piątek, 30 października 2009

Metryka przestrzeni słów

Metryczny tensor gαβ określający geometrię przestrzeni. Wyraża związek pomiędzy różniczką odległości ds a różniczkami współrzędnych (tj. podaje lokalną definicję odległości dwóch punktów): ds2 = g11 dx1dx1 + g12 dx1dx2 + ... + g21 dx2dx1 + ... (http://portalwiedzy.onet.pl/5682,,,,metryczny_tensor,haslo.html) Różniczka odległości pomiędzy dwoma słowami w przestrzeni słów, to wielkość dla której istnieje związek semantyczny pomiędzy tymi słowami. Połączenie słów „Ziemia” i „istnieje”, daje pojęcie (stwierdzenie): „Ziemia istnieje”, w którym odległość pomiędzy tymi słowami staje się infinitezymalna (nieskończenie mała) - jak dla różniczki odległości ds. Jeżeli słowa stanowią dwa „niezależne” punkty w przestrzeni słów, to można dokonać ich semantycznego połączenia, poprzez użycie dodatkowych słów, tak by odległości pomiędzy słowami stały się nieskończenie małe. Np. słowa „Słońce” i „Ziemia” można połączyć poprzez dodanie słów: „krąży”, wokół”, układające sie w zdanie” „Ziemia krąży wokół Słońca”. Odległości pomiędzy poszczególnymi elementami tego zdania stają się nieskończenie małe, dając pojęcie myślowe: „ZiemiakrążywokółSłońca”. Połączenie poprzez słowa nie rozstrzyga o pradziwości zdania (równie dobrze można było połączyć słowa w zdanie: Słońce krąży wokół Ziemi). Jaka jest odległość pomiędzy słowami "Słońce" i "Ziemia"? Ano, taka jaka jest odległość pomiędzy Słońcem i Ziemią: 150 mln km. A jaka jest odległość pomiędzy słowami "Słońce" i "piękne"? Ano, nieskończenie mała jak w stwierdzeniu z dodatkowym użyciem słowa "jest": "Słońce jest piękne". To słowa zakrzywiają przestrzeń.

Macierze słów

Dowolny ciąg słów można przedstawić w postaci macierzy słów, w której liczba wierszy i kolumn jest równa liczbie słów w ciągu. Przykładowo, ciąg słów: „dom jest piękny” można przedstawić w postaci macierzy 3x3: Przy budowaniu macierzy przyjęto następujące założenia: 1. Spacja pomiędzy wyrazami odpowiada algebraicznemu znakowi mnożenia 2. Iloczyn słowa przez to samo słowo równe jest temu słowu, tzn. np. dom dom = dom*dom = dom (bo 1 * 1 = 1) 3. Macierz nie jest symetryczna, jeżeli ciąg słów tworzy zdanie (jest wyrazem myśli). Wtedy „wartość” iloczynu słów zależy od kolejności (następstwa) słów tzn. „dom jest„ to nie to samo co „jest dom”. 4. Macierz jest symetryczna, jeżeli ciąg słów jest ciągiem zwykłych słów słownikowych. Wtedy „wartość” iloczynu słów wynosi 0 i nie zależy od kolejności słów tzn. „dom jest„ to, to samo co „jest dom”. Macierz symetryczna dla tego przykładu wygląda następująco: Znaczenie elementów kolumn i wierszy Jeżeli wartości elementów macierzy są niezerowe, to oznacza to istnienie związku pomiedzy wyrazami ciagu słów. Przykładowo, w zdaniu: „Dom jest piękny”, istotne jest istnienie znaczenia dla poszczególnych par słów w nim występujących: „dom jest”, „jest dom”, „dom piękny”, „piękny dom”, „piękny jest”, „jest piękny”. Zdanie odczytywane wzdłuż elementów diagonalnych macierzy, ma wtedy wartość semantyczną. Jeżeli wybieramy dowolne wyrazy ze słownika i ustawimy w jakimś ciągu np. Dom jest piękny, wtedy nieistotne są związki pomiędzy parami słów (ich iloczyny wynoszą 0) i odczytywanie ciągu wzdłuż elementów diagonalnych nie ma wartości semantycznej. Hipotezy: Macierz słów jest tensorem metrycznym określającym dla danego punktu w przestrzeni lokalną zależność między odległością dwóch punktów (ściśle mówiąc: różniczkę odległości) a współrzędnymi (różniczkami współrzędnych) tych punktów. Tensor krzywizny przestrzeni (tensor krzywizny Ricciego) jest równoważny macierzy słów. Macierz symetryczna słów słownikowych jest zawężeniem tensora krzywizny Riemanna (tensor Ricciego).

czwartek, 29 października 2009

Niedole żołnierza i ... cirk

Tak naprawdę nie ma głupoty Bo każda głupota ma jakąś rację Głupota ze skrzydłami to myśl skrzydlato-głupia I po tym wszystkim zostaje tylko cierpienie tych którzy wojnę przeżyli i jeśli wrócili to bez rąk, nóg, części ciała i samego siebie ... by żyć dalej w nadziei, że przecież jest Bóg który ich wybawi z cierpień doczesnych, i przyjmie do wiecznego samozadowolenia Ale po śmierci ... Bój się żołnierzu, bój ... Bóg czyha ... Na Twoją doczesną niedolę

środa, 28 października 2009

Portki 2

... Czy istnieje jakiś rytm w ciągłych zmianach Wszechświata? Znamy rytmy Natury: rytm bicia serca, rytm oddychania, rytm odradzania się przyrody, narodzin i śmierci, rytm obiegu planet, rytm faz Księżyca i obrotu galaktyk ... Ale czy istnieje rytm powstawania i zanikania obiektów astronomicznych? Gdybyśmy go znali, wiedzielibyśmy więcej o naszym myśleniu i jego jasnych i mrocznych fazach?

Portki i słowa

Myślenie, to nie robienie w portki. Myślenie to raczej robienie w słowa, lub słowami. Cóż, taka jest fizjologia umysłu ... Nawet najpiękniejsze myśli mają tę właściwość - ulegają z czasem rozkładowi, czy to wskutek rosnącej entropii, czy na zasadzie zastępowania ich nowymi ideami, których poszukiwanie (odbiór) jest immanentną cechą umysłu. Zauważmy że nawet po stronie "zatwardziałych" występuje to zjawisko. Ileż to encyklik, pism, objawień dostarczają przeszacowni Teologowie. Wszystko po to by "odświeżać" wiarę. Nadać jej nowe znaczenia, zdolne przyciągnąć nowe rzesze wierzących. Bo bez wierzących wiara (czytaj: religia) nie istnieje. Swoistą wiarą jest również poszukiwanie lepszych narzędzi matematycznych, lepiej tłumaczących zjawiska świata. Idee fix matematyki, którego zawartość zmienia się z pokolenia na pokolenie, bo każde pokolenie wnosi do tej wiedzy jakiś "odłamek szkła" pasujący do budowanej "całości". Problem w tym, że ta całość ciągle się zmienia, bo ciągle zmienia się Wszechświat. Więc czasami to co pasowało wczoraj, dzisiaj już nie pasuje, choć nie wykluczone, że będzie pasowało w przyszłości. Jednia Stanisława Hellera, Cirk czy Einego jest tą samą jednią, której poszukuje Arkadiusz Jadczyk. Wszak wszystkie umysły połączone są wzajem, tak jak cała materia w Kosmosie.

