sobota, 21 czerwca 2014

Z cyklu rozmowy z Kajratem: wir

http://www.youtube.com/watch?v=UoCxMhRL98E

sobota, 14 czerwca 2014

Dialogi z Eine

Jestem zwolennikiem poglądu, że świadomość, jak również każde inne psychiczne zjawisko dziejące się mózgu jest efektem praw fizycznych, które człowiek (sam) odkrywa.

Innymi słowy świadomość musi mieć naturę sił, które obserwujemy w przyrodzie, ponieważ nie ma powodu, by Przyroda "wymyślała" inne siły niż te, którymi dysponuje - specjalnie dla procesu myślenia i istnienia świadomości (brzytwa Okhama).

Do wyboru mamy dwie siły:
1. siła elektromagnetyczna, związana z przebiegiem impulsów elektrycznych w korze mózgowej, która jest podstawą generowania naszych myśli;
2. siła grawitacji - której środek znajduje się w "centrum" mózgu, i która jest źródłem świadomości naszych myśli - lub w skrócie świadomości.

Zauważmy, że świadomość, jest ustawiona centralnie wobec myśli dziejących się na korze, tak samo jak środek koła wobec jego obwodu.

Świadomość człowieka, ta centralna (czyli pozbawiona myśli), jest - zgodnie z prawem grawitacji - związana z całym Wszechświatem.

Kiedy Budda po całonocnym rozmyślaniu zobaczył na niebie gwiazdę poranną, zrozumiał, że tak jak on widzi gwiazdę, tak samo gwiazda widzi jego. Zrozumiał zatem wzajemność istnienia obiektów materialnych, która prowadzi do odrzucenia podziału świata na object-subject, i postrzegania go jako jedność.

Człowiek dokonuje pomiarów świata zewnętrznego, właśnie poprzez rozdzielenie roli obserwatora od obiektu obserwowanego. Tworzy w ten sposób dualny obraz świata: JA i to co jest do JA zewnętrzne. Przy czym, dokonuje tego, poprzez proces redukowania obserwacji do pojęć pozornie podstawowych, jak np. energia. (Co to jest energia? Definicja wymaga istnienia przynajmniej kilku innych pojęć podstawowych).

Ciekawym wnioskiem z istnienia siły grawitacji i jej wpływu na rozwój człowieka, jest teoria mówiąca o tym, że człowiek przyjął postawę pionową, właśnie ze względu na kierunek jej działania (!). Żadne zwierzę nie przyjęło tej postawy, chociaż "blisko" tej postawy są goryle. Dlatego nawet jeśli istnieją zwierzęta o większym mózgu, np. takie jak słoń, to ich mózgi nie mają tej mocy co mózg człowieka. Zrównanie linii sił pola grawitacyjnego z ułożeniem pionowym rdzenia kręgowego, umożliwiło transmisję bezpośrednią tej siły do centrum mózgu. Słuszne (moja myśl) wydaje się zatem twierdzenie, że świadomość, pochodzi od grawitacji.

Problem człowieka polega na tym, że świadome myślenie skojarzył ze swoją odrębnością od świata, ze swoim JA - więc podzielił ten świat na rzeczywistość subiektywną i obiektywną (redukcjonizm). Tymczasem grawitacja, mówi nam coś zupełnie innego: cały świat jest połączony we wzajemnym oddziaływaniu. Cały świat jest jednością (holizm).

To tylko fizyka

No to, uronię rąbka tajemnicy ...

To wszystko, to tylko fizyka! (chociaż niektórzy uważają, że raczej chemia ... uczuć).
Bo ... świadomość, jak również każde inne psychiczne zjawisko dziejące się mózgu jest efektem praw fizycznych, które człowiek (sam) odkrywa.

Innymi słowy, świadomość musi mieć naturę sił, które obserwujemy w przyrodzie, ponieważ nie ma powodu, by Przyroda ( = Bóg) "wymyślała" inne siły niż te, którymi dysponuje. Nie istnieje zatem, żadna specjalna siła wyjaśniająca proces myślenia i istnienia świadomości (brzytwa Okhama).

W umyśle człowieka działają dwie siły:
1. siła elektromagnetyczna, związana z przebiegiem impulsów elektrycznych w korze mózgowej, która jest podstawą generowania naszych myśli;
2. siła grawitacji - której środek znajduje się w "centrum" mózgu, i która jest źródłem świadomości naszych myśli - lub w skrócie świadomości;

Zauważmy, że świadomość, jest ustawiona centralnie wobec myśli dziejących się na korze, tak samo jak środek koła wobec jego obwodu.

Świadomość człowieka, ta centralna, jest - zgodnie z prawem grawitacji - związana z całym Wszechświatem.

