wtorek, 17 września 2013

Grawitacja = Miłość (2)

Dlaczego świat się rozszerza?

Przede wszystkim pewności, co do tego całkowitej nie ma, bo różne są modele kosmologiczne. Aktualnie obowiązujący w nauce jest model Wszechświata rozszerzającego się od momentu Wielkiego Wybuchu, czyli – jak niektórzy podają – od ponad 14 miliardów lat.

Fizycy, podbudowani osiągnięciami szczególnej i ogólnej teorii względności, mają jednak problem z tym rozszerzaniem. Jeżeli grawitacja wiecznie przyciąga, to świat powinien się kurczyć – pomyślał Einstein i ponieważ nie zgadzało się to z obserwacjami Kosmosu – wymyślił stałą kosmologiczną. Ale i to nie wystarczało – ponieważ analiza tzw. przesunięcia ku czerwieni (efekt Dopplera) wskazuje, że Wszechświat rozszerza się coraz szybciej i szybciej!!! Nie pozostawało naukowcom nic innego jak uwierzyć, że jest jeszcze coś, czego nie wiedzą i w ten sposób wymyślono ciemną energię!

Ponadto zauważono, że ruch gwiazd w niektórych galaktykach nie zgadza się z prawami Newtona, które dobrze opisują ruch w naszym Układzie Słonecznym – więc, by te anomalia wyjaśnić, wymyślono także ciemną materię!!!

W gruncie rzeczy, jedno jest pewne, że zarówno ciemna materia jak i ciemna energia nie są z tego świata, tzn. z naszego świata, który obserwujemy. Ponieważ są już fizycy, którzy widzą związek grawitacji z informacją, więc wydaje się, że w niedługim czasie, uda się również połączyć grawitację z naszym myśleniem. I może okazać się, że ta cała masa dziwnych ciemnych materii i energii, które ponoć wypełniają aż 95% naszego Wszechświata – to nasze myśli! I to myśli „złowrogie”, przeciwne powszechnej grawitacyjnej, a więc przyciągającej - miłości danej przez Naturę.

Czy tej nienawiści na świecie jest rzeczywiście tak dużo … wystarczy zajrzeć do wiadomości – większość informacji nie mówi o miłości, ale o nieszczęściu – o zdradzie, o zabijaniu, o niewdzięczności, o braku zaufania, o zazdrości, o obłudzie, o fałszerstwie, o wszystkim co najgorsze w człowieku. I tylko czasami, może z 5%, jest wiadomości o czymś dobrym – dokładnie tak, jak rozkłada się grawitacja oraz ciemna materia i energia we Wszechświecie.

Może czas, by zrozumieć, że jedyną szansą by nam Wszechświat nie uciekł jest uwierzyć, w powszechną, wiecznie przyciągającą Miłość?

Grawitacja = Miłość (1)

A więc od początku:

Grawitacja jest jedną z czterech podstawowych (odkrytych) sił przyrody. Oprócz niej istnieją dużo silniejsze siły elektromagnetyczne (związane z ładunkami elektrycznymi), potem jeszcze silniejsze - słabe siły jądrowe (odpowiedzialne za rozpad promieniotwórczy), oraz te najbardziej silne wiążące jądra atomów a więc – silne przyciągania jądrowe.
W zasadzie, wszystkie te siły przyciągają, tylko w różny sposób. Siły jądrowe np. przyciągają tak, że im dalej są od siebie jądra – tym mocniej! Oczywiście tylko do pewnej granicy, poza którą ich rozstanie odbywa się z wielkim hukiem … Te słabsze siły jądrowe rozstają się wręcz atomowo! A gdy wchodzimy w zakres sił elektromagnetycznych, oprócz przyciągającej „miłości” pojawia się również odpychająca „nienawiść”. Plus i minus kochają się wprawdzie, ale już pomiędzy ładunkami tego samego znaku istnieje niechęć – czyli odpychanie.

No i na końcu, nasza najsłabsza, wypełniająca cały Kosmos, nieograniczona przestrzenią i czasem – jest siła grawitacji! I Natura tak chciała, że siła ta zawsze przyciąga – do siebie!

Żeby zrozumieć, co ma miłość wspólnego z grawitacją, nie można jej wyłącznie porównywać do chłodnej pustej przestrzeni, której obce są uczucia typowe dla człowieka, roślin i zwierząt. Ale już poeci, Kosmos rozumieją inaczej. I ja takim poetą po trosze jestem.

A więc, to co cechuje człowieka, to przede, nade i pode wszystkim – miłość do siebie! W gruncie rzeczy każdy z nas, tak jak ta grawitacja – przyciąga wyłącznie do siebie. Cały świat! Począwszy od cycka mamy, poprzez różne życiowe potrzeby aż po trumny wieko, gdy nam się odejść już należy. No i w tym naszym zapatrzeniu w siebie, i bezdennej potrzebie miłości dostrzegamy te inne osoby, które nam jej mogą dostarczyć. I znowu – takaż jest grawitacja: nie istnieje tylko dla jednego ciała, ale jest wynikiem istnienia przynajmniej dwóch! Więc szukamy tej miłości jedynej, bywa, że przez całe życie, a po drodze spotykamy różnych ludzi i wymieniamy z nimi uczucia – bywa że są to uczucia także wrogie. I wtedy pomiędzy tymi, których Natura stworzyła, żeby kochać – czyli się przyciągać – dzieje się źle i toczy się wojna.

A przyczyna wojen tkwi w naszych umysłach – bo tam istotniejszą rolę grają siły elektromagnetyczne, które jak wiemy mogą się przyciągać, ale również odpychać. Gdy opanuje nas żądza odpychania, przestajemy zwracać uwagę na dużo słabszą siłę grawitacji, która istnieje zawsze i która nakazuje nam wzajemnie się kochać. Więc umysł człowieka sięga w nienawiści podsycanej odpychaniem po najgłębiej drzemiące siły Natury o straszliwym działaniu – siły wiązań jądrowych! Człowiek już wie jak niszcząca potrafi być ich siła i od czasu, gdy ją odkrył, żyje w wiecznym strachu, że czyjaś nienawiść wyzwoli ich moc.

No, ale nie czas o wojnie, ale pokoju myśleć nam trzeba i pielęgnować tą słabiutką siłę utrzymującą cały Kosmos w równowadze.

Synapsy przestrzeni

Ha, mam pewną teorię jak to jest w istocie:

Einstein w naszym mózgu

... kurcze, znalazłem go, chociaż w pierwszym momencie nie widać go poprzez splątania tych neuronowych drutów. Tych drutów jest około 100 miliardów, ułożonych w sześć warstw kory mózgowej o grubości 4,5 mm. Ale to, co je łączy, to synapsy, czyli … wolna przestrzeń! Ha, a ile jest tych połączeń, czyli synaps? Średnio każdy neuron tworzy 7 tysięcy połączeń, co daje w sumie 10 do potęgi 15 połączeń!!!

No a teraz, jaka jest szerokość typowej synapsy: od 2 nanometrów, dla synaps szybkich konstruujących myśli, do 20 nanometrów dla synaps wolniejszych dla układów kostno-mięśniowych.

Kurcze – nano to przedrostek określający wielkość 10 do minus 9, czyli bardzo małą. Jeśli przemnożymy ją przez liczbę połączeń to otrzymamy: 10 do potęgi 6, czyli milion metrów przestrzeni liniowej w każdym mózgu!

Znaleźć tyle „Einsteina” w mózgu się nie spodziewałem. Ale co to oznacza i jakie ma konsekwencje? Otóż, przestrzeń, według Einsteina, związana jest z grawitacją. A ta, w każdym punkcie przestrzeni jest wypadkową oddziaływań wszystkich obiektów astronomicznych we Wszechświecie. Kiedy impuls elektryczny neuronu, poprzez neuroprzekaźniki, dokonuje przeskoku do innego neuronu, „kontaktuje” się z przestrzenią, która jest odwzorowaniem „informacji” całego Wszechświata!

Więc każda nasza myśl, która emergentnie wyłania się z tych procesów, jest odbiorem informacji ze wszystkich miejsc we Wszechświecie. Jeśli Wszechświat jest nieskończony – to nieskończenie wiele jest rodzajów myśli. A jeśli Wszechświatem kieruje Bóg – myśl staje się uporządkowana …

Pragmatyzm naukowy a emocje

Świat nauki zarzucał Sitchinowi nieprawdę. Dowodził m.in., że Sumerowie nie znali 12 planet, "gdyż żaden sumeryjski tekst nie mówi o więcej niż 5 planetach" (Wikipedia).

Czy nie może być tak, że ponieważ, to co obserwujemy i opisujemy słowami ma związek z ogromną liczbą impulsów zewnętrznych i wewnętrznych - istnieje możliwość, że ktoś odczyta ze starożytnych tekstów, więcej niż "standardowy" naukowiec, posługujący się standardową metodologią naukową?

Czy nie jest tak, że nasze wyobrażenia, naweyt najdziwniejsze, są odwzrowaniem bardzo skomplikowanych przebiegów impulsów w naszych mózgach, które moga ujrzeć więcej niż tzw. naukową normalność?

I dalej: czy nie jest tak, że poezja odkrywa więcej prawdy o świecie niż nauka?

Zauważmy: typowy pragmatyzm naukowy zakłada odrzucenie wszelkich emocji. Relacja naukowca do jego badań, powinna być jak najbardziej obojętna, by nie posądzić naukowca o tzw. stronniczość. I wszystko jest ok, jeśli tą metodologię odniesiemy do obiektów makro, które można uznać za izolowane, bo nie podlegające oddziaływaniom kosmicznym.

Jeżeli jednak przemieścimy się ze skalą do obiektów mikro, okazuje się, że wszystko zaczyna znaczyć - nawet nastrój emocjonalny obserwatora. Znany jest przykład z pomiarem tzw. pamięci wody, który dawał pozytywne rezultaty tylko wtedy gdy obserwator w zjawisko wierzył. Natomiast gdy nie wierzył (świat uznanej nauki), eksperymet nie wychodził.

Innymi słowy: Jeżeli Sitchin "uwierzył", że może odczytać pismo Sumerów w ten sposób, że znajduje w nim 12 planet, to jego odczyt nie mógł się zgadzać z odczytem naukowców, którzy pragmatycznie, "na chłodno" odczytywali w nim inną informację.

O miłości

Czy ten opis nie jest opisem wyizolowanym z rzeczywistości? Albo inaczej: skoncentrowanym na odczuwaniu siebie w oderwaniu od innych, przeżywających to samo? Wyobraź sobie, że w układzie dwóch ludzi, problem o którym piszesz występuje po obu stronach. Jeśli powiększymy nasze otoczenie, to okaże się, że pomiędzy dowolną relacją ludzi taki problem występujue - wzajemnie. Innymi słowy: to nie tylko my czujemy się zawiedzeni, oszukani, ale praktycznie każdy żyjący w jakiejś grupie, społeczności. W takiej sytuacji, wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest kompromis - czyli poszukiwanie rozwiązania optimum, które pozwala nadal społeczności (parze) istnieć.

Wyobraźmy sobie, że jest dwoje ludzi. Ich relacja składa się z momentów harmonii i dysonansów. Tak jak w każdym, wspólnym życiu. Jeżeli, przyjmiemy rolę jedynej osoby "pokrzywdzonej" w tym związku, to tak jak byśmy odrzucali możliwość jego kontynuacji. Musimy więc uznać, jeśli nam na związku zależy - że nasz pratner popełnia błędy, ale dlatego - że i my błędy popełniamy! Na tym polega kompromis.

Na przestrzeni długiego-krótkiego życia, taka para ma wiele rys, wiele ran wspólnie sobie zadanych. Ale te rany, które dzielą, z czasem - jak każda rana - zabliźniają się. Co więcej - te rany uczą doceniać miłość i jeszcze bardziej parę scalają. Z czasem, wszystko co złe z przeszłości przykrywa to co jest wspomnieniem chwil dobrych.
(Pomijam oczywiście przypadki krańcowego niezrozumienia, czyli tzw. związki toksyczne, które nigdy nie powinny być razem).

Nic co relatywne, nie może być fundamentalne.

Udowodnię teraz, że nasz sposób myślenia jest relatywny i posługujemy się w nim słowami, które mają wiele znaczeń, a jedynym – i to przybliżonym - wyznacznikiem ich znaczenia, jest kontekst, w którym występują. Innymi słowy – znaczenie słowa jest wynikiem kontekstu, który z kolei wynika ze zbioru pojęć … nie ograniczonych żadnym słowem.
Od każdego bowiem słowa można dojść do dowolnego innego, poprzez rozkład analityczny ich definicji. Od słowa „wszechmocny” jest dość krótka droga do słowa „nieskończony”. Ale pomiędzy dwoma dowolnymi słowami – nawet skrajnymi - można wyznaczyć „ścieżkę” która te słowa powiąże.

Słowa są zatem jak atomy chaotycznie poruszające się w zamkniętej strukturze naszego umysłu. Natomiast sens, który uzyskujemy z łączenia tych słów, dla każdego może być inny. W tym znaczeniu – kontekstowe znaczenie słów – jest zjawiskiem emergentnym.

I dlatego to, co z połączeń słów dla jednego może być sprzecznością, dla drugiego może być „prawdą” oczywistą.
Misternie budowane konstrukcje słowne, w których sens wynika, z kilku aksjomatycznie przyjętych znaczeń-założeń, prowadzi do różnego rodzaju teorii. Nie tylko teorii naukowych, ale i teorii wiary.
Co w zamian? – zapyta ktoś. Skoro znaczenie słów jest względne, co nam pozostaje? Ano, pozostaje nam właśnie ta względność - i radość z jej obcowaniem!!!

Piękne są wiersze kogoś, którego zbiór słów-pojęć zawiera obserwacje przyrody. Piękne są teorie tego, który wiąże zjawiska sprzeczne słowami. Ale tak jak Słońce nie stoi w miejscu, tak nasze zbiory znaczeń, są jedynie orbitującymi słowami wokół większych, nie znanych nam prawd. I bywa tak, że prawdę mówi ten co kłamie i kłamie ten co mówi prawdę …
Musi zatem istnieć słowo-pojęcie, względem którego Prawda jest największa. Lecz z pewnością nie jest jej środkiem człowiek, ograniczony emergentnym słowem wątpienia, które wątpi ... samo w siebie.