Goedel i nierozstrzygalność

Podobnie jednak jak mechanika kwantowa zburzyła determinizm Newtona, tak wynik o nierozstrzygalności, jaki uzyskał Kurt Goedel zniszczył pewność Hilberta (według Hilberta, w naturze matematyki leży formułowanie i rozwiązywanie zagadnień, nie istnieje więc możliwość, aby coś pozostawało na zawsze nieznane). Goedel udowodnił, że – używając słów Hilberta – w matematyce zawsze istnieje pewna nierozstrzygalność ... (na podstawie: Piotr Kołodziejczyk, "Logiczne i filozoficzne implikacje twierdzenia Goedla") * * * Dzięki za wspaniałą podróż w czasie, materii i przestrzeni .... Nierozstrzygalność ma podłoże (przyczynę) w niewyobrażalnie dużej liczbie oddziaływań grawitacyjnych działających na korę mózgową. Nigdy nie powstanie aksjomatycznie zupełna matematyka, ponieważ w kosmosie wciąż powstają i ulegają degradacji obiekty materialne, zmieniając "pozornie niezmienne" pole grawitacyjne. pozdrawiam

niedziela, 25 października 2009

Essencjusz 2

... Myśli jest tyle, ile jest materii we Wszechświecie.

Essencjusz

"... istnieje rzeczywistość, której z natury rzeczy nie możemy poznać przy pomocy wnioskowania i dedukcji czyli metody naukowej. Pozostaje nam tylko intuicja." Super dla Essencjusza! Intuicja, jest odbiorem rzeczywistości nie dającym się poddać weryfikacji naukowej ... a więc logice. * * * Z Wikipedii: Intuicja (z łac. intuitio - wejrzenie) – proces myślowy polegający na szybkim dopasowaniu danej sytuacji, problemu, zagadnienia do znanych już szablonów i zależności. Objawia się w postaci nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzega się myśl, rozwiązanie problemu lub odpowiedź na nurtujące pytanie. (...) Natura intuicji wynika z tego, że jest ona procesem podświadomym, którego nie można kontrolować, można jedynie dopuszczać lub odrzucać podawane przez intuicję rozwiązania. Jest ona procesem bardziej kreatywnym i działającym na wyższym poziomie abstrakcji w porównaniu do myślenia logicznego. * * * A gdyby tak: Intuicja, jest procesem natychmiastowego (poza-logicznego) odczytywania oddziaływań grawitacyjnych przez mózg (szósty zmysł). Czasami nie potrzebujemy się długo zastanawiać, by coś wiedzieć. Bo nasz mózg odczytuje rzeczywistość (poprzez pole grawitacyjne) w każdej chwili, zanim jeszcze nastąpi proces myślowy, szukający uzasadnienia logicznego. * * * "Trudne pytanie: Czy pole grawitacyjne wytwarza swoją własną grawitację? Tak. Pole grawitacyjne ma energię tak jak pole elektromagnetyczne. Ta energia wytwarza swoją własną grawitację, a to oznacza, że w odróżnieniu od innych pól, grawitacja może oddziaływać sama ze sobą i nie jest „neutralna”. (Monika Witan, Młody Technik, 2005) * * * Intuicja, mogłaby być formą oddziaływania pola grawitacyjnego człowieka z samym sobą. Ale, niemożliwe jest przecież wyizolowanie człowieka ze świata zewnętrznych pół grawitacyjnych. Więc intuicja to jest to, co rozczytujemy z grawitacji w danej chwili całościowo - z grawitacji naszej i zewnętrznej. Przy czym, to odczytywanie nie wymaga głębszego procesu myślenia (refleksji) angażującego większą powierzchnię kory mózgowej ... To co rozczytuje mózg, nie jest czymś zgoła nieprzewidywalnym i niekończonym. Zbiór myśli jest zbiorem skończonym - czy z punktu widzenia liczby pojęć istniejących w świecie ludzi, czy z punktu widzenia skończonej zawartości materialnej świata - która, poprzez grawitację - kreuje świat myśli ... Zasada zachowania materii (grawitacji) implikuje więc zasadę zachowania myśli, która w efekcie ogranicza - do skończonego zbioru - możliwości form myśli jakie odbieramy. Dlatego to, co odbieramy intuicyjnie, zawsze jest nam (znane) znajome ... nigdy nie jest to treść, poza tą, która zawarta jest w skończonym zbiorze słów. pozdrawiam

sobota, 24 października 2009

Przepraszam

Jeśli prezentując moje poglądy pseudonaukowe, w jakiś sposób naruszyłem normę tego co powinno być prezentowane na forum "nauka", to przepraszam. Wracam do własnego bloga, choć czasami nie omieszkam zamieszczać komentarze do wypowiedzi w Salonie, szczególnie tych prezentowanych przez wspaniałych propagatorów nauki: Pana Arkadiusza, Pana Eine, Pana Stanisława Hellera, jak również tych, którzy konsekwentnie nowe teorie starają się forsować, takich jak np. teoria Pana Waldemara i jego electrino. Polubiłem Salon i jego swoisty konglomerat opinii przedstawianych zarówno przez wybitnych naukowców jak i "anarchistów", wiedzy ogólnie przyjętej. Jednego co mi czasami w nim brakuje to standardu kultury. Z własnej woli pracuję w Tesco i czasami ze zdziwieniem odnotowuję fakt, że język tych co niosą lub chcą nieść "ogarek wiedzy", niczym nie różni się od pospolitego wśród "roboli" - fuck off. Ale może, żyjąc przez ponad 50 lat na ziemi, czegoś nie zauważyłem ... Może coś umknęło mojej uwadze .... Może to jest właśnie standard ... a możepo prostu wynika to z ułomności mojego umysłu. Niemniej pozdrawiam i życzę jak najpiękniejszych prezentacji i dialogów. Wszak wiedza słowem się zaczyna i słowem kończy. Mirosław Gwizdalewicz (Mikeregion)

czwartek, 22 października 2009

...

