środa, 23 stycznia 2013

Przemyślenia emergentne

Ezoteryka, astralność, mentalność ... ? Słowa rozmanażają się w rytm rozważań biblijnych od 2000 lat. Rozmnażają się jak bakterie. Za bardzo ufamy słowom, które redukują świat do ... wielu znaczeń. Nie dla każdego bowiem np. słowo "dobro" oznacza to samo.
"W 2012 roku 59% ludzi było religijnych, 23% nie, a pozostałe 13% było ateistami. Według różnych szacunków istnieje od 4200 do 10 000 religii. Samych wyznań chrześcijańskich jest ok. 41 tysięcy" (Wikipedia). Czy uważasz, że np. pojęcie dobra w każdej z tych religii jest identyczne? A jeśli nie, to jakie są podobieństwa a jakie różnice? I czy wyrażane są one podobną kombinacją słów?

No a przykład z życia codziennego: gdy mówimy, że "kogoś kochamy", kogo tak naprawdę mamy na myśli? Siebie, który kocha, za to że jest kochany, czy też drugą osobę jak to wynika z tego sformułowania? A może jedno i drugie? Wieloznaczność jest trwałym atrybutem słów i zawsze potrzebuje kontekstu by znaczenie tego słowa zrozumieć (z pewnym prawdopodobieństwem - w przybliżeniu). Nawet słowa podstawowe jak stół, czy krzesło mają różne definicje, a te które używamy na co dzień są w przybliżeniu identyczne.

Z powyższego wynika, że słowa nie są czymś fundamentalnym, podstawowym, a jedynie emergentnym - wynikającym z olbrzymiej liczby stanów cząstek w mikroświecie. Np. słowa-pojęcia ciśnienie, temperatura mają tę właściwość - są wynikiem uśredniania energii olbrzymiej liczby drgających mikrocząsteczek. Podobnie może być z każdym słowem - powstającym w wyniku uśrednienia różnych pojęć - a te z kolei są efektem stanów energetycznych cząsteczek powstających w organizmie w czasie procresu spalania (glukozy).

* * *

Rozważmy jeszcze taką sytuację: załóżmy, że powiesz (napiszesz), "że nie mam racji", "że się mylę". Czy Twoja opinia bedzie miała charakter powszechny (podstawowy), czy jedynie ograniczona będzie do Ciebie i zwolenników Twojego widzenia świata. A tym samym, czy nie będzie miała ta opinia jedynie wymiaru prawdopodobieństwa z dokładnością do liczby zwolenników poglądu który reprezentujesz? To samo dotyczy moich poglądów i każdego innego. Nie można więc mówić o istnieniu jakiejś prawdy zasadniczej, a jedynie o skali powszechności zasady.

A więc przykładowy rozkład "prawdy pisanej i mówionej" w zakresie religii wygląda następująco:
(ludność świata 6816 mln)
Chrześcijaństwo 33,43%
Islam 24,35%
Hinduizm 13,78%
Buddyzm 7,13%
Szikhizm 0,36%
Judaizm 0,21%
Bahaizm 0,11%
bezwyznaniowi 9.42%
ateiści 2,04%

Są w tych "prawdach" podobieństwa ale i różnice - więc żadna z tych prawd nie jest podstawową - bowiem ich "moc" okreslona jest przez liczbę wyznawców. Jeśli tak, to jedynym logicznym sposobem uznania wszystkich, jest przyjęcie zasady równoprawności, która brzmi:

Każda prawda (teoria) jest prawdziwa, z dokładnością do liczby jej wyznawców. Wszystkie prawdy są równoprawne. W przypadku szczególnym dana prawda jest prawdziwa z dokładnością do jednego jej wyznawcy (twórcy myśli).

Tak więc każda prawda jest zjawiskiem emergentnym wynikającym z liczby (wielości) wyznawców - a niekoniecznie z jakości (założeń) wyznania.

* * *

Powstawanie słów jest dużo prostsze niż myślimy. Wystarczy zauważyć jak powstaje muzyka. Muzyka to nie idealistycznie istniejące dźwięki. Muzyka potrzebuje wykonawcy. A ten uderzając w klawisze fortepianu dokonuje tego co my czynimy ze słowem. Czystym dźwiękom - takim jak samogłoski - nadaje charakter poprzez specyficzne uderzanie palcami - spółgłoskami. Jeśli dokonamy analizy słowa "serce" według częstotliwości, zauważymy, że największa energia odpowiada samogłoskom "e" i "e".


Wiemy już, że znaczenie słowa zależy od kontekstu. Ale nadal otwarte pozostaje pytanie dlaczego następstwo słów dokonuje się w sposób w jaki ... np. piszę ten tekst. Otóż to co współczesna biologia i chemia "wie" na temat budowy materii to powtarzający się schemat, w którym atomy materii powiązane są oddziaływaniami. (W fizyce kwnatowej te oddziaływania też wiąze się z cząstkami tzw. wymiany).

Gdy spojrzymy na słowa, zauważymy jedną podstawową regularność - czy to w słowie pisanym, czy mówionym: spółgłoski łączą się z samogłoskami. I teraz wystarczy przypisać jedne cząstkom (atomom) a drugie wiązaniom. W organizmie człowieka podstawowe związki utworzone są przez łańcuchy węgla. W modelu słowa, wiązanie - które reprezentuje spółgłoskę (uderzenie w struny) powoduje drganie atomu węgla (które jest samogłoską).

Samogłosek podstwowych mamy kilka (a, e, i, o, u, (y) - powstają one w wyniku różnych powiązań węgla z tzw. atomami biogennymi występującymi we wszystkich związkach tłuszczów, cukrów i białek. Są to: tlen, wodór, azot, fosfor i siarka.

Dlaczego następstwo moich słów jest takie jakie jest? W rzeczywistym świecie długość słów (jak również zdań), wynika z długości łańcuchów węglowych. Najczęściej występują słowa o długości 6, 7, 8 (liter) - ponieważ powstają w wyniku drgań atomów węgla, związku najbardziej potrzebnego mózgowi - glukozy. To, że w mojej wypowiedzi występuje np. następstwo słów 4, potem 5 lub 6-literowych, wynika z różnych następstw połączeń łańcuchów węgla.


Natomiast wybór tzw. ścieżki wypowiedzi, zależy od grupy niewielkich parametrów - zewnętrznych i wewnętrznych, które stymulują pobudzenie określonego rodzaju. Warto zauważyć, że ścieżki wypowiedzi utrwalają się - tak jak utrwala się wyżłobienie pod wpływem stale przepływającej wody (elektronów). Dlatego te niewielkie parametry zewnętrzne (np. stan ciśnienia, temperatura) wywołują z reguły ten sam lub podobny potok myśli.

wtorek, 22 stycznia 2013

Przemyślenia następne 2

* * *

...wręcz niemożliwe. Życie według tylko jednych - jedynie poprawnych zasad - jest jak życie pod kloszem. Boimy się "zarazków" życia, boimy sie ubrudzić naszej moralności tym co wokół nas istnieje rzeczywiście - jako życie z "krwi i kości" - bo obok tego co miłe i przyjazne jest to co brutalne i niegodziwe. Próba budowania idealizacji, składających się z samych dobrych słów i uczynków jest więc chowaniem głowy w piasek.

Nie nakłaniam do tego by nużać się w niegodziwości - ale smak prawdziwy życia również z niej się składa. I niech kamieniem rzuci ten, który przynajmniej raz jej nie popełnił .... Fala niesiona wiatrem o tym wie, że może być zarówno źródłem życia dla spragnionego na pustyni i źródłem śmierci - gdy w powodzi giną od niej ludzie. Fala nie ukrywa, że ma dwa oblicza ... jak to próbuje czynić człowiek.

* * *

Otóż to Skalny Kwiecie: "by nie przyciągać negatywnych zjawisk we własną stronę" - chodzi nam tylko o to, by zachowawczo nie przyciagać tego co złe - wręcz umyć ręce, od wszystkiego złego! Amen. Ale to jest bliskie stanowi obojętności, gdy odmawiamy temu, który brudny jest i w potrzebuje psychicznej pomocy - bo mógłby zabrudzić nasze czyste "moralnie" szaty. Najlepiej schować się wtedy - jak pisze Terenia - do własnego wnętrza i ... przeczekać, aż to co ma zdechnąć - zdechnie, a to co ma przeżyć, obudzi się w blasku myśli dla nas przchylnie nastawionych. I na tym polega sztuczne "malowanie trawy" życia, gdy zabraknie jej zieleni, lub euforyczna radość/złość z jej agonii, kiedy w sercu jest pustka. Bo wszystko co mierzymy - niezależnie od stanów zewnętrznych - jest li tylko mierzeniem według własnych potrzeb i myśli: "by nie przyciągać negatywnych zjawisk we własną stronę".

* * *

To co mówisz, jest właśnie wyrazem "beznadziei", asekurowania się na każdą możliwą okazję i sytuację. Wszakże polega to na pielęgnowaniu własnej wrażliwości na świat i niedbaniu - w tym procederze - o świat innych. Założenie jest takie: skoro ja swoją wrażliwością dostrzegam piękno szczegółu to i ci, kórzy tego nie widzą są w stanie to zrozumieć i podziwiać ... ale tak naprawdę jest w tym tylko jeden podziw - do świata która sama tworzysz, dla siebie.

Nie ganię Ciebie za to. Każdy ucieka do zakamarków, które chronią nas przed "swiatem". Bo każdy ma prawo uciekać. Ale prawdą jest również to, że nie nastąpi nigdy poranek, żebyś mogła dobiec ... do tej ucieczki końca.

* * *

To fakt Elbo, człowiek musi się dużo uczyć, by opanować strach przed czyjąś oceną. Kwiaty tego nie potrzebują. Natomiast ludź szlifuje swoje cnoty i szlifuje, by na zewnątrz "świecić" mądrym słowem, zgrabnym powiedzeniem, "konwenasem" który ucho czyjeś cieszy ... tak aż forma przerośnie treść - by zakryć i zagłuszyć, często puste w środku wnętrze ...

* * *

"Za dużo nagromadzonej energii w jednym miejscu, grozi wybuchem. Więc może nie jest tak źle, że dajemy jej upust."

Z punktu widzenia fizjologii człowieka, to nie jest upust, a wręcz oczyszczanie organizmu z myśli, które są wynikiem przemiany materii. Różne formy materii powstają w czasie spalania pokarmu - myśl jest jedną z nich. I są np. blogi społecznościowe gdzie można, dać upust gromadzącym się w organizmie myślom. Niektórzy robią to na ulicy, jeszcze inni piszą wiersze, książki. Jeśli spojrzeć na historię człowieka to naprodukował on z pewnością biliony słów-myśli. I będzie je produkował tak długo jak długo będzie zaopatrywał organizm w pokarm.

Pewnym sposobem na zachamowanie tej wiecznej produkcji jest medytacja jogina, gdy wycisza on swój umysł i każdą pojawiającą się myśl od razu tłumi. Jest to swego radzaju zabieg przeczyszczający, bo myśl "odpadowa", powstaje nawet po wypiciu wody. Innym sposobem jest asceza, głodówka - ale należy pamiętać, że nawet wtedy myślenie nie ustaje, bo organizm zaczyna się odżywiać własnymi komórkami.

Jedyną zaletą tego odpadu - w stosunku do innych ludzkich wydzielin - jest chyba to, że nie cuchnie, ale ... w przenośni czasami używa się powiedzenia, że czyjeś myśli są trujące albo są ... jakby nieświeże.

Niemniej, rzeczywiście - z tej klatki, która zamyka się w cyklu pożywienie-myśl - wydostać się nie da ...

* * *

Naśladuj człowieka: a gdy trzeba "przykadź" dobrym słowem, a gdy ktoś pomiesza w Twoim życiu - wścieknij się! Mów od rzeczy i do rzeczy ... bądź sprytniejszy ... jak czegoś nie wiesz, powołuj się na Boga, że to z jego niby woli, nie daj się podejść - udawaj czasami ułomnego by wzbudzić litość a czasami tyrana by strach rozsiewać - nawet nie wiesz jak niektórzy ludzie lubią się bać ... złorzecz i kochaj, miłuj i nienawidź ... bądź we wszystkim i zawsze ... tylko człowiekiem.

* * *

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."
"Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi"
J 1:1 - 4 BT

Warto dodać, że nic co ludzkie nie jest nam obce ... bo pochodzi od Boga (lub od Szatana jak kto woli), więc czasami trzeba sięgać tam, gdzie hipokryzja nie pozwala wejść i opisywać świat z całą dosadnością, by otrząsnąć się ze złudnej wizji, w której świętoszkowaci wyznawcy poprawności wciąż myją ręce by pokazać, że ich brudy tego świata nie dotyczą.

* * *

Definicja słowa powinna być jak najszersza. W zasadzie, każdy kształt jest słowem. Język ludzki i słowa z których jest zbudowany, nieudolnie odwzorowuje rzeczywistość. Jezyk, którym się posługujemy, jest tak niedokładnym narzędziem, że prawie do każdego słowa można się przyczepić i podać jego różne interpretacje. Dlatego ludzie spierają się na blogach, czasami tylko o jedno słowo, albo o miejsce gdzie postawiony jest przecinek, czy kropka.