Kiedy Budda po całonocnym rozmyślaniu zobaczył na niebie gwiazdę poranną, zrozumiał, że gdy obserwuje gwiazdę, to gwiazda w tym momencie również "obserwuje" jego. Pojął zatem istotę Wszechświata polegającą na wzajemności istnienia obiektów materialnych. W efekcie, odrzucił podział świata na obiektywny i subiektywny i zaczął postrzegać świat jako całość - jedność.

Człowiek dokonuje obserwacji świata zewnętrznego, właśnie poprzez rozdzielenie roli obserwatora od obiektu obserwowanego. Tworzy w ten sposób jego DUALNY obraz: wewnętrzne JA i zewnętrzne nie-JA. Przy czym, dokonuje tego, poprzez proces redukowania obserwacji do pojęć pozornie podstawowych, jak np. energia. (Co to jest energia? Definicja wymaga istnienia przynajmniej kilku innych pojęć podstawowych).

Zatem główny problem człowieka, polega na ciągłym dzieleniu rzeczywistości ...
- na myśli rozpaczające z powodu zdarzeń z przeszłości lub przyszłości
- rozpamiętujące złudzenia, które mamią nas ślepą uliczką: co by było, gdyby ...
- obłędne rozważania poszukujące tej jednej prawdy, która nas ukoi, a której nie ma i ... której być nie może.
- użalające się nad sobą zmory, przywołujące ciągły ból istnienia ...

Nikt z nas nie jest w stanie tych myśli pozbyć się natychmiast.
One są jak trucizna, którą trzeba zobaczyć wewnętrznie, świadomie - i wtedy można ją unicestwić. Trzeba "stanąć" w środku naszej świadomości (środek umysłu), który łączy nas z całym Wszechświatem i który jest źródłem wiecznej miłości i pozwolić, by zatrute myśli, odpłynęły jak niechciane fale. Bowiem, gdy nie trzymamy się ich kurczowo, to co nas gnębi - odpływa samoistnie.

Siła, ta centralna, grawitacyjna, wprowadza w nas spokój i jest maleńkim źródełkiem, z którego stopniowo sączy się morze miłości .... morze słów pogodnych, akceptujących wszystko i wszystkich, promieniujące jasnością rozumienia każdego człowieka i przede wszystkim - akceptacji i rozumienia samego siebie ...

No to idę po piwo ...
Całuski!

W oparach buddyzmu

Nadzieja jest zakotwiczona w przyszłości. Jej zwycięstwa i porażki są bagażem tkwiącym w przeszłości. W tym rozdarciu między przyszłością i przeszłością, zapominamy o tu i teraz.

Wszystkie wizje zdarzeń przyszłych i przeszłych są fikcjami, które miotają naszym umysłem. Aby oderwać się od nich, trzeba - w momencie kiedy się pojawiają - skupić uwagę na czymś innym i bardziej rzeczywistym.

Yogini proponują oddech. Gdy nadchodzi myśl depresyjna, świadomość kierujemy na oddech ... i liczymy:
raz - wdech, raz - wydech
raz, dwa - wdech, raz dwa - wydech
raz, dwa, trzy - wdech, raz, dwa, trzy - wydech
...

... i tak aż do pięciu, a potem z powrotem do jeden. (W technice tej chodzi stopniowe wydłużanie wdechu i wydechu, a więc jego spowolnienie - bo przecież nam się nigdzie nie spieszy!).

Yogini proponują stosować również taką wizualizację kierunkową: wdychamy "wzdłuż kręgosłupa" - od najniższego punktu do tzw. trzeciego oka, (środek między okiem lewym i prawym). Gdy wydychamy kierunek jest odwrotny.

W ten sposób wyzbywamy się nadziei, która rzeczywiście może nas zabić i zaczynamy odczuwać to co jest nam najbliższe - nasz związek z całym Wszechświatem. Ćwiczenie oddechu prowadzi do odkrycia w nas potencjału miłości, promieniującej od wnętrza (świadomości) do każdej istoty na Ziemi (umieranie za życia, o którym pisałem w poprzednim komentarzu, prowadzi właśnie do odkrycia tej omnipotentnej miłości - wszelka myśl jest bowiem przemijającą fikcją, która zaśmieca umysł, i nie pozwala nam dojrzeć tkwiącego w nas głęboko jej źródła).

No to idę na spacer ... pooddychać.

* * *

Słoneczko kochane, jestem chamski, bo świat jest odbiciem lustrzanym tego kim jestem. I nie potrafię tego zwalczyć w sobie. Ale, życie, jest właśnie takim wewnętrznym kołataniem serca pomiędzy złem i dobrem, pomiędzy plusem i minusem. I trzeba to zobaczyć i trzeba to zrozumieć, że inaczej być nie może.

