czwartek, 27 lutego 2014

Włókna czasoprzestrzeni

Czy Ogólna Teoria Względności jest tylko tworem idealizacji matematycznego umysłu? Cieniem na ścianie Platona, niedościgłym worem, niedostępnym ludzkim zmysłom?

Obraz matematyczny czasoprzestrzeni to twór w którym czas łączy się z 3-wymiarową przestrzenią, zawierającą 2-wymiarowe płaszczyzny, 1-wymiarowe linie, oraz 0-wymiarowe punkty (!).

Czy nasza rzeczywistość zna takie twory poza umysłem? Na próżno w niej szukać idealnych płaszczyzn czy linii. Nawet punkt nigdy nie jest punktem w sensie matematycznym, ponieważ zawsze ma wymiar różny od 0. A przestrzeń? Czy model Kartezjusza jest wystarczający do jej opisu? Czy idealizacja przestrzeni - jej cień z jaskini Platona - oddaje jej rzeczywistość?

Poznawalność świata ograniczona jest skalą Plancka. A więc nic, co jest mniejsze od skali Plancka - jest dla nas poznawalne. Istnieje zatem długość (Plancka) poza którą nic nie jest mniejsze ani większe. Załóżmy, że ta długość wyznacza granicę średnicy "włókna" przestrzeni - a więc czegoś, co nie jest idealizacją matematyczną, ale fizycznie istniejącym tworem posiadającym wymiar (grubość).

Czy takie włókno czasoprzestrzeni może się dzielić i jakie procesy mogą być tego przejawem. Współczesna fizyka traktuje przestrzeń, jak "kipiel" w której ciągle zachodzą procesy kreacji i anihilacji cząstek ...

* * *

Dygresja:
Einstein stworzył swoje teorie poprzez rozważania myślowe, które już w swojej strukturze zawierają czas (orzeczenia) "splątane" z przestrzenią (podmioty i dopełnienia). Według mnie, nie mógł stworzyć czegoś, co by wykraczało poza strukturę myśli - bowiem człowiek nie może wymyślić niczego ponad to co ma w sobie.

* * *

Jak odbieramy fizyczność czasoprzestrzeni. Przede wszystkim należy zauważyć, że słowo to - efekt matematycznych przemyśleń Einsteina - zawiera dwa słowa: czas i przestrzeń. Przejawem czasu jest coś co mierzymy w jednej ze skal z nim związanych np. częstotliwości. A więc przejawem czasu "czasoprzestrzeni, jest - fala elektromagnetyczna, która w zakresie widzialnym składa się z nieskończonej liczby składników o różnych częstotliwościach - widzianych chociażby w postaci rozkładu światła białego przez pryzmat.


Rys 1. Czasowy element czasoprzestrzeni - rozkład światła według częstotliwości.
(http://www.swiatlo.tak.pl/artykuly/jak-odbijac/jak-odbijac.php)


A jak wygląda element przestrzenny czasoprzestrzeni? Otóż przestrzeń podlega również rozkładowi na nieskończenie wiele mniejszych przestrzeni wewnątrz każdego ciała materialnego.

Zauważmy, że natężenie pola grawitacyjnego wewnątrz każdego ciała, liniowo maleje do 0 w kierunku do środka ciała. Przestrzennie obrazem tego są malejące powierzchnie krzywizny ekwipotencjału natężenia, podobnie jak na obrazku pokazanym tutaj:


Rys 2. Grawitacyjny element czasoprzestrzeni, rozkładający się wewnątrz określonego kształtu ciała, na powierzchnie kul, według zasady "maksymalnego wypełniania kształtu".

W obu powyższych przykładach obserwujemy rozdzielenie włókna czasoprzestrzeni na dwa odrębne stany: czasu (fali elektromagnetycznej) i przestrzeni (grawitacji).

I tak też zbudowane są zdania w naszych myślach: zawierają czas (orzeczenia) fal elektromagnetycznych i przestrzeń (podmioty-dopełnienia) grawitacji.

Rozdzielenie grawitacyno-elektromagnetyczne następuje na powierzchni kory mózgowej, która rozdziela światło od grawitacji (zmysł (6), niezależny od wzroku)


Rys 3. Obraz grawitacji wewnątrz mózgu. Niebieskie linie wskazują kierunek zmniejszania się powierzchni ekwipotencjalnej natężenia grawitacji - która jest elementem przestrzennym czasoprzestrzeni. Element czasowy (m.in. światło) dokonuje się poprzez zmysł wzroku.

Og Mandino

Bardzo piękny i pouczający artykuł, który pobudził mnie do takiej refleksji:

„Dziś zaczynam nowe życie..." oraz następne zwoje, posługują się opisem ze świata elektromagnetycznego, który - według współczesnej nauki - "rządzi" myślami człowieka.

... "stara skóra", "winnica", "grona", "owoce winorośli", "pokolenia", "mędrcy", "droga", itp. to poetyka elektromagnetyzmu. Można powiedzieć, że świat, którym kierują media, oszalał na jej punkcie. Wszystko co elektromagnetyczne "błyszczy" konsumpcyjnym słowem. Innymi słowy, za każdym razem, gdy opowiadamy o świecie - opakowanie - czyli forma w jakiej to czynimy, staje się naszą "nową skórą". Autorzy wszelkich poradników, prześcigują się w formach, by zaskoczyć czytelnika, najbardziej trafnym, wyjątkowym, niepowtarzalnym porównaniem świata do czegoś.

Ponieważ każdy z nas jest elektromagnetyczny, więc trudno nam myśleć inaczej. Ale jest też sposób inny odbioru świata - grawitacyjny. Siła jej działania w skali człowieka jest niewielka, w porównaniu do siły elektromagnetyzmu. Jednak wyciszając hałaśliwe od słów "błyszczących" wnętrze mózgu, możemy w skupieniu odczuwać i wzmacniać jej odbiór.

Podstawowa różnica jakościowa pomiędzy elektromagnetyzmem i grawitacją, polega na tym, że ta ostatnia, zawsze przyciąga - jest więc synonimem miłości bezwarunkowej. Tymczasem elektromagnetyzm, który dominuje w naszym mózgu, wszystko dzieli - na dobre i złe - jest więc obrazem miłości warunkowej - zależnej od okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych człowieka.

Stąd, elektromagnetyczny sposób myślenia, wymaga od człowieka dokonywania ciągłych porównań, np. takich, których dokonuje Og Mandino. Bez tych porównań, całe przesłanie traci sens.

Grawitacja nie potrzebuje odniesienia, bo jest wiecznym przyciąganiem, które jeśli odnajdziemy w sobie, odczujemy jako permanentne umiłowanie drugiego człowieka.

Pozdrawiam serdecznie

Świat zapomniał o grawitacji

Te wszystkie słowa, oblekane w opisy, które mają wzmocnić efekt - są tylko elektromagnetyczne, a więc maja być popularne, i jeśli dadzą "kasę" to przecież jest to, o co "wszystkim" chodzi. W elektromagnetycznym świecie, nawet ten który jest zhańbiony nadużyciem, powie tylko: ale dałem "dupy" ... i przymknie oko na dalsze nadużycia, bo przecież nikt z nas nie chce się poczuć "elektromagnetycznie" najgorszym ... jeśli komuś jest gorzej, tym lepiej dla naszego JA - elektromagnetycznie.

Świat zapomniał o grawitacji.

* * *

Grawitacja Słońca.

... wewnątrz Słońca powinna liniowo maleć do zera. Jeśli Słońce jest niestabilną kulą, w której zachodzi egzotermiczna reakcja przemiany wodoru w hel, pod wpływem rosnącego ciśnienia, w miarę zbliżania się do środka Słońca, to czy ten proces, nie jest analogią ciśnienia, które musi istnieć wewnątrz kuli mózgu, by w jej środku dochodziło do syntezy słów, przemienianych w "sensowne" zdania?

Według obecnej teorii Słońca, ciśnienie przy którym zachodzi synteza termojądrowa jest 340 miliardów większe od ciśnienia powietrza na Ziemi - na poziomie morza*
Czy gradient grawitacji pomiędzy korą mózgową, a "centrum" mózgu, jest podobnej miary, a więc może wytwarzać ciśnienie, które prowadzi do syntezy słów tworzących logicznie brzmiące zdania?

Jeżeli mierzymy przyrodę naszym mózgiem, to spróbujmy również zaakceptować, że przyroda również "mierzy" nasz mózg według jej uznania. Oznacza to, lub przynajmniej może oznaczać, że to co uważamy za swoje odkrycia, może być jedynie odpowiedzią na nasze zapytania. Gdyby pytania były inne - odpowiedź przyrody (Wszechświata) byłaby inna.

Metodologia naukowa, narzucana jak religia, ma swój system pytań, które prowadzą do "elektromagnetycznego" zadowolenia tych, którzy "wiedzą" najlepiej: profesora, doktora - bo ten który ma "tytuł" ma rację. A jeśli miał pasję - to dawno dla tej "racji" ją zaprzedał.

* http://www.astronomy.ohio-state.edu/~ryden/ast162_1/notes3.html

Umysłowa rzeczywistość matematyczna

Odnośnie istnienia "umysłowej" rzeczywistości matematycznej, mam następujące uwagi:

Umysł vs rzeczywistość postrzegana na co dzień.

1. Rzeczywistość matematyczna, nie istnieje bez pojęcia nieskończoności, która z rzeczywistością postrzeganą "na co dzień", wydaje się nie mieć nic wspólnego. Np. według matematyki potęgowanie i pierwiastkowanie są działaniami symetrycznymi, tzn. jedno jest przeciwieństwem drugiego. W takim razie spróbujmy wyznaczyć pierwiastek liczby 2. Jakiekolwiek przyjmiemy przybliżenie, otrzymanej liczby, nigdy jej kwadrat nie będzie równy 2. Oczywiście - upraszczamy sobie "życie" przyjmując, że kwadrat dowolnie "dokładnego" rozwinięcia dziesiętnego otrzymanej liczby, w "przybliżeniu" jest równy 2. Celowo ująłem słowa "dokładne" i "przybliżone" w cudzysłowy, żeby pokazać, że tylko język "wyznaczający granice poznania" jako tako, istnienie pierwiastka z liczby 2 tłumaczy. Ale przecież, najlepiej tłumaczy go "umysłowa" nieskończoność, która w praktyce nie istnieje.

