czwartek, 28 listopada 2013

O okultyzmie

U mnie 2 + 2 = nieskończoność, a wszystko to, przez fizykę kwantową. Bo najpierw trzeba zadać sobie pytanie co to jest dwa. No, to są np. dwa palce ... ale jeśli wejdzimy w nie głębiej, aż do wymiaru kwantowego, okaże się, że te dwa palce, to jakiś nierozpoznany "obłok" w którym więcej jest próżni (?) niż materii. I wtedy ta nasza okultystyczna wiara w liczby - traci jakby na znaczeniu.

Wierzymy w liczby jak w ideały które obserwował Platon, w jaskini, w postaci cieni. Wierzymy w nie, bo chcielibyśmy być tak konkretni jak te idełay: 1, 2, 3 ... Ale przecież one nie istnieją, poza wytworem naszego umysłu, który lubi wszystkie rzeczy upraszczać. Dokładność naszego życia składa się właśnie z uproszczeń i wierzeń, że są jednak jakieś ideały ... 1, 2, 3 ..... których nie ma w realu Wszechświata.

Buddyzm, refleksje

Według moich dociekań, to właśnie samolubność jest wrodzoną cechą człowieka (zgodnie z ewolucjonizmem), a altruizm jest jedynie tej samolubności pochodną. Każdy człowiek w pierszym rzędzie myśli o swoich potrzebach - i wynika to z powszechności występowania jednej z podstwowych sił natury, czyli - grawitacji. Każdy obiekt materialny "ciągnie" do siebie. Obiekt "umysłowy", jakim jest człowiek, może to powszechne "samolubstwo" modyfikować - np. poprzez działanie altruistyczne ... poprzez siły elektromagnetyzmu.

... Ale gdy przyjrzymy się temu altruizmowi dokładnie, zauważymy, że w istocie jest podobny do samolubstwa. JA altruistyczne, odczuwa radość z dawania innym, a ta radość, w warstwie psychologicznej niczym się nie różni od próżnego poczucia szczęścia i zadowolenia właściwych egoizmowi (grawitacji).

* * *

Zgłębiam teraz nauki Buddyzmu i dostrzegam ogromne, "zbawienne" działanie buddyjskich praktyk na uspokojenie rozkołysanego ciągłymi potrzebami umysłu. Porównanie wyciszonego umysłu do niezmąconej niczym tafli wody, jest dobrym przybliżeniem, ułatwiającym nam dostrzeganie i odbiór życia, takim jakim jest - gdy morze myśli jest niewzburzone.

Jednak jest to tylko przybliżenie, wynikające lokalności istnienia człowieka na płaskiej powierzchni Ziemi. W ujęciu szerszym - społecznym - jak chce tego Ricard - ten model nie jest poprawny, ponieważ, myśli tworzone w dużych grupach społecznych, ulegają zakrzywieniu - tak samo jak zakrzywienmiu ulega powierzchnia Ziemi. Dla jednostki ten element zakrzywienia jest zaniedbywalny, ale dla całych społeczeństw (krajów, kontynentów), zaczyna nabierać znaczenia.

I w tym zakrzywieniu tkwi problem, który ma swoje rozwiązanie w istnieniu środka wszystkiego, czyli Boga.

* * *

Świat intelektualny człowieka, jest skoncentrowany wokół środka Ziemi. A środek Ziemi wokół środka Układu Słonecznego - czyli Słońca. A nasz Układ Słoneczny, wokół środka Drogi Mlecznej, a środek Drogi Mlecznej, wokół środka galaktyk ... aż w końcu, środek wszystkich środków, skoncentrowany, jest wokół JEDNEGO, którym jest Bóg, i który nasze myśli obraca.

Reguła koła

Kto lubi, ten nie odrzuca. Kto nie lubi - ten odrzuca wszystko. Twoje odrzucenie jest więc częścią lubienia lub nie lubienia samej siebie. Cos, co jest przykre Twojemu JA, zostaje odrzucone, coś co Twojemu JA pochlebia, przyjęte z zadowoleniem.

* * *

Ale nawet teraz, gdy wymyślam te regułki, nie mogę pozbyć się "reguły koła" - muszę te myśli zaokrąglać - rytmem, pointą, zaskoczeniem. Dlaczego? Bo najpiękniejsza muzyka pochodzi z obrotu ciał niebieskich, a rozróżnialność myśli - jak rozróżnialność dźwieków tworzących harmonię - jest imperatywem każdej mowy (myśli) która chce przenieść jakieś znacznie.

Nadałaś tak formę właśnie swojej wypowiedzi. A więc zamknęłaś kołem swoją myśl. I czyniąc to sprawiłaś, że ta myśl krąży już sama dla siebie - i tylko dla Ciebie - i nigdy nie będzie ona, bo nie może być, udziałem innych krążących w podobny sposób - a więc zamkniętych kołem - myśli.

Ale są ci, którzy uwierzyli wiekszemu kołu słów-myśli Boga i są ci którzy uwierzyli większemu kołu słów-myśli nauki. Ja staram sie moje koło myśli zatrzymać, jak nakazuje Budda, by uchwycić moment bez-obrotu-myśli, by zauważyć, że w istocie, to my jesteśmy źródłem, środkiem tego krążenia.

Religie i klimat

Zauważ, że Twoje potrzeby duchowe, wzięły sie z różnic klimatu panującego na Ziemi - więc nie są "pogodowo" niezależne.

Największe religie świata powstawały w ciepłych promieniach słońca okołorównikowego. Kiedy bowiem Słońce grzeje i tylko przewiewny strój mnicha jest potrzebny by okryć ciało, myśl paruje i fermentuje niczym dobre wino ...

Ha, ha ... gdybyśmy postawili Mojżesza, Buddę czy Allacha na jednej z gór syberyjskich, gdzie panuje ziąb i temperatury bliskie - 50 st. celsjusza, nie zdołaliby oni nic wymyślić, i nic napisać, a kamienna tablica z 10. przykazaniami, pękłaby i wypadła Mojżeszowi ze skostniałej od mrozu ręki.

Tak więc, twierdzę, że wszelka wiara jest zależna od warunków klimatycznych, a jej nadmiar prowadzi do waśni wewnętrznych, takich jak na Bliskim Wschodzie, czy takich, które rozlewają się na Północ z ogrzanej słońcem Italii i rozważań apostołów oraz kolejnych papieży.

... i wtedy święte stałyby się słowa: "Ku ...a, jak tu zimno!" - które to słowa, głebokiej wiary potwierdzam, siedząc w pokoju, gdzie jest tylko 14 st. celsjusza, w dżdżystej, smaganej deszczem i wiatrem Anglii. Na szczęście mam "biblijny" rozgrzewacz: 40% whisky-mnicha Teacher.

Nassim Haramein

To, co przedstawia w wywiadzie Nassim Haramein, jest próbą połączenia duchowości ze światem materialistycznym, badanym przez naukę ... wiele w tym wywiadzie niejasnych pojęć, przyjmowanych ad hoc .... dywagacji, które są bardziej projekcją umysłu i niż "faktem" możliwym do sprawdzenia doświadczeniem naukowym ...

Ale, to co mówi Nassim można ująć w ramy nauki, jeśli przyjąć istnienie matematycznie akceptowanych wyższych wymiarów ...

Nasze myśli nie są z tego świata ... są raczej rzutem czegoś, co dzieje się poza trójwymiarową rzeczywistością. Nie można myśli ulokować w przestrzeni, nie można nadać im cech masy ani próżni. Są czymś, co nie zależy, od odległości, czasu i przestrzeni. Więc ...

Świat który obserwujemy, jest trójwymiarową powierzchnią, 4. wymiaru, tak jak powierzchnia dwuwymiarowa, zamyka 3. wymiarowość naszej rzeczywistości, w dowolnym, obserwowanym kształcie. Gdy obserwujesz świat, widzisz jego 3-wymiarowość, która jest powierzchnią wyższego - 4. wymiaru. Nawet Twój mózg jest tylko fizycznym elementem powierzchni tego wymiaru ... tak więc, nasza fizyczność dzieje się na powierzchni czegoś, co pochodzi z wymiaru wyższego.

I jedynie myśl nasza nie podlega prawom 3 wymiarów. Jest poza - niezależna od odległości, czasu i przestrzeni. Skoro więc rzeczywistość, która jest, dzieje się na powierzchni wyższego wymiaru, to wewnątrz tego (4) wymiaru dzieją się nasz myśli.

W każdym momencie, z myślą możesz zrobić to co zechcesz. W każdym momencie w zależności od tego, co z tą myślą zrobisz, twój świat zewnętrzny będzie wyglądał tak, jak wygląda rzut twoich myśli z przestrzeni 4-wymiarowej.

Mózg, a właściwie kora mózgowa, dlatego ma formę kulistą, ponieważ niezależnie od wymiaru, środek kuli - środek myśli - zawsze istnieje. I nawet jeśli myśli dzieją się w wyższym - 4. wymiarze - to środek (punkt) tych myśli jest taki sam jak dla wymiaru trzeciego.

Każde Twoje wyobrażenie, każda miłość i każdy strach dzieją się w tej (4) przestrzeni. Nie możesz tego kontrolować, ponieważ, 3-wymiarowa przestrzeń, która jest powierzchnią myśli, wiąż się obraca. A Twój środek czwartego wymiaru, nie może być na te zmiany obojętny.

To nie tak, że piję bo nic nie potrafię osiągnąć - to tak, że to co osiągam, jest jak fala obmywająca brzeg - bez ludzi, bez wiary, bez ... siebie.

Inwestując w Boga

He, he ... przeczytałem i zrozumiałem, że ... pieniądze szczęścia nie dają, ale inwestując w Boga - mogą przynieść wymierne korzyści. Żydzi znani są z umiejętności pomnażania pieniędzy, ponieważ czynią to "z Bogiem". Taki "Jabes", nawarca się modlitwą i zaraz mu się w życiu polepsza - a to mieszkanie, a to studia, a to pewnie dobra praca i "dobre" pieniądze. A te całe tałatajstwo - które nie wierzy - doznaje w życiu ciągłych porażek, czyli ... bólu.

No to pewnie i mnie dotyczy ... ten ból.

Ale na pocieszenie, sprawdziłem jak działa metoda wyciszania umysłu proponowana przez Buddę. No i powiem, że całkiem nieźle - częściej myślę o tym jak oddycham, wizualizuję pracę serca, wątroby, nerek ... i nawet ból w krzyżu obserwuje myślą. Wyrównałem energie czakr, i teraz promieniują równomiernie - ta od seksu nie jest już tak wyraźna, a ta od umysłu jakby jaśniejsza. Co więcej - ból (czytaj: Jabes), jest dla mnie zrozumiały i akceptowany jako pewna nierównowaga w organizmie, którą można opanować.