Prawdziwy język, oparty na odbiorze kształtów - jest milczeniem. Jeśli przyjrzeć się dobrze słowom pisanym i zapytać o ich pochodzenie, to dotrzemy gdzieś w prehistorii do prostych znaków, symboli (np. runy) - które swoim kształtem nadawały światu "znaczenie". Wiele tych znaków jest wtopinych w nasz język - jednakże przestaliśmy je odbierać intuicją, za to zaczęliśmy je czytać rozumem. Z obserwacji prostopadłej (bezpośredniej) przeszliśmy na obserwację równoległą (słowo po słowie). Tak zaczęła się zabawa, igraszka słowami, goniącymi wkoło, bez końca i bez ... znaczenia. Utopią jest więc znalezienie prawdy o świecie poprzez słowa. Bo prawdziwe słowo i prawda o świecie - jest milczeniem.

* * *

Brzydko powiem: prędzej zdechniemy, niż przestaniemy myśleć. Dopóki jest szansa, nawet na łożu śmierci, gdy niektóre organy odmówiają nam posłuszeństwa, jeden organ - mózg - ciągle pracuje, tworząc emocjonalne wyziewy rozpaczy, klęski, przebaczenia. Zauważmy, w stanie tzw, śmierci klinicznej, okazuje się, że mózg ciagle działa, tylko nie może "wypluć" z siebie to co tworzy, bo odmiawiają mu tego organa mowy.

Pamiętam jak umierał mój dziadek, w Akademii Medycznej w Gdańsku. On już nic nie widział i nie czuł ... ale gdy podałem mu rękę, uścisnął ją tak mocno, że byłem pewien, stokrotnie pewien, że czuje moją bliskość ... I chociaż nie mógł mi już nic powiedzieć, tym uściskiem ręki, powiedział najwięcej ...

* * *

Rację miał Wittgenstein: wszelkie dywagacje myślowe o charakterze filzoficznym są przejawem choroby umysłowej. Człowiek "wymyślił" język tylko do praktycznego komunikowania się. Ale już na poziomie np. określenia co jest czerwone - jego odczucia, opisane językiem (słowami) mogą być różne.

No więc, spożywa człowiek pokarmy i przetwarza cukry, tłuszcze i białka na potrzebną mu energię i ... myślenie. W miarę rozwoju ilość dostarczanego pokarmu zaczęłą przewyższać potrzeby energetyczne organizmu. Efektem było między innymi pojawienie się myślenia, które zaczęło istnieć jakby samo dla siebie. Pierwotna, komunikacyjna funkcja języka, została "rozbudowana" o słowa (myśli) pytające się o ... słowa (myśli).

To właśnie te wieczne "mielenie" myśli jest powodem powstawania dziwacznych tworów w postaci pytań filozoficznych, na które tak naprawdę nie istnieje żadana odpowiedź. W pytaniach filozoficznych może istnieć bardzo dużo różnych odpowiedzi - i w gruncie rzeczy, każda z nich jest poprawna np.: są ci co wierzą w boga i różne jego odmiany, są wierzący w illuminati i są ci co wierzą w różne prawa fizyki. Do wyboru do koloru. A wszystko to, jest efektem "mielenia" myśli przez nasze umysły.

W zasadzie najbliższe "komunikacyjnego charakteru myśli" jest ich użycie praktyczne - przy rozwiązywaniu różnych, praktycznych problemów człowieka. Reszta myślenia jest nadmiarem, który - jak twierdził Wittgenstein - niczemu nie służy. No chyba, że tworzeniu i podsycaniu wewnętrznej euforii na temat naszej wspaniałości i unikatowości we Wszechświecie.

* * *

@Elba: To fakt - badam teraz procesy przemiany materii zachodzące w naszym organizmie i muszę przyznać są zaskakująco harmoniczne: cykl Krebsa, czyli przemiana glukozy w zmakniętym kręgu od cytrynianu do szczawiooctanu - to kolejne interwały od seksty, poprzez kwintę do kwarty i znowu do seksty, gdzie tonem podstawowym jest bicie serca.

To nie może być przypadkowe, że najczęstszym związkiem poddanym przemianie jest ten o długości łańcucha węgli 6 - tak samo jak najczęściej wytępująca długość słowa w dowolnym języku. To nie może być przypadkiem, że liczba związków dłuższych niż 15 węgli maleje w organizmie drastycznie, tak jak drastycznie maleje liczba słów o tej długości. Nic o nas bez nas ...

... nic o nas bez nas ... to co wyrażamy, jest tylko tym co może wyrazić materia w nas zawarta. A przecież, materia jest zbiorem wszystkich słów-myśli. Więc nasze myślenie nie wynika z tego, "bo chcemy coś myśleć" (wolna wola), ale jest rezultatem dragań tego co nazywamy materią.

A co to jest materia? Poza nazwaniem, zmierzeniem (według naszych wymyślnych wzorców), odczuciem (np. dotykiem), tudzież matematycznym wzorem: to jest tylko słowo-pojęcie.

Pozdrawiam i życzę prześlicznych "ciasteczek" myślowych.

* * *

Podoba mi się tak bliskie sąsiedztwo słów "duch" i "nędza" - bo jest na wskroś prawdziwe. Bo przecież to z upadku człowieka, a więc jego duchowej "nędzy" wzięła się cała wiara, która ma to "naprawić". Religia nie jest o miłości - religia jest o upadku, z którego, trzeba się podnieść - poprzez miłość.

To tak jaby stwierdzić - miłość narodziła się z przyczyny upadku. A przecież można spojrzeć na Biblię i w ten sposób: wszystko zaczęło się od niedozwolonej konsumpcji (trawienia) jabłka z drzewa mądrości dobrego i złego. Jabłko w tym epizodzie symbolizuje materię, która powstała z myśli boga. I tak jak miłość jest wynikiem naszego upadku, tak nasz grzech bedzie trwał tak długo, jak długo będziemy trawili jego owoce materialne - czyli myśli dobre i złe. Pozdrawiam

* * *

A tutaj, koncepcja pola morfogenetycznego, jako "piątego wymiaru", niezależnego od mechanicystycznie postrzeganej czasoprzestrzeni:

"Według Sheldrake.a, pola morfogenetyczne mają te same własności co pola grawitacyjne i elektromagnetyczne - są wzorcami przestrzennymi. Są wykrywalne jedynie poprzez swoje efekty: pole grawitacyjne było postulowane w celu wyjaśnienia efektów i tylko dzięki tym efektom wiemy o nim - podobnie było z polem elektromagnetycznym. (...) Zgodnie z moją teorią, pola morfogenetyczne mają charakter nielokalny: są one poza przestrzenią i czasem.

I na tym właśnie polega problem. Obecnie obowiązujący - choć nieformalnie - paradygmat materialistyczny nie przewiduje bytów poza czasoprzestrzenią."

(http://www.forumakad.pl/archiw(...)wna.htm)

* * *

@Teresa Rembielińska: No to fajnie opisane ... ale tylko lub aż opisane, za pomocą słów takich jak "otchłań", "sekwencyjna", "świadomość", "czasoprzestrzeń", o których nie wiemy nic, lub wiemy newiele ... poza słowami. To jest ta niemożność wyjścia poza słowo - o którym często piszę i o którym wiedział Stachura. Aby świat opisywać, można stosować różne paralele zaczerpnięte ze świata, który jest jednocześnie elementem tego świata. Przez analogię: świat wody najlepiej opisuje woda, a świat witru - wiatr. Tak też świat słów, najlepiej opisywać słowami. I nie można zrobić nic więcej-lepiej.

Każde słowo można zapisać systemem znaków alfabetu. Jednoczesne zasitnienie wielu liter, tworzy słowa o różnej długości. Ta jednoczesność jest obrazem wielowymiarowych przestrzeni. A więc np. słowo "domek" jest obrazem przestrzeni 5-wymiarowej, który dla nas - żyjących w przestrzeni 3-wymiarowej - uzyskuje pewien sens. Jeśli przyjrzymy się wykresowi zmiany wielkości powierzchni w n-wymiarach, to zauważywmy ciekawą zależność - słowa krótsze, czyli istniejące w niższych wymiarach ma tę samą "powierzchnię" co słowa bardzo długie istniejące w duzywch wymiarach pzrestrzeni.

Każde słowo można potraktować jako wektor - bo ma początek i koniec. Jego długość określona jest liczbą liter (lub fonemów). Oprócz tych geometrycznych właściwości, każde słowo może przybierać okreslone znaczenie - czasami moga być to znaczenia różne, w zależności od położenia w przestrzeni innych słów. Znaczenie słów, wynika m.in. z ich iloczynu. Jest taka geometria, a właściwie algebra geometryczna (Clifforda), która zachowuje własności znaczeń słów (iloczynów), niezależnie od wymiaru przestrzeni. Właśnie "siedzę" w tej geometrii ... o której można tu poczytać: http://home.agh.edu.pl/~karas/ga.pdf

* * *

Kurcze - dlaczego oddzielasz to co duchowe, od tego co cielesne? Dlaczego dzielisz człowieka na pół - mówiąc, że to co z ciała, to tylko trup, który ożywa dlatego, że istnieje jakaś dusza?
Dziwne, że bedąc a łonie matki, odczuwałaś (co?), choć byłaś ciałem.
Dziwne, że nauki świata poznbając (łącznie z Biblią), żyłaś takim samym zyciem materialnym, jak każdy inny.
Dziwne, że Twój ból fizyczny, który przecież materialną ma naturę, stał się przyczyną tego, że jesteś tam, gdzie jesteś i myslisz to co myślisz.
Dziwne, że nie widzisz tego, że bes tych rąk (materialnych) i bez tych nóg (a jakże), żadna myśl Twoja nie ujrzała by światła dziennego.

Żyjesz więc tak samo odurzona słowami, jak narkoman na prochach. I cieszysz się, że (udajesz), że nie widzisz realnego - materialnego - życia.

* * *

... wybaczam sobie za te wszystkie pęknięcia świata: lodówka, samochód, dacza, sracza, automat na 30 funkcji, klima co nima, podłe zwierzęta i ludzie niechciani ... ale ... ale .... czy drzwi są dobrze zamknięte? Kochani?

Komputer rzecz święta!

* * *

@Teresa Rembielińska: To swoiste słowne potrawy ... by nie powiedzieć bzdury - choć dobrze samkujące. Nie mogę zobaczyć czegoś, co poprzez słowo jest odbierane. Nie moga uniknąć, wręcz pokusy, by słowem czegoś nie opisać. I tak, to co smierdzi, to trup - a moje myśli są czyste i wolne od tego! (myśl Twoja). Ale żeby ta myśl wnikliwa powstała - o Boże! - muszę coś strawić a potem wydalić. Bez tego materialnego pokarmu (czyli zjadania życia roślin lub innych zwierząt) nic w tej mojej głowie nie powstanie ...

Z taką hipokryzją myślenia o życiu - walczę!

* * *

@mojra: Szukasz odpowiedzi przez zaprzeczanie ... wiec znajdziesz zaprzeczenie. Inni szukają przez wielbienie - więc znajdą wielbienie. Jeszcze inni czytają mądre księgi - więc znajdą je w księgach. Ja szukam jej u pająka - więc pająk moim bratem.

Które z tych poszukiwań jest mądrzejsze? Zaprawdę powiadam wam, wszystkie zachcianki tego świata są nikczemne ...

* * *

@ewfor: Do głębi siebie nie docierają promienie słońca. Głębia siebie jest mroczna i kryje wiele pułapek (pod)świadomości. Lepiej tam nie zaglądać zbyt często, bo grozi to chorobą kesonową - zbyt długie tam przebywanie wiąże się z utratą możliwości powrotu na powierzchnię życia doczesnego. Kto raz wskoczy do jej studni - nigdy już nie wróci normalny. Ja kiedyś wskoczyłem i wspinam się teraz by wyjść, a za każdym moim krokiem, studnia jakby się wydłuża i wydłuża coraz więcej i więcej ... jedyne co mogę ujrzeć to maleńki skrawek nieba u jej wylotu i migające na tle nieba gwiazdy. Te gwiazdy są celem i jedyną nadzieją mojego życia ...

* * *

Jest to ciąg słów obrazujący liczby rzeczywiste niewymierne - nieskończone. Rozwinięcie tematu (myśli) nie ma bowiem zakończenia. W tym momencie, proponuję skupić się na liczbach naturalnych - takich jak np. liczba palców. Łatwo je policzyć i ... zdać sobie sprawę, że całe to rozważanie - jest jak nieskończone rozwinięcie liczby rzeczywistej - a więc jest nie-naturalne. Proponuję również udać się na spacer i policzyć trochę drzew, albo ... liczbę dni do końca roku - z dokładnością do dnia jednego.

Masz dwie ręce i dwie nogi i jeden - będący siedliskiem liczb niewymiernych - mózg. Więc powiedz tylko jedno słowo: kocham (możesz dodać: świat).

Pozdrawiam (jednym słowem ....)

* * *

@Mariusz Kajstura: Masz rację, to interesujące zagadnienie. Od pewnego czasu staram się rozgryźć stałą Feigebauma - 4,66920160910299067185320383 ... ta stała jest charakterystyczna dla zjawisk chaotycznych, których ciągi zdarzeń dążą do tej wartości. Stała ta wyznacza moment pojawienia się biofurkacji i przejścia układu ze stanu deterministrycznego w chaotyczny. Jest charakterystyczna dla zjawisk występujących w przyrodzie. Zgodnie z teorią słowa oznacza ciąg słów, przy czym pierwsze jest słowem czterozgłoskowym. następne rozwinięcia zdania składają się odpowiednio ze słów o długości 6, 6, 9, 2 ... i 0 - co oznacza koniec zdania. Kolejne zdanie zaczyna się od słowa 1-zgłoskowego. Jest to liczba niewymierna, więc tak naprawdę informacja w tym zdaniu nigdy się nie wyczerpuje (nie kończy). Więc to muszą być jakieś rozważania, a nie prawda zasadnicza, które powodują rozchwianie układu i przejście w stan chaotyczny ...

