sobota, 19 lipca 2014

Umysł grawitacyjny

Grawitacyjny umysł, widzi same sprzeczności. Dobro i zło, miłość i nienawiść, ujemny elektron i dodatni proton ... Grawitacyjny umysł, nie potrafi postrzegać świata inaczej. Wszystko co postrzega, jest zestawieniem przeciwieństw: czarnemu towarzyszy białe, dobremu złe, stronie lewej - strona prawa. Tak jak yin połączone i jednocześnie odrębne od yang.

Zatem dwoisty sposób postrzegania przez nas świata, wynika z ciągłego przeciwstawiania się grawitacji.


Eksperyment myślowy trwa nadal

Eksperyment myślowy, ciągle trwa w mojej głowie.

Przyjrzyjmy się sytuacji zewnętrznej. Od naszych narodzin, trwa swoista walka z grawitacją - przeciwstawianie się przyciąganiu. Gdy podnosimy rękę, gdy podnosimy nogę krocząc po Ziemi, gdy pochylamy się by się następnie wyprostować, gdy siadamy, lub leżymy by ... powstać - w każdym momencie działamy na przekór jej siłom.

A teraz spójrzmy na nasze wnętrze. Gdy oddychamy, powiększamy płuca, by następnie uwolnić z nich powietrze. Serce tłoczy w górę krew, na przekór przyciąganiu. Każdy organ wewnętrzny pobiera składniki materii, po to by mieć określoną masę istnienia - własną przeciwstawną ziemskiej grawitacji. Można powiedzieć, że Ziemia przyciąga te organy, ale równie dobrze - że te organy przyciągają Ziemię.

A co z ludzkim myśleniem? Skoro natura człowieka polega na wiecznym przeciwstawianiu się grawitacji, więc również powinniśmy zaobserwować tego efekty w ludzkich myślach. I tak jest w istocie! Każdy dialog polega na wyrażaniu odmiennej opinii, przeciwstawnym (często) argumentowaniu! Są oczywiście komentarze zgodne z autorem tekstu, ale dowodzą one jedynie tego, że ktoś poddaje się grawitacji zewnętrznej. Nie może jednak tego robić w nieskończoność, bo tak jak kometa Ison, ulegnie spaleniu (rozbiciu) przez obiekt o silniejszym przyciąganiu. Każdy nawet najbardziej sprzyjający autor komentarza, musi kiedyś "odlecieć" na bezpieczną odległość - jak kometa.

W jaki sposób ludzki umysł próbuje kontrolować grawitację? Sposoby tego znajdujemy w praktykach mnichów dalekiego Wschodu - jedynym sposobem "walki" z grawitacją, jest wydłużanie efektów jej działania w nieskończoność. Jogina, spowalnia oddech i bicie serca. Ćwiczący tai chi wydłuża każdy ruch ciałem. Ćwiczący karate, wyzwala energię grawitacji w jednym celnym uderzeniu. Jeśli wydłużymy czas każdego ruchu w nieskończoność, grawitacja ulegnie rozproszeniu.

A co robi człowiek tzw. Zachodu? Wdaje się w niekończące się dyskusje, które w swej istocie polegają na zaprzeczaniu lub uzupełnianiu każdego zdania. Innymi słowy "rozrywa" grawitację na uzupełniające się części. I nie ma innej możliwości. Człowiek zachowuje się tak, nie dlatego, że tak chce, tylko dlatego, że taka jest właściwość grawitacji.

Cały świat naukowy, badający działanie mózgu koncentruje się na oddziaływaniach elektromagnetycznych, zupełnie pomijając i nie dostrzegając roli, jaką pełni w naszym myśleniu grawitacja. Dostrzegli jej znaczenie wielcy mnisi buddyjscy. Bo przecież, Budda, po nocy spędzonej pod drzewem życia, doznał objawienia i na przyczynę wszystkiego wskazał ... Ziemię.

