poniedziałek, 30 listopada 2009

Dzielniczkowanie obrotów, czyli zemsta królików

Iloraz cosinusów częstotliwośći obrotu Ziemi, Słońca, Księżyca: f(x)=cos(12.1667*x)/cos(x)/cos(365*x) Co ten wykres oznacza, jeżeli oznacza cokolwiek? Ogólna postać prawa Webera-Fechnera dla ruchu trzech ciał ma postać: * * * Idę na spacer z psem, do tego dziwnego lasu w którym drzewa są tak pochylone, jakby chciały za moment przygnieść kogoś swoimi rozczapierzonymi konarami. Spędzam w nim codziennie około 2 godzin. Tam powstaje w mojej głowie najwięcej dziwnych myśli. Nie jestem scjentologiem, ale można odnieść wrażenie, że jest w nim jakaś szczególna, obca moc. Czasami gdy pokrywa go gęsta angielska mgła, dzieją się tam dziwne rzeczy. Idąc kiedyś z psem w takiej mgle, wyraźnie słyszałem za mną czyjeś kroki. Odwróciłem się i w odległości około 30-50 m ode mnie zobaczyłem dwie nieme sylwetki. Ale pies nie reagował, a przecież nie przepuści żadnej sarnie, lisowi, bażantowi czy nawet wiewiórce, którą wyniucha w tej ostoi leśnej, oddalonej zaledwie o 200 m od ludzkich osiedli ... Czasami wydaje mi się, że z kimś rozmawiam. Z samym sobą? Może. Ostatnio Newton mówił ciągle o pryncypiach, o swoich zasadach. Powiedziałem mu, żeby wymyślił coś ciekawszego, bo można o tym przeczytać prawie w każdym podręczniku szkolnym. No to zaczął o tych swoich cząsteczkach światła ... Dziwny gość, wciska mi do głowy hipotezy, które trudno zrozumieć, które są jak przebłyski tego światła. Przebłyski cząsteczek? Powinienem chyba zmienić las, zmienić miejsce spacerów i pójść w bezkresne pola. Albo pójść do lekarza. No cóż, tutejsi przeważnie przepisują paracetamol - na wszelkie dolegliwości. No a Kajrat - gdzie ja mu znajdę lepsze miejsce do tropienia zwierzyny, którą wiecznie goni i nie może jej złapać ... Chociaż tutaj należy się sprostowanie. Wiosną uśmiercił około 18 małych angielskich królików! A może te dziwne myśli to ich sprawka? Hmmm. Siedzi sobie taki egzorcysta królik pod ziemią i wysyła swoje hipotezy o teorii słowa by mi zamieszać w umyśle ... To całkiem prawdopodobne ... Idę do lasu, muszę to sprawdzić ...

niedziela, 29 listopada 2009

Prawo Webera-Fechnera dla świata myśli

Prawo Webera-Fechnera – prawo wyrażające relację pomiędzy fizyczną miarą bodźca a reakcją układu biologicznego. Dotyczy ono reakcji na bodźce takich zmysłów jak wzrok, słuch, czy poczucie temperatury. Jest to prawo fenomenologiczne będące wynikiem wielu obserwacji praktycznych i znajdujące wiele zastosowań technicznych. Wartość reakcji układu biologicznego jest proporcjonalna do logarytmu bodźca. Prawo to można wyrazić wzorem: gdzie: w - reakcja układu biologicznego (wrażenie zmysłowe), B - natężenie danego bodźca, B0 - wartość początkowa natężenia danego bodźca, ln – logarytm naturalny Tyle znajdziemy we wstępie znajdującym się w Wikipedii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Webera-Fechnera). W Teorii Słowa, zakładam, że nasz umysł jest również zmysłem, dla którego bodźcami są oddziaływania grawitacyjne pochodzące od wszystkich obiektów materialnych. Przy czym myślenie powstaje w wyniku zmian tego oddziaływania, powodowanych ciągłym ruchem obiektów materialnych. Przykładem takich zmian, jest ruch obrotowy planet, Księżyca, Ziemi, Słońca itp., w wyniku którego następuje ciągła, cykliczna zmiana naszej odległości od tych ciał. Dla ciała o masie M, znajdującego się od nas w odległości natężenie pola grawitacyjnego (algebraicznie) wynosi (1):

Jeżeli odległość przyjmie wartość to natężenie przyjmie wartość (2): Logarytmując, iloraz (2) przez (1), otrzymujemy:

Dla naszego umysłu, granica pomiędzy światem zewnętrznym i wewnętrznym, przebiega wzdłuż powierzchni kory mózgowej. Jeżeli przyjmiemy, że wartość początkowa natężenia bodźca grawitacyjnego, występuje dla odpowiadającego odlełgłości, środka mózgu od jego powierzchni, to nasze wyrażenie na logarytm przyjmie postać (środek mózgu, to tzw, punkt "bezsłowia"):

Jeżeli, zgodnie z Teorią Słowa, przyjmiemy, że myśl (Mind) powstaje w wyniku zmian odległości, możemy zapisać ogólny wzór: Wykres tej zależnośći, z projektem opisu przedstawiony jest poniżej (Przez „wielkość myśli” rozumiem liczbę słów myślanych w niej występującą, tzn. wielkość myśli zbudowana z dwóch słów jest mniejsza niż np. wielkość myśli zbudowanej z 50 słów. Wielkość myśli nie musi mieć związku ze znaczeniem myśli).

Postać ogólną Mind można przedstawić w postaci:

Warto zauważyć,że prawo Webera-Fechnera odnosi się do ilorazu bodźców, a więc pojawia się tzw. "dzielniczkowanie" oddziaływań - jako działanie zastępujące różniczkowanie. Podobnie jak iloczyn oddziaływań grawitacyjnych ("mnożna") zastępuje rachunek całkowania. Oznacza to, że w świecie który obserwujemy posługujemy się np. składaniem (dodawaniem) sił, podczas gdy siły te są efektem logarytmowania ilorazu (iloczynu) bodźców pochdzących od grawitacji (iloczyn oddziaływań to tzw. jednoczesność, fizyczność odbioru). Oczywiście, wszystko co przedstwiłem tutaj to hipoteza myślowa, choć prawo Webera-Fechnera jest prawem fenomenologicznym. Od razu, chciałbym wszystkich oceniających tę teorię jako kompletną głupotę, uprzedzić, że nie protestuję i się z nimi zgadzam. Ścieżka poznania, nie jest łatwa i usiana jest często idiotyzmami, za co z góry przepraszam. Hipoteza ta powstaje tak jak obraz malarza, w opraciu o odczucie piękna, tego samego które powinno towarzyszyć powstawaniu teorii w fizyce ... pozdrawiam serdecznie

piątek, 27 listopada 2009

Prawo Webera-Fechnera i mózg

Pitagoras uważał, że pierwotnym bytem są liczby ... Zobaczmy jak wygląda odbiór rzeczywistości zewnętrznej przez mózg, przy zastosowaniu prawa Webera-Fechnera. Przypiszmy każdemu obiektowi, który na nas działa grawitacyjnie wartość „1”. Jedna gwiazda to „1”, druga gwiazda to „1”, trzecia gwiazda to „1” ... n-ta gwiazda to „1” i tak do nieskończoności. Oddziaływanie zewnętrzne, jego fizyczność, nasz mózg odbiera w postaci iloczynu oddziaływań, więc dla wszystkich działających na nas gwiazd moglibyśmy zapisać: 1*1*1*1* 1 ..................*1 Ponieważ nasz szósty zmysł, czyli mózg interpretuje sygnały logarytmicznie, więc obliczmy logarytm naszego iloczynu (np. przy podstawie 10): log (1*1*1* ................*1) = (log1)+(log1)+(log1)+ ............ (log1) = 0 Otrzymaliśmy wartość 0, która jest dopełnieniem wartości 1, jej swoistym przeciwieństwem: 1 – to sygnał, 0 – to brak sygnału. I tak wygląda zasada Macha, która mimo istnienia fizycznych oddziaływań, nie jest fizycznie pojmowana przez nas mózg, a jedynie istnieje w sferze matematycznej wyobraźni.

Prawo Webera-Fechnera

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Webera-Fechnera) Prawo Webera-Fechnera – prawo wyrażające relację pomiędzy fizyczną miarą bodźca a reakcją układu biologicznego. Dotyczy ono reakcji na bodźce takich zmysłów jak wzrok, słuch czy poczucie temperatury. Jest to prawo fenomenologiczne będące wynikiem wielu obserwacji praktycznych i znajdujące wiele zastosowań technicznych. Wartość reakcji układu biologicznego jest proporcjonalna do logarytmu bodźca. Prawo to można wyrazić wzorem: gdzie: w - reakcja układu biologicznego (wrażenie zmysłowe), B - natężenie danego bodźca, B0 - wartość początkowa natężenia danego bodźca, ln - logarytm naturalny. Przy konstruowaniu skali wrażeń zmysłowych (np. dotyczących dźwięku lub światła), za wartość początkową przyjmuje się zwykle tzw. wartość progową, czyli umowną najniższą wartość bodźca rejestrowanego przez ludzkie zmysły. Umowność tej wartości wynika z różnic w percepcji u różnych ludzi. Tak więc ocena głośności dźwięku zależy od logarytmu ciśnienia akustycznego na membranie bębenka, zaś ocena jasności światła zależy od logarytmu strumienia światła mierzonego na powierzchni oka. Właśnie z powodu stosowalności prawa Webera-Fechnera w pomiarze głośności dźwięków stosuje się jednostki ilorazowe jak bel i jego podwielokrotności. Inną konsekwencją prawa Webera-Fechnera jest fakt, że aby uzyskać liniową skalę, np. w pokrętle głośności radia (dwa razy dalsza pozycja daje dwa razy głośniejszy dźwięk), należy stosować potencjometr logarytmiczny. Przejawem tego prawa jest także znana od czasów starożytnych wielkość gwiazdowa. Bodźcem jest światło wpadające do oka, reakcją jasność gwiazdy w wielkościach gwiazdowych. Magnitudo gwiazdy zmienia się o 5 jednostek, gdy natężenie jej światła zmienia się stokrotnie. * * * Gustav Theodor Fechner (ur. 19 kwietnia 1801 w Groß Särchen w Saksonii - obecnie Żarki Wielkie, Powiat żarski, zm. 18 listopada 1887 w Lipsku) - fizyk i filozof niemiecki; twórca psychofizyki i inicjator eksperymentalnych badań nad zjawiskami psychicznymi. Ernst Heinrich Weber (ur. 24 czerwca 1795 w Wittenberdze, zm. 26 stycznia 1878 w Lipsku), niemiecki anatom, fizjolog i psycholog. Brat Wilhelma Webera, znanego niemieckiego fizyka. * * * Psychofizyka - dział psychologii zajmujący się głównie zależnościami między fizycznymi właściwościami bodźców, działających na zmysły a wrażeniami psychicznymi, jakie się wtedy pojawiają. W końcu XIX wieku, początkowym okresie naukowego rozwoju psychologii, wyniki eksperymentów psychofizycznych złożyły się na treść pierwszych praw biofizycznych (np. prawo Webera-Fechnera). Współczesny kierunek badań podstawowych skupia się na odkrywaniu powiązań między rodzajami bodźców a charakterystyką ich reprezentacji poznawczej (np. prawo Stevensa). Za twórcę psychofizyki uważany jest niemiecki lekarz, eseista i filozof Gustaw Theodor Fechner. Pierwsi psychofizycy-badacze uważali psychofizykę za klucz do zrozumienia przeżyć psychicznych człowieka (zobacz paralelizm psychofizyczny). Podstawowe pojęcia z zakresu psychofizyki to: * próg absolutny, * próg różnicy - taka najmniejsza fizyczna różnica między dwoma bodźcami o tej samej modalności, która sprawia, że w połowie prób bodźce te są spostrzegane jako różne (inaczej najmniejsza spostrzegana różnica). * * * Paralelizm psychofizyczny to pogląd filozoficzny, konsekwencja dylematu psychofizycznego, a dokładniej jedno z jego "rozwiązań". Jeśli przyjmiemy ontologiczne założenie, że człowiek złożony jest z dwu substancji, jednej materialnej, przestrzennej, mianowicie ciała i drugiej niematerialnej - duszy, czy też umysłu i będziemy starali się wyjaśnić, fakt, że obie te substancje są nierozerwalnie ze sobą związane, (np. myśl, czy też wola ruchu poprzedza wykonanie tego ruchu), możemy uznać, że ten związek czasowy jest czymś innym niż związkiem przyczynowym między tymi dwiema substancjami. Jednym z możliwych rozwiązań tego dylematu jest okazjonalizm, innym właśnie paralelizm psychofizyczny, który tłumaczy, że zbieżność w czasie faktów na płaszczyźnie materialnej i niematerialnej jest spowodowana działaniem jakiejś zewnętrznej siły, która ustaliła na samym początku bieg zdarzeń na obu płaszczyznach, tak żeby pasowały do siebie, ale nie interweniuje już podczas stawania się faktów materialnych i niematerialnych. Paralelizm psychofizyczny w wersji tzw. "harmonii przedustawnej" jest dziełem Leibniza. W psychologii do przedstawicieli paralelizmu psychofizycznego zalicza się ojca psychologii naukowej Wilhelma Wundta