Kwantowa Teoria Boga (30)

Dam taki przykład myślenia abastrakcyjnego, które wpływa na wynik w rzeczywistym świecie.

Masz dwie identyczne torebki i nie wiesz co jest w ich środku. I mówisz 1 torebka + 1 torebka to 2 torebki (1 + 1 = 2).
Ale w świecie torebki, który jest czyjąś wiedzą, niewidocznym dla Ciebie, jest inaczej. W jednej torebce jest 1 cukierek a w drugiej 2 cukierki. Dodając torebki nie wiesz, że jednocześnie dodajesz cukierki, a wynik ich dodawania wynosi 3!
Innymi słowy, czyniąc coś z punktu logiki własnej jesteś pewny, że wszystko gra. Natomiat według logiki, Kogoś kto zna zawartość torebek - wynik jest inny. I tak można byłoby potraktować przykłady, które podałeś.

W naszej ludzkiej logice 2 + 2 = 4. W logice boskiej, która nie ma ograniczenia ludzkiego 2 + 2, wynik może być ... dowolny. To samo dotyczy ludzkich zachowań. Coś co wydaje nam się logicznym następstwem przyczyny i skutku, w świecie o wiekszej mocy "widzenia", wcale logiczne (według naszej miary) być nie musi.

Pewne elementy tego, można dostrzec np. w Teorii Chaosu, w której przewidywalność zjawisk jest bardzo ograniczona i stan makro (np. pogoda) jest zależny nawet od niewielkiego wahania stanu mikro (efekt motyla)

Kwantowa Teoria Boga (29)

… a wszystko przez niedokładność języka, który jest zjawiskiem emergentnym: opisuje w skali makro bardzo różne stany mikro. Wypowiadając jedno słowo i nadając mu znaczenie, popełniamy taki sam błąd, jak podając temperaturę czegoś, co jest układem miliarda różnych chaotycznie drgających cząstek, z których każda ma swój mikroświat własny!
Słowo nie jest dokładne! Jest tylko pewnym przybliżeniem opisu rzeczywistości! Zjawiskiem emergentnym, które wyłania się z ogromnej liczby procesów w naszej korze mózgowej.

Widzisz niespójność pomiędzy pojęciem wszechmocny i nieskończony? Ja jej nie widzę. Coś, co jest proste – w sensie przyrodniczym – nie ma tak rozbudowanego i skomplikowanego mózgu jak człowiek. Im większe skomplikowanie – dążące do nieskończoności – tym moc mózgu staje się większa! Tak właśnie budowane są „mózgi” komputerów. A jeśli istnieje mózg o mocy największej – wszechmocnej – to realizuje się ona przez nieskończenie wiele relacji wzajemnych. I tę nieskończoną realizację (wszech)mocy nazywam właśnie Bogiem.

Wydaje mi się, że podobnie jak nauka „wymyśla” właściwe sobie toki rozumowania w których, każde pojedyncze słowo ma znaczenie i interpretację – tak samo próba zgłębienia przez wiarę wiedzy o umyśle człowieka, dokonuje się poprzez zestaw określeń, których znaczenia są zawężone.

Ale według mnie to wynik redukcjonizmu w myśleniu a konstrukcje myślowe, które według tej zasady powstają są bardzo kruche! Wystarczy bowiem wyciągnąć jedną „cegiełkę” – jedno słowo i zmodyfikować jego znaczenie – a cała konstrukcja myślowa zaczyna się chwiać i walić. Rozumiem więc, dlaczego światy nauki i wiary są często hermetycznie zamknięte. Bowiem, nie wolno nam w tym świecie nic z pojęć i ich następstw zmieniać.

Ale takie światy są dosłownie zamknięte! Są jak klatki, w których słowiki śpiewają piękne melodie o klatce niewoli, w której żyją.

Często przy swoich opisach rzeczywistości posługuję się poezją słowa, jego rytmem – ponieważ zdaję sobie sprawę, że znaczenie stricte danego słowa jako wartość niezależna – nie istnieje!

niedziela, 15 września 2013

Kwantowa Teoria Boga (28)

A to pewnie dlatego, że nasza logika jest dwuwartościowa: TAK lub NIE. Natomiast w matematyce rozpatruje się np. logikę trójwartościową, w której coś jest ani tak - ani nie. Jest nawet taki jeden szczep prymitywnych Indian zamieszkujących Andy, który w mowie swojej posługuje się taka logiką.

Ale rozumowanie można skrócić, przyjmując, że intencje Boga są dla człowieka niewytłumaczalne, a to, co odczuwamy w relacji z nim to jedynie przebłyski pewnych aksjomatów takich jak dobro czy zło.

Czy jest nam to do czegoś potrzebne? Największa książka, która pisana jest na co dzień: nasze życie, wymaga istnienia takich odniesień. Dlaczego? Dlatego, żebyśmy się nie pozabijali? (interpretacja negatywna). Czy dlatego, że mamy zaszczepione w sobie czynienie dobra innym ludziom? (interpretacja pozytywna).

Istnieją już teoretycy ewolucjonizmu, którzy twierdzą, że rozwój nie jest wynikiem konkurencji ale ... współpracy! My się kochamy - i dlatego następuje rozwój. Kreacjoniści natomiast pytają: a skąd wzięła się u człowieka filantropijna miłość, która jest przeciwieństwem "nienawiści" popychającej do rozwoju w wyniku doboru naturalnego? Ha! I oto jak nauka i wiara zaczynają iść razem w parze ...


* * *

Ha, ha - trzymam za słowo, które zmienne jest i jak szkiełka w kalejdoskopie potrafi utworzyć bajeczne konfiguracje! Bo to chyba tylko w ten sposób następuje rozwój myśli: poprzez składanie szkiełek argumentów w dyskusji bez specjalnych ograniczeń. Nic dziwnego, że o losach cywilizacji decyduje zbiorowy mózg wszystkich ludzi - który z jednej strony nawołuje do pokoju, a z drugiej prowadzi podstępne wojny. Jest to swoista dialektyka, "płynąca jak rzeka" ... tylko gdzie jest jej źródło?

Kwantowa Teoria Boga (27)

Bezruch poza czasem? Hipotetycznie, jest to taka sama konstrukcja myślowa jak, ta, w której obserwator rejestruje ruch obiektu nieruchomego w temp. 0 bezwzględnego! Popularne jest ostatnio przypisywanie istotnej roli obserwatora i jego wpływu na wynik doświadczenia - szczególnie w teorii kwantowej.

Ale dowodzi to czegoś właśnie odwrotnego! Jeżeli istnieje świat - choćby abstrakcyjny - który jest inny od naszego świata (świata obserwatora), to wyraźnie wskazuje to, na jego odrębność! Stąd tyle sprzeczności w fizyce kwantowej: koty, które żyją i nie żyją, splątanie kwantowe, czy dualizm materialno-falowy.

Zatrzymam się na moment przy splątaniu kwantowym. Wielkie mózgi rozważań teoretycznych (Einstein, Bohr i inni) doszli do wniosku (a potem potwierdził to eksperymetem Aspecta), że dowolne dwa ciała, które kiedyś się spotkały, będą we wzajemnym związku, nawet wtedy, gdy znajdą się na przeciwnych krańcach świata!

Jeśli tak - to materia, która powstawała w czasie Wielkiego Wybuchu i która wypełnia cały Kosmos, jest ze sobą powiązana - splątna. Tym bardziej człowiek, zbudowany z atomów, węgla, wodoru, tlenu, fosforu i siarki - jest w jakiś sposób splątany z tymi atomami znajdującymi się w każdym innym miejscu Wszechświata!

Ale co oznacza splątanie? Ano, znaczy tyle, że dowolna informacja, która zmienia stan np. atomu wodoru w odległej galaktyce wywołuje NATYCHMIAST (tak, tak - to nie iluzja: z prędkością nieskończoną, a więc szybciej od światła!), reakcje we wszystkich pozostałych atomach wodoru Wszechświata. Oto sposób w jaki Bóg może komunikować się z nami i vice versa. Skupijąc się w modlitwie zmieniamy stan energetyczny naszych atomów i o tym wie natychmiast - Bóg.

Kwantowa Teoria Boga (26)

Zgoda! Ale, żeby dojść do takiego wniosku, potrzebna była nam umiejętność myślenia abstrakcyjnego, które tylko poprzez pewne analogie odwołuje się do świata rzeczywistego. Podobnie jest z pojęciem Boga. Człowiek może je przyjąć lub odrzucić poprzez abstrakcyjne analogie. Jeżeli jednak odrzucimy kuszący świat analogii i poprzestaniemy na pojęciu, bez jego definiowania - tak jak ma to miejsce w matematyce, w której tworzymy aksjomaty - to pojęcie Boga staje się właśnie jednym z takich akjsomatów.

Akjomatyczne założenia Euklidesa, powiększyły znacznie horyzont "wiedzy" człowieka. Bez tak zwanych, warunków początkowych - aksjomatycznie przyjętych - teoria wielkiego wybuchu traci sens. Czyli inaczej: człowiek poszukując odpowiedzi na istotne pytania dotyczące swego istnienia, dochodzi do granic - do punktów aksjomatycznych - których się nie definiuje!

W życiu codziennym, takie działanie "aksjomatyczne" jest naturalne i nie kwestionowane. Jeśli powiem, że odległość od Słońca wynosi 150 mln kilometrów - to powiem to z pewną dokładnością - i to wystarczy. Jeśli powiem, że coś waży 10 kg, to będzie to jedynie pewne praktyczne przybliżenie. Nauka wręcz lubuje się, w odrzucaniu czegoś, co jest pomijalne. Przykładowo, pomija całkowicie siłę grawitacji w atomie ze względu na jej znikomość. Pragmatyzm? Tak - w wydaniu "aksjomatycznym", lecz nie do końca uzasadnionym.

Ale jeszcze bardziej widać to w naszym języku! Większość pojęć, które znamy nie jest jednoznaczna! I znowu - nasze metodyka w ustalaniu tego, co jest prawdą, polega na jej "aksjomatyzowaniu". Jeżeli mam określony pogląd polityczny czy filozoficzny, to tak dobieram słowa w mojej argumentacji, by ich sens zbliżał się do pewnej granicy - pewnego aksjomatu, którego się nie kwestionuje.

No i teraz, można zadać pytanie: dlaczego tak jest? Czy nie może być tak, że istnieją jakieś zasady poza nami, które emergentnie pojawiją się jako nasze stwierdzenia, opinie? Innymi słowy: czy nie można przyjąć, że aksjomaty są tworem nie z naszego świata - że są darem jakiegoś zewnętrznego istnienia? (cienie Platona)

To co dzieje się w ostatnim okresie rozwoju ludzkości to proces relatywizowania pojęć. To co dobre, już wcale nie ma jednoznacznej definicji. Dobro staje się - jest - względne. Nasze akjsomaty powoli sie rozsypują. Czy dlatego, że działa nieodwracalne prawo entropii, wynikające z drugiej zasady termodynamiki?

Czytam, a włściwie słucham ostatnio książki znanego fizyka, filozofa Lee Smolina. I pada tam skądinąd "rozsądny" postulat, że i etropia jest z jakimś małym prawdopodobieństwem odwracalna. To tak jakby powiedzieć, że rozbita szklanka, może jednak powrócić do swojego pierwotnego kształtu. Nabiera to szczególnego znaczenia, z punktu widzenia biblijnego nawrócenia ludzkości na drogę prawdy jedynej - aksjomatycznej (boskiej).

Kwantowa Teoria Boga (25)

To jest dylemat typu co było pierwsze: jajko czy kura? Najpierw był ruch w następstwie którego odczuwamy czas? Czy najpierw był czas, w następstwie którego obserwujemy ruch?

To pojęcie ruchu, zawiera w sobie czas, a nie czas zawiera pojęcie ruchu - ponieważ jest ogólniejsze: zawiera również stan lokalnego bezruchu. Ruch nie może być bezruchem, a czas tak. Z fizyki wiemy ponadto, że ruch jest względny, natomiast czas ma jeden kierunek wynikający z praw termodynamiki (tzw. strzałka czasu wynikająca ze wzrostu nieuporządkowania, entropii).
Według tejże termodynamiki, zawsze możemy odróżnić stan poprzedzający od następującego. W przypadku ruchu, nie zawsze jest to możliwe (np. względność prędkości pociagu względem obserwatorów na peronie i w pociagu). Jedynie ruch przyspieszony mówi nam o jakiejś, dziejącej się zmianie. Ale, żeby coś przyspieszyć, potrzebny jest nam ... czas.

Jeśli chodzi o bezruch w temp. 0 kelvinów, to niedawno osiągnięto temperaturę nawet poniżej 0, ale poprzez obserwację zjawiska, które się dzieje ... a więc ma przebieg czasowy (http://www.fiztaszki.pl/node/42). Czyli w tej lub podobnych temperaturach, jest jednak zachowana pewna informacja o materii, która może być właśnie tożsama z czasem (dzianiem się).

Kwantowa Teoria Boga (24)

Zaskakujesz mnie Michale: "I jeszcze jedno - sens życia. Czy jest on do życia konieczny? Nie, nie jest. Jakoś Natura, a zwłaszcza ta jej część ożywiona nie zadaje sobie pytań o sens tylko zwyczajnie istnieje." - Czy nigdy nie kusiło Ciebie pytanie: co znaczy "jakoś"? I czy nie kusi miliony inżynierów na świecie, a nie tylko filozofów, zadawanie pytań abstrakcyjnych, by konstruować realne rzeczy.

I znowu wpadniemy w błędne koło. Czy świat naszych konstrukcji materialnych jest pierwotny, czy wtóry wobec myślenia? Teoria ewolucji proponuje zasadę doboru naturalnego, która miała jakoby wyzwolić i doskonalić w człowieku umiejętności, obecnie posiadane. Jednakże dowody na tę torię nie są "mocne" i raczej wybiórczo zbadane.

Co natomiast od razu daje się zauważyć, to przyjęcie a priori, pasywnej roli zjawiska czas w tym procesie. Zakładamy bowiem, że czas sobie płynął, jak w zegarze Newtona, a życie się po prostu działo zanurzone w tym czasie. Tymczasem ... ha, ha - śmieszne zestawienie: tymczasem, czas, nie musiał być tak jednorodny, a więc mógł potencjalnie oddziaływać na zjawiska dziejące się na Ziemi. I to nie w znaczeniu, zmiennej pogody zależnej od czasu, ale samego zjawiska czasu w swojej istocie! Zależność czasu od przestrzeni odkrył Einstein, w ogólnej teorii względności. Dlaczego, nie przyjąć, że w zamierzchłych czasach określających początek życia na Ziemi, czas nie był liniowy, ale np. "kwadratowy".

