środa, 27 czerwca 2012

Przemyślenia 8

Droga G., czytam tekst i jako fizyk powiem, że na wszystkie Twoje zapytania można odpowiedzieć właśnie w ten sposób, jak sama to w tekście czynisz - równoważąc zdania. Fizyka myślenia jest wbrew pozorom prosta, bo podlega zasadzie zachowania energii. A więc w każdym zdaniu znajdziemy fragment "wznoszący" i fragment "opadający" - lub fragment o zabarwienu pozytywnym i o zabarwieniu negatywnym - które równoważą się energetycznie.

Na przykład:
Czasami są chwile(↑), które przychodzą znienacka (↓), zaskakują nas(↓), ciągną w dół(↓) próbujemy się bronić(↑), zignorować(↑), ale to nie pomaga(↓)...
Szukamy równowagi, trzeba się zmierzyć z chwilą (↑), nie można jej pominąć (↓)
Świadomość (↑) bycia (↑) więźniem (↓) zabija (↓)

(Strzałka w górę to odbiór pozytywny, strzałka w dół - negatywny.)

Być może przykłady, które przedstawiłem nie są w pełni czytelne (reprezentatywne), ale gdy zaczniemy czytać tekst pod kątem znajdywania równoważeń zanczeniowych, okaże się, że ich stosowanie jest prawie regułą. I to nie tylko w Twoim - ale każdym tekście. Wynika to z prawa zachowania energii powszechnie obowiązującego w całym Kosmosie.

I właśnie tak to jest - jedyne co możemy zrobić, prezentując jakikolwiek problem (temat), szczególnie ten z rodzaju filozoficznych - to stosować prawo zachowania. Chcę w ten sposób powiedzieć, że jest to imperatyw od którego nie można uciec - zadawanie pytań filozoficznych w swojej strukturze nie jest niczym więcej jak tylko równoważeniem myśli przeciwnych. Innym znamiennym przykładem tak rozumianego równoważenia jest muzyka, także: poezja i proza.

Pozdrawiam seredecznie (sorry za ten przesadnie fiilozoficzny ton).

wtorek, 26 czerwca 2012

Dualizm

Wiecznie, żywe ... czytając wspomnienia zobaczyłem siebie z tamtych lat ... radio lukxemburg, upalne słońce, plaża ...

Nasze odczucia są odkrywane wciąż od nowa - w innej, nowej-starej tęsknocie ... za kim i za czym?
Wydaje mi się, że świat tęsknot istnieje niezaleznie od nas samych. A jego źródłem jest np. drzewo, które usycha z tęsknoty za deszczem. A więc istnieje ono w naturze - której "wewnętrzny ból" odbieramy i następnie wyrażamy słowami.

Świat odczuć istnieje więc poza nami i wypełnia całą przestrzeń (materię i czas). Każda trwoga, każdy strach, czy każda radość natury daje się odczytać - właśnie słowami, które powiedziałem.

W fizyce kwantowej jest pojęcie dualizmu (nagrodzone Noblem w 1929), które mówi, że każda materia jest jednocześnie falą. Materia to masa, a fala - to czas i przestrzeń. I jeśli wsłuchamy się w naszą mowę, to usłyszymy słowa materii i słowa czasu i przestrzeni - jednocześnie. Objawiają się one w każdym prawie zdaniu, gdzie obok podmiotu, który jest opisem materii, słychać czas w działaniu orzeczenia i przestrzeń w opisie dopełnienia. Najczęściej jednak łaczą się one w jedno i przyjmują postać nazwy własnej - która ma wszystkie trzy cechy (kto lub co to jest Gwizdalewicz?).

Wynika z tego wniosek, że nasze myśli obejmują wszystkie zjawiska dziejące się na zewnątrz i tylko przypadkiem szczególnym jest pomiar masy, przestrzeni czy czasu, osobno - bo tak naprawdę, głęboko wewnątrz nas - w świecie kwantowym/duchowym - stanowią one jedność.

Tak samo jest z odczuwaniem: jest ono różnie odczytywaną postacią splątanego czasu i przestrzeni gdy materia - ta w pierwotnej postaci - już nie istnieje. Bo gdy postać materialna uległa degradacji, pozostaje jej druga dualna postać - fala materii. (Tak opisywał to de Broglie w świecie atomów).

"Obiekty makroskopowe (..) można traktować jak falę materii, ale długość takiej fali jest tak mała, że staje się niemierzalna. Mówi się, że obiekty makroskopowe nie ujawniają swoich własności falowych. Na przykład można obliczyć, że dla człowieka o masie 50 kg poruszającego się z prędkością 10 km/h długość fali materii równa jest



Wartość ta jest tak mała, że nie sposób wykryć falowych własności człowieka."
(Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Fale_materii)

Bardzo krótka fala oznacza bardzo wysoką czestotliwość - tak wysoką, że fala wygląda raczej jako coś ciagłego i stałego a nie zmiennego. I taki jest obraz odczuwanego życia: jest w ciągłym czasie i ciągłej przestrzeni. Gdy wielkość masy maleje i następuje w końcu dezintegracja życia - fale stają się coraz dłuższe a ich częstotliwość maleje. Te niższe częstotliwości i zawartą w nich informację, potrafimy odbierać - odczuwać i ubierać w słowa. I te niższe fale - dopóki istnieją atomy, które są ich źródłem - istnieją wiecznie.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozmowy z Eine

"Wiele rzek tworzy morza, wiele drzew tworzy las. Wiele ludzi tworzy ludzkość."

W zasadzie, każde pojęcie jest abstrakcją. Gdy coś mierzymy, wybieramy obszar (zakres) pomiaru i dokonujemy go z pewną dokładnością. I tylko tyle możemy stwierdzić na ile dokładny jest nasz pomiar. Gdy powiem, że do Morza Bałtyckiego dopływa Wisła i Odra, powiem tylko część prawdy o dopływających rzekach. Bo te rzeki też mają dopływy. A ich dopływy mają inne dopływające rzeczki i strumyczki. A te strumyczki pochodzą z głębi ziemi i tam wód płynących. Tak więc moja odpowiedź, zależeć będzie od "dokładności pomiaru".

Podobnie jest z lasem - którego wielkość mogę określić np. obszarem jaki zajmuje. Ale wiemy, chociażby z teorii chaosu, że wilekość tego obszaru, można jedynie określić z pewną dokładnością. Więc jeśli powiem, że las zajmuje np. 500 hektarów to będzie to jedynie prawda w sensie praktycznym a nie w sensie naukowym.

Ludzkość - to pojęcie ma tyle samo niedopowiedzeń co fizyka kwantowa. Jest użyteczną idealizacją, taką samą jak np. moje nazwisko Gwizdalewicz. Bo kim jestem? Istnieje nieskończenie wiele sposobów opisywania mnie (właściciela nazwiska) ale, żaden z tych opisów nie jest wyczerpującą prawdą. Dla potrzeb praktycznych zwykło się opisywać mnie uogólnieniami, takimi jak wiek, wzrost, płeć, data urodzenia itd. wszystkie te pojęcia przyjęte są z pewną dokładnością, więc mówią o mnie tylko w pewnym przybliżeniu ...

środa, 20 czerwca 2012

Przemyślenia 7

- Czym jest lęk?
- Tyś jest swoim Ja. Ty jesteś lękiem i tym, który lęka się. Ty jesteś przyczyną lęku i jego skutkiem.
- O co się lękam?
- O siebie. Zawsze o siebie. Tylko o siebie.

- O siebie, zgoda. Ale nie zawsze o siebie i nie tylko o siebie. Lękam się na przykład o bliskie mi osoby. Żeby się im nic złego nie stało. Lękam się o te osoby, nie o siebie.
- Lękasz się o siebie. Nie lękasz się o dalekie ci osoby, lecz o bliskie, czyli o te, które stanowią o twoim życiu, które stanowią twoje życie. Lękasz się o nie, bo gdyby im co złego stało się, to tobie by co złego stało się.

- Lękam się w jakiś sposób o cały świat, o jego losy.
- Lękasz się o cały świat, bo ty w tym świecie jesteś i gdyby co złego światu stało się to i tobie musiałoby co złego stać się. Lękasz się o siebie, zawsze o siebie, tylko o siebie.