... jedna osobowość rozbita na wszystkie byty materialne? Jedynie grawitacja ma tę właściwość ...

...

... dlatego ciało ludzkie przemija, ale myśl zostaje ...

Pochwała schizofrenii

Jeżeli trzecia zasada dynamiki Newtona występuje również na poziomie osobowości, to można przyjąć, że wymiana myśli pomiędzy dwojgiem, trojgiem itd. ludzi nie zależy od odległości. Współcześnie brzmi to jak banał, ponieważ tą niezależność od odległości doskonale zapewnia nam współczesna elektronika (internet). A jednak ... gdy czytam wypowiedzi blogerów, dochodzę do wniosku, że często sposób prowadzenia dialogu wygląda tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jednym umysłem prowadzącym dialog wewnętrzny. Pytanie brzmi: czy mamy do czynienia z wieloma osobami materialnymi znajdującymi się w pewnej odległości, czy tylko z jednym umysłem, w którym następuje wymiana myśli. Jesteśmy tworami tego samego świata i strasznie boimy się utraty własnej tożsamości. Ale nasze mózgi działają w tej samej przestrzeni - wymiany myśli. Czy nie jest to tak, jak ze schizofrenią, gdy w jednej osobie występuje kilka osobowości? Zdobądźmy się na chwilę szczerości. Jestem Mirosław Gwizdalewicz, syn Jana i Urszuli, urodzony 18 lutego 1957 w Gdańsku. Jest Pan Arkadiusz Jadczyk, znany fizyk, urodzony w Łucku, o którym znajdziemy wpis w Wikipedii. A kim że jest, obdarzony filozoficznym zacięciem Eine (jeden, jedność), bo czasami mam dziwaczne wrażenie, że to też Pan Arkadiusz, tylko kontrujący samego siebie ... A inne postaci występujące na blogu ... Może to ja zwariowałem, ale nieodparcie wydaje mi się, że wymianę myśli czyni jedna i ta sama osobowość, rozdzielona pomiędzy różne byty materialne. To nie ma znaczenia gdzie te byty są, jak nie ma znaczenia gdzie w przestrzeni myśli jest Słońce i Ziemia. Ważne, że wymiana myśli, niezależna od odległości, dzieje się tu teraz. Jest "jednią" o której pisze Pan Stanisław Heller. pozdrawiam serdecznie

Głos krytyki A.S.L.

"A jednak – istnieją miliony różnych gatunków w ramach jednego rodzaju zwierząt, różniace się „minimalnie” kształtem. " Czyli twierdzi pan, że geny determinują funkcję liścia a grawitacja decyduje o tym, czy zrobi się z niego liść klonu czy akacji? Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek ;) Jak już pisałem, twierdzenie takie w XXI brzmi już strasznie dziwnie, a żeby mieć ogólne pojęcie jak to wszystko (w bardzo ogólnym zarysie) działa naprawdę nie potrzeba studiów biologicznych. "Ba, nawet w ramach jednego gatunku nie znajdzie pan dwóch identycznych osobników." Zna pan chyba i rozróżnia pojęcia genotypu i fenotypu? "Genetyka tak. Ale genetyka w określonym środowisku oddziaływań grawitacyjnych (i elektromagnetycznych), dziejących się w określonym czasie. Z każdą chwilą zmieniają się minimalnie wartości sił, wpływając na niewielkie zmiany przy formowaniu nowego życia." Wyważa pan otwarte drzwi. Powiem tak - samochód porusza się po drodze "w wyniku" oddziaływań grawitacyjnych i elektromagnetycznych. Gdyby (taki abstrakcyjny obrazek) nie było grawitacji, nie byłoby i tarcia i koła kręciłyby się w miejscu. Gdyby nie było oddziaływań elektromagnetycznych (i jądrowych) to już w ogóle nie byłoby samochodu, drogi, ani obserwatora mogącego na ich temat dywagować. Ale wyjaśniając działanie auta mówi się przeważnie o kołach, silniku, skrzyni biegów, etc. Każdy organizm podlega wielu najróżniejszym oddziaływaniom ze strony otoczenia. Roślinka może mieć lepszy lub gorszy dostęp do światła, substancji odżywczych zawartych w glebie, otoczona być za każdym razem przez inne organizmy (takie z którymi można współpracować albo trzeba rywalizować o miejsce do życia i dostęp do „zasobów”), etc. Wchodzą tu w grę oddziaływania fizyczne, chemiczne i biologiczne. Istnieje bardzo wiele czynników i jakiś szaleńczy redukcjonizm chcący przypisać decydującą rolę grawitacji musi już dzisiaj śmieszyć. O formowaniu się organizmów żywych, w tym o zmienności osobniczej napisano tomy, a biotechnologia pozwalająca produkować organizmy o konkretnych cechach, największym niedowiarkom udowadnia, że nie są to czcze gdybania. Osoba zainteresowana tematyką ma po co sięgać. Czytając pańskie posty wnioskuję, że poruszane w nich kwestie najwyraźniej niespecjalnie pana ciekawią. Zamiast zainteresowania światem zewnętrznym odczuwa pan silną potrzebę publicznego dzielenia się różnymi luźnymi skojarzeniami. Tylko, że to nie są jakieś filozoficzne nieweryfikowalne gdybania. W tym co pan pisze w sposób jawny i oczywisty "zderza się pan" ze zdrowym rozsądkiem i powszechnie dostępną wiedzą. To, że teksty te zwyczajnie nie mają sensu (np. te całe drgające kule) wykazać może łatwo przeciętny uczeń szkoły średniej. Kiedy ktoś pisze (proszę się nie obrażać) dyrdymały w stylu: "ciało podrzucone do góry nigdy nie spadnie z powrotem na powierzchnię Ziemi, ale odleci w kierunku gwiazdy alfa Centauri poruszając się po torze w kształcie sinusoidy" (a zawartość merytoryczna i logika pańskich tekstów są mniej więcej na tym poziomie) to nie jest to ani filozofia ani poezja ani utkany z słów obraz van Gogha. To są, proszę pana, po prostu brednie. To, że dorzuci się kilka mądrze brzmiących terminów w stylu "zasady Macha" nic nie zmienia - raczej tylko pogarsza sprawę, rodząc podejrzenia o pozowanie na lepiej wykształconego niż się jest. Proszę się nie obrażać. Nie atakuję pana, tylko teksty. Bo są po prostu głupie. Czytelnicy (nie wymieniam z nicka), którzy nie chcą powiedzieć tego wprost tak naprawdę robią panu krzywdę. Bo przecież nie jest pan skazany na to, żeby tkwić w tym stanie. Ludzie, których fascynują mechanizmy działania otaczającej ich rzeczywistości mają dzisiaj ogromne możliwości. Zna pan angielski, ma pan dostęp do internetu, pewnie także bibliotek. Ocean informacji stoi otworem. Może pan płynąć, albo stanąć na brzegu wrzeszcząc na całe gardło o tym, jakie dziwy kryją się na dnie. Tylko, że wtedy z daleka będzie widać, że to dno, tak naprawdę średnio pana ciekawi, a na pierwszy plan wysuwa się chęć, żeby przy tej czy innej okazji było pana słychać. A.S.L.

