środa, 27 lutego 2013

Myśl rozszerzająca Wszechświat

Motto: „To co tu napiszę jest kompletną bzdurą, z czego cieszę się bardzo.”

Podstawowym narzędziem nauki jest matematyka. Matematyka opiera się na logicznym następstwie definicji tworzących niezachwiany fundament zasad, które są wyznacznikiem tego, co prawdziwe (logiczne) w odróżnieniu od tego, co nieprawdziwe – czyli nielogiczne. Taki sposób myślenia można porównać do krystalicznej jednorodnej struktury, w której następstwo każdego zdarzenia, ma swoje uzasadnienie w zdarzeniu poprzednim, w oparciu o kanon powtarzalności i sprawdzalności w dowolnych warunkach na kuli ziemskiej i we Wszechświecie.

Obok tego precyzyjnego myślenia matematycznego, istnieje również inne – bliższe strukturze amorficznej, pozbawionej regularnego kształtu, w którym wnioskowanie nie ma cech matematycznej implikacji. Dotyczy ono szczególnie takich dziedzin jak bioenergoterapia, homeopatia i inne „czary-mary”, określane mianem pseudonauki.

Oczywiście oba światy nie przystają do siebie. Ale tylko w naszym rozumowaniu – zwolennicy nauki „nie rozumieją” zwolenników pseudonauki, tak jak wierzący w Boga „nie rozumieją” niewierzących, a nawet z nimi walczą. Natomiast przyroda mówi nam zupełnie coś innego. Oba sposoby widzenia świata są równoprawne, bo oba są przejawami tej samej natury (Kosmosu) postrzeganej w różny sposób przez umysł człowieka – tak jak w przyrodzie obok struktur krystalicznych istnieją nieuporządkowane – amorficzne, bezkształtne, tak nasza myśl jest albo uporządkowana „logicznie” albo nieuporządkowana „artystycznie”. Czasami dochodzi do połączenia obu sposobów widzenia świata w jedno. (przykładem jest OTW A. Einsteina, pseudoteoria „pamięci wody” J. Benvenisty, dziwaczny niezrozumiały dla nas świat kwantów, Teoria Chaosu, czy … kubistyczne wizje Picasso.).

Wracając do rozszerzania się Wszechświata … coraz szybszego. Warto zastanowić się czy oddziaływania grawitacyjne obiektów znajdujących się na skraju Wszechświata ma jakiekolwiek znaczenie dla naszego organizmu, a szczególności dla naszego umysłu. Wartość grawitacji w życiu codziennym ma dwoiste znaczenie – jest istotna dla naszego poruszania się po kuli ziemskiej i jednocześnie zaniedbywalna w oddziaływaniach np. między ludźmi. Cała fizyka kwantowa – opisywana językiem „krystalicznej” matematyki – wyjaśniająca działanie m.in. naszych komórek, w ogóle pozbawiona jest tej siły. Tym bardziej wydaje się, że oddziaływanie obiektów kosmicznych odległych o 13-15 miliardów lat świetlnych nie ma dla nas żadnego znaczenia.

Porzućmy na moment ścisłość matematycznych wywodów, ponieważ jak stwierdziłem powyżej są one jedynie jednym z możliwych opisów rzeczywistości. Przyjrzyjmy się na moment homeopatii i jej zasadzie oddziaływania zapamiętanym kształtem. Mocno rozcieńczone roztwory homeopatyczne, praktycznie nie zawierają żadnej substancji, poza wodą, która ma zapamiętany kształt substancji znajdującej się w wodzie przed rozpuszczaniem. I ten zapamiętany kształt wody leczy ludzi od … ponad 200 lat. Nic to, że oficjalna nauka temu zaprzecza, przypisując podejrzaną skuteczność preparatów homeopatycznych efektowi placebo …. Bo właśnie o ten efekt placebo w tym wszystkim chodzi! Od nastawienia leczonego zależy efekt wyleczenia. Wie o tym medycyna oficjalna. J. Benvenista, gdy publikował swoje odkrycia dotyczące „pamięci wody”, prawdopodobnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Późniejsze liczne eksperymenty prowadzone przez „krytyków” jego teorii, dały wynik negatywny. Dlaczego? Ponieważ to właśnie nastawienie badających (negatywne, krytyczne) wpływało na wynik tak subtelnego zjawiska jakim jest „pamięć wody”. Jeżeli w coś mocno wierzysz, tak się staje … Dla oddziaływań o znikomej energii ma to ogromne znaczenie. Takim bardzo czułym, subtelnym procesem, jest m.in. nasze myślenie.