2. Stała prędkość światła w próżni, postulowana przez Einsteina jako prędkość niezależna od ruchu obserwatora (układu odniesienia), doprowadziła do zmiany spojrzenia na czas i przestrzeń, a właściwie ich połączenia w jedną, nierozerwalną całość. Prędkość światła to nic innego jak droga pokonana w próżni w określonym czasie przez bezmasowe ciało, jakim jest światło. Oczywiście obraz ten jest sprzeczny z nasza intuicją, "wymagającą" ośrodka, który fale przenosi, jak w przypadku dźwięku czy fal na wodzie. Jeżeli światło przemieszcza się przez próżnię to tylko dlatego, że taka próżnia jest efektem idealizującego procesu dziejącego się w umyśle - a jeśli tak, to nietrudno zauważyć, że tzw. subiektywny czas człowieka odbierany umysłem, sam taką stałą prędkość kreuje: gdy myślimy dużo, czas płynie krócej a zmiany przestrzeni są słabiej przez nas odnotowywane i na odwrót, gdy myślimy niewiele, czas płynie dłużej i więcej dostrzegamy zmian przestrzeni. W obu wypadkach iloraz przestrzeni do czasu, określany prędkością zmian - jest stały. I to subiektywne odczucie jest bardziej odczuwalne niż poprawki Einsteina do prawa Newtona.

3. Prawo Newtona, zakłada jednoczesność działania dwóch mas, natomiast nie rozróżnia odrębności ich źródeł. Wszystko wydaje się OK, gdy mamy do czynienia z tzw. materia nieożywioną, ale czy prawo zachowuje symetrię, gdy jego źródłem są dwa organizmy żywe? Odbiór grawitacji wydaje się być różny w zależności od obserwatora - obserwator o mniejszej masie będzie inaczej odbierał świat niż obserwator o większej masie, choć z pozoru grawitacja między nimi jest identyczna (przykład Słońca i Ziemi). Jeśli przyjąć, że powszechna grawitacja wpływa również na proces myślowy, to słabszy psychicznie będzie działał tak, jak tego chce psychicznie silniejszy - więc w tym wypadku, nie ma mowy o symetrii grawitacji w sensie Newtona.

* * *

Fizyka współczesna uważa, że przestrzeń to wieczna kipiel wciąż powstających i anihilujących się cząstek.

A więc, nie ma czegoś takiego jak "idealistyczna" przestrzeń, lecz jest coś, co jest bliższe pojęciu grawiprzestrzeń - czyli dynamicznie dziejącej grawitacji wypełniającej Kosmos. To taki ocean, w którego każdym punkcie działa quasimaterialna cząstka źródła, które je wytwarza.

Jednym z najważniejszych efektów działania grawiprzestrzeni jest dwoistość świata, który postrzegamy. "Rozcięcie" grawiprzestrzeni, zachodzące w naszych umysłach pod wpływem niezgodności grawitacji wewnętrznej i grawitacji zewnętrznej, prowadzi do powstawania przeciwstawnych, anihilujących się wyobrażeń świata, które się zwalczają. Te zwalczające się światy mają postać naszych myśli. Dlatego w naszych dyskusjach tyle przekory i wprost odruchowej reakcji myślą "nie" na czyjąś myśl "tak".

Nitki elektromagnetyzmu

Czasoprzestrzeń Einsteina odzwierciedla strukturę naszego języka - niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Bowiem w języku naszym, mamy elementy dziania się, czyli czasu (orzeczenia) powiązane z opisem przestrzeni (podmioty - dopełnienia) - które są wzajemnie powiązane -"splątane".

Można zatem przyjąć trzy interpretacje:
1. Einstein mógł odkryć związek przestrzeni z czasem, dlatego, że istnieje ona w strukturze języka - a więc i naszych myśli.
2. Czasoprzestrzeń i jej związek z grawitacją, jest źródłem powstania właśnie takiej budowy języka i konstrukcji myśli.
3. Punkty 1 i 2 są sobie równoważne

Ponieważ grawitacja i zawiązana z nią czasoprzestrzeń istniały zanim pojawił się człowiek na Ziemi, więc ta druga opcja wskazuje na przyczynę powstania struktury myślenia: podmiot-orzeczenie-dopełnienie. Jednocześnie związek podmiot-orzeczenie-dopełnienie ogranicza możliwość opisu przyrody do takich tylko konstrukcji które tę strukturę "spełniają". Ta tożsamość doprowadziła - poprzez postulaty matematyczne - do odkrycia właśnie tego ograniczenia: czyli STW i OTW Einsteina.

Tak więc rozważanie to prowadzi do wniosku o istnieniu ścisłego związku grawitacji z procesem naszego myślenia.

Oczywiście związek ten jest niezauważalny, ze względu na dominującą rolę sił elektromagnetycznych. Istnieje jednakże wyjaśnienie interpretujące powstawanie sił elektromagnetycznych w wyniku procesu "rozdzielenia" grawitacji - tak jak rozdziela się jednorodną nitkę na niezależne włókna. Proces ten mógłby zachodzić na powierzchni kory mózgowej, na której zewnętrzne, hiperboliczne pole grawitacyjne natrafia na niezgodne z nim liniowe pole grawitacyjne wewnątrz mózgu.

wtorek, 18 lutego 2014

Wiara i nauka

Miłość, jest najważniejszym przesłaniem wiary?

No to zobaczymy, jak może to wyglądać z perspektywy nauki:

1. Miłość "elektromagnetyczna" - warunkowa. Świat oszalał na jej punkcie. Akcentuje osobowość człowieka, jego ego, jako coś najważniejszego, przynoszącego prawdziwe odczuwanie szczęścia. Media epatują nas nowinkami jak lepiej żyć, lepiej jeść, ubierać się i wyglądać.
Ponieważ jest elektromagnetyczna, więc wynika z blichtru (oglądu) zewnętrznego, i przyjmuje takie krótkotrwałe wartości:
- oportunistyczne: jeśli ty mówisz "tak", to ja mówię "nie" i na odwrót (przyciąganie +/-) - często spotykane w dyskusjach.
- permanentnie odpychające: nawet jeśli mówisz "tak" i ja się z tym zgadzam, to i tak, każde z nas jest na tyle indywidualne, że prawie przeciwne (odpychanie +/+). Lub: nawet jeśli mówisz "nie", które jest mojemu "nie" przeciwne, to wystarczy ustalić granice naszej odrębności i kontaktu (odpychanie -/-).

2. Miłość "grawitacyjna" - bezwarunkowa. Zawsze miłuję każdego, nawet wroga. To, że ateista nie wierzy w Boga, mi nie przeszkadza, ponieważ dzieje się tak z Jego woli (musi czemuś służyć). To, że fundamentalista za miłość do Boga chce mnie zabić, nie zmienia mojej miłości do niego - fundamentalisty stworzonego w imię Boga. Grawitacja bowiem zawsze przyciąga, niezależnie, czy "elektromagnetyczna" miłość jest "za" czy "przeciw" jej działaniu.

Myślę, że miłość "grawitacyjna" jest bliższa idei wiary. Takie akcentowanie kontrastu: nauka - wiara, jest "elektromagnetyczne", ponieważ zawsze wywoła do odpowiedzi zwolenników i przeciwników: jeden lubi jajecznicę medialną, a drugi jajecznicę duchową, z dodatkiem ... zasmażki (a może jednak nie?).

W powyższym kontekście, wiara nie jest czymś, czego można uniknąć ... można jedynie - jak to robią ateiści - z nią walczyć.

Pozdrawiam

PS. Miłość "jądrowa" być może jest najważniejsza, ale i najbardziej niebezpieczna.

* * *

Panie Profesorze, to wielka rzecz powiedzieć kocham, i że miłość - przynajmniej ta między Bogiem a nami istnieje. Większość z nas, nie lubi się przyznać do niczego, poza emblematem "wiedzy", która chroni nasze ego. Większość z nas chowa nasze wnętrze, pod płaszczykiem "wiem, bo wiem, więc wiem". Być może - dla wielu nas - jestem niesprawiedliwy w tym co powiedziałem, ale właśnie odkrycie tego co jest w nas środku powinno dać impuls do pytania, po co, dlaczego i kim jestem?

Nazwałem miłością elektromagnetyczną, to co stwarza nasze myśli - bo przecież nawet współczesna biologia tak sądzi. Wszystkie procesy w mózgu polegają na przebiegu ładunków elektrycznych, więc źródłem myśli jest elektromagnetyzm. Ale to blichtr, w który wierzymy i który prowadzi do nieustannego ścierania się naszych poglądów.

Tymczasem pomijamy ...
Grawitację - czyli odwieczne dążenie do miłości wzajemnej.

* * *

Jest wiele teorii, które próbują grawitację wyjaśniać, ale nie ma tej jednej, która próbowała by wyjaśnić ją w relacji związku rzeczywistości którą postrzegamy z mechanizmem działania naszego umysłu. Innymi słowy, może być tak, że wszystkie nasze opisy tej rzeczywistości wynikają z grawitacji, która na nas działa w każdym momencie życia - i wtedy gdy kochamy, nienawidzimy i wtedy, gdy rozumowo próbujemy wytłumaczyć rzeczywistość.

Dowód naoczny: nasze myślenie rozwichrzone jest pomiędzy różnymi opcjami wahania - być za lub przeciw - i jest dokładnym odwzorowaniem dwoistości sił elektromagnetycznych.

A przecież ...
Nie w elektromagnetycznej potrzebie posiadania lepszego samochodu, domu, twarzy liftingu, błyszczenia torebki pasującej do sukienki, wyeksponowanej pupy, czy uśmiechu kryształowo białych zębów świat polega ... choć polega - a może już dawno poległ - bo wszystko co elektromagnetyczne błyszczy dla zmysłów - skutecznie.

Dla tych co szukają głębiej, jedyną odpowiedzią jest grawitacja. Ona kocha miłością bezwarunkową - zawsze przyciągającą. Jej "winą" jest tylko to, że jest słabsza od elektromagnetycznego błyszczenia ...

* * *

Wiara powinna iść z postępem nauki.

Nauka jest procesem zastępowania lub modyfikowania "starych" teorii, w ten sposób by te "nowe" lepiej opisywały rzeczywistość. Przykładowo teoria grawitacji Newtona nie została odrzucona a jedynie "ulepszona" przez teorie względności Einsteina.

Według mnie podobnie powinno się dziać z wiarą. Tzn. nie zaprzeczając istnienia podstaw wiary zapisanych w Starym czy Nowym Testamencie, powinny następować modyfikacje i "udoskonalenia" tej wiary, wynikające właśnie z postępu nauki. Bo przecież to co odkrywa człowiek, zgodnie z wiarą, ma również przyczynę nadprzyrodzoną, w postaci Boga - a więc jest jakby odrywaniem zamierzeń Boga, ukrytych w Naturze.

Od wielu lat zajmuję się teorią słowa, i z jednej strony szukam źródeł naukowych by ją wyjaśnić, a z drugiej sposobu interpretacji tego co odkrywam z pozycji osoby wierzącej.

