słoneczko ty moje kochane, chora jestem na wesz ludzką, pustoszącą moje ziemie. Wyłysiałam, wyjałowiałam, i dręczą mnie tej wszy ukłucia. Gdyby nie bakterie, pewnie dawno bym wymarła. Więc daj mi więcej światła Słoneczko, by wypalić to wszawe plemię ... i niech tylko pozostaną, kochające mnie bakterie.

(Chór)
Dziękujemy ci człowieku, że unosisz nas swym ciałem i karmisz nas swoją ekscytacją tworzenia. Dziękujemy ci za wszystkie myśli "podniecenia", które nektarem hormonów nas sycą. Prosimy o więcej jedzenia, które przetrawione na zewnątrz wydalasz, dając nam rozwój i wolność istnienia.

(Kurtyny zamykają się. Słychać głośny odgłos spuszczanej wody w klozecie.)

Teresa

Ludzie tak bardzo "wrośli" w istnienie pieniędzy, że nie mówią o nich, a zwracanie na nie uwagi traktują jako nietakt.

Z perspektywy mojego życia, zawsze liczyło się żeby kupić coś taniej, korzystniej, a potem z "zachwytem" i niemal "samopodziwem" dla własnej zaradności tym "produktom" powstałym z pieniądza się przyglądać.

Może dlatego czyjś stoicyzm wobec faktu posiadania i jednocześnie chełpienia się wewnętrzną wrażliwością na poezję wydaje mi się sprzecznością nie do pogodzenia. To tak, jakby ktoś ubierał zewnętrzne szatki, żeby materialną "żarłoczność" pod nimi zakrywać.

Cóż - ale skoro nawet wiara nie do końca jest w tej materii jednoznaczna - nie dziwmy się, chwiejności postaw człowieka:

"Rzucającą się w oczy cechą "katolickich teologów sukcesu" jest głoszenie tezy, iż nie ma niczego podejrzanego w dążeniu do bycia bogatym. Oczywiście nie twierdzi się przy tym, że do bogactwa można dążyć "po trupach", wszelkimi sposobami czy też, że czymś dobrym jest pokładanie swych nadziei w ilości posiadanych dóbr ... Co to, to nie. W tym przypadku zachowane zostają tradycyjnie chrześcijańskie przestrogi o tym, by nie przywiązywać swego serca do bogactwa i nie dążyć do niego w niemoralny sposób."*

Chrześcijański sposób dochodzenia do bogactwa? A któż z nas w życiu choć raz nie oszukał. A któż z nas przestrzega zasad wiary, rodzinę własną dzieląc na tych złych i tych dobrych. Akceptując i nie akceptując człowieka tylko z powodu naszych wewnętrznych zachcianek. To taka sama obłuda jak księdza gdy zakłada szaty liturgiczne, by głosić to, czemu swym działaniem później zaprzecza.

Bogacenie się samo w sobie polega na wykorzystywaniu czyjejś pracy. Rozejrzyj się w swoim domu, czy nie ma w nim choć jednej rzeczy, która powstała w drodze wyzysku człowieka? Może są to twoje buty, może sukienka, a może komputer na którym piszesz swoje teksty. W każdym prawie produkcie, w łańcuchu jego powstawania, znajdziesz łzy cierpienia, ubogiego, który za bezcen sprzedaje swoją pracę.

Nauczyliśmy się zatem wraz z pieniądzem, żyć obłudnym życiem. Co wrażliwsze serca tego nie wytrzymują. Co bardziej ociosane, przybierają obłudne szaty zadowolenia, wszelkiego rodzaju pozytywizm głosząc - w poezji i prozie nasyconego dobrobytem brzucha.

* http://www.konserwatyzm.pl/artykul/5187/czy-katolik-powinien-byc-bogatym

* * *

Tereniu - w tym co mówisz, jest nawet coś więcej, co wynika z praw logiki, stanowiącej jeden z działów matematyki i ... ludzkiego rozumowania. Gdy "rzucasz w kogoś kamieniem", to dlatego, że z tym czymś/kimś się nie zgadzasz. A Twoje "nie zgadzasz się" wynika głównie z własnego doświadczenia. Nie lubimy czegoś co jest odmienne, tylko wtedy, gdy rozumiemy/wiemy na czym ta odmienność polega. Dla kogoś, który ma tak dokładne odwzorowanie, jest kolokwialną prawdą, że musiał kiedyś mieć takie niedobre lub podobne doświadczenie.

Bowiem, nigdy nie będziemy wiedzieli, że coś jest dla nas złe, dopóki tego w istocie nie doświadczymy. I nie lubimy tej myśli w sobie i ... nie widzimy, że myśl ta powstaje, bo to coś ... mamy dokładnie w sobie - jako punkt odniesienia.

Mówiąc dosadniej - oskarżamy innych o własne przewinienia, które próbujemy przed światem skrywać. Nic tak nie boli, jak ujrzenie w lustrze, potworności własnego wnętrza. I dlatego tak "krzyczymy", że czegoś nie chcemy, i się z tym czymś nie zgadzamy.