środa, 21 października 2009

Homocentricus

Człowiek świat opisuje. Niejako otacza się słowami by go bardziej zrozumieć. Przy czym metodyka jest następująca. Po odkryciu jakiegoś zjawiska, nadaje mu nazwę. Czasami nadaje mu nazwę nawet przed jego odkryciem. Gdy w tym zjawisku odkryje pewną właściwość – nadaje jej następną nazwę. Zawsze „coś” jest dopiero „odkryte” gdy zostaje nazwane (lub przewidywane, że da się „odkryć”). W ten sposób powstają miliony słów – emblematów, przypisanych do określonych zjawisk świata zewnętrznego, które niczym szufladki otwiera się, gdy chce się czuć uprawnionym o czymś mówić, coś opiniować. Wtedy w dyskusjach pada często znamienne: A pochodzi od B, wiąże się z C, poprzez D, w warunkach E i tak dalej ... Przejawia się w tym działaniu istotna cecha człowieka: homocentryzm. Bo wygląda to za każdym razem tak: ja wymyśliłem, ja nazwałem i ja mówię, że to jest tak i tak. Homocentryzm istnieje od zawsze – czyli od czasu powstania mózgu człowieka. Był obecny w okresie geocentryzmu jak i następującego po nim heliocentryzmu. I nawet stwierdzenia kreacjonistów o istnieniu praźródła wszystkiego – czyli Boga – są homocentryczne. Nietrudno zauważyć, że moje wywody są powielaniem tego samego schematu. By przedstawiać swoją argumentację, uciekam sie do słów-emblematów. Bo inaczej mój mózg nie potrafi. Bo jak mawiał Stachura – Tyś jest swoim Ja. Ty wymyślasz świat i siebie. Dlatego niemożliwe jest odkrycie przez człowieka „obiektywnej” istoty wszechświata, bo zawsze będzie ono naznaczone jego „subiektywnym” ja. Często homocentricus ułatwia sobie ustanawianie praw, manewrem socjologicznym. Mówi: moje poglądy potwierdza (głosi) duża liczba ludzi, więc jest to miarą ich poprawności, słuszności. Tak powstają podręczniki szkolne, akademickie, doktryny naukowe i filozoficzne. Są częścią „prawdy”, z którą zgadza się jakaś część całej ludzkości. Tak jak „socjologiczne” jest prawo, które sądzi według umów społecznych, gdy sędziowie podejmują decyzję: co jest karą, dlaczego i jaki jest wyrok. Wiemy, że bez tych praw nie mogłoby istnieć „cywilizowane społeczeństwo”. Ale czy to jest to prawda „obiektywna”? Wystarczy powiedzieć, że te umowy w przypadku prawa wyglądają tak: w jednej części świata za jakieś przewinienie ukażą ciebie upomnieniem, w innej ukażą chłostą, a w jeszcze innej długo posiedzisz w więzieniu. Bo są różne miary prawa: w zależności od grupy społecznej, szerokości geograficznej i ... sędziego. Podobni „sędziowie” są w weryfikowalnym doświadczalnie świecie nauki. Tylko ta weryfikowalność jest iluzoryczna: jednych „sędziów” skłania do pewnych stwierdzeń, innych – z powodów innych – do stwierdzeń wprost przeciwnych (vide, dyskusje w dziale nauka). Zajmijmy się na moment genetyką. Jest DNA. Otwórzmy tę „szufladkę” i zobaczmy jakie ikony ludzkiego umysłu znajdziemy w środku: biopolimer, monomer, nukleodyty, deoksyryboza, zestryfikowanie, wiązanie N-glikozydowe, adenina, guanina, cytozyna, tymina, zasady pirymidynowe, uracyl, deaminacja ... Każde z tych pojęć to kolejna szufladka, po otwarciu której znajdujemy kolejne nowo-brzmiące słowa (oczywiście, nie dla specjalisty-sędziego). W ten sposób z każdej szufladki wyłania się jakaś „prawda” o tym, co było w poprzedniej szufladce, lub w szufladkach, które jeszcze nie otworzyliśmy. No, ale czy w ten sposób dowiemy się czegoś o istocie wszechświata, czegoś co jest poza homocentrycznym przekonaniem, że bez użycia (zastosowania) tych nazw, nie jesteśmy w stanie o tym wszechświecie cokolwiek powiedzieć? To ostatnie zdanie brzmi trochę jak „masło maślane”. I jest w tym prawda: bo homocentricus nie może „wyskoczyć” ponad siebie. Nie może wyjść, poza zaczarowany świat słów przez się wymyślanych i starannie szufladkowanych. Jest morze słów. I w tym świecie żyje homocentricus, który patrzy na świat jak artysta: maluje obrazy, pisze wiersze, komponuje muzykę i rzadko używa słów, a jedynie słucha swojej wewnętrznej wrażliwości. Jego pytanie brzmi: co jest istotą tego oddziaływania z otoczeniem, którego tworem są jego artystyczne przekazy. Czy ich przyczyną, nie są powszechnie występujące siły w przyrodzie ... To wszystko i aż nic.

Kształt tkwi w szczegółach ...