Eksperyment myślowy trwa nadal.

czwartek, 10 lipca 2014

Efekty językowe


- Czy jest to efekt "geograficzny"? To znaczy, położenie geograficzne - klimat, przyroda - wpływa na mentalność ludzi w tym obszarze żyjących?
- Nie widzę związku.
- To może historyczny, powiązany również z położeniem - wpływu naszych sąsiadów na kształtowanie naszej świadomości - np. poprzez kolejne rozbiory kraju?
- No ... może ...
- No to na czym polega różnica mentalność takiego np. Niemca (kurcze, ale dali popalić Brazylii!) od mentalności Polaka? Niemcy dwa razy rozpoczynali wojnę i dwa razy doznali porażki, a mimo to są postrzegani jako naród dokładny i konsekwentny w porządkowaniu spraw gospodarczych, socjalnych i politycznych?
- Nie, bo przecież w każdym narodzie są problemy nierozwiązane.
- No to może, jest to sprawa języka! Język kształtuje naszą świadomość - jak to stwierdził Wittgenstein - też Niemiec.
- Chwileczkę, chwileczkę, twoja sugestia prowadzi do koncepcji eugeniki - czyli predysponowanej wyższości inteligencji jednego człowieka nad drugim, jednego narodu nad innymi ... czyli podstawy niemieckiego rasizmu w okresie rządów Hitlera ..
- Posłuchaj: język polski ma w sobie zakodowane niezdecydowanie. Jeśli stwierdzisz, że kogoś lubisz, to natychmiast powstaje w umyśle uprzedzenie: czy na pewno ten ktoś jest tego warty i co gorsze - czy stwierdzenie tego faktu samo w sobie, nie jest z założenia fałszywe. Jeżeli piszesz tekst, to miota się on pomiędzy skrajnościami dobrego i niedobrego - ale nie po to by je rozróżnić, tylko po to by pogłębić niepewność i obie skrajności pomieszać?
Język powinien być bardziej konsekwentny, w tym znaczeniu, że w momencie gdy coś stwierdza nie mataczy rzeczywistości, tylko się nad nią pochyla i zamierzenia myśli (dobrej lub złej) jak plewy od ziarna, konsekwentnie rozdziela. Czyli może jednak położenie geograficzne?
- Nie widzę związku.
- To dlaczego tak jest? Kto zna odpowiedź?

Zwykli jak trawa


Przyroda "ustawiła" dążenie do bycia lepszym, w postaci wiecznie toczonej walki: doskonal siebie po to by w zagęszczonym świecie różnorodnych ambicji wygrać swoje i zaistnieć indywidualnie.

Z drugiej strony ta potrzeba konkurowania jest immanentna - trwa wiecznie - bo nigdy nie ma takiego etapu życia, o którym moglibyśmy powiedzieć, że jesteśmy z tego życia w pełni zadowoleni. Zawsze chcemy i chcemy więcej.

Ten nieuchronny, nieodwołalny zew życia, jest niezależny od rodzaju podejmowanej decyzji.

Jeżeli już nie chcemy środków materialnych, to chcemy coś dla ducha. Jeżeli spełniamy się duchowo, to chcemy, by inni również o tym wiedzieli. A gdy spotykamy się z jakimś oporem wewnętrznym lub zewnętrznym - próbujemy przełamać go i iść do przodu, jak najdalej, jak najwięcej ... aż do śmierci.

Zachowujemy się tak jak zwykła trawa: kiedy skoszona próbuje na nowo odrosnąć, Jeśli zdeptana - próbuje wyprostować swoje źdźbła ku Słońcu. I każde z tych źdźbeł chce tak samo, choć każde jest inne - każde indywidualnie, przyrodniczo - przepełnione jest ambicją życia.

* * *

Taką miłość - nie wymuszoną, swobodną, często dziecięcą - ma każda najmniejsza roślinka i robaczek i ... cała przyroda, która znajduje się poza umysłem człowieka. W zasadzie, żeby ją odczuwać, powinniśmy rosnąć, właśnie jak te roślinki: w sposób nie wymuszony, swobodny, nie oczekujący nic poza radosnym rozwojem, dojrzewaniem i konieczną śmiercią - by zrobić miejsce dla innych roślinek. Mózg człowieka wprowadza do tego naturalnego rozwoju wahanie - bo mózg człowieka, jest też jak roślinka, która dzieli świat na to co lepsze i to co gorsze. A kiedy mamy lepsze, chcemy jeszcze lepsze, bo nasz mózg ciągle niewzruszenie dzieli, bo ciągle chce jak roślinka - rozwijać się i dzielić. A ponieważ nie może już więcej rozwinąć korony wewnętrznego drzewa, bo kształt głowy ma ograniczony - przekazuje energię tego dzielenia organom wewnętrznym, a także swoim rękom, nogom, dłoniom i stopom, żeby mogły coś dalej rozwijać - coś dalej robić.

Idę zaraz na spacer, chociaż za oknem widać ciężkie deszczowe chmury.

pozdrawiam

Mirek

Szeptanie ...