* * *

Kurcze, ale ze mnie! O rany! Takiej myśli jeszcze nie mialem, a jest efektem 2-godzinnego spaceru przy mrozie - 8st. celsjusza (z Kajratem w lesie, który jest moją studnią) ...

Newton, nie odkrył prawa grawitacji, ale prawo oddziaływania myśli!

Mówię wam! To jak istny koniec świata!

Po pierwsze: jeśli rozdzielimy kwadrat odległości w mianowniku wyrażenia na prawo powszechnego ciążenia - rozdzielimy w ten sposób, by przypisać promień każdej z mas z osobna, to ujrzymy właściwą naturę rzeczy. Masa m widzi w myślach masę M na powirzchni kuli o promioeniu r! Masa M jest jednym ze słów-myśi istniejących w przestrzeni myśli, która jest powierzchnią kuli o promieniu r dla masy m. I vicve versa - masa M widzi masę m jako pojęcie-słowo znajdujące się na powierzchni kuli również o promieniu r!

Po drugie (to co powinno być po pierwsze) - w skali naszego (ludzkiego) świata, ogólna teoria względności Einsteina ma minimalne znaczenie. Przecież badając Kosmos (wystrzeliwując rakiety, sondy itp.) nadal posługujemy się prawami Newtona a nie Einsteina - które są tylko poprawkami do prawa Newtona.
I to jest to - zależność siły oddziaływania od odwrotności kadratu odległości - nadal jest wiążąca! A więc widzenie w "myślach" masy M, przez masę m (i vice versa) w naszym świecie ciągle zachodzi ...

No to będzie jeden z tych przełomowych - być może tylko dla mnie - artrykułów ... wkrótce.

PS. Warto zauważyć, że gęstość myśli w wyższych wymiarach przestrzennych wzrasta, ponieważ promień (czyli odległość między ciałami) maleje! Dla bardzo dużych wymiarów przestrzennych (czyli dużej długości słowa - traktowanego jako długość wypowiedzi), gęstość powierzchniowa myśli wzrasta do nieskończoności. Dlatego Sokrates powiedział kiedyś: "wiem, że nic nie wiem".

* * *

Potwierdzeniem słuszności mojej teorii jest zasada holograficzna (http://pl.wikipedia.org/wiki/Z(...)aficzna), która mówi, że każdy obiekt trójwymiarowy (masowy) można opisać informacją rozpiętą na płaszczyźnie kuli (do tego samego wniosku doszedł Hwakings opisując parowanie czarnej dziury).

I uwaga! "W marcu 2010 koreańscy fizycy wykazali, że grawitacja ma pochodzenie czysto informatyczne". To znaczy, że grawitacja związana jest z informacją, a więc ze słowem. To słowa-myśli kreują grawitację i grawitacja kreuje słowa-myśli.

* * *

Witam Tereniu! Pomyśl tak - czy to co rozumiesz jako swoje wyobrażenie dzieje się płasko czy przestrzennie? Myślę, że wszystko co sobie wyobrażamy jest płaskie, każda myśl, to jakieś fragmenty obrazka jak z kinowego ekranu, a nie z trójwymiarowej przestrzeni. Żyjemy więc złudzeniem, że to co widzimy, ma trzy wymiary, podczas gdy nasz mózg widzi tylko dwa.

No i teraz, kreujesz wyobrażenia w rodzaju: "Kreatywna moc Słowa ..." - lecz zgodnie z tym, co powiedziałem powyżej są one płaską iluzją trójwymiarowego świata. Jak ma się ta dwuwymiarowa rzeczywistość do realnego życia? Ano, ma jeden tylko związek - następstwa słów, które dzieją się po powierzrzchni kory mózgowej (prawie dwuwymiarowej).

Dlaczego kochasz? Dlatego, że to słowo-wibracja wywołuje-pobudza, powstawanie endorfin. A tE, od cukrów aż po orgazm, mają różnorakie "znaczenie".

* * *

@Elba: istnieje pewne wyjaśnienie w holograficznym postrzeganiu świata. Cała informacja o naszym świecie znajduje się na powierzchni kuli, której promień możemy zmieniać dowolnie. Powierzchnia otaczającej nas kuli zawiera wszystkie informacje o nas: świadome i nieświadome.

Człowiek nawet po śmierci nie przestaje być materią emitującą informacje .... to samo zdarzyło mi się około 10 lat temu. Pewnego ranka, we Wrocławiu, zobaczyłem w poświacie jakby twarz mamy i usłyszałem słowa "przyjedź do mnie" ... właśnie tego ranka mama umarła w hospicjum w Warszawie.

* * *

... no tak, wszystko ładnie, pieknie, ale słowa, które są wyrazem myśli maja charakter entropiczny ... niestety, zgodnie z prawami natury dażą do ujednolicenia, ujednorodnienia różnych pojęć - entropia myśli-słów ciągle wzrasta - mimo naszych prób urozmaicenia i wymyślanani nowych słów-skojarzeń. Byłem dzisiaj na spacerze w zaśnieżonym lesie i zobaczyłem jak zasada entropiczna działa na drzewa. Mimo chęci rozwoju i pięcia się w górę, w końcu padają i rozkładają się na jednorodnie identyczne, bezimienne protony, neutrony, elektrony. Świat jest tak skonstruowany, że entropia - czyli stopień nieuporządkowania albo jednorodności (to-samości) - stale wzrasta. To samo dotyczy naszych myśli, których znaczenie z czasem powszednieje ...

* * *

@Teresa Rembielińska: W świecie kwantowym nie ma odwróconej kolejności przyczyna-skutek - bo nie ma kolejności żadnej. Natomiast w świecie postrzeganym przez nas na co dzień, każda nasza myśl nosi znamię przyczyny i skutku.

Dlaczego?

Otóż jesteśmy ciałem przyrodniczym, ktore jak każde inne ciało na tym świecie podlega strzałce czasu - czyli przemijaniu. To co nazywamy przyszłością jest efektem tego co było w przeszłości. Nie odwrotnie. Jeśli podlegamy strzałce czasu, skierowanej tylko w jedną stronę - to podlegamy również zasadzie entropii - z każdym dniem kolejnym, powolutku zmierzamy od stanu o dużym uporządkowaniu i organizacji atomów do stanu całkowitego rozkładu i chaosu. Do stanu nierozróżnialności, tego co było kiedyś naszą ręką, nogą głową ... myślą.

To tylko dzięki przyjmowanemu pokarmowi jesteśmy w stanie podtrzymywać stan świadomości o naszym celowym i istotnym uporządkowanym działaniu. Energia z zewnątrz zasila nasze komórki by utrzymywać nas w poczuciu świadomości zorganizowanej. Lecz nastepuje moment, gdy jak drzewa padamy na ziemię by dokonało się to - do czego natura nieodwołalnie dąży - do stanu całkowitej anihilacji i maksymalnego nieuporządkowania materii. Przyroda broni się jak może, cyklicznie dając życie kolejnym drzewkom-ludziom - powtarzającym rytuał kreowania wizji lepszego świata ...

* * *

@Teresa Rembielińska: Ależ zawsze można coś sobie odkrywać i cieszyć się faktem odkrywania. np. "podróże kształcą" i te fizyczne do gór i nad morza - i te wewnętrzne, szukające często "dziury w całym". Nie ma znaczenia czym nakarmimy swoje duchowo-cielesne potrzeby - bo zawsze czymś nakarmić musimy. Jeśli ktoś lubi umartwianie - znajdzie je na pewno, tak samo jak "niepoprawny optymista" znajdzie mnóstwo dowodów, na wszechobecny optymizm. Cóż i "jedzonko" nie jest tu bez znaczenia ... To czym karmimy nasz mózg, staje się prawdą - lepszą lub gorszą, ale jedyną możliwą - i przez to na równi prawdziwą z prawdami innymi.
"Myślę inaczej, więc myślę tak samo".

















Przemyślenia następne

Teoria Słowa. Materia zbudowana jest z myśli. Ich ludzką postacią są słowa. Myśli stają się świadome pod wpływem grawitacji. To, co nie wytwarza grawitacji nie jest świadome. Higgs to jeszcze jedno pojęcie w niekończącym się łańcuchu słów-pojęć przyczynowo-skutkowych. Nawet gdyby go odkryto, powstałoby następne pytanie - skąd się wziął? Przestrzeń słów nie ma ani poczatku ani końca, więc ostatetcznej odpowiedzi nie ma.

Ponieważ słowa to materia, więc czasami mogą zachowywać się jak cząstki a czasami jak fale (dualizm korpuskularno-falowy). W momencie gdy myśl-słowo jest falą, rozciąga się na całą niskończoność - a więc dla tych którzy wierzą - ma kontakt z Bogiem. Falowa natura myśli to odpowiednik duchowości odrębnej od materialnego ciała, które je wytwarza.

* * *

Śmierć, to proces rozpadu struktury uporządkowanej w strukturę chaotyczną. Bóg przekształca słowa w ciało (materię) uporządkowana, którą można nazwać. Moment śmierci komórki (ciała) rozpoczyna proces odwrotny - materia przekształca sie w słowa (myśli) nieuporządkowane. A gdy materia ulegnie już całkowitemu rozpadowi, bezimienne słowa-myśli krążą chaotycznie w kosmosie, w postaci atomów, które niby podobne są do siebie, a jednak są inne - bo w każdym zapisana jest inna myśl, w postaci różnych - tych atomów - kształtów.

* * *

"Myśl jest największym wrogiem miłości."

Miłość nie istnieje bez pomyślenia o niej, bez skonstatowania, że właśnie dzieje się tu i teraz. Myśl o miłości jest obserwacją odkrywającą jej pewnien przelotny przejaw, podczas gdy sama miłość jest dzianiem się poza jej obserwacją. Można zastosować tutaj analogię do fizyki kwantowej: moment obserwacji ujawnia tylko z pewną dokładnością stan mikrocząski (fali) - gdy znamy położenie cząstki niewiele możemy powiedzieć o jej ruchu i odwrotnie: gdy mierzymy ruch, niewiele możemy powiedzieć o jej położeniu.

Myśl zakłóca stan odczuwania zwany miłością. Gdy piszemy o miłości lub o niej myślimy: wtedy prawdziwej miłości (stanu) nie ma, bo powstaje tylko jej opis. Gdy przestajemy o niej myśleć, stajemy się - jesteśmy miłością. Te podobieństwa zachowań do fizyki kwantowej, wskazują, że nasz świat myśli i świat odczuć jest nieoznaczony - podobnie jak nieoznaczony jest świat kwantowy. Nasuwa się również sugestia, że oba światy: myśli i odczuć - dzieją się w przestrzeni mikrocząstek naszego ciała (mózgu) - w świecie atomów i cząsteczek naszych własnych i tych docierających do nas z Kosmosu.

* * *

Miłość ... znajduje się pomiędzy słowami dobre i złe. Te słowa wyznaczają granice ludzkiego poznania. Coś co jest dobre jest jedną granica tego świata, granicą do której dążymy, coś co jest złe - jest granicą drugą, której unikamy. To są dwie krańcowości które obejmują (wartościują) wszystkie ludzkie pojęcia - w tym miłość. Więc jest miłośc dobra i miłośc zła. A pomiedzy nimi jest ta zwykła, codzienna, która jest mieszaniną dobrego i złego. Słowa wzięły się z obserwacji przyrody. Człowiek widział coś co rozkwita - i nazwał to dobre. I widział coś co umiera i nazwał to złe. Gdy miłość rozkwita jesteśmy szczęśliwi, gdy umiera zapadamy się w mroku rozpaczy.

Warto jeszcze dodać, że każde słowo o tym co dobre i złe jest kombinacją samogłosek i spółgłosek, a ich liczba jest ograniczona możliwościami mięśni ust, języka i podniebienia, które odtwarzają dźwieki przyrody. Więc to co zwykliśmy nazywać miłością wzięło się z szelestu liści, szumu strumyka, powiewu wiatru ... - wtedy gdy dźwięki te towarzyszyły wzrostowi (rozwojowi). Z dźwięków tego co umierało, wzięły się słowa smutku i rozpaczy.

* * *

"Kiedy pragniesz czegoś, czego nie możesz dostać. Kiedy pragniesz kogoś, nie pragnącego ciebie. Kiedy jesteś otulona mgłą krzykliwych pragnień - wtedy tracisz milczący głos słońca, które mówi, że to właśnie Ty jesteś jedynym słońcem na niebie."

* * *

A może ten teatr, o którym piszesz, jest czymś naturalnym, czymś co dotyczy naszych wszystkich zachowań - bez wyjątku (?!) Prawdą jest, że cenimy szczerość, ale prawdą jest również to, że grając oszczędzamy ludziom cierpienia. A grać musimy codziennie - różne role - ludzi uczciwych, ludzi zatroskanych, czasami złych, czasami złorzeczących. Która z tych ról jest naszym prawdziwym obliczem? Wydaje się, że wszystkie! W realnym życiu dostosujemy słowa do sytuacji, która tego od nas wymaga. I tylko fanatycy tak nie postępują ... czyli są najbardziej szczerzy?