Ale przede wszystkim - i to jest chyba największe moje osiągniecie - wywaliłem wszystkie myśli swoje na śmietnik! One powstają, jako odpad spalania pokarmu i z reguły zniekształcają rzeczywistość ... bo kiedy myśl jest ważniejsza niż czucie twojej ręki, dupy, czy zmęczonego palca u nogi ... to wskazuje to tylk,o na stan zatrucia myślami, które są efektem nieprawidłowego działania części ciała i innych wewnętrznych organów - a to z kolei związane jest z odżywianiem.

Prawdziwa radość - nie potrzebująca słów i innych usprawiedliwień - jest wtedy, gdy przestajesz być człowiekiem a stajesz się małpą - zwykłym zwierzęciem i zwykłą rośliną, która pragnie tylko żyć i ponad wszystko żyć, żyć i rozkwitać.

Bawienie się myślami, jest jak grzebanie w oddchodach - czyli szukanie dziury w całym ... . Wiele z nich jest doniosłych, niektóre nawet odkrywcze, ale w większości mają postać kataru myśli, którego powodem są niedomagania organizmu.

Pozdrawiam

O szczęściu

No dobra, zapytajmy: co to jest szczęście?

Mówi Wikipedia: "Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne."
"... odeszła od niego, bo miała dość, dość jego nadopiekuńczości, jego ciągłych, przesadnych starań, by wciąż było jej dobrze - ale jej z tym było źle, czuła się jak zamknięta w klatce czułości czyjejś ... bo nie jej."

Czy podmiot w powyższym opisie nie odbierał swoich działań jako pozytywne?

* * *
Mówi psychologia: "Istotą szczęścia jest zaspokojenie potrzeb" (Maslow).
" ... kupiła samochód, dom i miała wszystko co tylko zapragnęła, bo szczęście przez całe życie było jej sprzymierzeńcem. Po drodze, ku dobrom "utopiła" miłość i zawiodła zaufanie przyjaciół, ale ... dobrze jej się wiedzie."

Czy zaspokojone potrzeby, potrafią zastąpić potrzebę miłości?

* * *

Mówi Mirek do Teresy:
" ... wierzysz w Boga, bo to daje Tobie wolność istnienia, a istnienie zamieniasz w drobne prywatne przyjemności, którez miłościa Boga do wszystkich ludzi - nie mają nic wspólnego!"

Jak chcesz przełożyć, Twoje "folwarkowe" szczęście na szczęście innych ludzi?

* * *

Pozdrawiam ciepło (tym razem i tylko w promocji)
Mirek

* * *

Wróciłem ze spaceru i ... przeczytałem Twój tekst (pobieżnie). I pojawiła się taka myśl:

... najpierw są dźwięki, potem są znaki. Dźwięk jest nam znajomy, dźwięk jest znajomy zwierzętom, roślinom i martwej materii. Człowiek przekształca dźwięk w znaki ... Kiedykolwiek Twój tekst odczytuję, słyszę dźwięki ... każda ich specyficzna wibracja powoduje, u odbiorcy pojawienie się odpowiedzi, która tez jest układem dźwięków.

Dźwiek jest ponad znakiem. Znak jest tylko potrzebny by ten dźwięk zapisać. Podobnie jak nuty są zapisem melodii, słowa są zapisem dźwięków myśli. Jak powiem Bóg: to usłyszę dźwięk i oczywiście kryjące się za tym słowem znacznie, które też jest dźwiękiem. Jak powiem "szczęście", to odnajduję w nim "wodospad" innych słów-dźwięków ... Czy można ten wodospad zatrzymać?

Otóż jogini używają mantry - takiego zlepka dźwięków, którego zadaniem jest oczyszczanie umysłu z nadmiaru różnych wciąż kreowanych i nie kończących się myśli-dźwięków. Mantra jest jak chusteczka, wycierająca wciąż powstającą wydzielinę myśli.

Zatrzymać wodospad myśli nie jest łatwo. Ale każda płynąca woda, musi kiedyś znaleźć swoje ujście: musi wsiąknąć, rozlać się lub ujść do morza, oceanu ... myśli innych. Zaczynam doceniać ciszę jaką odnajduję, gdy przerywam jej bieg słowem-dźwiękiem mantry. Ciszę, która mówi mi więcej o moim związku ze światem niż kakofonia nieustannie tworzonej myśli, próbującej dźwiękami ten świat opisać.

Pozdrawiam, zdrawiam, wiam ..

* * *

. "Tak daleko nam do "zrozumienia" drugiego człowieka ... i jego zaakceptowania jako, istnienia takiego samego jak nasze"

... dlatego pewnie, że wyobrażenie o świecie - każdego z nas - zbudowane jest z innych ideałów. Gdybym zapytał czym jest Twoja myśl, okazałoby się, że wynika ona z przyjęcia wierzeń w pojęcia zawarte w Biblii. Moje natomiast zawieszone są w świecie zwątpienia, wobec każdego ideału - w tym ideału samego siebie.

Ufamy naszym myślom, tak, jakby były one prawdziwym obrazem świata. Tymczasem to fantomy, nie posiadające ani kształtu, ani masy, ani koloru, ani zapachu - wytwory naszego umysłu, które często realny świat zaciemniają.

Tak więc żyjemy otoczeni fantomami w przekonaniu, że zaprowadzą nas do prawdy o istocie życia. Iluż filozofów, myślicieli, zbudowało wizjonerskie obrazy świata, utkane we wzory zawile połączonych, misternie uplecionych słów i pojęć? My te wizje często przejmujemy i traktujemy jak nasze dobro, jak naszą drogę prowadzącą przez wyboje ... innych wizji życia.

Walczą więc i ścierają się różne poglądy w naszych umysłach - ale, gdyby je odrzucić, stanęlibyśmy nagusieńcy i bezbronni, jak te nowo narodzone dziecię, które krzyczy z powodu faktu przyjścia na świat.

Trochę zgłębiam Buddyzm i znajduję w nim jakby przywołanie do odrzucenia tych fantomów umysłu i skierowania się do wnętrza, w którym panuje harmonia serca, oddechu, i uczucie czerpania rzeczywistości taką jaka jest, bez oceniania, bez wytykania ...

... wnętrza skromnego, wypełnionego współczuciem wobec siebie, przyjaciół i wrogów - którzy cierpią. Dlatego tak ważne wydaje mi się by zaakceptować każdego: i tego ułomnego i tego wspinającego się na szczyty rozumu i władzy .... niczego.

Święty graal nauki

Myślę, że prawdziwym podstawowym elementem świata, "świętym gralem" którego poszukuje nauka jest właśnie myśl. Badając Wszechświat mikro i makro, w granicy poznania, odryjemy ... własną myśl, ten świat odkryć stwarzającą. W pewnym sensie dzieje się tak już w fizyce kwantowej, gdzie poza granicą tzw. Plancka, nie możemy powiedzieć nic - albo wszystko. Pole Higgsa jest imaginacją wyrażoną językiem matematyki - czyli językiem idei, których nie można zobaczyć, dotknąć. Podobnie różne obrazy kosmologiczne, przepełnione są najrozmaitszą myślą, ujętą w matematyczne niepoznawalne i w ograniczonym stopniu sprawdzalne modele.

Jeśli to, czego szukamy, zbudowane jest z tego, czego używamy do szukania, to tak jakby narzędzie poszukiwań było jednocześnie obiektem poszukiwań. W tej sytuacji podmiot poszukiwań staje się przedmiotem i na odwrót. Warto zauważyć, że człowiek nauki poszukuje tylko tego, co jest zgodne z jego ludzką logiką (to te 5%), natomiast nie szuka tego, co wykracza poza przyczynowo-skutkowe myślenie. W tym znaczeniu dużo bogatszy w odkrycia jest świat sztuki, bo jest to świat nieograniczony i nie obarczony zawężającą wszystko pragmatyką logiki.

* * *

"Nie mam niczego swojego." - to jest dokładnie tak, jak mówisz - to zewnętrzność stwarza naszą osobowość i nasze myśli. Jednocześnie - ta zewnętrzność bez nas nie istnieje, w tym znaczeniu, że nigdy nie byłaby ta sama, gdyby nas nie było.

No tak, ale przychodzi tajfun i zabiera 10 tys. żyć na Filipinach. Czy one - te życia - coś znaczyły dla nas? Można powiedzieć, że tak i nie: tak - ponieważ, każdy człowiek i jego oddech, ciepło uczestniczy w całości Wszech ...

... sorry, dokończę później (lub nie), bo przecież, to nie ma znaczenia co powiem, bo zawsze, zawsze, zawsze ... powiesz inaczej! I jest OK! Za to też Ciebie lubię, bo to akceptujesz ... ale teraz ... idę spać, czyli czynić coś, co jest lepsze niż myśleć i pisać, pisać, pisać ... by przeczytać swojego pisania pochlebianie lub zaprzeczanie. Miłych przemyśleń i głęboko, głęboko, głęboko sięgających dna poznania - rozmyślań.

Zakrzywienie myślenia

Myślenie, które opisujesz, dzieje się pomiędzy różnymi, często ekstremalnymi stanami umysłu. Ktoś wierzy lub popiera coś, czego nie lubi lub wprost nienawidzi ktoś inny. Patriotyzm np. zakłada wymóg chronienia odrębności danej kultury. Mój krąg przyjaciół lub tak-samo-myślących-ludzi zakłada, konieczność obrony własnych ideałów przed zakusami zwolenników ideałów innych. Mój dom jest jak "zamek", który oczywiście jest dostępny czasami dla gości, ale w gruncie rzeczy przed nieproszonymi gośćmi chroni. Wreszcie - mój umysł jest dla mnie: inni mogą z niego czerpać, ale tylko na tyle na ile nie JA na to pozwolę.

Z argumentacji którą przedstawiasz wyłania się obraz świata burzliwego, miotanego różnymi nurtami pragnienia. Podobnie jak nasz umysł, który miotany jest na przemian myślami radości i strachu. Trudno nam utrzymać w nim równowagę myśli, tak jak trudno utrzymać równowagę w nurcie porywistej wody. A myśli muszą wciąż płynąć, tak jak wciąż musi bić serce i wciąż musimy oddychać - żeby żyć.

Medytując próbujemy uspokoić te myśli: złagodzić strach przed światem - tym przeszłym, który dźwigamy jak kule u nogi i tym przyszłym, którego projekcje są zniekształcone zdarzeniami z przeszłości. Medytując, próbujemy uzyskać stan, w którym powierzchnia umysłu jest nie wzburzona i nieruchoma jak tafla niezakłóconej wiatrem wody. Buddyzm naucza, że każdy z nas może taki stan uzyskać ... ale,

Buddyzm jest tylko pewnym przybliżeniem prawdy, ponieważ uspokojenie umysłu, które kojarzone jest z płaską powierzchnią nie wzburzonej wody, osiągane przez jednego człowieka, w odniesieniu do całego świata zamyka się kołem - tak jak z pozoru płaska powierzchnia oceanu, rozciąga się na zakrzywionej powierzchni kuli ziemskiej.