Zmierzam do tego, że przyjęcie jednostajnego obrazu czasu jest trywialne - być może zrozumiałe z punktu widzenia naszego codziennego życia - ale w wymiarze kosmosu już nie. Co więcej - według mojej hipotezy, również myślenie (w jakiejkolwiek postaci), w tym początkowym okresie istnienia zycia - nie było liniowe - tzn. słowa-myśli nie następowały po sobie w sposób prosty, a miały raczej postać kumulacji myśli w jednym, niewielkim obszarze hiperprzestrzeni. Oczywiście w tej koncepcji mam na myśli - Boga.

Wszystko staje się jakby prostsze i co najważniejsze - możliwe, jeśli odrzucimy stereotypy, naszego codziennego, praktycznego myślenia. Ale czyż, nie w ten sposób ewoluuje cywilizacja?

Kwantowa Teoria Boga (23)

Tu jest próba wyjaśnienia paradoksu omnipotencji ("Czy wszechmocny bóg jest w stanie stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść"):
http://emong.blox.pl/2010/01/Paradoks-Nieskonczonosci.html

Jeśli chodzi o kwadraturę koła, to ta konstrukcja jest niewykonalna w naszym wymiarze. Może istnieć jednak wymiar (przestrzenny, czasowy), w którym jest to możliwe. Ale to wymaga przyjęcia koncepcji Boga, jako nieskończenie wszechmocnego, czyli takiego, który może np. podnieść dowolny ciężar przez siebie wymyślony.

Np. jeżeli "ciężar" byłby nieskończenie wielką liczbą naturalną parzystą, to mógłyby podnieść go Bóg, o ciężarze nieskończenie wielkiej liczby naturalnej. Obie wielkości są nieskończone, jednak jedne (naturalne parzyste) zawierają się w drugich (naturalnych).

Kwantowa Teoria Boga (22)

Nie istnieje świat bezwzględny. Cały nasz Wszechświat jest relacyjny: wszystko zależy od wszystkiego. Skoro Bóg stworzył ten Wszechświat na swoje podobieństwo – to i Bóg musi być elementem tego związku – być jakąś relacją do Wszechświata.

Czy Słońce, wokół którego krążą planety stoi w miejscu? Ależ nie … również wykonuje minimalny ruch wokół punktu, który jest środkiem masy układu. Oczywiście ten punkt znajduje się bliżej Słońca, a konkretnie pod jego powierzchnią. Ale Słońce też krąży w naszym układzie!
Podobnie jest z Bogiem. Układ myśli tworzonych w relacji z Bogiem jest wzajemny, tzn. na relację tą ma wpływ również sposób naszego myślenia. Stąd pojęcie wolnej woli, która zakłada, pewną dowolność interpretacji tego, co odbieramy od Boga i w ramach odpowiedzi wysyłamy mu zwrotnie.
Można zastąpić naszą relację z Bogiem, relacją z innymi ludźmi i wyobrazić sobie, że ludzkość jest jednym wielkim umysłem, który sam odpowiada sobie. Powstaje jednak pytanie: czy reguły moralne, które taki wielki umysł społeczny wymyśla, są wystarczające by prowadzić nas przez życie? Czy nie jest tak, że często powstają dylematy moralne, które są poza zasięgiem ludzkiego pojmowania?

Dam taki przykład. Ludzkość stworzyła system praw, według których za złe postępowanie karze, a za dobre wynagradza. Niestety, w tym systemie wszystko zależy od rodzaju stanowionego prawa, od kultury lokalnej społeczności, a więc i od położenia geograficznego. I za pewne przewinienia w jednej kulturze każe się więzieniem a w drugiej – obcięciem głowy. Często te reguły związane są z religiami, zwyczajami, uprzedzeniami, a nawet sprowadzają się do osądu: „co sąsiedzi powiedzą?”.

Ale przecież, niezależnie od tego całego systemu ludzkiej sprawiedliwości, każda jednostka z osobna ma pewien głos sumienia. Czy ten głos sumienia jest wyłącznie efektem ewolucji społeczeństw? Patrząc na historię człowieka, przynajmniej tą, którą znamy, „wątpliwości sumienia” istniały zawsze. Innymi słowy, czy człowiek nie potrzebuje do uzasadnienia poprawności swojego działania, odniesień istniejących poza nim: tak jak Ziemia dla swojego ruchu potrzebuje odniesienia Słońca? I zobaczmy – nie oznacza to w ogóle, że takie odniesienie musi być bezwzględnie nieruchome! One współdziała z nami.

Cały Kosmos jest układem odniesień i to względnych (mówi o tym STW Einsteina). Dlatego odpowiedź, którą od tego systemu chcemy uzyskać, zależy zarówno od pytającego jak i odpowiadającego. Jeżeli Bóg jest względnością, to odpowiedzi mogą być różne. Jeżeli pytamy siebie, to zawsze słyszymy odpowiedź drugiej strony, która nie ma wiele wspólnego z kulturą w której żyjemy, a która jest naszym sumieniem. Naszym kosmicznym związkiem z Bogiem.

Kwantowa Teoria Boga (21)

Jeśli przyjmiemy, że teoria względności jest prawdziwa, to należałoby i przyjąć, że nasz związek z Bogiem jest względną relacja, w której obie strony wzajemnie zależą od siebie. A więc człowiek w takim samym stopniu wymyśla Boga (co nmazywamy wiarą), w jakim stopniu Bóg wymyśla człowieka.
Jeżeli człowiek nie chce być wymyślonym przez Boga - co też jest wiarą, jak piszesz: potwierdzoną przez tych, którzy chcieli ją potwierdzić - Bóg nie próbuje go wcale z tego domniemania "wyrywać", pozostawiając mu w tym zakresie wolną wolę. Czy zmniejszy to w ten sposób liczbę i rodzaj pytań zasadniczych? Oczywiście nie. Czy daje jakąś lepszą "nadzieję" na sens życia? Nie daje żadnej.

Istnienie dwoistośći wzajemnej JA - Bóg, tłumaczy wiele dwoistości na tym świecie. W relacji - bez relacji - bez odniesienia do czegoś absolutnie względnego poza nami, pozostaje nam tylko jeść, żyć i umierać. I chełpić się nieograniczonością ludzkiego umysłu, wymyślającego lepsze komputery, iphony i inne dziwaczne ustrojstwa, nadające życiu ludzkiemu "prawdziwy sens".

Kwantowa Teoria Słowa (20)

Bóg nie jest Absolutem nie podważalnym i jedynie logicznym. Bóg jest relacyjnością. Bo przecież Bogu można zadawać pytania i uzyskiwać odpowiedzi. Co więcej, to z naszej postawy bierze się jego postawa. Posłużę się tutaj modelem kuli i jej środka. Jeżeli Bóg jest środkiem, a nasze myśli wypełniają jej powierzchnię, to każda fluktuacja naszej myśli (powierzchni) wpływa również na fluktuację środka. Dlatego, nie można traktować „logiki Boga” w kategoriach absolutnych. Jeżeli znajdujemy w swoim myśleniu sprzeczność, np. kwadratowe-koło, to jest ono wynikiem relacyjności z Bogiem, próbą zadania pytania, na które nie ma odpowiedzi. Nie zaprzecza jednak to istnieniu dwoistości stanu Ja – Bóg.

Powiedzmy, że zastąpimy tą dwoistość stanem JA – JA, bo jak sugerujesz „Bóg jest nam do tego niepotrzebny”. Co tak naprawdę to zmienia? Przecież nadal prowadzisz dialog, uznając, że byt z którym rozmawiasz to nie Bóg tylko … Twoje wnętrze. Ale zauważ – nic w sposobie tej relacji się nie zmieniło, poza zmianą nazwania. Bo teraz JA jest jakby bogiem. Te same konstrukcje myślowe, te same użycie czasu jako sposobu na wyrażenie dziania się. Tylko środek kuli (koła) jest teraz w Tobie. A co, jeśli oba środki są tym samym? Bo przecież wymagającym, jakiegoś wytłumaczenia, które w słownej postaci będzie takie samo: coś z czegoś wynika. Cała WZGLĘDNA różnica, polega na tym, że ja nazywam to Bogiem. Czyli różnica jest w nazwaniu a nie w istocie rzeczy.

Kwantowa Teoria Boga (19)

Wymyślać Boga, czy nie wymyślać? Oto jest pytanie. Ale, paradoksalnie to pytanie zawiera w sobie odpowiedź – ponieważ, wymyślanie, jest dzianiem się, jest zjawiskiem związanym z czasem. A więc, wymyślać, czy nie wymyślać, jest tym samym działaniem, tylko o różnych konsekwencjach. Gdy wymyślamy Boga, tworzymy dwoistość JA- ABSOLUT, gdy nie wymyślamy Boga, nadal wytwarzamy dwoisty absolut – tym razem JA – JA. W pierwszym wypadku, dla wytłumaczenia ontologii świata, wyznaczamy coś poza sobą, w drugim – tylko w sobie. Nie mniej oba zabiegi są lustrzane. Oba nie potrafią uniknąć czasu, czyli dziania się i w obu coś przeciwstawiamy czemuś.

Bowiem nie ma na tej Ziemi człowieka, który nie miałby jakiejś koncepcji istnienia, jakiegoś wytłumaczenia dziania się – czyli innymi słowy – nie sięgał by po czas, by istnienie swoje (innych) tłumaczyć. Ale czymże jest ten czas, którego uniknąć się nie da? Czyż nie jest właśnie Absolutem, którego wyznawcy „JA, bo JA” tak usilnie próbują uniknąć? W naszej mowie są absoluty, które traktujemy powierzchownie, nie zwracając uwagi na to, że każdym dzianiem się naszej wypowiedzi, powołujemy do życia ABSOLUT czasu.

I teraz widać jak paradoksalne i w sobie sprzeczne są próby uniknięcia relacji BÓG – JA. Ponieważ, cokolwiek jest absolutem, nie przynależy do relacji JA – JA. I nawet, jeśli ktoś wyciągnie argument ewolucyjności ludzkiego myślenia, to zapytam: czyż ewolucyjność to nie dzianie się? Czyż nie jest to atrybut czasu – którego nie rozumiemy ponieważ istnieje poza nami? Dziejemy się w czasie, a ponadto w przestrzeni, przyjmując określoną formę materii. Czy to wszystko co działo się i dzieje się jest z naszej woli? A czyż wola nie jest również dzianiem się, czyli atrybutem czasu?

Zapominamy często o tym, że nasze na pozór logiczne, ludzkie myślenie samo w sobie jest elementem CZASU, którego nie rozumiemy i który jest ABSOLUTEM poza nami.

sobota, 14 września 2013

Bóg nieskończoności

Dlaczego człowiek nie jest w stanie pojąć Boga?

Jeżeli powiem, że Bóg jest wszechmocny, to stwierdzę tylko, że Bóg ma moc największą. To tak, jak ze zbioru liczb od 1 do 1 miliard, wybrać liczbę największą - 1 miliard. Ale dociekliwy człowiek zapyta: czy nie istnieje liczba 1 miliard plus 1? No jasne, że istnieje? A czy istnieje liczba 1 miliard puls 2? Ależ też istnieje … i tak można do nieskończoności. Ha! – tylko co to jest ta nieskończoność? Kwitujemy ją jednym banalnym słowem, ale nie znamy jej i nie znamy jej właściwości!

A jakie paradoksalne one mogą być, zademonstruję na paru przykładach:

Jest zbiór liczb naturalnych i liczb naturalnych parzystych. Logiczne się wydaje, że zbiór liczb naturalnych jest mniejszy i zawiera się w zbiorze wszystkich liczb naturalnych. Lecz zbiory tych liczb są równie nieskończone i w tym sensie sobie równe – maja tę samą moc! A to dlatego, że każdemu elementowi zbioru liczb nieparzystych, można przypisać dokładnie jeden element zbioru liczb naturalnych. One są po prostu równoliczne!

Podzielmy, obwód koła przez jego średnicę. Uzyskamy znaną z matematyki liczbę pi -3,14 …. Ale jaka jest jej dokładna wartość rzeczywista? Nikt do tej pory, choć użyto komputerów o największej mocy nie wyliczył tej wartości. Znamy już ponoć wartość pi z dokładnością miliona miejsc po przecinku, ale co jest dalej – nie wiemy. Człowiek nazwał ją liczbą niewymierną – i całą sprawę załatwił jedną „etykietą” – jednym pojęciowym „bożkiem”.

Jeżeli istniał Bóg, to kto stworzył tego Boga? A jeśli naszego Boga stworzył inny „większy Bóg” – to kto stworzył tego większego Boga? Pytać tak można w nieskończoność … tylko czy my wiemy, czym ta nieskończoność jest? Jak pokazałem na kilku powyższych przykładach nieskończoność ma inne właściwości niż to co obserwujemy na co dzień.

A przecież, nawet i to, co na co dzień, wymyka się naszemu pojmowaniu. Pisałem już o świecie kwantowym, ale spróbujmy dokonać czegoś z pozoru prostszego: zmierzmy długość brzegu Wielkiej Brytanii. Jeżeli weźmiemy miarkę 200 km, uzyskamy wynik 2350 km, jeżeli zastosujemy miarkę 100 km – wynik będzie 2775 km, a jeśli użyjemy krótszej miarki 50 km – to wynik wzrośnie do 3425 km (http://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_linii_brzegowej). Która wartość jest prawdziwa?

Wniosek: nasze tzw. myślenie praktyczne, oparte jest na naszej niewiedzy!

A czy mamy szansę wiedzieć w pełni to, czego nie wiemy teraz? Z metodologii opartej na ludzkim umyśle – na pewno nie! Świat wyjaśniany za pomocą ludzkiej logiki jest niepoznawalny!

A teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Czy ta niepoznawalność, nieskończoność – ma wpływ na nasze codzienne życie? Ha! – oczywiście, że ma. Już Newton zauważył, że gdybyśmy znali wszystkie ruchy ciał we wszechświecie, moglibyśmy przewidywać ich stan w przyszłości. Niestety, naszym umysłem, nawet wspomaganym komputerami, nie jesteśmy w stanie tego zrobić.