* * *

To, co można wydobyć z materii, to ... nasze myśli o niej. Stąd wniosek, że materia musi być zbudowana z myśli - wszystkich możliwych myśli istniejących jednocześnie. No i można zadać pytanie - skąd się wzięły myśli w materii? Teorie spiskowe mówią, że ich źródłem są obcy, Biblia mówi że ich twórcą jest Bóg. Niezależnie od źródła, fizyka wskazuje, że proces powstawania myśli jest wzajemny - tzn. myśl powstaje (z materii) tylko wtedy, gdy istnieje jej odbiorca - obserwator (znana analogia do zależności zjawiska od obserwatora, w fizyce kwantowej). Więc i obserwator istnieje wtedy i tylko wtedy, gdy istnieje o nim myśl.

* * *

Każda odpowiedź jest dobra - i tego, który dał się oszukać - czyli głupiego - i tego który był mądrzejszy. Przecież ten, który jest mądrzejszy jest nim dlatego, że istnieją głupcy, którzy za jego poczucie mądrości płacą. Obaj są związani nierozerwalnie. Tym bardziej ktoś mądry jest im bardziej głupi są ci, którzy którzy chcą być mądrzy jak on.

Zauważmy, że mądrość wynika z istnienia różnic - a te z kolei istnieją, ponieważ człowiek ma naturalną, "przyrodniczą" predyspozycję do dzielenia: więc najpierw dzieli wszystko na dobre i złe. Potem, gdy już wie co dobre, dzieli to dobro na jeszcze coś bardziej dobrego i mniej dobrego. A gdy wie co jest bardziej dobre, szuka jeszcze bardziej dobrego od tego, co już i tak dobre jest - i tak aż do usr ... śmierci. Nigdy mu za mało dobrego - czyli nigdy mu za mało mądrości. A im bardziej staje się on madry, tym bardziej głupi są ci, którzy nie są nim (lub z nim).

* * *

Znam taki jeden stan, który rzeczywiście daje (mi) spokój i poczucie zadowolenia - stan nieistneinia.

Nowy Świat zbudowany na gruzach starego? - będzie jego kontynuacją tylko z innymi wzorcami. Aby go spełnić, nadal potrzebne będą wzorce odniesienia, czytaj: ludzie oraz ich zachowania, które nie są akceptowane. Bowiem by wiedzieć co jest dobre, musi istnieć coś co wiemy, że złe. To proste. Tylko w ten sposób możemy rozróżnić jedno od drugiego. A podpowiedzi, że tak jest dostarcza nam sama przyroda. Najprostszy przykład z życia: dotknięcie wrzącej wody parzy nas, więc rękę cofamy. Oczywiście możemy założyć jakieś termiczne, ochronne rękawice - ale zauważmy: taka forma ochrony nie bedzie naturalna. I podobnie jest z wszystkimi ludzkimi zachowaniami. Nasze zmysły działają bo istnieją różnice. Gdy nie będzie różnic - przestaniemy odczuwać, cokolwiek. No chyba, że o taki stan właśnie chodzi: śmierci (wszystkich pragnień) za życia.

* * *

A więc Tereniu, jest jeszcze prościej niż myślisz. To co powiem jest myśleniem bez złudzeń, za to z odrobiną nadziei:

Myślenie ludzkie, jest produktem ubocznym spalania materii w naszym organizmie. To odpad - czasami nazywany energią endo- lub egzotemioczną reakcji. Człowiek nauczył się korzystać z wielu róznych form odpadów: ropa, gaz, węgiel - przecież to były kiedyś żywe organizmy! Teraz, to co nich zostało - ich zmunifikowane, przetworzone w wyniku rozkładu ciała, są napędem całej ludzkiej cywilizacji.

Podobnie nasze myślowe odpadki są pokarmem, dla tworzenia i wymyślania innych myśli. Nie bez przyczyny, aby ziemia wydała owoce, powinno się ją dobrze nawozić ... gnojem. Oto prawda o naszym myśleniu. Być może "brzydko pachnąca", ale to przecież z rozkładającej się, gnijącej myśli, rodzi się nowa - która również ulegnie kiedyś rozpadowi, i zostanie zastąpiona przez jeszcze myśl "jeszcze dorodniejszą".

Zresztą ludzkość coraz częściej sięga po sztuczne środki, by to co jałowe, uczyni wydajniejszym ... i ta sama zasada dotyczy myślenia i w efekcie: sposobów kontrolowania go.
Pozdrawiam.

* * *

"Jesteśmy jedynie naczyniami do przechowywania słów żywych zapisanych w księgach życia (...)"

Wiesz Tereniu, dzisiaj w pracy otrzymałem taką informację od Boga:
" ... mówisz, że życie jest twoje, ale ono nie jest twoje. Serce nie bije dlatego, że ty żyjesz - ono bije dlatego, że istnieje Wszechświat"

O kurcze! - pomyślałem - że też ja tego wcześniej nie zauważyłem! Czy nie powinno zastanawiać nas dlaczego bije serce? Ależ oczywiście ono nie bije, tylko dlatego, że jesteśmy żywym organizmem - ono drga w rytm tła grawitacyjnego pochodzącego od Wszechświata. Gdyby tego zewnętrznego rytmu (tła) zabrakło - serce przestałoby bić. Ha! - chyba pojąłem słowa (podpowiedź) Boga, bo przecież ten Wszechświat to On sam! Teraz rozumiem, dlaczego uczucia (słowa, myśli) pochodzą od serca! Ono przenosi drgania - czyli słowa, myśli - Boga!
No, fenomenalne! Nasze serce to rezonator Kosmosu!

Teraz rozumiem również dlaczego Świstak napisał:
"Modlitwą dla Boga, jest odczuwanie przez naszą świadomość, Jego żywej obecności. Wystarczy mówić o sobie My, a mamy Jego opiekę i łaskę."
No właśnie poprzez My - ja i Bóg - realizuje się odbiór jego myśli - a także rozmowa z nim - czyli rozmowa z Wszechświatem!

I pomyśleć, że na trop tego odkrycia (objawienia) naprowadziła mnie teoria wakuoli i tła grawitacyjnego Irka C. - to też była podpowiedź Boga!

(tutaj jest jego wpis na forum naukowym:
file:///C:/Documents%20and%20Settings/mike/Desktop/bialka%20i%20grawitacja/viewtopic.php.htm)

niedziela, 20 stycznia 2013

Zasada holograficzna

Zasada holograficzna – teoria opracowana przez Gerardusa 't Hoofta i Leonarda Susskinda, która w swojej „silnej wersji” mówi, iż opis każdego trójwymiarowego ciała lub rejonu przestrzeni zawarty jest na dwuwymiarowej powierzchni otaczającej to ciało. W bardzie spekulatywnej, „słabej wersji” mówi ona, iż cały Wszechświat może być postrzegany jako dwuwymiarowa struktura informacyjna „namalowana” na horyzoncie kosmologicznym. Zasada holograficzna może zostać użyta do wyjaśnienia paradoksu informacyjnego czarnych dziur w kontekście teorii strun.

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_holograficzna)

Prawo powszechnego myślenia (2)

Grawitacja i myśli człowieka.

1. Przestrzeń jest nieruchoma: ( nie należy mylić przestrzeni z powietrzem, które wypełnia przestrzeń okołoziemską i jest ruchome).

2. Ciała materialne w orbitalnym ruchu Ziemi wokół Słońca, oraz w wyniku obrotu Ziemi wokół osi - "przecinają" nieruchomą przestrzeń (tak jak wiosło "przecina" wodę).

3. Przestrzeń jest związana z grawitacją: Einstein, w ogólnej teorii względności, powiązał grawitację z zakrzywieniem przestrzeni.

4. W każdym obiekcie materialnym, przecinającym przestrzeń indukuje się myśl. Myśl jest efektem indukcji pola grawitacyjnego, które jest obrazem przestrzeni.

5. Wniosek odnośnie punktu 4: myślenie jest zjawiskiem powszechnym. To co wyróżnia człowieka, to rozbudowany mózg, który potrafi przekształcać zaindukowane myśli, w formę języka mówionego i pisanego.

6. Jeżeli grawitacja powoduje myślenie, to myślenie może powodować grawitację (!!!!!!!!!!)

Kurcze i to jest to. I to jest niesamowicie proste!

Wszystkie prawa przyrody (fizyki) należy odwrócić. Grawitacja jest efektem myślenia (następstawa myśli), tak samo jak myślenie jest efektem ruchu względem przestrzeni (grawitacji).

Ziemia krąży wokół Słońca ponieważ Słońce myśli. Słońce myśli dlatego, bo jest w ciągłym ruchu względem środka galaktyki Drogi Mlecznej. Droga Mleczna myśli .... (...) ... ponieważ istniała myśl pierwsza (?!).

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/44m7/prawo-powszechnego-myslenia#ixzz2IXEehpQE

Siła grawitacji nie jest fundamentalną siłą?!

http://users.ift.uni.wroc.pl/~rdurka/blog/2010/01/27/nowa-grawitacja/

Oczekiwanie na rewelacje z LHC zostało dość niespodziewanie urozmaicone przez Erika Verlinde, holenderskiego fizyka teoretyka z Uniwersytetu Amsterdamskiego, gdzie kilka lat temu miałem przyjemność przez semestr studiować. Na grudniowym seminarium przedstawił on teorię, która wyprowadza klasyczną newtonowską fizykę z prostych zasad, zmieniając nasze spojrzenie na zjawisko grawitacji. Niedługo potem, szóstego stycznia tego roku, ukazała się jego publikacja (link do oryginalnej pracy), która spowodowała burzliwą dyskusję, nie tylko w kolejnych artykułach-komentarzach (wystarczy poszukać na arxivie tytuły ze słowami: “Verlinde”, “holographic”, “entropic force”, itd.), ale też na różnych blogach i forach (link, link, link). Chciałbym od razu podkreślić, że nie mamy tutaj do czynienia z jakimś naukowym “oszołomem”, a naprawdę rozpoznawalnym fizykiem, z pokaźnym dorobkiem naukowym. (W fizyce często wszelkiego rodzaju “oszołomów” określa się terminem: “crackpot”. Jest to wręcz wyrażenie specjalistyczne, doskonale podsumowane przez Johna Baeza w artykule, który polecam przeczytać). Wróćmy jednak do głównego tematu…

W teorii Verlinde grawitacja powstaje jako efekt różnicy w koncentracji informacji w pustej przestrzeni między masą a jej otoczeniem. Nie rozważa on grawitacji jako fundamentalnej siły, lecz jako fenomen wyłaniający się z głębszej mikroskopowej rzeczywistości.

Poniżej spróbuję przedstawić wstęp do tej idei. Nie obędzie się bez szeregu definicji i wzorów, jednak nie należy być zbyt przerażonym. Matematyka nie wyjdzie poza to, co znajduje się na tablicy na zdjęciu przedstawiającym Erika Verlinde na wspomnianym grudniowym seminarium.

Równania nie wyglądają aż tak strasznie...

Zacznijmy od pojęcia siły entropicznej (”entropic force” via Wikipedia):

Siła entropiczna jest to makroskopowa siła, której własności nie wynikają z charakteru mikroskopowych praw (takich jak np. elektromagnetyzm, fizyka atomowa), lecz ze statystycznej tendencji całego układu do zwiększania entropii. Standardowym przykładem jest sprężystość cząsteczki łańcuchowego polimeru. Jeśli molekuła jest rozciągnięta i rozprostowana, to fakt, że bardziej ściągnięte, przypadkowo zwinięte konfiguracje są przytłaczająco bardziej prawdopodobne (czyli maja większą entropię) spowoduje w rezultacie powrót (przez dyfuzję) do takiej właśnie konfiguracji. Dla makroskopowego obserwatora dokładny opis natury mikroskopowej siły rządzącej ruchem jest niepotrzebny. Obserwator widzi kurczący się polimer do stanu o wyższej entropii, jakby ulegał sile sprężystości.

Według Verlinde podobny charakter ma też siła grawitacji, o której do tej pory myśleliśmy wyłącznie jako fundamentalnej.

Swój przełomowy wywód zaczyna od holograficznej zasady, zgodnie z którą cała fizyka dziejąca się wewnątrz pewnej zamkniętej powierzchni (”in bulk”) może być opisana przez bity informacji, które znajdują się na owej powierzchni (”on the boundary”). Wyobraźmy więc sobie abstrakcyjną sferę o promieniu R zawierającą otoczenie fizycznego układu związanego z masą M. Każdy bit okupuje pewną powierzchnię A na sferze i przy powierzchni sfery równej 4 \pi R^2 mamy określoną całkowitą liczbę bitów N=4\pi R^2 / A dostępną do opisania systemu otoczonego przez sferyczny “ekran”.

Każdy bit związany jest ze stopniem swobody opisywanego systemu. Zgodnie z zasadą ekwipartycji, każdy stopień swobody niesie średnią energię równą ½kT, gdzie k to stała Boltzmanna, zaś T to absolutna temperatura.

Bit (w ang. kawałek, skrót od binary digit, czyli cyfra dwójkowa) – najmniejsza ilość informacji potrzebna do określenia, który z dwóch równie prawdopodobnych stanów przyjął układ.

Stopień swobody – w fizyce minimalna liczba niezależnych zmiennych opisujących jednoznacznie stan (modelu) układu fizycznego. W praktyce stopień swobody określa liczbę zmiennych układu, które można zmieniać, bez automatycznego powodowania zmian pozostałych zmiennych.

Przyjmując, że “ekran” jest w spoczynku względem układu z masą M, z punktu widzenia tegoż ekranu całkowita energia układu znajdującego się w jego wnętrzu zadana jest, powszechnie znaną einsteinowską formułą, E=Mc^2. Porównując wzory na energie dostajemy związek: \frac{1}{2} kTN = Mc^2 . Podstawiając wyrażenie na liczbę bitów N w tym równaniu na energię otrzymujemy rezultat, w którym temperaturę T możemy utożsamić z powierzchnią ekranu, zgodnie z

\frac{1}{2}kT = A Mc^2 / 4\pi R^2.