No i znowu powróćmy do naszego rozszerzającego się Wszechświata, którego oddziaływanie na nas – ze względu na odległość – ma znikome znaczenie. Grawitacja związana jest z przestrzenią. W OTW Einsteina, grawitacja jest wprost zakrzywieniem przestrzeni. Można zapostulować twierdzenie, że przestrzeń we Wszechświecie nie ma jednorodnej gęstości. Tam gdzie jej gęstość jest duża tam są skupiska materii. Tam gdzie jej gęstość jest mała nie widzimy materii, choć ona w niej na pewno jest (nie istnieje próżnia doskonała, tak jak nie istnieje przestrzeń pusta, w której ciągłe są fluktuacje cząstek typu kreacja-anihilacja). Tak więc, to co nazwalibyśmy oddziaływaniem grawitacyjnym w rzeczywistości jest zmianą gęstości przestrzeni. Jeśli zapiszemy stałą grawitacji w postaci sumy części całkowitej (6), dziesiętnej (0.6), setnej (0.07), tysięcznej (0.003) itd. to otrzymamy składniki, których wkład w oddziaływanie grawitacyjne jest coraz mniejszy. Przy którymś n-tym składniku, oficjalna nauka pominie ich wartość. Jednak one istnieją – i mają wpływ na całkowitą wielkość oddziaływania, choć ich wielkość jest prawie „homeopatyczna” (oddziaływania już „prawie” nie ma).

Z drugiej strony, w ostatnich badaniach teoretycznych, holenderski fizyk E. Verlinde, wywiódł prawa grawitacji (Newtona i Einsteina) z …termodynamiki i teorii informacji! Okazało się, że aby uzyskać wzory na grawitacyjne przyciąganie wystarczą … bity informacji w określonej temperaturze. Dla Verlinde grawitacja jest siła entropową, tzn. ma wzrastającą entropię, rozprasza się … To tak jakby stwierdzić, że gęstość przestrzeni w miarę odległości maleje (niepotrzebna jest wówczas teoria o istnieniu czarnej energii i ciemnej masy, które miałyby wypełniać nasz Wszechświat w ponad 95%!). Ale to również może oznaczać, że informacja, która związana jest z procesem myślenia, na krańcach Wszechświata ulega rozproszeniu – a więc „krystaliczna” postać myślenia matematycznego słuszna dla naszego świata traci tam na znaczeniu. Natomiast wzrasta w tych odległościach informacja nieuporządkowana, właściwa dla myślenia „artystycznego” – bliższego pseudonauce.

Czy potrafimy naszym umysłem odczuwać (odbierać) to, co się dzieje na krańcach Wszechświata? Kiedyś, fizyk z Opola, niejaki Oskar Kałuża (O. Kaluza), przesłał Einsteinowi list, w którym połączył teorię względności Einsteina, opisującą grawitację z elektromagnetyzmem Maxwella pod warunkiem, jeśli przyjmie się, że przestrzeń ma 5 wymiarów (a nie tylko 3 przestrzenne i czas, czyli 4). Einstein początkowo zaakceptował to rozwiązanie, potem je odrzucił, by następnie stwierdzić, że teoria Kałuży – a więc istnienie 5 wymiaru – jest jedynym możliwym sposobem unifikacji obu oddziaływań.

Jeśli przyjąć istnienie 5 wymiaru i powiązać go z procesem myślenia, to nasuwa się wniosek, że odczuwanie subtelnych gęstości przestrzeni i informacji na krańcach Wszechświata jest dla nas możliwe (stan taki odczuwają m.in. osoby w fazie NDE, czyli w czasie śmierci klinicznej). Zasada homeopatii, która jest odrzuceniem działania materii na rzecz działania jej kształtu – wskazuje na sposób przenoszenia informacji w tym wymiarze: każda informacja ma jakąś strukturę, kształt – chociaż nie posiada masy. To co oddziałuje na nasz umysł, w życiu codziennym to kształt materii a nie sama materia. Kształt materii decyduje o naszym myśleniu (jeśli materia traci kształt, tracimy „powód” myślenia). Kształt w 5 wymiarze jest sygnałem przenoszonym natychmiast – niezależnie od tego, czy go widzimy, czy nie. Kształt jest związany z przestrzenią w więc z grawitacją …