Jeżeli nieskończoność ma na nas wpływ a my mamy na nią wpływ żaden lub znikomy – to czym ta nieskończoność może być? Czyż nie jest ona naszym poszukiwanym Bogiem?

Dlatego należało by mówić, że Bóg jest nieskończenie wszechmocny a nie tylko wszechmocny. To kolejny błąd uproszczeń ludzkiego umysłu.

Słowo, jako następstwo czasu (2)

Tak więc, pytania o materialne („bytowe”) źródła istnienia Wszechświata tracą sens, w tym znaczeniu, że samo pytanie jest tworem czasowym, w którym zarówno materia jak i przestrzeń się zawiera.

Spróbuję jaśniej: Jeżeli myślenie jest czasem, to wszystko co można stwierdzić myśleniem jest jedynie pewną postacią czasu. I w tej postaci czasu zawarte jest pojęcie materii i przestrzeni. I oba są czasowe – a więc ciągle zmieniające się i przemijalne … Nie istnieje więc coś takiego jak pierwotna postać materii lub przestrzeni, ponieważ każda ich postać jest jedynie przemijalnym – płynącym z nurtem czasu – wyobrażeniem.

To co zatem istnieje to czas (Lee Smolin, ucieszyłby się z takiej konkluzji). Ten czas jest tym samym, co myśl, która tworzy wszystkie materialne i przestrzenne obrazy tego świata. Jeżeli myśl się zmienia to zmienia się także postać materii i przestrzeni (mamy tego dowody na przestrzeni długiej historii człowieka). A ponieważ myśl płynie nieprzerwanie jak czas, więc nieprzerwanie zmienia się też obraz świata. W takim niepowstrzymanym nurcie nic nie jest stałe (Panta Rhei – wszystko płynie, skonstatował Heraklit). Tym bardziej więc, nie znajdziemy nigdy niezmiennej przyczyny - pierwotnej przyczyny istnienia materii i przestrzeni!

Zresztą Bóg od nas tego nie oczekuje. Chce jedynie byśmy wypełniali czas myślami „dobrymi”, byśmy oderwali się od materialnego bytu, który stworzony jest tylko po to, by odbiór czasu (myśli) różnicować. W tym znaczeniu rozumiem również myśl Teresy Rembielińskiej, że jesteśmy jedynie materialnym naczyniem, w którym zamknięta jest myśl Boga.

Można do tej koncepcji podejść również tak jak proponuje Zbigniew Modrzejewski. To człowiek jest centralnym punktem świadomości. A więc to jego myśli płynące ludzkim czasem, określają stan rzeczywistości – tej materialnej i tej przestrzennej.

W obu podejściach jest jednak ten sam wspólny element przemijania – nurt wciąż powstających myśli, dla których pojęcia przestrzeni i materii są wtórne – tak jak pojęcie przemijającego czasu jest niezbędne, żeby w ogóle te pojęcia zaistniały.

Myśl przede wszystkim i to myśl przemijająca i zmienna, wyznacza granice naszego istnienia. W formie słów, przyjmuje ona postać twierdzenia Ludwiga Wittgensteina:
"Granice naszego języka wyznaczają granice naszego świata".

Słowa, jako następstwo czasu

„Słowa podobne są do czasu, który nigdy się nie zaczął i nigdy się nie kończy. Czas i słowa-myśli bowiem kołem się toczą ... Można nawet odnieść wrażenie, że są tym samym ... „

Zauważyłem kiedyś taką zależność: okresy obiegu planet, księżyców, słońca (gwiazd) względem nas, tworzą pewien regularny wzór, jeśli ujmiemy je w postaci iloczynów funkcji okresowych. Iloczyn sinusów okresów obiegu ciała niebieskich dla naszego Układu Słonecznego ma postać:


Taki iloczyn sinusów, może być prawie nieskończony, ponieważ we Wszechświecie jest 30 miliardów bilionów poruszających się gwiazd … albo i więcej.

Z drugiej strony, taki iloczyn sinusów, wyznacza współrzędne sferyczne punktu na hipersferze (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera). Zatem okresowe zmiany położenia obiektów kosmicznych tworzą powierzchnię hipersfery. I jest to konstrukcja „czasowa”, a nie przestrzenna.


Z trzeciej strony – model naszych myśli, przypomina powierzchnię hipersfery. Myśli bowiem nie mają ani początku ani końca. Są jak nurt płynącej rzeki, która stopniowo się rozszerza, aż do wymiarów morza, oceanu (myśli), który zasila następnie podziemne źródła, z których woda, strumieniem ponownie wypływa …

Inna obserwacja – formy słów za pomocą której, wyrażamy nasze myśli - prowadzi do następującego ich rozkładu – według długości:


Kształt tej krzywej przypomina znaną gaussowską krzywą „dzwonową”. No i teraz coś „zaskoczyło” w głowie: przecież powierzchnię dowolnej sfery, czyli hipersfery wyznacza się właśnie obliczając wielokrotną powierzchnię krzywej „dzwonowej”! (http://www.youtube.com/watch?v=QkMn_5QpsX8&hd=1)

A to oznacza, że powinien istnieć związek pomiędzy, tworzeniem słów jako obrazu myśli (w dowolnym języku), a wybranym punktem, określonym parametrem czasu, znajdującym się na hipersferze, wyznaczonej przez obroty ciał niebieskich.

Wniosek, który wyłonił się z tej mgły myśli, był następujący: okresowość obrotów ciał niebieskich tworzy świat myśli. A więc nasz świat myśli, ma charakter czasowy, nie przestrzenny. Zatem myśli nie istnieją w rzeczywistości przestrzennej, a jedynie czasowej. A więc … myśli są czasem!

Czas płynie niepowstrzymanie jak rzeka, niosąc ze sobą wszystkie nasze myśli: i te o materii – w podmiotach i te o przestrzeni – w dopełnieniach. A każdą myśl, łączy nurt czasu – orzeczenia.

I nawet, kiedy wydaje się nam, że nie myślimy, rzeka czasu płynie nadal – w całkowitej myśli ciszy. A kiedy myślimy szybko i dużo, nurt rzeki staje się wartki i czas płynie szybciej. A kiedy wpadamy w stan wyciszenia i medytacji, nasze myśli wpływają do zatoczki spokojnej, niezmąconej nurtem wody … i czas się zatrzymuje.

Ponieważ "świat gwiazd" nigdy nie stoi w miejscu, więc myśli powstają nieprzerwanie, wypełniając powierzchnię nieskończonej hipersfery czasu. Czy pierwszym, który pomyślał, był Bóg?

PS. Zauważmy – nic nie wspomniałem w tym wywodzie o masach ciał. Czy są duże jak np. masa naszego Słońca, czy względnie małe jak np. masa naszego Księżyca, wydaje się bez znaczenia. Masa ciała nie ma więc wpływu na myśli - są one zależne tylko do czasu ... bo też Boga, nie interesuje materialny byt, a jedynie nasze myśli ujęte klamrą czasu (?) To byłoby chyba zgodne z przesłaniem Biblii.

czwartek, 12 września 2013

Coś, czyli prawie nic

Dużo rozmyślam ostatnio o koncepcjach Wszechświata. Ciekawy przegląd teorii naukowych oraz tych, wywodzących się wiary przedstawił Zbigniew Modrzejewski w artykule: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic”*, który jest nawiązaniem do słynnego stwierdzenia Leibniza.

W zasadzie dominujące są dwie możliwe wersje: albo Wszechświat został stworzony w wyniku kreacji Boga, czy jak sądzą naukowcy: w wyniku Wielkiego Wybuchu, albo … istniał wiecznie prawie taki sam. Również różne koncepcje wiary ścierają się w zakresie tego zagadnienia: judeochrześcijański Bóg jest kreatorem świata z niczego, natomiast „hinduistyczno-buddyjski mit Nirwany, mówi o bezkresnym Wszechświecie”.

Argumentacja mówiąca o stworzeniu czegoś z niczego, natrafia na sprzeczność logiczną w postaci „Istniejące Nieistnienie”, którą Zbigniew Modrzejewski przyrównuje do idei Świętego Mikołaja, w którego można wierzyć, ale którego w rzeczywistości nie ma.

Z kolei Michał Aleksy Mentrak, w jednym z komentarzy do artykułu Teresy Rembielińskiej „Uwolnienie”**, pisze:

„(…) Podstawowym błędem logicznym ludzi wierzących jest następujące wnioskowanie: "Nic i nikt nie może istnieć bez swojej przyczyny, a zatem praprzyczyną wszelkiego istnienia musi być Bóg." I tu wpadają w pułapkę. Bo skoro nic nie może istnieć bez przyczyny, to i Bóg musi mieć swoją przyczynę. Wierzący rozwiązują ten problem mówiąc, iż Bóg jest jedyną istotą nie wymagającą swojej praprzyczyny. Pozornie wszystko gra, ale... Tu jest kolejna pułapka logiczna: skoro Bóg może być bytem nie posiadającym praprzyczyny, to nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby i inne byty (np. energia, materia) również nie musiały mieć swoich praprzyczyn. Od razu też uprzedzę, że "argument" o nadzwyczajności bytu boskiego uważam za infantylny i służący li tylko do ucieczki od tematu.”

Rzeczywiście, tak jest, jeżeli uznamy, że logika ludzka ma zastosowanie do wszystkich zjawisk występujących we Wszechświecie. Ale, jeśli są światy, w których logika ludzka się „załamuje” – jak kwantowy świat atomów?

Spróbowałem zmierzyć się z zagadnieniem „Czy istnieje raczej coś niż nic” wykorzystując idee matematyczne.

Oto wykres zmian objętości kuli w zależności od jej n-wymiaru przestrzennego***:


Natomiast poniżej, wykres zmian powierzchni kuli w zależności od n-wymiaru przestrzennego:


Zakładam, że świat ma swój początek właśnie w nieokreślalnym świecie kwantowym – w świecie, w którym możliwe jest istnienie „czegoś niż nic” o nieskończonym wymiarze przestrzennym. Na rysunkach powyżej widać, że wartości objętości i powierzchni kuli, dla bardzo dużego wymiaru przestrzeni, są bliskie zeru - ale nigdy wartości zero nie osiągają! (idea "wiecznego" bytu). Oto mój kwantowy stan „coś, czyli prawie nic”.

Ekspandujący (rozszerzający się) Wszechświat od nieskończonego wymiaru, powoli „nabiera” objętości i powierzchni, uzyskując jej maksymalne wartości dla „około” 5-tego, 6-tego wymiaru. Po czym stopniowo maleje, przechodząc przez naszą 3-wymiarową przestrzeń, w której żyjemy. Z perspektywy naszej przestrzeni jesteśmy w stanie obserwować przestrzenie o niższych rozmiarach: 2 (płaszczyzny), 1 (linie), 0 (punkty). Przestrzenie o wyższych wymiarach, są jedynie dostępne w naszych myślach (abstrakcyjnym rozumowaniem).

Tak interpretowana ewolucja Wszechświata zawiera w sobie także cechę nieograniczoności, „bezkresowości”. Otóż, świat, który interpretujemy swoimi myślami, jest światem zamkniętym powierzchnią kuli – bo nie istnieje ani myśl pierwsza ani ostatnia. Nie ma więc – podobnie jak powierzchnia kuli - ani końca ani początku. Z perspektywy naszych myśli i logiki, jest to świat wieczny i niezmienny. Zgodnie z tym, co mówi Michał Aleksy Mentrak, nie istnieje żadna praprzyczyna pierwsza, bo żaden punkt powierzchni kuli nie jest początkiem ani końcem. Jednakże z perspektywy środka kuli, wygląda to całkiem inaczej. Środek kuli jest bowiem jej „początkiem”, „punktem oparcia” – niezbędnym do jej zaistnienia!

Nadal jest jednak dylemat: czy w tym środku znajduje się człowiek – jak przypuszczalnie sądzi Zbigniew Modrzejewski, stwierdzając: „Bóg” to po prostu wszystkie świadome umysły razem – a więc odwołując się w ten sposób do świadomości człowieka, czy też … w tym środku, od zarania – a więc od „ziarenka” nieskończenie wymiarowej przestrzeni siedział i siedzi … Bóg … ?

Jeżeli wielowymiarowość świata kwantowego poprzedzała i ewoluowała w stronę naszego świata 3-wymiarowego, to pytanie to, wydaje się retoryczne…

* http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/parmenides_index.html
** http://www.eioba.pl/a/4dcc/uwolnienie#post263870
*** http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera

* * *

Poniżej jest wideo, objaśniające w jaki sposób wylicza się powierzchnię n-sfery. Warto zauważyć, że w mianowniku końcowego wyrażenia występuje funkcja gamma, która jest funkcją silnie rosnącą, powodującą malenie powierzchni n-sfery "niemal" do zera. Jednakże, krzywa na wykresie nigdy nie przecina osi 0X, a więc nigdy nie osiąga wartości zero! W tym sensie, nasz Bóg może być dowolnie małym obiektem kwantowym, zachowującycm swoją istotność. Dlatego przyjąłem nazywać Boga, najmniejszym z najmniejszych, z którego wypływa największa z największych - miłość

http://www.youtube.com/watch?v=QkMn_5QpsX8&hd=1

* * *

Jeśli chodzi o efekt Dopplera, którego interpretacja (przesunięcie ku czerwieni) dowodzi coraz szybszego rozszerzania się Wszechświata, to istnieją obserwacje astronomiczne, które temu zaprzeczają. Zafascynowany jestem ostatnio teorią wakuoli (słowa-myśli?) Ireneusza Cwirko, który na stronie „Kryształowy Wszechświat” dowodzi, że świat nie rozszerza się, lecz … kurczy!

http://krysztalowywszechswiat.blogspot.de/2013/05/dlaczego-nasz-wszechswiat-jest-coraz.html
http://pogadanki.salon24.pl/499572,ekspansja-wszechswiata-i-skok-na-kase

środa, 11 września 2013

"fala jest polem"?

No, jeszcze raz wracam do tematu: zróbmy analizę stwierdznia " fala jest polem". Najpierw zapytam: co to jest fala? A zaraz potem: co to jest pole? Definiowanie tych pojęć może doprowadzić do paradoksalnych wniosków, że na polu obrabianym przez rolnika są jakieś fale (?) Strach się bać ... bo jak takie pole zaorać? Ale ponieważ współczesna nauka korzysta w sposób dowolny z tych zapożyczeń językowych, by wyjaśniać swoje problemy, to rozumiem, że jakieś pole naukowe faluje ... jak morze.