Jeśli tak - to każde zakrzywienie ma środek, który jest jakby geometryczną "przyczyną" tego zakrzywienia. A więc to co dostrzegł Budda w odniesieniu do każdego człowieka z osobna, w istocie tworzy powierzchnię zamkniętej kuli, w której środku istnieje "stan", odpowiedzialny za stan umysłu. Czymkolwiek to jest, jest zatem przyczyną pierwotną myślenia ...

* * *

Przyjrzyj się jaki jest mechanizm wypowiadania słów, powstających w naszych umysłach. Wypowiadanie zawsze połączone jest z wydechem powietrza. Prawie niemożliwe jest mówienie w czasie wdychania powietrza. A więc słowa powstają w procesie usuwania z organizmu szkodliwego dwutlenku węgla, powstającego w czasie procesu spalania produktów odżywczych w komórkach - także w komórkach centralnego układu nerwowego. Oznacza to, że nasze myślenie posługuje się mechanizmem wydalania, a ściślej, mowa jest produktem ubocznym tego procesu.

Jeśli tak, to i myślenie musi być produktem ubocznym spalania komórkowego. Przy czym zawartością myślenia - a więc i słów wypowiadanych - można sterować. Jeśli bowiem skupię swoją uwagę np. na tym co powstaje w umyśle - to w wydychanym powietrzu znajdą się produkty spalania w obszarze umysłu (np. natrętne słowa myślane), jeśli natomiast skupię się na biciu serca - to w wydychanym powietrzu będą produkty spalania właśnie z okolic serca, w tym wynikające z wad funkcjonowania/budowy.

Na tym polega m.in. oczyszczanie organizmu proponowane przez buddyzm. Aby oczyścić wybrany fragment naszego ciała, musimy skupić na nim swoją uwagę i spokojnie wdychać i wydychać powietrze. Proces "falowania" oddechu, spowoduje, że złe, często chorobowe blokady tych obszarów ciała, na których skupiamy uwagę, ulegną oczyszczeniu (odblokowaniu). Również oczyszczanie kanałów energii (czakr), polega na skupieniu na nich uwagi i spokojnym uwalniającym złogi "złej" energii oddychaniu.

W czasie takiego zwykłego, skupionego na czymś oddychania, pewnym ułatwieniem jest "wizualizacja" dźwiękowa - np. szumu fali nadchodzącej (wdech) i oddalającej się (wydech) od brzegu morza. Świetne ćwiczenie - polecam!

* * *

"To myśli kształtują człowieka, który przenosi swój wpływ na innych. Od ich posłannictwa zależy całokształt życia." (cd.)

Każdy tekst jest pewną charakterystyczną dla danego autora kombinacją słów. I każdy tekst może wywołać różne reakcje, u różnych odbiorców. Tak więc, ponad zawartość informacyjną, ujętą w kombinacji podmiotów, orzeczeń i dopełnień, ważniejsze jest to, jakie znaczenie dla odbiorcy dana treść przenosi.

"Znaczenie" jest najważniejszą cechą Wszechświata, choć w fizyce jest często pomijane: przykładowo, prawo Newtona mówi że nie ma znaczenia kształt przedmiotu w grawitacyjnym przyciąganiu, a jedynie jego masa. Również Einstein, określając zdarzenie w czasoprzestrzeni, pomija znaczenie zdarzenia dla obserwatora: znamy położenie przedmiotu, czas - ale nie bierzemy pod uwagę jaka jest wzajemna relacja tego przedmiotu i obserwatora. Lub inaczej: jakie znaczenie ma dany przedmiot znajdujący się w czasie x, w położeniu r dla osoby dokonującej obserwacji.

Z punktu widzenia metodologii naukowej, wydaje się nie mieć to znaczenia, ale ... przy badaniu bardzo subtelnych zjawisk jak np. pamięć wody, okazało się, że wynik doświadczenia zależy od nastawienia obserwatora do zjawiska. Innymi słowy, znaczenie jakie ma dla dla nas zjawisko (lub brak tego znaczenia) sprawia, że uzyskujemy różne wyniki pomiarów.

Wynika stąd również wniosek, że siła (energia) znaczenia, jest mała w porównaniu do pozostałych sił natury: grawitacji, elektromagnetyzmu oraz silnych i słabych sił jądrowych. Niemniej, ta niewielka siła, rządzi naszymi umysłami: każdy komentarz np. na eioba jest wyrazem tej siły - siły znaczenia danego tekstu (komentarza) dla komentującego.

Znaczenie, podobnie jak inne wielkości fizyczne można opisywać poprzez względną skalę odniesienia. Przykładowo podajemy odległość w umownej skali do wzorca metra, natomiast o "znaczeniu" możemy powiedzieć, że ma duże, średnie lub małe znaczenie dla odbiorcy.

Wielkość znaczenia można mierzyć względem idei - czyli np. możemy ustalić jakie znaczenie ma dla nas dane zjawisko (myśl) w odniesieniu do Boga, lub dowolnego innego ideału (np. ateizmu).

* * *

"To myśli kształtują człowieka, który przenosi swój wpływ na innych. Od ich posłannictwa zależy całokształt życia."

Myśli powstają w momencie przeskoku impulsu elektrycznego z jednego neuronu do drugiego, przez niewielką przerwę na ich zakończeniach zwanych synapsami. Jest w naszym mózgu ponad 10 miliardów neuronów i ... ponad 10 do potęgi 15 (!) takich malutkich przerw wielkości około mikrometra. Gdyby znaleźć się w mrocznym wnętrzu mózgu, i na chwilę móc spojrzeć co dzieje się na niewielkiej grubości kolistej korze mózgowej - ujrzelibyśmy miliardy rozbłysków. I widok ten byłby nam znajomy - bo wyglądałby jak rozgwieżdżone nocne niebo.

Ta analogia staje się silniejsza, gdy spróbujemy zdefiniować, czym jest gwiazda ... Otóż, zwykliśmy podawać masę gwiazdy, tak jak podajemy masę Słońca. Jednakże współczesna wiedza na temat budowy materii, wskazuje, że jest ona w środku prawie pusta! Innymi słowa, materia jest bardziej pustą przestrzenią niż materialną masą. Tak więc, to co obserwujemy na niebie jest rozbłyskiem (światłem) w 90% pustej przestrzeni! I tak też powstaje świecenie pomiędzy synapsami w mózgu człowieka - jest to przeskok ładunku (wyładowanie) przez pustą przestrzeń.

No, ale jeśli nasz mózg podobny jest do Wszechświata - lub Wszechświat do naszego mózgu - dlaczego widzimy tylko rozbłyski (światło) gwiazd, a nie widzimy neuronów. W tym momencie przychodzi z pomocą koncepcja ciemnej energii lub ciemnej masy - niewidocznych dla człowieka a wypełniających Wszechświat w 95%! "Neurony" Wszechświata znajdują się w niewidocznej dla nas przestrzeni gigantycznego mózgu - jedyne co udaje się nam zaobserwować, to rozbłyski (światło) gwiazd w momencie przeskoków ładunków pomiędzy tymi "neuronami". Oczywiście skala tego zjawiska jest dużo większa niż skala rozbłysków obserwowanych w mózgu człowieka. Ale podobieństwo jest znaczące ...

... znaczące do tego stopnia, że uzasadnione wydaje się twierdzenie astrologii dotyczące związku momentu naszych narodzin z układem gwiazd na niebie. Każdy ma te 10 do potęgi 15 synaps, na których obserwowane są rozbłyski, ale układ tych synaps, dla każdego jest inny. A to dlatego, że w momencie tworzenia się mózgu w płodzie człowieka, różny był układ gwiazd na niebie.

Dlatego tak trudno zmienić charakterystyczny dla każdego sposób myślenia. Powstające myśli są wynikiem określonego układu synaps, odpowiadającego zodiakalnemu układowi gwiazd. Więc jeśli chcemy wiedzieć coś więcej na swój temat i na temat sposobu naszego myślenia, powinniśmy odszukać jaki był układ gwiazd na niebie w okresie poprzedzającym moment narodzin. Jeżeli na niebie były wtedy gwiazdozbiory, których gwiazdy nie świecą jasno - to i taki wachliwy, niejasny będzie nasz sposób myślenia (przykład Wodnika i słabo widocznej gwiazdy Sadalmelek). Jeżeli natomiast były wtedy na niebie gwiazdy jasno świecące, jest również więcej zdecydowania w naszym myśleniu (przykład Byka i gwiazdy Aldebaran, jednej z najaśniejszych na nocnym niebie).

Ponarzekam, ponarzekam i do nieba uciekam

No ... teraz zgłupiałem ... ale to nic nowego ... przecież nie żyje się po to, żeby żyć, czyli: narzekać, wytykać, przetykać i stykać - ale po to, żeby umrzeć! Bo prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci!

Życie oznacza bowiem ciągłe niezadowolenie - a to wierzących, dlatego, że wiara niektórych jakby nie taka, a to racjonalistów, dlatego, że wiara istnieje i kłuje w "rozum" ... wiecznie ktoś czepia się kogoś o to - że żyje - tak jak potrafi - a oprócz skromnej opinii własnej, wszyscy wokół mówią, że żyje źle, "niewłaściwie".

Chyba, że ktoś kombinuje sobie tak: ponarzekam, ponarzekam, potem się wyspowiadam i do nieba ... uciekam! Albo tak, jak preferują racjonaliści, którzy uciekają - do nikąd.

Jeśli prawdziwe życie, zaczyna się po śmierci, to po co zamartwiać się, że ktoś nie ma pieniędzy albo ma ich za dużo? Na jednych i drugich czekają robaki, a przecież nasz duch jest dla robaków niejadalny i ... niezależny od tego ile, kto zarabia ...

... jeśli prawdziwe życie, zaczyna się po śmierci (?) ... oddaj pieniądze, które masz - bezdomnym i biednym ...
Hi, hi, ale głupotę znowu walnąłem! - przecież wiem, że nie potrafisz.

* * *

Tak to sprytnie Bóg stworzył, że nasze myślenie, czy mówienie (i oczywiście pisanie), jest takim samym procesem fizjologicznym, jak oddychanie, pocenie się, wydalanie moczu czy ... rzeczone sranie.

Ale: „Człowiekiem jestem; nic co ludzkie nie jest mi obce” mawiał Terencjusz, a myśl ta stała się przewodnią w okresie Renesansu, odrzucającego wartości Średniowiecza i kościoła - więc nie powinno to słowo, światłe umysły ateizmu i racjonalizmu razić. Nadal nie zparzecza to, istnienia "nadnaturalnej siły", która przyjęła formę wydalonego w ludzkim języku słowa: Bóg.

* * *

Droga, szanowna Tereso ... swiat wszędzie jest taki sam ... jeden jest po to by wykorzystywać dwa.

