środa, 14 maja 2014

introwertyzm - ekstrawertyzm

Rozkład introwertyzm - ekstrawertyzm jest rozkładem normalnym, a więc poza skrajnymi przypadkami, nie istnieje idealny introwertyk ani ekstrawertyk, a każdy z nas jest raczej mieszaniną obu tych cech osobowych.

Introwertykami lub ekstrawertykami są częściej osoby o budowie astenicznej (leptosomatycy - czyli chudzi), lub piknicznej (z nadwagą), w odróżnieniu od osób o budowie atletycznej - o bardziej zrównoważonej osobowości. Tak więc uprawianie jakiegokolwiek sporu, równoważy naszą psychikę, natomiast nadmiar lub niedobór materii ciała, powoduje grawitacyjne zachwiania osobowości z przesadną tendencja uwagi skierowanej do wnętrza siebie - lub do świata zewnętrznego.

Ekstrawertyzm i introwertyzm związane są również z niesymetrycznym rozkładem białej i szarej materii mózgu*, powodując przesunięcie jego środka ciężkości, względem środka wynikającego z symetrii głowy (czaszki). U osób o budowie atletycznej oba środki pokrywają się, stąd występujące u nich zachowania zrównoważone.

Tak więc, ta niewielka aberracja środka ciężkości względem środka symetrii mózgu jest przyczyną aberracji myśli i zachowań (introwertyzm, ekstrawertyzm) - zresztą, jestem tego doskonałym przykładem.

Introwertycy (do których należę) - mają niejednorodne pogrubienia masy szarej i białej płata czołowego - ponieważ zbyt dużo w kółko myślą, natomiast u ekstrawertyków, anomalie te dotyczą płata ciemieniowego - ośrodka reakcji czuciowej (nie mylić z u-czuciem).

... no i teraz wyobraźmy sobie w jednej chałupie takiego introwertyka, pierdołę, który nie czuje nic poza myśleniem i ekstrawertyczkę, która nie widzi świata poza czuciem. To taka tykająca bomba, z tym, że ... podczas wybuchu, za drzwi wylatuje najpierw ten, który nie czuje nic ... (z autopsji wzięte).


* Forsman, Manzano, Karabanov, (2012). "Differences in regional brain volume related to the extraversion–introversion dimension - a voxel based morphometry study"

O logice

Posługiwanie się logiką, nie gwarantuje uzyskania prawdy o różnych przejawach życia człowieka. Logika bowiem nie niesie w sobie prawdy obiektywnej, lecz raczej subiektywną.

Jaka jest bowiem np. wartość logiki, która uzasadnia prowadzenie wojen? Czy np. działanie Putina można nazwać logicznym? A jeśli tak - to jak ma się ta logika do tej głoszonej przez obrońców Ukrainy? Który moment historyczny, należałoby odnieść do tzw. logicznego uzasadniania, przynależności narodowej Krymu?

Logika załamuje się w perspektywie historycznej. Co więcej - przyjmuje różne oblicza, w zależności od wiedzy i zapatrywania naukowca (polityka), który się nią posługuje.

Dotyczy to zresztą wszystkich dziedzin działalności człowieka - w tym nauki. Różnorodność teorii i poglądów - logicznie uzasadnianych - jest tak wielka, że prawdziwość dowolnej z nich, należałoby przyjąć na wiarę. Bo jeśli wszystkie teorie są logicznie uzasadnione - to znaczy, że żadna z nich nie może być do końca prawdziwa - a stąd wniosek, że większość z nich to półprawdy lub całkiem nieprawdy - a więc dokładnie to, co logika zarzuca wierze w zjawiska nadprzyrodzone.

No i istnieje jeszcze tzw. logika zdroworozsądkowa, ("na chłopski rozum") - ale ta ma tyle wspólnego z prawdą co wróżenie z fusów różnie zestawianych i często przypadkowo połączonych fragmentów informacji - do wyboru, do koloru.

Twój tekst jest właśnie przykładem, takiego "artystycznego" połączenia skojarzeń, budowanych po to, by uzyskać jakiś częściowy obraz prawdy. Jest to zatem rodzaj impresji, robiącej "dobre wrażenie" u tych, którzy lubią taki rodzaj "sztuki" odbierać; (tak jak sympatycy danego gatunku prozy, szukają książek które lubią - np. kryminałów, romansów, scince fiction itd.).