Wymysliłem nawet elementy tzw. kwantowej teorii Boga, która w jakiś sposób "modyfikuje" statyczny obraz Boga, nie zmieniając zasadniczo istoty wiary:

http://www.teoriaslowa.com/2013/09/kwantowa-teoria-boga-1.html

Być może nie wszystkie założenia i tezy tej teorii są słuszne, ale to jest właśnie przykład poszukiwania wiary, która jest zgodna z postępem nauki.

Podział komórkowy i wieloświaty Everetta

... jeżeli między biologią i kosmologią istnieje paralela, to badając struktury i mechanizmy funkcjonowania biologicznego organizmu, znajdziemy odpowiedź jak "zachowuje się" Wszechświat.

* * *

Dlaczego słuchamy się naszych myśli a nie obserwujemy świata? Po co tworzyć twory matematyczne wieloświatów, które mają więcej wspólnego z idealizowaną geometrią zapętlonego umysłu, niż rzeczywistą geometrią, która się dzieje wokół nas.

Czy nasz świat biologiczny jest czymś innym niż świat Wszechświata? Przecież wymyśliliśmy brzytwę Okhama, która nakazuje nie rozmnażać światów ponad potrzebę.

No właśnie ... rozmnażać. Przecież cały istniejący wokół nas świat biologiczny właśnie na tym rozmnażaniu polega. Z jednej komórki powstają dwie. Z tych dwóch powstają cztery itd. Nie ma powodu, żeby sposób powielania życia był inny niż sposób "powielania" Wszechświata. Niby dlaczego prawa biologii mają być inne od praw kosmologii?

Wystarczy przyjrzeć się istocie grawitacji - powszechnie występującej siły, która jest niejako "lepiszczem" Wszechświata. Aby zaistniała grawitacja, muszą istnieć ... przynajmniej dwa ciała. Nie istnieje coś takiego, jak grawitacja ciała pojedynczego, chociaż można ją dla tego ciała wyliczać. Grawitacja dwóch ciał to paralela, lub lepiej - następstwo podziału komórkowego.

A co we Wszechświecie może się dzielić? Oczywiście pozostaje nam przestrzeń! To ona jest źródłem powstawania materii. Przecież nawet koncepcja powiększającego się coraz szybciej Wszechświata, zakłada powiększanie się przestrzeni a nie materii. Natomiast ta ostatnia, jest wynikiem tej pierwszej, i to w procesie takim samym, lub podobnym jak podział naszych najzwyklejszych biologicznych komórek organizmu.

Z jednej materii powstają dwie, z dwóch cztery, z czterech osiem itd. Zamiast poszukiwać iluzorycznych fal grawitacji, powinniśmy szukać dowodów takich kosmicznych narodzin materii.

I jeszcze jedna uwaga. Ponoć nasza zwykła materia, którą obserwujemy, stanowi tylko 4% Wszechświata. A 96% to coś czego nie widzimy, a co jest potrzebne, żeby wytłumaczyć przez nas wymyślone prawa. Otóż, podział komórkowy Wszechświata, tłumaczy dlaczego tej materii nie widzimy. To nie są wieloświaty równoległe Everetta, ale kolejne jego komórki powstające w procesie podziału - materia i przestrzeń powstające poza komórka naszego Wszechświata, wywołują właśnie ten 96% efekt, który przypisujemy materii/energii niewidzialnej.

Neandertalczyk i Tło Grawitacyjne

Historia neandertalczyka rozciąga się pomiędzy około 350 tys. do około 35 tys. lat przed naszą erą. Gdyby przyjąć, że tylko 4% DNA neandertalczyka stanowi DNA współczesnego człowieka i jednocześnie, że współczesny człowiek jest jego ewolucyjnym następstwem, znaczyłoby to, że w skrajnym przypadku zmiana DNA następowałaby w tempie 1% na 300 lat. To znaczy przykładowo, że w ciągu ostatnich 2000 lat, DNA człowieka zmieniło się o 6%. Czy tak jest rzeczywiście? Nauka tego nie potwierdza.

A gdybyśmy założyli, że człowiek i neandertalczyk, mają wspólnego - innego - przodka, to znaczyłoby, że obie "odmiany" człekokształtnych żyły obok siebie jednocześnie. Tymczasem archeologia nie znajduje czaszek kulistych odpowiadających człowiekowi współczesnemu i podłużnych neandertalczyka istniejących w tym samym czasie. Obserwuje natomiast cykliczność zmian czaszki podłużnej i kulistej (kurcze, nie mogę znaleźć źródła w Wikipedii podanego przez IC). To znaczy, że człowiek pradawny nie mógł istnieć jednocześnie z neandertalczykiem, a jedynie możliwe jest ich wzajemne następstwo - homo sapiens następuje po okresie istnienia neandertalczyka.

* * *

Istotna jest również taka obserwacja wynikająca z założenia, że świadomość człowieka znajduje się w punkcie środka ciężkości mózgu - czyli grawitacji. Środek krzywizny podłużnej czaszki, a więc i mózgu neandertalczyka, znajduje się poza środkiem ciężkości mózgu, w odróżnieniu od homo sapiens, który ma czaszkę i mózg kulisty - a więc środek świadomości prawie pokrywa się ze środkiem ciężkości mózgu. Innymi słowy homo sapiens jest bardziej świadomy życia (otoczenia) niż był neandertalczyk - i może m.in. właśnie dlatego wyginął.

Są to moje spekulacje, które - jeśli kogoś obrażają, to przepraszam, ale przecież świadomość ludzkiego umysłu jest nieograniczona, a jedyne co wyznacza jej granicę poznawczą, wyrażaną myślami - to pofałdowanie kory mózgowej, które obraz świadomości, związanej z jej krzywizną - komplikuje.

* * *

Można zadać pytanie dlaczego jedna świadomość jest "lepsza" od innej? Otóż jeśli w jednym punkcie "spotykają się" środki krzywizn płata czołowego (myślenie koncepcyjne), płata ciemieniowego (głównie dotyk), płata potylicznego (głównie wzrok), płata skroniowego (głównie słuch), to świadomość człowieka jest ich kombinacją.

Natomiast gdy czaszka, a więc i mózg jest podłużny, to wszystkie wymienione powyżej funkcje kory, stanowiące pełną świadomość, ogniskują się poza mózgiem. Ponadto, w tym wypadku, świadomość jest raczej efektem niezależnych ogniskowych dla poszczególnych płatów, z tendencją do wyróżniania np. tylko kory potylicznej (wzrokowej), czy skroniowej (słuchowej).

Dlatego, nawet jeśli mózg słonia jest większy od mózgu człowieka, to ogniskowe jego poszczególnych płatów nie są zbieżne, a więc nie mają mocy ogniskowania kulistego mózgu człowieka - czyli łączenia wszystkich wrażeń - wzrokowych, dotykowych, słuchowych i myślowych w jedną całość, w jednym punkcie. Ten punkt łączenia wszystkich wrażeń człowieka pokrywa się z grawitacyjnym punktem ciężkości mózgu.

Przepraszam IC, że wykorzystałem Twój blog do prezentowania swoich myśli, które są lub szukają pochodnej w teorii Tła Grawitacyjnego.

Profesor Eine

Panie profesorze, czy może mi Pan pomóc, w rozstrzygnięciu takich zagadnień podstawowych:

Założenie:

Grawitacja ze swojej natury nie jest monopolem jednej materii, ale raczej efektem oddziaływania przynajmniej dwóch ciał - w przypadku "salonowym" - przynajmniej dwóch ludzi. Bywa tak, że opcje wzajemnej reakcji zwalczają się, ale bywa i tak, że opcja oddziaływań jest rezonansowa, ze względu na podobieństwa ukształtowania (grawitacyjnego) kory mózgu. Nie ma to znaczenia w tym sensie, że zaistnienie myśli nadawcy, wymaga zawsze odbiorcy. W tym znaczeniu postrzegam Pana jako współtwórcę swoich dociekań. Dotyczy to również w różnym stopniu, innych uczestników salonu.

Obserwacja 1

To co powstaje w myśli jest geometrią opisującą kształty istniejące w "rzeczywistej" naturze. Geometria zakłada ciągłość natury, choć człowiek może sobie wyobrazić jej podział na odcinki, fragmenty płaszczyzn czy przestrzeni. Ten obraz jest domeną mózgu, czyli myślenia. Człowiek może wyobrazić sobie pewien skończony podział kształtu na mniejsze fragmenty, natomiast natura tego nie potrafi: źdźbło trawy jest zawsze kształtem ciągłym, choć umysł człowieka może ten kształt podzielić na niezależne odcinki, które potrafi wyrazić równaniem matematycznym (umysłowym).

Obserwacja 2

Jeżeli obraz natury ma swoje geometryczne odwzorowanie w postaci myślenia, to znaczy, że również zjawiska fizyczne, które obserwuje i mierzy, temu odwzorowaniu myślenia podlegają. Innymi słowy postrzeganie elektromagnetyzmu i ładunków elektrycznych, może wynikać nie z ciągłości natury (źdźbło trawy), ale z geometrycznej, umysłowej obserwacji tego świata.

Obserwacja 3

Geometryczne postrzeganie świata, związane jest z grawitacją. Oznacza to, że nasze myślenie przestrzenne jest grawitacyjne. A tym samym, każde wyobrażenie otaczającego nas świata jest grawitacyjne. Czyli ciągłość kształtu (prostej, płaszczyzny, przestrzeni) wynika z naszego percepcyjnego oglądu świata poprzez grawitację związaną z umysłem.

* * *
Z obserwacji powyższych wynika, że świat postrzegamy geometrycznie, czyli grawitacyjnie, czego efektem jest powstanie pojęć elektromagnetyzmu i ładunków elektromagnetycznych.

Uzasadnienie.

Świat postrzegamy jako ciągły, w tym znaczeniu, że każda prosta, jest "nieskończonym" zbiorem punktów, takich, że pomiędzy dwa dowolne można wstawić następny (jak dla liczb rzeczywistych). Jednocześnie ten świat ma ograniczenie z dołu skalą Plancka - tzw. długość Plancka wynosi 10 do potęgi - 35 metra. Grawitacja (przestrzeń) jest jednocześnie słabsza od sił elektromagnetycznych w skali około 10 do - 40. Zbieżność tych wielkości nie jest przypadkowa.

To co człowiek odbiera swoim umysłem, opisując świat, jest tego świata geometryczną reprezentacją. To znaczy, że w istocie nie istnieje oddziaływanie elektromagnetyczne, poza jego wyobrażeniem. A to w konsekwencji prowadzi do wniosku, że nie ma oddziaływań między pomiędzy elementami rzeczywistej przyrody, lecz jedynie pomiędzy punktami geometrii, które są "siedzą" w geometrycznym umyśle człowieka.