Warte uwagi: w wielu przypadkach, jeśli nie w przeważającej jej części, świat naukowy posługuje sie takimi pospolitymi porównaniami, by zyskać na wiarygodności swoich twierdzeń. Ale to nic, a nic - nie ma wspólnego z rzeczywistością, której nie da się nazwać.

Mnie też kusi, by nasze życie nazwać durszlakiem, przez który przeciekają miliony myśli, wyciśniętych z gotowanych kartofli (ziemiaków) istoty istnienia ...

* * *

Droga, kochana, Teresko ... jest późna pora, jestem po ponad 10 piwach i powiem, że to co czynisz w tym tekście to: antropoformizacja fal, które mówia ludzkim językiem i wyrażają ludzkie lęki. Otóż powinnaś zrozumieć, że fala nie boi sie rozbijać o skały, tak samo jak skała nie boi sie być rozbijana przez fale. One po prostu lubią te zabawę - skoro była i jest, więc trwać będzie wiecznie...

Lee Smolin : "Time Reborn"

... co więcej - ta koncepcja, jak każda inna - jest ewolucyjna! Słucham teraz książki Lee Smolina w wersji unabridged – ponad 10 godzin! I to, co mnie uderza w jego sposobie myślenia, to przekonanie, że wiedza naukowa rozwija się ewolucyjnie! A to oznacza, po prostu, że prawa przyrody, które znamy, były inne w przeszłości i będą inne w przyszłości (?!) Takie np. prawo Newtona teraz jest prawdziwe, ale nie wiadomo czy było prawdziwe zanim je odkrył Newton, i jak długo jeszcze będzie prawdziwe dla potomnych. Ha! – ponieważ Wszechświat jest w dynamicznej zmianie (rozszerza się – w co nie wszyscy wierzą), to i prawa przyrody będą ulegać zmianie! Strach się bać … czasami myślę, że już lepiej wierzyć w jednego, niezmiennego Boga … przynajmniej whisky cały czas będzie smakowała tak samo …

Książka ma tytuł : "Time Reborn" - Smolin sugeruje, że po okresie eliminacji czasu jako istotnej własciowości rzeczywistości w Szczególnej i Ogólnej Teorii Względności Einsteina, nadchodzi czas, by czasowi przywrócić jego znaczenie. Udowadnia, że czas nie jest właściwością emergentną jak wiekszość fizycznych zjawisk (np. temperatura) - ale podstawową. Od razu poczułem zapach teorii słowa, która mówi, że czas wypływa z czwartego wymiaru strumieniem. Kurcze, szkoda, że tak dużo wypiłem, bo napisałbym więcej ... ale ledwo poruszam placami ... Widocznie czas mój się kończy ... Całuski dla wszystkich kochanych serc tych które znałem (okropne), znam (całkiem niezłe) i będę znać (obiecujące) w tym i przyszłym świecie. Ćam awruk!

Kwantowa Teoria Boga (18)

Ale to tylko taka moja koncepcja ... ktoś inny może mieć inną - i też będzie "prawdziwa" - przynajmniej dla niego. Na tym polega zasada równoprawności poglądów i teorii. Każda jest prawdziwa, a o jej powszechności decyduje jedynie liczba zwolenników. Ponieważ obecnie 59% ludzi na świecie wierzy w jakiegoś Boga, 23% nie, a pozostałe 13% jest ateistami, więc i PRAWDA ma taki rozkład. Bo innej prawdy - nie ma!

http://www.wingia.com/web/files/richeditor/filemanager/Global_INDEX_of_Religiosity_and_Atheism_PR__6.pdf

Kwantowa Teoria Boga (17)

... ale nasuwa się też nieodparcie inny wniosek, że również wszelka prawda jest jedynie wielkością względną – odniesioną do pewnych paradygmatów. Jeżeli odniosę ja do paradygmatu Boga – to powstanie wiara w jego ideę i wszystkie prawdy z tej idei wywiedzione. Jeżeli jako wyrocznię prawdy przyjmę paradygmat nauki – to wszystko co uznam za prawdziwe, będzie podlegało weryfikowalnej metodzie naukowej.

Czyli tak naprawdę, PRAWDA bezwzględna i obiektywna nie istnieje! A zależy jedynie od subiektywnego poglądu każdego z nas z osobna. W tym sensie prawda, podobnie jak piękno, czas i przestrzeń – jest nieokreślalna.

Jedyny świat, który „znamy” i który ma tę właściwość, to świat poniżej wymiaru Plancka – a więc mikroświat, w którym wszystkie wymienione powyżej cechy są splątane i nieodróżnialne. Jeśli tak – to właśnie wymiar kwantowy jest tym źródłem, z którego wypływa czwarty wymiar, nadający wszystkim rzeczom naszego świata względny sens. A więc jedynie czwarty wymiar (Wszechmocny Bóg?) zawiera wartość bezwzględną: piękna, czasu przestrzeni i … PRAWDY.

Kwantowa Teoria Boga (16)

Kurcze, ale fascynujący artykuł odkryłem, Zbigniewa Modrzejewskiego*, w którym pada takie stwierdzenie, że czas i przestrzeń, jako coś niezależnego nie istnieją a są jedynie subiektywnymi wrażeniami umysłu żyjącej istoty. Podobnie jak piękno - które nie jest cechą niezależną natury, a raczej naszym subiektywnym odczuciem, zmieniającym się od osoby do osoby ... Takie twierdzenie, jest zaprzeczeniem teorii względności Einsteina, w której zarówno czas jak i przestrzeń, traktowane są jako byty niezależnie istniejące w Naturze.

No tak - ale, powie ktoś: czujemy przestrzeń i czas, które przecież możemy mierzyć! Tylko pada pytanie: względem czego? Możemy coś powiedzieć o upływającym czasie, np. mierząc jego upływ zegarem. Natomiast o tym, czym jest czas w istocie - nie możemy nic powiedzieć. Podobnie z wymiarami przestrzeni. Możemy je mierzyć względem jakichś wzorców - np. tych w Sevres pod Paryżem. Ale czym w istocie jest przestrzeń - nie wiemy.

Wszystkie trzy wielkości: czas, przestrzeń, piękno, są jedynie subiektywnymi wrażeniami obserwatora - dla każdego jawiące się w innej postaci. Dla kogoś czas płynie szybko, dla innego wolno. Dla kogoś odległość jest duża, dla innego mała. Dla kogoś coś jest piękne, dla innego - brzydkie.

Istnieją pewne wzorce, oparte na matematyce, które tworzą odniesienia tego co jest czasem, przestrzenią i pięknem. Ale bez tych wzorców, te pojęcia są jedynie abstrakcyjnymi wyobrażeniami, ubranymi w słowa ...

No właśnie! Słowa! Myśli! Według mojej (i nie tylko) koncepcji, "wypływają" one z wyższego - czwartego wymiaru. Innymi słowy – to, co nazywamy przestrzenią, czasem i pięknem - jest strumieniem czwartego wymiaru wypływającym z każdego punktu naszej 3-wymiarowej przestrzeni. Dlatego odczuwamy ich ruch i potrafimy ten ruch jakoś mierzyć względnymi wzorcami. Ale ponieważ sami skąpani jesteśmy cały czas w tym strumieniu, nie potrafimy w istocie powiedzieć - czym on jest.

Na zakończenie - dobrym przykładem, na który często się powołuję, jest żyjąca w wodzie ryba. Jej wyobrażenie o świecie jest "wodne" i tylko takie być może. Ale istnieje wymiar poza wodą, którego ryba nie rozumie. Ba - próba wejścia w ten inny świat - ponad powierzchnię wody - by uzyskać wiedzę na temat istoty wody, kończy się dla ryby śmiercią. Bo bez wody i wyobrażeń związanych z wodą, ryba nie potrafi żyć. Ryba nie wie również, że ten świat zewnętrzny otacza jej ocean wody i wpływa na jego właściwości (zachowania).

Podobnie my – wszystko, co wiemy o naszym świecie odnosimy do tego świata. Mierzymy odległości, czas i nawet piękno, według własnych wymyślonych wzorców. I nie jesteśmy w stanie pojąć tego, że istnieje świat zewnętrzny (czwarty wymiar), który tę naszą rzeczywistość kreuje. I właśnie dlatego, że jest ona niepoznawalna, a decyduje o naszym życiu - nazywam ją Bogiem.

http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/prof_Drozdzynski.htm

ZBIGNIEW MODRZEJEWSKI:

Dziękuję. :)
Doktor Robert Lanza pyta nas: „Czy czas istnieje? Odpowiedzią może być: zegar tyka; upływają lata; starzejemy się i umieramy. Całe życie wierzyliśmy, że czas jest zewnętrzną, mierzalną rzeczywistością. Jednak wszyscy instynktownie wiemy, że czas nie jest rzeczą. Mamy bowiem do czynienia z jego charakterystyczną niemierzalnością. Nie jesteśmy w stanie przynieść czasu do laboratorium w słoiku po marmoladzie, tak, jak dzieci przynoszą do domu robaczki świętojańskie. A to dlatego, że czas nie jest fizyczny.” Doktor Robert Lanza, podobnie jak Leibniz i Kant, jest przekonany, że: "Czas i przestrzeń nie są rzeczami, tak jak kamyki, które zbiera się na plaży. Czasu nie można umieścić w żadnym pojemniku. Przestrzeń jest dla nas fizycznie niedostępna. Nie możemy wziąć sobie jej kawałka i zanieść go do laboratorium. Jest tak dlatego, że czas i przestrzeń są częściami umysłu żyjącej istoty."

Doktor Robert Lanza nie jest wyjątkiem wśród postępowych naukowców, gdy wyraża swoje silne przekonanie, że: „Współczesna nauka opiera się na przestarzałym paradygmacie, który przestaje być użyteczny. W ramach tego starego paradygmatu, wiele fundamentalnych problemów pozostanie nierozwiązanych. Największym problemem jest życie, którego pojawienie się jest wciąż nie zbadanym naukowo procesem, nawet jeśli zmiany jego form mogą być wyjaśnione przy użyciu darwinowskich mechanizmów. Największym problemem jest to, że życie jest związane ze świadomością, która, delikatnie mówiąc, pozostaje wciąż słabo zrozumiana przez naukę. Świadomość to nie tylko sprawa biologii, ale także zagadnienie z dziedziny fizyki. Współczesna fizyka nie potrafi tego wyjaśnić, jak na bazie materii powstaje świadomość. Nasze zrozumienie tego najbardziej podstawowego zjawiska, jakim jest świadomość, jest praktycznie zerowe. Co ciekawsze, fizyka nawet nie dostrzega tego problemu. [...] Niektórzy naukowcy od jakiegoś czasu przekonują nas, że tzw. Teoria Wszystkiego jest już na wyciągnięcie ręki i że dzięki niej wreszcie dowiemy się wszystkiego. Niestety, wciąż jej nie ma i nie będzie dopóty, dopóki nie uświadomimy sobie istnienia najważniejszego elementu kosmosu, który został zepchnięty na margines, ponieważ nauka nie wie, co z nim począć. Tym elementem jest nasza świadomość i nie jest to żadna drobnostka. Nie można jej porównać do niczego. Jest ona głęboką tajemnicą.”

Jeśli powiem, żem wierszem głupi, czy przytakniesz mi rozsądku głową?

... ten wiersz jest optymalnym stanem duszy, który nie podlega wartościowaniu chory czy zdrowy, lepszy czy gorszy, grafomański czy artystyczny. "Jestem kim jestem i wcale kim innym być nie chę" - oto naczelna zasada humanistów wyrażających prawdę, nawet w najbradziej niezgrabnych rymach świata. Jeśli powiem, żem wierszem głupi, czy przytakniesz mi rozsądku głową?

Kwantowa Teoria Boga (15)

W mikroświecie naszych umysłow, widać jak miłość się kruszy ... proton przyciąga elektron, ale elektron i proton odpycha ten sam znak jednoimienny. Świat elektronów i protonów, to tak naprawdę świat naszych myśli. W nim uwidacznia się zakłócanie powszechnej grawitacji - czyli miłości.

Bo jeśli ktoś nie kocha, to rozprasza energię, którą dostaje w sposób ciagły od wszystkich ciał wokół niego. Bo ciągle Bóg daje i woła o miłość, poprzez grawitację. Mówi: z jaką siłą ja ciebie kocham, z taką siłą ty kochasz mnie także. Ale człowiek w złości miłość rozprasza ...

Dlatego tam gdzie jestem, to co postrzegam - słyszę i widzę, zawsze staram się robić tak jak tego chce naturalna grawitacja, czyli miłość - do wszystkich. I do tego na pozór złego i do tego na pozór dobrego. I tylko od czasu do czasu choruję na nienawiść ... tak jak od czasu do czasu doskwiera nam przeziębienie.

Kwantowa Teoria Boga (14)

... Widzę to jeszcze bardziej "jaśniej". Ten bank danych znajduje się w wyższym wymiarze. I najciekawsze w tym jest to, że informacje z niego wypływające zawsze mówią o miłości - stąd prawda biblijna, że "Bóg jest miłością".

Dlaczego miłość? To co przechodzi z wyższego wymiaru do naszej rzeczywistości, przyjmuje postać grawitacji. A ta -ku zaskoczeniu największych fizyków - jest zawsze przyciagająca! Tak, jak przyciagająca jest miłość. Więc miłość jest naszym naturalnym powołaniem - powszechnym, niezależnym od stanu naszego umysłu.

Więc jak to się dzieje, że istnieje nienawiść? Posłużę się tutaj porównaniem: gdy chorujemy, nie czujemy sie dobrze, więc nasze myśli są wtedy negatywne. I tak samo jest z nienawiścią wszelką - to jest choroba organizmu z osłabionym systemem immunologicznym. Jak często zapadamy na tę chorobę, widać chociażby tutaj na eiobie. I każdy z nas jest jej nosicielem, tak jak jesteśmy nosicielem najgorszych wirusów i bakterii. Lecz tylko zdrowy organizm nie choruje. W przypadku grawitacji, zdrowy oznacza poddający się bezwiednie jej sile oddziaływania.

