sobota, 16 sierpnia 2014

Życie bluesem grane

Powiem od siebie tak: życie jest jak granie bluesa. Bo życie jest bluesem. A wiesz, co w tej muzyce jest najpiękniejsze? Nie czysty ton, ale ten załamujący się, skrzeczący szorstkością i "nieczysty" w sensie kanonów "ortodoksyjnej" muzyki.

Żeby wyrazić swoje emocje szczerze, trzeba zapomnieć o kanonach, zapomnieć o regułkach dobrych dla policjantów poprawności wszelkiej, strzegących podstaw systemu, który ... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.

Widzisz - znowu "zagrałem" bluesa, a i tak nie był on prawdziwy jak ziemia, bo wygładzony schematem poprawnego, wyuczonego języka. Już dawno nasiąkłem i nauczyłem się, jak być poprawnym więc nieprawdziwym. I pewnie dlatego cierpię.

Wiem - być może powinienem pójść do psychologa. Ale przecież ten zna tylko regułki i zasady systemu w zgodzie z którymi może mnie "wyleczyć". A więc jak uczynić mnie obywatelem społeczności, która ...

... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.


Posłuchaj:
https://www.youtube.com/watch?v=W_SlgMu3vDE

Rozmowa z kobietą cd.

Powiem od siebie tak: życie jest jak granie bluesa. Bo życie jest bluesem. A wiesz, co w tej muzyce jest najpiękniejsze? Nie czysty ton, ale ten załamujący się, skrzeczący szorstkością i "nieczysty" w sensie kanonów "ortodoksyjnej" muzyki.

Żeby wyrazić swoje emocje szczerze, trzeba zapomnieć o kanonach, zapomnieć o regułkach dobrych dla policjantów poprawności wszelkiej, strzegących podstaw systemu, który ... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.

Widzisz - znowu "zagrałem" bluesa, a i tak nie był on prawdziwy jak ziemia, bo wygładzony schematem poprawnego, wyuczonego języka. Już dawno nasiąkłem i nauczyłem się, jak być poprawnym więc nieprawdziwym. I pewnie dlatego cierpię.

Wiem - być może powinienem pójść do psychologa. Ale przecież ten zna tylko regułki i zasady systemu, w zgodzie z którymi może mnie "wyleczyć". A więc jak uczynić mnie obywatelem społeczności, która ...

... jednym daje nadmiar nieba, a życie innych czyni wiecznym piekłem.


Posłuchaj:
https://www.youtube.com/watch?v=W_SlgMu3vDE

* * *

Niezadowolenie to jedno, a prawda to drugie. Co więcej - niezadowolenie z prawdy, też jest prawdy potwierdzeniem. I nawet wtedy gdy mówimy o matce.

Każdy z nas boi się stanąć, nagi, nagusieńki, przed obliczem prawdy. Dlatego, to co Ty nazywasz narzuceniem reguł społeczeństwu, tak naprawdę (Ha! - znowu te pokrętne słowo), wynika z obawy nas wszystkich!. Ubieramy wszelkie piórka pozorów, by uchronić się przed bezpośrednim atakiem, odkrywającym każde zakamarki, te nawet najpodlejsze, najbardziej wstrętne - naszej natury.

Bo kiedy są momenty, gdy mówię, że kogoś bym zabił - zrobił bym to z pewnością. To, co mnie powstrzymuje od postępowania zgodnie z regułami przyrody - to właśnie społeczeństwo, które nazywamy człowieczeństwem, zagnieżdżone i skulone w domach jak w klatkach bez wolności - i "rządzone" regułami jak wyjść, przyjść, zjeść, przespać się, przy okazji rozpłodnić i ... znowu zapieprzać do roboty.

Pozdrawiam z ducha skały - tuż obok.

PS. Aha! Żeby te życie lepiej smakowało mamy od tego media, szybkie samochody, wakacje, urlopy, sex ... i szczyptę wiary, by z jej złudzenia naukowo nas obdzierać.