- Nie mogę się na to zgodzić.
- Czy ty na to godzisz się, czy nie godzisz, to jest zupełnie to samo. Bo to albo ty godzisz się, albo ty nie godzisz się. Secundum non datur. A więc: ty, zawsze ty, tylko ty.

(Edward Stachura, „Fabula rasa”)

* * *

pokazują mi słowa
mówią
zapach róży można odnaleźć w słowie

a ja znajduję papier papier i papier
ani zapachu
ani koloru

i wiem
że snop iskier
gdy robotnicy spawają szyny tramwajowe
a my stoimy kołem
dwóch chłopców dziesięcioletnich i ja
snop iskier
znaczy o wiele bardziej światło
niż słowo światło
i gdy mój znajomy sparaliżowany w fotelu na kółkach
odgryza kawałek chleba który mu podaję

to przechylenie jego głowy
ruch szczęk
ma w sobie więcej życia
niż słowo życie.
(Halina Poświatowska, Elba *** pokazują mi słowa)

* * *

A więc uczucia (odczucia) ... lecz nawet te słowa nie jest dokładne. Bo co to są np. uczucia?

"uczucia – stany psychiczne wyrażające ustosunkowanie się człowieka do określonych zdarzeń, ludzi i innych elementów otaczającego świata, polegające na odzwierciedleniu stosunku człowieka do rzeczywistości. Czuje się coś do kogoś lub czegoś np. miłość. Uczucia stanowią świadomą interpretację emocji, dokonywaną na podstawie zakodowanych w pamięci człowieka wzorów kulturowych i doświadczeń oraz podyktowanej nimi oceny sytuacji. Ta sama emocja – rozumiana jako niezależny od woli proces psychiczny, będący reakcją organizmu na bodźce – może zostać zinterpretowana jako różne uczucia w zależności od sytuacji."

A co to jest: stan psychiczny, emocje, stosunek człowieka do rzeczywistości, wzorce kulturowe, doświadczenia, procesy psychiczne i wszystkie inne słowa zawarte w tym tekście?

- Ano, trzeba je jakoś zdefiniować.
- A czy jak się już je zdefiniuje to będzie wszystko jasne?
- To zależy od definicji, a definicja zależy od rodzjau słów, które użyjemy.
- A te słowa, nie trzeba będzie znowu zdefiniować?
- Tak, trzeba będzie je zdefiniować, używając innych słów.
- No to, które słowa są te pierwsze, te najważniejsze od których wszystkie inne słowa się zaczynają?
- Nie ma takich słów. Bo słowo kołem się toczy.
- Bóg? Miłość?
- Jak się będziesz bardzo przy tym upierał - ok!

* * *

Pomiędzy myśleniem a odczuwaniem zachodzi taka relacja jak pomiędzy położeniem i pędem w świecie kwantowym. Jednoczesność (iloczyn) myślenia i odczuwania jest nieokreślony. Tzn. im bardziej coś odczuwamy (odpowiednik dziania się w czasie, czyli pędu), tym mniej o tym myślimy, a więc mniej słów używamy do opisywania odczucia (odpowiednik dokonywania obserwacji - opisu położenia). I na odwrót: im bardziej opisujemy zjawisko (myślimy), tym słabiej je odczuwamy. Myślenie i jednoczesne odczuwanie, jak gdyby wykluczają się wzajemnie.

Ponieważ jest w ich jednoczesności podobieństwo do zasady nieoznaczoności z fizyki kwantowej – wnioskuję, że oba procesy: myślenie i odczuwanie dzieją się właśnie w świecie kwantowym.

Jedną z cech świata kwantowego jest nierozróżnialność czasu, materii i przestrzeni, które w wymiarze atomowym wydają się być powiązane (splątane). Jednak proces naszego myślenia potrafi ujawniać każdą z tych cech: czas, materię, przestrzeń – oddzielnie. Słyszymy to w naszej mowie (słowa mówione), w której wyraźnie można wyodrębnić elementy opisujące czas (orzeczenie), materię (podmiot) i przestrzeń (dopełnienie).

Zauważmy również, że proces mówienia, dokonuje się w tym samym momencie, co myślenia – innymi słowy, odczytywanie jednego z przejawów świata kwantowego (czasu, materii, przestrzeni) następuje natychmiast. Dzieje się tak, ponieważ, świat kwantowy nie jest umiejscowiony w obszarze jednego atomu, a wszystkich wzajemnie przylegających w strukturze naszego mózgu (ciała?). Można powiedzieć, że świat kwantowy, wypełnia przestrzeń naszego mózgu – choć nie jest to stwierdzenie poprawne, ponieważ przestrzeń w świecie kwantowym jest połączona (uwikłana) z czasem i materią, więc chodzi tu o całość mózgu: przestrzenną, masową i czasową.

Nie można również odrzucić sugestii, że świat kwantowy, który rozczytujemy, rozciąga się na wszystkie atomy istniejące we Wszechświecie, ponieważ stan ten, jest całkowicie czymś innym niż odbiór świata zmysłami (wzrok, słuch, dotyk itd.), ograniczony do skali makro. Pamiętajmy, że w skali makro, czas, przestrzeń i materię możemy rozdzielić – tzn. mierzyć osobno – coś, co jest niemożliwe, w skali mikro.

Z kwantowego charakteru naszego myślenia wynika również kolejny wniosek: myśli – nie ubrane w słowa – znajdują się już w materii nas otaczającej: związkach chemicznych roślin i zwierząt, które m.in. spożywamy. Przypisywanie słów myślom, a więc ich przejawom czasowym, przestrzennym czy materialnym, dokonuje się po naszym urodzeniu, w wyniku uczenia się – w różnych językach, zależnie od położenia geograficznego.

* * *

Dlaczego nie możemy przestać myśleć ...
Stan niemyślenia jest czymś nienanturalnym - poza snem oczywiście. Naturalną sprawą jest myśleć ... Jeśli myślenie jest przejawem świat kwantowego, to znaczy, że myślenie jakgdyby bez przerwy "wycieka" z niego. A wycieka dlatego, że świat kwantowy, przepływa przez nas w każdym momencie jak falujące morze.

Ale chciałem napisać o czymś innym, by potem do morza powrócić.
W naszych myślach - jak już pisałem - można dostrzec elementy splątanego świata kwantowego, w postaci przejawiającego się czasu (w orzeczeniach), materii (w podmiotach) i przestrzeni (w dopełnieniach). Mam na myśli oczywiście orzeczenia, podmioty i dopełnienia występujące w naszych zdaniach myślanych, które potem wypowiadamy lub przelewamy na papier.

Ale są słowa, które nie mają ani cechy materii, ani przestrzeni, ani czasu. Np. słowa miłość, smutek, matematyka, geometria ... są to słowa, w których powyższe elementy (czas, materia, przestrzeń) są splątane - a więc są jakby rzeczywistym obrazem (odczytaniem) świata kwantowego. I znajduję w tym odpowiedź, dlaczego pojęcia te są zrozumiałe dla każdego na świecie (choć w różnych językach) - ponieważ każdy odczytuje kwantową postać tych pojęć w ten sam sposób. Dlatego matematyka jest zrozumiała na całym świecie. I tak samo jest z pojęciem miłości i innymi, w których czas-materia-przestrzeń są splątane.

Z tego opisu wynika jeszcze jeden wniosek - świat kwantowy istnieje jakby poza nami. Jest być może poszukiwanym od wieków eterem, który wypełnia cały Kosmos. Eter nas przenika jak falujące morze. Czasami wychwytujemy jeden z przejawów tego morza w postaci orzeczeń (czas), podmiotów (materia) i dopełnień (przestrzeń). Ale są w tym morzu elementy te same, które każdy odczyta tak samo, bo są one orzeczeniem, podmiotem i dopełnieniem zarazem, jak w słowach miłość, smutek, matematyka, geometria ...

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Przemyślenia 6

W momencie, gdy coś piszesz, już dzieje się znaczenie. Bo czyż twój tekst nie ma znaczenia, by mieć znaczenie? To tak jakby farba chciała powiedzieć: nie używajcie farb do malowania obrazów. Dając jakąkolwiek radę, starasz się przekazać znaczenie. I to znaczenie swoje: subiektywne ...
I wtedy ktoś napisze - zgadzam się z twoim poglądem - i twój tekst się zobiektywizuje. I ktoś napisze, że się z nim nie zgadza - i twój tekst zobiektywizuje się jeszcze bardziej. A kiedy wyczerpią się już wszystkie możliwe rodzaje, wszystkich możliwych znaczeń - twój tekst razem z nimi stanie się obiektywnym przekazem.
Bowiem każda opinia taki sam ma udział w powstawaniu obrazu.