Ale ...
Kiedy przytulam Ciebie, tak naprawdę przytulam, otulam siebie - ciepłem miłości.
A kiedy charczę ze złości - tak naprawdę charczę na siebie, ciebie raniąc - przy okazji.
Więc kiedy, jedynym ratunkiem jest wycofać się do środka, który nie zna ani dobrego ani złego - czuję się złym i dobrym jednocześnie z Tobą.

Kocham Twoje smutki, i kocham łzy radości, które słone spijam ustami. Jestem tylko ciałem, takim samym jak Twoje, cierpiącym z rozdarcia istnienia. Tymczasem, to tylko ciało, które kiedyś umrze, ale to co je wypełnia - świadomość - zostanie na zawsze.

Jak to się dzieje ... Człowiek podzielił świat na JA i nie JA. Podzielił ten świat myślami - na to co dobre i to co złe. A przecież, ten podział jest sztuczny, bo świadomość, która jest w środku nas, mówi co innego ... bez słów.

Gdy ujrzysz wschód słońca, zrozumiesz jedność, której słowa są niepotrzebne.
I ta jedność jest zawsze w Tobie. Jej nie trzeba się uczyć jak słów. Ona przemawia swoim istnieniem, swoim widokiem, dotykiem, zapachem i dźwiękiem. Ona jest w Tobie tym samym czym Ty jesteś z nią - w jedności!

Przemyślenia dla Tereni

@Remter: Fizyka to nie tylko fizyczność. Jeśli mówimy, że ciało masowe ma środek grawitacji, to ten środek masowy nie jest - jest raczej jakimś punktem geometrycznym istniejącym w przestrzeni. A to już jest kwestia naszej wyobraźni a nie materii jako takiej.

Nie mniej prawa oparte na geometrycznej koncepcji punktu, funkcjonują, dając poprawne wyniki.
Jednak to jeszcze nie koniec problemu z podziałem na to co fizyczne i to co nie fizyczne. Wszystkie obserwacje fizyków i wywiedzione przez nich prawa, są efektem świadomości istnienia, której pochodzenia i natury, nauka nie potrafi zdefiniować. To tak jakby to, co nieokreślalne (świadomość), określało to co realne (rzeczywistość). Innymi słowy, wszystkie prawa, które wymyśla człowiek - i co ma materialne pochodzenie - istnieje tylko w świadomości, której materialnie nie ma.

Ten niezwykły paradoks, wynika ze sztucznego podziału dokonanego (odczuwanego) przez człowieka, na obiekt obserwowany i obserwatora, który świadomie tej obserwacji dokonuje. Paradoks znika, gdy przestaniemy świat dzielić i przyjmiemy, że obiekt obserwowany i obserwator to jedność, to ta sama materialność i ta sama świadomość. Czyli wtedy, gdy uznamy, że świadomość jest czymś nie związanym indywidualnie z każdym z nas z osobna, ale jest wspólna dla wszystkich obiektów materialnych i dla wszystkich obiektów jest taka sama (warunek ten spełnia grawitacja).

Czyż nie jest tak w istocie? Twoja świadomość - jako zjawisko fizyczne (?!) - jest taka sama jakościowo jak moja. Niczym się nasze świadomości nie różnią, choć dzieją się w różnych przestrzeniach słów (nabytych). Dlatego, dla zrozumienia istoty świata, słowa nie mają zasadniczego znaczenia, a istotna jest jedynie wspólna łącząca nas świadomość, która ma kierunek i zwrot grawitacji. Grawitacja zawsze przyciąga, a wieczne przyciąganie to wieczne miłowanie. Nie potrzeba słów, żeby to zrozumieć, wystarczy być tego świadomym.

Nie jesteśmy kroplą wody zamkniętą w oceanie, ale oceanem zamkniętym w kropli wody (Deepak Chopra). To nie jest tak, że każdy z nas ma indywidualną świadomość - to jest tak, że wszyscy jesteśmy zanurzeni w tej samej świadomości: świadomości miłości. Słowa tylko tę naturalną miłość zniekształcają i przekręcają.

(grawitacja na jednostkę masy, jest taka sama dla obserwatora i zależy jedynie od jego masy).

* * *

Ta wzajemna zależność w odbiorze i przekazie tego co wiemy o życiu, jest zgodna - z prawami fizyki. Mówi o tym np. prawo grawitacji, w którym przyciąganie jednego ciała jest równe co do wartości przyciąganiu ciała drugiego. Co ciekawe, to wzajemne oddziaływanie, każdych dwóch ciał, ma postać iloczynu - czyli jest wyrazem "jednoczesności" relacji, a nie ich zwykłą sumą.

