poniedziałek, 12 stycznia 2009

Pomiędzy Bogiem a prawdą ...

Byłem dzisiaj jak zwykle na spacerze z Kajratem. Było pochmurnie i padało. Kajrat jak zwykle ścigał sarenki i wiewiórki a ja dumałem i ... nagle doznałem konstatacji: ... Niewiarygodne to i nie zamierzone, ale... wprowadzając definicję masy opartą na zbiorach wszystkich słów istniejących równocześnie, zrobiłem jakby ukłon w stronę religii, w stronę wiary. Bo czymże jest stan istnienia wszystkich słów jednocześnie. To tak jakby w masie wypełniającej cały Wszechświat zawarta była cała wiedza, wszystkie odpowiedzi na odwieczne pytania - ukryte w słowach i związkach pomiędzy nimi, które stopniowo z tej materii wydobywamy ... W religii (nie tylko chrześcijańskiej) takie właściwości ma Bóg. Wypełnia on Wszechświat, jest wszędzie i zna odpowiedź na każde nasze pytanie. To już drugi raz, gdy - w czasie rozważań nad Teorią Słowa - dochodzę do wniosków jakby biblijnych (po raz pierwszy, gdy zapisałem hipotezę, że na poczatku było i na końcu będzie ... słowo). No, muszę iść po mopa. Podłoga w kuchni zadeptana jest błotnistymi łapami Kajrata, który teraz suszy sie przy kominku. ps. Jestem ateistą, ale nie zagorzałym. Akceptuję w pewnym zakresie koncepcje wiary, jeśli wynikają one ze zdrowego rozsądku, a nie z fanatyzmu religijnego...
Prześlij komentarz