Anglia nie byłaby krajem "cywilizowanym", gdyby najpierw nie zgarnęła trochę dobra ze swoich kolonii. Mieli kiedyś niewolników, na których się wzbogacili i teraz uważani są za jedną z najlepszych demokracji na świecie. Państwo polskie było bite po pysku i wykorzystywane przez stulecia. Dla innych był to kraj idealnych niewolników - do tego stopnia, że niewolnicza mentalność, trwale wpisała się w umysłach wiecznie niezadowolonych, sfrustrowanych Polaków - niezależnie czy jest to przedstawiciel tzw. cierpiącego narodu, czy kasty politycznej, która ten naród tłamsi. Bo czego można oczekiwać od niewolnika, któremu dano władzę?

Świat widziany myślami

To, jak wygląda świat, zależy od sposobu w jaki o nim myślisz. Wizualizacja Boga osobowego, powołuje go do istnienia - tak samo, jak kiedyś wizualizacja matematyczna, doprowadziła do odkrycia tego co sobie wyobrażano - a więc cząstki Higgsa. Nasz świat zależy od naszych wyobrażeń. Kiedyś Demokryt wyobraził sobie świat zbudowany z atomów - i zgodnie z jego wyobrażeniem taki świat odkryto - a nie dlatego, że taki świat istnieje naprawdę. Poza opisem matematycznym i pewną zgodnością z tym co mierzymy - nikt atomu nie widział! Podobnie wyobrażenie czarnej energii czy ciemnej masy - doprowadzi do odkrycia praw tymi wyobrażeniami rządzącymi. Innymi słowy, każdy z nas odkrywa to co chce, żeby było odkryte. To "chce" może wynikać z pewnych przesłanek, które nie mają charakteru powszechnego a jedynie mają wymiar popularności ...

Istnieją teorie bardziej lub mniej popularne. Na przykład greccy filozofowie wyobrażali sobie świat zbudowany z czterech żywiołów: powietrza, oginia, wody i ziemi - i jeśli będziemy nadal w te zywioły wierzyli, to cała rzeczywistość będzie dla nas zgodna z tym wyobrażeniem.

Nie istnieje zatem prawda jedyna, ostateczna, a jedynie prawda bardziej lub mniej prawdopodobna. A o prawdopodobieństwie prawdy decyduje liczba jej zwolenników. Każdy z nas zna krzywą dzwonową Gaussa, która występuje przy opisie wszystkich zjawisk na świecie. Przykładowo: jeżeli zmierzymy długość czegoś i wynosi ona 1m - to jest to tylko założenie idealistyczne - oscylujące wokół dokładności pomiaru opisywanego krzywą Gaussa. W rzeczywistości pojęcie 1m jest ideałem, który nie istnieje, a który przyjmowany jest przez racjonalistów jako prawda. Nawet wzorzec metra w Serve pod Paryżem ciągle się zmienia - więc co to jest 1 metr?

Zgodnie z powyższym, należy przyjąć, że każda prawda, każda teoria jest prawdziwa, tylko zajmuje na krzywej Gaussa różne miejsce. Bardziej prawdopodobne - o większej liczbie zwolenników - znajdują się bliżej środka; mniej prawdopodobne na opadających ramionach krzywej. Można przyjąć twierdzenie, że każda prawda jest prawdziwa, z dokładnością do liczby jej wyznawców, a w skrajnym przypadku - z dokładnością do jednego tylko wyznawcy!

Dlatego należy uznawać każdą prawdę, a nie wytykać np. prawdę Świstaka, która jest prawdą powszechnie przyjmowaną na świecie - 59% ludzkości wierzy w jakiegoś boga - w odróżnieniu od prawdy ateistów - którą wyznaje tylko 13% ludzkości świata.

Kwantowa Teoria Boga (35)

... ciekawa interpretacja bioenergetyczna, prawdziwa z dokładnością (przynajmniej) do tego, który ją wymyślił. Moja interpretacja też jest tylko pradziwa z dokładnością do mnie - do mojego wyobrażenia. Na wszelkie próby oceny czy jest zła, czy dobra - odpowiadam w ten sposób: a czy oceniamy pracę artysty jako złą czy dobrą? Może w pewnych przyjętych normach krytyki artystycznej tak, ale w kontekście samego twórcy jego dzieło: poezja, muzyka, rzeźba, teoria itp. bronią się same i nieważne czy ktoś ją akceptuje czy nie, bo artysta tworzy dla tworzenia a nie dla czyjegoś widzimisię.

Zresztą koncepcja samej krzywej Gaussa pochodzi od Boga (prawda przynajmniej z dokładnością do mnie).

Dowodem na to są ostatnie badania - między innymi pomiary efektu Lensa-Thirringa dokonane sondą grawitacyjną Probe B*. Efekt, o którym piszę i który wynika między innymi z Ogólnej Teorii Względności, zakłada, że dowolne ciało będzie się obracać wokół osi "tylko" dlatego, że obraca się wokół osi inne większe ciało (to takie "rozumienie" obrotów na odległość). Na podstawie tego można wysnuć wniosek, że również Słońce obraca się wokół osi pod wpływem obrotu centrum Galaktyki, a centrum naszej Galaktyki musi obracać się wokół osi pod wpływem innego większego centrum i ... tak w nieskończoność. Prędkość kątowa tych obrotów stopniowo maleje (aby zachowana została zasada zachowania momentu pędu) do zera! No, to ten nieruchomy świat, względem którego, wszystko inne się odnosi i obraca to musi być nasz poszukiwany Bóg (prawda z dokładnością do mnie - wystarczy!)

Dowodem na to, że Wszechświat jako całość obraca się, są ostatnie badania zespołu naukowców pod kierunkiem Michaela Longo z Uniwersytetu Michigan**, który stwierdził asymetrię w kierunkach obrotu galaktyk: na półkuli północnej nieba więcej galaktyk obraca się w lewą stronę a mniej w prawą - na półkuli południowej powinno być odwrotnie (badania w toku). Podobnie jak ściekająca woda w zlewie wiruje w dwóch przeciwnych kierunkach - innej na półkuli pólnocnej i innej na półkuli południowej Ziemi.

Niedawne pomiary promieniowania reliktowego tła dokonane przez sondę Planck*** ujawniły jego niejednorodność. Powstało nawet pojęcie "oś zła" wskazujące na istnienie czegoś w rodzaju osi obrotu Wszechświata - co kłoci się z dotychczasowym wyobrażeniem kosmologów (dlatego ma nazwę "zła").

Oto jak nauka prowadzi nas do Boga - prawda z dokładnością przynajmniej do mnie ... i wystarczy!

Pozdrawiam

* http://technologie.gazeta.pl/i(...)ci.html
** http://physicsworld.com/cws/ar(...)pinning
*** http://nauka.newsweek.pl/wszec(...),1.html

Czym jest myśl?

Pytanie zasadnicze: czym jest myśl? Czy jest materią? A materia - czyż nie jest energią, związaną z masą materii równaniem Einsteina. A energia - czyż nie jest pewną potencjalnością do dokonania zmiany - zaistnienia ruchu? A czy pod wpływem myśli nie dokonują się zmiany ? Więc, czyż myśl nie jest materio-energią?

Myśl, jest tą postacią materii czy energii, której nie da się żadną miarą w życiu zmierzyć, choć można obserwować jej skutki. Podobnie jak grawitacja, która jest niewidoczna dla nas, ale której skutki każdy z nas odczuwa.

Jeżeli wieczny ruch wywołany jest grawitacją, to i nasze myśli muszą być jej wynikiem. Rodzimy się w pewnym momencie istnienia Wszechświata, w pewnym określonym układzie krążącej materii, i nasze myśli przez całe życie podążają jej śladem. Jednoczesność oddziaływania w danym momencie wszystkich ciał wyrażona jest iloczynem ich częstotliwości. Jeśli ujmiemy tą jednoczesność w postaci iloczynu funkcji sinus tych częstotliwości, otrzymamy znaną krzywą (dzwonową) Gaussa. Czyli fakt, że każde zdarzenie w naszym życiu ma pewne prawdopodobieństwo zaistnienia, wynika z obrotu ciał niebieskich, a to co wpływa na kolejność zdarzeń wynika z układu ciał w momencie urodzenia. Ups! I tak krążąc wokół nauki, docieramy do zagadnień ezoteryki i astrologii!

Rozkład gaussowski myśli-słów, które używamy widać wyraźnie, przy analizie każdej - nawet tej - wypowiedzi (wykresy dla słów, bez powtórzeń):
http://www.teoriaslowa.com/200(...)na.html

O emancypacji

Widzisz Marku ... wydaje mi się, że problem ma taką postać: kobiety, nie chcą obrazu biblijnego, w którym są tworem podległym, stworzonym z żebra Adama. Ale jeśli nawet ten obraz odrzucić, to współczesna nauka dostrzega jednak istotną różnicę w budowie mózgu kobiety (średnio mniejszy od mózgu faceta) i jego preferencjach: jest to mózg do zadań bardziej praktycznych niż skłonny do filozofowania mózg mężczyzny.

Na przestrzeni wieków, więcej jest myślicieli i odkrywców facetów niż kobiet. Choć są dziedziny, gdzie praktyczny umysł kobiety odnosi znaczące sukcesy: to szeroko rozumiane zarządzanie i polityka. I może, dobrze, że jest taka tendencja ... bo zobacz - chociażby po wpisach na eioba - jakie są "tendencje" mózgu faceta.

Zobacz, jak np. zbuntowane dzieci racjonalizmu machają szabelką: jak się miotają w słowach głupota, absurd, cepem między oczy, czarna zaraza, itd. To wszystko efekt abstrakcyjnego myślenia właściwego facetom. Kobiety są raczej spokojniejsze, bardziej zrównoważone i ... bardziej praktyczne.

W modelu domowego "kapcia" wygląda to mniej więcej tak: - Heniek, idź kupić 10 jajek i chleb! I nie zapomnij kupić rolki papieru toaletowego! Po drodze do sklepu, Heniek doznaje olśnienia wraca do Jadzi (bez zakupów) i wykrzykuje: - Eureka! Nasze myśli kręcą się jak rolka - im większa "myśl" tym więcej papieru odwinąć trzeba ...

No, ale jest też jeszcze drugie oblicze emancypacji. Jeśli równość płci - to dlaczego nie w każdym zakresie ... stąd mamy takie współczesne twory jak równość hetero i homoseksualizmu, zmiana płci, prawo do wielu partnerów itp. Myślę, że ta rewolucja jest właśnie efektem wyzwolonego myślenia, które coraz częściej odchodzi od zasad wiary. Więc być może niedługo normalny stanie się widok faceta noszącego ciążę ... czego wiernym zasadom racjonalizmu i ich potomkom, serdecznie życzę ... i ... nie życzę ...?

