czwartek, 4 września 2014

Myśli zebrane (14)

Błąd idealisty, alienującego człowieka od świata: larwy nie są brudne. Można powiedzieć, że nawet czyściejsze, od spaskudzonego poezją umysłu człowieka.

Piszesz wiersze i nie wiesz nawet dlaczego jest w nich rytm, który ramy strofy ogranicza. A to wszystko dzięki gównożercom, które Ciebie stworzyły - czyli bakteriom, które siedzą w każdej komórce (mitochondria). To one znalazły sposób na grawitację, rządząca obrotem planet, tworząc monstrum, które przerabia tony żarła, ku bakterii żarłoczności uciesze. A na szczycie tego monstrum powstał, obślizgły twór mózgu, który ma myśleć jak pokarm zdobywać.

Bo przecież nawet wtedy, gdy doznajesz wzlotów poetyckich uniesień, wytwarzasz hormony - ulubiony nektar bakterii, który ból uśmierza. Ty jesteś zadowolony i uspokojony, bo masz w sobie "zwierza", który kontroluje każdy ruch Twój i każde westchnienie.

... a po śmierci, to wszystko wyłazi z ciebie, z powrotem do ziemi ... by potem odrodzić się ciele kolejnego człowieka.

* * *

Ciągle się zastanawiam, dlaczego bakterie są takie odporne na grawitację ... wytrzymują przeciążenia wielkości 400 tysięcy g. W jakimś stopniu, musi to być związane z ich kolistym DNA. (DNA człowieka (królestwa zwierząt) jest wzdłużne - ma kształt helisy.)

Czy to nie jest tak, że rytmicznie zmieniająca się wartość grawitacji, planet, księżyców, słońca - wobec ziemi, nie była przyczyną powstania kolistego DNA bakterii - odzwierciedlającego pulsację kosmosu?

I gdy bakterie w procesie endosymbiozy zaczęły tworzyć organizmy skomplikowane strukturalnie, ta kolista powtarzalność DNA, wpływała na dostosowanie ich życia, do rytmu sezonów przyrody ...

Tę kolistość myślenia odnajdujemy nawet w naszym myśleniu, które zbudowane jest z wciąż tych samych struktur podmiotu, orzeczenia i dopełnienia, a myśl sama w sobie w postaci fiksacji tematu - "przyczepia się" do umysłu, dając postrzeganie świata, dla każdego z nas z osobna - inne.

W gruncie rzeczy, helisa ludzkiego DNA, to tylko takie rozciągnięte koło.

* * *

Tak ... to prawda. Niektórzy nigdy nie powinni zakładać rodziny. Szczególnie ci, co grzebią w myślach. To wieczni poszukiwanie fraz pisanych złotymi zgłoskami. Miliony ton tego odpadu - w postaci ksiąg, książeczek, artykułów, wierszy, sentencji - powstało na przestrzeni stuleci.

Fizjologicznie, myśli są ludzkim odpadem. A ten co w nich grzebie - poszukiwaczem, "złotego runa" sentencji, powalającej swoją oczywistością, twórcę i jego popleczników.

Taki poszukiwacz, hobbysta, wyssie myśl, z każdego umysłu z którym ma kontakt - a szczególnie z umysłu swojego partnera czy partnerki. I jeśli nie znajdzie tam śladu "złotego runa", przeczesywanego przez wąskie sito własnej opinii - odstawi małżonka/małżonkę - na śmietnik!

Najlepiej w życiu radzą sobie półidioci, którzy pudrem optymizmu pokrywają wszystko wokół. I widzą wtedy piękno natury, która w istocie polega na tym, że jeden pożera drugiego. I uśmiechną się robiąc minę do każdej - dobrej czy złej gry. Jeszcze lepiej wiedzie się pełnym idiotom, którzy tylko myślą o tym jak obudzić się, jeść, srać, spać i iść do roboty.

Gdy grzebiesz w odchodach swojego umysłu, zachowujesz się, jak ten szperacz, na plaży w Grimsby, który przeczesuje piasek w poszukiwaniu skarbów. Czasami znajdzie jakąś cenną namiastkę czegoś z przeszłości - ale w większości to co wydobywa to złom, śmiecie, warte-nie warte parę groszy.

* * *

... zatańczymy? ... delikatnie położył dłoń, na anioła gładkich plecach ... myślisz, że nie sięgnę ... Westchnęła ... rób co chcesz, tylko nie zdejmuj go ze mnie ... boli ... auu! czemu drapiesz! ... ja tylko ... sorry ... ja tylko rozpinam sukienkę ... zimno mi, czy musimy teraz? ... ogrzeję dłonią pierś twoja jędrną ... przestań! No i zobacz, co zrobiłeś, odpięła mi się pończoszka ... przytrzymam ciepłą dłonią od wewnątrz ... ty świntuchu ... podnieś .. tylko delikatnie ... wsłuchaj się w słowa ... wilgotne ... zostaw, nie chcę! ... poczekaj, to tylko na chwilę ... zapomnienia ... tańczymy ... i nikt nie wie, że właśnie dwa palce dotknęły ... niecierpliwie ... twego łona! ... zboczeniec! tak ... prawdziwy, który soki Twojego jestestwa, upuści rozkoszą niewinności sączenia ...

- Mirek, Mirek .. obudź się, stary, gdzie ty jesteś, jest tyle roboty do zrobienia na frozen, zakładaj rękawice i ... do dzieła.

* * *

Nieporozumienia są matką głupich, którzy nie wiedzą nic o nadziei podglądacza przez dziurkę od klucza ... który się chwilową treścią obrazu onanizuje. Dla kultury i uznania wszystkich, którzy również podglądanie uwielbiają ... także w poezji.

Myśli zebrane (13)

... ale słów błądzenie nie wynika z nadzwyczajności człowieka, lecz z fizycznego świata w którym żyje. To że nasz mózg jest skazany by permanentnie coś wymyślać, nie wynika z wyjątkowości człowieka, bo ten sam mechanizm dotyczy każdego stworzenia.

W uproszczeniu wygląda to tak: musisz jeść, więc musisz również ... myśleć. To nie jest tak, że zasada myślenia wyewoluowała do postaci nadzwyczajnego ludzkiego mózgu. To tylko ukształtowanie, pofałdowanego mózgu jest przyczyną tego, że myślenie ludzkie istnieje.

To co staramy się hołubić jako dowód nadzwyczajności mózgu człowieka, jest jedynie emergentnym zjawiskiem, wynikającym z chorującej na zagrzybienie kory mózgowej, tworzącym jej skomplikowane pofałdowanie, wywołane przez robaki (wirusy) i bakterie.

Dlatego człowiek jest tylko wtedy szczęśliwy, gdy zapewnia bakteriom (i robakom w jelitach) bezstresowe warunki rozwoju, dającego w efekcie, przejrzystość i jasność myślenia.

Więc w tym ujęciu, nasze myślenie zależy od sposobu trawienia ... czyli sposobu, w jaki trawią nas robaki i bakterie.

Smacznego! ... myślenia

* * *

... innymi słowy, często jest tak, że wobec własnych dzieci popełniamy te same błędy, które czynili nasi rodzice.

Twój apel na końcu wydaje się oczywisty, ale powiedz - ilu rodziców, jest w stanie go spełnić?

Przede wszystkim większość rodziców swoje rozterki, próbuje zagłuszyć, karierą, zdobywaniem pieniędzy, uśmierzaniem bólu istnienia, w którym brak miejsca na miłość ... z wyjątkiem "wyjątkowych" weekendów.

Zawsze przede wszystkim kochamy siebie - i nie dlatego, że nie potrafimy inaczej - lecz dlatego, że oczekuje od nas tego społeczeństwo: pracy, pracy, pracy i poświęcenia dla niej wszystkiego. To nie jest tak, że nie chcemy dziecka kochać - to jest tak, że na tą miłość po prostu nas nie stać.

Przyjrzyjmy się istocie społeczeństwa. Czym ono jest? Czyż nie kieruje nim ta sama zasada grawitacji, która tworzy rój ptaków, ławicę ryb, ekosystem lasu, a nawet układ liści pojedynczego drzewa? W takim wewnętrznie spójnym układzie - jednostka nie ma znaczenia. Bowiem, nic się nie stanie jeśli zabraknie Ciebie, mnie, lub nieszczęśliwy będzie los dziecka - liczy się cel roju, który "grawitacyjnie" wszystko wciąga do środka, w którym - nic nie ma! To tylko inny - wyższy, bo społeczny - przykład miłości własnej.

Oto paradoks egoizmu - miłości własnej, która na zewnątrz miraże szczęśliwości ścieli, chociaż wewnętrznie jest - pusta. Bowiem grawitacja, w środku naszych mózgów wynosi - zero! I nie jest to moje widzi mi się, lecz z prawa fizyki to wynika.

Może dlatego właśnie podziwiamy i płacimy dużą kasę za twórczość Banksy'ego - i innych alienatów - którzy tworzą jakby, poza standardowym wirowaniem społeczeństwa.

* * *

Czyż nie jest to przykład egoizmu mamy, ten sam, który zawiódł ją w objęcia miłości?
Dlatego niezłomnie twierdzę, że kochamy zawsze i tylko zawsze - siebie.

Zobacz jak to się zaczyna: przychodzimy na świat z krzykiem cierpienia.
Matka obiecuje nam "złote góry" miłości - po to by swoją miłość światu pokazać. W istocie jest to miłość własna, której jesteś tylko nieświadomym podmiotem - samym w sobie - celem.

To zaślepione złudzenie miłości do siebie, nie liczy się z nikim i niczym. Masz jeść to co ci każe i nosić sukienki, przez nią wybrane. Masz godzić się i ustępować gdy czegoś ci zabrania ... masz spełniać jej wyobrażenie o szczęśliwym dzieciństwie ... którego być może także nie miała.

I w imię tej miłości własnej, odrzuca to co ją rani, nie zważając na potrzebę miłości dziecka do ojca. Bo jej poczucie godności liczy się bardziej, niż twoja miłość do całego świata, w dziecięcym wyobrażeniu zawsze bezbronna.

Miłość własną do siebie, ma grawitacja - i biologicznie jej podlegamy od zarania dziejów. Ponieważ rodzimy się i umieramy w myśl jej "egoizmu", więc nie jesteśmy w stanie żyć inaczej - jak tylko ciągle jej przeciwstawiając się i ulegając. Grawitacja zatem uczy nas myślenia o sobie i do siebie - chroniącego, broniącego i przeciwstawiającego się całemu światu ... więc dziecko w tym schemacie - w pierwszoplanowym myśleniu matki o sobie - się nie liczy ...

Pamiętaj jednak, że podlegasz tej samej zasadzie: grawitacja, stopniowo uczy ciebie - poprzez porażki i zwycięstwa - nie ufać nikomu, z wyjątkiem samej siebie. I to też w stopniu ograniczonym ...