* * *

Ty wiesz ... Ty wiesz, jak życie wygrywać. Bo zawsze czynisz to, co służy Tobie najlepiej. I jako taka (taki), wyrażając swoje oburzenie, przyczyniasz się do rozwoju społeczeństwa ...

... i nie wiesz - bo wiedzieć nie możesz - co jest na końcu tej drogi bez wyjścia.

Działasz zatem jak ten, co wyrywa chwast, po to by użyźnić ziemię, żeby przyszłe pokolenia miały lepiej ... żeby zło, dobrem zwyciężyć, i pozbawić chwasty mocy odradzania.

... i nie wiesz - bo wiedzieć nie możesz - co jest na końcu tej drogi bez wyjścia.

A kiedy już wszystkie chwasty zostaną wyrwane i wszystkie węzły gordyjskie przecięte ... co nam po tej ziemi zostanie - pokój Midasa, w którym grają tylko złote cienie ...?

... bo Ty nie wiesz - bo wiedzieć nie chcesz - że na końcu tej drogi jest świat zapomnienia.

* * *

Oto, co czyni ze mną grawitacja ... na przekór Słońcu, które w myśl jej oczekiwań, pobudza nasze istnienie, a gdy już nie jesteśmy potrzebni - rzuca je Ziemi na pożaracie ...

PS. Idę dalej kłaść kafelki podłogowe, o 12 przyjdzie Patryk (3 pounds per hour), myślę, że skończymy podłogę około trzeciej ... a potem czas na spacer z Kajratem. I tak życie - chcąc nie chcąc - toczy się dalej ...

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozmowa z kobietą doświadczoną

Nie moja droga - zresetować mózgu jednym kliknięciem chęci się nie da. Za bardzo wierzysz w to, że świat układów scalonych, które są podstawą działania komputerów, w istotnym założeniu przypomina działanie naszego umysł. A to zupełnie błędna ścieżka rozumowania! Naukowcy do tej pory nie wiedzą czy dopamina, serotonina, czy noradrenalina - neuroprzekaźniki hormonalne wywołujące u nas poczucie szczęścia (ich brak przyczyną jest depresji), to wynik reakcji na bodźce wewnętrzne czy ich pochodzenie jest zewnętrzne.

Nie rozumiem dlaczego tak bardzo polegasz na wiedzy świata nauki, która istnieniu jakiejkolwiek postaci ducha zaprzecza. Nauka broni się przed tym co Ty chciałabyś nazwać nadprzyrodzonością zjawisk. Nauka zna jedynie wynik doświadczenia, które jest w zgodzie lub prawdzie (teoretycznej) - zaprzecza.

Natomiast prawda o człowieku - nawet bez tej nauki - jest widoczna gołym - nieuzbrojonym okiem: obłuda, chęć udawania, pławienie się w narcyzmie, chowanie głowy w piasek, chwytanie się poręcznej, praktycznej "idei", by zasadność istnienia swojego udowodnić. Kupa gówna, na kupie gnoju, które w roju bakterii i robactwa świat pogania, by lepiej ułudę trawić.

A wszystko po to, by dożyć starości stuletniej, godziwej i na swój sposób szczęśliwej ... Oto wam chodzi robaki, wżerające się w rany istnienia. Tylko kto, za tą waszą zmurszałą starczość zapłaci? Młodzi - a jakże! Ci sami, których grzyb waszych uprzedzeń, zagonił w uliczkę bez wyjścia.

Więc posłuchaj mnie uważnie .... podcieranie tyłka papierem usprawiedliwiania - bo chcesz żyć - znaczy tyle, co podanie ręki temu, który już tonie ... a nawet zaczął już tonąć wcześniej - zanim się urodził ... z Twojego łona "miłości".

I czy teraz rozumiesz? Kurwa mać! Czy rozumiesz, że życie które dałaś komuś, nie ma nic wspólnego z miłością! A było jedynie, zwierzęcą potrzebą pierdolenia!!!

Przytulam Ciebie, kocham dusze błądzące, bo sam - tak jak Ty kiedyś - wskoczyłem do studni zapomnienia.