Nie zawsze jest tak, że związek naszej "wewnętrznej" choroby z postawą odrzucenia poglądów innych, jest oczywisty. Z reguły, to zakamuflowane tkwiące w nas przewinienie, wyłania się w postaci "wyprysku" wypowiedzi. Organizm zatruty, musi bowiem toksyny myśli bolącej usuwać.

Nie jest to zarzut wyłącznie do Ciebie, bo sam i pewnie wielu tu piszących przechodzi takie "burzliwe oczyszczenia". Coś (ktoś) co jest zdrowe, nie ma nigdy pretensji do świata. A ten, w którym wrzód popełnionych błędów i nieszczęśliwości wewnętrznej narasta, od czasu do czasu , wyrzuca z siebie słowa niezadowolenia - aby dać upust kloace własnych przewinień.

I taka jest prawda stojąca za powiedzeniem: "zanim rzucisz w kogoś kamieniem, spójrz na siebie".

Relacja z pewnego koncertu

Słoneczko, to było tak ... tylko nie przerywaj ...

Byliśmy wczoraj na koncercie: Mark, Troy i ja.

Późną porą pierwszej kwadry księżyca, w zimną noc, owiewaną arktycznym wiatrem, przed domem stałem czekając ... i o Tobie marząc.

Wilk liże swoje rany.

Przyjechali. - How are you doing Mike? Ok! I'm fine.

Był tłum przed klubem The Yardbirds, z rąk wyciągniętych, prowadzących w czeluść klubu odbierali ... bilety.

I wtedy pojawiłaś się Ty .... pomiędzy marzeniami. Mark się tylko uśmiechał.
W długiej czarnej sukni tuż za kolana, z aniołem na Twych plecach wyciętym. Musiałem dobiec do Ciebie, by przed lubieżnym nagim spojrzeniem Anglików Ciebie uchronić. Jesteś zajebiście piękna ... ale czas zacząć clue przedstawienia.

Wishbone Ash... king will come ... padamy z wrażenia, ale ja nadgorliwy, wciąż nachalną miłością, Ciebie chronię ... facet w zielono nijakiej kurtce, spogląda wzrokiem Twoje piersi omiatając. Sponiewierałem faceta wzorkiem. Nie uciekaj ...

Wilk liże swoje rany.

Oparłaś się o mnie zakrywającego anioła, zagłębiłem usta w Twoich włosach pachnących rozkoszą.

- Mike, zobacz Andy Powell ma 64 lata i wciąż dobrze gra i śpiewa ... a więc wszystko jeszcze przed nami ... mówi Mark.

Ja tylko widzę Ciebie. Jak łania przeczuwająca nieszczęście, z moich dotyków się wyrywasz. Nie chcesz, być uwięziona przez jeszcze jednego psychola człowieka.

Koncert się skończył.

Wilk liże swoje rany.

Owiewa nas powiew świeżego powietrza. Wsiadamy do samochodu, tulę się do Ciebie ... spadaj skurwysynie ... nic nie wiem ...
- Hej! Mike, wysiadamy, jesteśmy u ciebie ...
- a gdzie jest ona, gdzie vivi .... ?
- stary, za dużo wypiłeś, idź do domu ... tam pies czeka na ciebie.

- Vivi, nie opuszczaj mnie, gdziekolwiek jesteś, w moich ... marzeniach.

Bowiem to nie fizyczność pachnąca perfumem lecz stęchlizna człowieczego ścierwa, wyznacza granice naszego istnienia ...

Vivi, wróć, wróć do mnie
w marzeniach.





vivi

Amnezja na zawołanie, czy ... wołanie o amnezję? Dlaczego pragniemy tak bardzo zapomnieć, wymazać, coś z pamięci? Przecież wymazując to "coś", wymazujemy również część "siebie". Chcemy odrzucić coś, co kojarzy nam się z klęskami z przeszłości - by narodzić się nieskazitelnie czyści - tabula rasa?

Widzisz tego "cerbera" w lustrze? To Ty, właśnie Ty, w całym majestacie nieszczęść i radości, które nadały Twojej twarzy specyficznego wyrazu mądrości. Myślisz, że tą twarz można wymazać i nadać jej wyraz nieświadomej niczego idiotki?

Nie ma Ciebie, bez Ciebie, bez cierpień i niepowodzeń, które w sercu nosisz. Każdy diament ma jakieś wady, które nadają mu wartość i rozpoznawalności.

W takim razie, mamy żyć, z bagażem cierpienia, które co jakiś czas dławi nas swoim wspomnieniem?

Właśnie tak, dokładnie tak ... nie bójmy się cierpieć. To jeden z naturalnych stanów człowieka. Żadne różowe pastylki, alkohol, nie są w stanie tych cierpień wywabić. Trzeba je polubić, a nawet pokochać ... i kiedy się pojawiają ... przywitać jak największego przyjaciela, który nigdy nas nie zdradzi ...