* * *

To ciekawe obserwacje ... analizuję od pewnego czasu wpływ grawitacji na zachowanie człowieka - w szczególności jego mózgu. Przy czym analizowałem pod tym kątem wiedzę zawartą w naukach Buddyzmu, w których każdy element ciała, ma jak gdyby swoje odrębne istnienie (życie). Nie mamy zbyt dużego wpływu na bicie serca, oddychanie, ale także, na mimowolne ruchy rąk, nóg, czy pracę wątroby i nerek.

Mózg w tym kontekście jest jedynie jednym z organów równoważnych innym, różniącym się tym, że jego produktem są myśli (chociaż uproszczoną formę myśli ma każdy fragment naszego ciała). A tym myślom się zdaje, że działanie organizmu kontrolują, natomiast z tego co mówi Buddyzm i współczesna nauka, ta kontrola jest (znacznie) ograniczona.

No i teraz tak: obraz lewej strony ciała wpływającej na efekty działania strony prawej, to tak, jakby poza naszym myśleniem, te - na swój sposób - autonomiczne strony na siebie oddziaływały. Niezależnie od naszego umysłu. I ciekawa jest obserwacja tej asymetrii - że lewa strona może pomóc (wzmocnić) stronę prawą bardziej - niż prawa, lewą. Trochę przypomina to oddziaływanie grawitacyjne pomiędzy obiektami. Jeśli wzmocnimy, czyli zwiększymy masę (mięśni) strony lewej, to jej wpływ (grawitacyjny) na silniejszą stronę prawą (większa masa mięsni) jest oczywisty. Natomiast ćwicząc tylko stronę prawą, czynimy stronę lewą - słabszą mięśniowo - od niej zależną.

(miodzio-miodzio ... hmm)

Gdybyśmy chcieli sobie jakoś to wyobrazić:
Jest materia przestrzeni, z której zbudowany jest cały Wszechświat. Ta przestrzeń zachowuje się tak, jak kawałek tkaniny - w miejscach gdzie są gwiazdy planety - są supły, zgrubienia, wynikające z nagromadzenia (zapętlenia grawitacji) materii (takiej jak gwiazdy, planety, księżyce) ... Aby przekazać informację pomiędzy nimi, potrzebne jest by ktoś (coś) materiał naprężył ... czyli naprężył nitki włóczki z której Wszechświat jest utkany. Więc te nitki, tworzące materię, to właśnie siły grawitacji, tworzące pajęczynę nici, ze sobą powiązanych. Nici łatwe do rozerwania pojedynczo, ale tworzące ogromną siłę materiału, gdy utkane są w materię elektromagnetyzmu.

Te stwierdzenia stawiają świat naukowy na głowie, ale ... ponieważ jestem pijany - nie warto łajna (czyli pijanego), jak również jego argumentów - poważnie traktować. Lepiej poczytać wierszyki ... miodzio-miodzio.

Myśli zebrane (12)

Trzy sceny, z własnego życia (trochę przerysowane):

1 rok związku
- Tak, kochanie, przepraszam bardzo ... wiesz, trochę zapomniałem się, postaram się następnym razem zrobić to lepiej ... wiem jak to ciebie denerwuje. No już ... nie gniewaj się misiaczku, daj całuska ... przecież się kochamy ...

5 rok dojrzewania
- Ty mnie chyba w ogóle nie starasz się zrozumieć. Przecież mówiliśmy o tym wiele razy, a ty ciągle swoje ... nic do ciebie nie dociera ... w tym twoim, tym twoim ... upartym ptasim móżdżku ...

10 rok rozpaczy
- Jak mi kurwa mać, jeszcze raz podniesiesz głos, to się zaraz pod stołem znajdziesz! Głupoty mi tu ciągle opowiadasz. Mam dość tych twoich wiecznych grymasów. Jak ci się nie podoba ... to wynocha z mojego życia! Ale, to już!

Ludzie nigdy się nie zmieniają, bo przecież - przede wszystkim - zawsze kochają ... siebie.

* * *

Zobacz ... Albionioni nie skomponował słynnego adaggio, nazwanego jego imieniem. To falsyfikat, niezgodny z techniką tworzenia harmonii i instrumentarium wieku barokowej Italii, w XVIII wieku.

Autorem muzyki jest Remo Giazotto, włoski muzykolog, który urodził się i zmarł - w XX wieku. Muzyka, wzruszająca serca zakochanych, jest zatem fałszywką, podszywającą się pod twórczość wielkich klasyków. Dlaczego to zrobił? - nikt nie wie. A znawcy muzyki uznają, że jej ckliwość, ma plebejską, banalną naturę, związaną z uczuć ludzkich manipulowaniem.

Użyta w wielu scenach miłosnych i tragicznych chwilach, na trwale zapisała się w sercach wielu pokoleń. Jest taka scena szczególna, gdy żołnierz australijski zdobywając wzgórze pod Gallipoli (I WW) ginie od strzału tureckiego żołnierza - w rytm progresywnie zstępującego basu, za którym podąża linia melodyczna "uczuciowych" skrzypiec.

Zobacz ... jak nasze uczucia są manipulowane, jak przesładzane, "aspartamem" melodii tak sztucznych, że aż prawdziwych.

Więc, gdzie jest nasza miłość, gdzie jest zakochanie, gdy wszystko wokół, szkli się pozorami, które są tylko umysłu ludzkiego złudzeniami ... ?

Zobacz i posłuchaj, końcówki filmu ...

* * *

O absurdalności ludzkiego pojmowania spraw dla niego, nie pojmowalnych niech świadczy choćby, antropomorfizacja postaci Boga. W zasadzie jeśli przyjmiemy, że jest to biały starzec z biała brodą, to urąga to natychmiast zasadzie równości wobec Niego wszystkich ludzi. Więc dlaczego Bóg nie mógłby być, czarny, żółty, czerwony, a może łysy?

Tak właśnie wygląda ślepa uliczka wynajdowania po ludzku podobieństw między nami a Bogiem.

Zasada braku wyłączności jednej rasy, prowadzi do odrzucenia materialnej postaci! Ciało dla Boga nic nie ma znaczenia podstawowego! Zresztą zobaczmy jakiej jest kruche i nietrwałe. Prawie codziennie dokonuje się rzeź - w przenośni i dosłownie - tysięcy ludzi.

Bóg zatem musi mieć inną naturę - przenikającą ciało materialne (jak to kiedyś powiedziała Teresa Rembielińska, ciało jest jedynie naczyniem dla duszy człowieka). Bóg jest zatem formą przestrzeni, nicości, pustki, która wszelką materię wypełnia i wszelką materię spaja.

Ale to co napisałem, to też tylko błądzenie, ponieważ opiera się na niedoskonałym logicznym (ludzkim) myśleniu (przyczyna - skutek), które jedynie mgliście może oddać obraz Jego prawdziwej natury.

* * *

To, że zmieniają się nasze charaktery, nie zmienia nic, w naszej podstawowej potrzebie miłości własnego "ja". Nawet jeśli z nim walczymy, czyli jakby sobie zaprzeczamy, próbujemy zastąpić je innym "ja", nie mniej żarłocznie potrzebującym miłości.

I nie dzieje się tak, że my te zmiany wybieramy - one dzieją się samoistnie jako reakcja dopasowująca nas do zmieniających się warunków zewnętrznych i wewnętrznych (co 10 lat wymieniamy wszystkie komórki w organizmie).

Stąd ten nasz wieczny niepokój i obawa, że to kim jesteśmy po zmianie, i tak obróci nasze życie wniwecz. Bo niezależnie, czy w swoim mniemaniu jesteśmy lepsi czy gorsi, zawsze potrzebujemy tego samego - miłości spełniającej nasze potrzeby.

Zmiana charakteru nie jest zatem czymś stałym, lecz dynamicznym. I tak jak każda gra dobrego i złego, wymaga staczania wiecznych bojów z przeciwnościami. Jest to rodzaj turnieju, w którym mamy ciągle coś do wygrania i coś do przegrania. Dlatego właśnie miłość do kogoś, postrzegam jako mecz tenisowy, w którym grają dwie przeciwne wobec siebie strony.

W takim boju, zawsze musi być ten kto wygrywa i ten co przegrywa. Ale razem stanowią oni parę, która zwycięstwa i porażki przyjmuje z pokorą. I nawet jeśli w złości zdarzy się nam rzucić rakietą, która zasadzie fair play przeczy, to miłość ma zawsze w zanadrzu pytanie (retoryczne): gramy, czy nie gramy dalej?

Vivi, droga vivi - nic nie jest w stanie odmienić tego, że skazani jesteśmy na egoizm. Skazani przez prawa przyrody, które człowieka uformowały, w objęciach identycznie działającej grawitacji, rozświetlonej nitką elektromagnetyzmu promieni.

Trzeba to zauważyć i przyjąć jako oczywistość, że przyjemność siedzenia w wygodnym fotelu, niczym nie różni się - w skali egoizmu - od przyjemności małpy skaczącej po drzewie.

No to zagrajmy ten nasz mały wspaniały turniej życia. Teraz ja serwuję, ciepłe całuski dla mojej Mira o Ceti! Jaka będzie Twoja odpowiedź - czy ostry kończący As, czy miękki Lift, kończący się tuż za siatką przy ziemi?

* * *

Każde szczęście, jest zarzewiem nieszczęścia. Dopóki nie zrozumiemy tej prostej przyrodniczej zasady, dopóty będziemy obijać się jak spławik na wodzie pomiędzy wyniesieniem i dołowaniem każdej fali.

I nie dlatego, że szczęście-nieszczęście istnieje jako ideał, ale dlatego, że fala naszych odczuć nie może inaczej. Jeśli dobrze się przyjrzeć naszym narzekaniom, to my lubimy się w nich pławić, ponieważ zawsze istnieje nadzieja, że kolejna fala, wyniesie nas ponad to.

Tak samo działa trucizna, która leczy, gdy podawana jest zgodnie z receptą.

Jesteśmy nałogami fal coraz większych, więc pochłaniamy różne "narkotyki" myśli, które ból uśmierzają ... i wtedy nie jesteśmy w stanie dostrzec prawdy, że w którymś momencie fala zostawia nas nagich, bezbronnych na brzegu. I wysychamy wtedy, w tęsknocie oczekiwania, że przyjdzie fala, która znowu nas zniesie na głębinę morza -wiecznych nieporozumień i rozterki ...

... taki jest cykliczny obraz bezsensu oczekiwania, że fala, która nas wyniesie poza obręb obłudy społecznego życia, uchroni nas od samotności powolnego umierania.

Myśli zebrane (11)

... ale jest jeszcze miłość ... taka od serca, której łzy spływają na widok nieszczęścia ... dziecka, któremu obcięto głowę ... w sukience schludnej leżała na irackiej ziemi, bezbronna isis.