Paradoksalność wniosku, polega zatem na tym, że każda obserwacją, którą nazywamy oddziaływaniem elektromagnetycznym, jest oddziaływaniem geometrycznym wynikającym z grawitacji (lub lepiej: grawiprzestrzeni). Innymi słowy, przyroda, w naszym wyobrażeniu, to przyciągające się (odpychające) punkty geometrii!

Powtórzę myśl: to co przyciąga, lub odpycha elektromagnetycznie (elektrostatycznie), to przyciąganie lub odpychanie punktów geometrycznych przestrzeni istniejącej w naszym wyobrażeniowym, geometrycznie myślącym, grawitacyjnym mózgu. (!)

PS. Żadna prosta lub krzywa w przyrodzie, nie chce się dzielić, to co ją dzieli - to umysł człowieka.

* * *

Mam pewną "podpowiedź".

"Dudnienie – okresowe zmiany amplitudy drgania wypadkowego powstałego ze złożenia dwóch drgań o zbliżonych częstotliwościach". (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dudnienie)

Zbliżone częstotliwości, odnoszą się również do zbliżonych okresów drgań.

Błąd w moich poprzednich rozważaniach, polegał na założeniu, że każde z ciał Układu Słonecznego, niezależnie wnosi wkład do pulsacji przestrzeni, lub grawitacji, którą - w połączeniu z przestrzenią - nazywam grawiprzestrzenią.

Sugestią, która prowadziła do takiej interpretacji był fakt, że uzyskiwany kształt dudnień, powstawał w wyniku iloczynu funkcji okresowych częstotliwości (okresów) obiegu poszczególnych ciał Układu Słonecznego.

Ale dudnienia nie są wynikiem iloczynu ale, sumy drgań (okresów obiegu).
Wykorzystując jedną z tożsamości trygonometrycznych ("iloczyn w postaci sumy" - http://pl.wikipedia.org/wiki/Tożsamości_trygonometryczne), uzyskałem właśnie zbliżone częstotliwości konieczne do powstania dudnień.

Przykład, uwzględniający ruch obrotowy Ziemi, obiegu Ziemi wokół Słońca i obiegu Księżyca wokół Ziemi. W najprostszej postaci, uwzględniając okresy obiegu w dniach (a nie częstotliwości) uzyskujemy następujące wartości:

365 + 30 - 1 = 394
365 + 1 - 30 = 336
30 + 1 - 365 = - 334 co dopowiada 334 wartości bezwzględnej.

Wniosek:
Oddziaływanie grawitacyjne wywołujące pulsację przestrzeni, jest wynikiem superpozycji, nakładania się częstotliwości (okresów) obiegu wszystkich ciał, a nie indywidualnego, niezależnego oddziaływania pochodzącego od każdego z nich z osobna. Obiekty grawitacyjne jakby "kooperują" przy powstawaniu pulsacji.

Powyższy efekt, rozszerzony do "wspólnego" oddziaływania innych ciał US (Merkury, Wenus, Mars, Saturn, Jowisz, Pluton, Neptun + księżyce), daje tą samą, tylko co raz "dokładniejszą" postać dudnień.

Chciało by się powiedzieć, że jest to jakby ukłon w stronę astrologii, która zawsze wiązała stan naszej psycho-fizycznej natury z obiegiem ciał US.

W pewnym sensie potwierdza to przekonanie, że każde z naszych wewnętrznych "objawień", odkryć dokonywanych umysłem, dokonuje się w ściśle określonym czasie. Innymi słowy, odkrycia nie dokonują się w dowolnym czasie, ale w tzw. oknie czasowym oddziaływań, układu ciał niebieskich. To co odkrył Newton, Einstein, czy inni naukowcy, wymagało istnienia takiego "okna", które generowało myśli odkrywcze. Dlatego też - mimo kolejnych wysiłków umysłowych, naukowcy nie potrafią po okresie "otwarcia" dokonywać następnych odkryć w dziedzinie, którą się zajmują, natomiast ich mózgi są zdolne do odkryć w innych dziedzinach.

Wiem, że spekuluję, ale tak działa moja wyobraźnia. I zawsze dzieje się to w ten sam sposób: gdy kładę się spać, lub spaceruję z psem, pojawiają rozwiązania z pogranicza metafizyki (pseudonauki?). Być może "okno" poznania jest dla mnie ciągle otwarte.

Tło Grawitacyjne Ireneusza Ćwirko

Przeglądając Pana poprzednie artykuły - jak również ten - wiąże Pan wielkość organizmu z częstotliwością drgań tła grawitacyjnego (wakuol). Przy czym częstotliwość ta - silnie związana z polem grawitacyjnym - wpływa na przebieg wszystkich zjawisk w przyrodzie (plamy na Słońcu, ewolucja człowieka, długość życia, moment urodzenia, astrologia ... ).

W momencie urodzenia człowieka istnieje określona lokalna wartość tej częstotliwości - im większa, tym komórki organizmu są mniejsze, im mniejsza - tym komórki jakie w organizmie powstają - są większe.

Rozumowanie to prowadzi do wniosku, że średnia wielkość organizmu, w populacji ludzi urodzonych tego samego dnia, o tej samej godzinie powinna być w przybliżeniu identyczna. Oczywiście pomijam szereg innych czynników środowiskowych, w tym np. sposób odżywiania się, zakłócenia falami elektromagnetycznymi, promieniotwórczością, wpływu oceanu na stałą G na wyspach itp. - które prowadzą do lokalnego odstępstwa od tej zależności.

Innymi słowy powstaje wniosek, że zróżnicowane rozmiary ludzi (wysokość, tęgość itp.) wynikają nie z uwarunkowań genetycznych ale z określonej wartości TG w momencie urodzenia (zapłodnienia).

Powstaje więc pytanie? Czy wpływ TG dotyczy wielkości cząsteczek, tzn. np. odległości wiązań między atomami, lub nawet samych rozmiarów atomów, czy też wpływa raczej na zmianę kształtu struktury które tworzą - np. zwiększając pofałdowanie, "upakowanie" (białek), przy zachowaniu odległości pomiędzy atomami wynikającej z wiązań.

Lub jeszcze inaczej: czy TG wpływa na zmianę kształtu, przy zachowaniu praw fizyki rządzących mikroświatem, czy też TG wpływa na zmianę tych praw fizyki (np. w postaci zmiany wielkości atomów), czy jedno i drugie?

Może niezbyt precyzyjnie udało mi się wyrazić swoją myśl, ale ... przecież nie do końca jest to zależne ode mnie.

Urodzony 18 lutego 1957

* * *

No dobrze, można powiedzieć, że silną stroną teorii TG, jest możliwość tłumaczenia zjawisk zachodzących w przeszłości (archeologia), obecnie (plamy na Słońcu), a nawet dokonywania przewidywań na przyszłość (zmiany pogodowe).

A jaki jest pogląd tej teorii na rozwój psychiczny człowieka (zwierząt)? Czy ciągle zmieniające się tło grawitacyjne, które nie jest "komaptybilne" z wielkością atomów (cząsteczek) wewnątrz organizmu, nie powoduje również pewnej niestabilności psychicznej? Przecież nasze ciało a szczególnie umysł, przez większość życia znajduje się w przestrzeni, której drgania (wakuole) generują przestrzeń niezgodną z przestrzenią uzyskaną w akcie narodzin.

Czy ta niezgodność, nie jest przyczyną ciągłego konfliktu wewnętrznego człowieka, która przybiera postać permanentnego sporu - choćby takiego, jaki obserwujemy na tym czy innym blogu? W zasadzie każdy z każdym się nie zgadza. Bo każdy ma trochę inny wymiar wewnętrzny, czyli inaczej widzi świat. Cecha ta dotyczy wszystkich, w tym również autora.

Moja myśl jest taka: czy deformacja widzenia świata spowodowana zmiennością TG, nie deformuje również opisu świata, który ta teoria próbuje wyjaśnić? Lub inaczej: czy teoria TG nie wpływa na samą siebie?

Czasami bowiem w nauce dzieje się tak, że znajdujemy jakiś związek, którego nie ma, poza silną autosugestią, że ten związek istnieje - trochę na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni. Źródłem takiej autosugestii mogłaby być niezgodność tła grawitacyjnego z naszym wnętrzem (naszym mózgiem).

Trochę za bardzo "psychologizuję", ale tak już taki jestem ... urodzony ... i w gruncie rzeczy jestem zwolennikiem teorii TG, która nadaje inne znaczenie przestrzeni i grawitacji.

pozdrawiam

* * *

Ten sposób postrzegania cech osobowych człowieka, ma dużo wspólnego z trochę zapomnianą już frenologią (http://pl.wikipedia.org/wiki/Frenologia) i eugeniką (http://pl.wikipedia.org/wiki/Eugenika). Szczególnie ta druga, akcentuje ścisły związek mentalności człowieka z pochodzeniem (rasą).

Jeżeli pewne nasze typy zachowań są "narzucane" przez tło grawitacyjne, a więc są od nas niezależne, to można przyjąć, że teoria ta ma w sobie również pewien element mistycyzmu (wierzenia religijnego): to, jacy jesteśmy jest w pewnym sensie niezależne od nas i wynika z czegoś, co nie do końca jest dla nas zrozumiałe. W dużym uproszczeniu - zamiast nadawać temu zjawisku nazwę bóg, przypisujemy nazwę: tło grawitacyjne, lub wakuola.

Pośrednio może to mieć również odniesienie do wartości moralnych, które są różne dla różnych ras i jeśli mają podłoże we frenologii i eugenice, to wydają być zbieżne z działaniem tła grawitacyjnego.


Drogi Rokaksie ...

Widzisz, mój drogi Robaksie, pierwszą rzeczą którą czynisz, jest obrona swojej idei. Przy czym słowo "swojej" w tym zdaniu, ma największe znaczenie. Inni - z całym szacunkiem - mają "swoje" opinie i je bronią zgodnie z regułą: najbardziej prawdziwe, jest to co jest naukowo dowiedzione - w tym sensie, że nikt nie wymyślił metodologii doskonalszej niż naukowa - więc każde ich zdanie jest przyjmowane jako najbardziej prawdopodobna prawda o świecie.

Każda próba czy Twoja, czy Waldemara, czy innych, w tym również moja - jest próbą wyłamania się ze standardów logiczno-naukowych lub przyczynowo-skutkowych, za których źródłem tak naprawdę stoi niezła kasa. Bo przecież, źródłem bogacenia się świata jest nauka - a przeciwstawna pseudonauka lub "niewiedza" - temu bogaceniu się szkodzi.

Ale nie w tym rzecz, by obalać istniejąca naukę, i czynić rewolucję, nie w tym rzecz by jej prawom zaprzeczać, ale w tym by znaleźć na podstawie jej reguł rozwiązania, które jej zaprzeczają, a więc wykażą, że nauka jest drogę prowadzącą do ślepej uliczki zaślepienia, która nie daje rozwiązania psychicznym, wewnętrznym potrzebom współczesnego człowieka.