Trzeba zauważyć, że ekran nie jest fizycznym bytem, a jedynie myślowym konstruktem stworzonym do reprezentacji informacji zawartej w fizycznym systemie. Jak taki obiekt może mieć temperaturę? By zrobić następny krok trzeba zrozumieć tzw. efekt Unruhu (via Wiki).

Efekt Unruh-Daviesa – w relatywistycznej elektrodynamice kwantowej i ogólnej teorii względności efekt polegający na tym, że obserwator poruszający się z przyspieszeniem liniowym lub dośrodkowym widzi elektromagnetyczną próżnię kwantową jako przestrzeń wypełnioną promieniowaniem cieplnym w równowadze termodynamicznej. Niemożliwy do zaobserwowania dla obserwatorów makroskopowych ze względu na konieczność uzyskania gigantycznych przyspieszeń. Możliwy do zaobserwowania w cyklotronowych układach kwantowych. Matematycznie równoważny promieniowaniu Hawkinga w pobliżu czarnych dziur.

Efekt ten powoduje, że przyspieszający obserwator zarejestruje promieniowanie ciała doskonale czarnego z otoczenia, w przeciwieństwie do obserwatora w inercjalnym układzie. Innymi słowy tło będzie wydawało się cieplejsze w przyspieszającym układzie odniesienia. Termometr wstrząsany w pustej przestrzeni zarejestruje niezerową temperaturę:

T = \frac{\hbar}{2\pi k c} \,a, gdzie a-przyspieszenie, c-prędkość światła, \hbar-stała Plancka, k-stała Boltzmanna.

Zgodnie więc z efektem Unhru, obserwator przyspieszający w pustej przestrzeni zarejestruje niezerową temperaturę pustej przestrzeni. Ta temperatura będzie proporcjonalna do przyspieszenia. Teraz odwracając ten argument, nasz ekran mający temperaturę może być rozpatrywany jako ten poddawany przyspieszeniu!

Podsumowując: przeszliśmy od pojęcia bitów na powierzchni, opisujących to co dzieje się wewnątrz niej i ustaliliśmy zawartość energii w tym obszarze. Następnie powiązaliśmy te wielkości, otrzymując pewną notację temperatury na tej naszej abstrakcyjnej powierzchni i teraz zrobiliśmy znaczący krok, bo ową notację temperatury zamieniliśmy na … przyspieszenie. Jest to zupełnie na opak do efektu Unhru, gdzie przyspieszenie dawało temperaturę. Tutaj to temperatura daje przyspieszenie!

Połączenie wyrażeń na temperaturę holograficznego ekranu oraz temperaturę Unhru prowadzi do relacji:

\frac{ A Mc^2}{4\pi R^2} = \frac{\hbar a}{4\pi c}

Zbierzmy stałe c, ћ , A w tym wyrażeniu razem i powiedzmy, że równają się pewnej stałej, którą nazwiemy G. Wprowadzenie relacji \frac{A c^3}{ \hbar} =G i uproszczenie 4\pi pozwoli nam zapisać nasze docelowe wyrażenie jako: a=\frac{G M}{R^2} .

Wprowadzając testową masę m (na powierzchni ekranu) otrzymujemy prawo grawitacji Newtona!

F=G M m/ R^2

Zaczynając od prostych zasad, używając takich pojęć jak energia, entropia i temperatura udało nam się uzyskać prawa Newtona w zadziwiająco naturalny sposób. Stało się to przez wyjaśnienie pochodzenia grawitacji jako tendencji mikroskopowej teorii do maksymalizowania entropii!

Każda zmiana entropii, podczas przemieszczania się materii, prowadzi w nieunikniony sposób do pojawienia się entropicznej siły, która przybiera formę grawitacji.

Verlinde idzie dalej i w bardziej wysublimowany sposób wyprowadza też równania Einsteina,
jednak to już wyższa szkoła jazdy.

Sprawa ekranów/powierzchni wymaga jeszcze pewnego wyjaśnienia. Verlinde nakłada na nie wymóg koincydencji z powierzchniami ekwipotencjalnymi i dochodzi do wniosku, że stosunek liczby bitów potrzebnych do opisania układu do całkowitej liczby bitów jaka może zmieścić się na danej powierzchni jest równa -\Phi / c^2, gdzie \Phi jest , znanym nam już z liceum, potencjałem grawitacyjnym. Wartość tego stosunku bitów jest liczba dodatnią, która znika dla olbrzymich powierzchni. Jeśli jednak kurczymy ekran (ciągle utrzymując ich ekwipotencjalny charakter), to ta liczba będzie rosnąć, aż osiągnie wartość maksymalną równą jeden i ekran zostanie wypełniony do końca informacją. Nie uda się nam już bardziej zmniejszyć ekranu i staniemy w obliczu formacji czarnej dziury, z ekranem utożsamianym z horyzontem.

“NewScientist” podsumował to w sloganie:

„Cały Wszechświat to gigantyczna pamięć holograficzna, która zapełnia się informacją w miarę upływu czasu. Proces zapełniania kosmicznej pamięci interpretujemy jako grawitację. Co stanie się jeśli pamięć zupełnie się zapełni? Wtedy znajdziemy się w czarnej dziurze”.

Fakt, że Erik Verlinde jest fizykiem teoretykiem (zresztą tak samo jak jego brat bliźniak wykładający w Princeton) zajmującym się teorią strun dodaje sprawie dodatkowego smaku, ponieważ jego teoria każe wyrzucić wyżej wymiarowe teorie (w tym teorię strun) do kosza. Trzeba przyznać, że umiejętnie unikamy pytania dotyczącego o elementarne cegiełki Natury, czyli pytania o to czym w swojej istocie jest masa, energia, skupiając się na prawach nimi rządzącymi. Wszystko jednak w tym “obrazku” wydaje się wyłącznie i znajomo czterowymiarowe.

Pewne przesłanki mówiące o związkach Ogólnej Teorii Względności z termodynamiką pojawiały się już wcześniej (należy tu m.in.wymienić prace Beckensteina i Hawkinga z lat siedemdziesiątych, które doprowadziły do ustalenia praw rządzących termodynamiką czarnych dziur, a także bardziej współczesne Ted’a Jacobsona („Thermodynamics of spacetime” http://pirsa.org/06090001/).

Teoria Verlinde jest swego rodzaju odwróceniem dotychczasowego myślenia. Weźmy na przykład temperaturę czarnej dziury, która, jak wiemy dzięki pracy Hawkinga, jest proporcjonalna do grawitacyjnego przyspieszenia przy horyzoncie czarnej dziury. Verlinde każe nam teraz spojrzeć na to odwrotnie: to grawitacyjne przyspieszenie jest efektem temperatury przy horyzoncie!

Geometryczny obraz grawitacji ze wszystkimi ugięciami i zakrzywieniami tkanki czasoprzestrzeni zaproponowany przez Einsteina jest dla fizyka teoretyka bardzo pociągający. Mimo dekad jesteśmy wciąż pod jego urokiem. Podziwiamy piękno konstrukcji teorii, jej wysublimowaną elegancję i matematykę. Trudno uwierzyć, że ta najbardziej tajemnicza ze wszystkich sił, która nie zważając na nasze wysiłki, tak skutecznie opierała się próbom połączenia z innymi oddziaływaniami, nie miałaby być fundamentalna w swojej naturze. Verlinde nie może powstrzymać się przed analogią z sytuacją, gdzie rozwinęliśmy teorię sprężystości używając tensora napięć w ciągłych ośrodkach pół wieku przed odkryciem atomu. Może w przypadku grawitacji jest teraz podobnie. Zrozumienie na bardziej fundamentalnym poziomie natury grawitacji być może będzie wymagało od nas poświęcenia idei fundamentalności tej siły na rzecz innego obrazu rzeczywistości, w którym to entropia odgrywa jeszcze bardziej kluczową rolę niż dotychczas.

Pozostaje mi zakończyć dość ciekawym i celnym stwierdzeniem Sir Arthura Eddingtona:

„Jeśli ktoś ci wytknie, że twoja ulubiona teoria Wszechświata jest sprzeczna z równaniami Maxwella, to tym gorzej dla równań. Jeśli okaże się, że przeczy jej doświadczenie, to powiesz: “Ach, ci eksperymentatorzy, jak oni czasem strasznie knocą”. Ale jeżeli Twoja teoria przeczy drugiemu prawu termodynamiki, to nie ma dla Ciebie nadziei: nie pozostaje ci nic, oprócz ostatecznego upokorzenia.”[Nowe oblicze natury. Światopogląd fizyki współczesnej (1928, przełożył Aleksander Wundheiler, Warszawa 1934) ].

http://staff.science.uva.nl/~erikv/page18/page18.html

czwartek, 17 stycznia 2013

Prawo powszechnego myślenia

Kurcze, ale ze mnie! O rany! Takiej myśli jeszcze nie miałem. Pokazuje ona, w jaki sposób powstaje teoria słowa - a w tym wypadku, jest efektem 2-godzinnego spaceru przy mrozie - 8st. celsjusza (z Kajratem w lesie, który jest moją studnią myśli) ...

Newton, nie odkrył prawa grawitacji, ale prawo oddziaływania myśli!

Mówię wam! To jak istny koniec świata!

Po pierwsze: jeśli rozdzielimy kwadrat odległości w mianowniku wyrażenia na prawo powszechnego ciążenia - rozdzielimy w ten sposób, by przypisać promień każdej z mas z osobna, to ujrzymy właściwą naturę rzeczy. Masa m widzi w myślach masę M na powierzchni kuli o promieniu r! Masa M jest jednym ze słów-myśli istniejących w przestrzeni myśli, która jest powierzchnią kuli o promieniu r dla masy m. I vice versa - masa M widzi masę m jako pojęcie-słowo znajdujące się na powierzchni kuli również o promieniu r!

Po drugie (to co powinno być po pierwsze) - w skali naszego (ludzkiego) świata, ogólna teoria względności Einsteina ma minimalne znaczenie. Przecież badając Kosmos (wystrzeliwując rakiety, sondy itp.) nadal posługujemy się prawami Newtona a nie Einsteina - które są tylko poprawkami do prawa Newtona.
I to jest to - zależność siły oddziaływania od odwrotności kwadratu odległości - nadal jest wiążąca! A więc widzenie w "myślach" masy M, przez masę m (i vice versa) w naszym świecie ciągle zachodzi ...

No to będzie jeden z tych przełomowych - pewnie tylko dla mnie - artykułów ... wkrótce.

PS. Warto zauważyć, że gęstość myśli w wyższych wymiarach przestrzennych wzrasta, ponieważ promień (czyli odległość między ciałami) maleje! Dla bardzo dużych wymiarów przestrzennych (czyli dużej długości słowa - traktowanego jako długość wypowiedzi), gęstość powierzchniowa myśli wzrasta do nieskończoności.

Dlatego Sokrates powiedział kiedyś: "wiem, że nic nie wiem".

środa, 16 stycznia 2013

Wektorowa postać słowa

Wszystkie artykuły związane z teorią słowa, są oparte na hipotezie związku myśli z prawami fizycznymi. Każde prawo fizyczne jest przecież efektem kreacji myśli. Teoria słowa próbuje znaleźć związek tejże myśli z prawami fizycznymi, a mianowicie, wskazuje, że w każdym prawie fizycznym istnieje element myśli, który należy w tym prawie uwzględnić.

Myśli w prawach fizyki

Prowadząc rozważania, zauważyłem pewną stale powtarzająca się regułę, że w każdym rozpatrywanym przeze mnie prawie fizycznym, w każdym bez wyjątku, istnieje pewna analogia do zachowań psychicznych, fizycznych człowieka i do jego procesów myślowych. Doszedłem do stwierdzenia, że człowiek nie może wymyślić czegoś, czego nie ma (już) w sobie – zarówno do strony fizycznej jak i psychicznej. Chodzi mi o to, że praktycznie w każdym prawie fizycznym, odnajdujemy coś, co jest cechą podobieństwa do natury człowieka, co wynika jakby z jego natury. Innymi słowy, fizyka, którą człowiek wymyśla, musi być w jakiś sposób zgodna z jego naturą psychofizyczną.


Co to oznacza? Wydaje się, że ma to daleko idące konsekwencje, ponieważ w każdym prawie fizycznym, które człowiek wymyślił (zaobserwował), jest również element mówiący o jego osobowości, psychice, i jego zachowaniach. Innymi słowy powstaje sugestia, że do każdego prawa fizycznego, które opisujemy językiem matematycznym, powinniśmy dodać element psychofizyczny człowieka, (element umysłowy), który dane prawo kreuje.

Czy to może mieć jakiekolwiek znaczenie dla wyników pomiaru?
Dla przykładu, jeśli przyjrzymy się prawu grawitacji i dodamy do niego ten element umysłowy (myślowy), to zobaczymy, że nawet w sytuacji, gdy wartość grawitacji zbliża się do zera, a więc dla bardzo dużej odległości mas, wartość siły zawsze będzie różna od zera poprzez istnienie elementu myśli. W teorii informacji, ten element myśli nazywamy informacją, która istnieje, nawet w sytuacji, kiedy energie oddziaływań, energie procesów, zbliżają się do zera.