Jest jeszcze uczucie, Pavarotiego, gdy ojciec wsłuchany, łzą oczy zalewał
Jak bękart eboli wszystkich wirusów uczuć
na które wciąż umieram

* * *

Wiara, jest jak samonapędzająca się maszynka słów. Wiary bez słowa nie ma. I to jest najistotniejsze co do formy jej istnienia. Człowiek głodny posila się pokarmem, po to by myśli wydalać. Jak ktoś spożywa, pokarm ten sam jednostajnie, takie same wymyśli wydalane w jego mózgu powstają.

Spójrzmy na kulturę zachodnią, której menu, jest urozmaicone, więc więcej w jej wypowiedziach jest nakłaniania do tolerancji. Ta demokratyczność istnienia wynika zatem z tego co na co dzień Europejczyk spożywa na talerzu.

Dżihadysta, je niewiele i przeważnie to samo - z pewnością to, co nie zawiera w sobie produktów (demokratycznego) świata zachodniego. I dlatego jego wyznania ortodoksyjnej wiary są monotonne, postrzegające świat w kolorach czarno-białych. Więc nie ma dla niego dylematu czy głowę dziecku uciąć, jeśli mniemanie sprawiedliwości, wynikające ze skromnego jedzenia, czynić mu jedynie czarno-białe poglądy - podpowiada.

Wy wszyscy Europejczycy nażarci różnorodnością jedzenia, przypisujecie swoją inteligencję, nadzwyczaj rozwiniętemu umysłowi - czułości. Lecz, gdyby rzucić was, w skromne zasoby jedzenia Afryki, poczulibyście ten sam atawizm, który mota działaniem każdego Muzułmanina.

Otyłe dupy zachodniej kultury, karmione coraz większą dawką sztucznego pokarmu, nie potrafią zrozumieć myślenia Muzułmanina. Więc i ty Polaku pamiętaj, żeby odżywiać się dobrze, bo wtedy masz szansę zniszczyć hordy narodów, które przywileju jedzenia nie mają. Vide: rosyjski naród - im bardziej uczynimy go głodnym, tym bardziej musimy obawiać się o stołki naszych tłustych dup, podtrzymujących tłuste mózgi, wychwalające demokrację, która zasadę tłustości ochrania. Tak jak nadmiar nawozu, chroni życie rośliny, zwierzęcia, bakterii i robaka.

* * *

O niedoskonałości ludzkiego umysłu.

Tezy: Nasze słowa, wyrażające myśli, są niedoskonałymi przybliżeniami rzeczywistości. System przyczynowo-skutkowy, którym mózg ludzki się posługuje nie ma ani początku, ani końca.

Przyjrzyjmy się np. stwierdzeniu: "Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo". Żadne ze słów występujących w tym stwierdzeniu nie jest dokładne, albo inaczej: jest jedynie dokładne, z dokładnością, do pewnych umownie przyjętych definicji zbudowanych ze stwierdzeń, których "struktura" jest równie niedokładna.

Człowiek myśli zatem pewnymi uproszczeniami, na podstawie których wyciąga "uogólniające" wnioski o istnieniu lub nie istnieniu Boga. Brak niedoskonałości (precyzji) jest jakby wpisany, w sposób postrzegania przyrody. Dla uproszczenia mówimy, że coś ma długość jednego metra, chociaż, żadna rzecz na tym świecie tej długości nie ma - nawet wzorzec metra w Serve pod Paryżem, jest tylko umowny ... z pewną "skończoną" (?) niedokładnością.

Wróćmy do języka człowieka. Co oznacza, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo? Co oznacza słowo "podobieństwo"? W potocznym, czyli uproszczonym rozumowaniu - intuicyjnie rozumiemy tego słowa znaczenie. Ale rozważmy taki przykład: czy dla ryby żyjącej w wodzie, świat znajdujący się poza nią jest podobny do świata, który zamieszkuje? W sensie fizycznym możemy stwierdzić, że jest - bo zarówno woda, jak i atmosfera zbudowane są z tych samych składników, między innymi tlenu i wodoru. Zdajemy sobie jednocześnie sprawę z tego, że ryba może żyć tylko w środowisku wodnym - czyli mimo podobieństwa, oba światy są dla ryby czymś całkowicie różnym.

Inny przykład. Istnieje stwierdzenie, że słowa zapisane w Biblii są słowami pochodzącymi od Boga. Zapytajmy więc o sprawę podstawową: czym jest słowo? Zestawem dźwięków, znaków graficznych, kodem? Który z różnych kodowanych zapisów, jest pierwotnym językiem Boga? Można by zapytać: gdy artysta pod wpływem natchnienia tworzy dzieło, w jakim języku jest jego natchnienie? Tym samym, to że w Biblii znajduje się słowo Boże, nie oznacza, że Bóg sam je napisał, tylko, że zostały spisane.

Posługiwanie się językiem przy opisie zdarzeń w Biblii, nie spełnia więc zasady wiarygodności. I nie chodzi tutaj wcale o badania porównawcze (naukowe) ale o cechę niedokładności języka jako tworzywa podstawowego.

To samo zagadnienie dotyczy wszystkich naszych zmysłów. Człowiek uznaje, wąski wycinek fal elektromagnetycznych jako świadectwo realności świata jaki postrzegają jego oczy, a niewielki zakres fal dźwiękowych - jako potwierdzenie realności świata który słyszy. Tymczasem, żaden świat spostrzeżeń nie jest obiektywny, ponieważ, zanim powstanie tego świata interpretacja, sygnał zewnętrzny, musi ulec (wtórnemu) przetworzeniu, przez układ neuronów w mózgu.

Myśli zebrane (10)

Powiem od siebie tak: życie jest jak granie bluesa. Bo życie jest bluesem. A wiesz, co w tej muzyce jest najpiękniejsze? Nie czysty ton, ale ten załamujący się, skrzeczący szorstkością i "nieczysty" w sensie kanonów "ortodoksyjnej" muzyki.

Żeby wyrazić swoje emocje szczerze, trzeba zapomnieć o kanonach, zapomnieć o regułkach dobrych dla policjantów poprawności wszelkiej, strzegących podstaw systemu, który ... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.

Widzisz - znowu "zagrałem" bluesa, a i tak nie był on prawdziwy jak ziemia, bo wygładzony schematem poprawnego, wyuczonego języka. Już dawno nasiąkłem i nauczyłem się, jak być poprawnym więc nieprawdziwym. I pewnie dlatego cierpię.

Wiem - być może powinienem pójść do psychologa. Ale przecież ten zna tylko regułki i zasady systemu w zgodzie z którymi może mnie "wyleczyć". A więc jak uczynić mnie obywatelem społeczności, która ...

... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.

Posłuchaj:

https://www.youtube.com/watch?v=W_SlgMu3vDE

* * *

Niezadowolenie to jedno, a prawda to drugie. Co więcej - niezadowolenie z prawdy, też jest prawdy potwierdzeniem. I nawet wtedy gdy mówimy o matce.

Każdy z nas boi się stanąć, nagi, nagusieńki, przed obliczem prawdy. Dlatego, to co Ty nazywasz narzuceniem reguł społeczeństwu, tak naprawdę (Ha! - znowu te pokrętne słowo), wynika z obawy nas wszystkich!. Ubieramy wszelkie piórka pozorów, by uchronić się przed bezpośrednim atakiem, odkrywającym każde zakamarki, te nawet najpodlejsze, najbardziej wstrętne - naszej natury.

Bo kiedy są momenty, gdy mówię, że kogoś bym zabił - zrobił bym to z pewnością. To, co mnie powstrzymuje od postępowania zgodnie z regułami przyrody - to właśnie społeczeństwo, które nazywamy człowieczeństwem, zagnieżdżone i skulone w domach jak w klatkach bez wolności - i "rządzone" regułami jak wyjść, przyjść, zjeść, przespać się, przy okazji rozpłodnić i ... znowu zapieprzać do roboty.

Pozdrawiam z ducha skały - tuż obok.

PS. Aha! Żeby te życie lepiej smakowało mamy od tego media, szybkie samochody, wakacje, urlopy, sex ... i szczyptę wiary, by z jej złudzenia naukowo nas obdzierać.

* * *

Ha, ha ... słoneczko istnienia, które nie potrzebuje oprawy i oprawcy ... poza tym, który dzierga skrzydła niewoli. Słoneczko, które buntuje się przeciw zasadzie rylca, "nieodwołalnie" dziergającego ramię wytrawionych skrzydeł.

Słoneczko niewidocznej strony Księżyca.
Świata falban i kokieterii udawania
- które jest arogancją dziecięcej niewoli.

uzależniasz się od samostanowienia
sztucznych iluzji
ślepo machających skrzydłami

... unoszą Ciebie, choć ich nie ma
wżarte w plecy skrzydła, które płaczące nadzieją ...
... przeszłości, która już nigdy nie powróci.

... łona, popędliwego zapładniania ...
pragnie mój nakaz rozmnażania,
który jest stygmatem - bez uczuć.

vivi

kochana vivi

Twój "chłopczyk", to będzie piękne dziecko!

... kolejnego cyklu cierpienia ...

* * *

Nie vivi ... to nie tak.

Śmierć ciała, jest sprawą nadzwyczaj prostą - o ile nie wiąże się z cierpieniem. Zauważ - gdy ciało umiera - umierają jego niezależne części. Bo Ty nie jesteś swoją ręką, nogą, sercem czy wątrobą. Ty je tylko - tymczasowo - posiadasz. Zabijając człowieka, zabijamy kompozyt jego części - nad którym nadrzędną władzę sprawuje mózg - który też jest tylko organizmu częścią. Przecież jest tak, że gdy umysłu nie ma - pozostałe organy nadal działają - co pozostaje wciąż frapującym zagadnieniem, dla lekarzy, bliskich i ... mędrców.

To, że jesteś, wyznacza jedynie umysł, a nie ciało, którym zarządzasz. Nawet jak stracisz 3/4 siebie, umysł nie przestanie istnieć. Czyli - Twoje ciało, poza ułudą posiadania - tak jak posiada się samochód, dom, czy ubranie - nie znaczy nic dla Twojego umysłu istnienia.

I rzygał będę, gdy zobaczę pokrakę, inwalidę, niedojdę - ale to będzie rzygało moje ciało. Mój umysł, zawsze mi podpowie - o ile będę cierpliwy tego wysłuchać - że nawet w najbrzydszej, najokropniejszej z natury postaci, drzemie nieskończonej miłości zarzewie.

Jako i w kamieniu, ptakach i drzewie.

I w kochanej istocie jak Ty - vivi ...

Dlatego umieram, każdą częścią siebie, aż pozostanie nic i tylko nic ... dla Ciebie.

Myśli zebrane (9)

Czy mam rację, czy jej nie mam, nie ma w zasadzie znaczenia. Bowiem to co myślę i mówię, zależy od umysłowo-logicznego ukształtowania mózgu - przez analogię do geologicznego ukształtowania terenu.

Czy otrzymałem go dziedzicząc, czy ukształtował się w miarę życia, przyznaję -niewiele zrobiłem żeby go zmienić. Dlatego jestem jaki jestem.