My nie cierpimy dlatego, że nie wiemy - my cierpimy dlatego, że wiemy (naukowo) coraz więcej. Zatem: czy wiedza służy szczęściu człowieka, poza doktryną gromadzenia (kupowania) dóbr, nawet jeśli nam są one niepotrzebne - zarówno w skali nauki jak i materialnej konsumpcji?

Inny przykład: Makler na giełdzie gra, i w pewnych sytuacjach posługując się swoja profesjonalną, wywiedzioną z wiedzy, a więc z nauki umiejętnością gry probabilistycznej, więc nie z aspektów moralnych ale profesjonalnych, podniesie cenę zboża tak, że ... umrze z głodu kolejne 1000 dzieci w Afryce południowej. Aspekt moralny w tym momencie ustępuje zimnej regule prawa i nauki, która do spraw życia lub śmierci ma podejście ambiwalentne.

A więc mój drogi Robaksie z Nowej Huty, nie w tym rzecz, czy się mylisz, czy nie. Rzecz w tym, że każdy broni swojej pozycji jak żołnierz w okopach I Wojny Światowej, i pozycyjnie strzela gdy zobaczy wroga oznakę. Nie strzelaj przyjacielu, ponieważ cele do których strzelasz są tylko mirażem rzeczywistości, które ścigasz we własnym nieopamiętaniu.

* * *

No tak, matematyka, jest opisem idealizowanym, nie do końca zgodnym z opisem fizycznym zjawiska. Przykładowo akord muzyczny, odbieramy jako całość a nie jako zestawienie pojedynczych dźwięków i nieskończonej ilości ich alikwot (harmonicznych). Hotel Hilberta jest podobnym modelem: mamy świadomość że jest nieskończenie wiele pokoi (nieskończenie wiele "alikwot" układu dziesiętnego), ale fizycznie nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. Dla naszego fizycznego odbioru świata liczy się brzmienie akordu jako cechy jakościowej, a nie ilościowe analizowanie, dążących do nieskończoności wyższych składowych harmonicznych. Innymi słowy Hotel Hilberta to wytwór wyobraźni spoza realności świata fizycznego. To jest taki sprytny zabieg myślowy polegający na połączeniu czegoś fizycznego (hotel) z abstrakcją matematyczną - co prowadzi do paradoksu.

Co więcej: każde zjawisko fizyczne wpływa na każde inne. Brak jakiegoś dźwięku w akordzie powoduje, że staje się on akordem niepełnym. Natomiast rozważania myślowe tej cechy nie mają: moc zbioru wszystkich liczb naturalnych i liczb tylko parzystych jest taka sama! A przecież operacja usunięcia liczb nieparzystych ze zbioru liczb naturalnych powinna nieść ze sobą konsekwencje podobne do usunięcia dźwięków w akordzie. To nie jest tak, że ze zbiorem się nic nie dzieje. Jeżeli mózg mówi nam coś innego, to znaczy, że zniekształcenie informacji musi istnieć w samym procesie myślenia. Podobnie jak postrzeganie dwoistości materii, interferowanie elektronu z samym sobą itp.

Możemy policzyć wszystkie drzewa w lesie, ale w sensie fizycznym, usunięcie nawet jednego z nich może skutkować zmianą ekosystemu, czyli wpływa na los wszystkich drzew pozostałych.

Trochę pofilozofowałem, i za umożliwienie mi tego serdecznie dziękuję, a teraz czas na spacer z psem.

Pozdrawiam z Wielkiej Brytanii, której brzeg jest nieskończony.

* * *

Widzisz drogi Robakksie, moneta z wytłoczonym 0 czy 1 jest zawsze tylko monetą. Krowa nawet ujemną jest tylko krową a nie jej "negatywem". Biała owca w stadzie czarnych owiec, jest owcą "czarną" bo inną niż pozostałe. A niech sobie czarne owce rechocą, w końcu śmiech to zdrowie, i jedyne co pozostaje białej owcy to uwierzyć, że też jest czarną. Tak działają mechanizmy społeczne, które dalekie są od filozofii nieskończoności, bo jej nie można dotknąć, nie można usłyszeć nie można zobaczyć.

A może jednak ... jest coś nieskończonego w postrzeganiu piękna natury, coś co przekracza skończoną prozaiczność wymiarów. Jest postrzeganie pozazmysłowe. Tylko skąd ono się bierze, jaki jest mechanizm i co jest tego przyczyną? I widzisz, ja myślę tak - mechanizm, ten musi mieć pochodzenie naturalne, a więc wynikające z tego w czym i z czego żyjemy. A więc w pierwszorzędowym podejściu musi wynikać z sił natury! Nic co o nas bez nas. Jeśli wymyśliliśmy, w wyniku umysłowej dedukcji, siły elektromagnetyczne, to dlatego że coś dla nas znaczą, to znaczy, że są częścią nas i naszej psychiki. Podobnie - jeśli ktoś (Newton) wymyślił reguły grawitacji, to dlatego, że reguły te "siedzą" głęboko w nas.

Bowiem prawdziwe jest stwierdzenie, że człowiek może wymyślić tylko to co ma w sobie.

Czy człowiek ma w sobie nieskończoność? I tak i nie! Fizycznie nie jest w stanie doliczyć się wszystkich istniejących cząstek w organizmie, chociaż intuicyjnie czuje, że ich liczba jest skończona. Intuicyjnie wie, że nawet jeśli istnieją nieskończone wszechświaty, jedyny prawdziwy jest ten w którym żyje. Jeśli tej intuicji pozwoli pofolgować i "przepuści" ją przez matematycznie sterowane umysłowe dogmaty, dojdzie do paradoksalnych wniosków, które stanowią świat doznań sam w sobie. Sorry, za to co powiem, ale podobnie narkoman wybiera świat doznań "nie z tego świata", żeby poczuć się wolnym, od obowiązków świata rzeczywistego. I ja też tak czynię, zatapiając się w świecie grawitacji. Już pewnie ponad 2 m kw. mojej powierzchni kory grawitacją się zajmuje - a ile problem nieskończoności zajmuje powierzchni kory u Ciebie?

Idee Fix. I w tym sensie, my ludzie jesteśmy sobie równi. Neuroplastyczność mózgu nie dopuszcza do istnienia obszarów niczyich. Jeśli nie wierzysz w jedną ideę, natychmiast, płaszczyznę kory mózgowej wypełni idea inna. To tak jak przestrzeń - nie znosi próżni. Więc ... z punktu widzenia mózgu, czy wierzysz w jedną ideę czy drugą nie ma znaczenia. Ważne by kora mózgowa myślami była pokryta równomiernie.

Liczby urojone

Nasuwa się jakby takie porównanie:
Świat rzeczywisty opisują liczby rzeczywiste. Świat kwantowy: liczby urojone. W świecie rzeczywistym makro, jedna liczba wystarczy do opisu zjawiska, w świecie urojonym jest to para liczb. Świat kwantowy jest więc jakby "rozdwojeniem" rzeczywistości makro. Z drugiej strony, świat kwantowy, to świat wyobrażeniowy tworzony w naszym umyśle. Zatem przejście ze świata rzeczywistego do świata kwantowego powoduje jego "rozdwojenie" liczbowe w myślach.

Liczby zespolone wprowadził do matematyki Girolamo Cardano próbując znaleźć pierwiastki równania wielomianowego trzeciego stopnia - tzw. wzory Cardano.

Ale ...
... równanie wielomianowe trzeciego stopnia, powstaje również wtedy, gdy liniowy rozkład natężenia grawitacji na powierzchni kory mózgowej przyrównamy do jej hiperbolicznej zależności poza mózgiem. Nadałem temu nazwę konfliktu grawitacyjnego, ponieważ jedno z rozwiązań ma dwa pierwiastki (http://pl.wikipedia.org/wiki/Równanie_sześcienne). To tak jakby stwierdzić, że jednowartościowość świata rzeczywistego postrzeganego na zewnątrz - wewnątrz mózgu staje się dwuwartościowa. I dalej prowadzi to do wniosku, o dualnym charakterze ludzkiego myślenia wynikającym z niezgodności liniowego natężenia grawitacji wewnątrz i hiperbolicznego na zewnątrz mózgu.

Co więcej konsekwencje tego są dalej idące niż tylko zjawiska fizyki kwantowej. Taki sposób grawitacyjnego rozumienia świata, prowadzi do powstania wartości przeciwstawnych: dobra i zła, plus i minus, i być może również: materia i antymateria.

O duchowości

To co określamy mianem duchowości, ma podłoże fizyczne - i na odwrót - to co fizyczne ma znamiona duchowości. Wystarczy przyjrzeć się konsekwencjom takich pojęć jak dualność materialno-falowa, czy "spooky" oddziaływanie na odległość by przekonać się, że mistycyzm duchowo-materialny w wymiarze kwantowym jest zjawiskiem normalnym i - akceptowanym.

Nawet jeśli za każdą postacią zjawiska fizycznego stoi duchowy Bóg - to dokonuje tego właśnie poprzez fizyczność odbioru świata naszymi zmysłami. Jedyne, co odrzuciłbym i co mnie drażni w akceptacji duchowości jako czynnika wyższego, to przypisywanie jej cech osobowych - czyli zwierciadlanego odbicia ludzkiej postaci.

Przecież "Bogiem" może być również centrum Wszechświata - o ile istnieje - nadające sens istnieniu materii, w każdej postaci - w tym człowieka-materii, jako jej obserwatora.

Duchowość w jakimś sensie jest odzwierciedleniem tego, czego nie jesteśmy w stanie poznać umysłem. Jej byt jest "gwarantowany" poprzez granicę poznawalności - m.in. wyznaczoną granicą ludzkiego języka. I nawet pozasłowne odczucia artystyczne: muzyka, rzeźbiarza czy malarza zaledwie się do niej zbliżają, choć z dwojga obu sposobów odczuwania, są duchowości bliższe.

Duchowość musi podlegać prawom, których przejawy odkrywamy fizycznie, matematycznie, biologicznie czy np. ... muzycznie. Ponieważ każda z tych nauk ma swoje prawa, których istnienie - niewytłumaczalne ontologicznie - powinno wynikać z potencjalnie istniejącego bytu duchowego.

To co jest "lepiszczem" świata to przestrzeń, i z nią związana grawitacja. Fale elektromagnetyczne (światło) jest tylko grawitacji pochodną - co więcej wynikającą z grawitacyjnego (przestrzennego) charakteru odbioru świata przez nasz umysł. Z tego grawitacyjnego charakteru myślenia wynika postrzeganie we wszystkich zjawiskach - nie tylko fizycznych, ale również np. moralnych - dwoistości: materia jest również falą, światło jest współistnieniem magnetyzmu i elektryczności, istnieje prawda i fałsz, istnieje śmierć i życie itp.