Aby więc stwierdzić coś prawdziwego o świecie, potrzebny jest kontakt z osoba drugą - z odbiorcą i jednocześnie stymulatorem wzajemnym - własnych i cudzych przekonań. Natura skonstruowała to w ten sposób, że wszystkie bodźce które z niej odbieramy, odczuwamy logarytmicznie (wzrok, słuch, zapach, smak, dotyk). Szósty zmysł, czyli nasze myśli - odbieramy również w ten sposób: jednoczesność istnienia, wyrażona iloczynem (mas) w prawie grawitacji, przekształcana jest w mózgu, w ich logarytm, czyli staje się sumą. W efekcie, powstają kolejne myśli, tworzące ciąg wypowiedzi, polegający na dodawaniu słów (myśli) następnych.

Współistnienie ludzi (iloczyn) jest warunkiem koniecznym do powstawania ich myśli (suma). Zatem, w relacji nauczyciela z uczniem, oboje są jednocześnie odbiorcą i przekazicielem myśli, które modyfikują ich wiedzę wzajemnie. Jedna rzeka zasila drugą, ale ani ta większa ani ta mniejsza - po tym fakcie - nigdy nie są już takie same.

* * *

I o to chodzi Tereniu. Niezgodność poglądów wzmacnia a nie osłabia, jeśli jest się na tyle uważnym, by nie przeoczyć subtelnego znaczenia gry słów nam zgodnych i nam przeciwnych. Bowiem wszystko zależy od uzyskania wewnętrznej jedności z całym Wszechświatem. A ta jedność oznacza zaakceptowanie poglądów również przeciwnych niż nasze. Prawdziwa mądrość nie polega zatem na wypowiadaniu, banałów jedynie słusznych i prawdziwych według naszej miary, ale na akceptowaniu również tych z którymi nam niewygodnie żyć, gdy naszym przekonaniom i prawdom zaprzeczają.

I masz rację - nigdy nie zaznamy spokoju pewności, że stąpamy słuszną drogą, dopóki nie poznamy bólu kamieni, które ranią nasze stopy. Więc trzeba polubić to cierpienie i paradoksalnie ... cieszyć się, że istnieje! Bo tylko w ten sposób dostępna jest nam jedność z Bogiem.

Czytałem przypowieść o człowieku, który cierpiał, bo rak niszczył jego ciało, ale on wytrwale trwał w walce przeciwko tym, którzy próbowali litować się nad jego losem. Więc pewnego razu powiedział zatroskanym: odstąpcie mnie - pokochałem cierpienie, które mnie zabija, bo dzięki niemu poznałem kim jestem, i wiedza ta czyni mnie mocniejszym i szczęśliwszym niż w przeszłym życiu.

Wystarczy bowiem jedno ziarnko piasku na plaży by poznać całą istotę życia.

Przemyślenia dla vivi91

No właśnie ... Zakrawarski ma rację! Każdy związek niesie ze sobą więcej odpowiedzialności niż przyjemności - która po okresie fascynacji - zaczyna dusić jak brak tlenu. Prawdziwie wolny i szczęśliwy jest człowiek samotny, który rozdaje smutek i radość każdemu, bez konieczności przynależenia do związku, który zawsze w jakiś sposób tę wolność ogranicza.

To, że jesteś tutaj i teraz, wyrażając siebie, w postaci prawdziwych do bólu opisów doświadczeń - to jest właśnie to, co jest w Tobie najcenniejsze.

Bo ... Twoja umiejętność odkrywania prawdy o życiu i ujmowania je "poetyckim" słowem, uniemożliwia Tobie stworzenie trwałego związku. Jesteś obdarzona wrażliwością widzenia świata w ten sposób, że każdy jego przejaw, nawet mający znamiona trwałej miłości - prędzej czy później - zostanie przez Ciebie przejaskrawiony i odrzucony. Nie ma takiej drugiej osoby jak Ty, więc nigdy nie odnajdziesz w drugiej osobie tego samego poziomu odczuwania świata. Ktoś, kto chciałby Ciebie kochać, jednocześnie musiałby również Ciebie nienawidzić - być i nie być z Tobą - zgadzać się i nie zgadzać. Odkrywać coś wspaniałego jak miłość, a potem - jej zaprzeczać. Jesteś więc, w tym życiu skazana na siebie ... i ewentualnie paroletnią przygodę, która dostarczy Tobie nowych obserwacji i doświadczeń, by potem ... przelać je na papier.

Jest wielu ludzi, takich jak Ty, którzy nigdy nie pogodzą się ze światem w którym żyją. Więc w tym sensie, nie jesteś sama.

Jedyne, co można w tej sytuacji zrobić, to zdać sobie sprawę, że tak jest i pogodzić się z samym sobą i ... czerpać z tego szczęście i zadowolenie, np. w formie twórczości, która niesie innym ... ukojenie.