Posłuchaj mnie Słoneczko kochane, zanim mnie przeklniesz i odrzucisz:
religie chrześcijańskie i muzułmańskie każą wierzyć w liniowość wiary: tzn. jeśli jest coś początkiem to musi być również koniec - który nazywa się Bogiem. Liniowość ta, ma takie uzmysłowione wyobrażenie, że po przyczynie następuje skutek: czyli liniowość jest atrybutem tych wiar istnienia takim, że zawsze to co wymyślamy, czy jak postępujemy musi wynikać z działania wyimaginowanego Boga. Tymczasem, według hinduistycznych wyobrażeń czas - i związane z nim wydarzeni - toczą się kołem. Więc to co było wczoraj jest powtórzeniem tego co będzie jutro, a to co jutro jest reminiscencją tego co było kiedyś. Obrót Ziemi związany jest z grawitacją, ale jednocześnie ta grawitacja wskazuje na periodyczność, czyli powtarzalność zachowań.

Kocham Ciebie za to, że prowokujesz moje JA aż do upadłości ważania - Kocham Ciebie, tak jak budda kocha zwiewną ... buddę, która jest i nie jest .. perwersyjnym wyobrażeniem.

* * *

No tak, człowiek nie może przestać chcieć. Wystarczy, że zachoruje, skaleczy się, i już widać jego immanentne chcenie - walkę o przywrócenie zdrowia. Niektóre rzeczy-sprawy chcemy świadomie, niektóre - takie jak oddech, czy bicie serca - nieświadomie. Nieważne więc, jak bardzo, czy jak mało - bo zawsze coś chcemy.

Wczoraj, spacerując z Kajratem po skoszonych trawach, rozległych boisk Bradley, doznałem takiego zrozumienia, że nieważne, jak bardzo tę trawę skosimy, ona zawsze ponownie odrośnie. Zrozumiałem, że trawa chce żyć, tak jak żyć chce każda roślina, zwierzę i człowiek.

A kiedy siedziałem na powalonym konarze w gęstym lesie, zrozumiałem dlaczego każda gałąź rośnie inaczej. Każda chce Słońca i każda zmaga się z grawitacją. Ale najważniejsze, że każda z nich chce rosnąć i nawet jeśli zbliża się do wieku upadku, to wciąż wypuszcza, małe gałązki chcenia, zakończone listkami.

I każdy z nas jest taką gałązką, która chce zaistnieć - tak jak każdy głos zabrany na Eioba. I przepychają się te gałązki w walce o blask uznania konkurując o pochlebstwo światła i jednocześnie uginają się pod naporem tego co wiedzą grawitacyjnie w dół upadku i zapomnienia. Bo czas biegnie nieubłaganie i nasza kora rogowacieje i zdrewnia się nasze wnętrze coraz bardziej i bardziej ... aż pochyleni pod naporem wiedzy o życiu upadamy na Ziemię z trzaskiem.

Tak niewiele trzeba, żeby to zrozumieć i tak dobrze jest, gdy niewiele chcemy od życia zaznając spokoju pod gniazdem przeznaczenia w którym mieszka szpak.

* * *

... potrzebujemy tego, bo boimy się śmierci. I ten strach, przed śmiercią i każdą porażką jest w nas czymś naturalnym, czymś oczywistym. Zawsze bronimy coś co nazywamy własna wartością- czy chcemy czy nie. Więc zawsze - nieodwołalnie działając w ten sposób, ściągamy na siebie nieszczęścia. I wiesz, na tym polega nasza nieświadomość świadomości - nie widzimy tego, że przegrywanie jest potrzebne po to by się egzaltować szczęściem, które po nim następuje.

Zadam Tobie pytanie (koan): Dlaczego chcesz być szczęśliwa? Czy dlatego, żeby być wbrew temu - na tle - że wszyscy inni są mniej szczęśliwi? Czym jest to szczęście bycia wyjątkowym: brak wzdęć, gazów, brak kołatania serca, czy ładna sukienka na Tobie. Co Ty tak naprawdę chcesz, co jest poza Twoją medialną nagonką bycia idealnym? Chcesz przekroczyć ułomne możliwości ciała, które jakaś dziwaczna, nie wiadomo skąd świadomość nosi?

Okazałaś się spłodzonym ciałem. Wyrosłaś, zgodnie z wibracja grawitacji, która wciąż łomocze Twoim sercem. Ponieważ grawitacja ma zawsze jakiś środek, w tej kupie kształtnej estetycznie lub nie masie (ile ważysz?), powstała świadomość. I ta świadomość, która nigdy nie ma jednego środka, błądzi pomiędzy nimi, by znaleźć odpowiedź usprawiedliwiającą swoje istnienie.