Dwoistość tą można utożsamiać z naturalnym rytmem wschodów i zachodów Słońca, ale przecież pierwotną, podstawową przyczyna tego zjawiska jest grawitacja - a rozkwit życia wynikający np. z procesu fotosyntezy jest aktem wtórnym.

Tak więc ... tak myślę ... jeśli Bóg istnieje, to kontaktuje się z nami poprzez przestrzeń wypełnioną grawitacją i odczuwanym przez umysł zjawiskiem dwoistych fal elektromagnetycznych (E i B) - czyli również światłem.

środa, 5 lutego 2014

Grawitacja i ewolucja

Odnośnie ewolucji. W większości wypadków komórka ma przybliżony kształt kuli z jądrem, w którym skoncentrowane są "liniowe" włókna DNA. Kształt grawitacji dla masy w kształcie kulistej sfery jest dwojaki: na zewnątrz kuli maleje hiperbolicznie zgodnie z odwrotnością kwadratu odległości, natomiast wewnątrz kuli grawitacja ma kształt liniowy. Ponieważ grawitacja związana jest z kształtem przestrzeni a ten z kolei określa kształt obiektów, więc liniowy kształt DNA, może być wynikiem właśnie liniowej postaci grawitacji wewnątrz kuli. Co więcej - podział DNA - może wynikać z różnicy hiperbolicznego kształtu grawitacji na zewnętrz komórki (sygnał zewnętrzny) z liniowym kształtem grawitacji (DNA) w jej wnętrzu. Bowiem nałożenie tych dwóch odrębnych geometrii, prowadzi do powstania dwóch punktów przecięcia - których odpowiednikiem są dwa nowe "włókna" DNA.

Oczywiście to tylko hipoteza, która ostatnio, coraz bardziej "zawraca mi głowę", a która ma swoje korzenie w Buddyzmie i w próbach naukowego wyjaśnienia istoty medytacji.

W rozważaniu powyższym pominąłem całkowicie siły elektromagnetyczne, które również są "źródłem" kształtu. Nadal nieznana jest relacja pomiędzy grawitacją a innymi siłami przyrody. Być może dlatego, że grawitacja "siedzi" w nas, a konkretnie to poprzez grawitację nasz mózg poznaje świat. Tak jak ryba zanurzona w wodzie rozumie swój świat poprzez wodę i wszystkie zjawiska "opisuje" poprzez wodę. W tym znaczeniu rozczytywane przez nas zjawiska elektromagnetyczne, wynikają grawitacyjnego sposobu postrzegania rzeczywistości, co prowadzi do dwoistego postrzegania zjawisk natury (dwa punkty przecięcia hiperboli) - czyli np. do obserwacji +/-, elektron-proton, dobro-zło itd.

* * *

Namnażanie się flory bakteryjnej ma trochę inne podłoże: DNA bakterii (i wirusów) jest koliste, w odróżnieniu od DNA komórek człowieka które jest "liniowe" (wzdłużne). Kolistość DNA może być wynikiem centrycznego działania grawitacji na poziomie mikroorganizmów - i w ten sposób uniezależnia je od zewnętrznej grawitacji bo sama ich kolistość, staje się jej źródłem. "Liniowość" DNA w organizmach bardziej złożonych, mogła wynikać właśnie z liniowości natężenia grawitacji wewnątrz ciał masowych, a tzw. konflikt grawitacji wewnętrznej (liniowej) z zewnętrzną (hiperboliczną) mógł być przyczyną powstania dwoistości lewej-prawej strony ciała, lewej-prawej półkuli mózgu.

Archetypy bakterii istnieją również w naszych komórkach - to mitochondria, których DNA jest koliste i które są dostarczycielem energii w postaci ATP.

Dudnienia "wspólne"

Mam pewną "podpowiedź".

"Dudnienie – okresowe zmiany amplitudy drgania wypadkowego powstałego ze złożenia dwóch drgań o zbliżonych częstotliwościach". (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dudnienie)

Zbliżone częstotliwości, odnoszą się również do zbliżonych okresów drgań.

Błąd w moich poprzednich rozważaniach, polegał na założeniu, że każde z ciał Układu Słonecznego, niezależnie wnosi wkład do pulsacji przestrzeni, lub grawitacji, którą - w połączeniu z przestrzenią - nazywam grawiprzestrzenią.

Sugestią, która prowadziła do takiej interpretacji był fakt, że uzyskiwany kształt dudnień, powstawał w wyniku iloczynu funkcji okresowych częstotliwości (okresów) obiegu poszczególnych ciał Układu Słonecznego.

Ale dudnienia nie są wynikiem iloczynu ale, sumy drgań (okresów obiegu).
Wykorzystując jedną z tożsamości trygonometrycznych ("iloczyn w postaci sumy" - http://pl.wikipedia.org/wiki/Tożsamości_trygonometryczne), uzyskałem właśnie zbliżone częstotliwości konieczne do powstania dudnień.

Przykład, uwzględniający ruch obrotowy Ziemi, obiegu Ziemi wokół Słońca i obiegu Księżyca wokół Ziemi. W najprostszej postaci, uwzględniając okresy obiegu w dniach (a nie częstotliwości) uzyskujemy następujące wartości:

365 + 30 - 1 = 394
365 + 1 - 30 = 336
30 + 1 - 365 = - 334 co dopowiada 334 wartości bezwzględnej.

Wniosek:
Oddziaływanie grawitacyjne wywołujące pulsację przestrzeni, jest wynikiem superpozycji, nakładania się częstotliwości (okresów) obiegu wszystkich ciał, a nie indywidualnego, niezależnego oddziaływania pochodzącego od każdego z nich z osobna. Obiekty grawitacyjne jakby "kooperują" przy powstawaniu pulsacji.

Powyższy efekt, rozszerzony do "wspólnego" oddziaływania innych ciał US (Merkury, Wenus, Mars, Saturn, Jowisz, Pluton, Neptun + księżyce), daje tą samą, tylko co raz "dokładniejszą" postać dudnień.

Chciało by się powiedzieć, że jest to jakby ukłon w stronę astrologii, która zawsze wiązała stan naszej psycho-fizycznej natury z obiegiem ciał US.

W pewnym sensie potwierdza to przekonanie, że każde z naszych wewnętrznych "objawień", odkryć dokonywanych umysłem, dokonuje się w ściśle określonym czasie. Innymi słowy, odkrycia nie dokonują się w dowolnym czasie, ale w tzw. oknie czasowym oddziaływań, układu ciał niebieskich. To co odkrył Newton, Einstein, czy inni naukowcy, wymagało istnienia takiego "okna", które generowało myśli odkrywcze. Dlatego też - mimo kolejnych wysiłków umysłowych, naukowcy nie potrafią po okresie "otwarcia" dokonywać następnych odkryć w dziedzinie, którą się zajmują, natomiast ich mózgi są zdolne do odkryć w innych dziedzinach.

Wiem, że spekuluję, ale tak działa moja wyobraźnia. I zawsze dzieje się to w ten sam sposób: gdy kładę się spać, lub spaceruję z psem, pojawiają rozwiązania z pogranicza metafizyki (pseudonauki?). Być może "okno" poznania jest dla mnie ciągle otwarte.

* * *

Brak zgodności między teorią grawitacji, a teoria kwantową, można wyjaśnić przyjmując, że teoria kwantowa, zależna jest od naszego myślenia - w tym znaczeniu - że podobnie jak światło, tak i myśl obserwatora wpływa na wynik eksperymentu. Innymi słowy, świat kwantowy, z jego niezrozumiałym ograniczeniem "skokowych" stanów energetycznych, wynika ze "skokowej" właściwości ludzkiego myślenia.

Z drugiej strony, zjawiska opisywane ogólną teorią względności, mają również charakter subtelny. W zasadzie do opisu zjawisk makro wystarczają prawa Newtona - natomiast prawa Einsteina, stanowią nieznaczną ich poprawkę.

I to jest właśnie płaszczyzna na której obie teorie się spotykają: w obu przypadkach skala wykrywanych zjawisk - w zakresie energetycznym - odpowiada (prawdopodobnie) energiom poziomu myślenia.

Innymi słowy, brak obserwacji łączącej świat kwantowy, ze światem grawitacji, wynika z właściwości procesu myślenia. Ponieważ proces myślenia jest elementem obu zjawisk, więc nie można zaobserwować wpływu myśli na przebieg zjawiska kwantowego, ponieważ każda jej zmiana, ten stan kwantowy zmienia.

Podobnie, wpływ myśli na prawa Newtona jest znikomy - a dostrzeżone przez Einsteina "odchyłki" od tego prawa, mają wymiar znikomy - czyli wynikający z kwantowej (skokowej) właściwości myślenia.

Przemyślenia różne

Dodam jeszcze, że wyniki badań nowej, szybo rozwijającej się dziedziny łączącej fizykę z biologią - biologii grawitacyjnej, wskazują na ścisły związek grawitacji z podziałem komórkowym:

http://en.wikipedia.org/wiki/Gravitational_biology

" ... Recent experiments have proven that alterations in metabolism, immune cell function, cell division, and cell attachment all occur in the hypogravity of space. For example, after a matter of days in microgravity (< 10-3 g), human immune cells were unable to differentiate into mature cells. One of the large implications of this is that if certain cells cannot differentiate in space, organisms may not be able to reproduce successfully after exposure to zero gravity."

W uproszczeniu, doświadczenia wskazują, że w przypadku braku grawitacji, życie nie może się rozwijać - czyli m.in. nie może dochodzić do replikacji DNA. Tak więc cała teoria ewolucji (gatunków), uwarunkowana jest grawitacją Ziemi i innych obiektów masowych. Oznacza to ni mniej ni więcej, że bazą wyjściową rozwoju każdego z naszych organów, była (i jest) grawitacja. Jest to szczególnie istotne w przypadku naszego mózgu, którego funkcje poznawcze rozwijały się zgodnie z jej prawami.

* * *

Przyznaję rację, ponieważ język jakim się posługujemy, jest sam w sobie tylko uproszczoną, poszatkowaną, "kwantową" formą wyrażającą ludzkie myślenie - które jest zjawiskiem ciągłym. Język człowieka przypomina wielokąt, który dąży do kształtu koła, choć w rzeczywistości nigdy kołem nie będzie.

Dlatego nawet jeśli wymyślimy najbardziej szczegółowe wielokąty myślenia w postaci następstwa słów - nigdy nie oddadzą one ciągłości myślenia, które dzieje się w mózgu. To jeszcze jeden przyczynek do tego, by stwierdzić, że myślenie, podobnie jak grawitacja - jest procesem ciągłym.