Zastój

Też mam takie przekonanie, że "tradycyjna" fizyka zmierza do jakiegoś "zastoju" i że bez udziału innych dziedzin wiedzy - szczególnie biologii - nie da się dokonać istotnego odkrycia w zakresie teorii wszystkiego. Wydaje mi się, że trzeba by było dokładnie przyjrzeć się zjawisku jakim jest myśl ludzka. Po pierwsze należałoby nadać jej fizyczny charakter. Po drugie okreslić jej dynamikę wynikającą z ruchu człowieka, obrotu Ziemi wokół własnej osi, obrotu Ziemi wokół Słońca i obrotu Słońca wokół centrum Galaktyki ...

Proponuję każdemu taki eksperyment. Proszę zająć się jakimś ulubionym tematem, wierszem, utworem literackim itp. i w najmniej spodziewanym momencie - przestać myśleć. Okaże się, że nie jest to wcale takie łatwe, ponieważ myśli mają bezwładność, a więc tendencję do kontynuowania myślenia. Ta bezwładność jest dowodem ich materialności. Przy czym nie jest to materialność bezpostaciowa, ale związana z kształtem myśli - tzn. następstwo myśli wynika z ich kolejnych "dopasowań". Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ cała neuro-chemia naszego organizmu polega na doborze różnych kształtów cząsteczek (enzymy).

No i teraz najciekawsze: zestawiając obrót Ziemi wokół osi, Ziemi wokół Słońca i Słońca wokół Galaktyki, okazuje się, że człowiek - a więc również jego myśli - poruszają się po linii śrubowej. Linia ta, której obrazem w rzucie na płaszczyznę jest helisa - jest związana również z kształtem naszego pisma. Zauważmy, że wiele liter ma ksztłt zamknięty wynikający z cyklicznej formy ruchu

O, hipokryzjo!

A nie jest to wojna w ramach tzw. propagowania demokracji? W takiej demokracji typu Europy Zachodniej, zawsze musi być silny, który wyciąga pieniądze od biedniejszego (wyrobnika), by potem poprzez system socjalny "uratować" go przed upadkiem. Tylko Polski wciąż na to nie stać, ale np. w Wiekiej Brytanii działa to znakomicie. Innymi słowy taka demokracja - wbrew idealistycznej idei - polega na istnieniu równych i równiejszych - co wcale nie ma związku ze stanem intelektualnym jednostki, a najbardziej z jego stanem posiadania.

Jeszcze inny przykład. Kiedyś BBC wyemitowała program pokazujący jak finansjera londyńskiej giełdy, poprzez manipulowanie cenami podstawowych produktów - takich jak zboża - dokonuje tzw. morderstwa w białych rękawiczkach na setkach tycięcy rodzin afrykańskich, których "być albo nie być" uzależnione jest od tych cen. W świetle prawa wszystko jest OK - makler giełdowy ma prawo manipulować. W sensie moralnym - powoduje to śmierć kolejnych kilkuset dzieci ...

No i teraz - o święta Hipokryzjo! - pieniądze z zysków tych "morderców w białych rękawiczkach" (BBC), idą do charity, która wspomaga walkę z głodem w Afryce! Innymi słowy - aby biznes się kręcił, potrzeba śmierci "mniej istotnych" kilkuset istnień ...

W ten sposób zrozumiałem, że sens teorii spiskowych o zamachu na World Trade Centre może mieć uzasadnienie - dla osiągnięcia określonych celów - politycznych, finansowych - życie ludzkie się nie liczy ...

O związku przyczynowo-skutkowym

Wszyscy jesteśmy wychowani i kształtowani w przekonaniu o potędze związku przyczynowo-skutkowego. Zaczyna się już w dzieciństwie gdy np. mama daje klapsa za złe zachowanie. Potem w szkole, ładują nam do głów tysiące regułek, wyjaśniających co, dlaczego i z czego wynika. Koszula przyczyny i skutku staje się naszą drugą skórą. I wszystko jest ok, dopóki dotyczy to "naocznego" świata obserwowanego w skali człowieka.

Są jednak zjawiska przez człowieka niewytłumaczalne, takie jak niektóre pojęcia w dużej skali Wszechświata lub mikroświata kwantowego. Są też pojęcia niewytłumaczalne dziejące się we wnętrzu samego człowieka - jak np. intuicja. Oczywiście nauczeni, że wszystko musi mieć przyczynę i skutek, próbujemy "wtłoczyć" te zjawiska w ścisłe ramy reguł. Ale nie zawsze się to udaje.

Nasz sposób postrzegania świata przypomina ten newtonowski - przypuszczamy, że zjawiska toczą się niezakłócenie i przewidywalnie w rytm wielkiego, wiecznego zegara czasu. Tymczasem, już na poziomie zjawisk termodynamicznych, aby wyjaśnić obserwowane zjawiska, dokonujemy dużych uproszczeń. Bo co to jest np. ciśnienie? Jest to coś powstającego emergentnie z drgania miliardów anonimowych cząsteczek gazu. Według mnie warto zadać sobie pytanie - czy rzeczywiście anonimowych, nierozróżnialnych, nie posiadających cech indywidualnych? A może ta nierozróżnialność jest jedynie efektem ograniczenia naszych zmysłów?

* * *

Nauka opiera się na dogmatach, które wiecznie są obalane. Dogmat Euklidesa o prostych równoległych nie przecinających się, został obalony przez geometrię Riemanna. Wyobrażenie Ziemi jako centrum Wszechświata, przez odkrycia Kopernika ... itd. Ale ja nie widzę żadnej dychotomii, która w procesie obalania tych dogmatów, zaprzeczałaby idei istnienia Boga, ponieważ dokonuję prostej myślowej unifikacji: to co wymyśla człowiek, pochodzi od Boga. Człowiek poprzez naukę odkrywa prawa rządzące Wszechświatem - a czym jest Wszechświat? Czy świat nauki zna na to pytanie odpowiedź? I czy kiedykolwiek znajdzie?

Zauważ, że każda nowa teoria wymaga istnienia tła do którego się odnosi. Bez odniesienia do pewnych pojęć podstawowych, żadna teoria nie byłaby prawdziwa. I w tym tkwi istota pojęcia Bóg - która jest odniesieniem dla wszystkich praw i teorii.

uch obiektu zawsze odnosimy do pewnego nieruchomego układu. Ale w rzeczywistości okazuje się, że takiego układu nie ma, więc wszystkie ruchy które obserwujemy możemy opisywać tylko z pewnym przybliżeniem. Jeżeli tak - to również teorie związane z szeroko pojętym ruchem (spełecznym, kulturowym, mechanicznym ...), są przybliżone i nigdy do końca prawdziwe. Możemy przyjąć że ta "półprawdziwość" naszych pojęć, jest cechą Wszechświata - albo poszukiwać punktu odniesienia, który jest prawdą zasadniczą, jedyną. Uważasz, że szukanie takiej prawdy to banialuka? Jakkolwiek nazwiesz tą prawdę (ja nazywam ją Bogiem), to właśnie do niej dąży cały współczesny świat nauki. To właśnie dlatego, że wierzymy w jej istnienie, nauka ciągle będzie się rozwijać. Nie dostrzegasz więc podobieństwa w tym co jest wiarą a co jest nauką? Czyż obie nie dążą do tej samej granicy, tylko w różny sposób?

* * *

Tak Krzysztofie - każdą teorię, można podważyć nowszą, ogólniejszą. Tak właśnie dzieje się np. w fizyce, gdzie teoria Newtona została uogólniona teorią Einsteina i ta pewnie, też kiedyś ulegnie kolejnemu uogólnieniu. Być może i memetyka jest taka próbą uogólnienia pewnych praw. Podobnie pole Higgsa jest pewną próbą "uogólnienia" źródła pochodznia materii. W tym procesie nie ma nic dziwnego - bo tak analogicznie zachowuje się Wszechświat: Ziemia krąży wokół Słońca, Słońce wokół centrum Drogi Mlecznej, Droga Mleczna wokół centrum galaktyk, a te wokół centrum megagalaktyk i tak ... w nieskończoność.

Innymi słowy, wymyślać będziemy uogólnienia wiecznie, a tym samym można przyjąć, że to co wiemy teraz nie jest do końca prawdziwe, a jest jedynie pewnym przybliżeniem czegoś, czego jeszcze nie wiemy - czyli są pewną banialuką - choć te słowo nie jest w tym miejscu najlepsze. Ale skoro użyłeś go w stosunku do idei Boga, więc ja również użyłem go jako pewnej paraleli.

Proces uogólniania jednych teorii innymi będzie trwał wiecznie - w nieskończoność. Więc moje pytanie jest takie: co to jest ta nieskończoność? Lub inaczej: czy istnieje granica ludzkiego poznanania? Ja wierzę, że tak i daję jej imię Bóg, Ty natomiast uważasz, że takiej granicy nie ma. I ok - takie Twoje prawo. Lecz dlaczego w takim razie, moją ideę Boga nazywasz banialuką? W takim samym sensie, jak wykazałem powyżej, banialuką są wszystkie teorie tymczasowe.

PS. Przyjęcie nicka Idiota, jest wskazaniem na ograniczoność mojego umysłu, której się nie wstydzę. Ten nick pozwala mi na równi traktować wiedzę każdego człowieka z osobna, czego nie dostrzegam u tych, którzy mają umysły płaskie - jednostronne, zapatrzone tylko w jedną teorię, zapatrzoną w siebie.

Wizja

O kurcze! Miałem przed chwilą taką wizję, jak powinniśmy żyć ... wspólnie.

Jest łąka, a na niej ogromna różnorodność roślin: kwiatów, krzewów, chwastów. I każda roślina oczywiście chce jak najwięcej skorzystać z miejsca, w którym rośnie - otrzymać jak najwięcej wody i słońca potrzebnego do rozwoju. I nagle dano roślinom rozum i zaczęło się wytykanie wzajemne przewag i wad. Stokrotki zaczęły pouczać bławatki: ejjj .. jak wy rośniecie! Tylko my rośniemy prawidłowo, wy jesteście zacofane. A maki im na to: co wy wiecie o życiu, my jesteśmy najwyższe więc najlepiej rozumiemy słońce. Krzewy zaszumiały racjonalnie - prawda o życiu leży w mocnych korzeniach. Co ty wiesz krzczachu - drobne białe kwiatki, to ideał delikatności - westchnęły stokrotki duszewnie ...

... I tak przechwalały się rzucając bukiety słów złośliwych, byle tylko udowodnić wyższość własnego gatunku "kwiecistych myśli" nad innymi.

No i zobaczyłem na tej łące siebie. Taki mały chwast, ukryty w cieniu kwiatów. I pomyślałem: do diabła z wami - wiem, że nigdy wam nie dorównam, ale wiem również, że nic nie wynika z waszego przechwalania. Bo tu wcale nie chodzi o to, który kwiat mądrzejszy, ale o to, żeby móc rosnąć - póki słońce, woda i cała ta łąka jeszcze istnieje.