I tak doszliśmy do momentu w którym, ciśnie się na usta stwierdzenie – czujemy naszym umysłem cały Wszechświat – i ten opisywany w warunkach ziemskich, w postaci „krystalicznych” praw nauki (matematyki) i ten rozproszony dziejący się miliardy lat od nas, opisywany językiem … poetów. 5 wymiar pozwala nam ujrzeć oba światy jednocześnie … w naszych umysłach.

Ufff … idę na spacer z psem. Jest ładna słoneczna pogoda, tu w Grimsby i czuje się jak świat budzi się ze snu zimowego … wiosna!

wtorek, 19 lutego 2013

Wyobrażam to sobie tak:

1. Świat kwantowy

Świat kwantowy, wyznacza granice ludzkiego poznania i - parafrazując Wittgensteina - granice ludzkiego języka. W świecie kwantowym nie istnieje podział na to co materialne, przestrzenne czy czasowe. Wszystko jest splątane. No i teraz, pod wpływem impulsu zewnętrznego, ten świat zaczyna się porządkować. Wydobywamy z niego myśli opisujące materię (podmioty), czas (orzeczenia) i przestrzeń (dopełnienia). To, jakimi słowami cechy tych myśli opiszemy, zależy już tylko od aparatu mowy i ... położenia geograficznego. Innymi słowy, językiem możemy wyrażać tylko to, co mieści się w świecie kwantowym, a więc splątany czas, przestrzeń i materię.

Tym impulsem zewnętrznym, który powoduje wydobywanie myśli, jest stale dostarczana do organizmu energia, pozwalająca - w przypadku człowieka - utrzymanie stałej temperatury ciała. Rozkład promieniowania ciała ludzkiego jest zbliżony do rozkładu promieniowania ciała doskonale czarnego Plancka. A więc również rozkład naszych słów - obrazujących myśli - wygląda podobnie (sprawdziłem to dla dowolnego dzieła literackiego, wypowiedzi itp.)

2. Świat grawitacji

W świecie makro istnieją duże zbiory myśli powiązanej w systemy przyczynowo-skutkowe, logicznego lub nie - rozumowania. Proste formy (podmiotów, orzeczeń, dopełnień) tworzą konglomeraty myśli, uzyskujące odrębność i nadające masie, z tych myśli zbudowanej – niezależny ruch, związany ze zmianą położenia. Cechą tego ruchu jest inercja masy (informacji). Jednocześnie mniejsze zbiory myśli dążą do połączenia z większymi – poprzez proces powiększania i porządkowania informacji.

Poszukując odpowiedzi na źródło istnienia charakterystycznego rozkładu słów według długości, natrafiłem na ciekawą zależność: krzywa rozkładu pokrywa się z iloczynem okresów obiegu planet wokół Słońca. A więc jest wynikiem ich jednoczesności (jednoczesnego działania), a nie superpozycji oddziaływań. To właśnie jednoczesność ich okresowych obiegów powoduje powstawanie charakterystycznego maksimum dla języka ludzkiego - około 7, 8 zgłosek.
Z drugiej strony, podobny rozkład można uzyskać dla kwantowego promieniowania ciała doskonale czarnego. Czyżby więc nasz język, a właściwie jego źródło - czyli myśli - był poszukiwanym łącznikiem między światem kwantowym (elektromagnetycznym) a grawitacją?

Verlinde wiążąc grawitację (a właściwie każdy ruch) z różnicą informacji w dwóch różnych punktach, dokonuje takiego powiązania i wskazuje na istnienie podstawowego, fundamentalnego elementu przyrody, jakim jest myśl wogóle.

3. Myśl rozszerzająca Wszechświat

… i jeszcze jedna taka myśl – "jeśli grawitacja jest siłą entropową, niepotrzebne jest istnienie domniemanej ciemnej energii, by wyjaśnić rozszerzanie się Wszechświata". Związanie grawitacji z informacją implikuje twierdzenie, że prawdziwą przyczyną tego procesu są myśli istniejące zarówno w materii nieożywionej jak i powstające w organizmach roślin i zwierząt. W tym - w dużej części - tworzone przez umysł człowieka.