... nauczyć się kochać swoje cierpienia i niedoskonałości. Zobacz
fizyczny kaleka, stara się robić to na co dzień. A Ty udajesz i ciągle uciekasz od
odpowiedzialności. Myślisz, że jak przefarbujesz swoje smutki, alkoholem po 18-tej
to coś w Twoim życiu się zmieni i to co złe przepadnie.

Wstawaj! Idź do lustra i zobacz, jaki potwór z Ciebie. Ile nieszczęść i bólu innym
w swoim życiu sprawiłaś. Zobacz te wszystkie złe, egoistyczne czyny, z których
robaczywe myśli wyłażą ... zobacz - nawet anioł zatrwożony, potwornością
Twoich czynów, skrzydła opuścił. Ten widok w lustrze jest nie do zniesienia ... !

Ale taka właśnie jesteś prawdziwa. I za to ludzie Ciebie kochają. Również za
udawanie, które pudrem hipokryzji przykrywasz gdy uśmiechy i uśmieszki ...
pocałunki i grzeszki ... wstydliwie zakrywasz ... i właśnie dla tej niedoskonałości
Twojego prawdziwego istnienia, jesteś najpiękniejszą barwą na nieboskłonie, gwiazdą,
która jest źródłem ciepła i zrozumienia, Mira o Ceti ...

Jedyna z jedynych ... JEDYNA!

* * *

.. więc wyrwij ten przycisk i ... po kłopocie. Walczysz z duchami, których w istocie nie ma , tylko są w Tobie. Problem polega na tym, że ciągle przeciwstawiasz siebie, marze, która nie istnieje. Rozdwajając wnętrze, rozdwajasz siebie. I odwieczne toczysz boje, kto w tym złudzeniu ma rację: miraż po prawej, czy miraż po lewej.

Zapytasz więc, jak żyć, z rakiem który nasze wnętrze toczy? Nie istnieje żadne lekarstwo, które potrafi nas wyleczyć z raka niemocy. Jedynym rozwiązaniem jest tego raka polubić, przygarnąć i dbać o niego.

Wyobraź sobie, że nowa-stara myśl do umysłu zagląda, która jak rak chce Twoje myśli toczyć. Nie walcz z nią, lecz powitaj z radością - tak jak się wita przyjaciela po długiej rozłące. Gdy zacznie nadgryzać, przyjmij to jak szczypanie w zabawie. Powiedz tej myśli, że ma rację, że jest wspaniała i że ... smutno by Tobie było, gdyby pewnego dnia odeszła ... w zapomnienie.

Tak robią hinduscy mnichowie, którzy potrafią poskromić każdą chorobę. Jadowity wąż złowrogi, który wejdzie w ich ciało - nic im nie zrobi. Bo myślami kochają go jak samego siebie.

Na tym polega cud ocalenia. Cud ucieczki, której nie ma. Cud poddania się, który daje siłę przezwyciężenia.

I jak już tak polubisz, całe te zło, które jest w Tobie ... pewnego dnia obudzisz się i z przerażeniem stwierdzisz że odeszło od Ciebie! I będziesz rozpaczać jak matka, po stracie dziecka ...

Dlatego tak często kocham Ciebie, żeby poskromić węża Twojego jestestwa ... żeby go skusić moim istnieniem ... bo lubię te wszystkie dzieci nieszczęścia.

* * *

Przyjrzyj się wnętrzu introwertyka - oto one:

To nigdy nie jesteś Ty, albo jesteś Ty,
który jesteś wachlarzem wielu znaczeń

Nie ma czegoś takiego jak jedno Ty
które Ciebie utożsamia, natomiast jest wielorakość
która te Twoje Ty wypełnia

A więc ...
... kiedy słucham muzyki rockowej
- to nie ja tej muzyki słucham, tylko mój brat
który ciągle siedzi we mnie,
a który umarł wiele lat temu
w 1993 roku

A kiedy jestem złowieszczy dla ludzi
i ich wiarygodność podważam
Jestem moim ojcem, który jest we mnie

Ktoś powie: "jestem JAK mój ojciec"
- ale to nieprawda

A kiedy z przestrogą kiwam palcem:
Bądź przezorny! Uważaj na siebie!
Jestem jak moja matka, a raczej jestem moją matką

Co za różnica?

Słowo służy potrzebie, a nie istocie sprawy

... i ...

Kiedy byłem na spacerze z Kajratem
I usiadłem na powalonym drzewa konarze
Gdy uświadomiłem sobie, że to nie ja słucham muzyki
ale mój brat który jest we mnie

zapłakałem ...

... bo odczułem istotę Wszechświata, istotę grawitacji
Przestrzeni ... która nas wypełnia ...
która przenika nas wszędzie i która jest
niezniszczalna

* * *

Teraz ja, w życiu moich synów, odtwarzam się
w różnych sytuacjach
I to są Oni nie Oni,
Oni udający Oni potwierdzający siebie
Oni są ... ale to nie Oni ...