Nauka Pitagorasa (3)

(http://www.wiw.pl/delta/historia_systemow.asp) Badaczem, który stworzył pierwsze dokładne podstawy teoretycznego wyznaczania wysokości dźwięków, był Pitagoras (VI w. p.n.e.). Do omówienia jego systemu (i następnych) będą potrzebne używane w muzyce nazwy odległości dźwięków, tzw. interwały. (Przez odległość dźwięków należy rozumieć stosunek ich częstotliwości - dlaczego nie różnicę, wyjaśnimy później). Podajemy też dla przykładu nazwę dźwięku odległego od dźwięku c o dany interwał. Doświadczenia Pitagorasa polegały na podziale struny na części przy pomocy przesuwanej podpórki. Była ona ustawiana w odległości 1/2, 1/3 i 1/4 długości struny od jednego z jej punktów zaczepienia. (...) Obok tego sposobu istnieje również inny, wygodniejszy, wykorzystujący prawo Webera-Fechnera, mówiące, że wszystkie zmysły człowieka reagują "w skali logarytmicznej" - wrażenie, wywołane przez bodziec, jest proporcjonalne nie do natężenia tego bodźca, lecz do logarytmu z jego natężenia. Znalazło to zastosowanie w określaniu jasności gwiazd przez tzw. "wielkości gwiazdowe", jak również wyrażaniu głośności przy pomocy decybeli. W naszej sytuacji ma miejsce podobne zjawisko - wrażenie, wywołane w mózgu człowieka przez dźwięk, nie jest proporcjonalne do jego częstotliwości, lecz do logarytmu z jego częstotliwości. Dlatego zmiany odległe od siebie o całkowitą liczbę oktaw, tzn. takie, których częstotliwości pozostają w stosunku całkowitoliczbowym, są bardzo podobne pod względem brzmienia, dlatego są oznaczone tą samą literą. W związku z tym wprowadzono odległość milioktawy (oznaczenie mO), będącej tysięczną częścią oktawy, tzn. dodanie jednej milioktawy do danej wysokości oznacza pomnożenie częstotliwości o 21/1000 czyli ok. 1,00069. Dla wyrażenia wielkości interwału w milioktawach należy obliczyć logarytm przy podstawie 2 z jego współczynnika liczbowego i wynik pomnożyć przez 1000. W wyniku zastosowanie logarytmów mnożenie zmienia się na dodawanie, a dzielenie na odejmowanie, co ułatwia obliczanie interwałów. Podstawa 2 została przyjęta za względu na podobieństwo dźwięków odległych o oktawę, a więc o częstotliwościach różniących się dwukrotnie. Wprowadzone jednostki są bardzo wygodne przy porównywaniu interwałów. Np. dla obliczenia wielkości kwinty temperowanej należy, zgodnie z tym, co było napisane, odległość siedmiu oktaw, tzn. 7000 mO, podzielić na dwanaście części, a więc kwinta temperowana ma wielkość 583 mO. Dla porównania, kwinta naturalna ma wielkość 585 mO. (...) Mogłoby się wydawać, że od tego trzeba było zacząć - jeżeli chcemy mieć system dźwiękowy jednakowy z punktu widzenia każdego składowego dźwięku, trzeba podzielić oktawę równo na 12 półtonów. Jednak przyjęta na początku droga miała swoje racje - interwały, powstałe przez podział struny na części, odpowiadające odwrotnościom liczb całkowitych, są na pewno naturalniejsze, niż interwał temperowane. Te drugie zostały sztucznie stworzone przez człowieka na drodze obliczeń, natomiast te pierwsze są stworzone przez przyrodę - powstają same przez samorzutny podział struny na pewną ilość części, co zawsze ma miejsce podczas drgania - struna nigdy nie drga cała swoją długością. W związku z tym prowadzono (i prowadzi się nadal) poszukiwania systemów, dzielących oktawę na inną ilość równych części, niż 12, w nadziei, że się uda w ten sposób pogodzić temperację z bardziej naturalnym brzmieniem interwałów. Nic jednak na razie nie wskazuje na to, że te systemy znajdą w najbliższej przyszłości szersze zastosowanie.

Nauka Pitagorasa (2)

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Pitagoras) ... Czynnikiem świata nie jest więc materia, lecz forma – Jednia. Jednia to Absolut uogólniony do tego, co nieokreślone. A zatem najpierw jest myśl (pojęcie jako pojęcie), a następnie przejście w realność. Nie wystarczy więc zasada formalna konieczna jest jeszcze zasada tego, co formowane (Dwójnia). Są więc dwa czynniki: kształtowany (materia) i kształtujący (forma), ograniczany i ograniczający. Liczba kształtuje i ogranicza. Bez niej wszystko byłoby bezkresem. Tym, co określa byt jest więc harmonia liczb i ich relacji. Jednia i Dwójnia to dwa różne poziomy – nieokreślonej jedności i określenia, które jest zawsze ustosunkowane do przeciwieństwa: * pierwszym jest Jednia: myślowe określenie zasady, jedność obu momentów (byt i zmiana); rzeczy istnieją poprzez uczestnictwo w Jedni (wątek anaksagorejski), * Dwójnia to zaś idealne określenie zasady, przedstawia idee rzeczy jako zasady liczb, gdzie istotne są nie różnice arytmetyczne, ale pojęciowe, np. wielkość to Jednia, a jedność i wielość to Dwójnia, albo – liczba trzy jest jedną liczbą (Jednią), ale składa się z jedynek (Dwójnia), * potem jest Triada, która jest uzupełnieniem Jedni o jej przeciwieństwo; ponieważ zasada Absolutu wymaga pełnego zjednoczenia (a zatem zjednoczenia wszystkiego i wszystkich tego przeciwieństw), Triada jest domknięciem Jedni, * następnie Tetrada, która jest złączeniem się Diady ze swym przeciwieństwem, * wreszcie – ostateczne zjednoczenie wszystkiego z jego przeciwieństwami Tetraktys (1+2+3+4=10).

Nauka Pitagorasa

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Pitagoras) ... Wydaje się, że Pitagoras przekazywał swe nauki w postaci maksym, z których część jest dziś dla nas zupełnie niezrozumiała, ze względu na nieznajomość kontekstu kulturowego, a część zachowuje swą aktualność do dziś. Oto kilka przykładów jego maksym: * Każde twierdzenie filozofa daje się obalić z taką samą łatwością, z jaką można go dowieść, nie wykluczając powyższego twierdzenia. * Kto mówi, sieje, kto słucha, zbiera. * Liczba jest istotą wszystkich rzeczy. * Muzyka budzi w sercu pragnienie dobrych czynów. * Tak długo jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości. * Najkrótsze wyrazy "tak" i "nie" wymagają najdłuższego zastanowienia. * Nic w nadmiarze. * Trudno jest iść przez życie z wieloma drogami jednocześnie. * Trzeba milczeć albo mówić rzeczy lepsze od milczenia. * Zły język zdradza złe serce * Wszystko jest piękne dzięki liczbie.

Cholerna wizja

... Widzę siatkę. Po obu jej stronach stoją zawodnicy-dyskutanci. Grają w tenisa (ziemnego). Tu forhend, tam bekhend, tu lob po którym następuje uderzenie kończące, a po nim slajs i ... jednak return ... I tak, gra, która jest deblem, a czasami treblem lub grą w parze dobiega 50 wymian, 100, 150 a nawet 200 (rekord wynosił chyba ponad 300). No i tak grają sobie Panowie w białych strojach, nienagannie przyzwoicie, w ramach reguł wyznaczonych ... I tylko sędzia-obserwator zasnął. A niech mu będzie. Zacz, wynik i tak nie ma znaczenia ... Koszmar

czwartek, 26 listopada 2009

Iloczyn słów i Lady Pank

Panie Waldemarze! (lub krótko: Waldemar) Cholera, wróciłem z pracy i nie mogę zasnąć. A ten kto pracuje na nocnej zmianie musi spać ... w dzień. W nocy jestem człowiekiem*nikt, monotonnie wykonującym proste czynności, na przekór sile grawitacji. I wtedy przychodzą mi do głowy różne, z tej monotonnej rytmicznie grawitacji – myśli. A więc ... Weźmy pod uwagę dowolne zdanie. Na przykład słynne einsteinowskie „bóg nie gra w kości” (Der Herrgott wü rfelt nicht. (niem.). A teraz przedstawmy np. wersję polską w dwóch postaciach, zastępując pauzę między słowami (tzw. bezsłowie) - raz znakiem plus, a raz znakiem mnożenia. Dla znaku plus sekwencja byłaby następująca: bóg nie gra w kości bóg+nie+gra+w+kości którą ze względu na przemienność dodawania można by przedstawić w różny*inny sposób uzyskując nietypowe połączenia semantyczne: bóg nie gra w kości nie gra w kości bóg kości gra nie bóg w w nie bóg gra kości itp. Czasami brzmią one kubistycznie, czasami impresjonistycznie, czasami jest w nich dodekafonia Schoenberga, a czasami jakaś nieoznaczoność Shroedingera. A teraz zastąpmy „bezsłowie” znakiem mnożenia: bóg nie gra w kości bóg*nie*gra*w*kości Co jest częścią wspólną tego iloczynu? Jakie elementy słów*cząsteczek są identyczne. Odpowiedź jest zaskakująco prosta: żadne, co można wyrazić algebraicznie, że iloczyn tych słów wynosi zero. I wynik jest niezależny od przemienności mnożenia, czyli przestawiania słów. No, OK. A na przykład co jest wspólne w stwierdzeniu: Dom można zobaczyć? Hmm … tylko litera „o” która jest symbolem odczytania czegoś, czego jeszcze nie znamy, nie rozumiemy ... A jeśli powiem: „dom dom dom”, to iloczyn tych słów jest równy „dom”, jest stwierdzeniem faktu, jak w matematyce 1=1. Czyli wartość tego iloczynu jest równa 1 … Z powyższego wynika jeden istotny*nie istotny wniosek: im dłuższa wypowiedź, tym mniejsze prawdopodobieństwo by iloczyn słów w wypowiedzi był różny od zera. Można przyjąć, że iloczyn większości wypowiedzi (w tym moich) równy jest zero! (ha,ha,ha chciałoby się zaśpiewać piosenkę Lady Pank: „Mniej niż zero …”) Posłuchaj:

Powrót do Newtona?

Fragment tekstu prof. Arkadiusza Jadczyka zamieszczonego w notce "Tajemnica Rosetty" na blogu salon24.pl (http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/140529,tajemnica-rosetty) "W jednej z poprzednich notek napisałem, że godziny Ogólnej Teorii Względności są policzone. Rzecz jednak w tym, że, jak wiemy ze słynnego paradoksu bliźniąt, godzina godzinie nie równa – dla jednego będzie to godzina, dla innych będą to wieki.. Coraz więcej fizyków skłania się do poglądu, że należy wrócić do czasu i przestrzeni z czasów Newtona i wyruszyć stamtąd od nowa wybierając inną drogę niż poszedł nią Einstein a my za nim."

środa, 25 listopada 2009

Wojna i spokój

Dzięki za serdeczność i otuchę .. A teraz na jedna nogę i trzy ręce ... Пусть всегда будет солнце, Пусть всегда будет небо, Пусть всегда будет мама, Пусть всегда буду я. O kurcze, chyba mnie zawiało ... a zaraz muszę jechać do Tesco, wykładać towary na półkę ... No to jeszcze raz! Deszcze niespokojne Potargały sad A my na tej wojnie Ładnych parę lat ... zmykam na rower ... pozdrawiam serdecznie

Gdzie są grzyby Krzysztofa?

