wtorek, 22 maja 2012

Kresomózgowie.

http://www.bryk.pl/teksty/liceum/biologia/cz%C5%82owiek/18969-anatomia_m%C3%B3zgu_ludzkiego.html

Jest to jedna z największych części mózgu i u człowieka nakrywa niemal wszystkie pozostałe obszary. Składa się ona z dwóch półkul połączonych ciałem modzelowatym (spoidłem wielkim). Powierzchnię kresomózgowia pokrywa kora mózgu. To właśnie w niej znajduje się połowa neuronów organizmu (ponad pięć miliardów komórek). Przeważająca część kory mózgu zbudowana jest z sześciu warstw:

Drobinowej - położonej najbardziej zewnętrznie i zbudowanej z ciał neuronów,
Ziarnistej zewnętrznej,
Piramidalnej zewnętrznej,
Ziarnistej wewnętrznej,
Piramidalnej wewnętrznej,
Zwojowej.

W różnych obszarach mózgu poszczególne warstwy kory są odmiennie rozwinięte.

Pofałdowanie kory kresomózgowia znacząco zwiększa powierzchnię mózgu. Jedynie jedna trzecia kory widoczna jest na powierzchni mózgu pozostała jej część wypełnia bruzdy. W każdej półkuli kresomózgowia wyróżnia się płat czołowy, płat ciemieniowy, płat potylicznych, płat skroniowy, oraz płat wyspowy.

W płaci potylicznym znajdują się ośrodki wzroku. Ich uszkodzenie jest przyczyną ślepoty a podrażnienie może wywołać wrażenie światła.

W płacie skroniowym znajduje się ośrodek słuchu.

Na granicy płata ciemieniowego oraz skroniowego mieszczą się ośrodek czuciowy mowy, oraz ośrodek ruchowy mowy. Uszkodzenie wspomnianych ośrodków może przyczyniać się do wystąpienia afazji, czyli zaniku zdolności mówienia.

W korze mózgowej znajduje się również wiele ośrodków odpowiadających za wyższe czynności mózgowe. Są to na przykład: ośrodek świadomości, pamięci, kojarzenia, myślenia, pisania.

Pod warstwą kory mózgowej (istoty szarej) znajduje się tak zwana istota biała. Jest ona utworzona przez włókna nerwowe, łączące ośrodki korowe oraz inne części układu nerwowego.



http://anatomia.wyklady.org/wyklad/985_kresomozgowie-jego-budowa-i-funkcje.html

KORA MÓZGOWA - jest nadrzędnym ośrodkiem sprawującym kontrolę nad czynnością ośrodków nerwowych położonych w pniu mózgu i rdzeniu kręgowym. U człowieka kora mózgowa ma w różnych miejscach różną grubość a co za tym idzie wykazuje pewne różnice w budowie. Na tej podstawie wyróżnia się jej dwa typy:

kora nowa - w życiu postnatalnym jest zbudowana z sześciu warstw komórek nerwowych, zajmuje 11/12 całej kory (płat czołowy, ciemieniowy, skroniowy)

kora archaiczna- niekiedy ma tylko 2-3 warstwy

KORA NOWA - jest zbudowana głównie z różnej wielkości komórek o kształcie piramidalnym i z komórek glejowych, poza tym występują tu komórki o kształcie wrzecionowatym lub gwiaździstym. Komórki układaj ą się w sposób uporządkowany w następujące warstwy:

I warstwa drobinowa

II warstwa ziarnista

III warstwa komórek piramidowych zew.

IV warstwa ziarnista wewnętrzna

V warstwa komórek piramidowych wew.

VI -warstwa komórek wielokształtnych

Warstwy II, III, IV stanowią aparat odbiorczy. Mieszczą się tu struktury odbierające wrażenia z analizatorów oraz czucie powierzchowne i głębokie. W tych warstwach biorą początek włókna kojarzeniowe. W warstwach V i VI mieszczą się czynności wykonawcze i rozpoczynają włókna projekcyjne.

Mózgi zwierząt

http://www.edukateria.pl/praca/mozgi-zwierzat/

Pierwszymi formami życia na Ziemi były pro­ste organizmy jednokomórkowe. Po prze­kształceniu się w organizmy wielokomór­kowe zaczęły powoli wykształcać wewnętrzny system komunikacyjny - układ nerwowy umożli­wiający komórkom wymianę informacji. Nie wszystkie istniejące dziś formy zwierzęce taki sys­tem posiadają. Na przykład gąbki nie są zwierzę­tami tkankowymi i nie mają wyspecjalizowanych komórek przewodzących bodźce. Jednak to zwie­rzęta posiadające komórki nerwowe - neurony -mogły lepiej przystosować się do życia w różno­rodnych typach środowisk.
Najwcześniejszą i najprostszą formą układu ner­wowego jest sieć neuronów. Jest ona zbudowana z komórek nerwowych rozmieszczonych w róż­nych punktach ciała zwierzęcia, połączonych ze sobą i mogących wymieniać między sobą infor­macje. W układzie nerwowym typu sieciowego nie istnieje skupisko komórek nerwowych, które mogłoby pełnić funkcje koordynacyjne. Jamo­chłony i szkarłupnie mają układ nerwowy typu sie­ciowego. Organizmy te szybko reagują na bodźce. Jeżeli potencjalna ofiara dotknie komórek jamo­chłona, całe ciało drapieżnika kurczy się, czułki automatycznie owijają się wokół zdobyczy. Po­budzenie i reakcja na nie są natychmiastowe. Nie następuje tutaj zapamiętanie informacji, jest to tylko prosty odruch.

Pnie nerwowe
Następnym etapem rozwoju układu nerwowego było wykształcenie pni nerwowych - wiązek ko­mórek nerwowych, które ciągną się wzdłuż ciała zwierzęcia. Kolejnym etapem było wykształcenie zwojów nerwowych. Zwoje nerwowe są miejscami, gdzie spotykają się zakończenia wielu neuronów. W rejonach tych może dochodzić do wymiany informacji i poleceń pomiędzy komórkami ner­wowymi. Taki typ układu nerwowego wykształ­ciły zwierzęta, które cechuje dwuboczna symetria ciała. Na przykład u wypławka, który należy do typu płazińców, układ nerwowy składa się z dwóch połączonych ze sobą zwoi, od których odchodzą pnie nerwowe. Węzły znajdują się w części gło­wowej zwierzęcia. U dżdżownicy natomiast układ nerwowy ma kształt drabiny. W każdym segmen­cie w brzusznej stronie ciała znajduje się para połą­czonych ze sobą zwojów, które łączą się ze zwoja­mi sąsiednich segmentów spoidłami nerwowymi. W okolicy głowowej znajduje się parzysty zwój nadprzełykowy połączony obrączką okołoprzełykową z parą zwojów podprzełykowych. Zwoje głowowe tych zwierząt można określić jako pry­mitywną formę mózgu. U dżdżownicy od zwoju głowowego odchodzą w kierunku otworu gębo­wego komórki nerwowe.
Zwój głowowy bezpośrednio połączony z otworem gębowym stał się ważnym ośrodkiem odpowiedzialnym za rozpoznawanie i odnajdowanie pokarmu. U wielu bezkręgowców w zwojach głowowych znajdują się ośrodki takich zmysłów, jak węch, smak i wzrok, a same narządy zmysłowe, o takie jak oczy i receptory węchowe są również rozlokowane na głowie. Wzrok i węch odgrywają ważną rolę w odnajdowaniu pokarmu i wykry­waniu zagrożenia. Wraz z doskonaleniem się tych zmysłów następował szybki rozwój węzłów ner­wowych przednich. Zwierzęta posiadające jeden centralny pień nerwowy potrafiły wydajniej i szybciej przetwarzać informacje niż zwierzęta mające większą liczbę pni nerwowych. Owady powstały około 550 milionów lat temu. Połowa masy mózgu owada jest związana z funkcją przetwarzania informacji węchowych. Jeszcze bardziej rozwinięte węzły głowowe wykształciły głowonogi (kałamarnice, ośmiornice). Ewolucji układu nerwowego u głowonogów towarzyszył szybki rozwój narządów chwytnych - macek. Gło­wonogi są niezwykle zręcznymi drapieżnikami.
Zwoje głowowe głowonogów połączyły się ze sobą, tworząc wielkie skupisko komórek nerwo­wych - centralny ośrodek koordynacji. Jego po­szczególne rejony są odpowiedzialne za prawidło­we funkcjonowanie różnych rejonów ciała lub za prawidłowy przebieg poszczególnych czynności życiowych. Podobną funkcję spełnia mózg u krę­gowców. Układ nerwowy bezkręgowców może być bardzo skomplikowany i złożony: na przykład mucha domowa ma w swoim ciele ponad milion pojedynczych komórek nerwowych.