Co to oznacza w życiu praktycznym? Otóż, często boli nas, jeśli ktoś nas obraża. Ale ten ból jest oznaką naszej - nie kogoś - choroby. Prawda jest taka: jesli złościmy się, to jesteśmy chorzy na złość. Jeśli nienawidzimy, to dlatego, że ta nienawiść jak choroba na drąży. Sam, czesto na nią choruję - jest jak przeziębienie, które wyrzuca z siebie złowrogie słowa agresji. Na szczęście, ta dolegliwość przemija i daje dojść do głosu powszechnie występującej miłości - grawitacji ...
... a ona pochodzi z czwartego wymiaru od Boga. Dlatego wiesz już dlaczego: Bóg jest miłością!

poniedziałek, 9 września 2013

Helisa DNA i grawitacja

... ha, ha, muszę napisać to, chociaż może lepiej by było w formie komentarza niż artykułu. Ale tak to już jest – wracam z pracy, mam pewną ideę, sprawdzam ją w internecie … nagle lampka w głowie błyska! – z głupoty pewnie, ale mniejsza o to - po prostu nachodzi mnie przemożna chęć, żeby to napisać.

Więc niech posłucha ten, co chce i ma cierpliwość do moich pokrętnych wywodów.

Otóż wiele lat temu, zauważyłem pewną ciekawą zależność: okresy obiegu naszych planet, Księżyca i Słońca, tworzą obraz sinusoidalnych dudnień, takich jak tutaj:


Oczywiście jest to obraz na płaszczyźnie. Ponieważ planety i księżyce, wykonują ruch obrotowy wokół Słońca – i każdy ruch, który my obserwujemy jest ich ruchem pozornym po nieboskłonie – więc, w rzeczywistości ten obraz jest … no czym? Jak sądzicie? …. Ha, ha – HELISĄ!


No i jak wykładałem właśnie pyszne lody Carte D’Or w Tesco, myśl potoczyła się jak po ślizgawce: przecież helisa i to podwójna jest modelem DNA, który wymyślili i potwierdzili Watson i Crick!


No, to teraz na moment wróćmy do moich komentarzy u Teresy:

„Holenderski fizyk Erik Verlinde, w 2009 roku, wyprowadził prawa Newtona i Einsteina, łącząc grawitację z gęstością informacji i temperaturą. Jeśli przyjrzeć się prawu Newtona, to siła grawitacji w odległości r od środka masy, jest równa gęstości powierzchniowej tej masy na kuli o promieniu r. Jednocześnie według Verlinde zależy ona od gęstości informacji na tej powierzchni. Stąd zaproponowany przeze mnie model powierzchniowego rozkładu naszych myśli (informacji) na kuli wydaje się poprawny. Co więcej, wskazuje w pewnym stopniu na prawdziwość twierdzenia, że masa (na tej powierzchni), jest zbiorem wszystkich myśli (informacji) istniejących jednocześnie. (…)”
Właśnie rozcinałem karton z Chokablok Ice Carem, gdy pojawiła się błyskiem myśl:
Ależ tak! Grawitacja obiektów astronomicznych, która do nas dociera, jest rozkładem informacji-myśli, na kuli, której promień jest odległością tej planety (innego obiektu) od nas! Tym samym, pole grawitacyjne, wytwarzane przez planety - które działa na nas na Ziemi - ma formę helisy!!! Innymi słowy, musi wskazywać to na związek kształtu helisy DNA z oddziaływaniem grawitacyjnym planet, Słońca i innych obiektów astronomicznych naszego Układu Słonecznego!
Ktoś o coś pytał, trwał jazgot wózków i suchy dźwięk rozdzieranych kartonów. Ale mnie tam nie było. Wizja DNA „rzeźbionego” grawitacją roztopiła mój umysł i … serce. Często w takich momentach, czuję wewnętrznie ogromną radość i łzy wzruszenia napływają mi do oczu, które próbuję jednak skrzętnie skrywać … przecież pracuję w Tesco!
Ale może są to tylko myśli głupiego, nic nie znaczącego pracownika jednostki usługowej, który w trybie pracy nocnej dostaje fioła? Sam nie wiem. Ale wzruszenie, przy odkrywaniu tych imaginacji są nieprawdopodobne ….
Na zakończenie więc, dodam coś jeszcze:
Grawitacja powstaje w efekcie przelewania się świata z czwartego wymiaru do świata trzeciego, który obserwujemy. Kształt strumienia jest wirowy – od silnych oddziaływań jądrowych, poprzez elektromagnetyczne, grawitacyjne aż do świata myśli swobodnej. To co nazywamy grawitacją planet działająca na nas jest przekazem myśli – tych planet.

Te myśli planet działają na nasze atomy … Ale czym są atomy? Tak naprawdę, poza opisem, nic nie wiemy. Moje domniemanie to, że atomy tak naprawdę SA właśnie środkami wirów, w których następuje przekazanie energii strumienia czwartego wymiaru do naszego – trzeciego. A symetrycznie rozłożone elektrony, są jedynie obrazem interferencyjnym „światła” czwartego wymiaru.

Wiecie co – im bardziej pytam się o coś, tym bardziej dostaję odpowiedź … Ale kto to mówi??? Do diabła – kto stoi za tym „ekranem” i mruga do mnie okiem?
Kto podsuwa mi te całe rozwiązania? Do diabła – to musi być ktoś wielki i wszechmocny …

niedziela, 8 września 2013

Kwantowa Teoria Boga (13)

Jeszcze o grawitacji i jej związku z informacją.

Holenderski fizyk Erik Verlinde, w 2009 roku, wyprowadził prawa Newtona i Einsteina, łącząc grawitację z gęstością informacji i temperaturą. Jeśli przyjrzeć się prawu Newtona, to siła grawitacji w odległości r od środka masy, jest równa gęstości powierzchniowej tej masy na kuli o promieniu r. Jednocześnie według Verlinde zależy ona od gęstości informacji na tej powierzchni. Stąd zaproponowany przeze mnie model powierzchniowego rozkładu naszych myśli (informacji) na kuli wydaje się poprawny. Co więcej, wskazuje w pewnym stopniu na prawdziwość twierdzenia, że masa (na tej powierzchni), jest zbiorem wszystkich myśli (informacji) istniejących jednocześnie.

W jaki sposób myśli tworzą się na powierzchni kuli? Musi mieć to związek z jej środkiem. Bo to właśnie środek masy jest źródłem grawitacji, która wytwarza gęstość powierzchniową informacji. Nasuwa się sugestia, że myśli z tego środka wypływają strumieniem. Środek grawitacji nie może być zatem, bezwymiarowym punktem, ale rodzajem wiru, wąskiego przesmyku, z którego myśli wypływają.

Wypływają skąd? Według mojej koncepcji ich źródło znajduje się w innym wymiarze znajdującym się „poza” środkiem. O sile wiru decydują najpierw silne siły jądrowe, elektromagnetyczne i końcu najsłabsze – grawitacyjne (rozkład sił jest podobny jak w wirze wodnym). Ten styk wymiaru trzeciego i czwartego, znajduje się w świecie kwantowym, w którym materia, czas i przestrzeń są spłatane i nierozróżnialne.
Wniosek: źródło naszych myśli jest nie z tego świata. Świat myśli należy do świata, któremu przypisuję miano boskiego.

To, co obserwujemy w mózgu, w postaci przebiegów elektromagnetycznych w neuronach, jest jedynie przetworzeniem i wzmocnieniem tego sygnału do postaci myśli-słowa mówionego lub pisanego.
Zatem gdzie jest środek grawitacji, spytamy? Ano, okazuje się, że środków grawitacji jest nieskończenie wiele i wypełniają one całą przestrzeń. Bo przecież, środek grawitacji ma nasza głowa, ale także palec, paznokieć czy włos. Każdy fragment materii! Innymi słowy przelewanie się tzw. proto-myśli z czwartego wymiaru do trzeciego dokonuje się w całej przestrzeni Wszechświata! Zatem, niezależnie od miejsca w którym się znajdujemy, nasze mózgi potrafią przekazy z wyższego wymiaru odczytywać.

Zauważmy: w naszej mowie splątanie świata kwantowego, ulega „rozplątaniu”, ponieważ, w każdej naszej wypowiedzi możemy już rozróżnić czas (poprzez orzeczenia), materię (poprzez podmioty) i przestrzeń (poprzez dopełnienia).
Według teorii, którą tworzę, wszystkie nasze myśli podpowiada Bóg – z czwartego lub wyższego wymiaru.

Kwantowa Teoria Boga (12)

Sposób rozumowania odwołujący sie do logiki, ma jedynie wartość użytkową. Jednakże fizyka wskazała już wielokrotnie zawodnośc takiego założenia - choćby w przypadku świata kwantowego, który jest dla człowieka NIEPOZNAWALNY i NIELOGICZNY. Dlatego właśnie w tym świecie lokuję coś, co można nazwać Bogiem. Świat kwantów jest swiatem splątanym, w którym zarówno czas, materia jak i przestrzeń są jednym, nierozróżnialnym stanem. Jedyne tak naprawdę, co chcę wykazać, to, że ten nierozróżnialny świat ma wpływ i związek z naszym losem. Nazywam ten stan Bogiem i próbuję znaleźć "odwołania" tego świata w naszym realnym "świecie". Coś czego nie można nazwać jest wszystkim i niczym jednocześnie, nie podlega żadnej logice. Z drugiej strony ta "nieokreśloność" jest elementem każdego atomu naszego ciała. Dlatego formułuję Kwatową Teorię Boga, w której każda nasza myśl, wyłania się jako przekaz z tego świata.

Kwantowa Teoria Boga (11)

"Mieszanie" nauki do wiary, może ułatwić nam zrozumienie Boga.

Po pierwsze - jeżeli szukamy praprzyczyny:
Najpierw trzeba stwierdzić, że forma zewnętrznej ingerencji w powstanie naszego życia musiała zaistnieć - i to zaprowadzi nas do pojęcia Bóg w pierwszym rzędzie. Nawet jeśli przypiszemy to kosmitom, czy panspermii wędrujących meteorytów, to z konstrukcji naszego języka, który jest obrazem myśli, nie można uniknąć pytania: a skąd wzięli się ci kosmici? skąd meteoryt przyniósł "zaczyn" życia? Nie kończący się nigdy ciąg pytań i odpowiedzi, zawiedzie nas w końcu do jednego słowa - jednej opoki, z której wszystkie inne słowa powstają: do pojęcia-słowa Bóg, którego się nie tłumaczy. Oczywiście przyjęcie tego jednosylabowego ciągu trzech liter jest kwestią umowną - ale zasadniczą, by nieprzerwany ciąg pytań zatrzymać. Chyba, ze wolimy pytać w kółko, czyli założyć, że nigdy o swoim pochodzeniu się nie dowiemy ...

Po drugie - jeśli budujemy obraz Boga poprzez naukę:
Każdy z nas, zbudowany jest prawie identycznie.
1. W każdej komórce, która rozmanaża się od momentu zapłodnienia istnieje ta sama liczba 23 par chromosomów (pomijam defekty, typu brak lub nadmiar, np. chromosom nr 21 zdublowany, prowadzi do deformacji organizmu w postaci zespołu Downa).
2. W każdym chromosomie jest około 2000 genów, które decyduja o rodzaju produkowanych białek (znowu pomijam defekty, np. brak pewnego genu, w chromosmie 11, prowadzi do choroby cukrzycy, ponieważ organizm nie potrafi wytworzyć białka insuliny)
3. Wszystkie nasze białka są kombinacją 20 (22) aminokwasów - takich łańcuchów, węgla, wodoru, tlenu i innych pierwiastków. Co ciekawe, są aminokwasy (podstawowe) o 2, 3, 4, 5, 6, 9, 11 węglach, ale nie ma wśród nich o długości, 7 i 8?

Jeżeli Bóg istnieje w wyższych wymiarach, lub po prostu ten wyższy wymiar wypełnia, to pytanie z pola nauki może być np. takie: jaka transformacja obiektu 5, 6 i wyżej wymiarowego, może dać w rezultacie rzutu na naszą przestrzeń, zróżnicowany obraz komórek, które widzimy? Jeśli chodzi o rozmnażanie: można sobie wyobrazić rzut obracającego się obiektu w 3 wymiarach na płaszczyznę, dający obraz "rozmanażający" się. Czy istnieje zatem transformacja, która wyjaśniałaby podział komórek - tzn. powstawanie z jednej dwóch, jako wynik rzutowania obiektu (zamiaru, myśli) Boga, z wyższych wymiarów?
Takie pytania, łączące wiarę i naukę są możliwe do postawienia i do uzyskania odpowiedzi o charakterze naukowym. Aby tego dokanać, wystarczyło założenie, że pojęcie-słowo-zjawisko Bóg - istnieje w wyższym wymiarze.

Zapiski, z nocnej zmiany

Zobacz, jak ten świat, który postrzegamy, zależy od tego w jaki sposób … go postrzegamy!

Taka sobie bakteria e.coli, zamieszkująca nasze jelita, wytwarza niektóre enzymy tylko wtedy, gdy pokarm, który tam trafi … wymaga rozłożenia na produkty proste. Łatwo radzi sobie z glukozą, ale jak wypijemy choć jedną szklankę mleka, w której jest laktoza, wytwarza enzym, który potrafi rozłożyć ją na glukozę i galaktozę. To tak, jakby, sytuacja zewnętrzna warunkowała zachowanie bakterii, która w stanie „neutralnym” odpowiedniego enzymu nie ma!

Co więcej, enzym to białko i jego działanie związane jest z jego kształtem. A więc gdy pojawi się pewien nietypowy cukier, bakteria wytwarza odpowiedni kształt białka, które pasuje jak klucz do zamka do kształtu tego cukru.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można przypuszczać, że cała przyroda tak działa – a więc również nasze myśli (ich kształt), wywołują reakcję w postaci określonego kształtu rzeczywistości. Lub jeszcze prościej: sposób w jaki myślimy, ma ścisły związek z tym co możemy zaobserwować! Jeżeli myślimy, że atom jest okrągły – pojawi się nam atom okrągły, jeżeli pomyślimy, że ma elektrony – pojawią się elektrony!

No i teraz zobaczmy, jak to jest możliwe. Zakładam, że myśli dzieją się w wyższym wymiarze, niż obserwowana przez nas 3-wymiarowa rzeczywistość. W takiej sytuacji, wszystko co obserwujemy jest jedynie rzutem (cieniem) tego co pomyślimy. Jeśli przyjrzymy się objętości hiperprzestrzeni, to największa jej wartość jest właśnie dla wymiarów 4 i 5. Łatwo teraz zrozumieć dlaczego myślenie jakby wyprzedza obserwowaną rzeczywistość – ponieważ znajduje się w dużo większej hiperprzestrzeni. Zrozumiałe staje się również, dlaczego, mimo wielkich odległości w Kosmosie, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie jego krańce. Bowiem myśl sięga dalej niż rzeczywistość, w której żyjemy.