* * *

I tak, przyjęła ziemia jego, jak i przyjmie Ciebie. Odszedł do najukochańszej Kobiety Świata, która daje życie i powala śmiercią. Ja też kocham ziemię, bo kocha nas bezwarunkowo. Nie krzyczy, gdy słaniamy się w bólu. Nie płacze, gdy padamy ze zmęczenia. Przyjmuje nas chłodną wilgocią robactwa, chcącego wyssać to, co było przekleństwem całego doczesnego życia, pełnego poniżeń, upodleń, upadków sumienia. Ziemia nie zdradzi nas nigdy, więc nie ma co po umarłych rozpaczać, a jedynie żalić się nad losem tych co pozostali.

Przytul się do niej czasami. Ona o nic nie prosi, natomiast daje chwilę scalenia, z całym Wszechświatem. Bezcenną.

czwartek, 14 sierpnia 2014

O racji, czyli prawie wydalania

Czy mam rację, czy jej nie mam, nie ma w zasadzie znaczenia. Bowiem to co myślę i mówię, zależy od umysłowo-logicznego ukształtowania mózgu - przez analogię do geologicznego ukształtowania terenu.

Czy otrzymałem go dziedzicząc, czy ukształtował się w miarę życia, przyznaję - niewiele zrobiłem żeby go zmienić. Dlatego jestem jaki jestem.

Każda bruzda na nim jest inna i każde inne jest na nim wyżłobienie. Nasz mózg dla przestrzeni jest jak głaz dla rzeki, który rozbija ją na mniejsze strumyki. Mądrość zewnętrzna wpada w zawiłe "wąwozy" kory mózgowej, produkując różnorodne, czasami zgodne, a czasami krzyżujące się - myśli.

Myśli ubrane w słowa wydalamy na zewnątrz. I czynimy to z każdym wydechem, trującego dla nas powietrza, zawierającego CO2. Przyjrzyj się swojej mowie. Trudne lub prawie niemożliwe jest mówienie, przy wdychaniu powietrza. Natomiast sprawnie nam to idzie, gdy powietrze wydychamy. Zatem - jeśli wymyślił to Bóg - to połączył myślenie i mówienie z wydalaniem.

Dlatego twierdzę, że nie ważne co wydalasz = jakie słowa padają. Ważne, że fizjologicznie musisz je wydalać. Czy będą zatwardziałym stękaniem niemożności, czy tryskającym strumieniem rozwolnienia gadatliwej głowy. Nie ważne jak bardzo będziesz się starał, to myślenie i tak musisz wydalić, choćby puszczając krótkiego bąka aprobaty, lub gołosłownej złości. ... bo jeśli nie ...

... to tłumiąc je w sobie, zatruwasz cały swój organizm. A organizm pozbawiony świeżego powietrza, skazany jest na powolne umieranie ... w mękach.

Dlatego - czy mam rację, czy jej nie mam, nie ma znaczenia. Najważniejsze żeby dla higieny osobistej, myśli i słów z nimi związanych systematycznie z głowy się pozbywać.

I dopiero wtedy, jak po dobrym sr ... jest miejsce na przynoszącą ulgę - ciszę.

Oczywiście ciszę krótkotrwałą.

środa, 13 sierpnia 2014

Oczekiwania Boga

Świetnie! Bóg jest nienawiścią (oko za oko ząb za ząb) i dlatego posyła na Ziemię swojego syna, by przekazał ludziom wiedzę - poprzez drogę krzyżową - że życie jest wiecznym cierpieniem!

Ustanawia władców (kościoła), po to by czynili z nas uległych jego żądzy władzy - bo przecie to co wymyśla człowiek jest odbiciem jego wewnętrznej potrzeby. A tych, którzy studiują prawdę o nim, wertując strony Biblii - skazuje na ciągłą niepewność, niejednoznaczność, na wieczne błądzenie ...

Dlaczego więc nie uznać, że jedynym prawdziwym obrazem miłości do Boga, jest wieczne ludzkie cierpienie?