Mózgi kręgowców
Pierwsze kręgowce pojawiły się około 500 mi­lionów lat temu, pod koniec okresu kambryjskiego. Były nimi pradawne bezżuchwowce. Cechą charakterystyczną tych zwierząt był brak żuchwy i wykształcenie chrzestnego kręgosłupa - szeregu połączonych ze sobą elementów, które zabezpie­czały rdzeń kręgowy i stanowiły wewnętrzny szkie­let osiowy. U kręgowców centralny układ nerwo­wy składa się z rdzenia kręgowego i usytuowanego w przedniej części ciała mózgowia. Od mózgu i rdzenia kręgowego rozchodzą się nerwy czaszko­we i rdzeniowe, których sieć tworzy układ nerwo­wy obwodowy.
Mózgowie kręgowca składa się z pięciu części: przodomózgowia, międzymózgowia, śródmózgowia, tyłomózgowia i zamózgowia. Powstają one z trzech pęcherzyków mózgowych w fazie rozwoju zarodkowego - przodomóżdża, śródmóżdża i zamóżdża. U ryb, na przykład, z każdą z tych trzech pierwotnych części mózgu są powiązane trzy głów­ne zmysły - węch, wzrok i słuch. U gatunków ryb i płazów stojących na niskim poziomie rozwoju ewolucyjnego płaty wzrokowe w śródmózgowiu są najważniejszymi częściami mózgu.
Różne części mózgu rozwinęły się odmiennie u różnych gromad kręgowców, co jest ściśle zwią­zane z ich odmiennym trybem życia. Na przykład węch u ptaków nie odgrywa dużej roli, toteż w mózgowiu tych zwierząt okolice węchowe w przodomózgowiu są słabo rozwinięte i niewiel­kie. Z drugiej strony w mózgowiu ptaków są bar­dzo dobrze rozwinięte te części, które odpowiadają za zachowania instynktowne, takie jak na przykład budowa gniazda. Są to śródmózgowie i tyłomózgowie, tworzące tzw. móżdżek. Ma to zapewne związek z dwunożnością i zdolnością ptaków do lotu, gdyż w móżdżku znajdują się ośrodki odpo­wiedzialne za utrzymanie równowagi ciała. U ssa­ków największą częścią mózgowia jest przodomózgowie, natomiast śródmózgowie z płatami wzrokowymi jest najmniejsze, co jest związane z mniejszą rolą wzroku u zwierząt z tej gromady.
Przodomózgowie ssaków jest podzielone na dwie wielkie półkule mózgowe, które są nazywa­ne mózgiem właściwym. Ich powierzchnia jest pokryta warstwą neuronów tworzących tzw. korę mózgową. Kora mózgowa nowego typu wykształ­ciła się u pradawnych gadów. U niektórych ssa­ków powierzchnia kory mózgowej jest pofałdowa­na i pokryta bruzdami.
Wielkość półkul mózgowych przodomózgowia i stopień pofałdowania ich powierzchni są zwią­zane z poziomem inteligencji ssaka. Przesyłając bodźce do poszczególnych części mózgu, można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć reak­cję zwierzęcia. Trudno jednak wyobrazić sobie efekty oddziaływania na korę mózgową, gdyż znaj­dujące się tam rozmaite ośrodki połączone są ze sobą w bardzo skomplikowany sposób. Zadaniem kory mózgowej ssaków jest przede wszystkim funkcja kojarzeniowa i sterowanie złożonymi for­mami zachowania.

■ U ssaków jeden neuron może być połą­czony z 1000 innych komórek nerwowych.
■ Mózgi niektórych węży przetwarzają sygnały chemiczne, które z otaczającego świata docierają do zwierząt. Bodźce zapa­chowe podrażniają specjalne komórki czu­ciowe - chemoreceptory, które są roz­mieszczone po bokach głowy węża.
■ Człowiek nie potrafi wykrywać zmian ziemskiego pola magnetycznego, sądzi się jednak, że niektóre zwierzęta posiadają tę zdolność. Prawdopodobnie ziemskie pole magnetyczne wyczuwają ptaki. Zdolność tę wykorzystują podczas dalekich sezono­wych wędrówek. Podobną zdolność wy­czuwania pola magnetycznego Ziemi wy­kazują walenie.
■ Ryby mają w mózgach ośrodki, które analizują bodźce wywołane przez rozcho­dzące się w wodzie wibracje. Pozwala to rybom odnajdować ofiary lub w porę uni­kać niebezpieczeństwa. U ryb zakończe­nia nerwów wrażliwych na ruch wody two­rzą tzw. narząd linii bocznej.

Duży mózg nie musi być lepszy

http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/191553,Duzy-mozg-nie-musi-byc-lepszy-

Małe owady mogą być równie inteligentne jak duże ssaki.

Małe owady mogą być równie inteligentne jak duże ssaki. Nie wszystko zależy bowiem od wielkości mózgu.

Naukowcy z Uniwersytetu Londyńskiego bronią inteligencji zwierząt, które mają niewielkie mózgi. – Większy mózg niekoniecznie przekłada się na większa inteligencję – mówi Lars Chittka, wykładowca ekologii behawioralnej na londyńskiej uczelni. Po co zatem większe mózgi?

Naukowcy wielokrotnie wykazywali, że insekty potrafią zachowywać się w sposób, który zwykle nazywamy inteligentnym. Pszczoły umieją kategoryzować grupy obiektów, np. psy czy ludzkie twarze, rozróżniać rzeczy na zasadzie „to samo” - „nie to samo” i odnajdywać w obiektach symetrię. – Wiemy, że wielkość mózgu zależy głównie od rozmiaru ciała zwierzęcia – wyjaśnia Chittka w Current Biology. – Ale, wbrew potocznym przeczuciom, zdolności intelektualne gatunku wcale nie zależą od wielkości tego organu – wyjaśnia.

Mózg wieloryba może ważyć do 9 kg (ponad 200 miliardów połączeń nerwowych), ludzki waży na ogół 1,25-1,45 kg (85 miliardów połączeń), a mózg pszczoły – zaledwie 1 mg i ma niecały milion połączeń nerwowych. Wielkość mózgu wpływa na zdolności zwierzęcia do wykonywania czynności precyzyjnych (np. dokładnych ruchów), ale tak naprawdę praktyczne znaczenie ma wielkość konkretnych obszarów mózgowia, odpowiedzialnych za konkretne zmysły (wzrok czy słuch).

Badania wskazują, że większy mózg u większych zwierząt jest normą tylko dlatego, że musi kontrolować duże ciało i zarządzać sporą ilością nerwów, które się w nim znajdują. – Większych mózgach na ogół nie ma nic „nowatorskiego”, a tylko więcej tych samych połączeń nerwowych. To może zwiększyć ilość detali, które np. się postrzega, ale nie tworzy żadnej nowej jakości – mówi Chittka.

To z kolei musi oznaczać, że „zaawansowane” procesy myślowe mogą opierać się na niewielkiej liczbie specjalnych neuronów. Symulacje komputerowe sugerują, że świadomość może pojawić się dzięki obecności małej liczby neuronowych „zwojów”. Można zatem założyć, że zmieściłyby się one nawet w główce pszczoły, a zatem teoretycznie i ona mogłaby być samoświadoma.

Badania informują nas, że umiejętność liczenia opiera się na zaledwie kilkuset neuronach, a świadomość na kilku tysiącach tych komórek. Inżynierowie liczą, że te ustalenia pomogą w stworzeniu lepszych komputerów o większych możliwościach np. do rozpoznawania wyrazu twarzy.

poniedziałek, 21 maja 2012

Intuicja

http://darknesrose.fm.interia.pl/intuicja.htm

Intuicja - rdzeń tego wyrazu pochodzi od łacińskiego słowa "intueri" = "przyglądać się, obserwować". Dzisiejsze znaczenie wywodzi się ze średniowiecznego łacińskiego słowa "intuitio" = "podszept, przeczucie". Słowniki podają tu: "przeczucie, zdolność przewidywania" lub "twórcza wyobraźnia".