Kobieta pracująca z serialu "Czterdziestolatek" ujęła to dobitnie: choroba (czyli cierpienie) jest stanem naturalnym, a stan zdrowia jest tylko stanem przejściowym pomiędzy jednym a następnym stanem chorobowym: ciała, umysłu ...

Narąbany jak worek


Ja, narąbany jak worek, powiem teraz tak: nigdy słowa, które wypowiadasz, nie są tym samym co znaczenie, co w potocznym języku przyjmuje formę znaczenia ... słowa znaczenie przenoszą, ale od znaczenia są czymś odrębnym ... To przecież zestawianie słów, tworzy znaczenie, a nie ich leksykalne znaczenie słowa, każdego z osobna.

Więc malujesz słowami atrakcyjne obrazy ... które mają tonikę, subdominantę i dominantę po to by na tonice - czyli obłaskawiającym wszystkich doznaniu dobra - muzykę malowania słowami zakończyć. Dlatego pochwały są jak komety, które dają kopa iluzorycznego znaczenia, że Twoje prymitywne, tonalnie kręcone kawałki, są prawdą o życiu ...

A słyszałeś kiedyś dodekafonię Shoenberga, czyli muzykę pozbawioną toniki przesłodzonej akceptacji? A słuchałeś Antona Weberna utwory wokalne? One chcą uciec od tego sweetenera życia, które za wszelką cenę nawet z braku cukru, chemią sztuczności życie chce bronić. Chemia prostych związków ta-ta-ta, tu-ti-tu, jest fałszywa. Tak jak słodkie mleko cieszy, bo oślepia jaźń, po to by po następne słodzone mleko sięgnąć - narkotyk. Otumaniony wizją przyrody, popadasz w otchłań nieistnienia. Ten sam efekt można uzyskać np. po pozacu.

Jesteś tak pijany przyrodą, bo nie potrafisz rozróżnić cierpienia kwiata, od cierpienia człowieka, który to cierpienie rozważa. Czyli wiecznie na haju ... nieprawdziwości.

Sami jesteśmy ...


Sami jesteśmy w istocie. Bo nikt nie jest w stanie zastąpić grawitacji ciała które wytwarzamy. A wytwarzamy ją niezależnie od przepełnionej myślami świadomości - czy chcemy czy nie. Ponieważ siła grawitacji jest wiążąca - co intuicyjnie odczuwamy - więc zawsze istnieje dylemat: być z nią w zgodzie lub nie. Można sobie wyobrazić, elektromagnetycznego bufona, który bardziej ufa słowom powstającym w mózgu niż grawitacyjnej intuicji.

* * *

Jesteś cudowna, gdy widzisz żebraka, który odbija się w Tobie jak tło złoczyńcy, i tego bogacza słów, którego jądra chwytasz w śmiertelnym ucisku. Nie bój się przegrywać, by zobaczyć tchórzostwo i słabość tych, którzy szabelką machają ... żeby machać słowem ... ze strachu.

O moralności


Odnośnie koncepcji „imperatywu moralnego” ... jak można wytłumaczyć istnienie tej zakotwiczonej moralności? Czy nie powinna ona mieć swoje źródło w fizycznie wytłumaczalnym doświadczeniu, które jest podstawą naukowego dochodzenia prawdy?

Zatem czyż, wszelkie spekulacje metafizyczne, które są igraszką objawień myśli: kuszących przejrzystością następstwa przyczyna-skutek - nie powinny być najpierw poddane badaniu fizyczności pochodzenia związku: podmiot, orzeczenie, dopełnienie?

Wiemy, że coś wyrażamy i tworzymy z tego malownicze koncepcje. Ale, czy nie należy najpierw zapytać, dlaczego ich forma jest taka - jaka jest?

Myślę, że większość filozofii, które człowiek wymyśla, polega na spekulacji ... języka. A główny problem nierozwiązywalności różnych dociekań, wynika z niezrozumienia pochodzenia struktury języka, którym filozof się posługuje.

Jeśli pochodzenie języka ma czysto fizyczną naturę - co próbuję udowodnić łącząc jego istnienie z grawitacją - to rozbudowana myśl filozofa, jest tylko skutkiem a nie przyczyną dociekań.

Powstaje pytanie: czy Ziemia przemierzając Kosmos w odwiecznym obrocie wokół Słońca, przemieszcza się względem nieruchomej przestrzeni? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca (co można zobaczyć na filmikach youtube) - to również nasze mózgi przemieszczają się względem tej nieruchomej przestrzeni. Więc ... czy nasze pofałdowania kory mózgowej nie są poddawane wciąż zmieniającemu się strumieniowi nicości?