Każda bruzda na nim jest inna i każde inne jest na nim wyżłobienie. Nasz mózg dla przestrzeni jest jak głaz dla rzeki, który rozbija ją na mniejsze strumyki. Mądrość zewnętrzna wpada w zawiłe "wąwozy" kory mózgowej, produkując różnorodne, czasami zgodne, a czasami krzyżujące się - myśli.

Myśli ubrane w słowa wydalamy na zewnątrz. I czynimy to z każdym wydechem, trującego dla nas powietrza, zawierającego CO2. Przyjrzyj się swojej mowie. Trudne lub prawie niemożliwe jest mówienie, przy wdychaniu powietrza. Natomiast sprawnie nam to idzie, gdy powietrze wydychamy. Zatem - jeśli wymyślił to Bóg - to połączył myślenie i mówienie z wydalaniem.

Dlatego twierdzę, że nie ważne co wydalasz = jakie słowa padają. Ważne, że fizjologicznie musisz je wydalać. Czy będą zatwardziałym stękaniem niemożności, czy tryskającym strumieniem rozwolnienia gadatliwej głowy. Nie ważne jak bardzo będziesz się starał, to myślenie i tak musisz wydalić, choćby puszczając krótkiego bąka aprobaty, lub gołosłownej złości. ... bo jeśli nie ...

... to tłumiąc je w sobie, zatruwasz cały swój organizm. A organizm pozbawiony świeżego powietrza, skazany jest na powolne umieranie ... w mękach.

Dlatego - czy mam rację, czy jej nie mam, nie ma znaczenia. Najważniejsze żeby dla higieny osobistej, myśli i słów z nimi związanych systematycznie z głowy się pozbywać.

I dopiero wtedy, jak po dobrym sr ... jest miejsce na przynoszącą ulgę - ciszę.

Oczywiście ciszę krótkotrwałą.

* * *

Rozumiem. A wszystko to po to, by żyć jak najdłużej i jak najbardziej szczęśliwie ... Ale co to ma wspólnego z Bogiem? Przecież identyczną zasadą kieruje się dżihadysta odcinający "niewiernemu" głowę. Cały świat przyrodniczy - i tych o łabędzim sercu i drapieżców bezwzględnych, żyje według tej zasady.

Więc rozumiem, że dbanie o zdrowie - również psychiczne - jest po myśli Boga - i jest to prawo odnoszące się zarówno do mordercy jak i jego ofiary.

Czasami mam wrażenie, że nieszczęścia, które są przełożeniem podstawowych praw przyrody na zantagonizowane życie społeczeństw, wynika z uniwersalnych praw boskich. A buntowanie się przeciwko temu - w postaci zapisanych 10. przykazań - jest tylko po to by, wywołać w tych społeczeństwach medialny szum - bo przecież wszyscy deklarują, że walczą o wolność i sprawiedliwość.

Zauważ, że ci, którzy najgłośniej krzyczą o pokój, najbardziej i czasami w nieludzki sposób go depczą - w imię demokracji, arystokracji, komunizmów, socjalizmów, kapitalizmów i bóg wie jeszcze jakich doktryn tłumiących prawdziwy zew krwi przyrodniczych drapieżców.

* * *

Nie moja droga - zresetować mózgu jednym kliknięciem chęci się nie da. Za bardzo wierzysz w to, że świat układów scalonych, które są podstawą działania komputerów, w istotnym założeniu przypomina działanie naszego umysł. A to zupełnie błędna ścieżka rozumowania! Naukowcy do tej pory nie wiedzą czy dopamina, serotonina, czy noradrenalina - neuroprzekaźniki hormonalne wywołujące u nas poczucie szczęścia (ich brak przyczyną jest depresji), to wynik reakcji na bodźce wewnętrzne czy ich pochodzenie jest zewnętrzne.

Nie rozumiem dlaczego tak bardzo polegasz na wiedzy świata nauki, która istnieniu jakiejkolwiek postaci ducha zaprzecza. Nauka broni się przed tym co Ty chciałabyś nazwać nadprzyrodzonością zjawisk. Nauka zna jedynie wynik doświadczenia, które jest w zgodzie lub prawdzie (teoretycznej) - zaprzecza.

Natomiast prawda o człowieku - nawet bez tej nauki - jest widoczna gołym - nieuzbrojonym okiem: obłuda, chęć udawania, pławienie się w narcyzmie, chowanie głowy w piasek, chwytanie się poręcznej, praktycznej "idei", by zasadność istnienia swojego udowodnić. Kupa gówna, na kupie gnoju, które w roju bakterii i robactwa świat pogania, by lepiej ułudę trawić.

A wszystko po to, by dożyć starości stuletniej, godziwej i na swój sposób szczęśliwej ... Oto wam chodzi robaki, wżerające się w rany istnienia. Tylko kto, za tą waszą zmurszałą starczość zapłaci? Młodzi - a jakże! Ci sami, których grzyb waszych uprzedzeń, zagonił w uliczkę bez wyjścia.

Więc posłuchaj mnie uważnie .... podcieranie tyłka papierem usprawiedliwiania - bo chcesz żyć - znaczy tyle, co podanie ręki temu, który już tonie ... a nawet zaczął już tonąć wcześniej - zanim się urodził ... z Twojego łona "miłości".

I czy teraz rozumiesz? Kurwa mać! Czy rozumiesz, że życie które dałaś komuś, nie ma nic wspólnego z miłością! A było jedynie, zwierzęcą potrzebą pierdolenia!!!

Przytulam Ciebie, kocham dusze błądzące, bo sam - tak jak Ty kiedyś - wskoczyłem do studni zapomnienia.

Myśli zebrane (8)

.... .... poczekaj! .... no nie, nie teraz ... .... ale, o co chodzi? ... ... ... co ty pierd ... .... ok, ok, zaraz wracam ... ... ok - a teraz spokój!

Droga vivi, tak rozmawiam ze swoim sumieniem, czyli samym sobą, bo wiesz, my się często kłócimy. Sumienie mówi mi - nie zawracaj d ... vivi, a ja ciągle upieram się, że moje słowa mogą jakoś pomóc.

Bo zobacz - skąd ten ból głowy, ta codzienna migrena o poranku. Może masz źle ustawione łóżko? A może być, że brakuje kasztanów pod łóżkiem? Może być również tak, że jest u Ciebie jakaś chemia w domu, która emituje. No pomyśl tylko dlaczego? Może nie masz się do kogo przytulić? Miś pluszowy, lub duża poducha dobrze robi. Facet - trochę gorzej - bo powoduje jeszcze większą migrenę.

... no pomyśl ... ile dasz z siebie tyle otrzymasz. Więc odrzuć obcesowość obserwacji świata, która ustawia Ciebie w kontrze, do wszystkiego czego doświadczasz. Na ile Ty jesteś wnerwiona, na tyle świat wnerwia Ciebie. Odpuść drobiazgowość obserwacji, która przyprawia o wymioty przekleństwa. Powiedz sobie tak: to ja jestem tym smrodem na siłowni, to ja jestem tą sędziną US, to ja jestem sąsiadem który rzadko mówi dzień dobry, to ja - odbicie całego Wszechświata - narzekam, bo cały ten świat narzeka na mnie. To ja mrówka, deptająca i zdeptana, odrzucająca i odrzucana, taka siekiera, motyka, piłka, szklanka wina ... aż ustąpi ból głowy.

Zatrudniłem ostatnio młodego Anglika, któremu płacę 3 funty na godzinę, za takie różne drobne prace domowe: malowanie, dbanie o ogród, drobne prace rzemieślnicze itp. Jednak nie jestem tylko zlecającym i płacącym za pracę - jestem również częścią niego. Pieniądze nie grają roli - liczy się tylko grawitacja, czyli bliskość dwóch osób wzajemnie wpływających na to co myślą, jak się zachowują, co planują itd. On czerpie ze mnie tyle samo ile ja czerpię z niego. I tak jest prawdziwie. I tak jest najlepiej ...

Wracam do swojego sumienia - takiego alter ego - które pewnie mi zaraz powie, że niepotrzebnie napisałem to, co napisałem. No cóż, każdy z nas, nosi w sobie strażnika, który pilnuje, żeby za dużo nie powiedzieć. Ulegając jego presji, zakładamy więc maski pozorów i cierpień i przestajemy postrzegać rzeczywistość jako dwa - tylko jak samotnego aktora przedstawienie ...

... ok! już idę! ...

* * *

Opowiem Tobie jak to wygląda w moim przypadku.

Gdy czuję, że mój umysł opętują myśli negatywne, staram się je wydychać. Tak swobodnie, bez samokrytyki, że sobie z tym nie radzę, bez gestykulacji myślami samoobwiniania, lub wymachiwania słowami, że nie dam rady. Właśnie dlatego toniemy w otmętach psychicznego zagubienia, bo na siłę próbujemy ze sobą walczyć. Jest bowiem tak, że przyczyną tonięcia jest panika i brak opanowania. A więc stwierdzam tylko, po cichu wewnątrz siebie, że wydycham (odpuszczam) te myśli i po jakimś czasie zaczyna to działać.

Dlaczego? Ponieważ usuwanie szkodliwych substancji w tym myśli, jest naturalnym procesem człowieka: takim jak oddychanie, wydalanie moczu, kału czy ... naturalne wznoszenie i opadanie serca (pompowanie). Innymi słowy, te naturalne procesy oczyszczają i kontrolują działanie naszego organizmu - tak samo jest z myślami ... nic na siłę.

Po drugie: usuwam (lub inaczej: nie przetrzymuję zbyt długo), zarówno złych jak i dobrych myśli! Te pierwsze sprawiają mi ból, a te drugie czynią ze mnie samoschlebiającego bufona, który sprawia ból innym. Tak czy siak: zarówno tkwienie w samozadowoleniu jak i rozpaczanie trwające zbyt długo zatruwają organizm.

No i rzecz najważniejsza! Arcygenialna! Nieprawdopodobna a jednak prawdziwa!
Te moje oczyszczanie oczyszcza także innych. Gdy odprężam swój umysł usuwając kłębiące się myśli, usuwam je również z mojego otoczenia. Dzieje się tak, ponieważ działa tu prawo grawitacji - wzajemności oddziaływania!

Zanim wyjaśnię tę zasadę bliżej, przypomnijmy sobie jak działa światło przepuszczone przez soczewkę skupiającą. Po drugiej stronie soczewki, światło koncentruje się w jednym punkcie powodując wytworzenie energii zdolnej zapalić materiał! W przypadku grawitacji, taką soczewką jest kształt materii. Napinając określone partie mięśni ciała, a szczególnie twarzy (w postaci charakterystycznych grymasów), uzyskujemy skupienie energii grawitacji, potrafiące "zjednać", lub "odrzucić" drugą osobę. Tak działa znana nam "mowa ciała", która jest niczym innym jak zogniskowaną energią grawitacji.