Intuicja jest więc "zrozumieniem zdobytym nie przez doświad­czenie lub rozumowe zastanawianie się", intuicja jest "bezpośred­nim przeżyciem rzeczywistości". Goethe nazwał intuicję "objawie­niem rozwijającym się z wnętrza człowieka". Dla psychoanalityka C. G. Junga jest ona rodzajem instynktowego pojmowania, co oznacza, że rozumiemy coś całkowicie, bez wyjaśniania, jak i dlaczego coś się dzieje. Gdy chcemy opisać intuicję, mówimy o wrażliwości, zdolności wczuwania się, przeczuciu lub nieświadomym postrzega­niu, ale także o twórczych pomysłach i kreatywności. Jest to zrozu­mienie procesów, które mają miejsce poza naszą świadomością i które przyjmuje nasz umysł, ponieważ skierowany jest na siebie samego.

Mówimy o "olśnieniu", gdy mamy jakąś ideę, inspirację, pomysł. Intuicja jest owym nagłym podszeptem, gdy czujemy, że "coś wisi w powietrzu" lub gdy coś "widzimy oczyma duszy" - nie przypomina nam to jednak filmu, a jest raczej jak migawka - coś nagłego i nie­oczekiwanego. "Strzela nam do głowy pomysł", i to tak nagle, "jak grom z jasnego nieba". Niektórzy ludzie mają "nosa", inni czują coś "w trzewiach" ...

Intuicja pojawia się najczęściej nieoczekiwanie, ale we właściwej chwili. My sami jesteśmy dostawcami intuicji i jednocześnie jej odbiorcami. Wychodzi z naszego wnętrza, choć impuls pochodzi często z zewnątrz.Intuicja jest naturalną zdolnością człowieka. Jest zapalającą iskrą, przezorną przepowiednią, twórczą siłą, kreatywną energią, we­wnętrznym ostrzeżeniem, przeczuciem, kluczowym elementem przy odkryciach i decyzjach, doradcą w życiu codziennym. Intuicja bierze w naszym życiu codziennym dużo większy udział, niż przypuszczamy . Jest istotnym elementem naszej kreatywności.

Najważniejszym kryterium intuicji jest to, że najczęściej ujawnia się dopiero wtedy, gdy już zaniechaliśmy rozwiązywania problemu, szukania odpowiedzi na jakieś trudne pytanie, działań zmieniających sytuację. Mówiąc krótko: intuicja może zrodzić się, gdy przestajemy intensywnie myśleć o jakiejś rzeczy. Zapewne nie każdy spontaniczny pomysł, nie każdy błysk natchnienia jest intuicją. Im częściej zajmujesz się intuicją, tym łatwiej potrafisz rozróżniać intuicyjny podszept od pomysłu zasugerowanego z zewnątrz. Jeśli rozwijasz swoje zdolności intuicyjne, to w decydującym momencie bę­dziesz dokładnie wiedział, czy chodzi o intuicję, czy nie.

Niektórzy ludzie twierdzą jednak, że czegoś takiego jak intuicja w ogóle nie ma; inni wierzą wprawdzie w jej istnienie, ale uważają, że nie każdy ją posiada. Ale są jednak i tacy, którzy przysięgają, że intuicja działa skutecznie, ponieważ wiedzą, że swoje sukcesy za­wdzięczają właśnie jej.

Wszyscy znamy to uczucie kiedy nieświadomi niczegi skręcamy w boczną ulicę i nagle nabieramy absolutnej pewności, że kiedyś juz tu bylismy, choć dobrze wiemy, że to niemożliwe. Przypominamy sobie szczegóły albo możemy dokładnie powiedzieć, jaki dom ukaże się za zakrętem. Rozmawiamy o tym dziwnym przeżyciu w gronie rodziny i znajomych, a potem znów o nim zapominamy.

Weryfikację podobnych twierdzeń, utrudnia przede wszystkim brak mozliwości dowolnego powtarzania badanego zdarzenia na zawołanie. Do zainteresowania takimi przypadkami poważnej nauki nie przyczyniaja się również okultystyczne interpretacje, opierające się na koncepcji kolejnych wcieleń.

Informacje gromadzące się w naszej świadomości, do których można stale sięgać, należałoby zdefiniować jako wspomnienia. Taka klasyfikacja wydaje się pomocna, jednak tak nie jest.
Jeśli nawet nie wiadomo dokładnie, co dzieje się w naszych mózgach, to jednak panuje zgodnośc poglądów co do tego, czym są wspomnienia. Zapamiętujemy to co widzimy, słyszymy, odczuwamy i przeżywamy (przynajmniej częściowo). Przeważająca częśc wspomnień jednak tkwi w naszej podświadomości czekając na chwilę, w której wydobędzie sie znowu na powierzchnię, albo zostanie wydobyta różnymi metodami, np. przez głęboką hipnozę. Tu kończy się teren zbadany.

Nikt np. nie wie, gdzie znajduje się siedlisko pamięci. Zdarzające się przypadki całkowitego zachowania pamięci nawet przy zniszczeniu jednej z półkul mózgowych, mógłby świadczyc o tym, że istnieje pamięć niezlokalizowana, w postaci jakby hologramu.

Jeśli chodzi o zadania jakie pamięć ma do spełnienia, to sprawa wydaje sie jasna. Tak jednak nie jest, jesli uwzględnimy kwestię, dlaczego mogą się w niej zadomowić obce wspomnienia. jeszcze trudniej zaakceptować fakt, że istnieje też coś takiego jak wspomnienia z przyszłości.

Nie mniej dziwnym zjawiskiem jest odczytywanie treści pamięciowych zapisanych w materii nieożywionej.

Dość, chciałoby się zawołać, tego juz za wiele !!! Gdzieś musi się kończyc gotowośc do akceptacji. Pogląd, że kamień czy stół mógłby mieć jakieś wspomnienia, wyraźnie juz nie jest możliwy do przyjęcia. Nie sposób uwierzyć, że osoby uwrażliwione mogą się wczuwać w skalne bloki, albo inne przedmioty, tak jak w innych ludzi ...
A jednak tak było !

W 1953 r. holenderski jasnowidz Gerard Croiset zdołał, mając w ręku jedynie maleńki odłamek kości, dokładnie opisac jaskinie, z której pochodził, jak również całe jej otocznie, ówczesnych mieszkańców i ceremonię religijną, w której ta kość miała odegrać pewną rolę. Absolutną ścisłość podanych przez niego informacji potwierdził rektor uniwersytetu Witwatersrand, który tę kość znalazł w pewnej jaskini w Lesotho.
Powie ktoś, że to czysty przypadek. Skąd rektor uniwerytetu mógłby tak dokładnie wiedzieć, co się wtedy wydarzyło? Jasnowidze maja poprostu swoje sztuczki; takie zdolności trzeby poddać dokładnej weryfikacji.

Jeszcze bardziej niezwykłe okazały się wyniki eksperymentu przeprowadzonego niedawno przez Psychic Research Foundation w Północnej Karolinie (USA), a dotyczące pamięci martwych przedmiotów.
Eksperymenty mające na celu stwierdzenie zdolności postrzegania pozazmysłowego przy użyciu kart (kart do gry, albo specjalnych kart Zenera-Rhine`a) to nic nowego. Nie wiedziano natomiast dotąd, że niektórzy ludzie umieją rozróżniać zupełnie czyste karty jedynie na podstawie ich indywidualnych losów.
Osoby poddane testowi, mimo najsurowszej kontroli, umiały w sposób pewny indentyfikować niezadrukowane karty do gry, odczytując zapisaną w nich pamięć.
Nikt po za nimi nie mógł tych kart rozróżnić. Zawiódł nawet wytresowany pies gończy.

W świetle tych eksperymentów nie powinno się już bagatelizować ludzi mówiących o złych miejscach, domach itp., gdzie źle się czują; zwykło się im zarzucać dziwaczenie albo klasyfikować ich jako neurotyków.