Stoję nad tym potokiem słów ... i nic nie rozumiem. Płyną gdzieś obok. Jakby poza mną. Są pytaniem na pytanie. Odpowiedzią na odpowiedź. Zastanowieniem nad czymś, co wymyka się drzewom, które mijam codziennie gdy spaceruję z psem ... Zdezintegrowane słowa, kołaczą się w naszych umysłach. Tworzą twory i potwory myśli. Nieubłaganie kierują nas ku ślepej uliczce - niemej odpowiedzi, na nie zadane pytania, czekające w kolejce czasu. Cóż, przestrzeń słów jest rozciągła, acz kwantowa. Więc zawsze spoglądając z kwantowego "wewnątrz" można zakwestionować to co ciągłe na "zewnątrz". I na odwrót. Kiedyś pogodzimy się z faktem, że oba światy współistnieją tylko dzięki naszym myślom. Pierzchną wszystkie koty Schroedingera, zniknie paradoks dwóch szczelin, bo zrozumiemy, że narzędziem, które te zjawiska bada, są nasze własne, kwantowe słowa (myśli). W tej samej dziedzinie poznania, dotyczącej światła, granicę określił Heisenberg. No więc ... Świat rozszerza się co raz szybciej ... Dlaczego? Bo przybywa wciąż ludzi i związanych z nimi myśli ... Myśli rozpierają przestrzeń. Wypychają ciała materialne co raz dalej. I gdybyśmy choć na chwilę przestali myśleć (co jest niemożliwe, bo zawsze myśli ktoś), to wszechświat przestałby się rozszerzać. Proszę powiedzieć, czy mój sposób myślenia jest bardziej ułomny niż zadawanie odwiecznych pytań na które nie ma odpowiedzi? To nie ma związku i sensu. I oto chodzi - by szukać czegoś ... czego życzę wszystkim zbieraczom grzybów - w listopadzie. pozdrawiam serdecznie

Waldemar M.

Zgadzam się ... Pana myśl brzmi lepiej. Co do rachunków, to właśnie różniczkowanie było kamieniem milowym w zakresie pojmowania ruchu - jego chwilowości. Stało się podstawą takich pojęć jak prędkość, przyspieszenie, no i oczywiście - stycznej do krzywej. Całkowanie jest tylko sumowaniem różniczek, pozwalającym np. wyliczyć jakąś powierzchnię. (przynajmniej tak mi się wydaje). No a teraz zmieńmy sposób myślenia. Zamiast definiować infinitezymalną odległość pomiędzy dwoma punktami, zacznijmy ją dzielić, np. według prostego algorytmu dzielenia przez kolejne liczby naturalne. W granicy powinniśmy otrzymać ten sam wynik. Istnieje jednak pewna różnica w obu podejściach. Różniczkowanie jest ciągłe. "Dzielniczkowanie" - kwantowe. Bo kwestią umowną jest przyjąć, kiedy dzielniczkowanie się kończy. I zawsze jego wynikiem będzie pewna całość - gotowa do kolejnego podzielenia. Poszukiwanie kolejnych cząstek w LHC, jest procesem dzielniczkowania. Bo nawet jeśli znajdziemy bozon Higgsa, to nie można zaprzeczyć, że stosując, jeszcze dłuższe, kosztowniejsze i lepiej schłodzone systemy nie uzyskamy Higgs/2, Higgs/3 ... Jedyną granicą tego szaleństwa, za które płacą dzieci Afryki i Azji, jest przyjąć, że tą najmniejszą cząstką jest: słowo. Chełpiącym się fizykom, którzy zapomnieli o biblii, i zapisanych w niej słowach, potrzeba funduszy. Ale parlamenty świata zaczynają liczyć pieniądze ... i jeśli nauka w jakimś, dosyć krótkim czasie nie uzasadni potrzeby kolejnych wydatków - będzie z nią krucho. Oczywiście nie w znaczeniu tych, którzy dla swoich "bezinteresownych" potrzeb będą naukę naginać - co "wyciekło" ostatnio z angielskich komputerów na temat klimatologów. Chciałoby się rzec Panie Waldemarze, zagrajmy piękne rosyjskie ballady, zaśpiewajmy: "Bud' wsiegda budiet sońce", zasmućmy się nad liryką Bułata Okudżawy ... Serce rośnie, duch się wspiera na "bezkriesnom stiepie, niezawisimoj otlicznosti" (nie wiem co powiedziałem ale coś powiedziałem). pozdrawiam serdecznie w nie najlepszym nastroju

Grawitacja, która leczy

Co jest istotą grawitacji? Grawitacja jest przyciąganiem. Jest cechą materii. Cechą materii będącej w ciągłym ruchu. Ten ruch jest zawsze obrotowy. Można powiedzieć, że grawitacja immanentnie związana jest z obrotem. Więc aby „czerpać” jej energię, potrzebny jest rytm, będący w rezonansie do tego obrotu. Jeżeli w życiu codziennym, wykonując proste czynności, zdołasz uzyskać rytm rezonansowy z obrotem Księżyca, Ziemi, Słońca i innych ciał niebieskich, będziesz mógł korzystać, z energii „pulsacji” (zmian) pól grawitacyjnych tych ciał. Zastanów się, czy każde z tych ciał działa na ciebie z osobna czy też jednocześnie. Oczywistym wydaje się przyjęcie jednoczesności działania, a więc wpływu wszystkich zmian jednocześnie, pochodzących od wszystkich ciał masowych będących w ruchu. Jak to kiedyś świetnie ujął pan Waldemar M. - ta jednoczesność, jest po prostu fizycznością odbioru świata zewnętrznego. Odbioru, którego częstotliwość, zmienia się w takt zmian położenia ciał niebieskich w wiecznym ruchu obrotowym. Twierdzę, że ta fizyczność powstaje w wyniku koniunkcji wszystkich oddziaływań, a nie ich sumy. (Rozkład słów myślanych można opisać na iloczynie funkcji okresowych ciał pozostających w obrocie a nie na ich sumie). Dlatego potrzebna jest nowa matematyka: rachunek różniczkowy i całkowy powinien być uzupełniony o rachunek „dzielniczkowy” (odpowiednik różniczkowania) i „mnożnikowy” (odpowiednik całkowania). (A może ktoś wymyśli lepsze nazwy? ...) Stałość naszego działania w życiu ma ogromne znaczenie, bo dzięki niej dokonuje się rezonansowy odbiór oddziaływań grawitacyjnych, który ma swój początek już w momencie zapłodnienia jaja, czyli poczęcia życia. Jeżeli jesteś poetą – to bądź nim naj-zawsze. Jeżeli czujesz się inżynierem – to burz i buduj np. mosty. Jeżeli wierzysz w Boga – to módl się jak najwięcej. Jeżeli czujesz się odkrywcą – bądź nim we dnie, w nocy. Jeżeli leniem - to leń się do woli. Bo każdy ma jakieś swoje „zabawki”, które dają mu najwięcej „przyjemności”. Temu, co dostałeś w genach i potem w szkole, na ulicy i w domu – towarzyszy od początku zmienne pole grawitacyjne, kształtujące jedyny w swoim rodzaju wzorzec odbiornika słów i myśli. – twój umysł. Więc twoje działanie jest zawsze optymalne, tak jak optymalne jest położenie kulki w polu grawitacyjnym. Nawet wtedy gdy jest to tylko równowaga chwiejna, po której za chwilę nastąpi zmiana w życiu, której efektem jest przyjęcie nowego-innego położenia równowagi. Jeżeli lubisz zbierać puste puszki na plaży, to zbieraj je jak najdłużej. Trwałość działania czyni ciebie niepokonanym, aż do końca. Aż do momentu, gdy przyjmiesz najbardziej stabilne położenie w swoim życiu - około 1,5 metra pod ziemią. (Cykl: Czy grawitacją można leczyć? – www. teoriaslowa.com)

wtorek, 24 listopada 2009

Pomnażanie dzielniczkowania

Matematyka Newtona Rózniczkowanie jest działaniem odwrotnym do Całkowania Całkowanie to granica ciągu sum częściowych. Różniczka to infinitezymalne różnicowanie. Nowe działania Dzielniczkowanie jest działaniem odwrotnym do Pomnażania Pomnażanie to granica ciągu iloczynów częściowych. Dzielniczka to infinitezymalne dzielenie. Związek przyczynowo-skutkowy Wydalam myśli więc jestem ...

Pozdrowienia dla Klary

poniedziałek, 23 listopada 2009

Aby żyć z Naturą w zgodzie ...

Aby żyć z Natura w zgodzie trzeba tworzyć jak najwięcej rytmów: rytm wstawania o tej samej godzinie rytm jedzenia o tej samej porze rytmy rodzinne rytmy pracy spotkań picia jedzenia i wydalania moczu, potu kału, powietrza i myśli Im więcej rytmów tym bardziej zgodny jesteś z obrotami ciał niebieskich a tym samym masz większe szanse życia i przeżycia radości, zadowolenia rozpaczy, tragedii tęsknoty i wiary Bo moc rezonansu czyni Ciebie niepokonanym w rytmie życia i śmierci

Newton's III Law

As much, as I like You - You like Me As much, as I dislike You - You dislike Me * * * Isaac Newton was born in 1642 in Woolsthorpe in Lincolnshire, I have been living in Nunsthorpe, North-East Lincolnshire Not far away from Him * * * Czasami czuję jakąś dziwną moc Gdy działam w niewiarygodnym rytmie "Połykając" kolejne zadania Jestem wtedy w rezonansie Z pulsacją grawitacji Krążących planet i gwiazd A moim patronem jest Księżyc

Wszechświat rozszerza się co raz szybciej

Gdy czujesz rytm poezji Rytm zdania które mówisz Czy tekstu, który piszesz To odbierasz wtedy rytm obrotu jednej z gwiazd, planet, księżyca Lub innego ciała niebieskiego * * * Rytmem serca, oddechu I każdego innego cyklicznego Zjawiska w naszym organizmie Steruje umysł Który odczytuje grawitację Z zewnątrz Więc rytmy te są wynikiem Obrotu ciał niebieskich * * * Świat, w którym odległości pomiędzy ciałami zmieniają się, to świat wypełniony myślami. Inaczej: myśli wypełniające świat, zmieniają w nim odległości pomiędzy ciałami materialnymi. Gdybyśmy, choć przez chwilę przestali myśleć, Wszechświat przestałby się rozszerzać. Ale to niemożliwe, bo zawsze jest ktoś, kto myśli, nawet jeśli nie myślisz ty. Ludzi na świecie wciąż przybywa. Przybywa więc myśli, które z geometrią przestrzeni oddziałują. Dlatego Wszechświat - paradoksalnie - rozszerza się co raz szybciej.

niedziela, 22 listopada 2009

Jak powstaje muzyka (1)

Ruch obrotowy ciał Układu Słonecznego, można opisać, poprzez okresy obrotu tych ciał. I tak, Księżyc ma okres obrotu wokół Ziemi około 30 dni, Ziemia wokół osi – 24 godziny, Słońce porusza się po nieboskłonie z okresem 365 dni. Jeżeli wykreślimy iloczyn sinusów tych okresów w skali czasu, to np. dla Słońca, Ziemi i Księżyca otrzymamy taki obrazek: Tworząc ten wykres, przyjąłem stały okres obiegu, czyli stałą prędkość kątową tych ciał, równą: gdzie T jest okresem obrotu. To tak, jakbyśmy przyjęli, że ciała Układu Słonecznego zataczają koło – o stałym promieniu. W rzeczywistości ciała w Kosmosie poruszają się po elipsach, i ich prędkość kątowa jest zmienna - od minimalnej w aphelium (największe oddalenie od Słońca) do minimalnej w peryhelium (największe zbliżenie do Słońca). Te różnice prędkości kątowych, wynikające ze zmiany odległości, podlegają relacji prostych liczb naturalnych. Johannes Kepler rozwijając pogląd pitagorejczyków, wyliczył na przykład, że stosunek prędkości kątowej Saturna w aphelium do jego prędkości kątowej w peryhelium wynosi w przybliżeniu 4 do 5, czyli jest proporcją tercji majorowej. Podobna proporcja dla Jowisza odpowiada tercji minorowej, a dla Marsa – kwincie. Przypomnijmy z Teorii Słowa: Rozkład każdego zbioru słów (każdego utworu literackiego) ma postać rozkładu normalnego lub lognormalnego, jak dla przedstawionego poniżej rozkładu dla ponad 400 tys, nazwisk polskich: Iloczyn sinusów okresów obrotu ciał Układu Słonecznego można wpisać w każdy rozkład słów – tak jak na rysunku poniżej dla iloczynu Ziemia-Słońce-Księżyc: Hipoteza: Muzyka powstaje w wyniku zmian kształtu iloczynu sinusów, dla różnych wartości: od minimum – gdy ciało jest w aphelium, po maksimum gdy ciało jest w peryhelium. Cdn.