W znacznej części zawsze jestem to JA*

* prawo przestrzeni

* * *

To nie nasza wolna i nie nasz rozum działaniami człowieka kierują. Zabiorę ci jedzenie i padniesz na kolana, zabiorę ci dostęp do wody i rozum ci pomiesza.

Nie sztuką jest decydować o życiu, gdy masz brzuch pełny. I nawet wtedy - w swojej pozornie wolnej woli kierujesz się jednie chęcią zyskania - dla siebie jak najlepszej pozycji, jak najwięcej, jak najbardziej - wygodniejszego życia.

A gdy mówisz, że robisz coś dla innych oszukujesz siebie i cały świat. Robisz to, bo chcesz pokazać jaki człowiek jest dobry, w nienasyconej chęci pokazywania, dokazywania, jak ważne jest Ja człowieka. Nie człowieka samego z siebie. Bo taki nie istnieje.

Matka kocha dziecko "fizjologicznie" - dopóki jej te dziecko nie przeszkadza. Dopóki nie dorośnie by mieć własne zdanie. Tyle różnych zatem zdań na świecie? Dlaczego? Bo każdy człowiek chce tylko dla siebie.

Banialuki poezji, która jedynie wewnętrzne szambo potrzeb otwiera. I jego bezdenną hipokryzję potwierdza.

Zobacz to inaczej:

Czy chcę czegoś złego dla innych ludzi? Nie.
Czy gdy mówię im prawdę w oczy błąd popełniam? Nie.

To dlaczego mnie nie lubią?

* * *

Odpowiedź na to pytanie tkwi w przestrzeni, a więc również w grawitacji, która ją wypełnia, a której źródłem są wszystkie kosmiczne obiekty - gwiazdy, księżyce planety. Zatem to co czynisz, i myślisz teraz "zapisane jest w gwiazdach" - a łącznikiem z tym światem dla naszego i wszystkich organizmów - są komórki i bakterie.

To tylko nasze złudzenie, że coś brzydko wygląda i śmierdzi, służące zachowaniu status quo komórek i bakterii, które mieszkają w naszym organizmie i naszym ciałem się odżywiają.



Przykład fizyczny

Przykład fizyczny.

Zjawisko widzenia jest ciągłe, chociaż w istocie składa się z niezliczonej ilości fal (kwantów) światła o różnych długościach. Mówimy, że widzimy coś w sposób ciągły, chociaż, to co odbiera nasz mózg składa się miliarda impulsów energii - ROZDIELNYCH!

Nie jesteśmy w stanie zaobserwować pojedynczego impulsu, ani każdej jego ZMIANY! Nasz mózg odbierając impulsy zewnętrzne uśrednia, "generalizuje" - nie dbając zbytnio o drobne odmienności - które w procesie widzenia nam "umykają".

To tylko wzrok. To samo dzieje się ze słuchem, smakiem, węchem, dotykiem i ... z naszym szóstym zmysłem, którego obrazem jest myślenie. Jedyne co możemy zrobić z natłokiem informacji, to ją uśrednić, czyli arbitralnie przyjąć naszym umysłem za PRAWDĘ to, co jest jej uśrednioną wartością.

Tymczasem, na obraz PRAWDY, składa się niezliczona liczba prawd mniejszych, które ulegają ciągłej zmianie, a w których zakresie są i prawdy przeciwne (!) postrzeganej rzeczywistości.

Zatem to co uznajemy za prawdę oczywistą, wyrażaną przez nasze JA - jest tylko prawdy uproszczeniem, a więc nigdy tzw. prawdą do końca, bo zdolności poznawcze naszego umysłu, dotarcie do niej (do pojedynczego faktu) znacznie tą możliwość ograniczają.

Z jednej strony więc, wygłaszanie poglądów ostatecznych (JA wiem bo wiem), nie ma fizycznego uzasadnienia, a z drugiej - robimy to machinalnie, nie zdając sobie sprawy z ciągłego umysłu błądzenia, które jest naturalne.

Zgodnie z powyższą "logiką" można przyjąć twierdzenie, że KAŻDY Z NAS MA RACJĘ, a o prawdziwości jej (względnej) decyduje jedynie liczba zwolenników.

I ma rację również ten, który z nami się nie zgadza.

Miłość zatem, to ciągłe uśrednianie, zewnętrznego uczucia, w którym jest również sól i pieprz - odrzucenia.

Powiedz mi, powiedz

Powiedz mi powiedz ...

Ubierałaś sukienkę, wstydliwie zakrywając te rzeczy.
Czy kochasz mnie, tak bardzo i bardzo, żeby siebie zniweczyć?
Wszak jesteś kobietą, którą każdy "pies" by wyjebał

Ale ja wciąż czekam na Ciebie i czekam ...
Nie wiem po co, poza namiastką przytulenia
Pewnie potem, zakopałbym Ciebie żywcem pod ziemią.