* * *

Co do prawdziwości wyjasnień w fizyce kwantowej, podam taki zgoła humorystyczny przykład. Kiedys Nielks Bohr odkrył regułe, że kolejne stany momentu pędu elektonu w atomie wynikają z kolejnych liczb całkowitych. Einstein nie mógł się z tym pogodzic, bo uważał, że natura jest z "natury" ciągła. Ale Bohr, zbagatelizował pogląd Einsteina i powiedział - skoro wyniki eksperymetów są z tym prawem zgodne, to jest one słuszne i basta - nawet jeśli nie wiemy dlaczego tak jest! Ha - i niech ktoś teraz powie, że wyjaśnienia przyjęte w nauce a priori są bardziej logiczne niż pojęcie Bóg (?)

Zapewniam jest takich praw znacznie więcej. Np. prawo Tytusa-Bodego, dotyczące średniej odległości planet od Słońca, albo tak zwany rezonans planetarny. Można oczywiście przyjąć, że czegoś jeszcze nie wiemy. Ale gdy będziemy to coś już wiedzieć, to nadal nie będziemy wiedzieć, skąd wiemy to co wiemy ... i tak w nieskończoność ludzkiej niewiedzy ... "naukowej".

* * *

Chyba mnie nie rozumiesz Krzysztofie. Ja nie próbuję przekonać Ciebie do żadnej prawdy. Prawda jaką znasz, jest dla Ciebie dobra i to wystarczy. Natomiast ja, czy Teresa, czy ktokolwiek inny, tworzy własne prawdy i każda jest równoważna w tym znaczeniu, że prawdziwa, z dokładnością do jej wyznawcy. Wynika to z zasady równoprawności poglądów i teorii - wszytskich.

Nie twierdzę, że "pozjadałem wszystkie rozumy" i tylko moja prawda jest prawdziwa. Najbardziej irytuje mnie w wypowiedziach innych, właśnie brak samokrytyki. Bo nie ma żadnej prawdy jedynej w rozumieniu człowieka. I tylko tyle. Bóg jest dla mnie jedynie punktem odniesienia, w którego jedni wierzą a drudzy nie. Szanuje każdy pogląd tych, którzy nie wierzą. Ale dlaczego mam ufać w to co pisze Dawkins? Dlaczego nie mam prawa wątpić i wyrażać własnych poglądów, teorii ...? Dlaczego, ktoś kto uzurpuje sobie prawo bycia racjonalistą, degraduje człowieka tylko dlatego, że wierzy w Boga? To zaiste problem nie żadnych teorii ale ludzkiej natury ...

* * *

W znaczeniu fizycznym, nasze istnienie wynika li tylko z istnienia Słońca. Gdy zabraknie Słońca przestaniemy istnieć. Zatem również słowo sens, jest w jakimś sensie produktem Słońca.

... pytanie o sens życia, jest podobne do pytania: czym jest temperatura? Otóż temperatura jest zjawiskiem emergentnym, wynikającym z drgania miliarda miliardów anonimowych cząsteczek. Nie potrafimy dojrzeć i rozróżnić indywidualnych ruchów każdej z nich z osobna, ale potrafimy przecież mierzyć coś co nazwamy temperaturą.

Podobnie jest ze słowem sens - jest zjawiskiem emergentnym naszego myślenia, wynikającym z miliarda miliradów dostrzegalnych i niedostrzegalnych elementów wpływających na życie człowieka. I podobnie jak słowo "temperatura", słowo "sens" ma tylko przybliżone, emergentne znaczenie - czyli w istocie nie oznacza nic.

Słowo sens nie ma sensu, bo nie przenosi żadnej prawdy, która za tym słowem się kryje. Jeżeli odrzucimy słowo sens, to dzieje się tylko życie z miliardem miliardów różnych odsłon i różnych znaczeń. Dla uproszczenia różne postacie życia, traktujemy jako jednakowe (jak cząsteczki gazu) i zadajemy filozoficzne pytanie: czym jest sens życia? Tak samo jak wymyślamy pojęcie "temperatura", by następnie zadać pytanie: czym jest temperatura?

Kwantowa teoria Boga (34)

Jeżeli komuś nie podoba się Biblia, to niech weźmie do poczytania inną książkę: kryminał, romansidło, rozprawę naukową - one wszystkie są tworem ludzkiej wyobraźni. Popularność książki mierzy się liczbą czytelników. Akurat Biblia należy do bardziej popularnych w świecie. Więc w czym problem? Że nie jest to prawda, tylko wymysł człowieka? Wymysł człowieka, który wierzy w istnienie Boga idealnego? A ilu jest takich co wierzą w supermana albo w myszkę Miki? Ile wierzy w ideologie różnej maści, w idealizmy, abstrakcjonizmy, racjonalizmy i innych -izmów tysiące. Za każdym razem jest to przedmiot wiary takiej czy innej, opartej na a priori przyjętych dogmatach. Nic więcej, nic mniej.

Warto pamiętać, że każdy wymysł działa w dwie strony - wymysł działa również na podmiot, który go wymyśla. Gdy idziemy do kina, ulegamy złudzeniu, że również bierzemy udział w fikcyjnej akcji filmu. Utożsamiamy się z bohaterami i na równi przeżywamy ich sukcesy i porażki. Podobnie jest z wiarą - nie da się rozdzielić wierzącego od przedmiotu wierzenia. W każdej wierze podmiot i przedmiot stają się jednym. Dlatego wiara jest stanem podobnym do aktu twórczego, w którym twórca zatraca się w dziele, które tworzy. Czy można ludziom zabronić odczuwania fascynacji twórczych - takich, których doznają np. obcując z idealnym Bogiem?

Zabronić wiary, to tak jakby zabronić artystom tworzyć: poetom zabronić pisania wierszy, malarzom malowania pejzaży, muzykom komponowania utworów, rzeźbiarzom kształtowania materii. A naukowcom - wymyślania nowych teorii.

* * *

No tak, ale nie można również narzucać swojej wiary innym. Wymuszać niejako na innych, akceptację własnego światopoglądu - własnej wiary w Boga. Dlatego przyrównuję wiarę raczej do aktu artystycznego, w którym odbiorca może, lecz nie musi identyfikować się z dziełem (przedmiotem wiary). Być może, to właśnie za sprawą KK, powstaje wrażenie, że wiara - i jej wewnętrzne zasady - są narzucane społeczeństwom. Stąd tyle buntu u racjonalistów, którzy (zgodnie z zasadą bezwładności), istnieniu Boga zaprzeczają.

Przechadzając się po różnych zakątkach Ziemi, podziwiamy twory natury - jej różnorodność, bogactwo gatunków, wzorów i symetrii ... Jedną z takich "symetrii" jest wiara w Boga, więc to, co w niej nas powinno urzekać - to jej piękno. I tak jak dzieła przyrody są dostępne dla każdego, tak wiara powinna być dostępna - ale nie wymuszana.

A wymuszana jest właśnie wtedy, gdy cielesność jest za blisko naszej idei wiary, która jak druga skóra, obciska szczelnie nasze umysły i krępuje ciało. Taka forma wiary, to fanatyzm - jesteśmy w stanie dla takiej wiary umrzeć i dla takiej wiary ... zabić.

* * *

... i jedno wyjaśnienie: chociaż moja myśl, jest artykułowi przeciwna to głosuję na niego, bo nie jest mi obojętny.

A oto, moja artystyczna wizja dlaczego wiara tak głęboko tkwi w człowieku: Gdy jakaś idea, próbuje "nas ruszyć z miejsca", natychmiast tej myśli stawiamy opór - wynika to z istnienia tzw. bezwładności myśli. Przyczyną bezwładności wszystkich rzeczy na tym świecie jest ... zakrzywienie przestrzeni. Ponieważ myśl toczy się po sferze wyobrażeń, więc podlega przyspieszeniu dośrodkowemu, wiecznie zkarzywiającemu jej tor. I kierunek tego zakrzywienia zawsze zwrócony jest do naszego środka - do naszego "JA".

Żeby zmienić czyjś tok rozumowania, należałoby dosłownie "wybić" jego myśli ze stacjonarnych trajektorii przekonań. A wybić słowo można jedynie słowem. Myśli najbardziej głęboko tkwiące w nas są z nami najsilniej związane. I nie ma silniejszych wiązań, niż te których źródłem jest irracjonalna wiara w cokolowiek. Słowa wiary tak tkwią głęboko, że prawie dotykają naszej cielesności. Dlatego, gdy ktoś próbuje zaatakować podstawy wiary, atakuje w istocie osobę wyznawcy. A kiedy słów nie starcza, zaczynają się "krwawe" wojny przekonań ...

Powyższy model zbudowałem w oparciu o analogię systemu myśli człowieka do systemu planetarnego układu słonecznego i ... kwantowej struktury stanów stacjonarnych elektronu w atomie. Jest to wizja o charakterze artystycznym - z którą można się nie zgadazać, ale której atakowanie pozbawione jest sensu.

Co to jest dobro, a co to zło?

Ha, dobre pytanie: co to jest dobro, a co to jest zło?

Musimy za tem przyspieszyć trochę bieg historii.
Układ geocentryczny Ptolemeusza, został obalony przez Kopernika, który zatrzymał Słońce, a ruszył Ziemię. Na początku sądzono, że Ziemia, jak i inne planety poruszają się po okręgach. Jednak Johannes Kepler odkrył, że rzeczywisty tor planet ma kształt elipsy, a zasady tego ruchu zostały ujęte w tzw. trzech prawach Keplera. Ruch po elipsie związany jest z dwoma ogniskami: w jednym - jak w przypadku naszego układu planetarnego - znajduje się Słońce, a w drugim ... "nicość".

Zatem można przyjąć, że i sfera naszych myśli tworzy raczej elipsoidę niż kulę. Wtedy w jednym z jej ognisk może znajdować się Bóg - reprezentujący dobro, a w drugim jest ... "nicość" - czyli zło (?)

Warto też zauważyć, że Bóg tworząc świat zapisał w jego prawach, wszystko to co dotyczy również umysłu człowieka. Prawa przyrody i prawa rządzące naszym myśleniem nie mogą być inne, ponieważ człowiek jest elementem tych praw przyrody. Cokolwiek zatem odkrywamy w naturze, w istocie rzczy jest odkrywaniem "wnętrza" człowieka. Stąd prosty wniosek, że człowiek może odkryć tylko to, co ma w sobie.

Odkrycie Higgsa, jest zatem odkryciem opisującym świat mysli człowieka. A ponieważ pole Higgsa wypełnia cały Wszechświat, więc ... proszę dokończyć za mnie.

jestem filozofem amatorem

Jestem filozofem amatorem, i nie zawsze rozumiem sposób frazowania tego typu wypowiedzi. Bowiem zwieraja one ukryta logikę, którą należałoby wytrwale śledzić "słowo, po słowie". A tam, gdzie obraz uwikłany jest w skomplikowane związki słów - tam tylko specjalista (filozof) jest w stanie zrozumieć ich wagę.