Pitagoras i dźwięki

fragmenty artykułu opublikowanego przez Michała Szurka: http://www.mlodytechnik.pl/archiwum/11_2006_s.50-53.pdf "... Idea matematyczności świata pojawiła się po raz pierwszy (jak możemy mniemać z dostępnych nam przekazów) około 2600 lat temu, podczas popołudniowej przechadzki Pitagorasa. Szedł obok kuźni, skąd dobiegły go dźwięki młotów – różnej wysokości. Według legendy, fakt ten zastanowił go na tyle, że stworzył całą teorię muzyki, do dzisiaj będącej w użyciu. Każdemu absolwentowi szkoły muzycznej znany jest komat pitagorejski, a Das Wohltemperierte Klavier Jana Sebastiana Bacha to udana próba poradzenia sobie z dysonansem stworzonym przez ten komat1). Tak czy owak, Pitagoras mógł wyprzedzić Archimedesa i krzyknąć „Eureka” – odkrył bowiem, że istotą świata jest nic innego, jak właśnie liczba. Hipoteza sprawdzała się znakomicie, zarówno na wynalezionym przezeñ monochordzie (instrumencie jednostrunowym), jak i w badaniach rzeczywistych ciał. Kalos – piękno staje się Harmonii, Eurytmi i Symetri¹. Matematycy chętnie przyznają się do pewnego duchowego pokrewieństwa z muzyką i żałują, że muzycy nieczęsto rewanżują się podobnym uczuciem3). Pitagoras uważał, że każda planeta w swojej wędrówce po orbicie wydaje przyjemne dźwięki, których jednak nie potrafimy usłyszeć. Z tak dawnych czasów pochodzi zwrot „harmonia sfer”. W dwa tysiące lat później Johannes Kepler rozwinął pogląd pitagorejczyków. Uważał, że „muzyka niebios” jest ciągła, wielogłosowa, a „usłyszeć” ją można intelektem. Wyliczył na przykład, że stosunek prędkości kątowej Saturna w aphelium do jego prędkości kątowej w peryhelium wynosi w przybliżeniu 4 do 5, czyli jest proporcją tercji majorowej. Podobna proporcja dla Jowisza odpowiada tercji minorowej, a dla Marsa – kwincie. (...)

czwartek, 19 listopada 2009

Prof. Eine - forma, czy treść ...

Panie Profesorze! Proszę nie brać zbyt poważnie głosu jakiegoś nieudacznika w Anglii, któremu coś nie wyszło w życiu, więc czasami ma żal do wszystkich i wszystkiego. Całkowicie się z Panem zgadzam! I w tym sęk ... Kiedyś dokonałem takiego podziału na słowa myślane, mówione i pisane. Słowa mówione prawie pokrywają się ze słowami myślanymi. Bo gdy mówimy to natychmiast przekazujemy słowa powstające w naszych głowach. Te słowa mówione można przedstawić w postaci słów pisanych, czyli po prostu zapisanych na kartce papieru lub np. w komputerze. I rozkład tych właśnie słów jest rozkładem: normalnym lognormalnym przypominającym rozkład promieniowania ciała doskonale czarnego rozkład falowy Schroedingera opisanym na iloczynie funkcji sinus obrotu ciał Układu Słonecznego na iloczynie sinusów fal mózgu: alfa, beta, gamma, theta .... No i mnie po prostu ciekawi dlaczego? A być może istnieje odpowiedź lapidarna, prozaiczna ... i niepotrzebnie trudzę nad tym swoją głowę. A teraz niech Pan spojrzy na ścierające się poglądy na blogu, zahaczające czasami o czyjeś „personalnia” (sam nie jestem bez winy). Przecież każda taka teoria wrzucona w machinę przecedzającą wszystko przez język nauki współczesnej, zostanie wymyta z wszystkiego, nawet z nazwy teoria. Bo każdy tryb tej machiny był gdzieś publikowany np. w Physical Review. A więc takie odmienne teorie nie pasują do niej i biada temu, kto wpadnie pod jej walec. To tylko taka moja wizja, stąd wiele obaw i wciąż powracające pytanie, czy salon – nie tylko dla mnie – jest właściwym miejscem do prezentowania myśli odmiennych, z całym szacunkiem dla ogromnej wiedzy jej twórców i popularyzatorskiej funkcji jaką spełnia. A wracając do tego sęka ... Ścieranie się poglądów o którym Pan pisze jest jak ścieranie się fal na powierzchni morza, które każdego roku zabiera połacie wiedzy niczyjej. Ja staram się stać na brzegu i to morze obserwować. Jak już napisałem nie umiem dyskutować, nie lubię „fal” polemiki. Może dlatego, że niezbyt dobrze pływam. Bardziej interesuje mnie forma wypowiedzi niż ich treść, np. tych pisanych przez prof. Jadczyka. Podziwiam, piękno połączeń słów, coraz doskonalsze sposoby przekazywania myśli. Natomiast treść wypowiedzi jest dla mnie jakby drugoplanowa, bo podlega prawu entropii: jedne poglądy powstają inne im zaprzeczają, jeszcze inne zanikają by się ponownie odrodzić w innej acz podobnej postaci. Tak jak morskie fale. (Ten trwający od tysiącleci, proces powstawania i doskonalenia myśli jest przedmiotem moich dociekań w teorii słowa.) Dlatego na tym blogu wszyscy mają rację, choć tylko tak długo jak długo racji tej nie zastąpi inna. Dziękuje za poświęcony mi czas Z poważaniem

środa, 18 listopada 2009

Eine

Wiem, ze dużym błędem jest uogólnianie. Tworzenie frazesów, które nabierają cech oceniających wszystkich i wszystko. Nie wolno tak robić. Nie jestem rzeczowy - ma Pan rację. Już dawno od rzeczowości uciekłem, przestraszony jej "bezwzględnością" na inność, obojętnością na to co ktoś chciałby powiedzieć inaczej. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Tu jest walka na udowadnianie, przed wszystkim i wszystkimi, ale przede wszystkim przed samym sobą. Chciałoby się powiedzieć: zanim rzucisz w kogoś kamieniem, spójrz na siebie. Zobacz ile w tym co mówisz i chcesz wmówić innym jest prawdy, a ile obłudy i kłamstwa. Motywacja nie gra roli. Koleżeńskość, współczucie, solidarność ze środowiskiem, które ciebie niesie. Potrzeba potwierdzania mojej-nad-wiedzy (prof. Jadczyk), nie raczącej nawet pochylić się nad tymi co myślą inaczej. Wtedy, gdy apologeta nauki budowanej od setek lat, nie zgadza się z innym podejściem, nie "trawi go", ucieka się do zdawkowości odpowiedzi, do burknięć lub wybiegów, w rodzaju: no tak, tak mówią niektórzy, ale wielu mówi inaczej, co potwierdza to co mówią niektórzy. I dobrze Pan wie, że jednego nie wolno dotykać. Naszego "ja" zbudowanego na doświadczeniu, wiedzy, na naszej wyjątkowości, która tak naprawdę w każdym momencie tego niby naszego życia pochodzi od innych. Popularyzacja nauki - tak, to oczywiście szczytne zadanie. Ale nigdy w imię nawet jednego człowieka, który patrzy na to inaczej. Ostatnio modny jest problem krzyży w szkołach. Czy uznaje Pan, że ten kto jest przeciw popularyzacji symboli chrześcijańskich w szkołach jest człowiekiem znikąd, bez racji bytu i prawa do szacunku? A przecież nauka ma coś z demokracji: jest zbiorem myśli, dociekań, opartych na doświadczeniach, które dają różne wyniki w różnych warunkach i tak naprawdę, każdy może zbudować bazę dla swojej teorii jeśli coś zmierzy. Ja na przykład badam zależność liczby słów od ich długości. Pan Waldemar w styczniu wykona eksperyment by potwierdzić istnienie Elektrino. Pan Stanisław Heller wymyśli kiedyś doświadczenie by udowodnić, że przestrzeń wywiera ciśnienie na materię ... Szanuję Pana Profesorze ... wbrew temu co mówi emocjonalnie Pan Waldemar. To nie jest tak, że Pan Waldemar mówi źle. On po prostu nie może zrozumieć wyobcowania, obojętności tych, którzy powinni być przykładem tolerancji, która powinna tkwić w zasadach nauki. Próba pochylania się nad kimś, kto myśli inaczej powinna być czymś naturalnym. Ale nie jest. I to odkrył kiedyś Stachura ... pozdrawiam serdecznie i przepraszam za swoją nietaktowność ... Ja po prostu nie umiem dyskutować.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Matematyka w przestrzeni słów

Pnie Profesorze, czy zgodzi się Pan z takim twierdzeniem: Każdemu ciągowi znaków zapisanych w języku matematyki odpowiada przynajmniej jeden ciąg słów w przestrzeni myśli i na odwrót, każdemu ciągowi słów z przestrzeni myśli odpowiada przynajmniej jeden zapis, dokonany za pomocą symboli matematycznych. Uzasadnienie Dowolny zapis w symbolice matematycznej zawsze odczytujemy w myślach słowami. Na przykład 2 + 2 = 4, czytamy-myślimy: „dwa plus dwa równa się cztery”, lub „dwa i dwa jest cztery”, lub „dwa dodać dwa to cztery” itd. Twierdzenia matematyczne to słowne zapisy związków liczbowych, ujęte za pomocą symboli języka matematyki. Np. „W trójkącie prostokątnym, suma kwadratów przyprostokątnych, równa jest kwadratowi przeciwprostokątnej (w geometrii euklidesowej)”. Tak rozumianą myśl, można następnie zapisać za pomocą symboli matematycznych (z dodatkową ilustracją graficzną, którą aby odczytać, też trzeba użyć ciągu słów). Reasumując – aby wyrażać związki matematyczne, musimy używać słów z przestrzeni myśli. Dopiero wtórny jest ich zapis w symbolice matematycznej. Jeżeli tak, to matematyka należy do tej samej przestrzeni myśli co np. poezja, tzn. składa się z ciągu słów. Różnica polega być może tylko na tym, że matematyczne ciągi słów można weryfikować przez obserwacje, doświadczenie (np. dwa palce dodać dwa palce to cztery palce.). Natomiast ciągi słów poezji nie są weryfikowalne. Ale to tylko hipoteza. No i na koniec. Jeżeli „matematyka” należy do przestrzeni słów (myślanych), to zbiór jej słów podlega rozkładowi według długości słów, czyli jest taki sam jak rozkład dowolnego dzieła literackiego. W takim rozkładzie maksimum wypada przeważnie dla słów 6 (7)-literowych .... Pozdrawiam serdecznie Cdn.

sobota, 14 listopada 2009

Teza ATEJA

(odpowiedź Ateja skierowana do Stanisława Hellera, w notce prof. Arkadiusza Jadczyka, http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/137674,zlamana-symetria) @ Stanisław Heller Dziękuję za zachętę wyrażoną na moim blogu, i przepraszam, że na nią nie odpowiedziałem. Myślę jednak, że istotą Pana (podobnie jak moich) dyskusji jest przede wszystkim fizyka, a nie stawianie nad tym tematem reguł uznanych zachowań towarzyskich, które zresztą w większości przypadków solidnie przeszkadzają w zajmowaniu się nauką, jeśli tego całkowicie nie uniemożliwiają. Przyglądam się z uwagą temu co Pan tu pisze (w miarę moich skromnych możliwości), i mam jedną, jedyną uwagę: współczesna nauka permanentnie cierpi na "organiczną niemożność", tak jak człowiek zamknięty w sejfie cierpi na niemożność zobaczenia tego, co się dzieje na zewnątrz sejfu. Przedstawię to tak: Gdyby Pan spotkał chemika, który próbując wyjaśniać budowę cząsteczki, np. CO (czyli czadu) mówił wyłącznie o atomie tlenu i pemanentnie a z rozmysłem unikał jak ognia czegokolwiek, co by sugerowało choć śladowo konieczność zauważenia istnienia atomu węgla w omawianym bycie (by można było mówić o jakiejkolwiek merytoryce), to z pewnością nie uznałby Pan takiego chemika za osobę przy zdrowych zmysłach. Ale jeśli popatrzymy z perspektywy tej analogii na współczesną naukę en bloc, to zachowuje się właśnie jak ów "niespełna rozumu" chemik. Tyle, że rolę tlenu gra wszechświat, a rolę węgla ludzki umysł. Niby jest jakaś psychologia, psychiatria czy filozofia, ale tzw. nauki ścisłe w ramach swoich obszarów zainteresowań w ogóle nie biorą pod uwagę faktu, że coś takiego jak umysł realnie istnieje. Tak jakby uznawalny efekt pracy naukowca musiał być z definicji odseparowany całkowicie od nieistniejących mentalnych działań jego autora, a rola i działanie jego umysłu było niedyskutowalnym tematem co najmniej nie z tej Ziemi. To tak, jakby cała nauka uważała za "istniejące realia" wyłącznie "światy", które widzi w krzywym zwierciadle, całkowicie przy tym negując istnienie tego zwierciadła, a nie to, co realnie jest przed lustrem. By postawić pacjenta z głowy na nogi, nie jest potrzebna jeszcze sprawniejsza "maszynka do przewidywania" zmian zachodzących w urojonych obrazkach po drugiej stronie lustra, (czyli urojonego makro- i mikrokosmosu) tylko po prostu teoria umysłu, który jest zdolny postrzegać to, co każdy z nas obserwuje "w realu" i czego swoim umysłem od niego (i siebie samego) "doświadcza". Einstein "umieścił (najpierw) zegar", później "tensor" w "każdym punkcie wszechświata" ignorując zupełnie fakt, że powinien umieścić swój "drewniany nos" nie we wszechświecie/na zewnątrz, a w każdym punkcie pola umysłu, w taki sposób, by ów "drewniany nos" przestawał widzieć sam siebie, a za to zaczynał "widzieć" tworzone przez siebie "realia" (wraz ze wszystkimi pomyłkami w odczycie realiów, do których nasz generator zewnętrzności jest zdolny). Czyli tak, by dokładnie odwzorowywał to, co dzieje się faktycznie, i to od urodzenia po pełną dojrzałość percepcji i wnioskowania. Pominięcie tego wszystkiego powoduje notoryczne sprowadzanie całej nauki na mentalny poziom jagnięcia, któremu wydaje się, że urojony obraz we wstawionym do kojca lustrze jest jego jedynym, realnie istniejącym towarzyszem. Konieczne jest coś w rodzaju "przesymetryzowania" całej wiedzy przez - do tej pory z uporem godnym lepszej sprawy uznawaną za nieistniejącą - tajemną zmnienną, której dotychczas brakuje w całej nauce, tj. właśnie tajemnicę umysłu. A co mamy? Z jednej strony psychologię/filozofię itp. ruchy wioskowych szamanów usiłujących zmajstrować lustro służące głównie do przeglądania się lustra w samym sobie, a z drugiej strony barykady - całkowitą i totalną negację istnienia w fizycznych realiach jakiegokolwiek umysłów, luster i całej reszty tych "oczywistych fanaberii" jako "kompletnych profanacji rzetelnej nauki". Sądzę, że Pan kojarzy wystarczająco samodzielnie, by zdobyć się na takie "przesymetryzowanie" "naturalnej wiedzy". Bo bez tego, całe działanie sprowadza się do dyskusji z "realnym towarzyszem" zamieszkującym "przestrzenie" w niewidzialnym lustrze. Na mentalnym poziomie samooszukanego jagnięcia. 2009-11-14 03:45 Atej Tajemnice paradoksu