Jest zamarznięta szyba, na której ty - swoją opinią - robisz pierwsze przetarcie, by zobaczyć źródło światła z drugiej strony. Ale wtedy dołącza się ktoś drugi, kto robi przetarcie obok, i jeszcze inny, który skrobie warstwę lodu w przeciwnym kierunku. I ktoś jeszcze chucha i dmucha a ktoś inny używa chusteczki-maseczki. Aż w końcu, wszyscy, wspólnymi siłami odsłaniają połać szyby, przez którą wnika światło - zrozumienia i wiedzy.

Dlatego znaczenie, ma nawet to, co ty uważasz za bez-znaczenia, czyli - każde znaczenie.

* * *

Hmm ... jedna myśl mnie dzisiaj od rana nurtuje ...
Weźmy dowolne zdanie coś stwierdzające. Jeżeli dokonanmy obserwacji wybranego, dowolnego słowa w tym zdaniu - to potrafimy nadać mu definicję, to znaczy znaleźć wszystkie jego znaczenia. Ale wtedy nie widzimy znaczenia całego zdania. Natomiast gdy obserwujemy znaczenie zdania, nie widzimy znaczeń jego poszczególnych słów. Tak może działać nieoznaczoność w świecie kwantowym. Nie możemy widzieć jednocześnie słowa-pojęcia elektron, ze wszystkimi jego określeniami i w tym samym momencie stwierdzać coś na temat jego zdania-ruchu.

Inaczej: znaczenie zbioru słów, nie jest równie znaczeniu zdania, które z tych słów jest zbudowane.
A to ozacza, że z każdego zbioru słów można zbudować przynajmniej tyle znaczeń ile jest zdań możliwych do utworzenia z tych słów (dla zbioru n słów, jest przynajmniej n-silnia znaczeń).

* * *

W fizyce kwantowej, zasada nieoznaczoności odnosi sie do komutowania takich wielkości jak położenie i pęd, oraz energia i czas. W uproszczeniu, przez komutowanie rozumiemy ich iloczyn (nie sumę). Co więcej - ten iloczyn nie ma wartości stałej, nie ma żadnej wartości ustalonej; wiemy jedynie że jest większy (lub równy) od wartości stałej Plancka. Słownie określa się to zdaniem: "Akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona."

Zatrzymajmy się na moment przy iloczynie. Jaki jest jego sens fizyczny? Przyjąłem nazywać go jednoczesnością, czyli jednoczesnym działaniem dwóch wielkości.

Jednoczesne działanie wielu sił, wobec obiektu posiadającego świadomość, w fizycznym obrazie sumuje się, ale wewnątrz świadomości odczuwamy jednoczesność tych sił - a więc ich iloczyn. Dlatego, gdy odbieramy czyjąś wypowiedź , nie widzimy sumy słów, ale ich iloczyn - czyli znaczenie.
Podobnie jest np. z oddziaływaniem grawitacyjnym: w fizyce obowiązuje zasada składania sił, czyli ich sumowania, ale w odbiorze psychicznym czujemy ich iloczyn. Człowiek odbiera świat logarytmicznie (Prawo Webera-Fechnera), by w jakiś sposób łagodzić siłę impulsów. Gdy weźmiemy pod uwagę np. dwa impulsy grawitacyjne, suma ich logarytmów odpowiada logarytmowi iloczynu tych impulsów. W ten sposób, to co na zewnątrz jest sumowaniem, wewnątrz - psychicznie odbieramy jako iloczyn.

(http://www.teoriaslowa.com/200(...)li.html)

* * *

Świat jaki widzimy wydaje się zależeć od skali. Powiem kolokwialnie: to, że badanie pojedynczego fotonu jest dla nas problemem, nie wynika wszakże z tego, że coś jest z nim nie tak. To raczej brak z naszej strony czułości uniemożliwia jego poznanie. Co więcej, mogłoby się okazać, że każdy foton ma inną strukturę wewnetrzną.

W tym momencie, powinna nam się zapalić czerwona lampka! Skoro foton jest produktem myśli, to każda myśl o nim może być prawdziwa. Lub: istnieją myśli o fotonie, który jest ich wynikiem, które można by uznać za prawdziwe.

Takie badanie fotonu, ma coś wspólnego z badaniem liczb niewymiernych. Liczba taka, w rozwinięciu dziesiętnym nigdy się nie kończy.
Jak się przyjrzymy stałym w fizyce, to tak naprawdę, żadna stała nie jest stałą, a jedynie stałą z dokładnością przez nas akceptowaną. Zobacz tabelę stałych: http://pl.wikipedia.org/wiki/S(...)zyczne. I zobacz niepewności standardowe: to niepewności pomiaru, które są obliczane w bardzo skomplikowany sposób (http://pl.wikipedia.org/wiki/N(...)pomiaru).

Taka niepewność pomiarowa, wyznacza jakby granice poznawalności. To tak jakbym znał jakiś tekst i go rozumiał, ale brakuje w nim paru słów końcowych, które uznaję za nieistotne, bo nie mające wpływu na treść. Tymczasem, każda treść ma ukryty rytm i brak tego ostatniego wersa może mieć znaczenie dla zrozumienia całości. Bo ostatni wers jest czasami pointą.


piątek, 15 czerwca 2012

Splątanie

Układ: Ty jako obserwator i Twoja myśl jako stwierdzenie, wydaje się układem izolowanym - idealnym z punktu widzenia badaczy przyrody. Ale chyba tak jednak nie jest - bo każda myśl, zanim powstanie potrzebuje bardzo wielu wcześniejszych odniesień (modyfikacji) do rzeczywistości. Można więc powiedziec, że jest z tą rzeczywistością "splątana".

I na tym również polega problem "splątania" w fizyce kwantowej: zjawiska "widzą" się niezależnie od odległości (czasu), tak jakby były czymś związane, czymś, czego nie rozumiemy ... i czego nie chciał tego zaakceptować Einstein.

* * *

Doświadczenie Aspecta (1982), "pokazujące", że dwa fotony moga się komunikować natychmiast, a potem powtarzane wielokrotnie (ostatnio Chińczycy, przprowadzili eksperyment z 8 parami fotonów(2012)) - wciąż wzbudzają kontrowersje. Coraz bardziej wnikliwie, analizuje się wpływ urządzeń pomiarowych - a w końcu i samego człowieka (jego świadomości) na wynik doświadczeń. Pomiar bowiem oznacza, stwierdzenie czegoś. Stwierdzenie to odnotowanie jakiegoś stanu. Ale skoro sugeruje się, że fotony w tych zjawiskach są jakby związane informacją (tzw. nielokalność oddziaływań), to tym bardziej słuszne wydaje się pytanie czy i jak nasz umysł związany jest z tym zjawiskiem.
W świecie makro, przyjmujemy za oczywiste, że nasz "stan" umysłu zależy od oddziaływania świata zewnętrznego. A więc jest z nim związany. Przyjmujemy, że "stan" naszych myśli wpływa bezpośrenio na "stan" środowiska w którym żyjemy. Przechodząc ze świata makro do mikro, to związanie nie zanika, lecz staje się jeszce bardziej widoczne. Dlatego w doświadczeniach tych należy rozpatrywać układ środkowisko-umysł-foton-foton, niż tylko foton-foton o dwóch różnych spinach.

Gdy wypowiadamy jakieś zdanie, jest ono jakby chwilowym aktem obserwacji, jakby chwilowym odnotowaniem jakiegoś stanu, dziejącym się natychmiast. W fizyce, określane jest mianem kolapsu funkcji falowej - tzn. znikają wszystkie potencjalnie możliwe inne stany i pozostaje tylko jeden - stan, w którym dokonujemy obserwacji (Schroedinger ujął tę potencjalność i kolaps w słynnym doświadczeniu z kotem).
Można więc zadać pytanie: co to jest, to zjawisko z potencjalnymi stanami wyboru, które my potrafimy opisać (kolapsem) w jednym, chwilowym akcie stwierdzenia faktu? Wydaje sie, że chociaż każdy z nas wypowiada się (dokonuje obserwacji) niezależnie, to wypowiedzi nasze dotyczą tego samego zjawiska. Może istnieć np. wymiar, w którym wszystko to, co my rozróżniamy w odrębnych - często przeciwnych - wypowiedziach, jest jednym i tym samym ...