(odpowiedź dla A.S.L. na blogu salon24.pl) Oczywiście, że ma Pan rację. Również uczyłem się tego w szkole i wcale istocie genetyki nie zaprzeczam. Chodzi mi o różnorodność kształtów występujących w przyrodzie a nie o fakt, że ogólne cechy kształtu wynikają z procesów dostosowawczych. Ryba ma taki kształt, żeby było jej łatwiej poruszać się w środowisku wodnym, liść – by więcej „zbierać” promieni słonecznych, ptak ma skrzydła by móc latać itd. itp. Jest to zasada ogólna ... A jednak – istnieją miliony różnych gatunków w ramach jednego rodzaju zwierząt, różniace się „minimalnie” kształtem. Ba, nawet w ramach jednego gatunku nie znajdzie pan dwóch identycznych osobników. Można powiedzieć, że natura ukształtowała nas byśmy lepiej radzili sobie w środowisku – ale niech Pan znajdzie dwóch identycznych ludzi. Każdy jest inny. Jeżeli liście drzewa są uformowane tak by maksymalizować odbiór światła, to dlaczego jest ich taka różnorodność: inny jest kształt liścia klonu, inny kształt liścia lipy. Co więcej: niech spróbuje Pan znaleźć dwa identyczne liście na jednym drzewie. Każdy jest inny, minimalnie. Cechy ogólne są podobne, ale w szczegółach występują różnice widoczne gołym okiem. Każdy liść to „indywidualny byt”, bo powstawał w swoistych, jedynych w danej chwili warunkach zewnętrznych. Według moich dociekań, tym ciągle zmieniającym się czynnikiem zewnętrznym jest pole grawitacyjne pochodzące od ciał astronomicznych znajdujących się w ciągłym ruchu. Oczywiście jest i inna odpowiedź, która można znaleźć w podręcznikach - że te drobne różnice wynikają z drobnych dostosowawczych zmian genetycznych. No dobrze – czy to znaczy, że natura wciąż nas doskonali, zmieniając wygląd człowieka z każdym kolejnym jego narodzeniem. I niby kto jest bardziej dostosowany: ten wysoki, czy ten niski, ten barczysty – czy ten łysy. Wszyscy są dostosowani – ale każdy jest inny. Jedynie coś co powstaje w tym samym czasie może być identyczne – jak np. bliźniaki. Ale i u nich można znaleźć drobne różnice. Genetyka tak. Ale genetyka w określonym środowisku oddziaływań grawitacyjnych (i elektromagnetycznych), dziejących się w określonym czasie. Z każdą chwilą zmieniają się minimalnie wartości sił, wpływając na niewielkie zmiany przy formowaniu nowego życia. Stąd mamy w efekcie np. dwie ryby tego samego gatunku – niby takie same, ale minimalnie inne. Istnieją struktury matematyczne próbujące imitować przyrodę. Fraktale, to struktury samopowtarzalne w nieskończoność. Symulacje komputerowe pozwalają analizować, zwykłe równania iteracyjne, których efektem jest np. kształt paproci. Ale jest on tylko podobny do rzeczywistej paproci, bo każda rzeczywista paproć w lesie jest inna (choć doskonale przystosowana do środowiska leśnego). Nie chcę Pana przekonywać na siłę. Szanuję Pana poglądy i każdego uczestnika blogu. Być może popełniam błąd, publikując takie dziwne teorie, które robią tylko niepotrzebne zamieszanie. Swoje dociekania traktuję jak malowanie obrazu – to bardzo artystyczny odbiór rzeczywistości, stojący czasami daleko od fizyki. No, ale taka tkwi we mnie potrzeba. Jak ta, którą kierował się Van Gogh, gdy malował „Słoneczniki”. I może rzeczywiście kiedyś przerzucę się na beletrystykę .... Pozdrawiam serdecznie

wtorek, 20 października 2009

Kostka rubika

Wiara jest kostką rubika w rękach człowieka. Mozolne ćwiczenie w dobieraniu zgodnych „kolorów” słów prowadzi do doskonałości w wyrażaniu jednego pojęcia – Bóg. Ja swoją kostką próbuję tak dobierać „kolory” by na końcu wyszła mi grawitacja. Czynię to równie mozolnie jak każdy wierzący. To co różni te wiary, to sposób postrzegania „kolorów”: jesiennego liścia, bujnej łąki, szumiącego lasu, szemrzącego strumyka ... Odczytuję te zjawiska fizycznie, tak jak potrafię. Jak materia - materię. Wiem coś niecoś o świetle i grawitacji. I w nich szukam odpowiedzi. Bez odwołania do czegokolwiek ponad. Bez odwołania do mistycznego - Boga. pozdrawiam

Dywa-r-gacje

(komentarz do nie-jasnej wypowiedzi. salon24.pl) To co Pan pisze, to konglomeracja słów i pojęć, które się wzajem wspierają, ale częściej nie-zaprzeczają (co sam Pan stwierdza fragmentami). Chciałoby się rzec: słowo bez słowa, przed słowem ucieka - aż do umysłowego rozkwitu myśli. Tu jest problem. Żadnego. Jeśli spierające się poglądy ubrane w strojne, enigmatycznie brzmiące słówka, mają wywołać konsternację i zainteresowanie - to powiem jedno - temu wodosłowiu, które z wody wynika, woda jest ... i idę by nad nią odpocząć .... A tak konkretnie: gdzie jest "zahaczenie" - sens stwierdzenia: Co zatem łączy świat zmysłów i świat nauki? Umysł? Wszędzie. Bo zarówno "łączy", "zmysłów", "świat", "nauki", "umysł" to pojęcia wyidealizowane, stworzone przez myśl dla myśli - nie dla wyjaśniania czegokolwiek. Dywagowanie nad dywagacją. Wypróżnianie dla wypróżniania. Bo taka jest ostateczna rola myśli. Wydalić. I niepotrzebne jest dręczenie siebie i innych, skoro mówienie o tym jest uwolnieniem. pozdrawiam serdecznie