Czy zatem ten, który przeciwstawia się Jego myśli, nie staje się Jego wrogiem?

... i dlatego cierpi?

... po raz wtóry?

Fatum myślenia

Cisza wewnętrzna, jest stanem chwilowym, niemożliwym do dłuższego utrzymania, tak jak niemożliwe jest zbyt długie utrzymanie równowagi na cienkiej linie. Spożywamy pokarmy, które potrzebują ekspresji ruchu, działania i ... myśli.

Zauważ, że jeśli ćwiczysz myślenie, to po jakimś czasie stajesz się tego myślenia ofiarą, bowiem Twój mózg - po jakiś czasie - nie jest w stanie zaprzestać myślenia, kłębiącego się od różnorodności skojarzeń.

Tak więc, badając przyrodę, poznając o niej prawdę - skazujemy się jednocześnie, na nieuleczalną chorobę gonitwy myśli.
To jest tak, jak badacz, który oślepia się, gdy zbyt długo, intensywnie patrzy w Słońce. To jest tak, jak ciekawa tego co jest ponad morzem ryba, umiera gdy wyskoczy na jego brzeg. I to jest tak, gdy studiując Biblię, "wciągamy" w siebie przebłyski szczęścia, ale przede wszystkim wieczny smutek i zmartwienie wynikające z niedoskonałości świata.

Swoje życie też poświęciłem idei, która czasami mnie wyzwala, ale częściej przytłacza swoim ogromem. Zawsze jest coś za coś. I jeśli Bóg tak chce, to znaczy, że jedyna droga do niego prowadzi szlakiem szaleństwa, schizofrenii i dziwactwa, dla tych którzy widzą nas z boku.
Bóg nakazuje kochać ludzi, a jednocześnie tych, którzy zbyt mocno kochają, sprowadza nad skraj szaleństwa i rozpaczy ... więc dzieje się tak, że wielcy miłością tego świata odbierają sobie życie, tak jak Robin Williams.

Niektórzy zaś, odbierają sobie życie, już za życia, zamykając się w niedostępnych pokoikach wewnętrznej samotności.

sobota, 9 sierpnia 2014

Leczenie grawitacją 2 (vivi)

Opowiem Tobie jak to wygląda w moim przypadku.

Gdy czuję, że mój umysł opętują myśli negatywne, staram się je wydychać. Tak swobodnie, bez samokrytyki, że sobie z tym nie radzę, bez gestykulacji myślami samoobwiniania, lub wymachiwania słowami, że nie dam rady. Właśnie dlatego toniemy w otmętach psychicznego zagubienia, bo na siłę próbujemy ze sobą walczyć. Jest bowiem tak, że przyczyną tonięcia jest panika i brak opanowania. A więc stwierdzam tylko, po cichu wewnątrz siebie, że wydycham (odpuszczam) te myśli i po jakimś czasie zaczyna to działać.

Dlaczego? Ponieważ usuwanie szkodliwych substancji w tym myśli, jest naturalnym procesem człowieka: takim jak oddychanie, wydalanie moczu, kału czy ... naturalne wznoszenie i opadanie serca (pompowanie). Innymi słowy, te naturalne procesy oczyszczają i kontrolują działanie naszego organizmu - tak samo jest z myślami ... nic na siłę.

Po drugie: usuwam (lub inaczej: nie przetrzymuję zbyt długo), zarówno złych jak i dobrych myśli! Te pierwsze sprawiają mi ból, a te drugie czynią ze mnie samoschlebiającego bufona, który sprawia ból innym. Tak czy siak: zarówno tkwienie w samozadowoleniu jak i rozpaczanie trwające zbyt długo zatruwają organizm.

No i rzecz najważniejsza! Arcygenialna! Nieprawdopodobna a jednak prawdziwa!
Te moje oczyszczanie oczyszcza także innych. Gdy odprężam swój umysł usuwając kłębiące się myśli, usuwam je również z mojego otoczenia. Dzieje się tak, ponieważ działa tu prawo grawitacji - wzajemności oddziaływania!