Jak z powyrzszego wynika, osoby mające odpowiednie uzdolnienia moga z przedmiotów martwych odczytywać treści pamięciowe (w najszerszym rozumieniu). Jest to możliwe przy bezpośrednim kontakcie, albo względnej bliskości z danym przedmiotem.
Jest jasne, że za pośrednictwem przedmiotów można przesyłać i odczytywać także informacje pochodzące z najdalszych stron.
W Meksyku w latach dwudziestych, zyskał rozgłos niejaki Walter Prince. Umiał rozpoznac mały strzępek papieru jako treść listu przesłanego w butelce, mimo że był w zapieczętowanej kopercie. Nie koniec na tym, osoba ta podała całkiem ścisłe informacje na temat nadawcy listu, który morze wyrzuciło na brzeg. Ich prawdziwość potwierdziła wdowa po nadawcy.

W tym miejscu musimy na chwilę ochłonąć. Jak sie okazuje, nasz mózg, czy też duch, jest zdolny odbierać i przyswajać sobie takie informacje, które zupełnie słusznie powinny być dlań niedostępne. Pamiętamy wydarzenia, przy których nie bylismy obecni, a w których uczestniczyli inni ludzie - czy nawet przedmioty (!)
Pamiętamy również swoją przyszłość ....

Coś na zakończenie

Intuicja jest dla człowieka tak samo naturalna, jak instynkt dla zwierząt. Różnica polega na tym, że zwierzę nie ma wyboru -musi podążać za instynktem. Z człowiekiem jest inaczej: może decydować, czy podążyć za swoim rozumem, czy za intuicją, a może za ich kombinacją. Zdolności intuicyjne posiada każdy, jednak wsku­tek przesadnego korzystania tylko z rozumu, intuicja jest tłumiona i prawie w zaniku. Należy zatem przypomnieć i rozwinąć własne zdolności intuicyjne oraz duchową dojrzałość, aby ponownie móc odbierać intuicję świadomie.

Trudność, aby zaufać swoim pomysłom, błyskom myśli lub my­ślom niezwykłym, polega po prostu na tym, że intuicja może sprze­ciwiać się rozumowi, uczuciu, przyzwyczajeniu. Uczucie ma ten­dencję do wybierania drogi najwygodniejszej, a rozum wysuwa argumenty, często obalające przesłanie intuicji. Tak więc naj­chętniej podążamy za rozumem, zamiast się przyznać, że to czy owo wiedzieliśmy już intuicyjnie wcześniej, ale nie zwróciliśmy na to uwagi lub wydało nam się to niewiarygodne. Nasze życie przebiegałoby zapewne całkiem inaczej, gdybyśmy podążali za intuicyjnymi impulsami. Przeżywanie przyszłych sytuacji, odczy­tywanie myśli innych ludzi i mentalne przekazywanie swoich myśli jest całkiem normalne dla kogoś, kto zdaje się na swój potencjał ...

Intuicjonizm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Intuicjonizm_%28matematyka%29

Intuicjonizm w matematyce to pogląd filozoficzny w zakresie istnienia obiektów matematycznych. Intuicjonizm jest prądem blisko związanym z finityzmem i innymi nurtami konstruktywizmu. Powstał głównie w związku z pojawieniem się teorii mnogości i paradoksów ujawnionych w jej ramach, jednak jego kontekst jest szerszy i ogólnie obejmuje odpowiedź na problemy wynikające z koncepcji nieskończoności i granicy w matematyce. Intuicjoniści uważają, że pewne atrybuty niektórych prostych obiektów matematycznych, jak np. liczb naturalnych czy obiektów geometrycznych lub własności przestrzeni, są nam dane i są dostępne poznaniu dzięki intuicjom jakie posiadamy na ich temat. Uważają oni, że treść twierdzeń matematycznych, a zwłaszcza mechanizmy prowadzące do rozwoju wiedzy matematycznej w znacznej mierze dostępne są dzięki intuicji, możliwości wglądu i zrozumienia ich znaczenia dzięki pewnym często pierwotnym intuicjom umysłu matematyków. Głównym twórcą intuicjonizmu był Luitzen Egbertus Jan Brouwer, który proponował budowę spójnej bazy zasad matematycznych w celu budowy systemu podstaw matematyki z pominięciem koncepcji, które intuicjonizm krytykuje, a więc niekonstruktywne dowody, żonglowanie nieskończonością aktualną itp.

Intuicjonizm neguje prawdziwość niektórych z aksjomatów logiki formalnej, a zwłaszcza aksjomat wyłączonego środka (a\vee\neg a), twierdząc, że w niektórych przypadkach fakt udowodnienia fałszywości negacji zdania p nie implikuje prawdziwości zdania p (zobacz: dowód nie wprost), zwłaszcza gdy sensem udowodnionego zdania p jest teza o istnieniu pewnych obiektów (p. dowód niekonstruktywny). Tym samym prawo wyłączonego środka stosuje się zdaniem intuicjonistów tylko do określonych zdań i nie obejmuje zdań stwierdzających o istnieniu obiektów. Intuicjoniści twierdzą, że z faktu, iż - z założenia, że pewne obiekty nie istnieją, wynika sprzeczność - nie wynika jeszcze ich istnienie; jeśli nie podano sposobu konstrukcji takich obiektów, to w istocie nie wykazano ich istnienia (pomimo że założenie o ich nieistnieniu prowadzi do sprzeczności). Tym samym stawiają oni znak zapytania w zagadnieniu istnienia tak podstawowych obiektów jak liczby rzeczywiste niewymierne, czy pojęcie "dowolna liczba", które jest dla ortodoksyjnego intuicjonisty pozbawione sensu (można za to wypowiadać sądy o dowolnych konkretnych liczbach).

Intuicjonizm stoi w niejakiej opozycji w stosunku do poglądów upatrujących sensu twierdzeń matematycznych wyłącznie w ich wyprowadzalności z aksjomatów, jak logicyzm, a zwłaszcza formalizm. Szczególnie mocno podkreśla on, że matematyka zawiera pewną treść, zaś udowadnianie i tworzenie nowych twierdzeń jest aktem twórczym nie polegającym wyłącznie na żonglowaniu symbolami matematycznymi.

Program intuicjonizmu realizowany przez Brouwera i jego uczniów nie doczekał się wielu kontynuatorów, pomimo pewnych sukcesów i udanej przebudowy niektórych działów matematyki, by pozostawały w zgodzie z zasadniczymi tezami budowniczych szkoły intuicjonistycznej. Współcześnie intuicjonizm nie ma znaczenia dla rozwoju matematyki, zwłaszcza jako program budowy jej fundamentów i pozostaje raczej prywatnym poglądem intuicjonistów na znaczenie tez matematycznych.

środa, 16 maja 2012

Przemyślenia o grawitacji

Ok ... i tak samo jest z moją teorią słowa. Ona wynika z mojej potrzeby wyjaśniania świata. Z mojej potrzeby znalezienia odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Ale tym samym powodowane jest każde działanie i myślenie: Arystotelesa, Bacona, Newtona, Einsteina i wielu, wielu innych. To co nazywamy odkryciem naukowym ma te same pobudki co myśl każdego ciekawego życia człowieka, w tym filozofa (np. odkrycie bomby atomowej). Dlatego "rozwój świata" jest jakby "nieodwołalny".

Chcę tylko wskazać na źródła tych pobudek, które wszystkie zaczynają się i kończą w naszym EGO.

Chcę również powiedzieć, że nie jest moim celem naprawianie ludzkich postaw. Bo dostrzeganie tego co dobre lub złe - jest w ludzkiej naturze. I zawsze będą głosiciele skrajnych poglądów, jak również ci, którym wystarcza wschód słońca do szczęścia.

Różnorodność człowieka, najłatwiej zrozumieć na łące, gdzie miliony źdźbeł trawy kołysze się na wietrze, a pomiędzy nimi następne miliony stworzeń znajdują bytowanie. Bo skoro jest problem wyrażam swój pogląd, choć jest on tylko jednym z milionów poglądów, jedną z miliona możliwości odpowiedzi. I wystarczy czasami zmienić jedno słowo, by sens jej odebrać inaczej. Dlatego świat można malować słowami na nieskończenie wiele sposobów. A to jak ten świat jest malowany, zależy tylko od wnętrza malarza, od jego sposobu widzenia świata - czyli siebie.