Wiersz

motto „Bo gdy patrzę na gwiazdę, to czy ona mnie widzi grawitacyjnie?” Analiza wiersza wielce szanownego Pana Andrzeja Talarka, którego światopogląd o istnieniu Boga jest mi przeciwny - bo w Boga nie wierzę. Analizę dokonam z punktu widzenia filozofa, fizyka i po troszę poety, którym czasami-często bywam. Wiersz brzmi tak: Słowo i Ciało Słowa są wzajemnym oddziaływaniem przedmiotów ludzi Boga wszystkiego Słowa są wszechogarniające i wszechobecne nazywają określając na zawsze czy Słowo może być materią? tak ono nią jest czy Słowo Chrystusa staje się ciałem ? tak czy ciało Chrystusa może być opłatkiem? tak dlaczego? bo moja wiara mówi że na początku było Słowo u Boga i Słowo było Bogiem jeśli wierzę w Słowo wierzę w Chrystusa to wierzę w ciało Chrystusa pozostawione w kawałku opłatka jak tego chciał wierzę w Słowo stające się Ciałem wierzę nawet w zamianę Ciała Pszennego w Ciało Człowiecze bo wystarczyło powiedzieć Niech Się Stanie Światłość Słowa wiersza są odzwierciedleniem treści jaką Pan Andrzej odczytuje (nie wymyśla) z rzeczywistości go otaczającej. To co odebrał na przestrzeni życia, które doświadczył i doświadcza, wyrażone jest już w pierwszych wersach: „słowa są oddziaływaniem przedmiotów ludzi Boga wszystkiego”. Przy czym dynamika tego fragmentu jest jakby holistyczna: najpierw są ludzie, potem Bóg a na końcu wszystko. Czy nie kryje się w tym jakiś astygmat niewiary? „Słowa są wszechogarniające i wszechobecne, nazywają określając na zawsze” – Jeśli nie dokonuje tego Bóg, to dokonują tego słowa – określając na zawsze. Słowa w tym ujęciu są substytutem Boga. Słychać to w następnych wersach: „Czy Słowo może być materią? tak ono nią jest ... czy Słowo Chrystusa staje się ciałem ? tak, Czy ciało Chrystusa może być opłatkiem? tak” W następnych wersach następuje ekspiacja słowa jako wartości nadrzędnej, jako pojęcia, które jak słowo Bóg staje się źródłem wszystkiego: „na początku było Słowo u Boga i Słowo było Bogiem” Ale potem następuje zawahanie, powrót do wiary i Chrystusa gdy czytamy: „jeśli wierzę w Słowo wierzę w Chrystusa” Tak postawiona teza, daje się zmaterializować gdy następuje: „wierzę nawet w zamianę Ciała Pszennego w Ciało Człowiecze” Pan Andrzej w swoim wierszu tworzy myślami materię, czas i przestrzeń. Tworzy je w ten sam sposób jak każdy z nas, tylko bardziej pięknie, bardziej wrażliwie i bardziej blisko tego co odbieramy z życia. Bez elementów czasu, materii i przestrzeni nie istnieje żadna wypowiedź, żadna myśl na tym świecie. Gdy pisze: „Słowa są wzajemnym oddziaływaniem”, wymienia elementy przestrzeni („Słowa”, „wzajemnym”) i czasu („są”, oddziaływaniem”). W wersie: „jeśli wierzę w Słowo wierzę w Chrystusa”, elementy czasu (dziania się) to: „wierzę”, elementy przestrzeni to: „Słowo”, „Chrystusa”. Elementy materii w wierszu to słowa: „przedmiotów”, „materią”, „ciałem”, „opłatkiem” i wszystkie odmiany tych słów występujące. Jako fizyk, filozof, poeta - odbieram to tak (bo każdy zapis słowa jest odbiorem): Człowiek od setek lat szuka odpowiedzi na podstawowe pytania. Bada świat materialny i wyciąga wnioski. Ten proces to w większości redukcjonizm. Coraz większe i większe przybliżanie wiedzy o tym, co coraz mniejsze i mniejsze (niedługo ponownie rusza LHC w Genewie, może odkryjemy w końcu cząsteczkę Higgsa?). Pan Andrzej wierzy, że tym podstawowym źródłem wszystkiego był i jest Bóg. Kreacjonizm. Dla zwykłego człowieka spacerującego w Warszawie na Błoniach, czy tu na łąkach Lincolnshire, jedno wszak jest oczywiste – to co odczuwa, pochodzi albo z oddziaływań elektromagnetycznych, albo grawitacyjnych, albo innych ... I jeśli czuje bliskość z otaczającym go światem, pomyśli: jest tak i tak i jestem teraz taki i taki. Nic więcej, nic mniej. I pełny ufności w siebie stwierdzi: „współczesna technologia zmienia świat”. Jakie to piękne i fałszywe zarazem – bo w tym samym stopniu w jakim go upiększa, w takim samym stopniu go niszczy. Odczytywanie natury nie jest zajęciem dla matematyków. Bo matematyka zajmująca się idealizacją przyrody nic tak naprawdę o tej przyrodzie nie mówi. Odczytywanie natury należy do poetów i wszelkich twórców. Bo ten kto maluje obraz, widzi to, czego najbardziej proste równania nie potrafią ująć. Bo ten kto pisze wiersze, słyszy to czego, żadna liczba, pierwsza i ostatnia, nie wyrazi. Muzyka spięta zależnością matematyczną, sekund, kwint i oktaw, nie jest w stanie wyrazić uczuć wyższych ... Dlatego z największą pokorą wiem, że myśli Pana Andrzeja zawiodą mnie do źródła poznania – bardziej niż wywody umysłów elokwentnych i bazujących na ciągłym spieraniu się „mądrych głów” – kto ma rację, dlaczego i po co. Męczący to strasznie świat, ludzi wiecznie nienasyconych i wiecznie zmęczonych sobą. Aczkolwiek moje próżne „ja” (grawitacyjne) bardzo chętnie w stronę tego świata się skłania. W momentach gdy czuję krotochwilność egoizmu - uciekam, chcę być nikt, człowiek-nikt - czyli człowiek-wszystko (Stachura). Zaprawdę powiadam Wam, nie jest to rola ani łatwa, ani przyjemna. Dlatego jeszcze raz wsłuchajmy się w muzykę wiersza: "bo wystarczyło powiedzieć, Niech Się Stanie Światłość" Volta. Jest dla mnie grawitacja tą powszechnie występującą siłą, która tłumaczy kształt roślin, zwierząt, ludzi ... Pozdrawiam Pana Andrzeja i Wszystkich Poetów! Wy-my tworzycie-my Świat! ps. swoimi wywodami nie próbuję nikogo zmienić ani nakłonić do zmiany poglądów. Ufam, że w odbiorze, każdy mój wywód będzie postrzegany jak obraz Van Gogha wiszący w Louvre. Trzeba na ten obraz patrzeć i nie zastanawiać się: po co Van Gogh go namalował. Po prostu czujemy, że jest piękny - lub nie.

poniedziałek, 19 października 2009

Trochę zły ...

A właśnie, ze nie, szanowny Profesorze. Bo właśnie rzeźbienie jest niczym innym jak wydobywaniem z materii kształtu. I pewnie to miał na myśli Weil. Matematyka, wydobywa te kształty, tworzy przestrzenie jednospójne i inne dziwaczne twory. Problem polega na tym, czy rzeźbiarz-matematyk wie co chce wyrzeźbić? Bo gdy odkrywa jakiś fragment rzeczywistości (czytaj: fragment rzeźby), to wydaje mu się, że odkrył jakąś zasadę podstawową. Tymczasem zasada podstawowa tkwi w całości - czyli całej (matematycznej) rzeźbie. Ale tego, żaden specjalista: matematyk, fizyk, biolog itd. nie jest w stanie zauważyć. Bo w ich umysłach rządzi: specjalizacja (czytaj: doktryna).

Dla Maji

Tak, ludzie przepędzani wiatrem, uginający się pod naporem wichury, są jak liście, smagane nieprzerwanie. Pochylają się - przed sobą, za sobą, nad sobą - liść to znosi na co dzień, a czy człowiek potrafi? Jakże to, przecież ma zawsze tyle do powiedzenia, tyle do zaprzeczenia, przed sobą, przed innymi, przed wiatrem. Człowiek nieustannie wymyśla siebie - pojął to kiedyś Człowiek-nikt. Człowiek-ja wymyśla ze strachu, pochlebstwa, prawdy nad prawdami, za wszystko i nic - byle zaistnieć. Pozdrawiam serdecznie i życzę liści co wiatrem szepczą ....