Każdy z nas bowiem posługuje się inną logiką wynikającą z różnego wykształcenia, doświadczenia itp. To co łączy różne poglądy zbudowane na logice, nie jest bardziej wartościujące, niż to co łączy różne nurty wiary ad hoc.


* * *

Witam praktyka, który wierzy, że prawda o człowieku wynika z tysiącletniej (jeśli nie milionowej) historii człowieka. Jednego tylko nie rozumiem - skoro ta prawda ma charakter ewolucyjny (Darwinizm), to dlaczego wciąż człowiek zabija człowieka. Dlaczego jest tak, że człowiek Oświecenia, który przegnał ciemnotę Średniowiecza, nadal jest taki zagubiony? Skoro życiem ludzkim kieruje bezwzględna logika ateizmu, dlaczego, o ten ateizm ciągle trzeba walczyć i go udowadniać (Dawkins)?

Co jest takiego w człowieku, co zmusza go do refleksji nad sensem życia, źródłem pochodzenia innym od pragmatyzmu logiki ... Czy nie nasuwa się zwątpienie w prawdziwość ateizmu, jako jedynej słusznej ścieżki interpretacji życia?

Jeśli wierzy Pan tak w ten nieodwołalnie słuszny praktycyzm, to dlaczego nie jest Pan w stanie zapanować nad swoim życiem, życiem bliskich, przyjaciół i nie przyjaciół? Po co komu Pana słowo rozsądku, skoro, życie - to praktyczne i niby potwierdzone przez tysiąclecia doświadczeń człowieka - i tak wybiera rozwiązania nie mające nic wspólnego z logiką ... ani logicznym ateizmem?

Postrzegam Pana ni mniej ni więcej jako głosiciela ideałów prawdy z ambony - takiej samej jaką w trakcie mszy posługuje się ksiądz. Tylko ten ksiądz głosi prawdy znane od tysiącleci, natomiast Pan jego prawdy próbuje przerabiać na własne kopyto. Nihil novi.

* * *

... no tak właśnie świat odbieram, co nie znaczy, że tak powinien odbierać świat każdy. Każdy odbiera świat inaczej. To jest tak, jak w tym przesłaniu o morzu: albo jesteśmy żeglarzem obserwującym morze z dystansu i komentującym nieustannie jego zachowanie, albo ... skaczemy do wody i toniemy w falach uczuć, poddając się rytmom przypływów i odpływów, rozbijających się o skały nieustannego niezaspokojenia.

Rozsądek uczy nas uważać. Przestrzega nas zasadami i nakazami. W końcu każdy z nas chce być piękny, zdrowy i niezależny, więc boi się ten świat konwenansów, w którym obcy mija obcego - opuścić. Trzyma się sztucznego życia pazurami pozorów, wyklepanych regułek i fałszywych uśmieszków.

Wiem, że strach tak skoczyć, w przepaść emocji - ale tylko w ten sposób, można uzyskać wolność od wszystkiego, a szczególnie - od sztucznego siebie. Bowiem prawdziwie jesteś wtedy, kiedy ciebie nie ma ...

Pozdrawiam i dziękuję za natchnienie.

* * *

Zaśmiecenie odpadkami komunalnymi, zatrucie wód odpadkami przemysłowymi, zatrucie powietrza, wzrost chorób cywilizacyjnych - w tym raka, eksperymenty genetyczne ingerujące w przyrodę - versus, wygodnie siedzący przed komputerem racjonalista, "puszczający bąki" o wyższości nauki nad wiarą w Boga, chociaż to właśnie wiara może uchronić nas przed ślepym pędem racjonalnego mózgu do niszczenia świata.

Wygoniłbym takich w te rejony Ziemi, gdzie ludzie najbardziej cierpią z powodu "osiągnięć" racjonalizmu i kazał sprzątać wszystko co chemicznie truje - często wierzącego w Boga - człowieka.

Dywagacje o Bogu

Twoja fascynacja podobna jest do fascynacji wierzących w Boga, którzy stwierdzają podobnie: to wiara czyni z nas człowieka, bo to on jako wybrany przez Boga ma sprawniejszy mózg od zwierząt.