* * *

No tak ... dodam tylko jeszcze, że tym co nas zmusza do rozwoju jest grawitacja. Zobacz: człowiek walczy z nią od zarania swoich narodzin. Dziecko musi kiedyś zacząć chodzić - i wtedy ją pokonuje być może po raz pierwszy. Ale walka z nia trwa całe nasze życie. Nawet teraz gdy to piszę, serce pompuje do mózgu krew, na przekór grawitacji.
Więc ta chęć odkrywania jest jakby projekcją tej ciągłej walki wewnętrznej. Przecież nie można coś zrobić nie ruszając się z miejsca. Nie można coś zrobić by zaraz nie pojawiła się grawitacja skłaniająca nas do spoczynku, do bycia nieruchomym. Być może dlatego, człowiekowi potrzebny jest Bóg, by mieć nadzieję, że kiedyś z nią wygramy i że istnieje coś takiego jak dusza, która nie podlega jej działaniu.
Lecz widzę to inaczej - dusza też jest wytworem grawitacji, ponieważ jest wytworem myśli człowieka. Tylko w tym przypadku jej grawitacyjny środek ma miejsce w naszym mózgu (sercu?). Sądzę tak, ponieważ prawa przyrody są wszędzie takie same. Przyroda nie znosi wyjatków. Więc dlaczego nasz mózg (serce?) miałby być wyjątkiem od natury?

* * *

"A egoizm jest wpisany w naturę każdego człowieka"
No więc to nurtowało i nurtuje mnie od lat ... Jak to wpisany? Bo takie są prawa natury? A skąd wzięły się prawa natury zanim jej formy przyrodniczej jeszcze nie było na Ziemi? Jakie siły działały wtedy, które zapoczątkowały i rozwinęły tzw. wrodzony egoizm człowieka? I czy tylko człowieka? Spójrzmy na przelatującego motyla mieniącego się ferią barw, na wróbelka, na drzewo, kwiat, rzekę, morze czy kamień ... One też zawsze i tylko chcą dla siebie. Egoizm więc jest czymś naturalnym, czymś oczywistym - tak oczywistym jak prawa fizyki rządzące światem. No a potem ... wpadłem w sidła grawitacji ...

* * *

Próbujemy oceniać zachowania, których motywem jest wszechobecny egoizm. Próbujemy w ten sposób różnicować egoizm na ten o pozytywnym zabarwieniu (np. matka poświęca się dla dziecka) i negatywnym (zdrada stanu). Próbujemy dlatego, by spełnione zostały normy społeczne, oczekiwane, pozwalające żyć "egoistom" w swoistej równowadze,
No i znowu zadałem sobie pytanie: dlaczego istnieje coś takiego jak społeczeństwo (np. ptaków, mrówek, ludzi ...). Dlaczego mimo rozbieżnych interesów indywidualnych istnieje dążność do wspólnoty? "Kontynuacja gatunku", "ochrona terytorium" i jeszcze wiele innych pojawia się w badaniach socjologicznych. Ale dla mojego fizycznego sposobu pojmowania świata, są one niewystraczające. Bardziej fundamentalną siłą za tym stojącą jest grawitacja.
Zobaczmy: Im większe ciało tym większe znaczenie grawitacyjne ma we Wszechświecie. Każde natomiast ciało zbudowane jest z atomów, w ten sposób, że pomiędzy nimi ustala się równowaga tego co by atom "chciał" dla siebie i tego co "daje" innym (atomom). Przypomina to rodzaj społecznego kompromisu. W tym ujęciu, społeczeństwo można traktować jako jedno ciało, w którym ludzie są połączeni i dążą to takiej samej równowagi jaka istnieje pomiędzy atomami.
I każdy z nas, chociaż jest odrębnym człowiekiem stanowi z innymi ludźmi jedno, wspólne ciało. W skali świata jest to ciało ludzkości. Dlatego każda nawet najmniejsza myśl jednego człowieka, wpływa na myślenie wszystkich pozostałych. Jest jak wburzenie rozprzestrzeniające się wewnątrz struktury jednego ciała. W skali atomowej (mikro) siłą wiążacą jest elektromagnetyzm, w skali człowieka (makro) - siłą wiążącą jest grawitacja.

* * *

Miłość jest zjawiskiem powszechnym. Ma źródło w nas samych. Kiełkuje, nabiera słów i obrazów, myśli i emanuje. Właściwie nikt nie rodzi się jej pozbawiony. Każdy jest gotowy ją dawać. Bywa, że okoliczności zewnętrzne ją deformują, tzn. zmieniają jej obraz na mniej akceptowany społecznie.

Czy ktoś kto zabił z premedytacją, nie ma jej w sobie? Zawsze w takich sytuacjach, próbuję zrozumieć motywacje stojące za tym okrutnym faktem. Skoro ktoś urodził się z miłością, w jaki sposób dochodzi do tego, że zabija drugiego człowieka. No więc, można to jedynie wytłumaczyć w ten sposób, że miłość nie jest zjawiskiem istniejącym poza nami - obiektywnie. Miłość - która m.in. pozwala zabijać - jest miłością do siebie. Jest jak ogromny lej w naszym środku, który pochłania wszystko co wokół, by nasycić nigdy nie zaspokojoną potrzebę uznania, akceptacji, wyróżnienia. Czasami ceną za to wieczne pragnienie jest cudze życie. I jedynie prawa moralne i społeczne - a więc wspólne wszystkim ludziom - chronią przed takimi, ekstremalnymi jej postaciami.

Dla mnie - fizyka - stało się oczywiste, że taka jej postać musi mieć związek z naturalnymi prawami rządzącymi przyrodą. No i odkryłem ogromne podobieństwo w sposobie działania miłości, do sposobu działania grawitacji. Ona jest też powszechna i też "nienasycona" - bo zawsze przyciąga wszystko wokół do środka masy - do środka garwaitacji. I nie można jej odrzucić, tzn. nie można odrzucić tego pragnienia istniejącego w każdej masie - również tej ożywionej.
Dalsze rozważania doprowadziły mnie do wniosku, że nie istnieje zatem ani dobra ani zła miłość. To tylko ludzkie opisy próbują ją klasyfikować. Ona jest jedna i wiecznie ta sama - od momentu narodzenia zawsze pragnie, ciągnie do swojego środka.

środa, 9 maja 2012

Przemyślenia 2

Nie daj sie zniszczyć przez raka niemocy, który obezwładnia przez zawłaszczenie ciała i duszy. Musisz być silny przynajmniej po to by móc odpowiedzieć, gdy któregoś dnia Twój syn zadzwoni: - Tato, co słychać u ciebie? U mnie w porządku, synu kochany. Musisz umieć to zrobić przez zaciśnięte z bólu zęby, żeby go wesprzeć, żeby mu pomóc uwierzyć, że wszystko to nie jest na marne. Boś ty jego ojciec, a on syn którego powołałeś do życia, ku chwale twojej, a nie ku rozpaczy. Warto umrzeć dla takich chwil. Więc proszę, zwalcz tego raka w sobie ...

* * *

To fantazje słowne, posiłkujące się enigmatycznie brzmiącymi pojęciami jak matryca, Bóg itd. Żadne z tych pojęć nie ma dokładnej definicji, bo takowe nie istnieją. Więc łatwo się migać. Jest to więc bajdurzenie o bajdurzeniu. Albo łagodniej: zabawianie się słowem jak kostką rubika, z zadaniem uzysknia najbardziej symetrycznego kształtu znaczeń. Cóż - jest to oczywiście dla pieniędzy i dla dobrego sampoczucia tych, którzy te pieniądze wydają (w końcu nie na darmo!).
Ale .. ponieważ jest w ich słowach prawda, przez przypadkową łączność powiązana z prawdami prawdziwymi ... więc boję sie już oddychać, żeby jeszcze bradziej ich konsumcyjno-egzystencjonalnej wartości nie wchłonąć. Cyniczny jestem, prawda? I po 8 piwach.
Miałem dzisiaj taką wizję ... jeśli chcesz wysłuchać, proszę. Przedzieraliśmy się z Kajratem przez gąszcza lasu, zmoknięci siąpiącym deszczem i przszła myśl taka o ptakach ćwierkających ślicznie w konarach i o ich trelich rozmowach. I wtedy deszcz mi podpowiedział: one są z wody ... więc cokolwiek mówią z wody pochodzi ... i każdy ich ćwierk jest jakimś obrazem wody. Strząsnąłem z siebie kiść kropel znad czoła i pomyślałem: tak samo musi być z człowiekiem. On przecież z wody jest zbudowany. Więc wszystkie jego słowa są tej wody jakimś obrazem. No tak a węglowodany? Dlaczego następuje w nich rozdzielnie wody na wodór i grupy karboksylowe OH? I czy to rozdzielnie niszczy informację? Ależ, nie - bo w wyniku spalania, struktura wody powraca, ale jakby mądrzejsza jakby pełniejsza o doznania człowieka. Hmm ... może to racja, a może tylko bajanie ... nie wiem ... ale intuicyjnie czuję, że woda jest w każdym naszym słowie. I pewnie stąd wzięło się nasze "lanie wody" ...
Pozdrawiam. Hiip!