... jest źródło, które wypływa spośród listowia. I wiemy na pewno, że popłynie tam, gdzie jest największa grawitacja. Trudno matematycznie ten rozpływ wody opisać, ze względu na bardzo zróżnicowane ukształtowanie terenu. Podobnie; bardzo zróżnicowane pofałdowanie kory mózgowej każdego człowieka, w inny sposób odbiera strumień przestrzeni. Elektromagnetyzm to tylko narzędzie pozwalające wzmocnić impuls fali przestrzeni i przekształcić je w słowa.

Więc również twierdzenie, że moralność w człowieku jest wkomponowana, nie jest prawdziwe. Ponieważ moralność - tą boską - w każdym momencie wkomponowuje w nas przestrzeń ...

Lot wokół Słoneczka


Kochane Słoneczko. Właśnie przelatywałem eliptycznie wokół Twojego pięknego ciała znaczeń i chciałem Ci coś powiedzieć, zanim znowu zniknę w bezdennej nicości przestrzeni.

Otóż geotropizm roślin - czyli wzrost roślin zgodnie z kierunkiem grawitacji - jest tym samym zjawiskiem, które odpowiedzialne jest za dążenie organizmów żywych do przyjęcia postawy pionowej. Człowiek nie przyjął tej postawy - tak jak to widzi darwinizm - w wyniku procesów dostosowawczych, ale dlatego, że ukierunkowanie wzdłuż linii sił pola grawitacyjnego daje roślinom i człowiekowi najlepszy dostęp do energii słonecznej. Energii, która dzieje się wzdłuż grawitacji.

Nasz mózg przypomina trochę strukturę kalafiora, który tworzy pęki wykwitów skierowanych ku Słońcu, Księżycowi, planet i gwiazd. Nie dzieje się to bez przyczyny - potrzebujemy energii dla naszego wzrostu, rozwoju ... innymi słowy - po to by się stawać lepszym - wykorzystujemy nie tylko elektromagnetyzm ale i grawitację.

Człowiek jest organizmem rurowym - tzn. ma otwór przyjmujący pokarm i otwór (-y) pokarm wydalający. Budowę rurową mają wszystkie organizmy żywe w tym świecie. Ewolucja, dla lepszego pozyskiwania pokarmu wytworzyła elementy zmysłu wzroku, węchu, dotyku, słuchu i smaku. W istocie to wygląda tak, że na jednym z zakończeń rury trawienia, powstały dodatkowe sensory zmysłowe, by łatwiej ten pokarm pozyskiwać.

... i tak jak rój liści drzewa, który czerpie energię Słońca, tak jak rój ptaków i ławica ryb czerpie energię z tego samego źródła - grawitacji. W tym znaczeniu, człowiek nie potrafi być inny niż przyroda, więc to co czerpie z grawitacji, przyjmuje postać myśli.

Kocham Ciebie Słoneczko i odlatuję ... w nicość.
Do następnego spotkania ... za pół wieku, pół roku, miesiąca, dnia ... lub pół sekundy.