No i teraz załóżmy, że spotykamy taką kierowniczkę US, której postawa ciała a szczególnie to co mówi - po prostu nas wkurwia. Jest ona nagromadzeniem napięcia grawitacji, które działa na nas odrzucająco. Ale my już znamy technikę odrzucania (wydychania) złych myśli, więc wysyłamy w jej stronę (mową ciała, słowem), energie rozluźniającą. Ona nie może jej nie odebrać, ponieważ grawitacja działa zawsze, w obszarze podświadomości. I co? I coś się z naszą panią zaczyna dziać, zaczyna mięknąć, rozluźniać się, i jej kształty (mowa ciała) zmieniają się. Oczywiście trudno uzyskać dobre efekty gdy kontakt jest zbyt krótki, ale pomyślmy o naszych tzw. odwiecznych wrogach. Przerzućmy nasze oczyszczające wydychanie myśli na nich! Efekt murowany!

Ćwiczyłem to na moim kierowniku z nocnej zmiany, którego metody zarządzania, zawsze mnie wkurwiały, bo zachowywał się jak sędzia na boisku a nie couch czy trener. A sędziowie, jak wiadomo mylą się bardzo często. Już sam jego widok, wywoływał u mnie szaleńczą gonitwę myśli typu "ja go kiedyś zabiję!". Oczywiście te myśli tworzyły we mnie naprężenie, które poprzez kształt (mowę ciała) wysyłały grawitację niechęci w jego stronę. No i najważniejsze - te ciągłe napięcie myślowe - najbardziej osłabiało mnie samego. Badając buddyzm, znalazłem jego związek z grawitacją i nauczyłem się złe myśli wydychać, czyli mówiąc krótko odpuszczać sobie. I wiesz co się stało! Poza własnym odprężeniem, zauważyłem, że również on - mój znienawidzony kierownik - zaczął odprężać się także. Oto jaka jest moc grawitacji! Jest to prawdziwe źródło mocy życia i śmierci!

I tylko z jednym nie mogę sobie poradzić: jestem alkoholikiem. I kiedy zadaję sobie pytanie czy można tą metodą zwalczyć alkoholizm, zawsze wewnętrznie otrzymuję tę samą odpowiedź: oczywiście! ale najpierw ... trzeba się napić!

* * *

- My kochamy człowieka, ale tylko wtedy, kiedy nie ma w nim pojęcia: Rosja.
My znajdujemy nienawiść łatwo: bo Oni gwałcili Nasze kobiety, zajmowali Nasze terytorium i narzucali nam Swoja władzę.

- ... co ty stary pieprzysz? Przecież gatunek ludzki jest jeden więc nie zna granic?

- Głupi jesteś - nacjonalizm, szowinizm, jest doktryną, której każdy naród próbuje kamuflować, chociaż, jest oczywistą konsekwencją Mein Kampf Hitlera. To, że jeszcze, różne narody, które maja wspólnotę człowieczeństwa, oczu wzajemnie sobie nie wydłubały - wynika jedynie z cykającej bomby samostanowienia narodu w imię demokracji!

- Chcesz powiedzieć, że demokracja, służy jedynie zabezpieczeniu interesów narodowych?

- Prawda, miłość, zaufanie, zawsze ma charakter prywatny i indywidualny. A demokracja opiera się na procentach. Wygrywa ten, co ma ich więcej. A więc, w imię tych procentów, ten co wygrywa "gwałci" samostanowienie tych, którzy odpowiedniej liczby procentów nie mają. Zauważ: matematyka, która jest iluzja ludzkiego umysłu, ustala to, co jest poprawne moralnie.

A przecież moralność nie zna granic - a jednak dzieli człowieka, na tego, którego tolerujemy i tego, któremu obcinamy głowę.

- No to, po co nam ta cała moralność i jej niejednoznaczna otoczka, która podlega interpretowaniu?

- Widzisz, człowiek zawsze kombinuje tak, by po całym dniu mieć prawo do spokojnego srania. I czynią tak kobiety uwodzące mężczyzn, i czynią żołnierze na froncie i ... czynią ci, którzy wierzą w ideały, pozbawione srania.

* * *

Cisza wewnętrzna, jest stanem chwilowym, niemożliwym do dłuższego utrzymania, tak jak niemożliwe jest zbyt długie utrzymanie równowagi na cienkiej linie. Spożywamy pokarmy, które potrzebują ekspresji ruchu, działania i ... myśli.

Zauważ, że jeśli ćwiczysz myślenie, to po jakimś czasie stajesz się tego myślenia ofiarą, bowiem Twój mózg - po jakimś czasie - nie jest w stanie zaprzestać myślenia, kłębiącego się od różnorodności skojarzeń.

Tak więc, badając przyrodę, poznając o niej prawdę - skazujemy się jednocześnie, na nieuleczalną chorobę gonitwy myśli.

To jest tak, jak badacz, który oślepia się, gdy zbyt długo, intensywnie patrzy w Słońce. To jest tak, jak ciekawa tego co jest ponad morzem ryba, umiera gdy wyskoczy na jego brzeg. I to jest tak, gdy studiując Biblię, "wciągamy" w siebie przebłyski szczęścia, ale przede wszystkim wieczny smutek i zmartwienie wynikające z niedoskonałości świata.

Swoje życie też poświęciłem idei, która czasami mnie wyzwala, ale częściej przytłacza swoim ogromem. Zawsze jest coś za coś. I jeśli Bóg tak chce, to znaczy, że jedyna droga do niego prowadzi szlakiem szaleństwa, schizofrenii i dziwactwa, dla tych którzy widzą nas z boku.

Bóg nakazuje kochać ludzi, a jednocześnie tych, którzy zbyt mocno kochają, sprowadza nad skraj szaleństwa i rozpaczy ... więc dzieje się tak, że wielcy miłością tego świata odbierają sobie życie, tak jak Robin Williams.

Niektórzy zaś, odbierają sobie życie, już za życia, zamykając się w niedostępnych pokoikach wewnętrznej samotności.

* * *

Ha! Oto obraz kata i ofiary! Ale, chwileczkę! Zastanówmy się, skąd to wszystko się wzięło?

Gdy ojciec rodził się, był ukochanym dzieckiem mamy, czyż nie? Otrzymał od niej miłość, po to by przekazywać ją dalej. Miłość dziecka, które bezwarunkowo wierzy w dobro świata. No i cóż stało się takiego, że ta niewinna miłość nie wytrzymała i wyzwolił się w nim przerażający, zimny wizerunek kata? Co takiego zrobili mu ludzie (społeczeństwo), że zapomniał o miłości darowanej przez matkę?

... Nie, nie - nic się nie wydarzyło - odpowie mędrzec - wszystkie zachowania wobec niego były poprawne społecznie. Musi być, że coś złego tkwiło w jego genach. Jak cykająca bomba, rażąca odłamkami nienawiści ...

Co to znaczy, że ktoś jest zły z urodzenia? Czy oznacza to, że dziedziczy to po rodzicach? A może po gwiazdach na niebie? Co na ten temat ma do powiedzenia nauka? Badania, które poznałem wskazują, że procent tzw. zła nie zależy bezwzględnie od finansowego uposażenia. W rodzinach pielęgnującej najwyższe wartości kultury, odszczepieńcy również się zdarzają.

Określamy kogoś mianem "zły", dlatego, że zadaje nam ból. Ale może również dlatego cierpimy, bo niektórzy z nas mają to (również) w genach i są jakby predysponowani do cierpienia?

Jeden cierpi więcej, drugi mniej. Jeden wypełni świat wewnętrzny goryczą wspomnień, inny przepchnie się łokciem szybkiego zapomnienia.

To, że ci bardziej wrażliwi, cierpią więcej, wynika zatem z ich ułomności, zbyt dosłownego pojmowania świata, którego iluzję akceptują jako prawdę oczywistą (bo inaczej nie potrafią, nie mogą). Sam cierpiałem, więc wiem, jak potem tym cierpieniem się karmiłem, żeby wyjaśniać wszystkie porażki mojego życia. Zatem cierpienie, to niezły i nienajgorszy sposób, przeżycia i tak, krótkiego życia ...

... a prawda o innym świecie spaceruje obok, niedostępna i niezauważalna, przez zamglone okulary złych wspomnień ...

Myśli zebrane (7)

Ciekawe jest zachowanie auksyn - hormonów roślinnych odpowiadających m.in. za wzrost i kształt roślin. "Uciekają" one przed światłem słonecznym, gromadząc się, w zacienionej stronie rośliny i jednocześnie powodując powstanie wydłużonych komórek, których efektem jest wygięcie pędu w ... kierunku Słońca. Geo czy fototropizm, polega właśnie na ich przeciwsobnej reakcji na nasłonecznienie.

Rośliny potrafią "komunikować się" z grawitacją, nawet gdy nie ma światła. Wyczuwają kierunek jej działania i rozwijają pędy i korzenie wzdłuż tego kierunku.

A człowiek? Grawitację najpierw poznały bakterie, które w procesie endosymbiozy zamieszkały w naszych komórkach, w postaci mitochondrii o kolistym (!) DNA. Koliste DNA znajdują się w komórce każdej z roślin. Również w każdej komórce roślinnej znajdują się aksyny, decydujące o ich kształcie i wzroście. Człowiek zatem nabył umiejętność geotropii (postawy pionowej) od bakterii, które potrafią wytwarzać auksyny (syntetyzują tzw. fitohormony: auksyny i cytokininy - odpowiedzialne za podział komórkowy).

Symbol tao: yin i yang, istnieje zatem na poziomie rozwoju każdej roślinki i - w konsekwencji - człowieka. Auksyny "uciekają" na ciemną stronę rośliny (czarna część tao), przed jasną nasłonecznioną (biała część tao) - i jednocześnie ta ciemna i jasna strona rośliny stanowi całość.

* * *

"więc bierzmy to, co dla nas los wybiera"

... bezwolnie, dobrowolnie, w rytm wschodów i zachodów Słońca.

Człowiek nie potrafi inaczej, więc musi wciąż przeżywać i przeżuwać
... góry i doły kultury kamuflażu.

Korzeń rośliny szuka grawitacji - człowiek z natury wyrwany, tego nie potrafi.

Ale może usiąść, gdzieś na skraju lasu i .. odpuścić sobie wszystko
co narzuca maski, kameleona twarzy obłudnej ...

... i przytulić Ziemię by rozsypać się prochem, przyrodzie niewinnym

wtedy znaczenie upadku staje się ... nieustanną afirmacją istnienia

* * *

Munin - zatańcz ze mną! ...

... "Orkiestra powoli opada przycicha"

Munin! Zatańcz ze mną walca!

"Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca
Z panną, madonną, legendą tych lat"

Munin - zatańcz ze mną, choćby nawet rock and rola ...

"Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca
Świat, co w ramiona ci wpadł"

Piszę o tańcu, ponieważ chcę odnieść się do statycznej postawy "ala" Hindus, przy odczytywaniu i ożywianiu czakr.

Człowiek Zachodu znalazł na ożywianie czakr bardziej dynamiczny sposób. Zauważ - pozycja medytacji czakr Hindusa, jest statyczna, z dupskiem jak najbliżej ziemi. A to dlatego, że energia ta od najniższej po czubek głowy, jest energią czerpaną z grawitacji. Jej znaczenie docenił Budda, gdy po całonocnych rozważaniach pod Drzewem Życia, nad rankiem wskazał ziemię.

No więc, zobacz jak to czyni człowiek Zachodu. Najpierw ruch biodrem (pierwsza czakra), potem stopy i kolana przeciwsobnie, lekkie zgięcie ciała w okolicy brzucha (druga czakra) i klata idzie do przodu z sercem (trzecia), potem głowy kołysanie (czwarta), i podkskok z rękami w górze (piąta), ach te kobiety, chwytamy w talii (szósta) i bioderkami kończymy przy ziemi (siódma). I gitara gra ...

Bo musisz wiedzieć, że czakry to takie progi na jednostrunowym instrumencie kręgłosłupa, które służą do grania melodii: łałała, omomom, uuuuuu ... i tym podobne mantry.

Człowiek Zachodu potrafi więcej ... och, jak te dupsko lata! Szkoda, że moja czakra już tego nie może ...

Widzisz, bo świat jest tak zbudowany, że chociaż byś chciał, jak najwyżej od toniki (grawitacji) uciec, to i tak do niej przez dominantę do niej powrócisz. Leniwy Hindus o tym wiedział, więc postanowił, nie ruszać się wcale. Czakr!

PS. A może byśmy tak najmilszy, wpadli na dzień do Tomaszowa ....

Myśli zebrane (6)

Wiesz, na tym polega paradoks grawitacji:
ona zawsze dla wszystkich, ale tylko wtedy gdy dla siebie.

* * *

Kocham Ciebie także Słoneczko i przytulam nicością otchłani zdarzeń, które między nami dzieją się w przekraczalnej rozległości przestrzeni.

... masz jeszcze te pomarańczowe skarpetki? Wiesz, myślę, że lepiej wyprać je ręcznie. Mam vizir i wybielacz acze. Tylko wiesz ... zrób to co ja lubię ... gdy będę prał skarpetki w zlewie, unieś swą łani stópkę bym mógł ją polizać, gdy skarpetkę w zlewie skrzydłami potrzepię. A potem przytul mnie do piersi dziecięcia niewinnego w nabrzmiałej sutka aureoli. Pozwól mi językiem łechtać granice rozkoszy, by podnieść się jak feniks z popiołów rozkoszy umierania ... pozwól mi ... zapomnieć, że jestem.

* * *

To cudowna obserwacja Danuto!

Świat naszej świadomości jest Jeden. Tak samo odczuwa JA każdy z nas. Niczym się nie różni istota pragnienia poszczególnych ludzi. Chociaż ludzie mają różne kształty, to biją w nich te same serca i oddychają te same płuca. Również istota myślenia jest identyczna dla wszystkich. Dlatego, chociaż w poglądach różni nas wiele, świadomością istniejemy w tym samym świecie..

Zastanawiałem się gdzie znajduje się ten świat. Analiza matematyczna* wskazuje, że wszystko zaczyna się od wymiaru 0 - czyli punktu, który ma postać wiru. Największą objętość ma wymiar 7, który rozpada się do wymiaru 4 (pojawia się czas), a następnie do naszego rzeczywistego wymiaru 3 (długość, szerokość, głębokość). Z perspektywy naszego świata potrafimy dostrzegać wymiary niższe: 2 (płaszczyzna), 1 (linia) i 0 (punkt = wir). Wymiary większe od 7, stopniowo zbliżają się również do punktu 0.

Zatem pomiędzy naszym punktem 0, a wymiarem nieskończonym istnieje tożsamość. To właśnie w punkcie 0, wir przenosi nas do wyższych wymiarów. Tak więc, Twoje połączenia z wyższymi wymiarami są możliwe. To właśnie tam znajdują się nasze dusze - niezniszczalne - które potrafią odrodzić się w kolejnym cyklu, przechodzącym przez maksimum wymiaru 7, stopniowo rozpadającym się do wymiaru 3. Innymi słowy, dusze te, mogą zamieszkać w kolejnym materialnym stworzeniu.

I to jest naprawdę piękne, że ... chociaż nasze ciało przemija, dusza pozostaje wieczna.

* http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera

* * *

Promieniotwórcze Jeden

Arcyprzedziwna sytuacja ...

Bóg jest Jeden, ale wszystko dzieli na Dwa. Dlatego nie możemy Bogu nic kazać, tak samo jak Bóg nie może nic kazać nam. Im bardziej go o coś prosimy, tym bardziej możemy się spodziewać, że uczyni coś, co tym prośbom zaprzeczy. Im bardziej prosimy o pokój, tym więcej jest wojen na świecie. Im bardziej pragniemy czynić dobro, tym więcej powstaje zła.

Czy Bóg zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko czego dotknie rozpada się na Dwa?

Arcyprzedziwne stanowienie ...

Wobec Boga stajemy jak przed odrębnością, chociaż on sam twierdzi, że jesteśmy z nim w jedności. I w tej jedności zamkniętej kołem, Bóg ciągle miesza, pomiędzy yin i yang. Nadał zjawiskom cechę przemijania, która przekształca to co złe w dobre i to co dobre w złe.

Ponieważ to co czyni Bóg jest nieodwołalne, więc nie należy z tym walczyć, a jedynie poddać się strumieniowi, który unosi nasze pragnienia. Jeśli czujesz się nieszczęśliwy - nie walcz z tym, tylko pozwól, by prąd tego nieszczęścia wpadł swobodnie w wir, który przenosi w świat zadowolenia. Bowiem im bardziej starasz się płynąć na przekór strumienia, tym bardziej się męczysz i tym większa jest twoja frustracja. I na odwrót. Kiedy już znajdziesz się w świecie zadowolenia, nie pomagaj prądowi by niósł ciebie szybciej - bo im bardziej chcesz więcej, tym szybciej wir przeniesie ciebie w świat niezadowolenia.

Arcyprzedziwne Tao

Znak Tao liczy sobie ponad 3 tys. lat. Istniał zanim zrodziło się chrześcijaństwo. Jezus wiedział, że tylko cierpienie przysparza dobra. I wiedział z pewnością również, że dobro jest źródłem cierpienia. Dwa charakterystyczne punkty odwrotności w każdej części, które jak połączone łzy zamykają się kołem - to środki wirów, które łączą dwa przeciwne światy: dobra i zła.

Czasami znajdujemy się w jednej z łez rozlanych cierpiąc moc nieszczęścia, a czasami jesteśmy otoczeni łzą, w której wszystko jest dla na szczęśliwe. Nic nie trwa wiecznie i każda rozlana łza, w końcu wpada w oczko wirowania, które przenosi nas do równoległego świata. Szczęśliwy-nieszczęśliwy musi być Bóg, który zamknął te dwa światy kołem.

Myśli zebrane (5)

Grawitacyjny umysł, widzi same sprzeczności. Dobro i zło, miłość i nienawiść, ujemny elektron i dodatni proton ... Grawitacyjny umysł, nie potrafi postrzegać świata inaczej. Wszystko co postrzega, jest zestawieniem przeciwieństw: czarnemu towarzyszy białe, dobremu złe, stronie lewej - strona prawa. Tak jak yin połączone i jednocześnie odrębne od yang.

Zatem sposób widzenia przez nas świata wynika z ciągłego przeciwstawiania się grawitacji.

* * *

W skali przypadków życia, czyjś pojedynczy akt odwagi, nie ma się jak do nierozwagi (?) człowieka, który potrafi zabić setki ludzi jednym przyciśnięciem "guzika".

Jest również kwestią przypadku, a nawet szczęścia, że ten kto ratuje nie ginie razem z osobą ratowaną. Dlatego tak niewielu ludzi podejmuje to ryzyko. I nie można mieć do nich o to pretensji - pretensjonalnie akcentując przypadkowy fakt odwagi - bo najczęściej to nie jest akt przemyślany a jedynie odruchowy - atawistyczny, zwierzęcy.

* * *

No tak, trochę - jak zwykle - "zboczyłem" z tematu.

Po pierwsze, trzeba zapytać, czym jest poświęcanie się, w celu realizacji, nawet najbardziej niechcianej idei? W gruncie rzeczy nie istnieje jakieś poświęcanie się wyidealizowane, wyłączone z otoczenia w którym się odbywa. Poświęcanie się wynika z uwarunkowań zewnętrznych, które "naginają" nasze ambicje pod potrzeby grupy, a konkretnie do reguł, umów przez tą grupę (społeczną) oczekiwanych.

I tak: kobieta żyjąca w społeczeństwie przesiąkniętym kulturą "co sąsiedzi powiedzą", ma do wyboru dwa rozwiązania - albo bunt, który prowadzi do alienacji albo akceptacja - wiążąca się upokorzeniem, frustracją i - jak pisze vivi - prowadząca do zakompleksienia, czyli zagnieżdżenia się hipokryzji, która staje się naszym drugim - zakamuflowanym JA - na co dzień.

Niestety, jest tak, że konwenanse tzw. zwyczajowej poprawności, wymagającej od nas zgniłego uśmiechu, nawet wtedy gdy należałoby by strzelać z asertywnej prawdy - stały się normą kultury cywilizacji (nie tylko) europejskiej. A wszystko to z powodu konsumpcjonizmu, który narzuca postawę kupczenia towarem-myślą - nie ważne jaką - zawsze z mdłym uwodzicielskim uśmiechem.

Każdy z nas popełnia ten grzech zgniłej poprawności - o którym przyroda w istocie nic nie wie. To wymysł, a więc coś sztucznego - umysłu człowieka.

Czy jest z tego wyjście? Wydawało by się, że najprościej byłoby - być sobą! Problem jednak w tym, że nie istnieje czyste - niezależne kulturowo - bycie sobą. Zawsze jakieś reguły naśladujemy, powielamy, zawsze w istocie odgrywamy jakieś aktorstwo.
Nigdy to co mówimy, nie jest pozbawione naleciałości, a więc maskujących kolorów, którymi życie w przeszłości nas pomalowało.

Ja mam taki własny sposób. Ponieważ każda myśl, która pojawia się w głowie ma pochodzenie grawitacyjne - egocentryczne, więc próbuję choć na moment przestać myśleć. Gdy to czynię, zaczynam postrzegać zewnętrzność i oczyszczającą moc grawitacji całego Wszechświata. Kiedy nie ma mnie - w istocie naprawdę jestem.

* * *

Ależ droga The Meaning! Idealizujesz pojęcia, tak jak robią to słowniki, definiując coś w oderwaniu od rzeczywistości.