Zobaczmy jak to wyglądałoby dla hipotetycznego świata płaszczaków, żyjących tylko w dwóch wymiarach – na powierzchni. Myśli tych płaszczaków znajdują się w trzecim wymiarze, więc są one w stanie wyobrazić sobie inne światy, natomiast nie mogą ich zobaczyć, bo życie płaszczaków dzieje się tylko w dwóch wymiarach.

Powstaje pytanie: dlaczego – skoro myśli płaszczaków są w wyższym wymiarze, nie są one w stanie zobaczyć np. kuli? Otóż, wszystko co one widzą, ograniczone jest do płaszczyzny, a więc, mogą obserwować jedynie rzuty (cienie) wyższego wymiaru. Natomiast ich wyobraźnia, może taki obraz kuli skonstruować – nie będzie on jednak zgodny z tym, czego doświadczają w świecie, w którym żyją. Będzie więc jedynie pewnym wrażeniem estetycznym (fikcyjnym).

Podobnie człowiek, widzi cienie (rzuty) czwartego wymiaru. Może – swoją wyobraźnią podróżować po tym wymiarze, ale nie zobaczy żadnego obiektu istniejącego w tym wymiarze rzeczywiście – bo jego doświadczenie ogranicza się tylko do świata trzech wymiarów.

PS. Trzeci wymiar jest nieskończoną sumą wszystkich obiektów dwuwymiarowych (np. płaszczyzn) – podobnie czwarty wymiar jest nieskończoną sumą wszystkich obiektów 3-wymiarowych. Ta nieskończona suma, tworzy czwarty wymiar - świat naszych myśli.

sobota, 7 września 2013

Kwantowa Teoria Boga (10)

Podobieństwo Człowieka i Boga:

Bóg jest miłością. Ale co to oznacza? Jeśli spojrzymy na materię okiem fizyka, to dostrzeżemy, wieczne przyciąganie materii, które odkrył Newton, a potem udoskonalił prawem Einstein. A miłość to właśnie przyciąganie - to promieniowanie miłością, która przyciąga nas do wszystkich i wszystkich przyciąga do nas. I to jest nasze podobieństwo do Boga, które możemy odczytać w naszych sercach (sumieniach).
Ale jest jeszcze inna forma przyciągania, też grawiatcyjna. Ta wszakże nie dotyczy Boga ale naszego JA. Przyciągamy oślepieni żadzą posiadania i wywyższania się - nie z miłości do bliźniego - tej od Boga - ale z miłości do siebie, do swojego JA.
Jak to działa? Obie mają to samo źródło (podobieństwo) - grawitację. Ale ta miłość pyszna JA, ma swój konkretny środek - tak jak środek ma grawitacja. JA nie dostrzega tego i nie jest w stanie zrozumieć, że ten środek nie kończy się, albo inaczej - jest nigdy nie kończącym się środkiem prowadzącym poprzez świat kwantowy do Boga. Więc człowiek zatyka go głazami pożądania; głaz pożądania ma masę o znacznej energii zatykającej mikroprzejście do Boga.
Jeżeli jednak oczyścimy nasze umysły i serca z zatykających je blokad - z tego nieskończenie małego źródełka, zacznie płynąć głos Boga, czyli głos miłości. I wtedy nic już nam nie będzie potrzebne na świecie by promieniować miłością - poza koniecznością oczyszczania źródełka, co jakiś czas, z różnych przyziemnych natręctw, aby miłość wypływała z nas niezakłócenie. Oto nasze podobieństwo do Boga. Oto potwierdzenie, że Bóg jest miłością.
Ktoś zapisał w Biblii, że Bóg dał nam wolna wolę. Mamy wybór - albo żyć w zaślepieniu i blokować to co mówi nam głos sumienia, które jest źródełkiem - czyli zatkać je swoimi pożądliwościami i czerpać tylko dla siebie (JA), albo oczyszczać je systematycznie - tak jak czyści się zęby - by miłość wypływała z nas nieskrępowanym strumieniem. A ze źródełka tego mogą czerpać wszyscy - i ci godziwi i ci niegodziwi, którzy potrzebują wybaczenia.
PS. Matematyczny punkt (euklidesowy) nie istnieje w rzeczywistości. Każdy punkt jest nieskończony w tym znaczeniu, że w sposób nieskończony zmniejsza się do wielkości (wymiaru) 0 - ale nigdy tej wartości nie osiąga. Według mojej teorii, każdy taki punkt jest przejściem do wyższego wymiaru - do wymiaru Boga. Pozdrawiam.

Kwantowa Teoria Słowa (9)

Wiesz, jestem fizykiem z wykształcenia, ale jeszcze bardziej filozofem poszukującym odpowiedzi na pytania podstawowe. To co jest charakterystyczne dla Twojej (i nie tylko) wypowiedzi, to kurczowe trzymanie się zasady przyczynowości w każdym - nawet nieziemskim - zjawisku. Nasz umysł nie potrafi inaczej - każdy skutek musi poprzedzać przyczyna. Stąd rozwikłując różne historyczne - w tym biblijne - "zagadki", dochodzimy do absurdów na miarę ludzkiego umysłu.
Ale Pan Bóg, to nie jest ktoś spod budki z piwem, który skutkiem braku paru groszy zaczyna żebrać. Jak sam piszesz jest wszechmogacy. Co to słowo oznacza? Żadna miara myślenia przyczynowo-skutkowego nie jest w stanie tego objąć. To co Tobie wydaje sie oczywiste (interwencja Boga by powstrzymać holocaust) nie musi być oczywiste w skali (wymiarze) Boga.
Dam taki przykład. Wszystko co obserwujemy we Wszechświecie ma trzy wymiary + czas. Matematycznie można sobie wyobrazić wyższe wymiary, ale fizycznie nie da się ich odczuć. Ponadto to co jest przyczynowo-skutkowe w naszym wymiarze w wyższych już nie jest. Jeżeli Bóg jest wszechmogący, to jest również w każdym z tych (wyższych) wymiarów. W fizyce kwantowej, przyjmuje się, że istnieje taka skala mikroświata w której wszystko jest pomieszane, a więc to co jest przyczyną może być skutkiem i na odwrót - albo jeszcze inaczej. Natomiast Ty, próbujesz przymierzać praktyczny, chłopski rozum do wyjaśnienia tego czego ludzki umysł nie potrafi ogarnąć - chociażby w wymiarze tego mikroświata.
Pytam się o sumienie, bo to jest jedno ze zjawisk, które być może ma źródło w mikroświecie i być może jest "głosem" Boga, który prowadzi nas przez zawiłości życia - które przecież nie zawsze kończy się szczęśliwie (jeśli w ogóle). Bo również w tym przypadku (sumienia) nie znajdziesz żadnej przyczynowo-skutkowej podstawy jego istnienia. Jest, ale nie wiadomo skąd sie wzięło. I ma zasady moralne (jak te biblijne), które istnieją, choć nie wiadomo naprawdę dlaczego.
Nawet jeśli przyjmiemy, że zasady moralne wynikają z uwarunkowań społecznych, tzn. to związki społeczne, są przyczyną ich powstania, to nadal nie można postawić znaku równości pomiędzy tym co jest oczekiwane społecznie a tym co wewnątrz sumienia każdej jednostki się dzieje. Bo czasami wybór jednostki jest niezgodzny z oczekiwaniem społeczeństwa, choć zgodny z jej sumieniem.
Pozdrawiam i ... wiesz co, to, że masz inny pogląd to wcale nie znaczy, że mój jest jedynie poprawny. Każdy z nas maluje swój świat w inny sposób i Twój jest jednym z możliwych obrazów tego, które ma te same źródło ... sumienia.

Kwantowa Teoria Boga (8)

Trochę matematyki i fizyki.
W świecie relanym nie istniejej punkt. Punkt jest tylko tworem matematyki, czyli wyobraźni. W rzeczywistości dla danej wielkości punktu, zawsze mogę znaleźć w nim punkt o wielkości mniejszej. I tak w nieskończoność - innymi słowy, szukanie punktu najmniejszego nie ma granicy. Punkt mozna wyobrazić sobie jako lej, wir w przestrzeni, którego środek jest mniejszy i mniejszy, lecz nigdy nie osiąga wymiaru 0.
Ten wir, poprzez malejący stopniowo środek, jest przejściem do wyższych wymiarów. Gdy skupiamy swoją uwagę, powstaje wir podobny do opisanego powyżej, którego środek jest nieskończenie mały i przez który docierają do nas myśli Boga z wyższego wymiaru. Dlatego nazywam Boga najmniejszym z najmniejszych.
Fizyka współczesna już dosyć dawno doszła do wniosku, że świat w wymiarze Placka, jest dla człowieka niepoznawalny. Wymiar Plancka jest bardzo mały, ale przecież nie jest równy 0. Otóż w wymiarze Plancka wszystko ze wszytskim jest splątane. Mówimy o tzw. nieoznaczoności zdarzeń. Nie można dojrzeć ani dotknąć obiektów o tym wymiarze, ale można dotrzeć do nich myślą. To właśnie w ten sposób dokonuje się komunikacja z Bogiem - poprzez kwantowy wymiar czasoprzestrzeni.
Z pozornego chaosu infromacji w świecie Plancka, wydobywamy słowa, które otrzymujemy od Boga. W odczytywanej informacji splątanie mikroświata ulega uporządkowaniu - wydobywamy orzeczenia wynikające z czasu, podmioty wynikające z materii i dopełnienia wynikające z przestrzeni. To właśnie głos Boga kieruje naszymi myślami - oczywiście jeśli nie zagłuszymy go wrzaskliwą energią wiecznie nienasyconego JA.
W momencie gdy dopuścimy do głosu konsumpcyjne JA, tracimy możliwość odczytu myśli Boga. Należy pamiętać, że głos ten dociera z innego świata, poporzez niewielki przesmyk - środek wiru w naszej przestrzeni. To przejście jest otwarte w obie strony. W momencie śmierci, nasza dusza (energia) przechodzi z powrotem do świata Boga. Jeśli jednak brak tej energii "pokory" - jest rozbuchana - nie jest w stanie przedostać się na drugą stronę i pozostaje na wiecznośc w naszym 3 wymiarowym swiecie (+ czas).
Nie wiem tego jeszcze na pewno, ale być może nasz Wszechświat się rozszerza ponieważ coraz więcej przybywa nieuspokojonej energii zła wiecznie krążących dusz ...

Kwantowa Teoria Boga (7)

Więc to jest właśnie problem naszego świata. Otóż człowiek uwierzył w swoją wielkość, tak bardzo, że przestał słuchać głosu Boga. Krzykliwa, chełpliwa konsumpcja zagłusza cichy, spokojny głos wydobywający się z naszego wnętrza. Rozwichrzona energia pompuje nas bardziej i bardziej ... Wieża Babel nie upadła dlatego, że miała sięgnąć nieba - upadła dlatego, bo była przeciwnieństwem tego czego oczekiwał Bóg - najmniejszy z najmniejszych - Bóg pokory.
Podobnie w naszym świecie, Kościół upadnie, bo głosi wielkość a nie małość Boga pokory.
... Gdy umieramy, wszystkie słowa boże wracają poprzez najmniejsze z najmniejszych przejście do jego swiata. A jest w nim spokój i niewysłowione szczęście. Niestety, ci którzy uwierzyli w swoją wilekość, mają niespokojną, nieujarzmioną energię, która blokuje ucho igielne. Więc ich dusze wiecznie będą błąkać się po Wszechświecie, zakłócając jego energie.
Zobacz ile tej rozproszonej, nieuspokojonej energii jest na świecie. Ile niespotykanych zjawisk przyrodniczych nas dotyka. To właśnie te błądzące dusze, których wciąż przybywa i przybywa ... bo człowiek uwierzył w swoja wielkość i nie słyszy głosu Boga, który jak mały strumyk sączy sie w jego wnętrzu. Te dusze nigdy już nie przejdą do jego świata, i będą tak krążyć aż do końca ...
Dlatego by odnaleźć Boga, trzeba spojrzeć do naszego wnętrza. W milczeniu wsłuchać się w jego prawy głos, który mówi nam jak potępować. Bo Bóg jest najmniejszym z najmniejszych światów, który każdy z nas ma sobie i jest źródłem niekończącej się energii płynącej z jego największego nieba. (matematycznie - objętość przestrzeni 5- i 6-wymiarowej jest największa).

Kwantowa Teoria Boga (6)

Trochę pokutuje wyobrażenie Boga, jako siedzącego wysoko w chmurach starca. A tymczasem Bóg jest przeciwnościa wielkiego: jest najmniejszym z najmniejszych. Bo to małę kieruje wielkim a nie odwrotnie. Podobnie gdy piszę na klawiaturze poruszając palcami to czynię to za pomocą skupionej uwagi - coś małego ale istotnego we mnie kieruje palcami bym wystukał tekst na czymś tak dużym jak komputer.
Więc Bóg najmniejszy z najmniejszych, steruje działaniem naszego ciała. I ... trzeba pozwolić Bogu grać na tych naszych czipach. Trzeba wyciszenia, by usłyszeć jego głos przemawiający naszymi ustami ...
A kiedy przyjdzie na nas czas, by odejść, powinniśmy byc spokojni wewnątrz, nie rozwichrzeni energią pragnienień. Musimy pozwolić, by to co w nas boskie, z powrotem przeszło przez wir .... do nieba.
Ha, ha, ha ... właśnie. Wiem jak wygląda Niebo. To nie jest to co nad nami, ale to co w nas ... tylko żeby tam się dostać, musimy przejść przez punkt, który jest środkiem wiru energii - za tym punktem znajduje sie wyższy wymiar - świat Boga.
Nie patrzcie więc w niebo, patrzcie w siebie - bo tam wewnątrz jest ten najmniejszy z najmniejszych - Bóg

Komórka, która myśli błoną

... biolodzy przeprowadzali jeszcze taki eksperyment. Usuwali z komórki jądro zawierające DNA. I co? I okazywało się, że bez DNA, czyli genomu, komórka dalej żyła - odżywiała się, oddychała, wydalała. Nie umiała tylko jednego - powielać się. To oznacza, że geny (DNA) wcale nie są potrzebne do życia a jedynie do replikacji.
No więc, powstało pytanie - co podtrzymuje życie tej komórki, co czyni ją żywą? No i znowu padło nieprawdopodobne rozwiązanie: to co decydowało o życiu komórki to była jej granica - czyli błona komórkę otaczająca. Dopiero gdy tę błonę rozerwiemy, życie komórki zamiera. O kurcze! To znaczy, że błona (membrana) jest jak antena, która odbiera informacje do życia potrzebne, a to co jest w środku wcale do zaistnienia życia potrzebne nie jest. No i przyszedł na myśl obraz organizmu człowieka pozbawionego mózgu, który nadal żyje - czyli że błona to taki mózg komórki! (absurd?!)
Zaraz, zaraz, a czy przypadkiem słowo nie powstaje na granicy pomiędzy nami a światem zewnętrznym? Czy nie jest tak, że nasze ciało, zbudowane z miliarda komórek nie odbiera sygnałów po to by samo sygnał stworzyć i ten sygnał na zewnątrz wypowiedzieć?
Czytam, a właściwie słucham dalej ... zdradzę tajemnicę: to o czym piszę, jest na podstawie książki Bruce H. Liptona: "Wisdom of Your Cells".