Nie ma już we mnie człowieka.

To co mówię, to tylko miłości odblaski
W jaskini Platona, skuty łańcuchami
marzę o Tobie ... by Ciebie zabić.

O grawitacji

"Problem ten tkwi w tym, jak wejść we własną samotność ..."

Zobacz: język ludzki mówi o wejściu do wewnątrz ... do wewnątrz siebie ... gdzie to jest?

Według prawa grawitacji, wewnątrz nas - w dowolnym ciała fragmencie - zbliżając się do jego geometrycznego środka, grawitacja maleje do zera (tzn. jej natężenie).
"Wejść w siebie" może zatem oznaczać tylko i wyłącznie podążanie zmniejszającym się gradientem grawitacji aż do stanu zero - całkowitego wyciszenia. W przypadku ludzkiego mózgu ten punkt znajduje się w okolicy spojenia prawej i lewej półkuli.

To właśnie do tego stanu dążą jogini i buddyjscy mnisi - do stanu zerowej grawitacji, w którym nie odczuwa się ciążenia. Myśli ludzkie pokrywają bowiem korę mózgową, czyli dzieją się na "kuli" o promieniu około 10 cm. Ich burzliwe przebiegi rozgrywają się nieustannie w kory zagłębieniach i żeby je wytłumić, trzeba zejść głębiej - w obszary, gdzie myśli nie docierają, ani żadne instynktów wrażenia.

Geometryczny środek umysłu, równoważny środkowi ciężkości, który jest tylko idealizacją, ponieważ tak naprawdę go nie ma - środek naszego myślenia, skupienia i świadomości.

* * *

Problem z ciągłymi próbami zrozumienia świata, polega na tym, że możemy dokonać tego jedynie - ograniczonym ludzkim językiem, który reprezentuje nasze myślenie. Zauważ, że język którym operujesz, jest ograniczony do trzech podstawowych składników: podmiotu, orzeczenia i dopełnienia. Jak zatem - za pomocą tego ograniczenia chcesz zrozumieć reguły Wszechświata?

Zauważ również, że przyroda, poza nami, nie ma tego ograniczenia: mrówka, ptak czy drzewo, komunikują się pomiędzy sobą, czymś co jest podmioto-orzeczeniem, orzeczenio-dopełnieniem, dopełnienio-podmiotem, kombinacją powyższych, lub wszystkim zarazem.

To tylko z homocentrycznego punktu widzenia, nam się wydaje, że język nasz jest najwyższą doskonałością potrafiącą świat opisać. A przecież zmysły, które są podstawą języka, u zwierząt są doskonalsze!

Jeszcze przez stulecia będziemy się babrać, w układzie trzech podstawowych składników mowy naszego języka i tworzyć wiersze, rozprawy naukowe i popularne dociekania. Wszystkie - jak ta sama do znudzenia zjadana zupa - składające się podmiotu, orzeczenia i dopełnienia.

Dlatego mądrze kiedyś pomyślał Stachura, że człowiek ponad słowo nie może wyskoczyć. I tak jak ryba do końca życia związana jest morzem, tak człowiek do końca życia może posługiwać się jedynie słowem, które świat dzieli i od poznania prawdy nas odsuwa.

Jedność istnieje

Jedność istnieje ...

... świat mikrobów komunikuje się za pomocą sygnałów chemicznych i jak "mózg" potrafi podejmować decyzje - o kierunku rozwoju, intensywności a nawet o rozwoju zaprzestaniu! (wolna wola?). Zastanawiające jest to, że zjawisko - określane mianem quorum sensing - nie ma punktu centralnego, tzn. nie istnieje centralna, ta jedna jedyna bakteria która decyduje o rozwoju szczepu. A jednak wygląda to tak, jakby centrum decyzyjne istniało - choć w istocie każda decyzja, zależy ... od każdej bakterii.

Człowiek z bakterii jest zbudowany i z komórek, które odbakteryjne mają pochodzenie. Znaczyło by to, że również nasze myślenie i podejmowanie decyzji nie ma punktu centralnego! Innymi słowy, wydaje nam się, że jest jakiś środek z którego myśl się wydobywa, a tymczasem może być tak, że każda decyzja mózgu jest efektem wszystkich bakterii i komórek ciała.

W tym momencie na scenę wkracza przestrzeń i jej geometria. Myślimy jakby środkiem przestrzeni (środkiem geometrycznym mózgu), a tymczasem może być to złudzenie, a dowolna decyzja tworzona jest emergentnie, z wszystkiego tego, z czego jesteśmy zbudowani. Przyroda jedynie udoskonaliła informacji przekazywanie wewnątrz organizmu, poprzez sieć neuronów ... i nic więcej!

Zatem to co określamy mianem świadomości, to jedynie wyimaginowany punkt przestrzeni wewnątrz nas, powstający na tej samej zasadzie, na jakiej "istnieje" punkt centralny (decyzyjny) quorum sensing?