* * *

- Kurcze, zawsze coś jest nie tak. Planujesz coś sobie, zakładasz, że będzie dobrze, masz dobre chęci, a czasami-często wszystko dzieje się nie tak, jakby przeciw tobie, i dla niektórych po jakimś czasie stajesz się wrogiem ...
- Bo życie to gra ... teatralna. To taka sztuka, w której każdy gra inną rolę. A każdy z aktorów, chce swoją rolę odegrać jak najlepiej ...
- Nie rozumiem. Co ma czyjeś niepowodzenie wspólnego ze sztuką?
- Człowiek od urodzenia uczy się różnych zasad, które wyznaczają ramy gry jaką potem w życiu odgrywa. Co więcej - żaden z nas nie może przestać grać - czy to człowieka rozsądnego, sprawiedliwego, czy nieszczęśliwego, potępionego ... Zależnie od naszej woli-niewoli, możemy jedynie zamienić jedną rolę na drugą ...
- No, ale przecież są ludzie mądrzy, którzy starają się nam, swoją wiedzą i doświadczeniem doradzić, pomóc ...
- W zasadzie nie jest to możliwe. Ba - karkołomne! Bo - jak ktoś grający pewną rolę, może wytłumaczyć komuś grającemu rolę inną, że rola przez niego grana jest lepsza lub gorsza? Przecież w zakresie umiejętności grania, wszyscy aktorzy sceny życia są sobie równi!
- To co? Autorytety są niepotrzebne?
- Autorytety są jak dobrzy aktorzy, którzy mogą nas nauczyć, jak grać, by stać się dla społeczeństwa wiarygodnym - czyli działającym w zgodzie ze scenariuszem społecznych umów. Ale ... wiesz co - najlepiej czujemy się gdy oglądamy czyjeś życie jak w filmie, teatrze ... więc ... jeśli chcesz być "szczęśliwym", zamień się w widza oglądającego teatr własnego życia. Czyli nabierz dystansu do siebie i ... nie bój się wewnętrznego zachwytu, jeśli dobrze zagrasz żal, smutek, rozpacz, tęsknotę ... czasami z oglądania tej tragedii wychodzi niezła komedia.
- No chyba żartujesz sobie!
- Ha, ha mój drogi aktorze ... grasz rolę - oportunisty! A ja gram rolę mędrca.
Powiem ci coś ... Nigdy, w żadnym momencie życia, nie istniało twoje JA - bo wszystko czego się nauczyłeś, w domu, szkole, pracy ... życiu - nie jest twoje, tylko pochodzi od innych! Nawet twoje geny, nie są twoje. Ciebie, jako JA, po prostu nie ma - jest tylko zbitka wyuczonych słów, które te JA próbują określić. Lub inaczej - jesteś aktorem odgrywającym rolę według scenariusz, który napisał ktoś inny ... a ten inny, to cały świat poza tobą ...
- Kurcze przestań! ... znowu czuję się tak, jakbyś mnie pouczał. Nie lubię tego!
- Ok, sorry! Za bardzo wczułem się w rolę mędrca ...

* * *

- Hm ... całkiem przyjemnie tutaj ...
- No, w kawiarence u Vivi, jest OK. Można pogadać bez zobowiązań, posmucić sobie i pośmiać się, tylko - oprócz kawy, jest tu tylko piwo ...
- He, he ... wiesz co ... ale ja mam flaszkę pod stołem! ...
- No to dawaj po jednym! Za zdrowie!
- Na Vivi-wat!!!

* * *

Dziękuję vivi ... to taka zażyłość grawitacyjna. Na tyle, na ile mogę pomóc Tobie, na tyle pomagam również sobie. I ta zażyłość bliska jest miłości czystej - pozbawionej porządliwości, zazdrości i przesadnie ckliwego romantyzmu.
Jest bo jest. I jest powszechna jak grawitacja - czyli możliwa do odkrycia pomiędzy dwojgiem każdych ludzi - niezależnie od płci i koloru skóry.

Istotne jest również to, że nie jest ona ani piękna, ani brzydka, ani dobra, ani zła i tylko prawdziwa ... Tak długo, jak długo dobro i zło istnieją razem, i kocham przeplata się z nienawidzę - jest niewyczerpanym źródłem czystej radości istnienia.

I żeby w tym wszystkim się nie pogubić, trzeba przyjąć jedną zdrową zasadę:
dzień bez porażki, to dzień stracony. Bo tylko wtedy, kiedy nam coś doskwiera potrafimy ujrzeć prawdziwe piękno miłości.

Więc, nie szukam tych, którzy mi schlebiają, a raczej ich unikam. Szukam tych, którzy widzą świat inaczej, i często cierpią zadając ból sobie i innym. Bo ten odrzucony, jest niewyczerpanym źródłem, zrozumienia siebie i całego świata.

Niech chcę być mentorem narzucającym własny punkt widzenia, ale tak to czuję i tak to widzę: dzień bez porażki, to dzień stracony - dla tych, którzy chcą ujrzeć piękno Wszechświata.


Mentor i vivi


... myślę, że każdy z nas mimowolnie staje się mentorem, gdy tylko uwierzy w jakąś prawdę. A ta prawda niesie go i oślepia jak Słońce Ikara. Więc uniesieni radością "wiedzy", zapominamy, że jest to "wiedza" tylko nasza, tylko nam właściwa, a jej narzucanie wszem i wobec - sprawia innym ból niedowierzania.


Dlaczego tak się dzieje? Przecież intencje nasze są czyste i wypływają z wewnętrznej radości tworzenia i odkrywania nowego oblicza świata, które przecież inni powinni zaakceptować i również przyjąć z radością. Tymczasem jest często odwrotnie - nasza radość spotyka się z niezrozumieniem, odrzuceniem, wrogością lub co najwyżej pobłażliwym przytaknięciem głową.