* * *

Jeżeli wolisz nazwać to cofaniem się cywilizacji - to nazwij. Ale z prostych przekazów wynika, że ogólny poziom technologii, rozwój lecznictwa w walce z chorobami, leki, implanty, przeszczepy, podbój kosmosu, środki komunikacji (z których i Ty w tym momencie korzystasz) - to efekt pracy człowieka - a nie kosmitów. W dzisiejszej rzeczywistości, zanim podejmiesz jakąś decyzję o zakupie, kierujesz się chęcią kupowania nie najgorszego sprzętu czy pożywienia ale najlepszego (dlaczego?. A te są często uwarunkowane rozwojem technologii. Nie można patrzeć np. na medycynę z punktu takiego, że: rentgen, tomograf, penicylina - to tylko były (są) jakieś wyjątki nie mające dla nas znaczenia.
Jeśli chodzi natomiast o tzw. sparwiedliwość. Wskaż mi choćby jeden moment w historii człowieka, gdy jego zachłanność, chciwość, obłuda, mordowanie i zabijanie niewinnych - nie miały miejsca! To jest NATURALNA historia człowieka tak jak NATURALNA jest przyroda w której - zauważ - mimo mijających tysiącleci (ba: milionów lat), prawo silniejszego, który zabija słabszego NIE ZMIENIŁO SIĘ. I co mnie niepokoi, to jedynie fakt, że jeżeli wierzyć w Boga - to on jest stwórcą tych praw.
Dlatego często unikam słowa Bóg - bo takiej okrutności zrozumieć nie mogę, jeśli miałaby być sposobem na szczęście człowieka. I zastępuję to słowo, słowem: grawitacja, bo to słowo rozumiem i rozumniem jej działanie, zawsze skierowane do środka (EGO). I jest ona czysta emocjonalnie i o nic prosić nie może. A skąd się wzięła? Hmm .. różne są teorie. Według mojej, ma ona dużo wspólnego z naszym myśleniem (słowami) i postrzeganiem świata.

* * *

Gdyby nie Bacon, to kto? Gdyby nie Guttenberg to kto? Gdyby nie ... Chińczycy, to kto? Wydaje się, że nie ma to znaczenia, kto odkrywał, ponieważ odkrywanie samo w sobie jest właściwe człowiekowi. A tym samym, argument o nauce i jej rozwoju prowadzącym do kryzysu cywilizacji (dehumanizacji kultury i zniewolenia człowieka.), wydaje się bezzasadny. Równie dobrze można by zasugerować, że stale rosnąca liczba ludności na świecie jest przyczyna naszej depresji.

Ale chciałbym na moment odbiec od tematu i zapytać: dlaczego i skąd bierze sie przekonanie o kryzysie cywilizacji. Dlaczego z taką upartością budowany jest fatalistyczny obraz świata. Przewrotnie mógłym również zapytać: a komu to służy?
"Świat nie jest taki zły", bo są w nim również szczęśliwi ludzie, którzy nigdy lub rzadko zadają sobie filozoficzne pytania, lecz po prostu żyją - ciesząc się dniem codziennym, ciesząc się przyjaźniami, zakupami, dziećmi i czymkolwiek jeszcze. Codziennie mijamy ich na ulicy. Są z reguły beztroscy i wcale nie oznacza to, że bogaci. Mówią po prostu: dzień dobry, cześć, jak się masz.
Mam takie wrażenie, że budowany jest jakiś Kościół wiecznego niezadowolenia. Uzurpujemy sobie prawo do naprawiania świata. Ale czy rzeczywiście świata? Jak się przyjrzymy temu dokładnie, to tak naprawdę chodzi w tym o naprawianie - siebie. I to nasza perspektywa, wewnętrznego niezadowolenia, obrazuje nam ten świat w czarnych kolorach. Bo najłatwiej wykazać przyczynę naszego nieszczęścia, wskazując innych.

Zobaczmy jak to wyglada w języku. O szczęściu powiemy tak: "Jestem szczęśliwy" - zawsze wskazując na siebie. Ale o nieszczęściu, rzadko powiemy "jestem nieszczęśliwy" ale raczej powiemy "bo świat jest nieszczęśliwy". Prawdziwe jest zatem tylko takie nieszczęście, którego nie widać. A te wysłowione jest krzykiem do innych, by również wokół siebie to nieszczęście znaleźli (odkryli).

Świat nie ma się z czego budzić - idzie drogą, której nie można zmienić. Drogą samoregulującą się. I czy wydaje się fatalistom, że prowadzi do zagłady lub czy jest źródłem radości - zależy indywidualnie od każdego człowieka.

* * *

Myślę o teorii sylaby, czyli układu kilku (2-3) dżwięków, w którym dźwięk samogłoski otoczony jest dźwiękami spółgłosek, działających na nią tak jak działa szarpnięcie wydobywające dźwięk ze struny. Wczoraj w czasie spaceru, godzinami słuchałem Radia BBC4 i wyłapywałem rytm języka, w którym decydujące znaczenie ma pojedyncza sylaba. Słowa dwu-, trzysylabowe, wymiawiane są w tym samym tempie (czasie) co pojedyncza sylaba - a to oznacza że mają one postać fal stojących.
Pomijam na chwilę nasz organ mowy i szukam źródeł głębiej - w myślach człowieka. I jedyne co mogę znaleźć to łańcuchy węglowe, do których w różnych miejscach i w różnym układzie przyłączone są atomy tlenu, wodoru, azotu, siarki ... To one drgając w różnych miejscach, z różną siłą, powodują pobudzenie "struny" łańcucha węglowego. Przy czym drganie łańcucha węglowego (struny w gitarze) wytwarza "czyste" dźwięki samogłosek, a szarpnięcia atomów dołączonych (jak szarpnięcie struny) wytwarzają spółgłoski. To te drgania właśnie, są pierwowzorem słów naszych myśli. A skąd się wzięły? Z przyrody słuchanej i ... zjadanej codziennie.
I jedynie świadomości potrzeba żeby móc to odczytywać. A jest ona w naszym środku, w trzeciej komorze mózgu, która odpowiada za rytmy - nie tylko dobowe. A środek ten jest środkiem grawitacji, do którego dąży wszystko co jest wokół i z którego wszystko na zewnątrz wychodzi.
... to tylko taka wizja ... ale pozwala łatwiej zrozumieć istotę naszego myślenia i słów w nim istniejących.
(A teraz już wracam do nauki języka angielskiego ...)
pozdrawiam





poniedziałek, 7 maja 2012

Przemyślenia

Subiektywizm czy obiektywizm same w sobie są pojęciami wieloznacznymi. Oba - poprzez pozorną przeciwstawność znaczeń - próbuja świat porządkować, dzielić, według pewnych nie do końca jasnych reguł. Bo gdybym zapytał ilu ludzi musi wygłosić daną tezę, żeby opinia subiektywna uznana była za obiektywną (?) - otrzymam różne odpowiedzi. Prawdopodonie parę milionów, może milirad - a może tylko jeden! A przecież jeśli jeden, to powstaje równość: subiektywizm=obiektywizm. I tak jest w istocie. Myślę, więc dzielę. Mówię np. to światło jest czerwone a to zielone. Ale według jakiego wzorca - zapyta naukowiec? Bo nasze oczy widzą kolory nieznacznie różnie. Co do diabła znaczy nieznacznie? Prawie ... Na ile - prawie? I co ma do tego diabeł? No to może są jakieś normy ... A kto ja ustalał i według jakich reguł? Zespół naukowców ... A z jakich środkowisk naukowych, z jakich ośrodków - zachodnich czy wschodnich? itd. Konsensus jeśli istnieje będzie zwykłym kompromisem pomiędzy różnymi poglądami, a więc będzie miał włąściwość (?) tymczasowości - a nie wieczności ... bo przecież każda inna grupa naukowców, ustaliłaby ten konsensus ... "nieznacznie" inaczej ...
I słowa rozsypują się i sieją coraz bardziej i coraz dalej ... a żadne z nich nie jest istotą rzeczy, istotą tego co szukamy, tylko nieudolną próbą zamknięcia jednym nazwaniem, jednym słowem tego czego nie da się zrozumieć. I tak tez jest ze słowami: subiektywizm i obkiektywizm. Wieloznaczne, kręcace się wokół czegoś, co jest tylko umową (?), a poza umową - nie istnieje ...