Przychodzi na myśl jeszcze jedno rozwiązanie. Zgodnie z teorią panspermii, bakterie z Kosmosu do nas przywędrowały, ponieważ ich DNA w kształcie jest odmienne. Zatem czyż nie tak, że bakterie jako jedyne organizmy, potrafią komunikować się z przestrzenia, by nie powiedzieć, że "odżywianie się" tą przestrzenią, jest źródłem procesu podziału bakterii (i komórek)?

Jeśli każdy punkty przestrzeni, jest środkiem decyzyjnym bakterii, więc każda bakteria może wpływać na zachowanie quorum sensing. I ludzki mózg zachowuje się tak samo ...

... jesteśmy, a jakoby nas nie było, a nasza myśli i jej świadomość ... wypływa z przestrzeni i grawitacji, która przestrzeń zniekształca* ... dowód na istnienie Boga?

Zatem ... jedność istnieje ...

*Eric Verlinde - grawitacja jest zjawiskiem emergentnym i jest związana z informacją, która ma punkt środkowy - a więc jest złudzeniem.

Jednoczesność, która dzieli

Jednoczesność, która dzieli

Wielu filozofów rozważało zagadnienie bytu, nie zdając sobie sprawy, że samo pojęcie "byt", jest uwikłane w "sposobie" jego tworzenia.

Bo co oznacza byt? Definicje są różne i nigdy wyczerpujące, podobnie jak nigdy wyczerpująca jest odpowiedź. Co więcej - nie wiadomo skąd się bierze, następstwo przyczynowo-skutkowe myśli, która narzuca również następstwo "przyczynowo-skutkowe" słów i zdań, których jedynym ograniczeniem jest zakres posiadanego słownictwa.

Zauważmy: tu wcale nie chodzi o jakąś istotną prawdę - tu chodzi wyłącznie o to, jak ja wyrazić słowami - a to nie jest to samo.

Charakterystyczną jakością myślenia ludzkiego (i pewnie nie tylko), jest jednoczesność - czyli "odczuwanie" istoty myśli (sensu), poprzez dołączanie (addytywne) kolejnych słów. Człowiek, nie potrafi inaczej! Sens zdania jest jednoczesnością (iloczynem) wszystkich sugestii zawartych w stwierdzeniach tworzonych poprzez dodawanie kolejnych fragmentów myśli (słów, zdań).

Tą jednoczesność sposobu myślenia człowieka, odzwierciedlają prawa fizyczne, które odkrywa. Przykładem jednoczesności jest prawo Newtona, gdzie siła grawitacji zależy od iloczynu mas - czyli ich jednoczesności. Podobne, w prawie Coulomba, jednoczesność (iloczyn) ładunków elektrostatycznych jest proporcjonalna do siły oddziaływania, którą mierzymy.

Człowiek zatem, ma jednoczesność wpisaną genetycznie w sposobie widzenia świata.
Stąd wszelkie dociekania filozoficzne, których podstawą jest tworzenie zdań logicznych, wynikają z "konieczności" jednoczesnego - tu i teraz - pojmowania świata.

Ponieważ człowiek, według teorii ewolucji jest następstwem istnienia organizmów prostszych, to jednoczesność, powinna być obserwowana u takich organizmów jak np. organizmy jednokomórkowe - bakterie. W bakteriach jest pomost łączący to co jednoczy, z tym co dzieli. Bakterie rozmnażają się poprzez podział i pączkowanie (także fragmentację). Otóż każda jednoczesność zdarzeń, na poziomie bakterii, prowadzi do jej podziału - dzielenia (lub paczkowania).

A teraz przyjrzyjmy się człowiekowi, który ma 10 razy więcej komórek bakterii niż własnych i nawet w tych własnych ma mitochondria, które są pochodną bakterii. Myślenie człowieka ma charakter jednoczesny, przy czym to myślenie łatwo się dzieli: tzn. łatwo, prawie bezwiednie przyjmujemy zdanie przeciwne do rozmówcy (wyjątkiem są osoby skażone tym samym lub podobnym "układem bakterii").

Konkluzje:

1. taki jaki jesteś wynika z "zestawu" bakterii które otrzymałeś po rodzicach (genom ludzki, to tylko 10% "ludzkiego" DNA, a reszta to bakterii.) Nie jest łatwo ten zestaw bakterii zmienić- jedynym sposobem jest długotrwała zmiana diety.

2. Jeśli "cierpisz" psychiczne, to znaczy, że masz w sobie cierpienio-lubne bakterie, jeśli się radujesz: masz ich odmianę wesoło-lubną

3. Jedynym sposobem zmiany własnego nastawienia do świata, jest wymiana DNA, czyli jak najczęstsze kontaktowanie się z ludźmi o innym (jak linie papilarne - po odchodach go poznasz), zestawie bakterii.