Jest takie prawo fizyki, które nie ma wyjaśnienia skąd pochodzi: prawo bezwładności. Gdy samochód gwałtownie (odkrywczo) rusza, bezwładność ta wciska nas w siedzenie, a gdy równie gwałtownie (odkrywczo) hamuje, nasze ciało nie zważa na to i nadal mknie do przodu.

Podobnie jest z naszymi myślami. To co nowe dla nas natrafia na naszą wewnętrzną bezwładność, która jest sumą wszystkich dotychczasowych doświadczeń.

Jeżeli rodzice, szkoła, media tłoczą w nas przez lata przekonanie o potrzebie doskonalenia umiejętności i nie marnowania życia, to w momencie pojawienia się innej prawdy innej refleksji - nie potrafimy się nad nią pochylić i przy niej zatrzymać.

Zaiste, dopiero zderzenie się z nie spodziewanym, nie oczekiwanym, i upadek, daje nam szansę na weryfikację tego co o życiu wiemy ... upadek, daje nam szansę narodzić się od nowa: wszystkiemu zaprzeczyć, odrzucić wtłaczane nam od dzieciństwa stereotypy myślenia - zagłuszające to, co w każdym z nas indywidualnie siedzi - w imię obiegowego pojęcia sukcesu, którego wyznacznikiem są pieniądze i władza - a które, nie dają odpowiedzi kim naprawdę jesteśmy.

A może, do szczęścia wcale nie jest nam potrzebna doskonałość, która wciąż wylewa się z ekranów życia. A może, powinniśmy odrzucić ten uśmiech hipokryzji, która zasłania pustkę wnętrza.

A może właśnie ta pustka, jest naszym przeznaczeniem ...

PS. Widzisz, ja widzę to tak - z czym wcale nie musisz się zgadzać. Ostatnio stosuję technikę "komentowania obszernego", ponieważ jedyną szansą poznania prawdy nie jest przeżywanie jej w samotności ale dzielenie się jej okruchami z inną osobą - o zbliżonej wrażliwości. Bowiem prawda, jak grawitacja - wymaga istnienia przynajmniej dwóch ciał.

* * *

No zobacz, z tego naszego grawitacyjnego oddziaływania, pojawiła się "genialna" myśl! Oddziaływanie jest równorzędne jeśli obiekty (podmioty) mają podobną masę - w tym wypadku "masę" słów! Jak sama zaznaczasz, nie lubisz, odpowiedzi zdawkowych, krótkich. A nawet jeśli już są, to Twoja reakcja również przybiera tą samą "małą masę" - odpowiedzi krótkich!

I taki jest mechanizm komentowania. Rozległy artykuł wymaga komentowania równoważnego w "masie" (słów), wtedy siła grawitacji oddziałuje na te masy słów z podobną siłą - dającą szansę wzajemnego zrozumienia. W przypadku krótkich, zdawkowych komentarzy, chwilowa grawitacja, przemyka jak kometa, nie pozostawiając na działaniu dużego obiektu (podmiotu) żadnego śladu.

Czasami jest tak, że bezwładność naszego myślenia, w wyniku zapamiętania się, jest tak bardzo przeciwna każdej zmianie - tzn. opinii niezgodnej z naszą - że każda szansa porozumienia zostaje odrzucona. A czasami bywa tak, że zatrzymujemy się i zagłębiamy w refleksji nad sensem naszego istnienia aby stać się słońcem przyciągającym każdą masę - tą samą miarą miłości.

Prawdę tą odkryli ... Hindusi.

Rzygający na ławce samotności


Siedziałem i rzygałem ... całą swoją wnętrznością
Jakaś starsza para przechodziła obok i kiwała głową z politowaniem

Więc, wytarłem rękawem obślizgłość wnętrzności

Chcesz mnie zapytać jak się teraz czuję ...
Mam kaca niezrozumienia
O co tobie chodzi ... ?

TAO i polityka


Ci podsłuchiwani, żyją w stresie władzy i pieniędzy, tak samo jak w stresie ich braku żyje ubogi. Spełnia się zatem stare porzekadło, że pieniądze i (władza) szczęścia nie dają. Zatem czemu ich dobijać, za coś co jest naszą codzienną przywarą?

Czego oczekujemy od polityków? Poprawności językowej na wynos, która bierze się z hipokryzji dyplomacji? Iluż to polityków, uśmiecha się kurtuazyjnie i jowialnie, po to by potem, "po cichu" wbić przeciwnikom nóż w plecy? Po cichu ...

Iluż z tych przywódców, demokratycznych, "szlachetnych" rządów, popełniło zbrodnię "przeoczenia" faktów które demokracji zaprzeczają?