* * *

Rajskiego ptaka bezgranicznej wiary w dobro świata "pokryłaś" - dosłownie i w przenośni - Aniołem zrozumienia tego, że świat tylko dobry nie istnieje. Twój Anioł to symbol pogodzenia się z faktem istnieniem świata w którym dobro i zło jest powiązane. Więc nie ma sensu walczyć tylko o dobro - bo zło mu zawsze towarzyszy. I nie ma sensu walczyć tylko ze złem, bo w jakimś sensie dobro z niego wynika.

To takie paradoksalne yin i yang, gdy na pewnym etapie życia zdajemy sobie sprawę, że musimy zaakceptować dwoistość każdego działania, każdej myśli, każdej niewypowiedzianej intencji, które zawsze kogoś nam zjednują i jednocześnie kogoś od nas oddalają.

Przykład:
Kocham moich synów, ale nie mogę wiecznie zamartwiać się, czy uda im się w życiu, wyjść na prostą. Miłość ojcowska wiąże, ale czasami te wiązanie pęta skrzydła wolności. Kiedyś ptak musi odlecieć z gniazda, i przeżyć swoje wzloty i upadki. Musimy pogodzić się z każdą możliwością. I nawet wtedy, gdy popełni najcięższą "zbrodnię", nie pozwolić by cierpiał w samotności.

Nie istnieje prawda doskonała i jedyna. Można jedynie stwierdzić, że takiej prawdy nie ma, albo zatopić umysł w idealizacji Boga i tego, co być może jest prawdą - ale dopiero po śmierci.

Zatem, powinniśmy zaakceptować cierpienie, zło doczesne - bo, dzięki niemu potrafimy doceniać dobro i radości tego świata.

* * *

Widzisz ... to jest tak ...

Twój niepokój i zatroskanie, nie wynika z istniejącego merytorycznie problemu. Czy ten, czy inny, zawsze musi zaistnieć, bo szukasz nie dlatego, żeby znaleźć, ale znajdujesz dlatego, żeby wypełniać odwieczną wewnętrzną potrzebę szukania.

Pomyśl, skąd biorą się struktury gramatyczne, które wysławiasz? Skąd człowiek wie, że w następstwie podmiotu, musi wystąpić orzeczenie rozwinięte (uzupełnione) dopełnieniem? Gramatyka ma podobną strukturę we wszystkich językach świata - podmiot, orzeczenie i dopełnienie są połączone - tylko czasami w różny sposób.

Dlaczego cały świat, językiem wyraża myśli, oparte na podobnych strukturach gramatycznych ... w których zawsze występuje opis materii (podmiot), dziania się (orzeczenie) i efekt działania materii w czasie (dopełnienie)?

Gdybyś mogła zajrzeć głęboko w siebie, poza skalę Plancka, ujrzałabyś, że czas (dzianie się), podmiot (materia) i dopełnienie (opis) - są splątane w ten sposób, że nie można odróżnić co jest czym: dzianie się jest materią i jej opisem, materia jest dzianiem się i opisem, a opis jest jednocześnie materią i czasem.

Gdy energetycznie wydobywasz te splątane struktury do poziomu myśli i języka, bezwiednie uzyskujesz ich rozdzielnie na znane ci formy gramatyczne.

Einstein zobaczył wyraźny związek czasu, materii i przestrzeni w skali gwiazd. Ale my, kreowanie tego związku przeżywamy i odkrywamy w każdym codziennym zdaniu. To z odchłani nicości niepoznawalnej skali Plancka, wyłaniają się nasze myśli.
Musimy je wytwarzać, bo przecież utrzymujemy energetycznie stałą temperaturę, ciała doskonale czarnego, jakim jest nasz mózg.

I z tej nicości powstają myśli, uformowane gramatycznie - więc nie ma możliwości, żebyś wyraziła (powiedziała) coś, co jest niezgodne z gramatyczną strukturą - jeśli chcesz mówić sensownie. To gramatyka, określa formę Twojej wypowiedzi. A treść, jest rzeczą wtórną, bo zależną od formy wypowiedzi, która ją ogranicza.

Zatem, lubimy pisać o tym co czujemy, a czujemy to, co z energetycznej potrzeby mózgu, wytwarza gramatyczne związki - w ramach których ważniejsze jest by treść miała odpowiedni rytm wypowiedzi, niż tylko sens w ogóle. Bo przecież w świecie współczesnym, nie liczy się co mówisz ... tylko jak mówisz. Nieprawdaż?