Rzecz o liściach i ludziach

Liść rosnący na przydrożnym drzewie odbiera promienie słońca, dzięki któremu buduje masę organiczną (proces fotosyntezy). Tak przedstawia to Wikipedia: A co decyduje o kształcie liścia? Również Słońce - ale nie tylko. Kształt liścia wynika z oddziaływań grawitacyjnych wszystkich obiektów masowych wszechświata a szczególnie tych najbliższych: Ziemi, Słońca, Księżyca. Na poniższym rysunku przedstawiona jest "paczka" oddziaływań pochodzących od wszystkich planet Układu Słonecznego nałożona na kształt liścia. Poniżej prezentuję iloczyn sinusów dla Ziemi, Księżyca i Słońca, w zakresie od zera do pi lat (czyli w przybliżeniu 3,14 roku). W okresie tym jest 12 mniejszych sub-paczek - bo 12 razy w roku Księżyc obiega dokoła Ziemię. Poniżej - fragment przedstawiający sub-paczki w zakresie od zera do około 1,6 roku. Jedna sub-paczka - od powstania, aż do zaniknięcia trwa przez okres trzech miesięcy. Pojedyncza sub-paczka ma około 15 maksimów (tak jak pokazano to na rysunku z liściem). 5 maksimów odpowiada "wzrastaniu", 5 - kulminacji (w zakresie możliwości rozwoju) i 5 - zanika malejąco do zera. Każdy etap trawa 1 miesiąc. Podobnie jest z korą mózgową człowieka. Oddziaływanie grawitacyjne z powierzchnią mózgu rozpoczyna się w momencie narodzin. Pofałdowania kory mózgowej rozwijają się w rytm jednoczesnego (zmiennego) oddziaływania wszystkich obiektów astronomicznych. Po upływie 3,14 lat (liczba pi) tj. około 3 lat i 1,7 miesiąca, proces oddziaływania rozpoczyna się na nowo, by po przejściu przez maksimum, ponownie spaść do zera. Cykl ten powtarza się przez całe życie.

sobota, 17 października 2009

Materialista

Definicja materialisty ma rozkład normalny lub lognormalny - jak większość pojęć w naszym świecie. Z większą lub mniejszą dokładnością, w zależności od punktu widzenia, pory dnia i pogody, powstają różne współbieżne i rozbieżne pojęcia materialisty. Bardziej lub mniej wiemy co to pojecie oznacza, tak jak bardziej lub mniej wiemy gdzie znajduje się elektron w rozkładzie Schroedingera. Wszystko tak naprawdę zależy od elokwencji definiującego, i jego zdolności do zawarcia większej liczby pojęć pochodnych w definiowaniu pojęcia "materialista". Im większy zbiór słów tym bardziej rozległy ich obszar (zasięg). Niektóre słowa (pojęcia) leżące na granicy rozkładu są bardzo luźno związane z pojęciem wyjściowym. To tak jak powiązać słowa jabłko i materialista - coś je wiąże ... prawdopodobnie dużo. Myślę, że tego typu dyskusje, służą zaspokojeniu próżnego "ja". Są ciekawe, inspirujące, wciągające ... po to, by "wyciągnąć" coś dla siebie. To "siebie", to jest człowiek-ja, który pragnie wszystkiego, a najbardziej chwalebnego potwierdzenia istotności swojego "ja". Jestem taki sam jak każdy inny, bo swoje potrzeby filozoficzne załatwiam tak samo jak każdy inny. Uważam jednak, że jedynym sposobem badania świata jest przyjęcie postawy człowieka-nikt, który widzi te wszystkie igraszki słowne i ich cel, z perspektywy obserwatora umieszczonego poza środkiem ... grawitacji. Ale przecież obserwator taki nie istnieje ... pozdrawiam Mikeregion-Ja: "Tekst o Edisonie jest interesujący, i ..."

czwartek, 15 października 2009

Słowa dla EINE

Dziękuję za słowa wsparcia ... To ciekawe, że idea ta ma już 150 lat i aż korci by znaleźć coś na jej poparcie lub ... zaprzeczenie. Myślę, że potrzebny jest eksperyment, wykonany na korze mózgowej ... własnego mózgu. Nie jest łatwo taki eksperyment wymyślić. Z pewnością musiałby on testować wpływ niewielkich zmian kształtu kory mózgowej na sposób/zakres myślenia. Gdy mocno zastanawiamy się nad czymś, marszczymy brwi, zaciskamy mięśnie wokół czaszki, wywołując dodatkowe ciśnienie zmieniające ukształtowanie kory. To co pomaga ją zmienić i pomagało często wielkim twórcom to - w nadmiarze: 1. alkohol 2. narkotyki 3. sex I to fizjologicznie można wyjaśnić, poprzez większy napływ krwi do mózgu a więc wywieranie większego ciśnienia wewnętrznego na korę - powodującego czasową lub trwałą zmianę jej kształtu. Tak często jest u twórców, że szukają natchnienia w używkach. pozdrawiam serdecznie

Tractatus poetico-philosophicus

1. Filozofia sprowadzona do logiki jest punktowaniem rzeczywistości. Rzeczywistość to przestrzeń, która jest nieskończonym zbiorem punktów, tworzących krzywizny, które nie zawsze podlegają logice. (odniesienie do traktatu logiczno-filozoficznego Ludwika Wittgensteina*) 2. Prawo Newtona w uogólnionej postaci uwzględniające kształt materii: gdzie to krzywizna Gaussa, której szczególny przypadek dla kuli (gdy r1=r2) ma postać: 3. Kształt masy ma wpływ na wielkość jej oddziaływania grawitacyjnego, tak jak ma wpływ na jej postać w odbiorze elektromagnetycznym. Rzeczywistość postrzegana przez człowieka jest efektem ścisłego związku fal elektromagnetycznych (światło) i sił grawitacyjnych. * Ludwig Wittgenstein (1889-1951), Tractatus logico-philosophicus