Zobacz:
Aby mieć zalety lub wady, które przypisujesz człowiekowi, musi on skądś zdobyć wzorce, żeby istniało jakiekolwiek odniesienie (wartościowanie) tego co robi. No to zobaczmy jak to wygląda:

1. dzieciństwo - przyszedłem na świat i uczyłem się wszystkiego od swoich rodziców;
2. szkoła - uczyłem się (nieźle) od nauczycieli, kolegów, koleżanek w szkole i na podwórku;
3. liceum - powtórka z 2;
4. studia - powtórka z 3 i 2;
5. rodzina - uczyłem się żyć w małżeństwie, dopasowując swoje oczekiwania do oczekiwań żony (skończyło się rozwodem);
6. praca - uczyłem się współżyć z innymi ludźmi, poświęcać się dla pracy i dla ... pieniędzy;
7. ... i inne pozostałe fakty z życia: uczę się od innych, zdobywam wiedzę z książek, telewizji, radia, video i ... plakatów w drodze do pracy;

Cechą wspólną tego co wymieniałem, jest niezaprzeczalny fakt, że wszystko co wiem o życiu dowiedziałem się od innych - a nie czegoś, co jest integralną własnością samego siebie. Nawet moja budowa ciała, też nie jest moja bo dostałem ją w genach.

Więc tak naprawdę co jest moje - i tylko wyłącznie moje? Możliwość dokonywania wyboru? Ależ każdą decyzję, dokonuję na podstawie uwarunkowań zewnętrznych - to nie jest tak, że ja decyduję, lecz raczej zewnętrzność i nabyte zewnętrznie doświadczenie, wymusza rodzaj podejmowanej przeze mnie decyzji!

Ha! Więc w rzeczywistości, wszystko co robię zależne jest od tego co robią inni.
Stąd, niezwykle odkrywcza, a jednocześnie uwalniająca od odpowiedzialności refleksja:

Moje myślenie pochodzi z zewnątrz!

lub inaczej:

To jaki jesteś, nie zależy od ciebie, lecz od innych.

... no i wiedziałem, gdzieś głęboko wewnątrz przeczuwałem, że działa to tak, jak grawitacja: każde materialne ciało, przyciąga wszystko z zewnątrz i jednocześnie, pochodzące z zewnętrz przyciąganie określa naszą grawitację - czyli nasze ego.

Uff! Tak rozumiem poświęcenie.

Myśli zebrane (4)

Co to jest fala?

Fala jest wahaniem pomiędzy, dwoma przeciwstawnym stanami. Fala jest połączeniem dobra i zła, wschodu i zachodu Słońca, biciem serca, rytmem oddechu, yin i yang ... falowanie jest niezaprzeczalnie stałym elementem całego Wszechświata i wyznacza granice życia i ... śmierci. Dlatego oba przejawy tego falowania powinniśmy na równi cenić. Śmierć jest potrzebna życiu, tak samo jak życie - śmierci.

"Gdyby nie falowanie natury, nigdy nie powstałoby ŻYCIE na Ziemi" - to zdanie oddaje tylko część prawdy. Prawda bowiem brzmi inaczej: "Gdyby nie falowanie natury, nigdy nie powstałoby ŻYCIE i ŚMIERĆ na Ziemi".

Zatem pokochajmy śmierć, tak samo jak kochamy życie. Bo jest ona potrzebna po to by życie mogło się odrodzić.

"I będę płakał i rozdarty śmiercią bliskiego, ugnę się pod ciężarem rozpaczy, ale gdy chorobę tę przetrwam i wyzdrowieję - będę chwalił potęgę życia, która wynika ze śmierci."

Jeśli tak, dlaczego nie świętować faktu śmierci tak samo, jak faktu narodzin? Dlaczego nie cieszyć się, że czyjeś być może krótkie życie przemija, po to by narodziło się nowe - obdarzone tą samą witalnością i chęcią "lśnienia"?
Powinniśmy żegnać bliskich, mile wspominając chwile z nimi spędzone i radośnie oczekiwać na przyjście nowego życia - bo taka jest natura falowania Wszechświata.

* * *

No nie rozumiem, no nie rozumiem Ciebie ...

Po co tyle słów wydalasz. Rozumiem, wątroba, po tylu latach stresu nie potrafi inaczej. Ja proponuję Essentiale bo wtedy Twoje słowa złagodnieją. I co najważniejsze, będą stanowiły mniejszą, acz istotną dla życia kupkę.

Zobacz jak swoją wątrobę rozrywasz: "Te złe, nieuchronnie sprowadza na człowieka karę bożą.". Sic abdera!

Nie ma czegoś takiego co nie można wytłumaczyć zajebiście niebiesko, co jest światem marzeń, w którym spożywanie i wydalanie produktów doczesnych spotyka się z chwałą boga.

Myślę, że wiele zawiniłeś w życiu, skoro tak słowem pierdzisz. A im bardziej użyźnisz tym pożywnym słowem innych, tym większa Twoja zasługa, ściągania niewinnych, do szamba siarkowodorowego nieistnienia - które ma bezdenne imię: kultura - która dla górującej nad szambem tabliczki ma imię Boga - zapomnienia. (?)

* * *

Eksperyment myślowy, ciągle trwa w mojej głowie.

Przyjrzyjmy się sytuacji zewnętrznej. Od naszych narodzin, trwa swoista walka z grawitacją - przeciwstawianie się przyciąganiu. Gdy podnosimy rękę, gdy podnosimy nogę krocząc po Ziemi, gdy pochylamy się by się następnie wyprostować, gdy siadamy, lub leżymy by ... powstać - w każdym momencie działamy na przekór jej siłom.

A teraz spójrzmy na nasze wnętrze. Gdy oddychamy, powiększamy płuca, by następnie uwolnić z nich powietrze. Serce tłoczy w górę krew, na przekór przyciąganiu. Każdy organ wewnętrzny pobiera składniki materii, po to by mieć określoną masę istnienia - własną przeciwstawną ziemskiej grawitacji. Można powiedzieć, że Ziemia przyciąga te organy, ale równie dobrze - że te organy przyciągają Ziemię.

A co z ludzkim myśleniem? Skoro natura człowieka polega na wiecznym przeciwstawianiu się grawitacji, więc również powinniśmy zaobserwować tego efekty w ludzkich myślach. I tak jest w istocie! Każdy dialog polega na wyrażaniu odmiennej opinii, przeciwstawnym (często) argumentowaniu! Są oczywiście komentarze zgodne z autorem tekstu, ale dowodzą one jedynie tego, że ktoś poddaje się grawitacji zewnętrznej. Nie może jednak tego robić w nieskończoność, bo tak jak kometa Ison, ulegnie spaleniu (rozbiciu) przez obiekt o silniejszym przyciąganiu. Każdy nawet najbardziej sprzyjający autor komentarza, musi kiedyś "odlecieć" na bezpieczną odległość - jak kometa.

W jaki sposób ludzki umysł próbuje kontrolować grawitację? Sposoby tego znajdujemy w praktykach mnichów dalekiego Wschodu - jedynym sposobem "walki" z grawitacją, jest wydłużanie efektów jej działania w nieskończoność. Jogina, spowalnia oddech i bicie serca. Ćwiczący tai chi wydłuża każdy ruch ciałem. Ćwiczący karate, wyzwala energię grawitacji w jednym celnym uderzeniu. Jeśli wydłużymy czas każdego ruchu w nieskończoność, grawitacja ulegnie rozproszeniu.

A co robi człowiek tzw. Zachodu? Wdaje się w niekończące się dyskusje, które w swej istocie polegają na zaprzeczaniu lub uzupełnianiu każdego zdania. Innymi słowy "rozrywa" grawitację na uzupełniające się części. I nie ma innej możliwości. Człowiek zachowuje się tak, nie dlatego, że tak chce, tylko dlatego, że taka jest właściwość grawitacji.

Cały świat naukowy, badający działanie mózgu koncentruje się na oddziaływaniach elektromagnetycznych, zupełnie pomijając i nie dostrzegając roli, jaką pełni w naszym myśleniu grawitacja. Dostrzegli jej znaczenie wielcy mnisi buddyjscy. Bo przecież, Budda, po nocy spędzonej pod drzewem życia, doznał objawienia i na przyczynę wszystkiego wskazał ... Ziemię.

Eksperyment myślowy trwa nadal.

Myśli zebrane (3)

A kto obiecuje, że życie może być lepsze? - człowiek!
A kto mami, że ze złem można wygrać? - człowiek!
A kto lituje się nad sobą lub rzuca pioruny niezadowolenia? - człowiek!

Powiem teraz coś, co może zabrzmi okrutnie: człowiek nie zaprzestał być częścią przyrody - tej samej, która każdego dnia rodzi i zabija miliony istnień - "niewinnych". Większy, silniejszy, "sprytniejszy"- pożera mniejszego, słabszego "niewinnego", tak jak człowiek zabija "niewinne" zwierzęta i tak jak ... rak zabija "niewinne" dziecko.

Sprawiedliwość jest wymysłem człowieka. Przyroda nie rozumie tego pojęcia w tym samym sensie co człowiek: dla przyrody sprawiedliwa jest walka, w której śmierć przeplata się z życiem i jest z życiem związana na śmierć.

I jest również nasza świadomość przyrodnicza - w tym sensie, że niezniszczalna, bo dziejąca się poza materialnym światem, w nicości - która jest częścią przyrody. Nikt z nas do końca nie umiera. Umiera jedynie nasze ciało - nośnik, naczynie dla tej świadomości. Świadomość, każdego kto umiera - odradza się w następnym materialnym życiu. Dlatego jest tyle ludzi wewnętrznie do siebie podobnych i rozumiejących się "od pierwszego wejrzenia". Ci, których kochamy, zawsze do nas wracają. Więc nigdy miłości do Maluczkiego nie utracisz - i jest to miłość wzajemna.

* * *

Przepraszam, jeśli uraziło, ale ten wywiad zainspirował mnie do ukazania prawdziwej, przyrodniczej natury człowieka - wszystko co postrzegamy zewnętrznie skierowane jest do jego środka. Światło zewnętrzności prawdziwie nas oślepia, i nie potrafimy zobaczyć tej zewnętrzności wolnej od tego oślepienia.

Jeśli cieszymy się życiem - cieszy się nasze EGO, jeśli cierpimy - cierpi to samo EGO. Nie ma znaczenia więc co się nam w życiu przydarza, bowiem zawsze - już od zaistnienia w łonie matki - spełniamy życie wyłącznie dla siebie. Jest wiele przykładów pokazujących, że w imię tej miłości własnej potrafimy rozbić małżeństwo, odrzucić miłość do syna itd. i uczynić wszystko żeby mieć kawałek własnego szczęścia - własny domek w lesie a może przyczepkę kempingową w szczerym polu itp. Tak oślepieni, nie potrafimy sobie wyobrazić, że moglibyśmy się kimś tym szczęściem dzielić - poza słowami, które nas nic nie kosztują.