Oczywiście w świecie makro, w warunkach dokonywania pomiarów makro, ten element myślowy nie ma istotnego znaczenia dla pomiaru – jest on zaniedbywany. Jego miara związana jest z miarą niedokładności, z jaką dokonywany jest pomiar. Im większa niedokładność pomiaru, tym większy jest zakres myślenia, dopuszczalny przy interpretacji zjawiska. Im dokładniejszy pomiar, tym mniejszy jest margines dopuszczalnych interpretacji i zakresu myślenia. Ponieważ żadna stała przyrody nie jest tak naprawdę stałą - jest liczbą niewymierną, której rozwinięcie nie ma końca - to tak naprawdę, zawsze istnieje margines interpretacji (margines myślenia), który towarzyszy zjawiskom fizycznym.

Myśli rzeczywiste

Istnieje ścisły związek świata liczb rzeczywistych oraz myślenia. Niewymierna liczba rzeczywista jest efektem niedoskonałości myślenia. Niekończący się ciąg rozważań, których przyczyna nie kończy się nigdy skutkiem, prowadzi do powstawania ciągu liczb „nienaturalnych”, o nieskończonych rozwinięciach. Liczby naturalne – takie jak np. liczba drzew – mają skończone interpretacje. W wyniku obserwacji mówimy np. „jest 5 drzew” i nie budzi to stwierdzenie większych zastrzeżeń. Lecz jeśli powiemy: „jest 5,43 drzewa”, potrzebujemy dodatkowej interpretacji, co to oznacza. Jeśli powiem, że „drzew jest 5,438619203 … właściwa interpretacja jest niemożliwa, lub możliwa tylko w „zaokrągleniu”. Myślenie, jest więc zawarte w tym, co fizyka często pomija, lub uznaje za pomijalne (zaniedbywane) – a więc w niedokładności (właściwie: dokładności) pomiaru.

Zauważmy, co dzieje się z liczbami gdy przechodzimy od świata makro do mikro – liczby rzeczywiste opisujące (interpretujące) ciągły świat makro, w świecie kwantowym przyjmują wartości naturalne. To tak jakby z nieskończonej liczby interpretacji świat przyjmował tylko wartości „proste”, naturalne 1, 2, 3, 4 … Są to jakby słowa ad hoc – nie wymagające żadnej interpretacji (poniekąd pogląd zbieżny z interpretacją Bohra: „tak jest, i już!”). Co więcej, w świecie kwantowym, następuje zjawisko swoistego redukowania myśli do niewielkiej liczby elementów: protony są wszędzie takie same, nie ma różnych neutronów dla różnych atomów, elektron jest jedną nazwą dla wszystkich identycznych cząstek istniejących w każdym atomie! Dopiero interpretacja tych zjawisk w skali makro (a więc w świecie ciągłym) powoduje niekończące się o nich dyskusje, a więc rozwinięcia myśli w nieskończone ciągi liczb rzeczywistych …

Słowa w świecie Plancka

Wymiar (wielkość) myślenia, powinien wiązać się ze światem mikro – ze światem Plancka, tym, o którego dziwactwach pisał w jednym z artykułów prof. Eine (http://autodafe.salon24.pl/193720,dziwy-swiata-w-skali-plancka):

„Świat Plancka, to inna fizyka wywołana przez inną – od dobrze znanej i oswojonej - czasoprzestrzeń. Po pierwsze, jest to fizyka obiektów i procesów globalnych, a nie – lokalnych.
Świat w skali Plancka nie ma części!
Obiekt dowolny w tym świecie, nie ma określonego miejsca, nie może być zlokalizowany, jest wszędzie. Stąd wynika, że w świecie Plancka nie ma rozgraniczenia na obiekt i środowisko, otoczenie. Nie ma obiektów punktowych.
Po drugie, masa i przestrzeń [pustka] - są tym samym!
Próżnia i materia nie różnią się między sobą!
Po trzecie, takie słowa jak: ”do przodu” lub „do tyłu” nie mają sensu, w związku z czym materia i anty-materia nie różnią się od siebie.
Nie istnieje orientacja przestrzeni, wobec czego obroty nie różnią się od translacji, traci więc sens spin cząstki..
Znikają wymiary przestrzeni, gdyż nie można ich zdefiniować.”

Ten świat, wydaje się dla nas trochę niezrozumiały, aczkolwiek, to co napisał chociażby prof. Eine, wskazuje, że semantycznie… można nadać mu pewną logikę, pewną interpretację, a więc pewną zależność przyczynowo-skutkową: oto ten świat i oto tak on (dziwacznie) wygląda, więc tak możemy go interpretować. Innymi słowy, chcę powiedzieć, że nawet w tym świecie, „zupełnie niezrozumiałym”, istnieje myśl przyczynowo-skutkowa, a więc tym samym istnieje coś takiego jak … wektor myśli.

Wektorowa postać słowa

Obrazem fizycznym myśli w świecie makro jest wektor myśli – czyli słowo


Świat słów można opisać wektorami. Z reguły wektor wyobrażamy sobie jako odcinek ze
strzałką na końcu.
Dlaczego ten odcinek nie miałby mieć złożonego kształtu (słowa), przy zachowaniu właściwości podstawowych, tzn. kierunku i zwrotu? Zastanawiałem się nad tym długo, m.in. starając się odwzorować słowa na liczby, czyli traktować je jako zwykłe skalary. Ale wszystko wskazuje na to, że oprócz wartości liczbowej mają one również zwrot - w wyniku, którego powstaje następstwo słów, oraz kierunek - który przenosi ich znaczenie.

Jeśli do wymiaru liniowego wektora wprowadzimy jeszcze jeden wymiar do niego prostopadły, to uzyskany wektor może przenosić nie tylko wartości (np. w danym punkcie pola), ale również pewne znaczenie zawarte w (znakach) słowach, które reprezentują myśli.

Jest w tym zabiegu duże podobieństwo do dodatkowego 5 wymiaru Kaluzy-Kleina, bardzo niewielkiego, zapętlonego wymiaru, którego nie potrafimy dostrzec w świecie 4-wymiarowym (3 wymiary przestrzenne + czas). To tak jakby powiedzieć (stwierdzić), że każdy obiekt liniowy – 2-wymiarowy, ma dodatkowy wymiar – czyli grubość. Ten skompaktyfikowany, dodatkowy wymiar wektora jest nośnikiem informacji o nim - reprezentuje jego znaczenie.

Znaczenie wydaje się być także dodatkowym, niezbędnym wymiarem w czterowymiarowej czasoprzestrzeni Minkowskiego, która umożliwia formalny zapis równań szczególnej teorii względności Einsteina (o czym pisałem w jednym z poprzednich artykułów).

Podsumowując: pomiędzy wektorami a słowami, istnieją następujące podobieństwa:

Wektor ma:
a) początek i koniec (zwrot)
b) długość
c) kierunek

Słowo ma:
a) początek i koniec (zwrot)
b) długość
c) ? … znaczenie

Znaczenie, jest zgodne z kierunkiem wektora i wyznacza ... kierunek myśli.
Zauważmy: osoba wyrażająca jakiś pogląd, wypowiada słowa „w jednej prawie linii”. Następstwo słów, to następstwo wektorów, przenoszących to samo lub podobne znaczenie (rozmówca próbuje uzasadnić swoja wypowiedź poprzez następstwo słów, przenoszących znaczenie w postaci dodatkowego wymiaru wektora – w przestrzeni 5D). Każda myśl przeciwna ma kierunek ten sam, lecz przeciwny zwrot (jak dla przeciwnych wektorów). Są i słowa o kierunku prostopadłym do słowa-myśli: jest tak wtedy, gdy np. mówiąc o „chlebie”, wstawiamy słowo bez związku "słoń". Jedno i drugie pojęcie są całkowicie prostopadłe, dlatego ich iloczyn skalarny znaczeń (tak jak iloczyn skalarny wektorów) wynosi 0 ... znaczenia.

Przeważnie jednak próbujemy ukierunkować nasze wypowiedzi na trochę zbieżne z wypowiedzią rozmówcy - np. polemizujemy, zgadzamy się lub trochę nie - wtedy wektor naszych słów, tworzy kąt ostry ze słowami rozmówcy i wartość iloczynu skalarnego, który wyznacza wartość znaczenia (rozmowy) jest różny od zera.

Czyż nie jest tak, że słowa, które piszę mają znaczenie, ponieważ kieruję je do osób, które mogłyby moje myślenie zrozumieć? A gdy kieruję je do kogoś, kto ich nie rozumie lub z nimi się nie zgadza, wywołują one inne następstwo słów – o innym kierunku znaczenia? To wydaje się oczywiste - kierunek słów przenosi ich znaczenie... (Najprostsza sytuacja jest wtedy, gdy rozmawiam sam ze sobą, bo wtedy każde odmienne znaczenie, wyznacza niewyobrażalnie nowe, odkrywcze (przynajmniej dla mnie) kierunki myśli. I czasami mam wrażenie, że na tym sposobie myślenia powinienem poprzestać …)

Iloczyn znaczeń jest prawdopodobnie niezależny od wymiaru przestrzeni. William Clifford połączył iloczyny skalarny i wektorowy w jedno wyrażenie i stworzył podstawy algebry geometrycznej – zachowującej właściwości iloczynu wektorów niezależnie od wymiaru przestrzennego! – dużo ciekawych informacji na temat właściwości tej algebry można znaleźć w artykułach prof. Arkadiusza Jadczyka (http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/232986,po-schodach-algebry-geometrycznej).

Cdn.

wtorek, 8 stycznia 2013

Hiperprzestrzeń myśli

Teoria Słowa (hipoteza - Układ Słoneczny determinuje nasze myśli)

Twierdzenie 1
Przestrzeń słów-pojęć jest powierzchnią kuli n-wymiarowej. Od każdego słowa-pojęcia na tej powierzchni można – poprzez wnioskowanie – dojść do dowolnego innego (słowa-pojęcia). Nie istnieje słowo-pojęcie pierwsze ani ostatnie. (Chyba, że przyjmiemy umownie, że takim słowem jest np. Bóg).

Objętość hipersfery, a więc wnętrza kuli o wymiarach powyżej 3, wyraża się wzorem:


*„Rozmiar obszaru ograniczonego hipersferą jednostkową jest największy w przestrzeni 5-wymiarowej. W przestrzeniach o liczbie wymiarów n > 5, rozmiar zaczyna maleć i zmierza do zera w nieskończoności"


Powierzchniy hipersfery wyraża się wzorem:


gdzie C jest stałym współczynnikiem proporcjonalności zależnym od wymiaru przestrzeni, R jest promieniem, a n - wymiarem przestrzennym sfery.

*„Wśród hipersfer jednostkowych, największą powierzchnię ma hipersfera 6-wymiarowa (w przestrzeni 7-wymiarowej). Dla hipersfer o wymiarach n > 6 ich rozmiar zaczyna maleć i zmierza do zera, gdy liczba wymiarów rośnie do nieskończoności"


**Dokładne analityczne wyliczenie wartości maksimum nie jest możliwe, ale w obliczeniach numerycznych uzyskujemy: n = 7,25695 …

Rozkład wielkości hipersfery wygląda następująco:


Natomiast rozkład słów dowolnego dzieła literackiego wygląda następująco:

(„Historia Naturalna” Pliniusza Starego, angielska wersja językowa)

Twierdzenie 2
Rozkład słów, jest efektem cyklicznego obrotu ciał Układu Słonecznego, w układzie, którego centrum jest Ziemia.

*„Analogicznie do współrzędnych sferycznych w euklidesowej przestrzeni trójwymiarowej, definiuje się system współrzędnych hipersferycznych dla dowolnej przestrzeni n-wymiarowej”
"Jeśli przez xi oznaczymy współrzędne kartezjańskie to ich wartości można wyznaczyć jako":


Rozkład iloczynu sinusów okresów obiegu ciał niebieskich niebieskich układzie odniesienia, którego środkiem jest Ziemia wygląda następująco:


Rozkład sinusów, w przybliżeniu opisuje rozkład długości słów:

(zbiór nazwisk polskich)

Wnioski:

Malenie powierzchni hipersfery do zera, przy wymiarze n dążącym do nieskończoności, wskazuje na stopniowy zanik – malenie długości słów-myśli. W granicy długość ta wynosi zero - co wskazywałoby na hipotezę, że za naszym istnieniem nie kryje się żadna myśl, a świadomość jest jedynie konsekwencja istnienia przestrzeni wielowymiarowej (hiperprzestrzeni).

* * *

Istnienie większej liczby wymiarów okazało się istotne dla „Teorii Strun” – łączącej (i wyjaśniającej) istnienie wszystkich sił w naturze. Z początkowej liczby wymiarów 26, udało się „zmieścić” tę teorię w 10 wymiarach.

26 jest bliskie średniej długości alfabetów (liter w alfabecie).
10 – odpowiada liczbie istotnych dla nas (oddziaływań) obiektów Układu Słonecznego: planety + Słońce + Księżyc.

* http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipersfera
** http://mathworld.wolfram.com/Hypersphere.html

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Zero absolutne pokonane. Może być chłodniej

(http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje/ciekawoski,49/zero-absolutne-pokonane-moze-byc-chlodniej,72463,1,0.html)

Niemieccy naukowcy schłodzili atomy poniżej granicy zera absolutnego. "Może się wydawać, że prędzej zamarzłoby piekło" - komentuje to sensacyjne odkrycie "Nature". Eksperyment otwiera drogę do powstania zupełnie nowych form materii.

Zero absolutne długo wydawało się najniższą możliwą temperaturą. W opracowanej w XIX wieku przez lorda Kelvina skali absolutnej odpowiada mu temperatura 0 K (-273,15 st. C) i według praw fizyki klasycznej w takich warunkach ustają wszelkie drgania cząsteczek.