* * *

"A to wszystko od czasu, gdy człowiek uwierzył w moc swojej kory mózgowej i nauczył się myśleć. Uwierzył w nadrzędność, elektromagnetycznych impulsów przebiegających mózgu zwoje, i zaczął cenić - wszystko co elektromagnetyczne: błyszczący metal ostróg i blask metalowych kul, wystrzeliwanych z metalowej broni.

Człowiek zapomniał o grawitacji, która jest poza elektromagnetyzmem myśli, a która tkwi w każdym z nas, w centrum uwagi i zrozumienia - bez słów. Jest ona wyrazem jedności z całym Kosmosem i nie potrzebuje blichtru, błyszczących zabawek elektromagnetyzmu tworzonych w szaleńczym pędzie "przyczyna - skutek" - dla jak największego zysku.

Pokochaj tę ciszę wyłączenia się z natłoku nienasyconych myśli, które nasz umysł wciąż nawiedzają, i poczuj grawitację całego Wszechświata, która jak miłość - zawsze przyciąga. I jak miłość - nigdy nas nie opuści."

Przekaz Manitu

* * *

Indianie - to lud pierwotny, w których dominował animizm - czyli przekonanie, że duszę ma każdy obiekt ożywiony lub nie, czyli również zwierzęta, drzewa, kamienie. Przy czym, współczesna antropologia, odrzuca, że była to jedynie forma wiary, ale (ontologicznie) jako sposób tłumaczący istnienie świata*

Jeżeli zastąpimy słowo-pojęcie "duch" pojęciem "grawitacja", to takie rozumienie świata wydaje się uzasadnione. Wszystkie obiekty materialne przyciągają się nawzajem. Jest to powszechne dążenie jednych istot do drugich i każdej istoty ożywionej do każdej "istoty" nieożywionej nawzajem. Ludy pierwotne częściej posługiwały się w komunikowaniu grawitacją (odczuciem intuicyjnym) niż elektromagnetyzmem (poprzez słowa).

Przy okazji: lingwiści doszli do wniosku, że każdy język - nawet prymitywnych Indian - wykazuje duży stopień złożoności, co stoi w sprzeczności z ewolucyjną ideą powstawania i rozwoju języka. To tak, jak by stwierdzić, że język pojawił się na Ziemi - nagle **

* http://pl.wikipedia.org/wiki/Animizm
** http://potop-exodus.w.interia.pl/babel/lingwisci.html

* * *

@vivi91: To moje doświadczenie ...

Człowiek zajmuje się ustalaniem różnych "faktów" i "prawd". Zwolennicy "prawd" różnych - niekoniecznie przeciwnych - walczą na argumenty: słowne, demonstracyjne, zbrojne ... Ustalanie "prawd" dzieje się na każdym poziomie: międzynarodowym, narodowym, grup społecznych, rodzin a także na poziomie osobistym.

Po której stronie się opowiadasz?
Zauważ, że po którejkolwiek stronie staniesz - nawet wewnętrznie - zawsze będziesz stroną w jakimś sporze, w jakiejś niezgodności poglądów na świat.

Załóżmy, że znalazłaś swoją "prawdę" w życiu, którą podążasz. Czy jest Ci z nią dobrze? Czy zawsze wiesz jak postępować? Czy nie natrafiasz na brak zrozumienia Twoich racji przez tych, którzy kroczą inną drogą "prawdy"? Czy bojąc się być odrzucona, nie kłaniasz się czasami w upokarzającym kompromisie? Albo staczasz "krwawe" boje udowadniania, racji swojej?

Zaprawdę powiadam Tobie, jedynie człowiek martwy wewnętrznie, może to zobaczyć. Odrzucając każdą stronę przestajesz istnieć. Ale ... nie znaczy to, że się zmienisz - nadal będziesz odczuwać myśli, nadal będziesz postępować tak, czy inaczej, bo człowieczeństwu, które wiecznie czegoś pragnie, nie da się zaprzeczyć.

Ten martwy człowiek jest w każdym z nas. Obserwuje świat i swoje działanie i doskonale wie, że to tylko taka ludzka gra. I nie robi nic. Tylko wie o tym ... czasami w duchu się uśmiecha z powodu komizmu, wiecznej ludzkiej szarpaniny, w której i on bierze udział.

Kiedy jesteś takim martwym nic, stajesz się człowiekiem wszystko. Stajesz się kosmosem i wiecznością. Teraz tu i nigdy.

Zatem, umierasz prawdziwie wtedy, gdy widzisz iluzoryczność każdej prawdy za którą podążasz. Śmierć ciała, to tylko zjawisko zmysłowe. Twoje prawdziwe "nic" czyli "wszystko", nigdy nie przestanie istnieć. A w tym wszystkim-nic jest miłość prawdziwa.

* * *

Zaufaj cierpieniu Słoneczko. Rodzimy się, żeby cierpieć ... a z cierpienia, powstaje miłość!