* * *

Jeśli nasze myślenie jest splątane z rzeczywistością nas otaczającą, to znaczy, że rozciąga się jak stąd … do nieskończoności. Badając odległe galaktyki czy świat kwantowy, odnajdujemy myśli, które już tam są. Bowiem, nic co odkrywamy nie ma innego wyrazu, niż myśl nasza, ubrana w słowa, które już znamy lub które jeszcze wymyślimy.

Dlatego, gdy fizykom brakuje słów by świat opisać, uciekają się do porównań takich jak ciemna, czarna, dziura, energia ... Przykładowo „kwark”, to słowo odnoszące się do charakterystycznego dźwięku wydawanego przez mewy (krzyk mew), którego pisownię angielską wprowadził Jamce Joyce w książce „Finnengans Wake” („Three quarks for Muster Mark!”). Ale nie dość tego - kolejne rodzaje kwarków otrzymały nazwy: górny, dolny, czarujący, dziwny itd.

Chciałoby się zapytać, czy nazwa jest niezależna od tworu, który „jest” wymyślamy. Oczywiście nie, ponieważ zawsze są jakieś względy, dlaczego ta czy inna nazwa zostaje przypisana. Inną sprawą jest czy nazwy te opisują coś realnego, czy tylko twory istniejące w wyobraźni i w opisie matematycznym – który też przecież jest formą przekazu informacji, czyli językiem.

Tak więc, nasze myśli istnieją „stąd do nieskończoności”. I każda myśl o krańcu Wszechświata nie tylko jest w naszej głowie, ale również tam … daleko, poza możliwością fizycznego dotarcia i poznania.

* * *

A pierwszą nazwę otrzymujemy po urodzeniu, by można nas było odróżnić. I gdyby nie było tej nazwy, nie byłoby rozróżnienia ludzi i wtedy każdy głos byłby wspólnym głosem jednego człowieka, który rozmawia z samym sobą.


* * *

Są odcinki zdarzeń w życiu, które osiągamy. Może wystarczą by życie sensem wypełniać. Dzisiaj np. założyłem, że wkopię kwiaty wczoraj kupione, dwie sztuki "red robin"
Red robin - to czerwony rudzik, a nie skowronek jak poprzednio myślałem ... i zacząłem o nim czytać. Co wypełniło następny odcinek życia. Więc zanim dotrę do ogrodu ... wiele odcinków serialu "życie" może jeszcze nastąpić.

Niosąc innym zrozumienie siebie ... to w rzeczywistości poszukiwanie prawdy o sobie. W lustrach innych przeglądając się, łatwiej nam siebie określić. Ale skąd te dążenie? Dlaczego tak silna jest potrzeba dostrzegania siebie z perspektywy innych i dostrzegania innych z perspektywy siebie? Widać jesteśmy powiązani czymś - w splątaną całość.

Wiele rzek tworzy morza, wiele drzew tworzy las. Wiele ludzi tworzy ludzkość.

środa, 13 czerwca 2012

Przemyślenia o życiu 2

Jest taka sytuacja: jechałem samochodem, lecz nagle skręciłem z jakiegoś powodu i ... zabiłem człowieka. I teraz będe z tym musiał żyć ... do końca życia. Albo: na prostej drodze, pojawiła się sarna, skręciłem i uderzyłem w drzewo - jestem sparaliżowany, do końca życia będę poruszał się ... na wózku inwalidzkim.

W danej chwili optymalnie możemy zrobić tylko to, na co nas życie skazało - czy to zasłużenie czy nie. Bo czy sprawiedliwe jest gdy ktoś np. rodzi się niewidomy, albo kiedy już piękno swiata widział, wzrok traci?

Zasada optymalnej - ta z fizyki - mówi, że każde ciało przyjmuje najbardziej korzystne położenie równowagi. Jeżeli warunki zewnętrzne się zmieniają - równowaga też się zmienia - ale optymalnie. Kopnięta na boisku piłka wzniesie się w górę, ale potem opadanie by przyjąć najniższą optymalnie energię, dopóki ... ktoś jej nie kopnie ponownie.

* * *

Każdy z nas miał pewnie w życiu takie chwile, gdy postąpił inaczej niż czuł wewnętrznie, że powinien. Ale intuicja nie jest lekarstwem na całe zło, bo rzadko działa w odosobnieniu. Natomiast jest jedyną "sprawiedliwą siłą" - bo naturalną.
I teraz ... co nam często podpowiada intuicja, gdy ktoś nam zadaje ból? Czyż nie mówi: on (ona) ma rację, ale JA się nie dam i udowodnię, że rację to mam JA! I czyż nie jest to wynikiem potrzeby równoważenia sił -tzn. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie? Przyroda jest tak skonstruowana, że w każdym miejscu spotykamy się z równowagą (czy chodzimy, czy siedzimy). I tak też działają intuicje - próbują zrównoważyć czyjeś przeciwne zdanie, posługując się rozumem.
Język rozwinął się prawdopodobnie z tego wszechobecnego dążenia intuicji do równowagi. Bo na każde Tak - z reguły pada Nie i odwrotnie. A jeśli już ktoś chce pochwalić Tak, to robi to z reguły krótkim stwierdzniem (np. dziękuję) - bo jest to jak gdyby sprzeczne z zasadą równoważenia.
Wniosek: bez opinii krańcowych NIE, nie potrafilibyśmy rozwijać (także) opinii krańcowych TAK.

* * *

Myślenie pochodzi z zewnątrz.
Mam taką koncepcję, że człowiek nigdy nie umiera. Ba - w sensie filozoficznym - nie może umrzeć. Bo to, kim jesteś nie jest twoją włansością. Wszystko to, co stanowi o tobie pochodzi bowiem z zewnątrz. Każda nawet najmniejsza cząsteczka, nie jest twoim, ale czyimś wymysłem (efektem działania). Nawet myśli nie są twoje - bo wszystkie dostałeś od świata zewnętrznego - od rodziców, podwórka, szkoły, pracy, kolegów ... A później w życiu, tylko je różnie układasz. I to też wyłącznie pod wpływem innych. Więc tak naprawdę - w sensie metafizycznym - ciebie nie ma. Natomiast istniejesz w świecie zewnętrznym - w cudzych wyobrażeniach. Zatem, gdy dzieje się to coś, ty nazywasz umieraniem ... to daj sobie spokój, z tym sposobem myślenia! Bo myślenie o tobie, nadal będzie trwało i będzie niepokoiło innych!

* * *

Czasami zastanawiam się na ile opis jest opowiadaniem, relacjonowaniem rzeczywistości a na ile i kiedy staje się poezją. Żeby przekazać coś istotnego, w naszej wypowiedzi nie musi być rytmu. Wystarczy prosta składnia zdania, by np. powiadomić o czyjejś śmierci. Ale już w powstających po niej opowieściach, forma zaczyna dominować nad treścią.
Pojawia się rytm, modulacja, które zaczynją rządzić treścią do tego stopnia, że wprost staramy się dopasować słowa, by ten rytm zachować i uzyskać jak największy efekt. Po wielu takich procesach dostosowywania treści do coraz to innych i bardziej melodyjnych formatów, może nastapić moment, w którym pozostaje już tylko ładny, ornamentowy format a treść jest znikoma ... i różniąca się od pierwotnego przekazu w sposób znaczący. Tak pewnie powstają pieśni, ballady i legendy, o zdarzeniach, które niekoniecznie musiały kiedyś się zdarzyć.

No więc - zastanawia mnie jaka jest relacja pomiędzy prozą faktu a liryką poezji. I dlaczego ta liryka po jakimś czasie zaczyna dominować (o ile informacja prozy nie zaniknie wcześniej).

Z fizycznego punktu widzenia obrazem tego zjawiska może być inicjacja, "wybuch" informacji, po którym następuje rozprzestrzenianie się cyklicznej fali. Fala ta, w czasie podróży natrafia na przeszkody, które ją zmieniają, modyfikują. I ten, który ją odbiera, niekoniecznie może wnioskować z niej, o przyczynach wybuchu.