Język jest tylko wielokątem znaczeń, który próbuje, w sposób niedoskonały te myśli wyrazić. Stąd przewaga form artystycznych: muzyki, malarstwa, rzeźby, które słów nie potrzebują. I nawet twórczość poety czy prozaika bardziej polega na rytmie słów niż na ich dosłownym znaczeniu.

* * *

(sorry, nie mogłem spać i skoro rozpocząłem pewien wątek, chciałbym go przedstawić w postaci opisu poniżej)

Na czym polega konflikt grawitacyjny.

Na powierzchni każdego ciała kulistego o masie m, potencjał grawitacyjny ma jednocześnie wartość wynikającą z równania hiperbolicznego oraz z równania liniowego. Rozwiązywanie takiego układu równań, prowadzi do poszukiwania pierwiastków wielomianu 3-ciego stopnia, a to z kolei - w zależności od wartości współczynników - daje trzy możliwości rozwiązania: zbiór pusty, zbiór jednopunktowy lub zbiór dwupunktowy.

Nasz mózg ma postać zbliżoną do kulistej, stąd każda myśl powstająca na korze mózgowej może przyjąć formę jednego z trzech możliwych rozwiązań. Sytuacja w której istnieją dwa rozwiązania, prowadzi właśnie do konfliktu grawitacyjnego, w efekcie którego postrzegamy dualny obraz świata.

Ale to jeszcze nie wszystko. Każde pojawienie się myśli na korze mózgowej, automatycznie prowadzi do powstania środka - centrum - tej myśli, znajdującego się w ogniskowej krzywizny powierzchni kory, który jest środkiem grawitacji. Każda myśl, o obiekcie znajdującym się poza mózgiem, jest także myśleniem o środku grawitacji tego obiektu.

Przykładowo, gdy myślimy o swojej dłoni, koncentrujemy się na jej środku grawitacji (znane np. z treningu autogennego Shultza, prowadzi do odczuwania ciepła, lub ciężkości). Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ każdy punkt przestrzeni jest środkiem jakiegoś układu ciał, a więc środkiem "jakiejś" grawitacji. Cała więc otaczająca nas przestrzeń wypełniona jest środkami grawitacji, czyli w skrócie - przestrzeń wypełniona jest grawitacją. (Szczególny przykład pierścienia - środek jego grawitacji znajduje się w "pustce" - poza masą pierścienia).

W tym momencie powrócę na chwilę do nauk buddyzmu. Skoro środki grawitacji są wszędzie, więc stan zerowej grawitacji w środku umysłu, jest identyczny z zerową wartością środków grawitacji w całej otaczającej przestrzeni. Stąd, powstało stwierdzenie, że stan pełnego poznania własnej świadomości, osiąga się poprzez stan "nic", który jest stanem "wszystko". Medytujący mnich buddyjski identyfikuje się z całym Wszechświatem - lub w skrócie - jest całym Wszechświatem. Tzw. uzyskanie stanu wolności od wszystkiego, polega na odrzuceniem koncentracji na własnym ja (środek grawitacji, powstający w momencie pojawienia się myśli) i akceptacji identyczności tego "środka" z całym otaczającym Wszechświatem.

* * *

Gdyby przyjąć - na podstawie podobieństwa wiru Rankine'a, do kształtu natężenia pola grawitacyjnego wytwarzanego przez masę dodatnią - że grawitacja masy dodatniej jest wirem - to grawitacja masy ujemnej byłaby wirem - wirującym w kierunku przeciwnym. Dla dwóch identycznych mas przeciwnych ich wiry znosiłyby się.

Efekt spotkania takich mas związany byłby zawsze z anihilacją - połknięciem masy mniejszej przez masę większą.

Z drugiej strony, właśnie liniowe malenie natężenia pola grawitacyjnego wewnątrz dodatniej masy można by związać z istnieniem w niej masy ujemnej, której przeciwny kierunek wirowania, powoduje zmniejszanie się wypadkowej grawitacji obu mas - do zera.

* * *

Mam taką uwagę, niepotrzebnie-potrzebnie, rozdziela Pan myśl matematyczną od fizycznego odbioru rzeczywistości. Bowiem myśl matematyczna, również dzieje się w otoczeniu przyrodniczym. Innymi słowy jest jednym z elementów fizycznego świata. Jeżeli matematyk wymyśla swoje teoretyczne koncepcje, to jest to właśnie efektem fizycznego świata w którym żyje, ponieważ on sam jest tego świata fizycznością. To jest taki sam świat, jak każdego z nas.

Co najwyżej, można by się zastanowić, w jakiej relacji jest świat matematyka do rzeczywistości lub dokładniej: z jakich cech, właściwości tej rzeczywistości świata, matematyka wynika. Co w świecie rzeczywistym jest przyczyną tej matematycznej kreacji?

Nie powinno się świata, jakiejkolwiek idei, jakiejkolwiek dziedziny wiedzy, dzielić - na zgodną i niezgodną z tym światem, ponieważ każdy taki podział jest w istocie sztuczny. To przecież z praw przyrody, wynika wszystko to co człowiek swoim transcendentnym umysłem wie i nie wie. A dzielenie świata na szufladki nam pasujące lub nie - to redukcjonizm.

To tak jakby powiedzieć, że poezja, malarstwo, rzeźba, muzyka, czy jakakolwiek forma artystycznej działalności człowieka nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. A przecież matematyk też tworzy, "piękne kompozycje", natury. I tak jak np. muzyk czujący więź z przyrodą, wszechświatem, doznaje olśnienia, w wyniku którego powstają "utwory" nie mniej piękne niż Beethovena, czy Mozarta. To tak, jakby chciał Pan powiedzieć, że dodekafonia Schoenberga nie jest muzyką prawdziwą, tylko prawdziwa jest melodyka tonicznej muzyki Czajkowskiego. A przecież, muzyka Czajkowskiego nie jest całą prawdą o muzyce a jedynie jej pewnym wycinkiem.

* * *

Być może to jest właśnie aspekt - właściwość naszego myślenia, które jest dualne: postrzega rzeczywistość i jakby anty-rzeczywistość. Czy nie lepiej byłoby więc zatem zastanowić się dlaczego? I bardziej wnikliwie przyjrzeć się, dlaczego nasz umysł ma większą tendencje do dzielenia (redukcjonizm) niż spajania?

To co jest obrazem każdej dyskusji to próba udowadniania racji. Gdyby spojrzeć na to zjawisko od strony powszechnej grawitacji, to okazuje się, że ten sposób zachowania właściwy jest każdej materii (grawitacyjnej). A w świecie grawitacji rację ma ten który jest "większy" (Słońce - Ziemia). W świecie człowieka, to ten, który ma większą wiedzę, lub lepszą umiejętność perswazji narzuca niejako perspektywę oglądu rzeczywistości (o zgrozo - coraz bardziej we współczesnym świecie decydują o tym pieniądze). Silne osobowo jednostki przyciągają te które są wiedzą słabsze. Czyż nie jest to proste grawitacyjne działanie?

I nawet jeśli jakaś kometa "nowej wiedzy" spróbuje zajaśnieć, to i tak odleci w nieznane, a gdy nawet kiedyś powróci, i za bardzo wda się w dyskusję ze Słońcem Wszechwiedzy - szybko spłonie jak ISON, i rozpadnie się w otchłani zapomnienia.

W zasadzie słuszne jest prawo równoważności teorii, które mówi, że każda teoria jest prawdziwa, a o jej znaczeniu decyduje liczba zwolenników. Więc te mniej znane, mniej popularne mogłyby zaistnieć jak Słońce, gdyby tych zwolenników - medialnie - znalazły więcej. Medialność jako pewna forma zaistnienia, ma bowiem teraz większe znaczenie niż treść którą przenosi.

Konstatacja: od czego zależy więc wiedza? No cóż, świat samotnych odkrywców dawno poszedł w zapomnienie. Współczesna nauka jest zgodna z podstawową zasadą konsumpjonizmu: liczy się sponsorowanie. I tylko samotne jeszcze, błąkające się holendry, żyją jakby na przekór czasowi, i wciąż wierzą w ideały, których już chyba dawno nie ma.

* * *

"Myśl nie może pomyśleć sama o sobie" - JA człowieka z myśli jest zbudowane. Wszystkie, wciąż powstające myśli "ogniskują się" w odczuwaniu naszego świadomego JA. Ale oprócz odczuwania JA, potrafimy tworzyć w sobie alter-JA, które potrafi nasze myśli - czyli JA - obserwować i oceniać.

Najczęściej, każdy z nas jest w pozycji JA i kurczowo trzyma się myśli. Wygłaszamy więc opinie JA, i tłumimy, każdy przejaw alter-JA, które chciałoby tym myślom zaprzeczyć. Nasze JA musi być spójne i jednoznaczne, bo tylko w ten sposób czujemy się bezpiecznie "schowani" w wewnętrznej jaskini myślenia, oddzielającej nas od świata zewnętrznego: czyli wygłaszać poglądy, które dzielą świat na JA i nie-JA.

Ale podział JA i nie-JA jest sztuczny, i nieprawdziwy w tym sensie, że przecież wszystko co pomyślimy wynika właśnie ze związku ze światem zewnętrznym. Nasze JA jest jednością z całym Wszechświatem.

Zamiast więc kurczowo trzymać się myśli, w błędnym przekonaniu, że jej wyjątkowość uchroni nas przed różnymi konfliktami ze światem zewnętrznym, powinniśmy pozwolić jej płynąć swobodnie, bez oczekiwania słodkości nagrody, czy goryczy porażki. Wtedy myśl - podobnie jak nurt wody kierujący się grawitacją, w sposób naturalny wybierze najlepsze zatoczki i zakręty myślenia, a wszystko co będzie się z nią, czyli nami działo, odczujemy jako prawdziwą wolność - od myślenia.

* * *

Antywodór jest czymś bardzo niestabilnym, przez "łatwość" anihilacji ze ściankami "pułapki". W 2010 roku, w projekcie ALPHA, "złapano" zaledwie 38 antywodorów, które istniały w przeciągu 1/6 sekundy! Innymi słowy antywodór, nie wydaje się być pierwiastkiem istniejącym naturalnie w przyrodzie, a jego nienaturalne wytworzenie w laboratorium, może być wynikiem ... no właśnie czego?

"The biggest limiting factor in the large scale production of antimatter is the availability of antiprotons. Recent data released by CERN states that, when fully operational, their facilities are capable of producing 10 million antiprotons per minute.[19] Assuming a 100% conversion of antiprotons to antihydrogen, it would take 100 billion years to produce 1 gram or 1 mole of antihydrogen (6.02×1023 atoms of antihydrogen)." Wikiepedia (!)