Moje zajęcie filozoficzne, polega na trochę innym schemacie: szukam reguł używania słów, więc bardziej interesują mnie związki słów proste. Wierzę (ha, dobre słowo), że istnieja prawa uniwersalne wyjaśniające fizyczne znaczenie tych związków.

Gdy zacząłem je badać, stwierdziłem, że mózg człowieka nie jest w stanie wyjaśnić wszystkich relacji i zachowań konstrukcji słownych. Współczena neurologia mózgu, tworzy związki myśli z określonymi stanami ekscytacji wybranych fragmentów mózgu. Ta droga, to typowy dla racjonalistów praktycyzm - łączenia zjawisk i ich skutków. Szukam jednak związków wykraczających poza "mechanistyczne naciskanie guzików" - i znajduję tam myśl, której nie da się określić żadnym słowem - coś co musi pochodzić od "Boga".

Rozumiem, że Twój sposób poszukiwań, wiedzie, poprzez rozważania filozoficzne. Pozdrawiam i życzę, odkrycia harmonii myśli, która jest zarówno opisem jak i częścią Boga. Bo według moich dociekań - nie da sie odróżnić przedmiotu rozważań o ich podmiotu - w tym sensie - rozważając coś, jedocześnie stajemy się częścią prawdy, którą odkrywamy.

* * *

To jest technika erystyczna: najpierw próbuje się podważyć logiczność wypowiedzi rozmówcy, doprowadzając go "uogólnianiem" do wściekłości, by potem pokazać to zachowanie w świetle braku dojrzałości i opanowania - czyli "uszczegóławianiem" na cechach charakteru.

Według mnie, można już mówić o pewnym "gangu" na eioba, podkopowaczy nie tylko zasadności przedstawianych treści, ale - w ostatecznym rozrachunku - wiarygodności autora. Fe - nieładnie! I to wszytskow imię mysli "wyzwolonej" od wszelkich uprzedzeń. A według mnie to ironizowanie z "zaparzaniem herbaty" szczególnie jest "poniżej pasa". To tak jakby komuś prezentującemu swoje teorie otwarcie i szczerze powiedzieć: "misiu, nie denerwuj się, chciałem ci tylko powiedzieć, że to co napisałeś to głupota. Ale zobacz jaki ja jestem opanowany - z pewnością przemawia przeze mnie rozsądek więc mam rację, a z ciebie - to takie duże płaczliwe dziecko."

O szczęściu i cierpieniu

Cierpienie zawsze istniało i zawsze istnieć będzie, dopóki człowiek pragnie czegoś, a pragnąć będzie zawsze: uznania, oświecenia, pochwały, uwielbienia, ale nade wszystko "kochanych" pieniędzy. Chciało by się powiedzieć, że w naszym ludzkim świecie, musi cierpieć ktoś, by ktoś inny mógł być szczęśliwy.

Prawo do szczęścia jest bowiem fizycznie splątane z nieszczęściem. Gdyby tak nie było, zasada zachowania energii w przyrodzie zostałaby zachwiana. Wszyscy szczęśliwi być nie mogą, tak jak nieszczęśliwi wszyscy również. Na co dzień, walka o "szczęście" trwa zawzięta. Ci słabsi duchem, wycofują się przyznając, że w tej walce szans nie mają. Zgadzają się na mniejsze zło, bycia mniej szczęśliwym, lub co gorsza - zaczynają zamykać się w sobie i budować hedonistyczny świat szczęścia wewnątrz siebie.

... szczęśliwi samotnicy, odrzucają w końcu świat realny, by pogrążyć się w otchłani własnych miraży szczęśliwości. A ponieważ, tak łapczywie gromadzone szczęście czasem ich przepełnia, wypuszczają "bąble" mądrości wykute mozolnie w niedostępnych grotach swego wnętrza, by choć na chwilę zaczerpnąć świeżego, realnego powietrza.

* * *

... niczego nie chcę wykazać, poza obroną swoich tez ... tak samo jak Ty to czynisz. Nie stosuję żadnych podstępnych metod, co mi imputujesz ... jestem jaki jestem - i tą cechę również w Tobie cenię. Twoja uwaga o fizycznym mózgu jest jak najbardziej na miejscu: identycznie działa komputer, któremu wprowadzamy program. Tylko ten program wprowadza człowiek. A kto lub co wprowadza program w mózg człowieka?

Nie ma możliwości uniknięcia ad personam, skoro dywagacje dotykają naszych indywidualnych przekonań. A żadne, tzw. "nadprzyrodzone", istniejące poza człowiekiem argumenty nie istnieje. To, co Ty myślisz, jest wykładnikiem Ciebie i wyłącznie Ciebie. Więc z całym szacunkiem, odrzuć ten argument również.

Mój imperatyw wierzenia w "bajeczki" niczym się nie rózni od Twojej bajeczki ... że bajeczki nie ma. Nie masz na to dowodów poza własnym domniemaniem, że Święty Mikołaj nie istnieje. Nie zarzucam Tobie nieprawdy, ponieważ wiem, że w innej sferze myśli istniejesz. Więc, co ma racjonalista do wiatraka, poza tym, że zrzędzi?

Co do obserwacji, że najpierw jest myśl, a potem kształt, lub odwrotnie, to nie widzę w tym żadnej sprzeczności, ponieważ oba pojęcia są równoważne (tożsame).

* * *

Nicość to takie słowo ideał. W rzeczywistym świecie, tym przez nmas obserwowanym - nie istnieje. Podobnie jak nie istnieje: punkt, prosta, płaszczyzna, koło, kula i wszystkie inne figury geometryczne. To tylko ideały - takie cienie Platona - które istnieją w rzeczywistości, ale tylko z pewnym przybliżeniem. Mówimy, że coś jest kołem, ale żadne "koło" stworzone przez człowieka nie jest idealne. Ze względów praktycznych upraszczamy nasze rozumowanie i przyjmujemy, że np. guzik ma kształt koła. Upraszczamy, zaniedbujemy szzcegóły, uogólniamy - ale rzeczywistość nie jest taka doskonała.

Podobnie jest z pojęciem "dobro" - to ideał, wytworzony przez nasz umysł, ale nie mający nic wspólnego z tym czym tzw. dobro jest naprawdę. Bo każde dobro - jest mieszanką, dobrego i złego, z przewagą jedynie dobrego (bliższe rzeczywistego pojęcia "dobra" jest hinduistyczne yin i yang).

Ale jeśli tak, to istnienie Boga jedynie dobrego jest fikcją. Bóg musi mieć w sobie również coś złego. I wcale mnie to nie dziwi, jeśli zrozumiemy dokładnie słowa: Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo.

I teraz, gdy to rozumiem, ogarnia mnie jakiś wewnętrzny spokój, bo dziękuje Bogu, że w licznych zapisach - szczególnie Starego Testamentu - pokazał mi jak może być dobrze i jak może być źle. Pokazał, że tak jak po nocy nastaje dzień, a po zimie wiosna, tak samo my ludzie przechodzimy okresy złe i dobre - na jego podobieństwo.

* * *

Zgadza się: nie wiem co to jest ""leży poza płaszczyzną ludzkiej świadomości", jest to bardzo ogólnikowe stwierdzenie, jak wiekszość ludzkich stwierdzeń, a więc nieprecyzyjne, niedokładne. Tak samo jak nie wiem, czego nie wiem. Ale wiem jedno: ludzka świadomość działa na zasadzie zadawania pytań i znajdowania na nie odpowiedzi - działa w schemacie: przyczyna - skutek i mam "przekonanie", że ten schemat nie ma ani początku ani końca - więc porównuję go do powierzchni koła lub kuli, która ma tę samą właściwość. I jeśli ten model jest prawdziwy, to musi istnieć również środek tej kuli. Ale, ponieważ myślenie ludzkie, każda myśl człowieka, leży na powierzchni kuli, więc nie jest w stanie zapytać - gdzie jest i czym jest środek. Może jedynie domniemać, że ten środek, jest źródłem zakrzywienia myśli, a więc jakąś przyczyną istnienia myśli.

Ponadto myśl, nie jest czymś płaskim, ale raczej jest niewielką fluktuacją na powierzchni kuli myśli, a więc, paradoksalnie - powoduje również fluktuację położenia środka. Innymi słowy - tak jak środek warunkuje istnienie naszych mysli, tak nasze myślenie modyfikuje jego położenie. Jest to zatem układ dynamiczny - sprzężenie pomiędzy myślą człowieka i środkiem tej myśli - w moim ujęciu: Bogiem.

Kwantowa Teoria Boga (33)

Bozon Higgsa, ma dużą masę - 126 razy wiekszą od masy protonu. Tak duże cząstki, tworzące wciąż fluktuujący "ocean" (pole), wypełniają całkowicie Wszechświat, a inne - mniejsze - powstają w efekcie oporu na jaki natrafiają "fragmenty" energii przemieszczające się w tym oceanie. W wyniku tego oporu powstają obserwowane przez nas cząstki elementarne: elektron, quarki, a także fotony. Im większy opór "oceanu" falujących bozonów Higgsa, tym większa masa obiektu - większy jego ciążar.

I w tym momencie, powstaje refleksja, że przecież opór "oceanu" Higgsa, musi być związany z kształtem energii (lub cząstki, której masa jest równoważana energii). Im bardziej ten kształt jest skomplikowany, tym większy opór "oceanu" i większa masa cząstki. A przecież, tam gdzie pojawia się kształt - tam pojawia się również myśl. Myśl nie istnieje w bezkształtnej przestrzeni - dopiero gdy zaczynamy dostrzegać różnice (kształtu) - dopiero wtedy pojawia się myśl. Więc każdy kształt i jego zmiana jest myślą.

Niedaleko od tej sugestii do stwierdzenia, że materia którą obserwujemy, wynika z kształtu, a więc z myśli. czyli to myśl wypełniająca Wszechświat powoduje powstawanie materii. Dla uproszczenia rozważań, można przyjąć, że źródłem tej myśli jest Bóg - lub cokolwiek inaczej nazwanego - z którego myśl wypływa.

Teoria Kaluzy-Kleiny, postuluje istnienie piątego wymiaru, który ma postać kompaktowo zamkniętej pętli (walca), powodującej pomarszczenie przestrzeni. I co ciekawe - to długość (obwód) tej pętli, który jest zmienny - i związana z nim liczba pi - tworzy to falujące pomarszczenie. W modelu przestrzeni myśli, który proponuję, myśli są rozłożone na powierzchni kuli lub koła - zatem różne długości obwodu pętli z teorii Kaluzy-Kleina, są odpowiednikiami naszych różnych myśli.

* * *

Taka dyskusja to igraszki ze słowem. Bóg nie jest w żadnym sensie nadprzyrodzony, bo wypełnia cały Wszechświat. No chyba, że nadprzyrodzoność jest pojmowana w sposób dziecinny, malowniczy, jak to przedstawia youngcontrarian.