Do diabła, po raz trzeci ...

Hmm ... to wprost szokujące, do jakich wniosków doszli biolodzy (niektórzy). Najpierw była wielka euforia z powodu odkrycia DNA i wszystko wydawało się już takie proste: odczytać genom ludzki, sprawdzić jaki gen odpowiedzialny jest za poszczególne funkcje organizmu i nauczyć się tym sterować.
Jakież było jednak "rozczarowanie" gdy okazało się, że genom człowieka, najbardziej rozwinietej i skomplikowanej istoty na świecie jest prawie taki sam, jak ... maleńkiej muszki czy robaka! Tylko około 25 tys. genów, które można znaleźć w każdym innym prostszym organizmie!
O co tu chodzi? Czyżby geny nie decydowały o wszystkim - począwszy od budowy ciała aż po nasze myśli? Otóż NIE! Okazało się, że geny to tylko takie matryce, takie mikroczipy wykonujące ustalony program. No dobrze, ale co i kto tymi czipami steruje? No i tu pojawia się nieprawdopodone ale jedyne rozwiązanie: ktoś, lub coś z zewnątrz!!!
Kiedyś postawiłem taką tezę, że człowiek nie może wymyślić nic poza tym, co ma już w sobie. No i spójrzmy na komputer. Ma czipy w środku. I te czipy (jak geny), wykonują wszystko co i każe im ktoś z zewnątrz - ktoś piszący na klawiaturze.
Do diabła! Czyli to nie geny decydują o tym jak działamy, ale ktoś kto na tych genach-czipach wystukuje swoje informacje. No musi być, że jakiś Bóg! Ale zanim dotrzemy do Boga, przecież po drodze są jeszce kwiaty, drzewa, zwierzęta, inni ludzie, planety, gwiazdy, galaktyki .... To wszystko co wokół nas "gra" sobie na naszych czipach-genach wystukując melodie - opwiadające o nas! To znaczy, że my to nie my - tylko nasze otoczenie!
I znowu przypomniała mi się dawna myśl, że przecież myślenie pochodzi z zewnątrz! Upss! Co za niezwykła korelacja!
Do diabła, po raz drugi! To znaczy również, że możemy wpływać na swoje wnętrze, nawet jeśli (uwaga!), dziedziczymy coś po rodzicach! Czy to nie wspaniałe! mamy w środku, w każdej komórce tylko matryce, pozwalające tworzyć różne np. białka. Ale sposób ich działania i realizacja programu, zależy juz tylko wyłącznie od tego co dzieje się na zewnątrz ...
Pozdrawiam uduchowiony ... coś mi się wydaje, że jest to kolejny dowód na istnienie Boga ... do diabła, po raz trzeci!

O słowie nie można powiedzieć nic, poza tym, że się je wymawia.

1. Przyjrzyjmy sie sposobowi myślenia człowieka. Dominuje w nim redukcjonizm - każdą ideę człowiek rozdrabnia dzieli, wynajduje najmniejsze z najmniejszych szufladek, którym nadaje nazwy, by stanowiły drogowskazy w co raz bardziej skomplikowanym obrazie świata. Bakterie czynią to samo - ciągle się dzielą, a przez podział pomnażają. No i zobaczmy ile już człowiek - poprzez redukcjonizm - pojęc namnożył: niezliczone księgi wiedzy różnej, ale także fikcyjnej - prozy, poezji. Nasz sposób działania nie wziął sie z nieba, ale ze świata głęboko drzemiącego w nas - ciągłego dzielenia i pomnażania bakterii (także komórek i mitochondrii).
2. O słowie nie można powiedzieć nic, poza tym, że się je wymawia.
Czy doświadczył ktoś kiedyś różnicy między myśleniem a mówieniem?
Nie, bo, mowa dokonuje się jednocześnie z naszym myśleniem.
A teraz przyjrzyjmy się naszym myślom.
Czy słyszał ktoś w myślach słowa inne niż te, które powstają w czasie ich wypowiadania?
Nie, bo to co słyszymy w myślach jest jedynie (niedoskonałą) kopią analogową mowy.
Dokładniej: mechanizm wytwarzania (artykulacji) dźwięków w czasie mówienia ma taka samą postać jak nasze myśli - i vice versa. To organ mowy decyduje więc o kształcie naszego myślenia (Buszmeni używają w mowie "mlasków", więc i w ich myślach są "mlaski").
Podobnie jest ze wzrokiem i każdym innym zmysłem. Dlatego uważam, że to co człowiek wymyśla (odkrywanie tajemnic), dokonuje się przez pryzmat urządzeń jakimi dysponuje - w tym wypadku aparatu mowy (wzorku). Istoty, które maja inny aparat mowy, bedą widziały i rozumiały świat inaczej (lapidarny wydaje sie przykład np. ptaków)

wtorek, 3 września 2013

Archaea, która połknęła bakterię (2)

Zobacz, jak ten świat, który postrzegamy, zależy od tego w jaki sposób … go postrzegamy!

Taka sobie bakteria e.coli, zamieszkująca nasze jelita, wytwarza niektóre enzymy tylko wtedy, gdy pokarm, który tam trafi … wymaga rozłożenia na produkty proste. Łatwo radzi sobie z glukozą, ale jak wypijemy, choć jedną szklankę mleka, w której jest laktoza, wytwarza enzym, który potrafi rozłożyć ją na glukozę i galaktozę. To tak, jakby, sytuacja zewnętrzna warunkowała zachowanie bakterii, która w stanie „neutralnym” odpowiedniego enzymu nie ma!

Co więcej, enzym to białko i jego działanie związane jest z kształtem. A więc gdy pojawi się pewien nietypowy cukier, bakteria wytwarza odpowiedni kształt białka, które pasuje jak klucz do zamka do kształtu tego cukru.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można przypuszczać, że cała przyroda tak działa – a więc również nasze myśli (ich kształt), wywołują reakcję w postaci określonego kształtu rzeczywistości. Lub jeszcze prościej: sposób w jaki myślimy, ma ścisły związek z tym co możemy zaobserwować! Jeżeli myślimy, że atom jest okrągły – pojawi się nam atom okrągły, jeżeli pomyślimy, że ma elektrony – pojawią się elektrony!

No i teraz zobaczmy, jak to jest możliwe. Zakładam, że myśli dzieją się w wyższym wymiarze, niż obserwowana przez nas 3-wymiarowa rzeczywistość. W takiej sytuacji, wszystko, co obserwujemy jest jedynie rzutem (cieniem) tego co pomyślimy. Jeśli przyjrzymy się objętości hiperprzestrzeni, to największa jej wartość jest właśnie dla wymiarów 4 i 5. Łatwo teraz zrozumieć dlaczego myślenie jakby wyprzedza obserwowaną rzeczywistość – ponieważ znajduje się w dużo większej hiperprzestrzeni.
Ponadto, zrozumiałe staje się dlaczego, mimo wielkich odległości w Kosmosie, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie jego krańce. Bowiem myśl sięga dalej niż rzeczywistość.

Zobaczmy jak to wyglądałoby dla hipotetycznego świata płaszczaków, żyjących tylko w dwóch wymiarach – na powierzchni. Myśli tych płaszczaków znajdują się w trzecim wymiarze, wymiarze więc są oni w stanie wyobrazić sobie inne światy, natomiast nie mogą ich zobaczyć, bo ich życie dziej się tylko w dwóch wymiarach.

Powstaje pytanie: dlaczego – skoro myśli ich są w wyższym wymiarze nie są one w stanie zobaczyć np. kuli? Otóż, wszystko co one widzą, ograniczone jest do płaszczyzny, a więc, mogą obserwować jedynie cienie wyższego wymiaru. Natomiast ich wyobraźnia, może taki obraz kuli skonstruować – nie będzie jednak on zgodny z tym, czego doświadczają w świecie, w którym żyją.

Podobnie człowiek, widzi cienie (rzuty) czwartego wymiaru. Może – swoją wyobraźnią podróżować po tym wymiarze, ale nie zobaczy żadnego obiektu istniejącego w tym wymiarze rzeczywiście – bo jego doświadczenie ogranicza się tylko do świat trzech wymiarów.

PS. Trzeci wymiar jest nieskończoną sumą wszystkich obiektów dwuwymiarowych (np. płaszczyzn) – podobnie czwarty wymiar jest nieskończoną sumą wszystkich obiektów 3-wymiarowych. Ta nieskończona suma, tworzy czwarty wymiar - świat naszych myśli.

Archaea, która połknęła bakterię

Było to 1,5 miliarda lat temu. Powoli stygnąca atmosfera Ziemi, pełna była związków, węgla, siarki, fosforu i azotu – i bardziej przypominała po tym względem piekło niż krainę, w której miał zamieszkać człowiek. I w tym piekle zrodziła się bakteria – jednokomórkowa spirala DNA otoczona błoną. Dlaczego? Sam Bóg wie …

A wśród bakterii były i takie, które polubiły środowiska ekstremalne, takie jak „wody gorące, wody silnie zakwaszone lub silnie alkaliczne, solanki i stężone roztwory innych minerałów.” (Wikipedia)

Minęło 500 milionów lat. Bakterie zaczęły ewoluować, aż pojawiła się cyjanobakteria, która trawiąc węgiel, fosfor i azot, zakrztusiła się i wydaliła nowy związek – tlen.

I ten nowy związek stał się wyrocznią życia i … śmierci.

… bo bakterie, które dotąd rozwijały się bez ograniczeń, zaczęło pożerać ich „utlenianie”, które kończyło się śmiercią.

Archaea, czekała na ten moment i w chwili słabości bakterii – połknęła ją – ponieważ walka o pożywienie, w konkurencyjnym świecie głodnych bakterii była bezlitosna (jak w Starym Testamencie).

Efektem tego było powstanie komórki, w której jeden zyskuje, a drugi nie traci. Archaea pożerała wszystko co wokół, a bateria dostarczała jej energii by to rozpasanie podtrzymywać (ATP).

A z tej jednej komórki, zaczęły tworzyć się ich legiony, walczące wspólnie o cel - dla nich wspólny – jak przeżyć?!

I tak powstał myślo-kształt (Elba) człowieka. Jest on wytrwały i odporny na ekstrema jak Archaea, ale ponieważ oddycha – utlenia się, więc jego myśli stają się miękkie …. I jeszcze bardziej miękkie … aż kończą się chorobą Alzheimera.

Vivi91 (2)

Był sztorm, który rozdzielił nasze łodzie na morzu. Gdzieś w mroku smaganym lawiną wiatru, umknęłaś szybko i nieodwołalnie … Szukałem Ciebie potem długo i wytrwale i znalazłem w końcu – leżącą na brzegu morza, ustrojoną w piasku. Byłaś nieprzytomna… chyba … więc, zatrwożony zwołałem:
-Vivi nie umieraj!
- … cicho głupcze, nie widzisz, że kręcimy kolejną wersję Titanica?!
Struchlałem, uderzony tą rzeczową odpowiedzią ... lecz na przekór stuknięciom stop-klatki - pocałowałem Twoje usta.

The End

Reżyseria: Mirosław G.
Scenariusz: Mirosław G.
W rolach głównych:
Mirosław G. w roli kochanka
Vivi – w roli Vivi
Stop-klatka pożyczona od Andrzeja W.
Łodzi i piasku nigdy nie było a lawina wiatru, to przeciąg w moim mieszkaniu.
Copy Right Reserved
Miro-Vivi Production

To mnie gryzie ...

Wiesz vivi, to mnie gryzie ostatnio …

Po odkryciu struktury DNA, Crick przedstawił dogmat, w którym przyjął, że przepływ informacji w przyrodzie jest jednokierunkowy, tzn. od DNA do RNA i następnie do białek – nie odwrotnie. Innymi słowy modyfikacja białka nie może wpłynąć na zmianę DNA. No i teraz najciekawsze jest to, w jaki sposób ta informacja jest przekazywana. W przyrodzie znamy 20 aminokwasów, z których utworzone są białka. Tych 20 różnych łańcuchów węglowych, jest wynikiem kombinacji 4 zasad: adeniny (A), guaniny (G), cytozyny (C) i uracylu (U) (w RNA zamiast tyminy (T) w DNA). W rzeczywistości wystarczy kombinacja 3 zasad – tzw. kodonów. I wiesz co – przyroda wymyśliła coś takiego jak kropkę – znak stop – w momencie tworzenia białek. I w całym świecie przyrodniczym ta kropka ma postać AUG! To zawsze jest ta sama kombinacja zasad!

Kurcze i jeszcze jedna ciekawostka – wirusy potrafią złamać ten jednokierunkowy przepływ informacji i z RNA utworzyć DNA, które wkomponowuje się w nasze ludzkie DNA i dlatego tak trudno z tymi wirusami walczyć. Są to tzw. Rotowirusy np. HIV.

No, ale najciekawsze w tym wszystkim jest odkrycie, że białka działają poprzez swój kształt. To zmienny kształt białek jest przyczyną istnienia różnych postaci materii organicznej. I teraz wyobraźmy sobie, że DNA jest to kod – taki zbiór zdań reguł, które po doczytaniu nadają białkom różne kształty! Ha – i znowu sprawdza się zapis z Biblii: słowo (informacja) staje się ciałem (kształtem)!