KAP do ATEJA

(Komentarz do notki prof. Jadczyka, http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/137674,zlamana-symetria). @Atej Czytam: współczesna nauka permanentnie cierpi na "organiczną niemożność", tak jak człowiek zamknięty w sejfie cierpi na niemożność zobaczenia tego, co się dzieje na zewnątrz sejfu. [...] By postawić pacjenta z głowy na nogi, nie jest potrzebna jeszcze sprawniejsza "maszynka do przewidywania" zmian zachodzących w urojonych obrazkach po drugiej stronie lustra, (czyli urojonego makro- i mikrokosmosu) tylko po prostu teoria umysłu, który jest zdolny postrzegać to, co każdy z nas obserwuje "w realu" i czego swoim umysłem od niego (i siebie samego) "doświadcza". Teoria umysłu - trafnie powiedziane. Pod całym komentarzem podpisuję się obiema rękami. Tylko jak badać to, czego nie widać, inaczej niż naukowcy, którzy badają efekty wpływu niewidzialnego na widzialne? Jeżeli umysł jest jak rzutnik (czy jak woli Stanisław - generator), rzucający obraz na ścianę, to jak wyjść z obrazu, by zobaczyć rzutnik? Innymi słowy, jak świadomy, program mógłby zobaczyć maszynerię komputera, w której przebywa? Czy to możliwe? Ateju, napisałeś prawdę i to napisałeś ją klarownie, co się mało komu udaje. A ja Ci proponuję, byś już przestał pisać o tym, co jest jasne i oczywiste, a zaczął pisać konstruktywnie, jeżeli masz lepszą drogę od fizyki/matematyki/filozofii/psychologii/.../buddyzmu/szamanizmu - to jaką. Bo każda z tych dróg samodzielnie niesie za sobą ogromną wiedzę na temat umysłu, chociaż z różnych stron. Masz jakiś tajemny nieznany nikomu sposób połączenia nauk humanistycznych ze ścisłymi, to nam go tutaj napisz, na pewno z przyjemnością o tym przeczyta wiele osób. Wtedy będzie to krok naprzód. 2009-11-14 14:41 KAP

piątek, 13 listopada 2009

O poezji słów kilka

1 "Nowe" podstawy fizyki - ten tytuł jest inspirujący pewnie nie tylko dla mnie. Myślę, że nowe podstawy tej nauki mogą być wynikiem "kompilacji" różnych nauk i nie-nauk. W mojej opinii może mieć w tym udział również poezja. 2. Wolna wola, hierarchia bytów - to pojęcia z przestrzeni słów, których przyznam, nie do końca pojmuję. Strasznie staram się unikać pojęć, które wymagają definiowania innych pojęć, definiowanych przez następne i tak, bez końca ... a właściwie, aż do zapełnienia wszystkich półek, wszystkich bibliotek filozoficznych na całym świecie ... i jeszcze więcej. Taki jest mój punkt widzenia, co nie oznacza, że Pana punkt widzenia jest błędny. Wprost przeciwnie, uważam, że każdy z nas ma prawo do definiowania, lub próby definiowania rzeczywistości tak jak ją - poprzez naukę, obserwacje i różne zdarzenia w życiu - pojął. Dziwaczny świat słów inspirował mnie i inspiruje od dawna. Można być w morzu słów i nigdy nie zrozumieć jakie są mechanizmy powstawania w nim fal. Ale można też stanąć na brzegu morza i przyjrzeć się tym falom myśli z bliska. Poznać ich mechanizm. Ten, który znam - to grawitacja, która marszczy powierzchnię każdego morza. Można też spojrzeć na piasek leżący pod nogami na plaży i skonstatować: każda drobina piasku to jedna myśl w tym kosmosie. Ale ruchem piasku jako całości nie rządzą prawa odnoszące się tylko do jednej drobiny. A ruch całej hałdy piachu, wynika z oddziaływań zewnętrznych, np. grawitacji. Zabrzmiało trochę poetycko, ale tak to odczytuję szczególnie wtedy, gdy z kimś bardzo szacownym, jak Pan, rozmawiam. pozdrawiam serdecznie

czwartek, 12 listopada 2009

Entropia myśli

Panie profesorze, analizując Pana tekst, dochodzę do wniosku, że jest w nim pewien schemat, pewna reguła. W części wstępnej stara się Pan zachować związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy kolejnymi sentencjami (zdania). W części końcowej Pana stwierdzenia mają charakter „kwantowy” – czyli pytają o sprawy ogólne, z oderwaniem od opisu materii, której dotyczą ... Lecz nie jest to żaden przytyk, lecz obserwacja, wielu wypowiedzi, których przebieg ma ten sam schemat. Ale po kolei. Przestrzeń słów (myśli) ma te same atrybuty, co każda przestrzeń matematyczna – z jedną istotną różnicą: jest to przestrzeń fizyczna. Jeśli tak, to musi podlegać jednemu z podstawowych pojęć termodynamiki: entropii. Wszystkie teorie, które są produktem myślenia, jej podlegają. Dokonujemy obserwacji. Formułujemy związki. Budujemy teorie. W ten sposób, porządkując ogląd świata zmniejszamy jego entropię. Ale mija czas i teorie się „rozpadają”, przekształcają, czasami wybuchają jak super nowe, by znowu ulec rozproszeniu. Bo entropia każdej teorii wzrasta. Jest to pośredni, termodynamiczny dowód na związek materii i myśli. Materii i słów myślanych.. Materii i słów. (I jeśli napiszę tu, że ten związek realizuje się poprzez grawitację, to przy aktualnym stanie „wiedzy” pewnie przesadzę.) Spójrzmy na Ogólną Teorię Względności Einsteina. Ile lat jeszcze trzeba, by poprzez kolejne modyfikacje uległa rozproszeniu? Jak długo przetrwał system Ptolemeusza? Zaprawdę powiadam Wam, OTW nie przetrwa dłużej niż każdy polny kamień. (tak sie pisze biblię ...) A na razie ... Myśli spójne logicznie, podlegające związkowi czasu-materii-przestrzeni, postulowanemu przez Einsteina, szybko rozpadają się na kwantowy świat Bohra, w którym nie ma ani przyczyny ani skutku, tylko pojęcia pytające o istotę yin, yang, Boga, losowości, celu, sensowności, itp. itd .... Ps. eksperymentuję na sobie, stąd moje czasami nieobliczalne zachowania. Rozbijam każdą myśl, która się pojawi na elementy kwantowe. Staram się utrzymać equilibrium, której granicę – pomiędzy światem ciągłym i kwantowym – wyznacza powierzchnia kory mózgowej. (Jak, ktoś sobie życzy, może mnie uznać za szaleńca). Zgodnie z „higienicznym” zaleceniem prof. Jadczyka sformatowałem wszystkie swoje wypowiedzi (przynajmniej zewnętrzne, bo wewnętrzne, zapisane w pofałdowaniach kory mózgowej pozostają na zawsze). Bardzo przepraszam Pana Trurla i innych, których agresją swoją obraziłem. Moja natura, jak każdego człowieka, składa się z dobrych cech i złych (absurd), które pochodzą z dobrych genów i złych (jeszcze większy absurd). Już lepiej powiedzieć, że w każdym z nas jest dr Jekyl and dr Hyde, a najlepszą metodą by ich pogodzić jest ... yoga.

niedziela, 8 listopada 2009

Kwantowy warunek myślenia

1. Pofałdowanie kory mózgowej pozwala mózgowi odebrać sygnał grawitacyjny niemal z każdego kierunku. Kula materialna oddziaływuje z polem grawitacyjnym pochodzącym z każdego kierunku. Mózg człowieka, kształtem nieco tylko przypomina kulę. Lecz w drodze ewolucji mózg zbudowany ze struktur białkowych, poradził sobie z tym problemem - fałdując powierzchnię kory mózgowej. Niektóre jej zakrzywienia skierowane są do góry niektóre w dół, niektóre nastawione są na odbiór sygnałów przednich, niektóre bocznych a niektóre sygnałów pochodzących z tyłu. 2. Pole grawitacyjne po przekroczeniu powierzchni kory mózgowej maleje liniowo do zera według wzoru (uproszczonego): g = A*m*r Gdzie r - odległość od środka masy mózgu otoczonej korą mózgową, m – masa mózgu, g- natężenie pola grawitacyjnego, A – jakaś stała. Teraz wystarczy założyć, to co kiedyś przyjął Bohr: w przestrzeni mózgu, nasze myśli nie mają charkteru ciągłego a raczej zachowują się jak twory skwantowane. Więc zamiast r do wzoru wprowadzamy n*r0, gdzie n jest liczbą naturalną (główna liczba kwantowa?) a r0, pewną minimalną długością (np. długością Plancka). Otrzymujemy wtedy: g = A*m*n*r0 W ten sposób przestrzeń myśli została skwantowana. Myśli zajmują tylko ściśle określone odległości od środka mózgu, który jest punktem bez-słowia (bez-litery.), takim matematycznym zerem ... (ha, ha ... ) 3. Powierzchnia kory mózgowej wyznacza granicę pomiędzy prawami Ogólnej Teorii Względności a prawami Mechaniki Kwantowej. W świecie myśli istnieją różne ciągi słów. Einstein opisując świat makro, posłużył się tymi, które spełniają związek przyczynowo-skutkowy, bo lepiej odpowiadały one związkowi czasu-materii-przestrzeni zapostulowanemu w OTW. Jednakże w przestrzeni myśli są również takie ciągi słów, które tego warunku nie spełniają. Tymi posłużył się Niels Bohr wprowadzając swoje warunki kwantowe dla świata mikro (świata atomów). Stwierdził: tak musi być i basta, bo jest to zgodne z danymi doświadczalnymi, aczkolwiek załamujące ciągłość przyczynowo-skutkową postrzeganą w świecie zewnętrznym. Napisane, po deszczowym spacerze i dzięki inspiracji wspaniałych umysłów Salonu24/Nauka. No i dzięki mojemu wiernemu Kajratowi.