Czy Newton miał rację …

(impresja filozoficzno-artystyczna) Doświadczenie ze światłem przechodzącym przez dwie szczeliny w przegrodzie po raz pierwszy przeprowadził Thomas Young w 1805 roku. Eksperyment potwierdził falową naturę światła i stanowił poważny argument przeciwko korpuskularnej koncepcji światła, której zwolennikiem był Isaac Newton … A może Newton miał jednak rację … Bo jeśli wziąć pod uwagę działanie zmiennego pola grawitacyjnego, odkrytego również przez Newtona, to … Ale od początku. Niewielkie zaburzenia mogą powodować duże zmiany. Wiemy to z Teorii Chaosu. A co dzieje się w świecie fotonów, jeśli takie zmiany powodowane są polem grawitacyjnym. Czy dla każdego fotonu przemierzającego przestrzeń obojętne są, nieznaczne, ciągłe zmiany pola grawitacyjnego? Jeżeli przyjmiemy, że foton korpuskularny (zachowujący się jak cząsteczka), przebiega wzdłuż linii geodezyjnych pola grawitacyjnego, to czy zmiany tego pola wywołane „wiecznym” i cyklicznym obrotem obiektów Wszechświata, mogą mieć wpływ na jego tor podróży? Odpowiedź na to pytanie znalazła potwierdzenie w przewidzianym przez OTW Einsteina, soczewkowaniu grawitacyjnym, zmieniającym bieg światła odległych gwiazd, przy przejściu obok dużych obiektów astronomicznych – galaktyk. A czy pole grawitacyjne może mieć wpływ na fotony w doświadczeniu z dwiema szczelinami? Gdy strumień fotonów przepuszczamy przez dwa blisko leżące otwory w przegrodzie, na ekranie powstaje znany nam obraz interferencyjny: Rys. Schemat eksperymentu z dwoma szczelinami. s - źródło fal - cząstek; 1, 2 szczeliny, E - ekran, x - wybrany punkt ekranu, w którym rejestrujemy cząstkę (na podstwie: http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/22/szczesny.html) Zakrzywienie przestrzeni (tensor metryczny Einsteina) w której porusza się foton ulega ciągłym zmianom, których rytm określony jest przez cykliczne zmiany położenia obiektów Układu Słonecznego, gwiazd, galaktyk, … czyli całego Wszechświata (zasada Macha). Te niewielkie zmiany, mogą (?) powodować zmianę kierunku fotonu, dając w efekcie wyjaśnienie jego „probabilistycznych” zachowań. Jeden foton trafia w szczelinę 1, inny w szczelinę 2. Na ekranie pojawiają się miejsca wzmocnień i wygaszeń, powstające w wyniku „interferencji fal fotonu” po przejściu przez szczeliny. Ich rozkład i natężenie do złudzenia przypomina „rozkład” i „natężenie” iloczynu funkcji okresowych ciał Układu Słonecznego. Dla Słońca, Ziemi i Księżyca rozkład zmian natężenia pola grawitacyjnego wygląda następująco: Gdy natężenie fotonów jest małe, nadal obserwujemy obraz interferencyjny, ponieważ tor każdego pojedynczego fotonu różni się od siebie nieznacznie. Aby zaobserwować zjawisko interferencji, odległości pomiędzy szczelinami muszą być odpowiednio małe, tak, by każda zmiana toru fotonu lecącego do szczeliny 1, wywołana zmianą krzywizny przestrzeni, mogła być odnotowana przez szczelinę 2. Oddziaływanie grawitacyjne należy do jednych z najsłabszych oddziaływań istniejących w przyrodzie, malejących gwałtownie z kwadratem odległości. Ale przecież te -występujące powszechnie oddziaływanie - utrzymuje w ruchu cały Wszechświat. Niewielkie jego zmiany wywołane tym ruchem muszą (powinny) mieć wpływ na obraz doświadczeń obserwowanych w laboratoriach, w tym na doświadczenie z dwoma szczelinami.

czwartek, 8 października 2009

Ogniskowanie grawitacyjne

Andrzej Krasiński we wnioskach do artykułu „Jeszcze o soczewkach grawitacyjnych” („Postępy Astronomii” wyd. 3/1995), pisze tak: „(...) soczewka grawitacyjna (...) w przeciwieństwie do soczewki optycznej, nie potrafi skupić wiązki promieni świetlnych wyemitowanej z punktu z powrotem w jeden punkt, (...) promienie dalsze od osi optycznej uginają się o mniejszy kąt niż promienie bliskie osi – na odwrót niż w soczewce optycznej. „Obrazem” źródła punktowego utworzonym przez kulistą, nieprzeźroczystą soczewkę grawitacyjną jest cały obszar II na rys. (poniżej)” Soczewkowanie grawitacyjne zostało potwierdzone doświadczalnie. Efekt soczewkowania został przewidziany przez OTW Einsteina. A co z ogniskowaniem, czyli liniami światła zbiegającymi się w jednym punkcie (jak dla soczewki wypukłej)? Dlaczego zbiegają się przechodząc przez ciało obdarzone masą? I czy ma to związek z grawitacją? Wydaje się oczywistym stwierdzenie, że światło (promienie czy cząsteczki) rozchodzą się w tej samej przestrzeni w której rozchodzi się grawitacja (promienie lub cząsteczki). I z naszej obecnej wiedzy wynika, że oba te zjawiska nie mają wpływu jedno na drugie - z wyjątkiem efektu soczewkowania obserwowanego dla odległych galaktyk czy kwazarów. Coś tu nie gra ... Przecież oba zjawiska odczuwamy namacalnie i wzrokowo na co dzień. Przemierzam wspaniałe aleje pobliskiego lasu i myślę tak: światło dzieje się w przestrzeni wypełnionej grawitacją, ale jedno zjawisko od drugiego jest oddzielane przez nas barierą poznania, czyli wiedzy doświadczonej i zapisanej matematycznymi wzorami. Coś tu nie gra po raz drugi! Każdy opis światła powinien mieć odniesienie do grawitacji i na odwrót, skoro ich efekty obserwujemy tu i teraz. (co innego z siłami jądrowymi – silnymi i słabymi, których „odczuwanie” potrzebuje dużych energii). Stąd hipoteza filozoficzno-artystyczna: Promienie światła (jeżeli istnieją) rozchodzą się wzdłuż linii sił (jeżeli istnieją) pola grawitacyjnego. Ogniskowanie grawitacyjne to punkt w którym zbiegają się promienie światła (jak dla ogniskowej soczewki). Ogniskowanie optyczne to punkt w którym zbiegają się linie pola grawitacyjnego (jak dla środka ciężkości masy). Pomiędzy falą elektromagnetyczną (E x B) i grawitacją (G) jest związek: E x B = G PS. dla „krytykantów” Gdy malarz maluje obraz, to czy zastanawia się nad tym czy ktoś go kupi? Nie, po prostu wyraża siebie, swoje doznania. Czy twórca, który tworzy myśli, zastanawia się nad tym, czy ktoś je zaakceptuje. Nie - twórca po prostu tymi myślami żyje. A te myśli żyją twórcą. Tak długo, jak długo twórca nie dozna olśnienia, że inne myśli, odkrycia, zjawiska bardziej do niego przemawiają ... pozdrawiam