Zanim wyjaśnię tę zasadę bliżej, przypomnijmy sobie jak działa światło przepuszczone przez soczewkę skupiającą. Po drugiej stronie soczewki, światło koncentruje się w jednym punkcie powodując wytworzenie energii zdolnej zapalić materiał! W przypadku grawitacji, taką soczewką jest kształt materii. Napinając określone partie mięśni ciała, a szczególnie twarzy (w postaci charakterystycznych grymasów), uzyskujemy skupienie energii grawitacji, potrafiące "zjednać", lub "odrzucić" drugą osobę. Tak działa znana nam "mowa ciała", która jest niczym innym jak zogniskowaną energią grawitacji.

No i teraz załóżmy, że spotykamy taką kierowniczkę US, której postawa ciała a szczególnie to co mówi - po prostu nas wkurwia. Jest ona nagromadzeniem napięcia grawitacji, które działa na nas odrzucająco. Ale my już znamy technikę odrzucania (wydychania) złych myśli, więc wysyłamy w jej stronę (mową ciała, słowem), energie rozluźniającą. Ona nie może jej nie odebrać, ponieważ grawitacja działa zawsze, w obszarze podświadomości. I co? I coś się z naszą panią zaczyna dziać, zaczyna mięknąć, rozluźniać się, i jej kształty (mowa ciała) zmieniają się. Oczywiście trudno uzyskać dobre efekty gdy kontakt jest zbyt krótki, ale pomyślmy o naszych tzw. odwiecznych wrogach. Przerzućmy nasze oczyszczające wydychanie myśli na nich! Efekt murowany!

Ćwiczyłem to na moim kierowniku z nocnej zmiany, którego metody zarządzania, zawsze mnie wkurwiały, bo zachowywał się jak sędzia na boisku a nie couch czy trener. A sędziowie, jak wiadomo mylą się bardzo często. Już sam jego widok, wywoływał u mnie szaleńczą gonitwę myśli typu "ja go kiedyś zabiję!". Oczywiście te myśli tworzyły we mnie naprężenie, które poprzez kształt (mowę ciała) wysyłały grawitację niechęci w jego stronę. No i najważniejsze - te ciągłe napięcie myślowe - najbardziej osłabiało mnie samego. Badając buddyzm, znalazłem jego związek z grawitacją i nauczyłem się złe myśli wydychać, czyli mówiąc krótko odpuszczać sobie. I wiesz co się stało! Poza własnym odprężeniem, zauważyłem, że również on - mój znienawidzony kierownik - zaczął odprężać się także. Oto jaka jest moc grawitacji! Jest to prawdziwe źródło mocy życia i śmierci!

I tylko z jednym nie mogę sobie poradzić: jestem alkoholikiem. I kiedy zadaję sobie pytanie czy można tą metodą zwalczyć alkoholizm, zawsze wewnętrznie otrzymuję tę samą odpowiedź: oczywiście! ale najpierw ... trzeba się napić!

piątek, 8 sierpnia 2014

Leczenie grawitacją

Buddyzm

Wszystko zaczęło się około 2500 lat temu, gdy Budda, pod drzewem życia, doznał oświecenia, na czym polega istota ludzkiego istnienia. Przy czym, po całonocnych rozważaniach, - nad ranem - gestem ręki wskazał Ziemię. Ponieważ od lat zajmuję się Teorią Słowa, która wiąże nasze myślenie z grawitacja, więc ten - być może drobny szczegół w zachowaniu Buddy - bardzo mnie zaciekawił.