Przez całe życie jesteśmy bezbronni jak dziecko i niczym nie różnimy się wzajem. Po prostu każdy z nas musi odegrać swój dramat życia - lepiej lub gorzej.

Litość i współczucie, są jak stany znieczulenia, które chronią dziecka cierpienie w nas samych, a nie dziecko, które cierpi w istocie. Ileż łez wylanych, ile rozpaczliwych szlochów ... po to by pokazać sobie i światu, że jesteśmy ludźmi ... ale dziecku co z tego? Jedyne czego może się nauczyć to litości, a życie ... jeśli chce, to i tak tę litość - skosi.

A więc zadam Ci pytanie:
Czy potrafisz umrzeć za życia? Czy potrafisz żyć w cierpieniu? Bo jeśli tak - jesteś źródłem bezgranicznej miłości.

* * *

No to upraszczamy ...

Zobacz: jesteśmy ludźmi, a więc kochamy się, nienawidzimy, wspieramy i odrzucamy. I te zmienne stany, pojawiające się w umysłach, są dla nas nie do uniknięcia.

Ale: istnieje niezależny od tego świat, wolny od wszelkich machinacji myśli ludzkiej, w którym odczuwamy jedność z całym Wszechświatem. Aby móc tę jedność odczuwać - czyli odczuwać wszystko - musimy stanąć w środku naszych myśli, czyli punkcie nic. Ten środek znajduje się ... w środku naszego umysłu (mózgu).

Co więcej, nawet jeśli nasze fizyczne życie przemija, my jesteśmy, będziemy-byliśmy w tym punkcie zawsze - czyli zawsze będziemy wszystkim, całym Wszechświatem. I w tym jest źródło niewyobrażalnej miłości.

Stan w punkcie nic, czyli wtedy kiedy nas w świecie ludzkich myśli nie ma, to stan umierania za życia.

PS. Chyba za bardzo marudzę. Dziękuję, że masz siłę mnie słuchać. Pozdrawiam.


Przemyślenia - czerwiec 2014

Chyba pisałem tutaj o tym już kiedyś ...

Świat człowieka, ten "obejmowalny" rozumem i myśleniem przyczynowo-skutkowym jest ograniczony od dołu skalą Plancka. I stwierdza to jednoznacznie (świecka) nauka. Nie wiemy nic o tym, co ma wymiar poniżej tzw. skali Plancka (10 do potęgi - 35 metra). Mechanistyczny system przyczynowo-skutkowy ulega w tej skali zatraceniu. Logika przestaje działać.

W skali astronomicznej natomiast nauka (świecka), stwierdza, że prawie cała przestrzeń - oprócz 5% naszego realnego świata - wypełniona jest czymś, co do naszego świata nie należy i nazywa to czarną energią (czarna materią). Przy czym to "coś", nie jest tylko jakąś inną odmianą tego co znamy. To jest po prostu "nie z tego świata".

Zatem nauka, ta logicznie poukładana gra - żeby nie powiedzieć zabawa - w przyczynę i skutek - tak naprawdę ma niewiele do powiedzenia w sprawach nie/pod/nad naturalnych. Nasz świat to zaledwie ułamek niepoznawalnego Wszechświata. I w tym niewielkim ułamku, istnieje granica jego zgłębiania - astronomiczna i kwantowa.

Wszystkie nasze potoczne zapytania, co i dlaczego było przedtem i potem, są naszym swojskim ludzkim odniesieniem do faktów z praktycznego życia wziętych: przecież jak nie będę oddychał, to umrę, albo jak mu nie dam w "gębę", to kiep ze mnie.

Co widać i słychać na załączonym obrazku: ile misternie uplecionych parabol wnioskowania, ile inwektyw ironii, ileż chuci i rzyci by tylko udowodnić, że moje jest na wierzchu ... ale, czyż ja sam nie czynię tego samego? No tak - wszak żem tylko jest człowiekiem!

* * *

Cierpienie jest iluzją, tworzoną na potrzeby człowieka, przez człowieka. Iluzją człowieka jest świadomość istnienia.

Wyobraź sobie myśl prostolinijną z oczywistości. A potem wyobraź sobie, że ta myśl zakrzywia się jak soczewka, skupiając sens w jednym środku. Ten środek to świadomość istnienia tej myśli. Myśli proste tej świadomości nie mają.

Jak to się dzieje, że myśl się zakrzywia? Ano, zestawia się dwie sprzeczności, dwie wzajemnie wykluczające się możliwości, tak jak w życiu - w którym nic nie jest proste. Nasze zakrzywione wejrzenie w świat "soczewkuje" świadomością ... istnienia.