Czy pojęcia "wolność do" lub "wolność od" nie są takimi falami ubiegłych zdarzeń? Rozważania filozoficzne to metafizyka, to coś co jest "promieniowaniem tła", wydarzeń z dalekiej przeszłości. Na ile one wciąż obrazują rzeczywisty problem, a na ile są już tylko modyfikowaną przez czas i inne zdarzenia - spekulacją? Być może jest to czysta forma po treści, której już nie ma i - co gorsza - która była zupełnie inna na początku?

* * *

Rezonans myślenia, to jedność, współbieżność myślenia, która wzmacnia odczucia, czyli dodaje energii - to sprzężenie zwrotne dodatnie.

Zjawiskiem fizycznym tłumaczącym rezonans jest falowanie tzn. istnienie fal. Bywa tak, że nawet niewielkie wzbudzenie może wyzwolić ogromne energie (znany jest przykład maszerujących żołnierzy, których rytm kroku wpada w rezonas z mostem i powoduje jego "rozbujanie").
No więc, zadaję teraz pytanie: czym są słowa powstające w myślach? I dlaczego mają moc, rezonansowego wzbudzania?

Słowa mówione na pewno są falą - podłużną falą drgań cząsteczek powietrza. Więc umysł ludzki - poprzez organa słuchu - dokonuje zapisu tych drgań ... w systemie neuronów? A może w całej materii jaką jest mózg ... a może całe nasze ciało ...?

Pominę te dociekania i spojrzę na rezonans od strony jego znaczenia. Rezonas myślenia i odczuwania może obejmować duże zbiorowiska ludzi (np. wyznawców religii, kręgi filozofów, nauki). Czy istnieje taki układ słów myślanych (fala), który może wywołać rezonans u wszystkich ludzi na świecie?
Czy jest nim słowo-pojęcie Bóg ... czy raczej Miłość? Pytanie wydaje się retoryczne ...

Przemyślenia o życiu

Jeżeli zamieszczam coś publicznie, muszę być przygotowany na różne reakcje - również te skrajne, w rodzaju naruszających godność osobistą. I w gruncie rzeczy pozostaje tylko akceptowanie ich istnienia.
Swego czasu próbowałem eksperymentować w takich sytuacjach: zmieniać rytm, tryb, argumentację, perswadować, grozić itp. Ale doszedłem do wniosku, że to nic, lub prawie nic nie zmienia. Jeśli już ktoś jakiś jest, to z reguły nadal taki będzie. I nawet można to traktować jako pewną stałą, choć czasami trudną do zaakceptowania wartość samą w sobie.
Myślę, że nie w walce jest rozwiązanie - chociaż jak kto lubi, niech walczy. Bo te boje na słowa, są całkiem ciekawe z punktu widzenia postronnych obserwatorów - i tak pewnie myślą administratorzy portali. Prasa bulwarowa np. lubuje się w różnych skandalach i kłótniach - by zwiększyć swój nakład.
Zaczynam dostrzegać potrzebę czegoś innego - akceptacji. Ale akceptacji w znaczeniu przyznawania racji temu, który mnie np. obraża. Bo tak naprawdę obraża on moje ego, ubrane w godność i dumę. Rani więc mój egoizm, który jak hydra ma wiele głów. Stosuję w swoim życiu metodę człowieka-nikt, który stara się wyzbyć swoich egoizmów i w ten sposób być niewidoczny dla ciosów. Niektórzy mogą to nazwać chowaniem głowy w piasek. Ja odczuwam to jako obserwowanie z brzegu, kotłującego się morza.
Wiem, że mówiąc - masz rację - niewiele zmienię. Ale być może jest to klucz, do znalezienia przyczyny tej lub innej nienawiści (zacietrzewienia). Poprzez obserwację.

(...) Zobacz: Pada deszcz, ale ty nie chcesz zmoknąć i otwierasz parasol. Ale przy silnym wietrze i on ciebie nie uchroni. Więc zadam pytanie: Dlaczego jest deszcz? Czy dlatego, żeby nas ranić?
On po prostu jest. I tak samo jest z ludźmi. Oni po prostu są - różni. Różne historie za nimi stoją. Różne radości i cierpienia. Różne sytuacje życiowe sprawiły, że posługują się słowem i myślą tak a nie inaczej. Możemy ich odrzucić. Możemy im zakazać być z nami. Ale czy to będzie sprawiedliwe? Czy rozwiążemy w ten sposób ich-nasz problem? Każdy z nas ma prawo zamknąć okno, gdy słyszy hałas z ulicy ... ale prędzej, czy później musimy wyjść z domu i wpaść w sam zgiełk życia. A więc może lepiej nauczyć sie żyć w tym hałasie?

* * *

Wydaje mi sie, że ciagle tkwimy w przekonaniu, że Bóg posługiwał się językiem i frazowaniem takim jak człowiek. Skoro jest wszechmogący to i w jakimś sensie niepoznawalny (nieodgadniony) i przypisywanie mu w działaniu logiki ludzkiej jest przesadą. Jedyną siłą wiążącą nas z nim, jedyną drogą kontaktu jest miłość. Ta intuicyjna, bo ta ubrana w słowa nie może być prawdziwa, ponieważ słowa są niedokładne (prawie każde ma wiele znaczeń - wystarczy sprawdzić w słowniku).
Adam i Ewa, wąż i jabłko - stosując ludzką logikę, dochodzimy do wniosków różnorodnych - czasami wewnętrznie sprzecznych. Albo to kara, albo to podstęp, albo to współdziałanie, albo celowa gra itd. itp. Nic co słowem opisane nie może być (wyłącznie) prawdziwe. Pozostaje nam odczuwanie. Odczuwanie Boga nie jako słowo, ale jako ... miłość (musiałem to w końcu powiedzieć, haha ...).

* * *

Błądzę więc jestem. Jestem - bo błądzę.
Nie jesteśmy w stanie unikać tzw. błędów. Piszę - tak zwanych - ponieważ określenie (definicja) błędnego postępowania jest względna. To co dobre dla jednego nie musi być dobre dla drugiego. Pewne schematy, umowy zawarte w grupie ludzi, decydują o tym co należy uznać za błąd a co nie. Różne grupy ludzi (narody), mają różne, choć często podobne schematy. To samo dotyczy kary za błędy. W jednych krajach za błąd-kradzieży odcinają rękę, a w innych dają tylko grzywnę. Gdyby Breivik żył w jednym ze stanów USA dostałby karę śmierci, w Norwegii grozi mu maksymalnie 21 lat więzienia - za zabicie 77 ludzi!
Skoro prawo jest na swój sposób względne to i pojęcie błędu staje się relatywne.

Gdy błądzę, odkrywam życie. Życie poznaję metodą prób i błędów. Czy istnieją osoby kompetentne, które mogą mi jakoś pomóc przez to życie przejść? Oczywiście! Ale są to osoby (zbiorowiska osób) względnie kompetentne - tylko w danym miejscu, danym czasie i danych okolicznościach. Nie ma osób bezwzględnie kompetentnych. Gdy idę do dentysty by wyleczył mój ząb, wiele zależy od zasobu moich kieszeni. Jeden mi ząb od razu wyrwie, drugi zacznie go leczyć, a trzeci zaproponuje protezę ... I tak jest z każdym naszym działaniem - kompetencja jest zjawiskiem o cechach prawdopodobieństwa, a nie całkowitej pewności.
Weźmy ścieżkę w lesie prowadzącą do stawu, którą dobrze znasz. Prawdopodobnie dojdę do stawu, jeśli nic nie stanie się, co temu przeszkodzi. Okoliczności (czas i miejsce) decydują o wyniku działania a nie idealizacja. A idealizacja, jest tylko słowem. Pojęciem, którym posługujemy się by nadać znaczenie zjawiskom życia. Co więcej, jest pojęciem niedokładnym, bo w konfrontacji z realną sytuacją często traci swoją prawdziwość.

Wbrew pozorom więc, nawet w naszym świecie makro, obowiązuja zasady ze świata kwantowego.