I nie jest to niczyją winą, bo taka jest przyroda. Ale w takim razie łatwiej nam zrozumieć motywacje każdego człowieka - nawet największego wroga - ponieważ wynikają one z tego samego źródła - egoistycznej chęci życia i oślepiania siebie.

PS. Ja też lubię kwiaty, zioła i drzewa, a nawet robaki - ale to przecież nic nie zmienia.

* * *

Przyroda podpowiada nam, czym jest miłość.
Przyroda podpowiada nam, że miłość jest samotnością.

Spójrz na Ziemię i Słońce. Można powiedzieć, że jedno drugiego pragnie. I to pragnienie tak długo ma sens, jak długo są one od siebie oddalone - na bezpieczną odległość. Można powiedzieć, że Ziemię i Słońce wiąże "miłość" na dystans.

A teraz przyjrzyjmy się każdemu z tych ciał z osobna. Ta "miłość" na dystans istnieje, ponieważ każde z nich pragnie wyłącznie dla siebie! Ziemia ciągnie całą przestrzeń do swojego środka - a Słońce do swojego środka ciągnie przestrzeń - niezależnie.

Tak samo jest z człowiekiem. Kiedy mówimy, że kogoś kochamy, w istocie wyrażamy miłość do siebie. Najpiękniejsza jest miłość wtedy, kiedy jeszcze siebie dokładnie nie znamy, gdy dzieli nas wciąż pewien dystans niewiedzy, przyćmionej blaskiem fascynacji. I chociaż chcielibyśmy osobie kochanej nieba przychylić, tak naprawdę pozostajemy samotni w miłości do siebie. Bo przecież gdy nie kochamy siebie, nie potrafimy obdarować miłością innych.

Powstaje jednak pytanie: czy ten kto nie kocha siebie, jest w ciągłej rozpaczy, nie czyni tego również z miłości do siebie? Czy zadając sobie ból, nie wyrażamy pragnienia istnienia tego bólu w nas samych? Zawsze jest przecież JA, które coś pragnie, tak samo jak zawsze jest środek grawitacji która przyciąga - niezależnie od tego czy chcemy, czy nie - siebie.

W istocie, człowiek od miłości własnej nie potrafi uciec. I czy jest szczęśliwy, czy nie - zawsze przejawy tego, "krążą" wokół środka egoizmu. To JA-cierpiące i to JA-szczęśliwe są w istocie natury takie same. A jedyne co te stany wiąże, to falowanie zmienności pomiędzy skrajnościami.

Dzięki Słoneczko, że jesteś. Mogę w ten sposób krążyć wobec Ciebie jak samotna planeta - z odpowiednim dystansem.

Myśli zebrane (2)

Kurczowe trzymanie się jednej myśli, jest jak stałe przyjmowanie leku np. na alergię. Myśl, która nas leczy, dowodzi również tego, że istnieje w naszym organizmie (umyśle) - nierównowaga. Bo przecież nie przyjmowalibyśmy leku, jeśli nasz organizm byłby zdrowy.

Kurczowe trzymanie się jednej myśli może być dla nas szkodliwe, tak jak szkodliwe są tzw. skutki uboczne przyjmowania dowolnego leku.

Organizm ludzki jest prosty w schemacie działania. Pokarm który przyjmuje, przerabia i wydala. Podobnie jest z każdą myślą - przyswajamy ją, myślą się odżywiamy, ale po jakimś czasie, każdą ... powinniśmy wydalić. Inaczej zatruje (zaciemni) proces myślenia, tak jak strawione resztki pokarmowe zatruwają funkcjonowanie organizmu.

Staram się nie trzymać kurczowo żadnej myśli. Z doświadczenia wiem, że fascynacja każdą z nich przemija. I jest to proces naturalny. Nawet teraz kiedy to piszę, myśl z tym związana nie jest trwałą. Po jakimś czasie zaniknie jej moc działania, i myśl ta zostanie zastąpiona inną. I może stać się również tak, że zastąpi ją myśl przeciwna.

Świat nie stoi w miejscu. Nigdy Ziemia nie przecina orbity wokół Słońca w tym samym miejscu. Nigdy układ planet ani gwiazd wobec nas nie jest ten sam. Dlatego nasza myśl musi się ciągle zmieniać, a trzymanie się zbyt długo tylko jednej jej wizji - czyni nas w życiu kaleką.

* * *

Słoneczko, które razisz światłem przejaskrawienia, w gwiezdnych peryheliach,
kochaj mnie tak jak Słońce kocha Ziemię. Z daleka, poprzez grawitację,
wyznaczającą sens istnienia ... bo gdy mój umysł urzeczony Twoimi skrzydłami myśli, zaczyna krążyć, wokół Ciebie i myśli ... umiera tak jak Ty - z przerażenia!

* * *

Ja - homocentricus.

Ja - mówi, że lubi kwiaty zioła i drzewa
Ja - mówi o nieudanym egzotycznym małżeństwie
Ja - mówi o swoich dokonaniach książkowych
Ja - mówi o przeplataniu podróży z emigracją
Ja - lubi Indian

Ja - lubi Ja

Ja - mówi, że lubi morze
Ja - potwierdza, że lubi kwiaty, zioła, drzewa
Ja - mówi o zanikającym akcencie w Kanadzie
Ja - mówi o kanadyjskiej nadwadze
Ja - mówi o pracy

ale, ponad wszystko

Ja - lubi Ja

Ja - mówi, że kocha przyrodę
Ja - mówi o bolesnej emigracji
Ja - mówi o swoim domu pod lipą
Ja - mówi o rodzinie i ... magii
Ja - mówi, że ten, kto jej nie rozumnie, to nie jej problem

ponieważ

Ja - lubi Ja .... ponad wszystko

Ja - homocentricus

* * *

W życiu nie istnieje prawda na papierze - ważne są jedynie papierowe urojenia.

Przysłali mi - po ponad 20 latach pracy w Polsce, głównie na stanowiskach kierowniczych, w dużych, znanych firmach - że należy mi się emerytury ... 300 zł. Tak, wiem - muszę tę swoją pracę udowodnić ... RP7 dostarczyć, mimo, że mam świadectwa pracy. To tak jak u Ciebie - dokumenty badań nie liczą się wcale, liczy się ten, którego oczekuje Zusolandia. Państwo w państwie.

I znajduję na to tylko jedno upadlające usprawiedliwienie. Oni nam nie wierzą, ponieważ każdy Polak jest z natury - oszustem, kombinatorem, złodziejem. Nie zdają sobie sprawy, robaczki Zusolandii, że taką postawą wyrządzają krzywdę mentalną całej polskiej nacji, stawiając ją poza margines europejskiej uczciwości. Nie zdają sobie sprawy, że urządzają w naszym ojczystym kraju, piekło dla tych, którzy chcą żyć normalnie.

Myśli zebrane (1)

Odkrywanie przeszłości, jest jak przeglądanie starych zdjęć, za których niemym obrazem kryją się niedomówienia: może można było lepiej, ale w gruncie rzeczy to co było, zawsze było najlepiej jak mogło być w danych okolicznościach. Podejmujemy decyzje, ale przecież nigdy do końca nie wiemy, które z nich są dobre - to dopiero pokazuje przyszłość. Czasami to co wydaje nam się oczywistym błędem, wyzwala w innych chęć poszukiwania lepszego. I to jest tych innych decyzja - ani lepsza ani gorsza. Po prostu decyzja.

Niech sobie rośnie roślinka, którą powołałaś na świat. Przed nią ogrom słońca, nieznanych podmuchów wiatru, burz i gradobicia. Nie uchronisz jej przed tym. To co w Twoich myślach - jej nie pomoże - a raczej wzbogaca świat smutku i niepewności, który jest w Tobie. Uczucie niespełnienia jest potrzebne człowiekowi, tak samo jak jesień potrzebna jest by liście opadły, by drzewo ponownie zakwitło na wiosnę.

PS. Pisklaków jeszcze nie ma.

* * *

Mówisz, że idziesz, że niesiesz, podnosisz
czytasz, piszesz, i myślisz - cokolwiek robisz ...
zawsze przeciwstawiasz się grawitacji

A kiedy czynisz grawitację, zawsze odnosisz ją do czegoś
co ciebie uzupełnia zewnętrznie, co jest twoje dwa
wobec jeden samotności, która nie istnieje

* * *

Życie, to ciągły proces odnoszenia rzeczywistości do samego/samej siebie - do swojego środka świadomości. A więc wszystkie odczucia - szczęścia i nieszczęścia - zawsze odnoszą się do tego samego EGO. Stan błogości i beztroski niczym w swej istocie nie różni się od innych emocjonalnych stanów. Nawet będąc w raju nie jesteśmy w stanie pozbawić się tej cechy człowieczeństwa.

Ale ... czy cecha ta jest właściwa tylko człowiekowi? Jeśli przyjrzymy się przyrodzie, to zauważymy w ten sposób działa każdy organizm. Każda, najmniejsza komórka działa w ten sposób, by zaspokoić swoje "EGO". Każda komórka przyrodnicza chce zrealizować cel swojego istnienia - w ten sam sposób, jak dążenie do życia i zaspokajania potrzeb jest permanentną motywacją człowieka w poszukiwaniu tu na ziemi - raju (psychicznego, fizycznego i ich kombinacji).

Ha! Ale to nie koniec! Przyjrzyjmy się materii nieożywionej. Cechę przyjmowania dla siebie optymalnej energii ma każdy kamień, chmura, strumień wody w rzece! A więc również to, co według nas jest martwe - ma sobie znamiona "EGO".

Zatem EGO - czyli, dążenie do i dla siebie - jest powszechnym zjawiskiem we Wszechświecie. I na tym polega również każda miłość: JA chcę dla kogoś "dobrze", by uzyskać stan zaspokojenia i błogości samego siebie - własnego, ani dobrego, ani złego EGO, które nieodwołalnie istnieje od momentu naszego poczęcia - czyli materialnego zaistnienia.

Niezależnie czy jesteśmy kamieniem, czy ptakiem czy człowiekiem w tym Wszechświecie, czy znajdujemy się w raju, czyśćcu, czy w ziemskim życia piekle - schemat działania pozostaje ten sam.

* * *

Gdy ktoś bliski nam ginie, pogrążamy się w rozpaczy. Tego, który ginie to nie boli - smutek jest tych, którzy pozostają. I z tą rozpaczą pozostajemy do końca życia.

Życie to tylko pewien cielesny epizod. Dla niektórych kończy się szybko, jakby za szybko ... i codziennie ktoś nas w ten sposób opuszcza: mój - twój brat, siostra, dziecko, matka, ojciec, przyjaciel. I dociera do nas wtedy informacja, która chwyta za serce i łza goryczy pojawia się w oku ... i nic z tego więcej.

Sam fakt śmierci nie jest straszny ... to tylko to co przed i po śmierci boli - innych.