Zająłem się zatem analizą buddyzmu i znalazłem ogromne podobieństwo w naukach mnichów, do praw związanych z działaniem grawitacji. Przede wszystkim ćwiczenia oddechowe, wdech i wydech - związane są z podnoszeniem i opadaniem płuc lub okolic przepony (brzucha) - odpowiadają działaniu przeciw a następnie zgodnie z kierunkiem siły przyciągania. Co więcej - ćwiczenia oddechowe, można koncentrować na każdym dowolnym fragmencie ciała - wewnętrznym i zewnętrznym. Przy czym działa to w ten sposób, że ruchowi wznoszącemu (lub napinaniu np. mięśni), towarzyszy wdech, natomiast ruch opadający ("rozluźnianie" organu, np. śledziony), związane jest z wydechem. Przekładając to na język grawitacji: gdy podnosimy np. rękę, działamy wbrew jej przyciąganiu, jednocześnie dokonując wdechu, natomiast gdy opuszczamy np. nogę, działamy zgodnie z jej przyciąganiem i dokonujemy wydechu. W uproszczeniu, każde działanie wbrew grawitacji wiąże się z wykonaniem pracy, wymagającej wdechu powietrza (tlenu) - każe rozluźnianie (opadanie) np. ręki wiąże się z obniżeniem potencjału grawitacyjnego i wydychaniem dwutlenku węgla. Co ciekawe, masa cząsteczkowa CO2, jest większa od O2 - czyli rozluźnianie wiąże się z wydychaniem cięższego powietrza - opadającego w dół.

Kultura Zachodu

Nauki buddyzmu, zaczęły przenikać do cywilizacji europejskiej i amerykańskiej, w latach 60. ubiegłego wieku. Warto jednak zadać pytanie, czy uniwersalność działania grawitacji, nie miała przełożenia na funkcjonowanie zachodnich cywilizacji wcześniej - zanim nastąpiła fascynacja kulturą Wschodu opartej na medytacji i ćwiczeniach yogi, karate, czy tai-chi.

Prosta obserwacja upodobań społeczności zachodnich, wskazuje, że i w tym obszarze geograficznym, była ona doskonale rozumiana - choć być może jedynie podświadomie.

Przede wszystkim taniec - w każdej postaci - jest typowym dialogiem z grawitacją. Rytmiczne wznoszenie i opadanie rąk, stóp, tułowia, głowy - dzieje się z dużo większą częstotliwością niż rytm oddechu, ale zasada jest taka sama: wznoszenie jest pracą przeciwko, a opadanie - pracą zgodną - z kierunkiem grawitacji. Lub inaczej: wznoszenie jest pobieraniem a opadanie oddawaniem jej energii. Podobnie każde ćwiczenie fizyczne, dzieje się z tą samą regułą: gdy podnosimy ciężar(-y) wdychamy powietrze, gdy opuszczamy - wydychamy

Innym ważnym potwierdzeniem obecności grawitacji w naszym życiu, jest muzyka. Każda melodia, zaczyna się i kończy toniką. Innymi słowy zawsze musi opaść to co się wzniosło, choć byśmy nie wiem jak próbowali, ten mechanizm oszukać. (np. dodekafonia muzyki współczesnej, tzw. granie "plamami muzycznymi", jest tylko wyjątkiem, który potwierdza regułę.)

Myśl grawitacyjna

I tu dochodzimy do istoty rozważań. Czy myślenie zależy od grawitacji?

Ależ oczywiście: nawet w przenośni mówi się, że złe myśli są ciężkie, a radosne - lekkie. Mózg pracuje zgodnie z cyklem oddychania. A więc, myśl zła, z reguły kończy się zatrzymaniem oddychania w momencie wdechu. Te nasze "przerażone" ach, och - dzieją się wtedy, gdy wdech zatrzymujemy. Natomiast wydech, jest kojarzony odstresująco - z rozluźnieniem. Zauważmy, że każda funkcja fizjologiczna organizmu tak działa: jakiekolwiek wypróżnianie (mocz, kał, CO2), daje nam odczucie uwolnienia od ciężaru, uczucie lekkości. Przykładem specyficznym wydychania jest nasz śmiech, który jest sekwencją krótkich rytmicznych wydechów powietrza (spróbuj śmiać się przy wdechu - jest to niemożliwe!).