Dlatego Twoje: "Cierpienie i ból - prawda istnienia"

albo reakcja vivi: " czasem pragnę wieczności, czasem odwrotnie".

Na tym polega soczewkowanie myśli. I na tym polega tworzenie ich pozornego środka świadomości.

Ktoś kto papla oczywiste rzeczy (fakty) nie potrzebuje świadomości, tak samo jak potok słów nie potrzebuje zakotwiczenia.

Ale, gdy tylko przełączymy nasze umysły w stan obserwacji wewnętrznej, której ukrytym środkiem jest nasza świadomość, zaczynamy zakrzywiać to co oczywiste i tworzyć łuki zwątpienia.

... widzę świat od wewnątrz, widzę myśli prostolinijne, które załamują się pod ciężarem swej oczywistości ... i już wiem, że nic na tym świecie nie jest prawdą jedyną!

Do czego zmierzam:
Otóż, łącząc dwie sprzeczne myśli uzyskujemy ich pozorną ogniskową skupienia. W takich myślach z reguły element NIE, towarzyszy elementowi TAK. W takich myślach nic nie jest oczywiste, ale zapętlone. Te zapętlenie ma rytm poezji, która rezonuje z całym Wszechświatem ...

... i jest to tylko chwilowy przebłysk świadomości, który tworzą łuki naszych myśli, chociaż nas ... tak naprawdę ... nie ma i ... nie ma.

(kurcze, idę spać ... to już 10-te piwo);

* * *

Można - jak to określasz - sformatować. Wystarczy zajrzeć do środka naszego umysłu i skonstatować, że wszystkie myśli dzieją się po łuku umysłu (półkul mózgowych). Są jak zakłócenia, które powstają mimo woli, w wyniku ciągłego obrotu ciał niebieskich (indukcja grawitacyjna).

Ponieważ tworzą krzywiznę łuku, więc - jak każdy geometryczny łuk - muszą mieć środek. A ten środek wyznaczony przez myśli, to jest właśnie środek naszej świadomości. Więc jeśli "staniesz" w tym środku, zobaczysz fale myśli, przewalające się na powierzchni (kory mózgu). I po pewnym czasie przestaniesz obawiać się ich złej historii, tylko spokojnie będziesz je obserwować, z pozycji bezstronnej samej siebie, w kompletnej "ciszy" współistnienia z całym wszechświatem.

"Rysy" zdarzeń, są tylko na powierzchni kory mózgowej. Świadomość, która jest poza nimi - w środku - jest czysta. Dlatego vivi ma rację - istnieje tylko nasze wyobrażenie o starzeniu się, w odniesieniu materii zbudowanej ze słów. Świadomość wiecznej młodości, jest od tego myślenia - niezależna.

Nawet umierając, będziemy w tej świadomości - beztroskim dzieckiem.

* * *

Nie ma ataków niesprowokowanych, bo każdy temat jest swoistą prowokacją. Natomiast od osoby, która chce mienić się intelektualną wyrocznią, należało by oczekiwać czegoś więcej niż chamskiej odpowiedzi. W jaki sposób chcesz oddziaływać pozytywnie na społeczeństwo - kopiąc słabszych? Zniżając się - jak to określasz - do "prostaków" - sam stajesz się prostakiem! Młody człowiek, nie nauczy się od Ciebie niczego nowego, poza tym co znajdzie na ulicy. Jeśli "zjadłeś wszystkie rozumy", to spróbuj wejść w rolę drugiej strony, spróbuj nawiązać kontakt, a nie pysznić się tylko elokwencją, jak orderem nie wiadomo za co.

* * *

Niektórzy uciekają przed miłością przez całe życie. Boją się kolejnego zranienia, kolejnego rozczarowania ... I nie wiąże się to z brakiem zaufania do partnera, ale raczej ... zaufania do siebie.

Raz zraniona nadzieja, krwawi nie dlatego, że nikt nie chce pomóc, ale dlatego, że uruchamia ona niekończącą się obsesję rozdrapywania w sobie ran na nowo.

Nie potrafisz więc kochać już szczerze, lecz kochasz za podwójnym szkłem wewnętrznego obserwatora, który zabrania tobie być otwartym na miłość jak dziecko.

Dlatego ciągle uciekasz przed światem - choć tak naprawdę ciągle uciekasz przed sobą.

Miłość zawsze ciebie odnajdzie, uwodząc nadzieją radości, ciepła i zrozumienia. Ale, kiedy ją spotkasz, ogrania ciebie lęk, że to kolejny blef i że znowu ciebie oszuka, więc ją odrzucasz - na przekór sobie, na przekór rozsądkowi, na przekór nawet temu co czujesz w sercu.

Raz zraniona miłość, nie potrafi już kochać szczerze ... jak dziecko.