środa, 13 lutego 2013

Zaakceptuj to, o czym piszesz (przemyślenia)

Zaakceptuj to, o czym piszesz, poczuj się tak, jakbyś współtworzył ten cały świat nieszczęść. Nie uciekaj, tylko przyglądaj się nieszczęściom i krzycz ... bo to krzyk Twojego egoistycznego jestestwa. Egoistami jesteśmy od urodzenia i od urodzenia chcemy dla siebie więcej i lepiej. I nie ważne co pod tym więcej i lepiej się kryje. Problem tkwi w tym, że wszyscy rodzimy się skażeni egoizmem chcenia. A prawa natury są bezwzględne - silniejszy bierze więcej. Wyścig szczurów zaczyna się już od maleńkości, a potem poprzez szkołę, pracę, trwa aż do późnej starości. I nawet gdy już leżysz na łożu śmierci pragniesz: współczucia, zrozumienia, a na końcu grabarza, który zakopie nas w ziemi ...
Zawsze chcemy. Ciągłe pragnienie czegoś jest istotą świata. Bywają jedynie stany równowagi chwilowej, gdy pomiędzy różnymi pragnieniami, nas samych i różnych wokół nas osób i rzeczy, znajdujemy chwilę oddechu, spokoju. Lecz to trwa tylko moment, bo pragnienie robienia sobie i dla siebie dobrze jest wszechobecne we Wszechświecie - jest jednym z praw natury.
Kiedyś oświeciła mnie taka myśl, że przecież właściwość ciągłego ciągnięcia do siebie ma grawitacja - i w tej sile upatruję przyczynę naszych stanów szczęścia-nieszczęścia. Pragnienia (życia lepiej) nie można się pozbyć, tak jak nie można pozbyć się grawitacji.
Dlatego są wojny, dlatego ludzie zabijają się nawzajem. I dlatego również nawzajem się kochają - by spełnić rytuał egoistycznego pragnienia, każdej jednostki z osobna.

* * *

Jako wyznacznik działania w ogóle, przyjmujemy istnienie Boga. A właściwie pojęcia Bóg, które obejmuje wszystko. Lecz powstaje pytanie: gdybyśmy nie przywołali tego pojęcia, świat by się zawalił? Czy to nie jest tak, że kurczowo trzymamy się tego słowa aby uzasadnić wszystkie swoje i innych uczynki na świecie? A co z tymi, którzy nie wierzą i nie trzymają się kurczowo żadnego pierwotnego słowa-pojęcia? Są skazani na potępienie? Przecież rodzą się, żyją i dożywają śmierci tak samo jak inni. Ich podstawową zasadą jest np. relatywizm: wszystko jest względne i nie istnieje żaden punkt (pojęcie) odniesienia, które niezbędne jest do przeżywania zarówno chwil szczęśliwych jak i nieszczęśliwych.
Słusznie uważa się, że każde zjawisko składa się z wielu innych. Nie ograniczałbym ich liczby np. do 5. W każdym momencie działa na nas ogromna, by nie powiedzieć nieskończona liczba sygnałów zewnętrznych. Rozróżniamy je poprzez porównywanie - a więc w sposób względny. Żeby wiedzieć co to jest stan zimna, musimy wiedzieć co to jest stan ciepła. Żeby wiedzieć co to jest dobro musimy wiedzieć co to jest zło. I nie istnieje jakaś skala bezwzględna, według której miarę dobra można by zmierzyć. To tylko normy społeczne, umowy względne zawarte pomiędzy i przez ludzi, określają co jest czynem dobrym a co zakazanym.
Ludzkość wymyśliła na swój użytek, takie normy (dekalog), ale nie dlatego, że są one pozaziemskie, istniejące poza ludźmi, ale dlatego, żeby się nie pozabijać. Bo każdy chce spełnić swój rytuał egoizmu, który pozwala kilkadziesiąt lat życia przeżyć.