* * *

A ja za słowa ... i po słowie. Moment przeżywania piękna jest krótki. I trudno go opisać - bo słowa niedoskonałe tego nie potrafią. Nawet najpiękniejsza ich paleta nic nie znaczy ... dopóki nie pociągniemy jej pędzlem rytmu. To o czym myślimy, to co odczuwamy, musi mieć rytm - bez rytmu słowa są tylko pustymi emblematami zanczeń (uff ... znowu za dużo piwa). Ale wracając do rzeczy - jest w Twoim tekście andantino i crescendo. Jest moment zatrzymania - to synkopa gdy mówisz: "... i stworzona przez ..."., które niesie się echem, w oczekiwaniu na odbicie "... nieznanego ...", i jeszcze później: "... kreatora ...".
Oczywiście to sposób w jaki ja to rozczytałem. Każdy rozczytuje to własnym, innym rytmem.
A skąd te rytmy pochodzą? No, od serca ale i od Księżyca, od planet i gwiazd ... i od rytmu naszego oddechu ... Zauważ, że najbardziej zwariowane tempo w tym wszystkim ma wirująca Ziemia. Czasami ogarnia nas taki niepohamowany słowotok, taka chęć prześcignięcia słowa z prędkością jej wirowania (1674,4 km/h na równiku), że aż gubimy się w słowach znaczeń.
Więc słuchajmy rytmu serca i wydobywajmy ukryre w nim słowa. Jeśli serce zabije czytając tekst, to znaczy, że ma rytm jego uderzeń.

* * *

Więc ... zastanawia nas ten niepokój wywołony tą niespodziewaną konfrontacją dwóch różnych światów. Swój określasz jako zewnętrzny. Myślę, że tak samo myślą Betlejemitki. One pragną swojego, tak samo jak my pragniemy naszego. Nie ma tu żadnej różnicy. Jeżeli jest, to tylko w estetyce doznań. Bo one rozmyślają w ciszy pustych cel, a my w huku i zgiełku życia. I myślę, że mają tyle samo "potworów" co my, bo przecież żyją tam by z "potworami" się zmagać a nie tylko wygodnie spędzac czas. Więc na swój sposób też jesteś Betlejemką, tylko istniejącą w innym czasie i innej przestrzeni.

* * *

Czy można wyjść poza nasze EGO? W każdym, nawet najdrobniejszym działaniu, przejawia się nasze JA. I od tego nie ma ucieczki. Więc co nam pozostaje? Równoważyć je - tak jak równoważy się wagę. I to powinniśmy czynić cały czas - szukać kompromisu pomiędzy różnymi, nawet najbardziej skrajnymi poglądami. Czyli nie w odrzuceniu, ale w akceptacji różnych, rozmaitych religijnych wyznań - tkwi istota zrównowazonego życia duchowego.

Słusznie dostrzegasz potrzebę dogłębnej analizy każdego z nich. Przyznajesz, że sama przeszłaś parę "zniewoleń umysłu". Ale właśnie w ten sposób, uzyskiwałaś coraz bardziej zrównoważony pogląd na istotę Boga.
Więc raczej w pomnażaniu wiedzy, a nie w dzieleniu jej na to co dobre i to co złe - jest droga do pełni istnienia.

Dowód:
Tylko poprzez akceptację różnych poglądów, różnych ludzi, uzyskujemy łaskę przepływu energii od Boga. Poprzez bycie wszystkim - co oznacza bycie nikim - stajemy się jego odbiciem. Pokochaj wroga tak samo jak bliźniego swego - czyli zrównoważ dobro ze złem by poznać smak niezależności od każdego i od wszystkiego - i jednocześnie jedności z każdym i ze wszytskim.

zmi to pewnie jak relatywizm, którego nie akceptujesz. Ale zaprawdę powiadam Wam, brak choćby jednej akceptacji czyni nas niewidomymi. I tak rozumiem słowa Chrystusa - "... poznacie ich po owocach ...".

* * *

Ja to rozumiem. Ale rozumiem to jako człowiek.

Posłuchaj - ale od końca:

"Małe słowa, są jak kamyki rzucane do potoku. Z poczatku nie robi to wielkiej różnicy, ale po jakimś czasie, rzucanie tych małych słów, tych małych kamyczków - zmieni nurt potoku".

"Ktoś powie - jak to Bóg jest niczym? Przecież Bóg jest źródłem wszelkiej miłości! Tak - ale miłości do siebie. Bo przecież to my kochamy się w sobie i tylko wtedy gdy czujemy tę naszą miłość - w sobie - jesteśmy w stanie dawać miłość innym".

"Można sobie wyobrazić taki scenariusz. Wielki wybuch pobudził istnienie tego świata i sprawił, że wszystko zaczęło drgać. I człowiek jest taką materią w której drga wszystko. A z tego drgania bierze się słowo. Ale Bóg, który dotykiem swoim sprawił istnienie świata nie drga. Jest wiecznie nieruchomy. A więc jest wszystkim i nieruchomym - niczym.".

"Na dowód fizyczny tego co powiedziałem, posłużę się przykładem bezwładności - takiej cechy materii, o której nie wiemy, skąd pochodzi. Jeżeli chcemy zmienić położenie materii możemy zrobić to w dwojaki sposób. Zastosować gwałtownie dużą siłę i w ten sposób wyzwolić w materii bezwładność - czyli jej niechęć do zmiany położenia. Albo działając delikatnie, stopniowo zwiększając siłę i w ten sposób przesuwając ciało do innego położenia równowagi. Tak dzieje się, gdy "homeopatycznie" małym słowem oddziaływujemy na człowieka. (Na tym polega również manipulacja informacją)".

"Bóg jest wszystkim - czyli NIKIM. Bo gdybyśmy spełnili wszystkie nasze pragnienia, żeby go poznać i użyli wszystkich możliwych słów tego świata - wiedzielibyśmy wszystko, a wtedy NIC - czyli Bóg - byłoby nam wiadome. Jak długo drga nasza materia tak dlugo będziemy wymyślać słowa. I nawet po śmierci nadal drgają nasze cząsteczki. Śmierć świata fizycznie jest niemożliwa - bo nie można osiągnąć temeratury 0st Kelwina. A więc nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć boskiej nicości. I nie jest to przyczyną rozpaczy - ale wiecznej, bycia NIKIM z NIKIM - radości".

"Słowa są ludzkie, a Bóg nie jest słowem, bo Bóg nie istnieje - w ludzkim słowie. I nawet powiedzieć - nie istnieje - jest nadużyciem, bo jest to tylko zwykłym ludzkim słowem. Bóg jest bezsłowiem, Bóg jest natchnieniem, oczekiwaniem wewnętrznym - a kiedy pojawiają się słowa drganiem podszyte, stajemy się tylko człowiekiem. I słowa spierają się między nami i walczą o dominację, przegrywają, wygrywają. A Bóg jest nieruchomy. Bóg WSZYSTKO - czyli NIC - trwa".