Nie łudźmy się: prawo TAO mówi, że w każdym momencie gdy mówisz dobrze powstają słowa temu dobru przeciwne. Nie można bowiem stworzyć pojęcia dobra, bez jednoczesnego uruchomienia pojęcia zła. I vice versa.

I na tym polega demokracja: obiecuje dobro, nie wiedząc, że powołuje w ten sposób tyle samo zła, z którym - odwiecznie walczy i wygrać nie może, ponieważ reguła TAO - czyli jedności dobra i zła - jest bezwzgledna.

Rozmowy z vivi


To takie sentymentalne ... widać ślady postmodernizmu: kiedyś byłoby " ... tam gdzie droga się kończy", a teraz kończy się chodnik. No i z tego chodnika, bierze się "cementowe" przesłanie ...

... alegoria przeistaczania się z niefrasobliwego, otwartego na świat dziecka w człowieka dorosłego, który oddziela bezpowrotnie, to co w świecie spontaniczne i beztroskie, od tego co oczekiwane, rozumowe, wynikające z "edukacji" życia.

Jesteśmy jednością, dopóki nie nauczymy się dostrzegać różnic. Gdy tylko zaobserwujemy pierwszą, świat nasz ulega podziałowi, na to co jest JA i to co JA - nie jest. Tak powstaje dychotomia, nie uspokojonego wciąż istnienia, które pragnąc coraz więcej, przestaje dostrzegać jedność z całym Wszechświatem.

No i z tym drzewem, które miłość oferuje od listka, aż do zbutwiałego pnia - miłość, której nie rozumiemy, bo nauczyliśmy się myśleć, według reguł społecznie oczekiwanych. Dziecko nie myśli, więc jest jednością z drzewem i całym Wszechświatem. A reszta ... to co pomyślane - od tej jedności, od tego szczęścia - nas rozdziela, coraz dalej i dalej ...

O felgach


Czuję się tak, jak ta zużyta felga, która nie jest w stanie kołować kołem. Czy można mnie jeszcze uratować, wyprostować, oczyścić i pomalować? Długo służyłem życiu, tocząc się po bezdrożach, wierząc, że felga mojego życia wytrzyma wszystkie trudy. Teraz czuję się zużyty i popękany ... więc już nie zakładajcie na mnie kolejnego koła - ograniczeń toczących się donikąd. Chyba, że kierowca każe inaczej ...

O pięknie


Prawdziwe piękno jest wtedy, gdy istnieje brzydota, do której piękno można odnieść. Piękno jako takie nie istnieje, jeśli nie istnieje przeciwstawna mu brzydota. Mówimy, że coś jest piękne, jeśli zawiera w sobie symetrię, pewne odbicie lustrzane, które na każdą cząstkę "tak", odpowiada istnieniem cząstki "nie". Jeśli dobrze przyjrzyjmy się temu schematowi, zauważymy, że odpowiada ono sytuacji gdy myśli przeciwne - permanentnie "zamiatające" nasz umysł (elektromagnetyczne), równoważą się, sprawiając wrażenie zrównoważonego umysłu.

A gdybyśmy odrzucili, ten wymóg symetryczności (myślami) umysłu, na rzecz świadomości centralnej grawitacyjnej - z pozoru jednostronnej - która istnieje dzięki równoważącej ją świadomości grawitacyjnej obiektów zewnętrznych? Czyż wobec naturalności jej istnienia, wszelkie myśli szukające symetrii nie są tylko ułudą?

Świat kwantowy jest wymysłem człowieka, który badając obiekty coraz mniejsze (mikroskopowe) dochodzi do granicy, w której zaczyna rozróżniać już tylko dwie przeciwstawne wartości myśli własnej - przyjmującej postać pojęć "plus" i "minus". Oczywiście w tym dociekaniu - którego wzorce tkwią głęboko świecie makro - dostrzega również stany obojętne jak np. "neutron". Wszystko zatem, co zapożycza ze świata makro służy wyjaśnianiu świata mikro.

I czyni to człowiek również z pojęciem piękna. Piękny jest bowiem liść drzewa, strumyk, tęcza ... I to pojęcia makro piękna próbuje przymierzyć do opisu świata mikro, w którym nic nie jest naturalne.

Bardziej przypomina więc to, roztkliwianie się artystyczne (duchowe) nad malowidłem, które zawsze jest tylko wyłącznie interpretacją artysty, a które - mimo najbardziej subtelnych ustawień lustra symetrii - jest tylko i zawsze - jedynie malowidłem.