Eksperyment

Kiedyś odkryłem „Fabula rasa” Stachury, w którym znajduje się opis dziwnego eksperymentu, który można przeprowadzić na samym sobie. Otóż Stachura odkrył istotę naszego homocentryzmu, czyli „żarłoczności” na wszystko co z zewnątrz: na pokarm, na wodę, pochwały i uznania, a także na światło, dotyk, dźwięk, zapach i wszelką myśl. Żarłoczność do się i dla się, jest cechą każdego z nas, każdego człowieka-ja. Stachura przeraził się tego co ujrzał w sobie i jako rozwiązanie problemu wymyślił, eksperymentalny stan człowieka, który obserwacją samego siebie, ujawnia tkwiący głęboko wewnętrznie egoizm. Człowieka, który na nowo odkrywa siebie, poprzez dezintegrację tkwiącego w nim człowieka-ja. Taki nowo odkryty stan, Stachura nazwał człowiekiem-nikt. I co się dzieje w taki stanie? Ano, poeta konstatuje, że człowiek-nikt jest nieograniczonym źródłem miłości, zrozumienia i rozumienia, ponieważ potrafi uważnie słuchać innych i siebie. Jak pisze - w tym stanie jest się nie tyle poetą, co poezją ... Zafascynowany tym, postanowiłem taki eksperyment przeprowadzić na sobie. No i ... tkwię w nim już kilkadziesiąt lat. Zdezintegrowany (czasami-często wykorzystuje to otoczenie). Za to, jakby bardziej wyczulony na odbiór zewnętrzny. Szczególnie na zewnętrzny odbiór myśli, pochodzących od grawitacji ... Dlaczego grawitacji? Pan prof. Jadczyk napisał kiedyś, że co jakiś czas trzeba robić porządki w naszych głowach i niepotrzebne zapisy usuwać. Tylko nie da się tego zrobić przez zwykłe np. częściowe formatowanie mózgu, bo nie jest to zapis magnetyczny ani elektromagnetyczny. Gdyby tak było, wystarczyłby nam do tego zwykły silny magnes. Z moich dociekań wyszło, że tym co decyduje o odmienności mózgu człowieka i zwierząt, to pofałdowana kora mózgowa. Pofałdowana, a więc o zmiennym kształcie, a kształt, wiąże się z materią, która oddziałuje grawitacyjnie ... Więc to co jest pofałdowaniem kory mózgowej to zapis sił grawitacji odbieranych z zewnątrz i wewnątrz (w drugim wypadku chodzi mi o oddziaływanie pola grawitacyjnego z samym sobą). Przyjrzyjmy się jak działa taki mechanizm odbioru myśli. W życiu uczymy się wielu rzeczy, poznajemy różne zjawiska, czytamy, uczymy się, rozmawiamy .... Jednym, słowem kształtujemy swój zasób słów i sposób myślenia. I nagle któregoś dnia, stwierdzamy: przyszła mi do głowy nowa myśl! Ale skąd się ona wzięła? Z tego co zjadłem? Eeee nie, to za proste – żeby samochód mógł jechać nie wystarczy trochę blachy i paliwa. Trzeba odkryć ideę ruchu ... No to, nagle zaiskrzyło w moich zwojach neuronów! Hmm, gdyby tam iskrzyło, to pewnie poleciał by jakiś dym uszami ... a tak na poważnie, jeśli zmieszamy pięć dekagramów cukierków „toffi” i 30 dekagramów „krówek”, to nadal będą to tylko cukierki ... To nie może być to ... Genialne lub totalnie głupie, myśli perełki, myśli natchnienia, które są od razu całym ciągiem jakiejś idei – którz z nas nie doświadczył tego „nieziemskiego” uczucia odkrycia czasami-często, zupełnie czegoś nowego. Proszę posłuchać jak pisze prof. Jadczyk, jakie myśli generuje prof. Eine, że nie wspomnę teksty Pana Stanisława Hellera, czy pisane z dużą dozą emocji hipotezy Pana Waldemara. I każdego innego autora na tym blogu, nie umiejszając nikomu. I wszystkich autorów-twórców na całym świecie. Myśli te nie są tylko zbiorem tego co wiedzieliśmy wcześniej. Nie są sumą zdań zapisanych w mózgu. Są genialnym odkrywaniem, za każdym razem od nowa i za każdym razem trochę inaczej. Dlatego uważam, że myślenie polega na odbiorze zmieniającej się rzeczywistości zewnętrznej, np. zapisanej w polu grawitacyjnym, czyli w materii. I żeby te zmiany odczytywać potrzebny jest na 6. zmysł, tkwiący w pofałdowaniach kory mózgowej. Eksperyment trwa ... Z każdym dniem to co przedmiotowe traci na znaczeniu. Na sile traci człowiek-ja, który tkwi we mnie i zawsze tkwić będzie, ze swoim prawem do żarłoczności... Nastawiam się na odbiór myśli, czekam na natchnienie ... Jako człowiek-ja niewiele już mam. Jako człowiek-nikt otrzymuję prawie wszystko.

sobota, 7 listopada 2009

Słowa, których nie można pominąć

(komentarz do notki: http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/136508,bieg-czasu-i-fizyka-od-kuchni) Na poniższym przykładzie, chciałbym pokazać, jak stan myśli pilota (bez uwzględnienia ich emocjonalności) mógłby wpływać np. na wartość stałej grawitacji. Przyjmijmy, że stała grawitacji G ma wartość 6,67428(67)*10-11 m3/kg*s2. Pomińmy na razie wartość stałej, a zajmijmy się jej jednostką. Można ją zapisać w postaci: 1 m3/1 kg*1 s2. A teraz przyjmijmy, że pilot samolotu, który transportował zegary cezowe, przypomniał sobie, że zostawił samochód na lotniskowym parkingu z nie wyłączonymi światłami (nieważne jakimi), co zaistniało w jego myślach stwierdzeniem: „nie wyłączyłem świateł w samochodzie!”. Zakładam, że jednostka G jest idealizacją i że jej prawdziwy wymiar zależy m.in. od pewnego prostego algorytmu związanego ze słowami, które powstają w myślach w wyniku oddziaływań grawitacyjnych (teoria słowa), powodujących subtelne różnice w wartościach jedynki dla każdej z cech: m, kg i s. Przy czym według tego algorytmu: „nie wyłączyłem = 1,0001001100110010110100001001101, gdzie niewielka różnica od wartości 1 odpowiada infinitezymalnej zmianie jednostki s, bo „nie wyłączyłem” jest opisem czasu; „świateł” = 1,00000000000001000000110001010101, gdzie niewielka różnica od wartości 1 odpowiada infnitezymalnej zmianie jednostki kg, bo „świateł” jest opisem materii. „w” = 1,000000000000000000001, gdzie niewielka różnica od wartości 1 odpowiada infnitezymalnej zmianie jednostki m, bo „w” jest opisem przestrzeni. „samochodzie” = 1,000000000001000001111000010000100101000100010, gdzie niewielka różnica od wartości 1 odpowiada infnitezymalnej zmianie jednostki kg, bo „samochodzie” jest opisem materii. Jeżeli podstawimy nowe wartości do jednostki G, otrzymamy (wartość jednostki dla kg należy przemnożyć dwa razy) otrzymamy: 0,999799810039018373333775546928055 To nasza nowa wartość jednostki G, uwzględniająca nieskończenie mały wpływ wynikający z zakłócenia pola grawitacyjnego myślą: „nie wyłączyłem świateł w samochodzie!” (znak wykrzyknik może mieć dodatkowy wzmacniający wpływ, ponieważ związany jest z emocjami, które powstają przez wzmocnienie neuronowe, ale jego wpływ tutaj pomijam). Pytanie: ile wynosiła wartość G, w momencie powstania myśli? Policzmy: G = 6,67428(67)*10-11 *0,999799810039018373333775546928055 = 6,67294387614 ...., czyli można powiedzieć, że nowa, inna wartość jest w granicach pomijalnego, niesprawdzalnego błędu ... I nie chodzi tu o to, czy nasze myśli, mogą mieć wpływ na wartość G, lecz, że w ogóle taki wpływ (czasami-często zaniedbywalny) mają. Ps. w dowolnym zapisie kodowym np. 1,000000000000000000001 - pierwsza jedynka odpowiada pauzie pomiędzy słowami (bez-literze), druga - miejscu gdzie występuje zaburzenie, czyli miejscu zaistnienia litery w alfabecie. Następne litery słowa, odczytywane są w następstwie „kołowym” tzn. odległości pomiędzy jedynkami odpowiadają pozycji liter w alfabecie zamkniętym kołowo – po ostatniej literze następuje pierwsza. W modelu tym każde słowo rotuje wokół bez-litery. Napisałem ten tekst, bo wierzę w dobre intencje prof. Einego, który stwierdza, że nie istnieją w fizyce teorie fałszywe ani prawdziwe, a jedynie te, które można sprawdzić lub nie .... Wartości „jedynek” dla słów podałem w przybliżeniu, bo nie ma to większego wpływu na wartość jednostki i wartość G. pozdrawiam

Losowość

(przerzucam tekst dzisiaj zostawiony u Essencjusza.) Na postawione przez Panią/Pana, nigdy nie znajdziemy wyczerpującej odpowiedzi, choć może pojawić się niezliczona liczba spekulacji, opracowań i książek, to zagadnienie wyjaśniających Bo pytania te są niezgodne z Ogólną Teorią Względności (OTW). Ogólna Teoria Względności połączyła czas, materię i przestrzeń, jednym równaniem. Każda wypowiadana przez nas myśl, zawiera przynajmniej jeden z tych elementów, czasami dwa, a czasami wszystkie: słowa opisujące czas, materię, przestrzeń. Jeżeli w wypowiadanej myśli wystąpią tylko elementy opisujące czas i przestrzeń, natomiast nie wystąpi element opisujący materii, to tak, jak byśmy mieli do czynienia tylko z jedną stroną równania OTW, równą nie wiadomo czemu. Dlatego „rzeczywistej” odpowiedzi dla takich stwierdzeń (pytań) nigdy nie znajdziemy. Np. w pytaniu „Co to jest losowość?”, nie ma elementu opisującego materię – są tylko elementy opisujące czas („jest”) i przestrzeń („co”, „to”, „losowość”). I na odwrót. Jeśli w stwierdzeniu usuniemy opisy czasu i przestrzeni (np. ze zdania „samochód jest czarny” usuniemy „jest” i „czarny”), to otrzymamy nie przenoszące żadnej dodatkowej treści słownikowe nazwanie materii. Tak więc, pytania nie spełniające warunku jednoczesnego istnienia opisu materii, czasu i przestrzeni, a więc elementów których połączenie zapostulował Einstein w OTW – pozostaną na zawsze bez odpowiedzi. W świecie fizyki kwantowej, gdzie słowa myślane zbliżone są rozmiarami do wielkości cząsteczek, następuje fragmentacja każdej myśli semantycznej na niezwiązane ze sobą opisy: materii, czasu i przestrzeni. Podstawowy problem mechaniki kwantowej, to brak continuum występującego w OTW (prof. Jadczyk, „Bieg czasu i fizyka od kuchni”). Zmienia się relacja czasu, materii, przestrzeni. Ich opisy stają się rozłączne (znika związek przyczynowo-skutkowy). Einstein wymyślając OTW jak i STW, opisywał je stosując zwroty odnoszące się do obiektów makro. Bo takie konstrukcje słowne z obiektów makro można odebrać grawitacyjnie. Podobnych konstrukcji słownych, nie odbierzemy ze świata mikro, ponieważ nie istnieje w tym świecie jakikolwiek semantyczny ciąg słów, poza przypadkowym. (Światło (foton) wysyłany z naszego oka również zakłóca obraz mikroświata (Heisenberg , zasada nieoznaczoności). Pozdrawiam serdecznie

piątek, 6 listopada 2009

Butelka Whisky

Myślę, że cały problem upraszcza się gdy odrzucimy schemat w którym sobie przypisujemy pewną wolność wyboru, a butelce whisky – materialną bezwolność. Butelka Whisky i my stanowimy niejako całość, czy to w ujęciu widzenia się wzajem świetlnego, czy grawitacyjnego. Można powiedzieć, że myśli jakie nasza kora mózgowa odczytuje w kontakcie z nieodległą, materialną, w połowie wypełnioną butelką, to swoista rozmowa dwóch obiektów materialnych obdarzonych grawitacją. Butelka do nas po prostu przemawia i można powiedzieć kolokwialnie, że coraz lepiej, po każdym następnym wypiciu kolejnej jej zawartości. Złudzenie wolnej woli, powstaje w wyniku odbioru i zestawienia różnych „podpowiedzi” z materii nas otaczającej, które – na przestrzeni naszego dotychczasowego życia – kształtowało i kształtuje układ kory. Niektóre słowa, są dodatkowo wzmacniane poprzez neurony emocjonalnie. Stąd mamy wrażenie, że „targają” nami myśli i skłonni jesteśmy uwierzyć, że jesteśmy ich autorami – więc mamy wolną wolę. A wybór decyzji jest procesem czysto fizycznym, opartym na zasadzie „optymalnej”. Podobnym do tego, który kieruje kulką materialną, by przyjęła w polu grawitacyjnym optymalne położenie równowagi, choć czasami jest to równowaga chwiejna (a kulka, przecież nie pije, choć z butelką może sobie pogadać). Ja tam wolę cidera po 1,35 funta. Stąd nie najlepsza jakość moich myśli, dla tych, których moje myślenie obraża ... Pozdrawiam na trzeźwo

Lokalność praw fizyki

Z całym szacunkiem dla biegłości matematycznej Szanownych profesorów, muszę przyznać się, do błędności moich sformułowań słownych, wynikających z braku dogłębnego zrozumienia didaskaliów OTW i STW. Zamieniam przeto, zgodnie z uwagą prof. Eine, OTW na STW i dodaję: "w inercjalnym układzie odniesienia" zgodnie z uwagą prof. Jadczyka. pozdrawiam i za swoją nieprawdę, przepraszam potencjalnie zainteresowanych czytelników. ps. tylko to nie zmienia kierunku moich dociekań. Prostuje jedynie, przyznam w sposób "istotny", zakręty na drodze, której celem jest unifikacja Teorii Słowa i STW (OTW). Jeśli się mylę, to proszę o podpowiedź, ale w rozważaniach biorę pod uwagę właśnie tę lokalność, o której prof. Eine pięknie pisze: "W OTW ,składowe pola tensora metrycznego tylko lokalnie (w nieskończenie małym otoczeniu każdego punktu rozmaitości Riemanna),i tylko w przybliżeniu ( a nie dokładnie !) są równe elementom macierzy kwadratowej ,rzędu = 4 z diagonalą [1,-1,-1,-1]." pozdrawiam z szacunkiem

Waldemar M.