* * *

... i teraz wkracza fizyka kwantowa. Mówi się naukowo, że istnieje tzw. strzałka czasu, że tzw, entropia (to tylko nazwa czegoś o czym nie wiemy nic) zawsze wzrasta. Ale jeśli przyjąć już tę konwencję nazewniectwa i nazewnictwa tego, co pod nazewnictwem się kryje, (upss ... ale długie), to trzeba jednak przyznać (chcąc nie-chcąc), że procesy odwrotne, prawdopodobnie istnieją. Miarą i wiedzą o nich jest fizyka kwantowa. Tam nic nie wiadomo. A tam gdzie nic nie wiadomo, proces przyczynowo-skutkowy jest załamany. Czyli - to co jest skutkiem może być przyczyną.

Przyrzyjmy się naszym myślom. Czy nie jest tak, że myśleniem przełamujemy barierę przyczyny i skutku ... a więc czy nie jest tak, że wprowadzamy do świata kwantowego perturbację, która miesza i rozpycha ten świat tak, że czas, który widzimy w wymiarze makro, płynie już tylko zgodnie ze strzałką czasu (i rosnącą entropią)?

Czy to nie jest tak, że nieokreślony czasowo, materialnie i przestrzennnie świat kwantowy - istniejący poza zasięgiem naszych prymitywnych zmysłów - umożliwa odwrócenie na moment strzałki czasu, ale jednocześnie te odwrócenie, powoduje powstawanie tej strzałki w świecie makro?

Gdyby tak było, to wniosek byłby paradoksalny ... ale chyba jedynie prawdziwy: to my, naszymi myślami rozszerzamy świat i rozszerzamy go coraz szybciej. I niepotrzebne jest poszukiwanie jakiejś tajemniczej czarnej masy i energii, które miałyby stanowić ponad 95% naszego świata i jednoczesnie mieć własności, których nie znamy ... sic abdera!

Bowiem wszystko to co wymyśla człowiek, ma już w sobie. Pomysł czarnych dziur, to tylko odbicie zwierciadlane tego co w człowieku siedzi - czarne, niezgłębione i zasysające wszystko jądro człowieka-ja.

* * *

Słyszałem takie stwierdzenie: "Jaźń jest umyślnym (intencjonalnym, celowym) aspektem naszej całościowej świadomości, który jest w stanie dokonywać obiektywnej percepcji i ekspresji."
No to ja się zapytam co oznaczają - jakie definicje mają słowa:
umyślny aspekt (?)
intencjonalny aspekt (?)
celowy aspekt (?)
całościowa świadomość (?)
obiektywna percepcja (?)
obiektywna ekspresja (?)
Próbując zdefiniować te pojęcia, użyjemy z całą pewnością innych pojęć, które z kolei dla ich wyjaśnienia będą potrzebowały innych pojęć i tak ad infinitum (lub: w koło Macieju).
Na tym polega błędne koło języka. Nie istnieje żadne pojęcie podstawowe, od którego moglibyśmy zacząć. (No chyba, że założymy, że takim słowem podstawowym jest np. JHWH, lub bóg). Człowiek próbując uchwycić coś słowami, dokonuje aktu porządkowania rzeczywistości. Jest to proces odwrotny od powszechnego dążenia przyrody do wzrostu entropii, a więc do coraz większego chaotycznego nieuporządkowania. Jednocześnie ta próba wyrażenia czegoś językiem (myślą) - porządkowania świata pojęć - wpływa na stan kwantowy atomów - a więc na moment proces rozpadu (wzrostu entropii) się zatrzymuje.
Po jakimś czasie nasze pojęcia powszednieją, tracą na znaczeniu i wtedy atomy uwalniają entropię, tak jak zapora uwalnia wodę - i rozpad Wszechświata dokonuje się gwałtowniej. Dlatego następuje jego rozlewanie się (rozszerzanie) coraz szybciej i szybciej. A dzieje się tak, ponieważ coraz więcej i więcej jest ludzi i coraz więcej i więcej jest myśli ....
Ktoś powie, że przecież Wszechświat rozszerzał się zanim jeszcze pojawili się ludzie na Ziemi. Trzeba pamiętać, że myślenie jako takie, nie jest czymś wyjątkowym w przyrodzie i przynależnym tylko człowiekowi. Gdy powstała pierwsza materia nieożywiona - ten proces się zaczął. W momencie gdy powstawała przyroda ożywiona proces rozszerzania się Wszechświata uległ przyspieszeniu.