W zasadzie wszystko sprowadza się do semantyki słów które używamy, gdy nasz świat objaśniamy. Badacz natury pochodzenia ludzkiego języka (ateista), trafia jednak na ograniczenia nie wytłumaczalne z punktu widzenia zdroworozsądkowej nauki. Jest taki język mlaskowy (clickowy) otoczony językami z rodziny Bantu w południowej Afryce, którego pochodzenie jest przedmiotem spekulacji. Są dziwaczne niewytłumaczalne zbieżności podobieństwa języka ludów zamieszkujących górzyste tereny Laosu i nizinne odległej wyspy Nowej Gwinei. Jest wiele zapożyczeń słów rodziny indoeuropejskiej w języku Japonii, które nie mają uzasadnienia historycznego migracji ludności.

Zastanawiające jest, dlaczego człowiek w większości języków posługuje się strukturą gramatyczną SVO (podmiot, orzeczenie, dopełnienie), czasami SOV i bardzo rzadko inna kombinacją elementów zdania.

Stwierdzasz, że wiesz mówisz (myślisz), bo Twoje struktury zdań wynikają z języka którym się posługujesz, a który ma narzucone formy gramatyczne - i stanowczo twierdzisz , że to co stwierdzasz jest prawdą. A tymczasem jesteś więźniem formy gramatycznej, której używasz. Twoje stwierdzenia, muszą pasować do struktury, którą poznałeś od Matki, w szkole i otoczenia. Ale ... gdyby zadać Twojemu mózgowe inne struktury gramatyczne (np. mlaskowe) - myślałbyś inaczej.

To co mnie wkurwia, to ślepa wiara w to co się mówi, nie zdając sobie sprawy, że sposób naszego mówienia (myślenia) wynika z narzuconej struktury języka , a nie z niezależnej logiki ludzkiego języka. Lingwiści opisują to w ten sposób: każdy język jest dynamicznym tworem umysłu, który ulega szybkiemu procesowi zmian, sięgającemu co najwyżej kilkudziesięciu lat. Języki pisane - których jest około 200 wśród około 6000 języków - zmieniają się wolniej, ponieważ języki pisane anarchizują i spowalniają, to co dzieje się dynamicznie z ludzką mową (i umysłem)

Reguły, zasady, itp. językowe, powodują, że umysł ludzki skłonny jest do wiary w prawa tekstem zapisane - ponieważ oprócz sensorycznego odbioru słuchem, są one potwierdzane wizualizacją tekstu. Ale jest to związanie pełne ułudy wiary, że to co się słyszy lub widzi jest prawdą - nawet w umyśle.

I taki adept racjonalizmu (ateista) wierzy w to co słyszy i widzi - tymczasem fizyka kwantowa udowadnia coś zupełnie innego. Otóż okazuje się (poprzez eksperymenty, a nie z wiary), że to w jaki sposób postrzegamy świat, zależy od nastawienia obserwatora. Jeśli aparatura, którą obsługuje człowiek, mierzy masowe elektrony, to są one masowe. Jeśli aparatura, mierzy fale materii (elektronu), to zawsze obserwator wyliczy-zobaczy fale.

Problemem zatem nie jest to, czy wierzysz, czy nie wierzysz. Problemem jest tolerancja jednych obserwatorów (np. materialnych) względem tych którzy widzą świat falowo. Innymi słowy: świat nie polega na udowadnianiu prawdy jednych wobec drugich, ale na zauważeniu przepięknej, cudownej konstatacji, że to co próbujemy zrozumieć - czasami poprzez walkę - jest jednym i tym samym sposobem widzenia świata, która ma awers i rewers, yang i ying.

Bóg nie kocha skrajności, bo przecież nie ma znaczenia, czy ktoś jest papieżem, czy najgorszym przestępcą - ważne jest by uwierzył w przeznaczenie, a wszystko będzie mu odpuszczone.

Głosiciele wolności

Głosiciele wolności życia, cedzą każde słowo, przez durszlak schematów, wynikających ze społeczno-cywilizacyjnych uwarunkowań. Ponieważ sąsiadka pierze w proszku Ariel to i ja go kupię. Ponieważ sąsiad ma super samochód to i ja chcę taki. Ponieważ nigdzie i nigdy nie mogę być gorszy/gorsza ... głoszę pochwałę cywilizacji ...

... słowa, w tym cywilizacyjnym ujęciu, są jak pieczęć prawdy - niezależnie od tego czy wypowiedzianej 2 tysiące lat temu czy teraz. Bo przecież klamki, drzwi, telewizory i sedesy były zawsze takie same. Czyżby?