* * *

Nie można wyjść poza słowa, jeśli nawet chce się powiedzieć coś o zjawisku pozasłownym (np. odczuwaniu, logice, miłości ...). Przestrzeń słów bowiem, jest powierzchnią sfery, na której od każdego dowolnego punktu-słowa, można dojść do dowolnego innego punktu-słowa. A więc nie istnieje pojęcie bezwzględnie początkowe lub podstawowe. Istnieją tylko nazwy własne i połączenia między nimi. Gdyby ktoś zapytał kto (co) to jest Mirosław Gwizdalewicz - czyli dwa słowa skladające się z kombinacji spólgłosek i samogłosek - otrzymałby nieskończenie wiele odpowiedzi. Tak jak nieskończenie wiele jest punktów na powierzchni sfery. Jedne byłyby bardziej prawdopodone a drugie mniej. A to zależało by wyłącznie od wielkości otoczenia punktu-słowa na sferze.
Tak więc, aby nie powiedzieć słowa, musiałem je (i tak) w końcu ... powiedzieć. Bo nie można wyjść poza sferę przestrzeni słów.

* * *

O autonomizacji bytów wyobraźni.
Rzeczywiście, jak coś wymyślam, widzę jakby siebie poza mną, w innym wymiarze, dokonującego aktu twórczego. Coś, co jest tworem mojej myśli, zaczyna żyć niezależnie. Wizualizuje się w przestrzeni gdzieś obok nas. Myślę, że przyczyna tego, ukryta jest w sposobie dokonywania aktów poznawczych przez człowieka, który zawsze stara się najpierw coś zobaczyć, zanim uzna to za odkrycie. Wszystkie modele budowy atomu mają cechy czegoś, co jest człowiekowi bardziej lub mniej znajome: model atomu Bohra - to system planetarny, model atomu Thomsona to "ciasto z rodzynkami", model atomu kwantowy - to "bańki mydlane" prawdopodobieństwa.

Kiedyś postawiłem taką tezę, że człowiek nie może wymyślić czegoś, czego nie ma w sobie. Innymi słowy - paradoksalnie - może wymyślić tylko to, co już zna. Nawet najbardziej wymyślne dzieła science-fiction mają elementy zachowań, postaw ludzkich.

Ale, wracając do autonomizacji - ona dzieje się w przestrzeni i czasie. A przestrzeń to grawitacja (mówimy: grawitacja zakrzywia przestrzeń; mówimy też że, światło daje jasność; jasność = światło; przestrzeń = grawitacja).
Światło przemierzając przestrzeń ją rozświetla. A więc światło rozświetla grawitację. I właśnie taki obraz widzimy w naszej wyobraźni: niezależny twór, powstały z połączenia promieni światła i przestrzennej grawitacji.

I zadam pytanie: gdzie ten twór widzimy, z przodu, czy z tyłu głowy? Oczywiście z przodu, chociaż wyobraźnią łatwo możemy go w przestrzeni przemieszczać. A dlaczego z przodu? Czyżby mózg działał jak zwierciadło, dla światło-grawitacji ...?
To tylko dywagacje, błądzącego poszukiwacza prawdy.


wtorek, 12 czerwca 2012

Przemyślenia 5

Niech każdy opowie o swojej teorii filozoficznej. Bo ciekawe są inne spojrzenia na świat.
... jestem zwolennikiem teorii, że jedynie poprzez dialog można poznać istotę świata, tzn. nie istnieje coś takiego jak wyizolowana, jedna teoria tłumacząca wszystko, natomiast istnieją wszyscy, którzy mogą wytłumaczyć (zrozumieć) jedną wspólną teorię różnorodności. I wcale nie mam tu na myśli wyłącznie Boga ...

Bo każda teoria jest prawdziwa przynajmniej z dokładnością do jednego jej wyznawcy. I w ten sposób równoprawna z innymi teoriami tego świata. Można by rzec, że każda - nawet najbardziej skrajna teoria - stanowi cząstkę wiedzy o świecie i tylko sprawą statystyczną (liczby zwolenników) jest, która "staje się" bardziej lub mniej prawdopodobną.

* * *

Wreszcie przestało padać i zawitało słońce! Róże pięknie kwitną (szczególnie te żółte), wisienka wychyla sie w górę, a rozłożyste listki małego dębu szeleszczą intensywną zielenią. Bambusy też jakby ożyły, wyprostowały witki szpiczastych odnóży a lilac (bez) wspiął sie chyba najwyżej, bez-konkurencyjnie. Gdzieniegdzie paprotki pochylone w cieniu i Pyracantha (kurcze, nie znam polskiej nazwy) zakwitła białym kobiercem. Ceanothus (bez kalifornijski) z gronami chabrowych kiści zajął już chyba pół ogrodu, ale Kajrat skutecznie podcina go grzywą (pchły ma czy co?). Na dachu pustej psiej budy, obok karmika siadają gołębie i wróble tuż obok - czekają na porcję nasion po funcie za pound i nawet mysz przelacieła ukradkiem (oj, nieskutecznie tępiłem), po gestym dywanie ivy (bluszcz).
No to, skoro przyjąłem tyle Kabały (odbierać), to muszę teraz coś "wyemanować" ...

No tak ... co to ja chciałem, acha! Otrzymywanie jest zawsze związane z dawaniem. Nudny pewnie będę jeśli powiem, że taka jest właściwość grawitacji, ale upraszcając: w momencie gdy coś otrzymujemy, jednocześnie dajemy również sygnał zwotny (o tej samej wartości, tylko przeciwnie skierowany). Inną sprawą jest jak ten ktoś, kto otrzymuje to odbiera. Może być tak "zagłuszony" tylko braniem, że nie rozróżni subtelności przekazu. Najczęściej jednak, wynika to z wewnętrznego skrzywienia, które deformuje odebrany sygnał ...
... każdy z nas gdy się rodzi otwarty jest na dawanie i odbieranie miłości. Ale przebieg życia - to czysto fizyczne uczucie - często zniekształca, np. przez tragedie, przekłamania, niezrozumienie.

Przyjąłem zasadę, żeby zawsze dawać miłość jeśli nawet odbieram nienawiść. Nie zawsze mi się to udaje, ponieważ sam mam trochę skrzywione "zwierciadło wewnętrzne". Ale ponieważ dawanie - jako odpowiedź na czyjś sygnał - jest naturalne, to nawet wtedy, gdy ktoś działa na naszą niekorzyść - nie powinniśmy przestawać emanować miłością. Bo porzekadło mówi, że miłość rodzi miłość, a nienawiść - nienawiść. A oba uczucia, choć tak bardzo różne mają jedną, wspólną cechę - są skierowane do środka ego. Dlatego, gdy ktoś uderza - nadstaw drugi policzek. A jeśli od ciosu upadniesz, spróbuj zrozumieć, co jest przyczyną tej nienawiści. I wtedy dojdziesz do wniosku, że jest nią brak miłości. Oczywiście nie powinniśmy dać się zabić - ale, jeśli byłoby to konieczne, dla większej miłości ... dlaczego nie?

* * *

Tu chodzi o coś więcej. W środku każdej materii, natężenie pola grawitacyjnego wynosi zero. Taki punkt w naszym mózgu znajduje sie w okolicach trzeciej komory, niedaleko szyszynki. Jest to centralny punkt naszej świadomości. (zauważmy, że nasze myślenie zawsze wypływa ze środka umysłu, chociaż różne płaty kory mózgowej odpowiadają za różne funkcje postrzegania rzeczywistości).

Problem jednak w tym, że każdy fragment materii ma swój środek, a więc ma go również każdy fragment ciała ludzkiego (mózgu) niezależnie od wielkości. (patrz: http://www.teoriaslowa.com/201(...)ny.html). Oznacza to, że punktów o zerowej grawitacji jest nieskończenie wiele! One nas otaczają - w dziwny sposób współistnieją z normalną materią, w normalnej przestrzeni! Chciałoby się powiedzieć, że wypełniają całą przetrzeń tak jak biblijny Bóg - który istnieje wszędzie! I chociaż mówimy, że jesteśmy materialni, to wypełnia nas jakby "duch" punktów środkowych - grawitacji!