No i teraz posłuchaj - gdy wypiłem właśnie jedną butelkę australijskiego wina czerwonego. Nie zatrzymuj myśli złej - która jest wdechem - zbyt długo, bo zatruje Twój organizm. I nie tylko zatruje Twój umysł, ale również rękę, nogę, wątrobę, serce ... Mówię tak, ponieważ psychologicznie, nigdy nie mówisz, że serce to JA, tylko że serce (wątrobę, rękę, nogę ...) MASZ (posiadasz). Te wszystkie fragmenty Twojego ciała żyją niezależnie, choć korzystają z tych samych płuc, krwiobiegu, czy mózgu. Ty tak naprawdę niewiele możesz, gdy Twoja ręka zaboli. Możesz jedynie jej ból uśmierzyć, a ona i tak może - zamiast Twojej woli - wybrać wolę raka.

Otóż myśl jest materialna i rzeczywiście waży. Gdy myśli Ciebie "dołują", w kierunku grawitacji - wyrzuć je, bo są trujące. Lepiej zaśmiej się nich, jeśli tak bardzo zakochana(-y) jesteś w sobie. I nie wyobrażasz sobie (nie pojmujesz), grawitacyjnej równości świata wobec wszystkich.

Ja pokochałem prawdę o grawitacji i jej wpleciony w każdą chwilę naszego życia wpływ. Gdy jestem w depresji - tulę się do niej całym bezwolnym ciałem - bo tak jak kiedyś napisałem - ona kocha bezwarunkowo, w odróżnieniu od ludzkiej miłości, przyjaźni, która kocha pod warunkiem, że ... spełnimy oczekiwania drugiej strony.

I nie straszne jest wtedy wielokrotne umieranie i odradzanie się ... w miłości.

piątek, 1 sierpnia 2014

Stracone złudzenia

Zacząłem od motta, które jest tytułem Honoriusza Balzaka powieści.

Bo według moich głupich rozmyślań ... (nie szukaj we mnie próżności, bo ją zabijam, nie szukaj we mnie uznania bo je depczę, nie kochaj żebraka, który miską myśli urojonych prosi o wybaczenie - jestem bo jestem - cokolwiek to znaczy).

Ale do rzeczy:

Przez każdy punkt, można przeprowadzić nieskończenie wiele prostych. I każda prosta ma wymiar o jeden większy od punktu, bo jest zbiorem ich nieskończonej liczby (iloczyn prostych jest punktem).


Przez każdą linię prostą przechodzi nieskończenie wiele płaszczyzn. I każda płaszczyzna ma wymiar o jeden większy od prostej, bo jest zbiorem nieskończonej ich liczby (iloczyn płaszczyzn jest prostą).


Przez każdą bryłę (kształt) przechodzi nieskończenie wiele przestrzeni. I każda przestrzeń ma wymiar o jeden większy od kształtu bryły, bo jest zbiorem nieskończonej ich liczby (iloczyn przestrzeni jest kształtem).


Ostatnie sformułowanie wskazuje, czym jest czwarty wymiar - jego obraz przestrzenny - 3-wymiarowy, jest naszym postrzegalnym światem. To, że widzimy kształty wynika z rzutowania czwartego wymiaru. Różnorodność przyrodnicza wynika z rzutowania - poprzez promienie światła - wymiaru o jeden większego od tego, który jest możliwy do poznania przez nasz wzrok.

Czyli, to co widzimy, nie jest prawdziwym obrazem świata. Skądinąd wiemy, że każde ożywione stworzenie widzi świat inaczej. I w tej obserwacji jest odpowiedź, dlaczego tak trudno nam ten świat zewnętrzny zrozumieć.

Są w nas hormony i enzymy i wiele innych biologicznych struktur, które swoje działanie opierają na kształcie dopasowania. I to, co widzą nasze zmysły - nawet jeśli poprzez mikroskop elektronowy - ma tylko charakter pasowania jednego kształtu do drugiego ...

Więc, jeśli nasz świat postrzegany wyznacza rzutowanie czwartego wymiaru dającego obraz kształtu każdego obiektu ... to wszystko co widzimy jest tylko iluzją (buddyzm).

... I dobrze napisał I.C., że zmieniając warunki zewnętrzne (tło grawitacyjne), można zmienić nasze postrzeganie Wszechświata.