czwartek, 20 października 2011

Myśli nie przemyślane

Jedna rzecz nie czyni życia, choć życie jako takie jest jednością. Dwa obiekty we wszechświecie czynią świadomość poprzez odczuwanie wzajemnego istnienia. I świadomość istnienia jednego wynika z istnienia drugiego. Bez tego drugiego, świadomość by nie istniała. Zawsze czujemy środek czegoś. Gdy myślimy "ręka" postrzegamy ja jako całość i odczuwamy poprzez jej środek. Żyjąc w polu grawitacyjnym ziemi mamy możliwość odczuwania środka rzeczy. Dzięki temu odczuwaniu możemy balansować swobodnie ręką. Gdy postrzegamy kogoś, postrzegamy jego całość a środkiem komunikacji pomiędzy nami jest środek naszych mas. Zauważmy, że połączenie ciał kochanków, wyraża się poprzez bliskość mas, poprzez styk ciał, które czyni ich jednością. I powie ktoś, ze nie ma to nic wspólnego z grawitacją. A przecież w cierpliwym odkrywaniu ciała bliskiej osoby odkrywamy jej wszystkie fragmenty poprzez właśnie grawitacyjne odczuwanie ich istnienia. Informuje nas o tym dotyk, ze coś, co kochamy ma masę, ciężar. Wszystko, co na ziemi podlega tym samym prawom. W drodze ewolucji, nasze odczuwanie grawitacyjne doskonaliło się. Potem zostało przełożone na język. Bowiem w każdym zdaniu, które wypowiadamy jest tej materii opis. Materii odczuwanej poprzez grawitację. Dlaczego wiec poszukujemy odpowiedzi na nasze odczuwanie w światach pozaziemskich? Dlaczego próbujemy dzielić człowieka na to co cielesne i to co duchowe? Przecież jedno i drugie jest tym samym. Spójrzmy na historię człowieka. „Człowiek” istniał dużo wcześniej niż języki komunikacji współcześnie rozbudowane. Istniał jako masa, jako kombinacja atomów i .... potrafił się komunikować. W jaki sposób? Bez języka i związanej z nim mowy? Musiał odczuwać świat pierwotnie - zgodnie z siłami, które w tym świecie istniały. I potrafił je odczytywać. Zanim nauczył się posługiwać wzrokiem, dotykiem, węchem i smakiem - w formie pierwotnej, gdy dopiero przybierał kształt tego co nazywamy teraz człowiekiem - mógł jedynie posługiwać się silą, która wypełniała jego świat i kosmos - a wiec także grawitacją. I wtedy, w tych zamierzchłych czasach ewolucji to odczuwanie było wynikiem zbiorowości - zbiorowości atomów i cząsteczek. Które nazywam rojem. Bo jeden atom nie ma świadomości ale dwa już maja: świadomość istnienia wzajemnego. Ale tajemnica życia sięga jeszcze głębiej. Przecież atom to tez zbiorowość mas protonów, neutronów i elektronów. A w fizyce wyodrębniono jeszcze mniejsze - kwarki. Tylko ich znaczenie znacznie odbiega od grawitacji. Siły tam istniejące są wielokrotnie większe od niej. I w tym świecie upatrywałbym źródło powstawania myśli, w odróżnieniu od świata w skali grawitacji, w którym powstaje świadomość. Przecież to jest właśnie tak, ze w naszym świadomym życiu makro, kłębią się myśli powstające w świecie mikro. Świat grawitacji nie jest skwantowany - mimo odwiecznych poszukiwań, nie udało się odkryć kwantu - grawitonu. Natomiast świat atomów i cząsteczek jest skwantowany, tak jak skwantowane sa nasze myśli. Bo przecież słowo powstaje po słowie. I jedno po drugim ujawnia się w naszej świadomości – jak kwanty. Można by przyjąć taki model w którym, grawitacja jest niejako nurtem rzeki w której istnieją myśli w postaci mikrokropel wody H2O - cząsteczek ze świata kwantów. Oczywiście to co nazywamy nurtem rzeki jest przestrzenią (jej zakrzywieniem) zdefiniowaną przez Einsteina jak wynik istnienia masy. Natomiast to co jest kroplą w tym nurcie jest atomem zdefiniowanym przez modele takie jak model atomu Bohra, w którym wszystkie poziomy energetyczne wewnątrz atomu są skwantowane. W naszym myśleniu i istnieniu świadomości zbiegają się dwa światy - makro Einsteina i mikro - Bohra. Fizyka obiektów makro łączy się z fizyka kwantowa. Według mnie oba te światy są tym samym - w co do końca życia wierzył Einstein. Nie mógł pogodzić się z jakąś wyjątkowością natury. Uważał, ze wszystko można wyjaśnić na gruncie fizyki operującej prostymi prawami makro. Bohr natomiast przyjął strukturę kwantową ad hoc, ponieważ dobrze zgadzała się z wynikami doświadczeń. Istnieje wiec ciągle zagadka - dlaczego pomiędzy tymi dwoma światami jest tak wielka przepaść wielkości sił. Różnica pomiędzy grawitacją a silą elektromagnetyczną wewnątrz atomów jest jak 10 do potęgi 40! To właśnie ta bariera wielkości uniemożliwia nam zrozumienie tego co odczuwamy świadomie z tym co myślimy. Postrzeganie świata związane jest ze skalą - skalą przestrzeni. Tej widzianej oczami Einsteina. Jeśli chcielibyśmy znaleźć punkt, najmniejszy punkt tej przestrzeni - to poza idealizacją matematyczną - taki punkt nie istnieje. Ponieważ zawsze można określić fizycznie punkt mniejszy od zadanego. Czy jeśli powiem, ze punkt jest wielkości 1 mikrona będę miał rację? A jeśli powiem, ze jest on miliard miliardów razy mniejszy będę bliższy prawdy? Coś takiego jak punkt "idealny" nie istnieje. Grawitacja w podstawowym ujęciu Newtona działa na punkt który jest środkiem masy. Ale fizycznie doskonałego punktu nie ma. Wiec tak naprawdę grawitacja działa na strukturę atomów, które można interpretować jako punkty tej przestrzeni przy obecnym poziomie naszej wiedzy. Tak wiec atomy to punkty przestrzeni, które maja wymiar - przestrzenny! Ich świat jest tym czym są nasze myśli - są kwantami przestrzeni. Myśl ludzka sięga coraz głębiej. Coraz bliżej jest punktu materii, który poprzez jej ciągłe dzielenie doprowadzi nas do jej podstawowego elementu - kwantu słowa.