Jakimś sposobem na wyjaśnienie tego zjawiska byłoby istnienie wyższego wymiaru, który poprzez środki grawitacji sączy się do naszych 3 wymiarów. W wymiarze atomowym związek przyczynowo-skutkowy załamuje się i można jedynie mówić o prawdopodobieństwie zdarzeń. Natomiast sączący się wyższy wymiar, przenikający do naszego świata przez środki grawitacji, nadaje wszystkim zdarzeniom historię - a więc tworzy związki przyczynowo-skutkowe, które obserwujemy na co dzień

* * *

Nie bronię egoizmu - sam często z nim walczę. Zarówno ze swoim jak i tym u innych. Zastanawia mnie katastroficzny obraz świata malowany w wielu wypowiedziach. Wszystko zdaje się przemawiać za tym, że świat idzie w złym kierunku ... tylko czy na pewno? Rozwój cywilizacji jest sprawą nieuchronną i połączoną z wszechobecnym egoizmem. W którymś momencie życia pojąłem, że jest on cechą naturalną - co nie oznacza, że się przeciwko niemu nie buntuję. Tylko jak się bliżej przyjrzałem swojemu buntowi - też okazał się zwykłym egoizmem.
Pobudki wielkie, małe - jedno mają źródło. Czy, gdy sprzeciwiamy się egoizmowi, to nie dlatego, że czujemy, że nam - dokładnie nam - czegoś brakuje? Miłości? Przyjaźni? Zrozumienia? Akceptacji?
Czy nie jest to krzyk w rodzaju: ludzie opamiętajcie się, bo mi - dokładnie mi - z tym niedobrze!

Nie jest to krytyka wszechobecnego egoizmu. Jest to tylko taka chwilowa obserwacja stojącego na brzegu morza, który widzi, że wszystkie fale są takie same, choć czasami trochę inaczej "bujają". I chwilowa dlatego, że ten obserwator - czyli JA - do tego morza, tych samych fal, musi zawsze powrócić.

* * *

..."tak" (akceptacja) - otwiera, "nie" (odrzucenie) - zamyka .... oberwacja psychologiczna, lecz pewnie ma jakiś związek z siłami przyrody ... coś mi świta w głowie ... grawitacja ... "tak" oznacza akceptację każdej siły z zewnątrz, nawet tej nam z pozoru przeciwnej ... odrzucenie - to dławienie otwartości?! Otwartość jest zatem czymś naturalnym, naturalnym odruchem przyciągania ... wszystkiego ... niezależnie od odległości i masy ... niezależnie od tego jakie padają słowa i jakie są rozmówcy intencje ...

Myślę, że pomiędzy "tak" i "nie" jest nieskończenie wiele dróg pośrednich. Ani "tak", ani nie", tylko coś, co jest takim dipolem bardziej lub mniej rozciągniętym pomiędzy skrajnymi wartościami. W matematyce mamy tzw. logikę trójwartościową, która system czare-białe zastępuje odcieniami szarości. I tak jest w życiu. Rzadko jesteśmy pewni w 100% poprawności naszego działania. Zawsze pojawia się wątpliwość "ale" ...
Dlatego gdy się otwieramy, blokujemy się również obronnie i czekamy ... czekamy co nastąpi dalej. Gdy okoliczności wydają się nam sprzyjać, otwieramy się bardziej ... i jeszcze bardziej, aż do momentu gdy ktoś lub coś sprawi nam przykrość i wtedy uruchamiamy mechanizmy obronne ...
W fizyce, nazwymy to stopniowaniem siły.

Przemyślenia 4

A wszystkiemu winne ... kurczowe trzymanie się "patriotycznych" granic. Waśnie pomiędzy krajami, to waśnie szowinistyczne. Jam ci jest Polak, czy tubylec innej nacji - i powinienem być z tego dumny. I niech no tylko ktoś "na trzy palce" naruszy moją godność narodową, to popamięta!
Cieszę się, że nacje stopniowo się mieszają ... przenikją kulturowo. Jest to proces nieuchronny. Wynika choćby z prawa fizyki obowiązującego w całym Wszechświecie (który znamy), mówiącego o wzroście entropii, a więc o stopniowym zaniku różnic. Jest jak nieodwracalna "strzałka czasu". I ta "strzałka czasu" doprowadzi kiedyś do całkowitego wymieszania ludzkości i powstania jednorodnej kulturowo struktury.
A póki co ... wzajemnych nienawiści i uprzedzeń było, jest i będzie bez liku ...

* * *

... intuicja - a więc coś niesformalizowane językowo, odczuwane pozasłownie - jest naszą pierwotną naturą. Słowa są niedokładne i czasami wypowiadane z zamiarem pocieszenia - ranią. A przecież ten zamiar wypływa z intuicji, z czegoś, co każde słowo poprzedza.
Pytanie: dlaczego słowa czasami-często wywołują niezamierzoną reakcję?
Ano, odpowiedź wydaje się tkwić w intuicji, która w każdym z osobna, ma inną postać.
Ale co to oznacza? Na czym polega ta inność intuicji, czy można ją jakoś zmierzyć?
No więc, wydaje mi się, że jest ona związana z naszą materialną budową i wszystkim tym, co jest tego konsekwencją, począwszy od wzrostu i wagi, aż po sposób chodzenia i uśmiechania się. Te czynniki materialne wpływają na wielkość i położenie tzw. środka intuicji, czyli - środka grawitacji. Intuicyjnie wyczuwamy ten środek w naszej głowie ...
A gdy spojrzymy na rękę, intuicyjnie wyczuwamy środek ręki
A gdy spojrzymy na drzewo - intuicyjnie wyczuwamy środek drzewa
A gdy na gałęzie drzewa - nasz środek grawitacji czuje także ich środek
A gdy spojrzymy na drugiego człowieka
Wiemy i czujemy już coś, zanim zaczniemy rozmawiać
Bo nasz środek intuicji czuje środek jego
A w każdym środku skupiają się
Wszystkie cechy materii, która go otacza:
Kształt - bo wyraz twarzy
Wymiar - bo wielkość postury
Odległość, pochylenie, ruch rękę, spojrzenie, grymas twarzy ...
O tym wszystkim informuje nas wzrok lub inne zmysły.
Bo światło rozchodzi się po liniach przestrzeni, którą jest
Grawitacja

* * *

Ja napiszę trochę inaczej, bo ... jestem inny. Nie ma innej racji ponad tą żeby było nam lepiej. Żebyśmy długo i szcześliwie żyli. I jeszcze po tym ziemskim, tam w niebie - to szczęście kontynuowali. Nikt nie może zabronić nikomu do tego dążyć. Zdrowiej żyć i nie zatruwać się myślami. Skoro "każdy jest kowalem swojego losu" - więc każdy ma prawo zyć tak jak potrafi.
Ale ... czy widział ktoś łąkę samych "szczęśliwych" kwiatów? Przynajmniej tu na ziemi jest to niemożliwe. I z różnorodności, a więc także z istnienia tych gorszych, tych nieszczęśliwych, powstają ci lepsi by wyciągać wnioski. W skrajnym ujęciu można powiedzieć, że dobro istnieje dlatego, że istnieje zło. Bez istnienia zła, nie byłoby dążenia do dobra. A więc jest to swoiste uznanie i pochwała rożnorodności. Dlatego pochylam głowę nad tym złym i nad tym dobrym - bo obaj są w życiu potrzebni.

* * *

No, ja jestem singiel ... i jest ok ... Grałem kiedyś w duecie - to strasznie męczące, te ciągłe kompromisy ... to zgadzanie się na niewygody, za cenę posiadania drugiej osoby ... No, ale cel prokreacyjny spełniłem. Mam dwóch synów - i to mi sprawia radość. A nawet staje się celem samym w sobie. Pytanie o sens tego wszystkiego? A kto pytał się o twoje-moje zdanie? Urodziłem się i tyle. By spełnić rytuał. By zaliczyć parę upadków i wzlotów. By móc filozofować, chodzić z psem na spacer i "pomęczyć" trochę siebie i innych.
Gdy piszesz od serca, każde twoje słowo jest prawdziwe. Tak wygląda rozterka.

* * *

Fizycy nie zaprzeczają, że mogą istnieć zjawiska, które metodami naukowymi nie da się wytłumaczyć. Skoro nie można udowodnić, nie można również odrzucić możliwości istnienia np. Ducha - czymkolwiek by to nie było. Ortodoksi fizyki wierzą natomiast, że poznanie i wyjaśnienie nieznanych zjawisk, jest tylko kwestią wiedzy i technologii (czułości urządzeń).

W tejże fizyce obecnie są takie "duchy" jak: ciemna materia i ciemna energia, z których pierwsza stanowi 22 a druga 74 procent całego Wszechswiata! Ponoć materia, z której zbudowane są gwiazdy i nasze ciała to tylko 4%.