To fakt, mieszanie słów, to moja specjalność. „Czasami” nie wystarcza mi do opisu rzeczywistości. Żeby wyrazić istotę sprawy, potrzebuję „czasami-często”. A „niektórzy” wyrażający sprzeciw i niezadowolenie to „niektórzy-wszyscy”. Ale i u pana, Waldemarze, czasami-często czytelność stwierdzeń umykała pod dziwnie brzmiącymi terminami z pogranicza słownictwa rosyjsko-polskiego. Było tak przynajmniej w początkowych tekstach. No i pewnie znowu przekroczyłem dopuszczalną granicę czytelności wypowiedzi. Za dużo słów, z których, każde z osobna, należałoby wyjaśniać innymi słowami, z zachowaniem porządku przyczynowo-skutkowego. Myślę, że tę „chorobę” analitycznego przedstawiania myśli, znajdziemy w niektórych-wszystkich wypowiedziach na Salonie24. Umyka gdzieś syntetyczność spojrzenia na daną tematykę, za cenę erystycznych bojów na słowa. A przecież, na słowach trzeba „grać”, tak jak na gitarze gra Ingwe Malmsteen. Bo wtedy słychać muzykę, którą znajdziesz słuchając także: Chopina, koncertu fortepianowego e-moll Mozarta, Eine Kleine Nachtmusik Beethovena, Dla Elizy Edwarda Griega, Pieśń Solveigi J.S. Bacha, toccaty i fugi d-moll I wielu innych ... Za każdym razem, słuchając tej i innej muzyki, dokonuje się odbiór syntetyczny, artystyczny całości przez pryzmat pojedynczych dźwięków i akordów, których zasadność istnienia w danych fragmentach utworu – z punktu widzenia Teorii Muzyki – można by zakwestionować. Pewnie nic nie wyjaśniłem, tylko zagmatwałem ... Nie mniej pozdrawiam „trzeźwo myślącego z reakcją” i życzę sukcesów z Elektrino!

Macierz rzeczywistości cd.

Dla macierzy jednostkowej odwzorowującej rzeczywistość na idealizację matematyczną, zachodzi następujący związek: Każdy z jej elementów diagonalnych spełnia warunek graniczny: gdzie n jest liczbą naturalna + plus liczba 0.

1 nie równe 1

Jest macierz jednostkowa stopnia n: Wyznacznik macierzy jednostkowej wynosi 1. Macierz jednostkowa jest tworem matematycznym. Idealizacją, która, może być jedynie przybliżeniem świata realnego, w którym żyjemy na co dzień. (Podobnie jest z kołem, które w postaci idealnej nie istnieje w świecie rzeczywistym). Zająłem się macierzą jednostkową, ponieważ macierz tensora metrycznego, występującego w równaniach OTW, jest macierzą jednostkową. Np. macierz tensora metrycznego dla trójwymiarowego układu kartezjańskiego jest macierzą jednostkową stopnia 3: A jeśli w świecie rzeczywistym można mówić również jedynie o przybliżeniu liczby 1? Wystarczy bowiem, żeby zamiast 1 wprowadzić np. 1,00000000000001, gdzie drugie 1 znajduje się na 14 miejscu po przecinku, by otrzymać wyznacznik równy 4,080624280893850, macierzy, której stopień (liczba wierszy=liczba kolumn), wynosi 140 737 000 000 000! Skojarzenia nie koniecznie naiwne: 1. Związek z geometrią różniczkową? 2. Związek ze stałymi przyrody? 3. Liczba obiektów materialnych we Wszechświecie? 4. Rząd stałej Plancka? 5. Liczba słów we Wszechświecie? Niestety nie mogłem prowadzić dalszych wyliczeń, dla 1 znajdującego się na miejscu 15 po przecinku i dalej, ponieważ, mój excel tego nie potrafi (albo ja nie wiem jak to w excelu wykonać). Może ktoś z blogowiczów dysponuje programem pozwalającym wyliczać wyższe potęgi, coraz mniejszych poprawek liczby 1? Na przykład dla 1 znajdującego się na 34 miejscu po przecinku? (Uwaga – założyłem, że minimalna zmiana dla wszystkich jedynek przekątnej jest ta sama. A jeśli te różnice – z jakiegoś powodu – byłyby różne dla każdej lub niektórych 1?). pozdrawiam trochę skołowany ...

czwartek, 5 listopada 2009

Homocentryzm AJ

Świetna odpowiedź. Godna mistrza fechtunku słowem. Myślę, że zakrzywienia kory mózgowej Pana umysłu, są większe niż moje. To pozwala Panu lepiej odczytywać oddziaływania grawitacyjne, nawet te najsubtelniejsze. Ale trzeba pamiętać, że wiedza - proces podobny do zapisywania i odtwarzania płyt CD (książek) - jest tylko gromadzeniem informacji i jej pochodnych, które, w pewnym momencie zaczynają kreować informację dla samej siebie (efekt samoindukcji grawitacyjnej). Nie podważam szczerości w wypowiedziach Pana Profesora. Podważam ich źródło - zaspokajanie potrzeb własnego homocentryzmu, które brzmi: "Was" nauczę tego co "Ja" poznam. Nic więcej, nic mniej.

Eugenika AJ

O tym co słuszne decyduję Ja, bo więcej mam wiedzy, wynikającej z większej liczby książek przeczytanych, większego doświadczenia i sprawniejszego umysłu, potwierdzonych zarówno nagrodami jak również zdobywaniem tytułów uznania za zasługi w pracy dydaktycznej ... * * * Ci, co nie zgadzają się z moimi poglądami, co najwyżej szczekają .... hau, hau. * * * „Podczas gdy poniektórzy chcą (świadomie lub nie) indoktrynować, ja chcę Was (i przy okazji także siebie) nauczyć myśleć. Za uznanie dziękuję. Za epitety od Einego i TcC się nie gniewam.”. * * * Ja się pytam wyższej rasy, czy ja, niższa rasa (syn alkoholika) mam eugenicznie zamknięte bramy wiedzy? Bo w moim DNA jest coś co zawsze będzie spierało się z porządkiem doczesnym, nawet za cenę, lojalności wobec samego siebie? Panie profesorze, z całym szacunkiem, mówienie chwilami, że „ja też nie wiem (nie rozumiem)”, jest konfucjańskim wybrykiem: wiem, że nic nie wiem. Chwytem – być może ustawionym – pod publikę salonu24. Ale w końcu, to nie Pana wina – to wina, grawitacji. pozdrawiam

Wyhaczacz

W takim ujęciu jest dużo prawdy. Wystarczy zrównać te słowa. Ale czy wszystko wtedy staje się jasne i oczywiste? Jeżeli zamienię nazwę łyżka na widelec i odwrotnie, to nie zmieni to funkcjonalności tych przedmiotów (przynajmniej tyle na razie wiemy). Więc nie w nazywaniu tkwi rozwiązanie. Ale w sposobie jak to nazywanie powstaje. Jak do niego dochodzi. Jeżeli komuś jest wygodniej używać słowa „Bóg” w znaczeniu „grawitacja”, to niech tak czyni. Ważne pytania, nadal pozostaną bez odpowiedzi. Myślę, że istotny jest wniosek zawarty w komentarzu prof. Jadczyka: „Czas na ławie oskarżonych”. A tak z mojego poletka ... Jeżeli można znaleźć reguły teorii słowa w postulatach OTW Einsteina to z pewnością można je również znaleźć w postulatach fizyki kwantowej. Na razie ten związek widoczny jest chociażby w rozkładzie liczby słów według ich długości, przypominającym rozkład funkcji psi. Wiem, że to jeszcze nie koniec drogi. Ta droga dopiero się zaczyna. Choć jak niektórzy-wszyscy twierdzą (i na podstawie tego co powszechnie uznane, mają rację), ta droga prowadzi donikąd. No cóż, będzie jeszcze mnie prowadzić z obopólnym zadowoleniem, przez kilkadziesiąt, kilkanaście, a może tylko kilka lat. Intuicyjnie czuję, że nie powinno to przynieść nikomu szkody. Wprost przeciwnie: powinno rozjaśnić trochę to, co słowem zaciemnione ... pozdrawiam

środa, 4 listopada 2009

Czy już czas na teorię słowa?

Czas na ławie oskarżonych "Time on trial" - to tytuł artykułu w numerze z 22-go listopada 2008 w "New Scientist". Nie będę go streszczał. Referuje niektóre aktualne prace nad istotą czasu. Zacytuję tylko jedno zdanie dla inteligentnych lecz twardogłowych speców w rodzaju TcC: "This contradiction in general relativity’s and quantum theory’s description of time is the fundamental sticking point for a single theory that describes the entire universe. How to reconcile the two descriptions of time continues to stump the world’s best minds." "Sprzeczność w opisie czasu pomiędzy ogólna teorią względności i teorią kwantową jest podstawową kwestią sporną dla [zbudowania] jedynej teorii opisującej cały wszechświat. Problem jak pogodzić te dwa opisy czasu nadal nurtuje najlepsze umysły." Arkadiusz Jadczyk 2009-11-04 17:47

Bóg schizofrenii ...

Wydaje się słuszna prośba prof. Jadczyka, skierowana do prof. Einego o wykazanie prawdziwości „I aksjomatu mechaniki relatywistycznej”: ISTNIEJE CO NAJMNIEJ JEDEN UKŁAD ODNIESIENIA INERCJALNY. (No dobrze, pokaż mi ten Twój układ z aksjomatu. Jak mi go pokażesz, pojadę dalej. (AJ) Znając troszeczkę poglądy filozoficzne prof. Einego, można by przyjąć, że takim układem spełniającym „I aksjomat” mógłby być Bóg – nieruchomy. Ale z tego, co pamiętam z lekcji religii (byłem nawet ministrantem), Bóg jest wszędzie, a więc także musi być na Ziemi krążącej wokół Słońca i np. w fotonie pędzącym z prędkością światła. Czyli ma właściwość (antropomorficznie rozumianą) ruchu i nie-ruchu i to zarówno jednostajnego jak i przyspieszonego. Ale, od czegóż jest wpajane nam od-za młodu stwierdzenie: Nikt nie może ogarnąć wiedzą pojęcia Bóg.! Idąc tym tokiem rozumowania (antropomorficznie) można pokazać, że „I aksjomat” spełnia dwa sprzeczne stwierdzenia, rodem z fizyki kwantowej - że coś jest i zarazem nie-jest. (Niels Bohr pojmował to poprzez hinduistyczne współistnienie yin i yang ). Po przełknięciu powyższego, i tego co, Wybitny prof. AJ powiedział, że .... Nie mniej wybitny prof. E, stwierdził-zaprzeczył ... I po „przeczytaniu” książek zalecanych przez Trurla (sorry, jeśli pominąłem prof.) Stwierdzam: Paradoks, nie-paradoks Bliźniąt, nie-bliźniąt Istnieje, nie-istnieje Kropka! ... Nie-kropka? ... ps. Podziękowania, dla kontrowersyjnego, acz trzeźwo myślącego Pana Waldemara M. za kapitalną obserwację alogizmu: „że układ to ... układ” (czegóż to myśl ludzka, nie potrafi odczytać z grawitacji!) Dzięki za miłość Margo, która jest warunkiem podstawowym, żeby coś z tego świata splątanych słów zrozumieć. No i dzięki dla prof. Jadczyka, którego sposób pisania i rozumowania, pobudzi każdego do myślenia, nawet jeśli jest on na poziomie IQ=33 ...