Ciągle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że badanie istnienia antywodoru, podlega regule: cel uświęca środki. W projekcie przyjęto pewne teoretyczne (matematyczne) założenia o istnieniu antyprotonu i antyelektronu. Następnie opracowano "myślowo" eksperyment, który miał to potwierdzić. Parametry zewnętrzne, czyli warunki brzegowe, dobrano tak, by "ułatwić" realizację teoretycznego założenia. Ponieważ zjawisko jest z zakresu mało prawdopodobnych (produkcja jednego grama zajęła by 100 miliardów lat), więc nadal jest ono bliższe spekulacji myślowej, niż realnie postrzeganej rzeczywistości.

W ostatnim stwierdzeniu, chodzi mi o to, że myślenie samo w sobie jest procesem energetycznym, które na przebieg zjawiska może wpływać. Szczególnie w sytuacji, gdy efekty zjawiska, są "prawie" homeopatyczne, czyli zachodzące bardzo mało prawdopodobnie (w bardzo dużych "rozcieńczeniach" materii).

Czy ze względu na energetyczność myślenia, która - według moich dociekań - ma charakter grawitacyjny, nie powstaje zagadnienie wpływu tej energii na wynik doświadczenia? Jest takie doświadczenie, dotyczące pamięci wody - czyli właściwie homeopatii - które dawało tylko wtedy pozytywne rezultaty, gdy badacz "wierzył" w nie. W przypadku przeciwnym wynik doświadczenia był negatywny. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Pamięć_wody).

* * *

Bo to jest tak, Profesorze (z całym szacunkiem):

Człowiek nie odczuwa ruchu Ziemi, ani tego obrotowego: choć zmiany pory dnia postrzega - ani krążącego wokół Słońca: choć odczuwa zmiany pór roku. I zupełnie nie odczuwa, ruchu Słońca wokół centrum Galaktyki, którego prędkość jest względnie największa. Człowiek w istocie swojej odbiera świat nieruchomej Ziemi - poprzez naturalny system geo, żeby nie powiedzieć homo-centryczny.

Więc czy nie jest tak, że wszystkie prawa przyrodnicze (fizyczne) które mierzy, są dla niego tak statyczne jak statyczna jest w subiektywnym odczuciu nieruchoma Ziemia?

Idąc dalej: czy obraz grawitacji materii dlatego jest stały, ponieważ stała jest podstawa odniesienia nieruchomej Ziemi? Ze względu na ciągle dziejący się ruch obrotowy wszystkiego względem wszystkiego, może okazać się, że te prawa postrzegane statycznie nie są prawdziwe w dużej skali wciąż gnającego Kosmosu. Bo można przecież zadać pytanie, czy z punktu widzenia środka Galaktyki (który według fizyki jest masywną czarną dziurą), świat grawitacji wygląda dokładnie tak samo jak opisują to nasze prawa fizyki?

No więc wróćmy na Ziemię. Skoro prawa mogą zależeć od punktu widzenia, czy nie jest tak, że jedynym odniesieniem, co do ich względnej prawdziwości może być nasz mózg?

Dam taki przykład: w miarę zbliżania się do obiektu masowego, nasz wzrok postrzega coraz więcej szczegółów, co jest równoznaczne z większa ilością informacji, kreujących nasze myśli. Można przyjąć, że ilość informacji jest odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości od obiektu postrzeganego. Ale żeby to stwierdzić trzeba mieć wzrok, słuch, węch, dotyk - czyli nasze podstawowe zmysły.

A co z myśleniem? Czyż nie jest tak, że grawitacja, zgodnie z regułą odwrotności kwadratów odległości, tworzy zbiór myśli odnoszących się do obiektu?

Jednym z nierozwiązanych problemów związku grawitacji z myśleniem, może być "kwantowy", czyli podzielony na sekwencje słów, sposób wyrażania myśli.

Gdyby przyjąć homocentryczny układ odniesienia, to słowa powstające pulsacyjnie w umyśle, muszą wynikać z ruchu czegoś co dzieje się poza naszym umysłem. W tym znaczeniu, każdy ruch materii w przestrzeni, musi być powodem, powstawania myśli.

Więc zastanawiam się, czy ruch tych obiektów - głównie planet i księżyców - nie zaburza przestrzeni, powodując jej pulsacje, które nakładając się na siebie daje obraz interferencyjny naszego myślenia. Maksimum dla słów 7-8-literowcy i minimum dla słów 1-2 literowych i ponad 15-literowych - rozkład log-logarytmiczny obserwowany we wszystkich językach świata.

* * *

"NAZWA NIE ZMIENIA RZECZY NAZYWANEJ".

Rzeczywiście, stwierdzenie to jest prawdziwe dla około 5% Wszechświata, które podlega logice ludzkiej. Reszta - czyli czarna energia i ciemna materia wcale tej logice nie musi podlegać. Trzeba raczej przyjąć założenie o istnieniu innej logiki, która może się okazać, że skutkowo-przyczynowej logice zaprzecza.

Według mnie to liniowe następstwo przyczyna-skutek, w naszym myśleniu, nie jest prawdziwym obrazem Wszechświata, ponieważ dotyczy tylko około 5% jego materii.

Stąd paradoksalnie brzmiący wniosek: poezja, proza i wszelka sztuka, które nie kierują się zasadą liniowości myślenia, bardziej rzetelnie opisują złożoność Wszechświata, niż wszelka nauka.

Lub inaczej: liniowość (przyczyna-skutek) w nauce, jest dopiero wstępem do poznania złożoności Wszechświata, w którym odpowiedź na wszelkie pytania może zawierać wszystkie kombinacje możliwych lub nie odpowiedzi.

* * *

Ha, ha ...

Się widzi. Się słyszy. Się rozumie - że bez nadania nazwy czemuś to coś nie istnieje. I nawet powiedzieć "coś", to za dużo powiedziane. Się rozumie, że człowiek tylko tyle wie na ile może coś nazwać. Czyli wie się również, że człowiek jest niewolnikiem nazywania i następstw tych nazw, które nazywa logiką - choć nie do końca wiemy na czym logika polega, poza tym, że polega ... na logice.

Inaczej: to co według nas jest logiczne, wynika z fizycznego sposobu odbioru świata zewnętrznego. Ja na przykład uparcie i nielogicznie twierdzę, że ta logika wynika z liniowej zależności grawitacji od odległości wewnątrz mózgu. A że, mylę się - ktoś powie - to będzie miał rację, ale tylko w zakresie nazywania, które zna jako następstwo nazw, które usłyszał/wyczytał wcześniej.

* * *

Sprzeczność w moim stwierdzeniu jest pozorna, ponieważ mózg jest rzeczywiście tylko narzędziem, które - jeśli przyjąć teorię ewolucji - powstał jako dostosowanie do istniejących sił natury - z których najważniejsze to elektromagnetyzm i grawitacja.

Powszechnie przyjmuje się, że wielkość kory mózgowej, jej pofałdowanie, jest związane z "potrzebą" zwiększenia jej powierzchni. To co różni mój pogląd od neurobiologów, to powód tego pofałdowania. Według tych ostatnich, zwiększenie powierzchni wpływa na zwiększenie liczby połączeń neuronów, które kojarzone są z procesami myślenia. Według mnie, powstanie kształtu pofałdowania, związane jest z dostosowywaniem kształtu kory do zewnętrznego oddziaływania grawitacyjnego.

Proces myślenia dokonuje się w cienkiej warstwie kory (6 warstw). Skomplikowany układ bruzd i zagłębień wpływa na rozkład natężenia pola grawitacyjnego, który na powierzchni kory jest największy. Natomiast w środku mózgu natężenie grawitacji wynosi zero. Każda myśl, która pojawi się na powierzchni kory, automatycznie wskazuje środek jej ogniskowania (jak w zwierciadle wypukłym), który znajduje się w centrum mózgu i jest tej myśli świadomością.

Myśli na korze mózgowej pojawiają się sposób ciągły i niezależny od naszej świadomości. To one właśnie wpływają na kształt kory, który związany jest z tzw. neuroplastycznością. Świadomość może wpływać na myśli w ten sam sposób jak pole grawitacyjne obiektu mniejszego np. Ziemi wpływa na ruch Słońca.

Mnisi buddyjscy dawno odkryli to zjawisko, uznając, że jedyne co można zrobić to poddać się strumieniowi myślenia, który istnieje zawsze, bo jego pochodzenie jest grawitacyjne, a więc niemożliwe do usunięcia. Stan medytacji - całkowitej równowagi ciała, prowadzi do stanu (punktu) w którym istnieje tylko świadomość i nie ma myśli. Ten punkt to właśnie punkt (nirwana) centralny mózgu - czyli ogniskowa wszystkich myśli - która jest świadomością istnienia myśli ale je "ignoruje", i traktuje jako przepływ zjawiska, które zawsze przemija.

Dotarcie do samego "punktu" jest niemożliwe. Po pierwsze w przyrodzie nie istnieje - poza matematyką - żaden punkt o wymiarze zero. Punkt naturalny ma zawsze wymiar. Jedyne co odpowiada pojęciu punktu, to wir, który jest nieskończonym dążeniem do zerowego wymiaru punktu i który każdą myśl wchłania.

Dokąd? Do innego wymiaru ... 4, 5, 6, 7 ...

* * *

Chodzi mi o to, czy ruch obiektów materialnych, a w szczególności Słońca, planet i księżyców może wywoływać impulsy (zaburzenia) grawitacyjne, które nakładają się, interferują (dudnią) i których "pulsacje" oddziałują na wszystkie obiekty materialne, w układzie nieruchomego obserwatora na powierzchni Ziemi.

Ponieważ "pulsacje" te oddziałują na wszystkie obiekty materialne, mózg człowieka, który również im podlega - nie jest w stanie ich wykryć w trakcie pomiaru.

Inną konsekwencją istnienia tych impulsów, byłby "skokowy" charakter myśli, powstającej na korze - w postaci odrębnych słów (myślanych).

W obrazie interferencyjnym np. fal wody obserwujemy obszary wzmocnienia i osłabienia sygnału. W przypadku impulsów grawitacyjnych, obszary wzmocnienia odpowiadałby poszczególnym słowom myślanym, przy czym istniałby ich szczególny rozkład wynikający np. z krzywej dudnienia (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dudnienie).

Kiedyś, badając rozkład słów według długości dowolnego dzieła literackiego (w dowolnym języku), uzyskałem obraz rozkładu, pasujący do rozkładu dudnień - powstających z nakładania się okresowości ruchu obiektów materialnych Układu Słonecznego.

Problem polega na tym, że obraz taki powstaje jako iloczyn funkcji okresowych tych obiegów, a nie jako ich superpozycja (dodawanie). Lecz czy nie jest tak, że każdy iloczyn można przekształcić do postaci sumy? (http://pl.wikipedia.org/wiki/Tożsamości_trygonometryczne)

PS. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za słowa poparcia, w dążeniu do wyjaśnienia zjawiska myślenia, które stało się dla mnie grawitacyjną obsesją.