4. Pamiętaj! Bakterie potrafią wymienić pomiędzy sobą DNA, reszta 10% - czyli człowiek (!) - tego nie potrafi*

* śmiech na sali.

* * *

Widzę to trochę inaczej. Dążenie Wszechświata to ujednorodniania stanu materii (energii) wiąże się z rozpadem, czyli podziałem skomplikowanej - z punktu widzenia człowieka - struktury - na nic nie różniący się "pył" materii.

Ale te spojrzenie jest homocentryczne - a więc, jest poglądem dokonywanym przez umysł człowieka, któremu przypisuje się nadrzędna rolę w przyrodzie.

Inaczej świat wygląda z punktu widzenia bakterii, która wiecznie się dzieli, skomplikowane struktury tworząc - w tym ciało człowieka (mitochondria zawarte w ludzkich komórkach to dawne bakterie, a sam proces podziału komórki - jest jakby "plagiatem", zapożyczeniem tego, co bakterie czynią od miliardów lat).

Innymi słowy - bakterie dokonują - są ciągłym podziałem materii, a wiec ich działanie jest zgodne ze strzałką czasu - wzrostu entropii. Bo przecież działanie to jest zgodne z teoria rozszerzania się Wszechświata, w którym, w każdym momencie powstaje nowa "jednostka" przestrzeni. Tworzenie z jednej komórki bakterii kolejnych dwóch jest niejako tej teorii potwierdzeniem.

... a człowiek? No cóż ... wydaje mu się, że jest konstrukcja nadzwyczaj nieprzeciętną, a przecież nawet fakt, że w jego organizmie jest 10 razy więcej bakterii niż jego "własnych" komórek (mitochondria?) - zaprzecza temu.

Zatem bajka wygląda tak: bakterie tworzą kolejne jednostki przestrzeni, lokalnie rozbudowując je do przeróżnych kształtów makro-przestrzennych np. do formy człowieka. I nic się nie dzieje poza wzrostem entropii, która jest tożsama z rozszerzaniem się Wszechświata.

W końcu ciało każdego organizmu "trafia do ziemi" i tworzy bardziej zunifikowane formy, które ponownie tworzą lokalne struktury, by imperatyw powstawania kolejnych jednostek przestrzeni - spełnić.

Jednoczesność

Jest zjawisko, które nazywamy jednoczesnością. Próżno go szukać w podręcznikach, chociaż intuicyjnie wiemy o co chodzi. Jednoczesność to iloczyn wszystkich zdarzeń dziejących się teraz w tym momencie. W przypadku, planet, księżyców i słońca - jej grawitacyjne działanie - jest iloczynem funkcji okresowych.

Sprawdziłem te iloczyny - i ich obraz zawsze jest niezmienny - gaussowski układ 15 impulsów, odpowiadający rozkładowi słów dowolnego dzieła - w tym twojej poezji*

A teraz zapytajmy czym jest odwrotność jednoczesności - czyli odwrotność iloczynu funkcji okresowych sinus i cosinus. I jakie znaczenie ta odwrotność może mieć dla człowieka. Bowiem to co jest iloczynem, nierozerwalnie związane jest z dzieleniem.

No i tu odkryłem coś wręcz genialnego! Coś co tłumaczy, rozmnażanie przez podział bakterii, magiczną liczbę 4 połączenia zasad A-T, C-G w DNA i ... wyjaśnienie dlaczego wciąż przybywa przestrzeni, która jest przyczyną rozszerzania się Wszechświata.

Rozkroki rozumowania:

1. Odwrotności iloczynów funkcji sinus i cosinus, prowadzą nas bezpośrednio do funkcji tangens i cotangens (oraz secans i cosecans) - które są ilorazem - a więc "działaniem" odwrotnym do iloczynu funkcji sin i cos.

2. Charakterystyczną cechy funkcji tangens, jest podzielność - tzn. w okresie działania jednej funkcji sinus -tangens pojawia się dwa razy - z asymptotyczna przerwą "nieistnienia" pomiędzy.

3. Wyjaśnia to, dlaczego przyroda - która poprzez Ogólną Teorię Względności - związała grawitację z geometria przestrzeni, dokonuje ciągłego podziału bakterii. Ponieważ w każdym momencie obrotu ciał niebieskich powstaje dwudzielność przestrzeni - której najprostszym obrazem jest dwudzielność funkcji tangens.

4. Każdej parze rozdzielonych ramion tangens odpowiada rozdzielona para ramion cotangens, stąd liczba 4 połączeń pary zasad DNA.

5. W każdym momencie cyklicznego obrotu Wszechświata, powstaje zatem para przestrzeni. Tak jak z przestrzeni jednej bakterii - poprzez podział powstają przestrzenie dwie - nowych bakterii. Ponieważ powstawanie przestrzeni przez podział, obserwowany w czasie rozmnażania się bakterii jest wykładniczy - więc i wielkość Wszechświata powiększa się wykładniczo (czyli coraz szybciej galaktyki uciekają od siebie).