"Jedynie zwrównoważenie wszystkich sił daje moc przepływu energii. Każde drganie materii powoduje jej zakłócanie. Człowiek jest układem drgających cząsteczek, ciagle wytwarzających jakieś słowa. Nasz głowa - nasz umysł - z punktu widzenia fizyki może być traktowany jako punkt materialny, w którym skupiona jest cała masa. A przecież ten punkt ma strukturę wewnętrzną, ma swoje biliony neuronów, które odczytują słowa - odczytują słowa drgań. Bóg nie drga. Jest wszystkim - a więc jest niczym, a każde słowo jest tylko ludzkie".

(zebrane i wysłuchane dzisiaj w czasie spaceru z Kajratem)

* * *

... myślę, że my sami, uwikłani w nasze słowa. A zaczyna się to wszystko prawie, z fundamentalnym (haha) pytaniem: Skąd się wzięliśmy? Jest to typowy przykład tzw. zapętlonego zdania. Bo słowo "skąd" zakłada pewien kierunek, w czasie, w przestrzeni - a przecież wyróżniony kierunek nie istnieje. Wszystkie są sobie równe. Słowo "się" wyraźnie wsakuzje na egocentryczny, człowieczy sposób myślenia. A "wzięliśmy" wraca jak bumerang do słowa "skąd" gdyż oba semantycznie są powiązane. Ponieważ nie można wziąść się "znikąd", więc musimy wziąść się "skądś" - nieprawdaż?

I tysiące ksiąg jeszcze powstanie na ten temat i miliony słów, które zatoczą koło i wrócą do tego samego miejsca na kole - którego nie ma. Świat słów człowieka jest dwuwymiarowy i jest na powierzchni kuli jego trzech wymiarów w których żyje. Wydaje się więc, że kierunek poszukiwań prawdy powinien być odwrotny. Nie szukajmy jej w coraz większych wymiarach, ale w wymiarze 1, albo 0.

* * *

A może to czysta hipokryzja przelewania zbyt pełnego nieszczęść świata w to, co było początkiem próżności? Bo próżnością było Indian zabijać. A każdy mord pomnaża się w tempie geometrycznym. Więc świat pognał za rozwojem w takim samym stopniu jak za nieszczęściem. I teraz, gdy puchar goryczy pomieszanej z rozkoszą przelewa się, czas go wylać, by ujrzeć na jego dnie - "nieszczęsnych" indian?










wtorek, 1 maja 2012

Wolof i mandinka

Biblijna wieża Babel, była przyczyną pomieszania języków, wśród jej budowniczych. Brak zgody, był przyczyną różnorodności językowej, która ogarnęła cały świat. Myślę, że wyjaśnienia tej różnorodności można doszukiwać się w bardziej fizycznie wytłumaczalnym zjawisku jakim jest nasłonecznienie Ziemi. Promienie Słońca, padają na Ziemię pod różnym kątem - największym (około 90st) w pasie równikowym, a najmniejszym w obszarze biegunów. Stopień nasłonecznienia ściśle wiąże się z klimatem Ziemi - w obszarze równikowym występuje roślinność tropikalna, w obszarach biegunowych - skute wiecznym morozem lody. W obu tych obszarach praktycznie nie obserwuje się zmian pór roku - lub zmiany te są niewielkie. Co innego w obszarze rozciągającym się pomiędzy równikiem i biegunami - czyli w tzw. obszarze klimatu umiarkowanego. Zimy oraz lata w klimacie umiarkowanym, wyraźnie różnią się wysokością temperatur.

Czy nasłonecznienie - związane z położeniem geograficznym - mogło mieć wpływ na rodzaj języka, którym posługują się ludzie? Analizując różne źródła, w tym Atlas Języków Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka (http://wals.info/), można dojść do wniosku, że taka zależność rzeczywiście istnieje.

Zależności te wymienię w punktach:


1. W obszarze równikowym występują tzw. języki tonalne, zbudowane ze słów krótkich (jedno-, dwusylabowych), które przy wyrażeniu znaczenia słowa, posługują się wysokością dźwięku sylaby. W odróżnieniu od języków położonych poza równikiem, w których znaczenie wypowiedzi uzyskuje się poprzez zmianę intonacji zdania, złożonego (średnio) z kilu słów.

2. Analiza m.in. dwóch języków występujących w obszarze podzwrotnikowym - Wolof i Mandinka - wskazuje, że średnia długość słów w tych językach wynosi 4 (długość słowa określona jest przez liczbę użytych liter. W dokładniejszych badaniach należałoby raczej wziąć pod uwagę liczbę fonemów). Przy okazji musiałem skorygować własne twierdzenie, o średniej długości slowa 6, 7 dla wszystkich języków świata. Błąd wynikał m.in. z tego, pod uwagę brałem translację danego języka na języki indoeuropejskie. Język Wolof i Mandinka używane są przez mieszkańców Senegalu, Gambii, Mauretanii i wilu innych krajów środkowo-zachodniej Afryki.

3. Poza obszarem równikowym, średnia długość słów języków wydłuża się. Średnia długość słowa języków europejskich wynosi 6, 7 liter. Co więcej, im bardziej na Północ tym więcej języków w których znaczenie mają przypadki i rodzaje słów, tworzonych fleksyjnie lub aglutacyjnie. Dla porównania w językach chińskim i japońskim - nie ma wogóle przypadków i rodzajów. Pewnym wyjątkiem jest tu język angielski (mała ilośc przypadków), ale warto zauważyć, że klimat Wielkiej Brytanii, jest klimatem łagodnym, w którym różnice między temperaturami zimy i lata nie są tak ostre jak na kontynencie. Oczywiście jest to efekt wpływu mórz i oceanów otaczających tą wyspę.

4. Język Eskimosów - Inuktitut - jest językiem aglutacyjnym a więc takim, w którym kolejne znaczenie słowa uzyskuje sie poprzez dodanie słów innych. W niektórych przypadkach, słowa eskimoskie mogą tworzyć niekończący się ciąg! (http://pl.wikipedia.org/wiki/Inuktitut).

Wnioski i proponowany model:


1. Zmiana nasłonecznienia Ziemi, wiąże się z wydatkiem energetycznym człowieka. W obszarach równikowych, gdzie średnie teperatury roczne sa wysokie, człowiek potrzebuje mnniej energii do podtrzymania funkcji życiowych. Również jego język potrzebuje krótszych słów dla wyrażania myśli. Co więcej, może ona nadawać rózne znaczenie tym samym słowom (sylabom) tylko poprzez zmiane wysokości tonu (prawdopodobnie ma to związek z niższą grawitacja w tych obszarach - ale jest to osobny temat). Przesuwając się na Pólnoc od równika, coraz wyraźniejsze stają się zmiany pór roku - i coraz większe rożnice temperatur występują pomiędzy nimi. Wzrasta również wydatek energetyczny człowieka - który aby przeżyć w tych warunkach musiał udoskonalić sposoby zbodbywania pokarmu, jak również zwiększyć jego wielkość i rodzaj dla utrzymania stałej temeratury. Zwiększony wydatek energetyczny wpływał również na długośc słow i zdań wypowiadanych - a więc również powstających w jego myślach. Powstawały coraz bardziej skomplikowane języki, o bardzo rozbudowanych gramatykach, w których ogromne znaczenie nabrała fleksyjność słowa - a więc zmiana jego znaczenia wraz ze zmiana końcówki. Tak subtelne zmiany w słowie, były wynikiem zwiększonego zapotrzebowania na pokarm - a to było z kolei wynikiem istnienia duzych różnic pomiędzy porami roku - a więc stopnia nasłonecznienia Ziemi.

2. Proponowana zależność na średnią długość słowa wiąże ją z szerokością geograficzną równaniem:


3. Większość kultur europejskich stosuje pokarmy przetworzone, a więc takie, w których dokonano wydzielenia części od całości, wierząc, że redukcjonizm w działaniu jest właśnie tą metodyką (ideologią), która prowadzi do poczucia satysfakcji z życia. A przecież całości nie powinno się dzielić, bo wtedy całość taka, jaką jest np. życie - przestaje nią być. Owszem wydłuża się długość życia mieszkańców Europy. Ale czy polepsza się także jego jakość? Cóż z tego, jeśli zdołam podtrzymać funkcje życiowe o kolejne parę lat, jeśli to co je wydłuża ma tylko podłoże chemiczne a nie mentalne, czy duchowe?