Dopiero w latach 50 XX w. fizycy zajmujący się fizyką molekularną zaczęli mówić, że być może 0 Kelwinów wcale nie jest najniższą możliwą temperaturą. Ponad pół wieku później niemieckim naukowcom udało się w praktyce potwierdzić te przypuszczenia.

Zamrożenie w próżni

Aby przekroczyć tę granicę Ulrich Schneider i jego koledzy z Uniwersytetu Ludwiga Maximiliana w Monachium zmrozili atomy potasu w postaci gazu kwantowego do ułamka stopnia powyżej zera absolutnego. Przy pomocy laserów i pola magnetycznego zamknęli je w pułapce molekularnej.

Dzięki nagłej zmianie pola magnetycznego, a wraz z tym właściwości atomów, oraz odpowiednim manipulacjom ich energią udało się zaobserwować zmianę temperatury z ułamków powyżej zera absolutnego do kilku miliardowych Kelvina poniżej tej, jak uważano wcześniej - nieprzekraczalnej - granicy.

- To jakby iść doliną i nagle natychmiastowo znaleźć się na szczycie góry - malowniczo opisuje to w "Nature" Schneider. Co ciekawe, w takich warunkach atomy powinny zapaść się do siebie, ale zamiast tego zachowywały się stabilnie. Zdaniem fizyków, to efekt temperatury poniżej zera bezwzględnego.

- Zupełnie jakby postawić piramidę na jej czubku i nie martwić się, że się przewróci - wyjaśnia noblista ze słynnego MIT Wolfgang Ketterle.

Rzeczy, o jakich nie śniło się fizykom

Zdaniem naukowców, odkrycie może stworzyć możliwości do powstania zupełnie nowej materii. Jak wyliczył zespół Achima Roscha z uniwersytetu w Kolonii, chmura gazu schłodzonego do temperatury poniżej 0 K zachowywałaby się w ten sposób, że niektóre atomy poruszałyby się w kierunku przeciwnym do przyciągania ziemskiego de facto zaprzeczając prawu ciążenia.

Odkrycie może też pomóc w zrozumieniu tzw. "ciemnej energii", która zdaniem fizyków odpowiada za to, że wszechświat rozszerza się, nawet pomimo silnych, działających wewnątrz sił grawitacji.

środa, 2 stycznia 2013

Przyczynowość formatywna (Piotr Skórzyński)

Zjawisko przyczynowości formatywnej polega na osiągnięciu pewnego punktu krytycznego, kiedy nowa wiedza lub umiejętność, początkowo zdobywana kosztem wielkiego wysiłku na poziomie jednostki, nagle rozprzestrzenia się na cały gatunek.
Piotr Skórzyński (http://www.forumakad.pl/archiwum/2004/10/26-esej-przyczynowosc_formatywna.htm)

Fot. Stefan Ciechan W 1665 r. pewien holenderski uczony zaobserwował intrygujące zjawisko. W pokoju pełnym zegarów z wahadłami, które kołyszą się w różnym tempie, wszystkie wahadła zaczynają się wkrótce kołysać tak samo, jak to, które puszczono w ruch jako pierwsze.

Takich fenomenów jest więcej. Najbardziej znany to wciąż nie wyjaśniona zależność między cyklem jajeczkowania a fazami księżyca. Jedna ze speleolożek w ramach doświadczenia przebywała pół roku pod ziemią, jej cykl miesięczny uległ wtedy zatrzymaniu. Czy w tym wypadku mamy do czynienia z klasycznym „rezonansem”, pozostaje pytaniem, natomiast wyjaśnienie takie, a raczej nazwa, narzuca się w wypadku wspólnego zamieszkiwania grupy kobiet w akademikach czy na obozach. Wszystkie zaczynają menstruować w tym samym czasie, przy czym (co najbardziej kłopotliwe dla biologów) wyznacza go kobieta dominująca psychicznie w grupie.

Zasada serii

W połowie lat 20. wybitny fizyk Wolfgang Pauli i głośny psychiatra Carl G. Jung opublikowali pracę na temat niewytłumaczalnej synchroniczności różnych nie powiązanych ze sobą zdarzeń. Oparli się w niej na domniemanym „prawie serii” kontrowersyjnego biologa Paula Kammerera. Podał on sto przykładów zdarzeń synchronicznych, w których niezależnie od siebie występowały jednocześnie lub po kolei te same obiekty lub czynniki. Jego wytłumaczeniem tego zjawiska jest zasada, którą niegdyś nazywano „zasadą korespondencji”. W pracy Das Gesetz der Serie, opublikowanej w 1919 r., doszedł do wniosku, że w tego rodzaju zdarzeniach „sama koncepcja przypadku zostaje zanegowana”.

„Zasada serii” pozostaje w zgodzie z dawną magiczną teorią korespondencji. „Co za przypadek!” - mówimy, spotykając nieoczekiwanie przyjaciela: - „Właśnie o tobie myślałem”. Nasz rozum jest zdziwiony, ale na głębszym poziomie spotkanie takie jest dla nas czymś naturalnym. Czy nasza mądrość wykracza poza wiedzę rozumową?

Tragedia Paula Kammerera (1880-1926) mówi nam niemało o tzw. otwartości umysłowej zinstytucjonalizowanego racjonalizmu naukowego. W roku 1902 Kammerer wstąpił do wiedeńskiego instytutu biologii eksperymentalnej, zwanego „instytutem magików”. Wykształcenie muzyczne, jakie odebrał, sprawiło, że okrzyczano go później dyletantem. Wkrótce zaczął osiągać większe niż jakikolwiek inny biolog sukcesy nie tylko w utrzymywaniu przy życiu delikatnych zwierząt doświadczalnych, ale także w rozmnażaniu ich. To powodzenie, fakt, że inni nie potrafili powtórzyć jego prac, teza (prawo seryjności), że przypadek nie jest przypadkiem, jego przewrażliwiona natura - wszystko to doprowadziło do upadku Kammerera.

Kammerer wprowadzał modyfikacje w zwyczajach godowych, kolorze i wyglądzie zwierząt poprzez hodowanie w warunkach odmiennych od ich środowiska naturalnego. Jego kontrowersyjne doświadczenia z salamandrami i ropuchami zdawały się wspierać wysuniętą przez Lamarcka hipotezę, że cechy nabyte mogą być dziedziczne. Wyniki wywoływały konsternację neodarwinistów, którzy do dziś twierdzą z uporem, że ewolucja polega na naturalnej selekcji opartej na losowej mutacji. Samuel Butler pisał w ubiegłym wieku: Z Lamarcka naśmiewano się tak systematycznie, że występowanie w jego obronie sprowadza się do filozoficznego samobójstwa. W przypadku Kammerera samobójstwo było fizyczne. Kluczowe znaczenie miała jednak jego twierdzenie, że nabyte modyfikacje mogą być przekazywane nawet w obrębie jednego pokolenia.

Tylko kilku niezależnych myślicieli, jak Arthur Koestler czy Lyall Watson, którzy dowiedli, że prace Kammerera zdyskredytowane są nie z powodów naukowych, ale emocjonalnych, odważyło się nazwać jego prace inspirującymi i odkrywczymi.

Rezonans morficzny

Zjawisko przyczynowości formatywnej polega na osiągnięciu pewnego punktu krytycznego, kiedy nowa wiedza lub umiejętność, początkowo zdobywana kosztem wielkiego wysiłku na poziomie jednostki, nagle rozprzestrzenia się na cały gatunek.

W roku 1952 na wyspie Kosima u wybrzeży Japonii biolodzy badający ssaki naczelne prowadzili obserwacje kolonii makaków. Aby zachęcić małpy do zbliżenia się, wystawiono dla nich surowe słodkie ziemniaki. Nie nadawały się do jedzenia w tej postaci, gdyż obtoczone były w piasku. Wkrótce jednak młoda małpka nauczyła się je obmywać, a potem nauczyła tej sztuki matkę oraz inne młode małpy. W 6 lat potem wszystkie młode małpy (i parę starszych) myły ziemniaki. Wtedy nastąpił skok „oświatowy”: z dnia na dzień nauczyły się tego także wszystkie pozostałe małpy.

Najciekawsze jest jednak, że jednocześnie czynności tej nauczyły się małpy na sąsiednich - izolowanych od siebie - wyspach! Po paru latach zaś odkryto tę umiejętność u małp afrykańskich. Nagle stała się ona wiedzą powszechną. Tak jakby istniał informacyjny próg krytyczny, który w pewnym momencie został osiągnięty i przekroczony.

W tym samym roku w Anglii mleczarze zaczęli dostarczać mleko w kapslowanych butelkach. Niektóre sikorki niebieskie nauczyły się dziurawić folię kapsla i dobierać się do śmietanki. Umiejętność ta rozprzestrzeniała się powoli na inne regiony Anglii, drogą - jak twierdzono powszechnie - naśladownictwa. Początkowo tempo rozprzestrzeniania się tego zwyczaju można było wytłumaczyć naśladowaniem go przez inne sikorki. Jednak nagle w 1955 okazało się, że wszystkie odmiany sikorek w całej Europie także potrafią dobierać się w ten sposób do śmietanki. Nikt przy tym nie zauważył stopniowego przenoszenia tej nowej wiedzy geograficznie.

Wysunięta przez biologa Ruperta Sheldrake.a teoria przyczynowości formatywnej może pomóc w wytłumaczeniu tego zjawiska. Sheldrake nazwał ją „rezonansem morficznym”. Jego zdaniem, sygnał informacyjny, który rezonuje w tym, co Sheldrake nazywa „polami morfogenicznymi”, jest odpowiedzialny za natychmiastowe przekazywanie nowych zachowań”.

Sheldrake utrzymuje, że pole morfogenetyczne jest wrażliwe na formy, które stworzyło. Innymi słowy, istnieje tu rodzaj sprzężenia zwrotnego. Podlega ono zatem rozwojowi. Warto przypomnieć zepchnięte „pod dywan” (w wyniku gwałtownego oporu behawiorystów) doświadczenia amerykańskiego biologa Franka Browna, który w latach 50. przeniósł z dna morskiego koło Connecticut ostrygi do swego laboratorium w Illinois, po czym zaobserwował, że otwierały swoje muszle w tym samym czasie, gdy w Connecticut był przypływ. Oznaczało to, że ich rytm regulowany jest przez cykl księżycowy. Udało mu się też wykazać, że metabolizm bulwy ziemniaka podlega temu cyklowi - „znała” ona w każdym momencie położenie księżyca. To samo można było zauważyć w wypadku krabów i szczurów, które trzymał w zamknięciu, utrzymując stałe oświetlenie, temperaturę, wilgotność i ciśnienie.

Zdaniem Sheldrake.a (absolwenta Cambridge i stypendysty Harvardu), obecnie biologię zawłaszczyli fizycy i chemicy będący najbardziej krzykliwymi obrońcami podejścia mechanistycznego. (...) Ci, którzy rzeczywiście pracują nad prawdziwymi problemami biologii, na przykład nad powstawaniem zarodka, byli od samego początku ludźmi najbardziej otwartymi na inne modele. (...) Problem tkwi w tym, że w trakcie rozwoju zarodka forma złożona wyrasta z formy prostszej. Nie ma tu więc jasnej relacji pomiędzy przyczyną a skutkiem. (...) Forma nie jest wielkością zachowującą się i nie możemy mierzyć jej dokładnie posługując się zasadami matematycznymi. (...) Znajdujemy się więc w sytuacji, w której nie możemy określić formy liczbowo, ale możemy zobaczyć, że jej złożoność wzrasta. Wygląda na to, że wzrastająca złożoność opiera się wszelkiemu fizycznemu wyjaśnieniu. (...) Można powiedzieć, że obecne mechanistyczne podejście w biologii jest próbą zrozumienia obrazów pojawiających się na ekranie telewizora na drodze coraz bardziej szczegółowej analizy składu chemicznego tranzystorów, kondensatorów, przewodów itd. pozostawiając całkowicie na uboczu fakt, że obrazy zależne są od jakiegoś nadajnika. (...)

Ale nawet mechanistyczna biologia zmuszona jest do uznania tego, co nazywa „programem genetycznym”. Nie jest on identyczny z DNA, bo ono jest obecne w każdej komórce, a przecież różne organy rozwijają się różnie. (...) Dziedziczenie zawiera DNA oraz coś od niego wyższego: pole morfogenetyczne. (...) Wiedza o DNA pomaga zrozumieć, skąd biorą się białka dostarczające cegieł i zaprawy, z których zbudowany jest organizm, ale nie wyjaśnia, jak te cegły i zaprawa układają się w określone wzory i kształty.

Duchy einsteina

Fot. Stefan Ciechan Według Sheldrake.a, pola morfogenetyczne mają te same własności co pola grawitacyjne i elektromagnetyczne - są wzorcami przestrzennymi. Są wykrywalne jedynie poprzez swoje efekty: pole grawitacyjne było postulowane w celu wyjaśnienia efektów i tylko dzięki tym efektom wiemy o nim - podobnie było z polem elektromagnetycznym. (...) Zgodnie z moją teorią, pola morfogenetyczne mają charakter nielokalny: są one poza przestrzenią i czasem.

I na tym właśnie polega problem. Obecnie obowiązujący - choć nieformalnie - paradygmat materialistyczny nie przewiduje bytów poza czasoprzestrzenią.