Idę zapalić sobie jeszcze jednego skręta ... Jeżeli okaże się - za parę stuleci - że moje rozumowanie było słuszne dobiorę nobla, mitochondralnie siedząc w odbierającego nagrodę umyśle. Ponieważ ... **


* http://www.teoriaslowa.com/2009/06/tajemnica-jezyka.html

Istota poezji

Istota poezji w rytmie się mieści.

Nikt nie wie dlaczego istnieje sylaba. I nikt nie wie dlaczego sylaby, tworzą wersy, spięte w poetyckie strofy.

Wiersz nie jest sumą słów, ale ich iloczynem. Podobnie jak obraz malarza nie jest sumą barw, lecz czymś więcej.

Co to jest - to więcej?

Analityczny umysł człowieka rozbiera wszystkie zjawiska na części pierwsze. Kroi i dzieli rzeczywistość na dające się zdefiniować - opisać słowem - "kawałki". Poeta dokonuje czegoś odwrotnego: pojęcia cząstkowe przemnaża - przywracając im, ich pierwotne znaczenie.

Jest drzewo - i jest poezja.
Można to drzewo pokroić na kawałki i określić każdego kawałka znaczenie. Rozbiór drzewa na części przynosi ludzkości różne dobra: opał, olejki eteryczne, przęsła mostów, płoty i krokwie dachów. Lecz nie da się z tych kawałków drzewa ponownie złożyć.

Poeta drzewo przemnaża, przez wszystko to co istnieje na świecie.
I wtedy drzewo staje się nieskończenie wielkie
Sięgając poza krańce Wszechświata.

Gwoli choroby psychicznej mojej ...

Panie profesorze ... gwoli choroby psychicznej mojej.

Jeżeli jednoczesność jest iloczynem (koniunkcją) zdarzeń, to co jest odwrotnością jednoczesności? Jeśli odwrotnością iloczynu jest dzielenie, to jaki obraz odwrotności ma jednoczesność cyklicznych obrotów ciał niebieskich?

Otóż, kiedyś to już sprawdziłem - iloczyn obiegów okresowych tworzy rozkład Gaussa. I z tego wyciągnąłem wniosek, że również rozkład słów (myśli) mu podlega.

Ale jednocześnie w każdej chwili, dzieje się zjawisko odwrotne - odwrotne do mnożenia. Dzielenie - które prowadzi do funkcji tangens i cotangens (również secans i cosecans). A jakaż jest właściwość tych funkcji? - posiadają asymptoty, a więc moment nieistnienia. To nieistnienie cyklicznie te funkcje dzieli ... i to doprowadziło mnie do pewnego olśnienia!

Rozdzielność, która dzieje się w każdym momencie obrotu Wszechświata, jest przyczyną zjawiska, podziału komórki - na przykład bakterii. Co więcej - magiczna liczba 4 - połączenia zasad DNA - wynika z istnienia przeciwstawnych par "ramion" funkcji tangens i cotangens. I jeszcze coś: Wszechświat właśnie dlatego ciągle się rozszerza, bowiem w każdym momencie przestrzeń się dzieli.

"A wszystko przez" Einsteina, który geometrię przestrzeni powiązał z grawitacją. Tym samy odkrył, że grawitacja, na ziemi, komórki organizmu dzieli - rozdzielnością przeciwną do jednoczesności, w postaci "dzielących" się w czasie, funkcji tangens i cotangens.

Pozdrawiam

Eksperyment myślowy

Eksperyment myślowy:

Wyobraźmy sobie człowieka ciągnącego za sobą coś, czego nie może zobaczyć. Załóżmy, że ciągnie jakiś przedmiot, który naturalny stawia opór w zależności od rodzaju powierzchni - jej ukształtowania: dołków, wzniesień i różnego rodzaju przeszkód.

A teraz zastąpmy przedmiot człowiekiem, który ma wolną wolę, więc ma wpływ na przebieg ciągnienia.

Moja teza brzmi następująco: nie da się rozróżnić, czy przyczyną oporu jest fizyczność ukształtowania powierzchni czy też wola człowieka. Bowiem każde zachowanie, każdą decyzję wynikająca z woli człowieka, można zastąpić, układem fizycznych przeszkód, które ciągnący - będzie tak samo odczuwał.

Innymi słowy wola ludzka nie różni się niczym od fizycznego oporu świata przyrodniczego. A jeśli tak, to próba oderwania się Ziemi od Słońca - czyli stawianie oporu sile grawitacji, jest tożsama z wolą człowieka, który odmienne opcje życia wybiera.

Podobny eksperyment myślowy Einsteina ze spadającą windą, zrównał przyspieszenie bezwładne z grawitacja Ziemi, a odkrycie to Einstein nazwał „najwspanialszą myślą swojego życia„*

*http://elgood.blox.pl/2010/09/SLYNNE-EKSPERYMENTY-MYSLOWE-ALBERTA-EINSTEINA.html