Sposób myślenia człowieka piszącego Biblię był inny niż tego, który żyje w XXI wieku totalitarnej konsumpcji. Jeśli przepuścimy te słowa przez pralkę współczesnych znaczeń (koniecznie z dodatkiem Calgonu), to otrzymamy bezwartościową papkę, godną spłyconej mądrości supermarketu .. lub proszku do prania Ariel.

Biblii nie da się odczytywać słowo w słowo, zgodnie z wątpliwej wartości współczesną logiką, która proponuje zawsze najlepsze produkty, w zawsze najlepszej cenie. Człowiek współczesny wierzy tylko słowu i tylko słowu przypisuje sens istnienia.

Tymczasem może być tak, że słowo, to sprzed 2 tys. lat pełniło jedynie niedoskonałą formę wyrażania tego, co dotyczyło wnętrza człowieka i świata, który trudno jest w ogóle opisać w kategoriach ludzkiego zdroworozsądkowego myślenia.

Przykładowo: jeśli współcześnie pociągnę za spłuczkę, spłukam gówno w klozecie. I to determinuje dzisiaj ludzką logikę, która mechanistycznie zostaje rozszerzona na wszelkie inne ludzkie działanie i ... faktów interpretowanie.

Kiedyś te sprawy nie podlegały takiej logice. Większość czynności ludzkich (w tym fizjologicznych) podlegała regułom wierzeń i mistycznych odczuć. Wtedy człowiek bliższy był wierze w Boga, niż zaufaniu w "plastikowy" materiał, który zastępuje mistycyzm wiary - komfortem srania.

* * *

Jedyne co można zrobić interpretując fakty historyczne, to uogólnić je do głoszonego przez siebie światopoglądu. I to tylko w mierze prawdopodobieństwa, że ocena ta będzie słuszna - ale nie pewności. Żadna interpretacja faktów historycznych nie jest całkowita, a jedynie prawdopodobna. Innymi słowy, Twój determinizm rozbija się o niewiedzę, wszystkich czynników, które do danej sytuacji historycznej doprowadziły.

Dlatego wkurzają mnie oceny tzw. "ekspertów", którzy z pewnością przekraczającą 100%, wygłaszają poglądy i oceny tego, co się działo, dzieje i będzie się działo. Z punktu widzenia termodynamiki, nadają zjawiskom zbiorowym pojęcia uogólnione (np. ciśnienie), które pełni jedynie funkcję emblematu - szufladki - nie mającej nic wspólnego z tym co dzieje się w skali mikro miliarda miliardów zdarzeń często wzajemnie sprzecznych.

Twój determinizm zatem, jest jak przekonanie, że znając pewne wskaźniki zewnętrzne, można określić to, co dzieje się wewnątrz układów nieuporządkowanych podlegających teorii chaosu.

Przykład: jeśli wierzysz w determinizm, określ zakres i wielość czynników, które wpływają na zachowanie Twojego dziecka i na podstawie tego określ, w jaki sposób postąpi w sytuacji wymagającej dokonania wyboru. Choćbyś, znała milion czynników, nigdy nie przewidzisz co Twoje dziecko zrobi - jedyne co możesz zrobić, to uznać, że postąpi w ten czy inny sposób z pewnym prawdopodobieństwem.

Dlatego wypowiedź Twoja, jest jedną z miliarda miliardów, prawdopodobnych interpretacji, o której wiesz tylko tyle, na ile wierzysz szufladkom słów, które użyłaś, żeby obraz świata Twojego - sobie wytłumaczyć.

* * *

... mówisz tak, jakby prawda była czymś naturalnym, wpojonym w codzienne życie człowieka. Tymczasem jest to iluzja, wynikająca tylko z potrzeby wiary w istnienie prawdy.

Ateiści wierzą w praktyczny obraz prawdy. DNA jako dowód popełnionych przestępstw, dowodzi skutku a nie przyczyny ich powstania ... lub inaczej: prawda dla nich, ma charakter jedynie praktyczny nie wykraczający poza zbieg okoliczności, które do prawdy-faktu prowadzą. Całe życie wydaje się zatem jedynie zbiorem faktów, które należy jedynie odpowiednio połączyć, by jego prawdziwy obraz uzyskać. To taki mechanistyczny XVII-wieczny obraz świata Newtona, w którym ruch każdego obiektu we Wszechświecie podlega niezmiennym prawom fizycznym. Newton wierzył, że twórcą tych wiecznych praw jest Bóg. Ateiści wierzą, że - każdy z nich - jest takim bogiem prawdy ...