Noblista Steven Weinberg zrekapitulował sytuację: W 1929 roku pojawiła się bardziej jednolita koncepcja materii. Werner Heisenberg i Wolfgang Pauli podali jednolity opis cząstek i sił w języku kwantowej teorii pola. Kilka lat wcześniej zastosowanie mechaniki kwantowej do pola elektromagnetycznego umożliwiło uzasadnienie koncepcji Einsteina, który w 1905 roku wprowadził do fizyki fotony, czyli cząstki światła. Heisenberg i Pauli wysunęli hipotezę, że nie tylko fotony, ale wszystkie cząstki są paczkami energii i pędu rozmaitych pól: elektrony pola elektronowego, neutriny neutrinowego itd. (...) Z fizycznej listy elementarnych składników świata zniknęły cząstki i pozostały na nim tylko pola. (Przypomnijmy, że w 1858 r. Georg pierwszy potraktował grawitację jako pole. Dopiero po nim Maxwell uczynił to z elektrycznością i magnetyzmem.)

Trzeba przypomnieć w tym miejscu zasadnicze cechy fizykalnej idei pola - została ona mianowicie pomyślana jako ośrodek przenoszący komunikaty. Można więc powiedzieć, że pole elektromagnetyczne przekazuje informację, jaką fale dźwiękowe niosą do odbiorników radiowych lub telefonów. Wszelkie przekazywanie uporządkowanych sygnałów może być nazwane informacją: barometr na przykład jest „informowany” o zmianach ciśnienia atmosferycznego, a rośliny o nadchodzącym deszczu. Otóż de Broglie zaproponował, by przyjąć, że pole kwantowe działa na cząstkę nie za pomocą jakiegoś mechanicznego nacisku, lecz - informacji o całym układzie fizycznym cząstki.

Problem leżał w tym, że fizykę trzeba byłoby w tym momencie zamienić w cybernetykę (która powstała dopiero 20 lat później), zaś do jej uporządkowania zastosować równania nieliniowe, co nawet dziś, w dobie błyskawicznie działających komputerów, jest skrajnie trudne, a wówczas, w 1925 roku, brzmiało nieledwie fantastycznie. Sam de Broglie przyznał, że jest to otwarcie drzwi do pomieszczeń nie tylko nieznanych, lecz nawet nieoświetlonych. A ponieważ zamiast pomocy spotkał się ze sceptycznym pytaniem, czemu zamiast łatwiejszego i prostszego modelu Bohra proponuje coś trudniejszego i paramatematycznego, ostatecznie zrezygnował. Bez wątpienia jakąś rolę odegrało tu ogólne odczucie, że jego idea niezbyt dobrze pasuje do paradygmatu materialistycznego.

Zamiast dowolnej kombinacji składowych, spiny dwóch różnych, nie powiązanych ze sobą cząstek zawsze, jak wiemy, ustawiają się w kierunkach do siebie przeciwnych. Fenomen ten dotyczy także kierunku i impulsu obu atomów. Powiedzmy to bardziej obrazowo: ponieważ każda cząstka musi mieć właściwość przeciwną do drugiej, to jeśli ujrzymy, że jedna jest „czarna”, druga musi być „biała”. Następuje to w tej samej chwili, bez wymiany jakichkolwiek sygnałów. Trudno więc mieć za złe Einsteinowi, że nazywał to niewytłumaczalne zjawisko „działaniem duchów na odległość”.

Dla wyjaśnienia efektu bliźniaczej polaryzacji prof. Arkadiusz Góral wysuwa koncepcję uniwersalnego pola sprzęgającego ze sobą oddalone cząstki tak, że szczególny sposób uporządkowania tego pola synchronizuje je ze sobą. Mogłaby ona też wyjaśnić efekt uporządkowania obrazu interferencyjnego elektronów przez dwie sąsiednie szczeliny siatki dyfrakcyjnej. Czy to „pole uniwersalne” nie jest właśnie polem morfogenetycznym?

Dla autorów hasła w Encyklopedii PWN pole jest to „postać materii”, a to dlatego, że jest mierzalne. Tymczasem prof. Góral przypomina: Już w 1918 r. Erwin Schr?dinger wykazał, że przy odpowiednim doborze układów współrzędnych wszystkie składowe „energii-pędu” pola grawitacyjnego Einsteina poza obszarem jego źródła (czyli ciała materialnego) stają się równe zeru. Oznacza to, że pole grawitacyjne ma charakter niematerialny. Sam Albert Einstein uważał, że (...) w odróżnieniu od pola elektromagnetycznego natężenie i gęstość pola grawitacyjnego może być zerowa. Nasuwa się tu od razu pytanie podobne do tych, które Einstein stawiał twórcom mechaniki kwantowej: jakie mianowicie oddziaływania przenoszą siły grawitacyjne? Odpowiedź może być tylko jedna: siły duchowe.

Tajemniczy elektron

Krytycy Sheldrake.a pytają o nośniki jego pola. Ale to pytanie jest ryzykowne, w wypadku grawitacji nie znaleziono bowiem grawitonów, a obserwacje fal grawitacyjnych są wciąż tylko przypuszczeniem. Funkcja falowa Schr?dingera wskazuje, że pole kwantowe otaczające cząstkę oddziałuje na nią nie przez natężenie, ale - jak to ujmuje Bohm - przez formę. Bohm w ciągu wielu lat pracy teoretycznej doszedł do wniosku, że zachowania na poziomie kwantowym mają niewiele wspólnego z mechaniką i są bardzo subtelne. (...) Fala ta działa jako informacja. Ostatnio ideę tę zaczął poważnie rozpatrywać noblista Leo Lederman, który wysunął hipotezę, że masa byłaby po prostu skupioną informacją o swoim otoczeniu, to znaczy polu będącym jej równoważnikiem. Jak wiadomo, nie mogąc znaleźć nośników oddziaływań wewnątrzatomowych fizycy wysunęli tezę o istnieniu cząstek wirtualnych. Jak tłumaczy Lederman, cząstka wirtualna jest tworem logicznym, dozwolonym przez liberalizm fizyki kwantowej. (...) Unoszą się one wokół elektronu zawiadamiając wszystkich o jego istnieniu - ale także wywierając wpływ na jego własności. Za swoje główne zadanie uważa on obecnie rozwijanie hipotezy brytyjskiego fizyka B. Higgsa, iż masa nie jest fundamentalną własnością cząstek, lecz nabytą poprzez oddziaływanie ze swym otoczeniem. Tylko bowiem taka interpretacja umożliwia wewnętrzną spójność obecnemu modelowi mechaniki kwantowej. Zwróćmy uwagę, że skrajny neodarwinizm Dawkinsa i Triversa bazuje na pomyśle, że to geny samodzielnie decydują o losie swoim i pośrednio swoich nosicieli. Ale idąc tropem tego rozumowania można ten modus vivendi przenieść na poziom atomów, a nawet elektronów. Elektron - przypomina Bohm - musi zachowywać się na bardzo dziwne sposoby: musi zachowywać się jak cząstka i jednocześnie jak fala, musi przeskakiwać z jednego stanu do drugiego bez przejścia pomiędzy nimi - oraz robić wszystkie te rzeczy, których nie można zrozumieć, a jedynie wyliczyć. Elektron jest zupełną tajemnicą... Bohm oryginalnie odpiera zarzuty, że nawracając do „skompromitowanej” idei witalizmu próbuje tylko ominąć problem poprzez antropomorfizację cegiełek materii. Wspierany tu przez Ruperta Sheldrake.a wskazuje, że mechanicyzm oparty jest przecież na obrazie maszyny, która jest tworem całkowicie ludzkim! Jeśli przyjąć ten model, mówi Sheldrake, to musimy pamiętać, że pojęcie maszyny nie ma sensu bez jej twórcy i projektanta, co oczywiście zwraca nas ku boskiemu zegarmistrzowi Newtona i Kartezjusza. W tej sytuacji Bohm wysunął hipotezę istnienia pewnej struktury wcześniejszej od obserwowanej materii - podłoża, które nazywa „ukrytym lub zwiniętym porządkiem”. Czasoprzestrzeń jest wobec niego wtórna. Jak twierdzi rozwijając ideę de Broglie”a, to, co nazywamy atomem, jest organizowane przez wyższe lub kwantowe pole informacji. To pole nadaje atomowi jego znaczenie. (...) Pole kwantowe zawiera informacje na temat całego otoczenia i całej przeszłości i ta informacja reguluje obecną aktywność elektronu... (...) Można powiedzieć, że cząsteczka chemiczna ma pole, a mianowicie pole Schr?dingera, które ją organizuje; nie istnieje zatem na tym poziomie ostre rozróżnienie między polem a cząstką. Pole organizujące jest wszędzie. (...) W mechanice kwantowej mamy pola informacji w funkcji falowej i być może pola super-kwantowe rządzące samym polem kwantów. Pola nie znajdują się w czasoprzestrzeni, ale w przestrzeni wielowymiarowej - tak jest w każdym razie w ujęciu matematycznym.

Umysł zbiorowy?

W przyrodzie często napotykamy na zachowania niewytłumaczalne, o ile się nie przyjmie, iż zwierzęta czerpią informacje nie tylko z genów i środowiska. Doświadczenia Martina Sauera, który trzymał pisklęta szczygłów, gołębi i ptaków wodnych w sztucznym oświetleniu, a potem umieścił je w planetarium, dowiodły, że ptaki orientują się podczas swych dorocznych migracji według gwiazdozbiorów. Jakim sposobem mogły się tego nauczyć?

Pole morfogenetyczne tłumaczyłoby fenomen telepatii. Zaobserwowano szereg zachowań zwierząt, których nie potrafimy wyjaśnić. Znana angielska badaczka J. Goodal opisuje dziwny rytuał, jaki zaobserwowała wśród szympansów - taniec deszczu, jak go nazwała. Kiedy tylko zaczyna kropić deszcz znamionujący nadejście pory deszczowej, szympansy urządzają dziwne widowisko. Samice i młode wychodzą z dżungli na sawannę i rozsiadają się na okolicznych drzewach. To widzowie. Samce w tym samym czasie zbierają się na polanie, wymachują gałązkami i przytupują wydając okrzyki. Trwa to około pół godziny, po czym wszyscy się rozchodzą.

Równie niezrozumiały jest obyczaj „zbiórek”. Ptaki albo zwierzęta żyjące w rozproszeniu na jakimś obszarze nagle gromadzą się razem. Takie zgromadzenia odbywają się zwykle w tym samym miejscu i o tej samej porze roku. Etiolodzy na próżno usiłują dociec sensu tych zgromadzeń. Zgromadziwszy się zwierzęta nie hałasują, nie wiercą się i nie mocują. Po prostu spędzają razem jakiś czas, a potem się rozchodzą.

Szczególnie szokują olbrzymie zgromadzenia węży. Raz do roku spełzają one stale na to samo miejsce.

Po raz pierwszy fenomen ten zauważono u kotów w miastach. Są to tak zwane „kocie sejmiki”. Duża liczba kotów zbiera się w jednym miejscu, gdzie po prostu siedzą tak przez godzinę lub dwie, po czym się rozchodzą.

Równie tajemnicze jest zjawisko migracji. Jeden z entomologów tropikalnych pisze: ani głodem, ani pragnieniem, ani najazdem naturalnych wrogów nie da się wytłumaczyć, dlaczego chmury szarańczy nagle wzbijają się w niebo i przenoszą na inne miejsce. Jak pisze prof. Remy Chauvin na temat nagłych wędrówek wielkich stad: Migracje są wyraźnie sprzeczne z instynktem zachowania gatunku i często prowadzą do masowej zagłady zwierząt. Powstaje wrażenie, że zwierzęta ogarnia atak szaleństwa, przy czym jest to szaleństwo zaraźliwe, ponieważ migrujące zwierzęta często pociągają za sobą przedstawicieli innych gatunków.

Uczeni obserwujący tego rodzaju zjawiska z reguły nie potrafią znaleźć ich wyjaśnienia. Dlaczego stada gazeli afrykańskich potrafią nagle bez najmniejszych powodów opuścić wspaniałe pastwiska i wyruszyć na pustynię, ażeby tam zginąć z głodu? Czy takie „telepatyczne” zachowania są odpowiedzialne także za fenomen „zbiorowego umysłu” niektórych owadów? Wiadomo, że ślepe termity zaczynają budowę kopca z różnych stron, a jednak spotykają się w środku z nieprawdopodobną dokładnością. Udaje im się to także wtedy, gdy w środku wstawia się szybę nie przepuszczającą zapachów.

Dlaczego w ogóle jednokomórkowce „postanowiły” połączyć się w większe grupy, tworząc gąbki czy koralowce? Czy nie można sobie wyobrazić, że powstanie wielokomórkowców - czyli skupisk różnych wyspecjalizowanych komórek - było pierwowzorem dla mrówek, pszczół i termitów? Są tam, jak wiadomo, robotnicy, czyściciele, żołnierze, piastunki i trutnie. Giną one często, lecz utrzymują przy życiu królową. Podobnie jak zmieniające się wciąż zwykłe komórki ciał zwierząt utrzymują przy życiu niewymienialne komórki mózgu.

Jedno z czasopism naukowych zaoferowało 10 tysięcy dolarów za wskazanie eksperymentu, który dowiedzie istnienia pola Sheldrake.a. Ale jeśli pole morfogenetyczne istnieje poza czasem i przestrzenią, to oczywiście mierzyć je można tylko pośrednio. Na razie więc teoria Sheldrake.a podzieli, jak się zdaje, los takich fenomenów, jak telepatia czy hipnoza. Nikt już nie zaprzecza, że istnieją, jednak nie wiemy, jaki jest ich zakres, a przede wszystkim, jak je zmieścić w materialistycznym obrazie świata, który rzekomo prezentuje nauka.