poniedziałek, 2 listopada 2009

(dialog wewnętrzny człowieka-nikt, na temat pojęcia czas) Co to jest czas? Czas to właściwość przestrzeni. Czas potrzebuje odległości. Gdy odległości nie ma – nie ma czasu. Ejże, spójrz na zegar wiszący na ścianie. On nie potrzebuje odległości, by odmierzać czas ... Ależ potrzebuje - potrzebuje odległości między wskazówkami, a jeśli to zegar elektroniczny – między ciekłymi kryształami. Ale przede wszystkim potrzebuje odległości między tobą a nim samym – czyli zegarem, byś mógł czas stwierdzić. Bo przecież niemożliwe, żebyś był jednym i drugim zarazem. A rytmy wewnętrzne człowieka: puls serca, rytm oddechu ... Żeby stwierdzić istnienie czasu zawsze potrzebna jest odległość. Gdy myślisz o sercu, potrzebna jest odległość twojego umysłu od serca. Gdy wsłuchujesz się w rytm swojego oddechu, aby go pojąć, potrzebujesz odległości kory mózgowej od płuc. Więc czym jest czas? Gdy zadajesz to pytanie, już czas stwarzasz. Jest elementem tkwiącym w twoim pytaniu – w słowie „jest”. Oprócz elementu czasu używasz w pytaniu słów opisujących elementy przestrzeni: „czym”, „czas” - bo nie są to z pewnością słowa opisujące materię. W każdym twoim stwierdzeniu występują te same stałe fragmenty gry, opisujące: czas, materię lub przestrzeń. Każde użycie czasownika i jego pochodnych jest użyciem elementu czasu. Dzianiem się. Wywoływaniem czasu. Czy jest jakieś prawo naukowe, czas wyjaśniające? Każde prawo fizyczne, w opisie zjawisk posługuje się elementami czasu, materii, przestrzeni. Albert Einstein w Ogólnej Teorii Względności dochodzi do równań, matematycznie łączących te elementy – wiąże równaniem przestrzeń, czas i materię, a więc odkrywa tak naprawdę to, co tkwi, w każdej wypowiedzi człowieka, w każdej jego myśli ... Żaden twórca teorii, doskonalej opisującej świat niż OTW, nie uniknie tej zasady. Bo zawsze będzie prowadzić swoje rozważania w tyglu słów opisujących: czas, materię, przestrzeń. Czy można podróżować w czasie? Oczywiście. Gdy stwierdzasz fakty np. patrząc na Słońce mówisz „Słońce”, lub gdy stąpając po Ziemi, myślisz „Ziemia”, konstatujesz dwa pojęcia (słowa) odległe od siebie o 150 mln km. Jeżeli jednak stwierdzisz: „Ziemia krąży wokół Słońca”, poprzez użycie elementu czasu („krąży”) i przestrzeni („wokół”), nadajesz temu stwierdzeniu pewne znaczenie (semantyka). Dzieje się tak, ponieważ w przestrzeni słów, semantyczne ciągi wyrazów mają odległość infinitezymalną. Odległość między słowami staje się nieskończenie mała, tak że nie odczuwasz ich odrębności gdy wypowiadasz myśl: ziemiakrążywokółsłońca. Gdy nocą zachwycasz się wspaniałym układem gwiazd w gwiazdozbiorze Kasjopei, skłonny jesteś powiedzieć: „Gwiazdy w nim migocące są cudownie piękne”. I gdy czujesz, że wiesz o czym mówisz, znika odległość między tobą i gwiazdami. Podróżujesz w czasie, tu i teraz. Albo inaczej - jesteś teraz i tam, w gwiazdozbiorze Kasjopei. Nie rozumiem ... Więc spytaj poety ... On zna odpowiedź.

niedziela, 1 listopada 2009

Epilog

Właśnie wróciłem ze spaceru z moim psem (german shepherd) z Dixon Woods i Bradley Woods, wyściełanych dywanem jesiennych liści (dzisiaj wieje gale - to taki silny porywisty wiatr). No i oczywiście przyniosłem trochę myśli. A ponieważ znajdujemy się ni9ezbyt daleko od miejsca w którym urodził się Newton, posłuchajmy co mówił: 1. Einstein w OTW przedstawił to, co w mojej teorii było mi od dawne wiadome: związek między czasem, materia i przestrzenią. Jego czterowymiar to nic innego jak połączenie czasu i przestrzeni - w połączeniu z materią która jest ich przyczyną. 2. Światło zbudowane jest z cząsteczek, posiadających tę samą właściwość jak każda inna materia, a więc również grawitację. To fakt, że oddziaływanie grawitacyjne należy do najsłabszych sił w przyrodzie. Bo jego wymiar energetyczny odpowiada wymiarowi energetycznemu myśli. 3. Każda nasza myśl, składa się z elementów, którym można przypisać przynajmniej jedną z cech: czas, materię, przestrzeń. Na przykład w zdaniu: "Księżyc krąży wokół Ziemi" mamy słowa: opisujące materię: "Księżyc", "Ziemia" czas: "krąży" przestrzeń: "wokół" W jego powiedzeniu: "Bóg nie gra z nami w kości" mamy: elementy opisu materii: "kości", "nami" elementy opisu przestrzeni: "z", "w" elementy opisu czasu: "nie gra" element czasu-materii-przestrzeni: "Bóg" Tyle powiedział Newton, który - tak myślę - na swój sposób lubi Einsteina wierzącego w ciągłość Wszechświata.

Segway i myśli

Ciekawa analogia, próbująca wyjaśniać nasze zachowania myślowe z niestabilnym oddziaływaniem grawitacyjnym. Interesuję się podobnym zagadnieniem. Przy czym pewną niestabilność (nieprzewidywalność) naszych działań i myśli, upatruję w zmienności oddziaływań grawitacyjnych całego Wszechświata. Zakładam istnienie przestrzeni słów z metryką, w której różniczka odległości pomiędzy dwoma dowolnymi punktami przestrzeni odpowiada niekończenie małej (infinitezymalnej) "odległości" pomiędzy słowami, połączonymi w ciąg o znaczeniu semantycznym. W takim ujęciu, stabilność każdej wypowiedzi jest pozorna (chwilowa) i jej odbiór przez każdy podmiot ulega ciągłej zmianie. Interpretacje tego co każdy z nas mówi, lub punkt widzenia na daną sprawę, zmienia się w czasie, bo zmienia się układ materii w Kosmosie, a co za tym idzie - wielkość pól grawitacyjnych. (www.teoriaslowa. com). Tok mojego myślenia, jest na wskroś szalony - dla mnie również. Szukam unifikacji (odpowiedniości) pomiędzy tensorem Einsteina (zawężonym poprzez różne uproszczenia, symetrie - od tensora Riemanna, poprzez tensor Ricciego), a rzeczywistym obrazowaniem świata zawartym (ujętym) w niesymetrycznej subtelności myśli (macierze słów). pozdrawiam

Życie (i myślenie/wnioskowanie) jest jazdą segway'em...

... na platformie nie z tego świata (cytuję wypowiedź nicka: "atej", która ukazała się w dziale nauka na stronie www. salon24.pl w dniu 1 listopada 2009) (fragmenty) Zacytuję sedno z wiki: Utrzymanie stabilności jest powiązane z klasycznym problemem teorii sterowania,tzw. problemem odwróconego wahadła. Właśnie to jest meritum: fenomen życia to "przez przypadek" wygenerowanie w martwej materii lokalnego stanu "odwróconej równowagi". "Przez przypadek" tu znaczy, że "zaistnienie" "życia" jest możliwe "samo z siebie" w martwej materii z niezwykle małym prawdopodobieństwem, tzn. praktycznie tak, jakby prawa rządzące "życiem" były "o jeden włos" dokładnie rzeczywistą negacją praw rządzących martwą materią. Przy czym owa "rzeczywista negacja" nie ma nic wspólnego z "negacją logiczną" (czy symetrią geometryczną), która to jest już produktem "odwróconej równowagi praw martwej materii", a nie meritum stwarzającym ową "odwróconą równowagę". Rodzimy się jako efekt "odwrócenia równowagi" praw martwej materii nie mając o tym zielonego pojęcia. Po prostu nie można (znów "o mały włos nie jest to możliwe do przeprowadzenia") zbadać czegoś, co owszem istnieje realnie, ale jest niebadalne z tego prostego powodu, że każda próba badania tego układu z automatu musi go wyłączać z działania i tym samym uniemożliwiać badanie. To tak, jakby aparat fotograficzny próbował "zobaczyć" swoje wnętrze: do tego musiałby najpierw "rozmontować siebie na drobne części", co zniszczyłoby z automatu jego zdolność do "fotoutrwalania"/percepcji realiów. Nawet samo zauważanie istnienia tego tematu (nie mówiąc o wiedzy związanej z tym zagadnieniem czy o - co znacznie trudniejsze - skutecznym osięgnięciu poprawnego zrozumienia powyższego meritum nas samych) jest w dalszym ciągu dla olbrzymiej większości ludzi zagadnieniem zupełnie "nie z tej ziemi", całkowicie zbędnym i niezrozumiałym "bajdurzeniam wariata" nie do pojęcia "przez żadnego zdrowego psychicznie człowieka" (jak reagują na cokolwiek związane z tym problemem osoby generujące tego typu "opinie", przy okazji i tym samym prezentując całkowicie błędną, zawieszoną w próżni(/na tajemnicy"segway'a") samoocenę/całkowity brak samoświadomości). Co nie znaczy, że w literaturze nie można znaleźć (w trybie ze świecą szukać) tekstów jednoznacznie świadczących o przynajmniej "zauważaniu" istotności tego całkowicie "niewidzialnego" dla zwykłego, odurodzeniowego rodzaju "świadomości" sedna naszego istnienia. Ot: « "Oświecenie" przyrównywano do otwartej dłoni. Kiedy próbujemy ją uchwycić, zaciskamy własną otwartą dłoń w pięść. Sama próba osiągnięcia (modalność działania) tego stanu niweczy go; ponieważ jest on funkcją modalności receptywnej. W bardziej współczesnym języku można stwierdzić, że jeśli zmieniamy program naszego organizmu z poboru na działanie, cechy naszego funkcjonowania natychmiast ulegają zmianie. » [Arthur Deikman Bimodalna świadomość i doświadczenie mistyczne] Powyższe w jednym zdaniu: fenomen życia i w konsekwencji fenomen naszej świadomości jest zawieszony na tajemnicy "zmiennych ukrytych" przez zjawisko "odwróconej równowagi". Co z tego wynika? Ano wszystko! Między innymi zaś wynika to, że równowaga jaką czujemy jadąc czy stojąc na "działającym" segway'u jest pseudorównowagą paradoksalną. Bo z jednej strony nie da się zaprzeczyć, że taka równowaga realnie (choć paradoksalnie) istnieje "w mierzalnej/eksperymentalnej praktyce", to z drugiej strony nie jest to żadna równowaga właściwa, bo tylko, gdy... wysiądą baterie albo pojawi się wychodzące poza pasmo samoregulcji zaburzenie z wewnątrz czy zewnątrz, to natychmiast znika, tzn. układ gwałtownie się wywala w zupełnie przypadkowy sposób. Co znacznie ważniejsze, a co można sobie jasno uświadomić zamieniając jazdę tym urządzeniem z poruszania się po stabilnej powierzchi na ruch po terenie chybotliwym (statku, ruchomej platformie itd.), że całkowicie ukrywa przed naszym "poczuciem równowagi" rzeczywiste "odchylenie podłoża od poziomu" i faktyczne ruchy/wahania "rzeczywistości". Oczywiście "mechanika" segway'a jest jedynie czymś w rodzaju modelu wyjaśniającego mechanizmy odczuwania psychostabilności vs zaburzeń psychorównowagi oraz w konsekwencji samooceny poprawności kreacji własnych wniosków/interpretacji na temat nas samych, otaczającego nas świata w szczególe i ogóle oraz "postrzegania/oceniania" "sensu/prawdziwości poglądów, przekonań i twierdzeń" pochodzących od innych osób. Dokładnie z powyższego powodu to, co dla jednych wydaje się "prawdą absolutną", przez innych może być interpretowane jako "stek kuriozalnych nonsensów". Prowadzi to wprost do powszechnej wojny o "bo moje poczucie równowagi (czyt. jedyniesłuszność przekonań i wyznawanego światopoglądu) jest "lepsiejsze" niż twoje, bo jest najstabilniejsze w ogóle i basta". Dlatego też cała blogosfera (nie tylko Salon24), internet i praktycznie wszystkie przeprowadzane w realu dyskusje i wszystkie próby "uzgadniania wspólnego stanowiska", od przedszkola po globalne konferencje "najmądrzejszych", wprost przypominają wiecznie niekończącą się walkę o utrzymanie własnej równowagi i zdestabilizowanie cudzej, przeprowadzaną przez łączących się "na węch" w "grupy wspólnych interesów" armie segway'owców, "bujających się" na kompletnie przez nich niewidzialnej i przez nikogo niekontrolowanej co do jej stanu i faktycznego położenia paradoskalnie istniejąco(realnie)-nieistniejącej(w powszechnej świadomości) ruchomej platformie zwanej "na widzimisia" rzeczywistością/realiami.