Uczucie miłości człowieka, nie należy do świata ateistów, poza granicą poznania składu chemicznego i roli hormonów, które nią kierują, ponieważ tylko na tyle miłość kojarzy im się z praktyczną prawdą. O tej idealnej, nie potrafią nic powiedzieć - paradoksalnie ... poza słowami.



Byty zmyślone

"Atomy i cząstki elementarne, to byty, które SĄ , czy byty ZMYŚLONE?"

Trzeba stwierdzić, że coś jest, aby to "coś" było. Tak samo jak trzeba spojrzeć, żeby coś zobaczyć, dotknąć, żeby coś poczuć, posmakować dla smaku, powąchać dla zapachu itd.

Innymi słowy, aby stwierdzić, że coś istnieje (jest), trzeba użyć "zmysłu" myślenia o tym. A więc, jeśli atomy i cząsteczki elementarne SĄ, to są ZMYŚLONE - w tym sensie, że aby były, nasz umysł musi je pomyśleć.

Można oczywiście wyobrazić sobie, że atomy i cząstki można dotknąć - i odczuć je zmysłem dotyku. Można wyobrazić sobie, że można je ujrzeć zmysłem wzroku lub usłyszeć zmysłem słuchu - jednakże to co odczuwamy zmysłami interpretowane jest przez umysł - a więc ponownie natrafiamy na proces myślenia, który jest efektem analizy i interpretacji bodźców odbieranych zmysłami.

Bardziej wiarygodna (?) wydaje mi się interpretacja, że świat odbierany przez człowieka, jest wynikiem jego współistnienia z rzeczywistością, w której jest zanurzony - więc to co dostrzega wynika jedynie z właściwości umysłu człowieka i całkowicie jest inne dla innych obserwatorów świata zwierząt, roślin i ... materii nieożywionej. Istnieją podobne odczucia zmysłowe - np. grawitację "odczuwa" każda materia (również ta nieożywiona), a pojęcie świadomości tego "odczuwania", jest identyczne z poza słownym i poza obrazowym odczuwaniem grawitacji przez każdą materię! W tym znaczeniu, świadomość ma również ... przydrożny kamień.

Zauważmy: stwierdzenie (słowne), że odczuwamy świadomość, jest tylko interpretacją zmysłu umysłu, taką samą jak interpretacja innych zmysłów człowieka - lub inaczej: stwierdzenie świadomości jest tylko aktem wtórnym wobec powszechności jej istnienia, jako zjawiska fizycznego (grawitacji).

Powyższa interpretacja, ma dużo wspólnego z interpretacją pomiaru w świecie kwantowym, w którym cząstka pojawia się dopiero wtedy, gdy dokonujemy pomiaru. Zatem - dopóki nie dokonujemy pomiaru czegoś, co żeśmy wcześniej wymyślili (matematycznie?) - to coś nie istnieje!

Wynika więc z tego, że człowiek zmysłem mózgu jedynie interpretuje wspólnotę bytów powiązanych z nim świadomością.

Te byty nie istnieją - istnieje jedynie świadomość wypełniająca Kosmos (grawitacja), która daje inspirację do tworzenia o niej słownych (dźwięk) i obrazowych (światło) wypowiedzi.

Zapiski introwertyka

A widzisz ... Kartezjusz, dobrze pomyślał: "myślę, więc jestem" ...
... ale, żeby tylko myśleć, trzeba nie czuć nic z zewnątrz (zresztą oba pojęcia w zasadzie się wykluczają: albo czuję, albo myślę). Zatem w pełni rozwinięta myśl Kartezjusza powinna przyjąć postać następującą: nie czuję nic, więc myślę, NIE CZUJĘ NIC, WIĘC JESTEM!

... stan nie-czucia (nie odczuwania) świata zewnętrznego, odpowiada sytuacji gdy za wszelkie procesy odbioru świata zewnętrznego odpowiada jedynie nasz współczulny układ nerwowy, a nie bezpośrednio mózg. To tak jakby stwierdzić, że wtedy gdy nie czujemy świadomie nic, dokonuje się proces myślenia.

... stąd wniosek, że myśl Kartezjusza można przekształcić do postaci:
NIE MA MNIE, WIĘC JESTEM! ... a to z kolei przypomina występujące w kulturach Dalekiego Wschodu Yin i Yang - Jest i nie Jest ... ?

Czyli ten wielki umysł Oświecenia (XVII w.), odkrył to, co Chińczycy wiedzieli od paru tysięcy lat ... !!!