Innym znanym "duchem" współczesnym jest świat kwantowy. Jest on poza mozliwością ludzkiego poznania. Co więcej, w świecie tym materia (energia) może przenikać przez materię jak duch! Jedyne, co można o tym świecie powiedzieć, to że dzieją się w nim sprawy bardziej lub mniej prawdopodobne (jak w science-fiction).

Kolejny duch niemożliwy do zbadania wyłania się z Teorii Chaosu. W tym z kolei przypadku, okazało się, że ilość czynników wpływających na dane zjawisko może być tak wielka, że nie da się przewidzieć do końca ich efektu (np. pogody). W teorii tej, jak i fizyce kwantowej zasada przyczynowo-skutkowa zostaje złamana. A to oznacza ni mniej, ni więcej możliwość powstawania czegoś z niczego lub odwrotnie.

Takich duchów w fizyce jest całkiem sporo - że wspomnę o wciąż otwartym filozoficzno-fizycznym pytaniu: czym jest materia? Poszukiwany jest bozon (duch) Higgsa ... (może kiedyś go znajdą w LHC), który ma być efektem fluktuacji (emenacji) przestrzeni, czyli powstawania czegoś z niczego.

Więc nie byłbym taki pewny, co do nieistnienia tego ducha. Tylko, trzeba odrzucić ten staroswiecki wizerunek jakiegoś światełka, czy straszydła w prześcieradle i spojrzeć na niego nowocześnie. Teraz duchy mają do dyspozycji internet, laboratoria i inne nowości techniczne - i zaprzątają głowy naukowców tak samo wnikliwie, jak poezja serca poetów.


wtorek, 5 czerwca 2012

Homocentricus 2

Człowiek świat opisuje. Niejako otacza się słowami by go bardziej zrozumieć. Przy czym metodyka jest następująca. Po odkryciu jakiegoś zjawiska, nadaje mu nazwę. Czasami nadaje mu nazwę nawet przed jego odkryciem. Gdy w tym zjawisku odkryje pewną właściwość – nadaje jej następną nazwę. Zawsze „coś” jest dopiero „odkryte” gdy zostaje nazwane (lub przewidywane, że da się „odkryć”). W ten sposób powstają miliony słów – emblematów, przypisanych do określonych zjawisk świata zewnętrznego, które niczym szufladki otwiera się, gdy chce się czuć uprawnionym o czymś mówić, coś opiniować. Wtedy w dyskusjach pada często znamienne: A pochodzi od B, wiąże się z C, poprzez D, w warunkach E i tak dalej ... Przejawia się w tym działaniu istotna cecha człowieka: homocentryzm. Bo wygląda to za każdym razem tak: ja wymyśliłem, ja nazwałem i ja mówię, że to jest tak i tak.

Homocentryzm istnieje od zawsze – czyli od czasu powstania mózgu człowieka. Był obecny w okresie geocentryzmu jak i następującego po nim heliocentryzmu. I nawet stwierdzenia kreacjonistów o istnieniu praźródła wszystkiego – czyli Boga – są homocentryczne. Nietrudno zauważyć, że moje wywody są powielaniem tego samego schematu. By przedstawiać swoją argumentację, uciekam sie do słów-emblematów. Bo inaczej mój mózg nie potrafi. Bo jak mawiał Stachura – Tyś jest swoim Ja. Ty wymyślasz świat i siebie. Dlatego niemożliwe jest odkrycie przez człowieka „obiektywnej” istoty wszechświata, bo zawsze będzie ono naznaczone jego „subiektywnym” ja.

Często homocentricus ułatwia sobie ustanawianie praw, manewrem socjotechnicznym. Mówi: moje poglądy potwierdza (głosi) duża liczba ludzi, więc jest to miarą ich poprawności, słuszności. Tak powstają podręczniki szkolne, akademickie, doktryny naukowe i filozoficzne. Są częścią „prawdy”, z którą zgadza się jakaś część całej ludzkości. Tak jak „socjologiczne” jest prawo, które sądzi ludzi według umów społecznych, gdy sędziowie podejmują decyzję: co jest karą, dlaczego i jaki jest wyrok. Wiemy, że bez tych praw nie mogłoby istnieć „cywilizowane społeczeństwo”. Ale czy jest to prawda „obiektywna”? Wystarczy powiedzieć, że te umowy w przypadku prawa wyglądają tak: w jednej części świata za jakieś przewinienie ukażą ciebie upomnieniem, w innej ukażą chłostą, a w jeszcze innej długo posiedzisz w więzieniu. Bo są różne miary prawa: w zależności od grupy społecznej, szerokości geograficznej i ... sędziego.

* * *

Myśl jest sprzężona ze słowem.
Mówisz, że najpierw coś wewnątrz czujesz, a potem ubierasz to w słowa. Ale zanim cokolwiek potrafiłeś określić, musiałeś nauczyć się słów - tych pierwszych powtarzanych po rodzicach, opiekunach, tych nauczanych na podwórku, w szkole, w pracy i w czasie całego życia. Gdybyśmy zrobili eksperymet i odizolowali dziecko od kontaktu ze światem zewnętrznym - nic by nie potrafiło powiedzieć, nic sformułować - nawet najprostszej myśli.
A kiedy te słowa już znamy, zaczynamy zadawać pytania o sens istnienia - a nie odwotnie. Nie istniałaby żadna świadomość istnienia, gdyby nie została ubrana w słowa. Bo nie istnieje coś, dopóki nie zostanie to coś nazwane. To samo dotyczy wszystkich pojęć - również takich jak duch, Bóg, miłość, nienawiść, itd. Więc - według mnie - nie ma drogi innej do poznania istoty bytu człowieka, jak poprzez badanie słów, badanie ich zwiażku z otaczającym światem materialnym.
Warunkiem koniecznym do zaistnienia myśli jest istnienie materii. Gdybyśmy się nie narodzili materialnie, nie bylibyśmy w stanie uczyć się słów, by potem zadawać pytania o sens istnienia. Bo człowiek odizolowany od świata zewnętrznego, nie potrafiłby takich pytań - sam z siebie - zadać.
Uważam, że założenie o wyjątkowości człowieka w stosunku do innych form materii ożywionej nie ma w pełni uzasadnienia. Taka postawa to homocentryzm - z niej bierze się przeświadczenie o naszej nadrzędnej roli i ona jest przyczyną wszystkich podziałów na Ziemi. Dzielenia wszystkiego na dobre lub złe - według miary człowieka i tego co mu pasuje lub nie.
I tak jak kiedyś geocentryzm został obalony - w którym Ziemia była środkiem świata - tak i powinien nastąpić moment odrzucenia homocentryzmu na rzecz sytemów holistycznych, postrzegających nas jako jeden z wielu elementów Wszechświata - na równi z całym istniejącym otoczeniem przyrodniczym.

* * *

Podmiotowe, przedmiotowe, obiektywne, subiektywne, żywe, martwe itd. ... to ciągle świat słów.
Aby rozpoznać ich źródło, trzeba zejść trochę głębiej - do świata myśli.

Świat myśli jest światem kwantowym, a więc światem, w którym następuje rodzielenie przestrzeni, materii i czasu. W skali makro, odczuwamy ich ciagłość - są one ze soba płynnie powiązane. Natomiast w skali mikro, przy bardzo małych rozmiarach, takich jak np. atom - następuje ich rozdzielenie. Wyraźnie słychać to w naszej mowie, która operuje rozdzielnie słowami reprezentującymi czas (orzeczenie), materię (podmiot) i przestrzeń (dopełnienie). Związek tych myśli-słow "dąży" do współistnienia - ponieważ w świecie makro czas-materia-przestrzeń są ciągłe.

Jedną z przyczyn istnienia kwantów myśli reprezentujących czas, materię i przestrzeń, może być rozkład siły grawitacji w mikroświecie - podobnie jak rozkładowi ulega światło w pryzmacie na barwy tęczy. Bardzo możliwe, że atom jest obrazem kwantowym grawitacji, w którym osobno istnieje czas (ładunek elektryczny?), materia i przestrzeń - wyznaczona przez ścisle określone, dozwolone położenia materii (elektronu). Jeszcze dalej idący wniosek sugerowałby istnienie w atomie warstw przestrzeni i czasu oraz skupionej materii.

Nasze myśli obdarzone jedną z cech, których źródłem jest przestrzeń, materia lub czas - przybierają postać słowa myślanego i pisanego - innego dla każdego języka, ale o podobnych cechach gramatycznych.