Podobnie pustka - poza słowem "pustka" - nie istnieje. To rozważania "błądzącego" umysłu, dążącego do idealizacji w każdym wymyślanym słowie, prowadzi do absurdów - co zauważył Ludwik Wittgenstein, który najpierw próbował przedstawić analitycznie nasz sposób myślenia, by później dojść do wniosku, że filozofowanie to zwykła choroba umysłu. Co więcej: choroba od-bakteryjna, ponieważ pożywką dla bakterii jest dopamina i serotonina, wytwarzane przez mózg, w czasie uniesień - nie tylko filozoficznych.

Kwantowa Teoria Boba (32)

Spróbuj uchwycić istotę Boga a nie jego różne postacie, wynikające z różnic kulturowych. Nie przywiązuję tak dużej wagi do jego opisów biblijnych, zawartych w Koranie czy innych "świętych" księgach, ponieważ, ich twórcami byli ludzie, którzy nadali Bogu różnorodną postać osobową - bardziej lub mniej przychylną człowiekowi.

Istota pojęcia Bóg, sprowadza sie do odpowiedzi na pytanie skąd pochodzi nasz Wszechświat, skąd biorą się nasze myśli i innych pytań podstawowych. Racjonaliści mówią - nie ma Boga, bo nie jest nam on do niczego potrzebny. Jednocześnie posługują się myśleniem, którego źródła dopatrują się w zjawiskach przyrodniczych.

Ale - stop! Przyjrzyjmy się poprzedniemu zdaniu! Żadne z wymienionych tam pojęć nie jest podstawowe! Bo co to jest np. zajwisko przyrodnicze? Moja odpowiedź brzmi: jest to pewne uogólnienie czegoś, czego nie rozumiemy. Takie pustosłowie, które zakleja chęć poszukiwania odpowiedzi na pytania podstawowe.

No i tu dochodzimy do sedna sprawy: człowiek, w każdej prawie wypowiedzi posługuje się uogólnieniami, których definicje nie są jednoznaczne. A to oznacza, że nie przenoszą one żadnej prawdy podstawowej, poza jedną: bo ktoś tak to kiedyś nazwał, wyraził, powiedział.

I w tym sensie uważam, że istnieje źródło, z którego te wszystkie niejednoznaczne, upraszczające formy myśli wynikają (wypływają). Wystarczy dotrzeć do granic ludzkiego myślenia - np. takich, które wyznacza niepoznawalny świat kwantowy, by uznać - że może istnieć w nim "coś", co w świecie ludzkich myśli przybiera postać naszych orzeczeń (czas) i podmiotów (materia). Ten świat kwantowy może być również "miejscem" połączenia naszego wymiaru z wymiarami wyższymi - 4, 5 , 6 ...

Oczywiście rozumiem, że umysły praktyczne, które zainteresowane są tylko logiką jedzenia, spania, podróżowania i innymi codziennymi zajęciami - nie są zainteresowane poszukiwaniem odpowiedzi dalej, niż to wynika z praktycznego oglądu rzeczywistości. Dla mnie - jak i dla wielu poszukiwaczy prawdy - jest to jednak niewystraczające. I cokolwiek pod pojęciem Bóg będziemy rozumieli - to "On", jako źródło podmiotów i "dziania się" - istnieje.

Laboratorium myśli ...

... każdy z nas może zbudować je w sobie, każdy może "zabawić się" w alchemię słów, które decydują o wyrazie naszej twarzy, postawie wobec życia i ciała - od stóp do głów. Zobaczyć słowa, można wdychając przestrzeń. Bo każdy wdech powietrza ją wypełniającego, to jak wdech świadomości. Nowej świadomości - jeszcze nie znanej. Cieszyć się oddychaniem to tak jak cieszyć się trwaniem w istnieniu, w odczuwaniu nieskończonego Wszechświata .... ale, uwaga: nadchodzi myśl!

... która, zawsze pojawia się z nikąd ... absorbuje nasz umysł, najczęściej dlatego, by coś wyjaśnić lub usprawiedliwić - często samego siebie, tkwiącego w niezrozumiałym chaosie pragnień i oczekiwań.

A kiedy odnajdziesz w myślach schronienie, gdy schowasz się w nich niczym w betonowym schronie - stajesz się kimś, kto uparcie obstaje przy swoim zdaniu i poglądzie i jest gotów, wszystkiemu zaprzeczyć - nawet sobie - byleby twoja myśl drogocenna zwyciężyła ... W ten sposób wpadasz w pułapkę - stajesz się niewolnikiem myśli, jej wyznawcą i jej ofiarą.

Czy jest jakieś wyjście z katakumb myśli? Czy można, te "potworki" powstające w naszej głowie zobaczyć? Przede wszystkim nie należy w nie ingerować, tylko pozwolić by wyrastały, tak jak wyrastają martwe paznokcie czy włosy. Można się im przyglądać i poprzez tą obserwację stopniowo dojść do ich źródeł - do prawdziwych początków ich istnienia. Często są to jakieś zdarzenia z przeszłości, głęboko zakorzenione nierozwikłane relacje, zatrute związki, które stały się przyczyną treści i formy jaką przyjęły.

... po jakimś czasie, rozpoznasz wszystkie swoich myśli przejawy. Dostrzeżesz w nich pewne stale powtarzające się wzory, pewne wciąż te same kształty wywołujące te same reakcje chemiczne organizmu. Jesteś zatruty myślami - już to wiesz ... i więcej nic już prawie nie można zrobić, tylko myśli obserwować i obserwować, aż się wypalą ...

... i opuścisz kiedyś schron i na moment oślepi ciebie blask - twoja świadomość istnienia.

cdn.

Wielki Wybuch, ale ... czego?

Obecna teoria powstania Wszechświata, zakłada, że jego pierwotną przyczyną był Wielki Wybuch - moment, w którym z niczego powstał czas, materia i przestrzeń. Co więcej, od momentu 0, Wszechświat ciągle się rozszerza i to ... coraz szybciej. Gdy, zapytamy fizyków o przyczynę tego rozszerzania, otrzymamy odpowiedź, że jej źródłem jest ... stale przybywająca skądś, stale powiększająca się przestrzeń - a więc przestrzeń powstająca z niczego ???

Fizyka postrzega świat materialistycznie. Jej prawa wyjaśniają związki i reguły zachodzące między różnymi zjawiskami. Jednak jest coś, czego fizyka, ani żadna inna nauka - nie potrafią wyjaśnić: to świadomość człowieka. Czy świadomość istnieje w przestrzeni? Trudne pytanie - gdyby istniała w przestrzeni, dałaby się zmierzyć, tak jak inne zjawiska fizyczne. Jeżeli jest poza przestrzenią, to znaczy gdzie ... skoro nic poza przestrzenią nie może istnieć? Jest jeszcze trzecia możliwość: nasza świadomość jest przestrzenią. A więc ...

... Wielki Wybuch, jeśli był - spowodował rozszerzanie się ... świadomości - a nie przestrzeni. Zamiast więc powiększającej się przestrzeni, powinniśmy twierdzić że, przybywa coraz więcej świadomości.

Świadomość to nie to samo co nasze myśli: świadomość to stan, w którym widzimy proces myślenia. To taki wewnętrzny obserwator, który dostrzega myśli powstawanie i myśli zanikanie. Wewnętrzne światło świadomości, możemy kierować na dowolny obiekt znajdujący się w naszym wnętrzu i zewnętrzu. Świadomość nie ocenia, nie moralizuje - tylko obserwuje.

A więc, jest świadomość bezstronnym medium wypełniającym cały Wszechświat - jest więc przestrzenią, pustką, w której powstają myśli, związane z dzianiem się zjawisk materialnych.

A myśli - to już fizyka, to już element biologicznego cyklu, w którym materialne pożywienie, tworzy nieprzerwane ciągi myśli-obrazów w naszym mózgu. W istocie, zmęczenie w naszym życiu, nie jest tylko wynikiem wysiłku fizycznego, ale również psychicznego. Napięcie mięśni, regulowane jest hormonalnie: strach powoduje wydzielanie adrenaliny, rozluźnienie związane jest wydzielaniem dopaminy. Myśli przetaczające się przez nasz umysł, mają bezpośredni wpływ na wydzielanie tych hormonów. Dlatego, tak ważne jest pozytywne myślenie, by wszelkie stresy tłumić hormonalnie - czyli chemicznie.

Aby myśli kontrolować, trzeba je bacznie obserwować - a do tego potrzebna jest nam świadomość, wypełniająca przestrzeń.

cdn.

wtorek, 19 listopada 2013

Buddyzm

Według moich dociekań, to właśnie samolubność jest wrodzoną cechą człowieka (zgodnie z ewolucjonizmem), a altruizm jest jedynie tej samolubności pochodną. Każdy człowiek w pierwszym rzędzie myśli o swoich potrzebach - i wynika to z powszechności występowania jednej z podstawowych sił natury, czyli - grawitacji. Każdy obiekt materialny "ciągnie" do siebie. Obiekt "umysłowy", jakim jest człowiek, może to powszechne "samolubstwo" modyfikować - np. poprzez działanie altruistyczne ... poprzez siły elektromagnetyzmu.

... Ale gdy przyjrzymy się temu altruizmowi dokładnie, zauważymy, że w istocie jest podobny do samolubstwa. JA altruistyczne, odczuwa radość z dawania innym, a ta radość, w warstwie psychologicznej niczym się nie różni od próżnego poczucia szczęścia i zadowolenia właściwych egoizmowi (grawitacji).

* * *

Zgłębiam teraz nauki Buddyzmu i dostrzegam ogromne, "zbawienne" działanie buddyjskich praktyk na uspokojenie rozkołysanego ciągłymi potrzebami umysłu. Porównanie wyciszonego umysłu do niezmąconej niczym tafli wody, jest dobrym przybliżeniem, ułatwiającym nam dostrzeganie i odbiór życia, takim jakim jest - gdy morze myśli jest niewzburzone.

Jednak jest to tylko przybliżenie, wynikające lokalności istnienia człowieka na płaskiej powierzchni Ziemi. W ujęciu szerszym - społecznym - jak chce tego Ricard - ten model nie jest poprawny, ponieważ, myśli tworzone w dużych grupach społecznych, ulegają zakrzywieniu - tak samo jak zakrzywienmiu ulega powierzchnia Ziemi. Dla jednostki ten element zakrzywienia jest zaniedbywalny, ale dla całych społeczeństw (krajów, kontynentów), zaczyna nabierać znaczenia.

I w tym zakrzywieniu tkwi problem, który ma swoje rozwiązanie w istnieniu środka wszystkiego, czyli Boga.

* * *

Świat intelektualny człowieka, jest skoncentrowany wokół środka Ziemi. A środek Ziemi wokół środka Układu Słonecznego - czyli Słońca. A nasz Układ Słoneczny, wokół środka Drogi Mlecznej, a środek Drogi Mlecznej, wokół środka galaktyk ... aż w końcu, środek wszystkich środków, skoncentrowany, jest wokół JEDNEGO, którym jest Bóg, i który nasze myśli obraca.